Olivia, Victoria - cz. XXXIV

Olivia, Victoria - cz. XXXIV

Tak jak poprzednio oczekiwał już na nich długi stół. Widząc ich grupę, podeszła do nich kelnerka i poprosiła do przygotowanego dla nich stołu, rozkładając kilka kart z menu. Robert poinformował swoich stołowników, że nic wcześniej nie ustalał  z obsługą w zakresie obiadu, prosząc wszystkich o wybranie preferowanych przez siebie potraw i napojów zamieszczonych w menu.  
- Słuchajcie, nie chciałem narzucać wam z góry przystawek, potraw czy napojów, więc jeszcze raz proszę, rzućcie okiem na menu, na co mielibyście dzisiaj ochotę - zaapelował o dokonanie wyboru swoich gości. Mógł sobie mówić czy apelować.  
- Robert, czy powiedział ci ktoś z nas, że nie smakuje mu to, co ty dotychczas wybierałeś na posiłek dla nas? -  zapytała go jak zwykle 'niezawodna' Elena.
- No nie! Ale dlaczego mi o tym mówisz? - z kolei Robert zadał jej pytanie.
- Bo jesteś tu naszym 'szefem' i zdajemy się wszyscy na twoją niezawodną intuicję. Co ty wybierzesz i zamówisz będzie nam smakowało - odpowiedziała, szczerząc do niego zęby w uśmiechu.
- Mówisz to w imieniu wszystkich czy tylko w swoim własnym? - odwzajemnił jej 'szczerzący' uśmiech.
- Macie inne zdanie? - zwróciła sie do rodziny.
- Nie! Robercie, nie przedłużajmy tej przepychanki i przeglądnijmy oboje to menu, a potem co wybierzemy, to będą to jeść - zaproponowała Victoria.
- Dobrze! Zacznij więc przeglądać kartę, a ja idę zamówić przystawki i napoje. Czy może to być to samo, co wczoraj? - zapytał ogólnie.
- Taaaak! - usłyszał chórek zgodnych głosów.
Podszedł więc do kelnerek, stojących przy ladzie bufetu.
- Czy mogłaby pani do nas podejść? - zwrócił się do kelnerki, która ich przyjęła.
- Oczywiście! - powiedziała i podeszła w ślad za nim do stołu.
- Czy wybrali państwo potrawy i napoje? - zapytała bezosobowo.
- Tak! - odpowiedział Robert.
- Na przystawkę prosimy; osiem razy kaszę jaglaną na słodko z owocami oraz sześć razy zawijańce z szynki z serkiem ziołowym z dodatkiem ogórków i papryki w zalewie pepperoni.  
W zakresie napoi prosimy; 8 kielichów szampana z alkoholem, 4 razy szampan bezalkoholowy, 2 duże piwa Heineken, 14 butelkowych soków Tymbark w  dwóch, trzech smakach, butelka wina Riesling plus woda gazowana lub sodowa oraz cztery orange juice - zadysponował dokładnie to samo, co w poprzednim dniu.
- W zakresie obiadu prosimy; 11 razy zupa pomidorowa z lanymi kluskami, 11 razy brizol cielęcy z młodymi ziemniakami i zestawem surówek oraz 11 pucharów lodów z sześcioma gałkami - dodał miłym, uprzejmym głosem. Po przyjęciu zamówienia kelnerka oddaliła się w stronę kuchni.
- Słyszeliście, co zamówiłem. Czy ktoś ma może ochotę na coś innego? - zapytał kurtuazyjnie.
- Robert, ponieważ będzie pewnie jeszcze niejeden wspólny obiad, to wiedz, że ufamy twojej intuicji i zdajemy się na twój wybór, więc aby uniknąć podobnej sytuacji jak teraz, nie czekaj na nasze potwierdzenie. I tyle, jak to ty zwykle mówisz - zabrała głos w imieniu wszystkich Maria.
- Ok! Przyjmuję do wiadomości i dziękuję za wasze zaufanie - stwierdził Robert.
Po chwili kelnerki przyniosły przystawki i napoje i podobnie jak poprzednio, kielichy z szampanem bezalkoholowym Robert postawił przed Olivią, Violettiną, Andreeą i Maricą, a szampan alkoholowy przed pozostałymi biesiadnikami, ponadto wino i wodę sodową przed Andrei'em, a piwa zarezerwował dla Victorii i siebie. Soki z Tymbarku oraz orange juice rozstawił w zasięgu pań i młodzieży. Donoszone przystawki też zostały rozdzielone podobnie jak poprzednio; zawijańce trafiły do rodziców, ciotki Violetty oraz Victorii i Roberta, a mamałyga z kaszy do pozostałej młodzieży.  
- Robercie, możesz nas uprzejmie oświecić, z jakiej okazji mamy pić dziś szampana? - zapytała bardzo uprzejmie Elena, przylepiając do buzi swój charakterystyczny uśmiech.
- Na dobre trawienie, a poza tym z okazji udanych i nie męczących zakupów - odparł pogodnym tonem Robert.
- Faktycznie, masz rację. Za to warto wznieść toast. Gdyby nie twoja elokwencja szwagierku, uprzejmość obsługi tego sklepu, ale pewnie i twoja kasa, to prawdopodobnie męczylibyśmy się i tułali jeszcze po niejednym sklepie - stwierdziła
Z daniami obiadowymi i deserem lodowym nie było problemu, bo wszyscy dostali to samo. Kiedy spożyto i wypito, to co zostało podane, Robert uregulował należność kartą z doliczeniem sowitego napiwku dla obsługi. Po obiedzie w dobrych nastrojach powrócili do domu. Ponieważ mieli zgromadzone niezbędne zapasy produktów na kolację i śniadanie, należało tylko rozważyć i ustalić sposób spędzenia pozostałej części dnia. Robert zwrócił się więc dyskretnie w tej sprawie do Victorii.
- Victorio, możesz zapytać rodziców i pozostałych gości, jak chcieliby spędzić resztę dzisiejszego dnia? -  
- Oczywiście! - odpowiedziała z uśmiechem.
- Ja na przykład z chęcią spędziłabym resztę dnia z tobą - powiedziała.
- Nigdzie się nie wybieram, więc nie widzę problemu, abyśmy byli razem - powiedział.
- Ale ja miałam na myśli sypialnię - powiedziała ze śmiechem, muckając go w usta.
- Ładnie by wyglądało, gdyby gospodarze zamknęli się w sypialni, zostawiając gości samym sobie - odparł Robert, traktując wypowiedź Victorii w sposób żartobliwy.
- Ja też żartowałam, ale nie sądzę, aby większość chciała na przykład wybierać się gdzieś w miasto, wiedząc, że jutrzejszy dzień może być dość męczący - dodała, sama nie wiedząc co przyniesie jutrzejszy dzień, a przecież nie wiedziała wszystkiego o działaniach Ani czy Gosi.  
- Á propos jutrzejszego dnia kochanie! Czy przypadkiem tak ty, jak pozostałe panie czy  dziewczyny nie planujecie jakiś wizyt u fryzjera, kosmetyczki czy coś w tym stylu? - zapytał na wszelki wypadek, ponieważ na własnej skórze doświadczył, że jego partnerka o czymś takim przypominała sobie pięć minut przed imprezą czy wyjściem z domu. Po minie Victorii poznał, że coś jednak jest na rzeczy. Nie ponaglał jej, czekając co powie.
- Robercie, jesteś kochany! Jak mogłam o czymś takim zapomnieć. Na pewno mama i ciocia jutro zrobiłyby z tego problem. Przypuszczam też, że pozostałe dziewczyny poza Andreeą i Maricą pewnie też będą chciały wyglądać na bóstwa, więc co radzisz zrobić, aby jutro nie było z tym problemu? - zapytała z nadzieją w głosie, że Robert znajdzie odpowiednie wyjście.
- Jutro jest wtorek, więc nie sądzę, aby fryzjerki we wtorki przed południem miały zatrzęsienie klientek. Musimy tylko znaleźć odpowiedni salon - odpowiedział.
- Ja idę do komputera, a ty zrób rozeznanie, jak chcieliby spędzić resztę dnia. Może to być wycieczka do ZOO czy do centrum Krakowa, wyjazd poza miasto czy coś podobnego. Ściągniemy kierowcę busa i na dwa samochody możemy gdzieś pojechać, oczywiście jeżeli zechcą. Nie będziemy ich uszczęśliwiać na siłę. Za dziesięć minut przyjdź do gabinetu i oboje skonfrontujemy na czym stoimy, OK? - Robert przedstawił swój punkt widzenia i propozycje.
Rozeszli się więc, udając się; Victoria do rodziny, a Robert do swojego gabinetu. Otworzył komputer i zaczął przeglądać strony z salonami fryzjersko-kosmetycznymi, zlokalizowanymi w miarę blisko od jego domu, dzwoniąc do kilku z nich. Po zebraniu niezbędnych informacji i zapoznaniu się z krótkimi opiniami na temat zakresu usług, profesjonalizmu i podejścia do klienta, wybrał jeden z pobliskich salonów i ponownie zadzwonił. Usłyszał miły, sympatyczny głos młodej kobiety. Przedstawił się i pokrótce poinformował swoją  rozmówczynię w jakiej sprawie dzwoni i jaki zakres usług wchodzi w grę, podając wstępnie ilość osób oraz czas w jakim usługa miałaby być wykonana. Rozmówczyni poprosiła o chwilę przerwy w celu porozumienia się z zespołem. Po niedługim czasie odezwała się ponownie, informując go, że salon jest w stanie wykonać usługę w dniu jutrzejszym, ale potrzebny jest osobisty kontakt i zawarcie coś w rodzaju umowy, ponieważ musi ściągnąć do pracy cały zespół i potrzebne jest jej  minimum gwarancji, że zostanie on odpowiednio wykorzystany. Robert wyraził zgodę na kontakt, umawiając się, że w przeciągu pół godziny oddzwoni i umówi się co do czasu spotkania. Po zakończeniu rozmowy wyszedł szukać Victrorii. Słysząc jej głos w salonie, wszedł i zobaczył całą rodzinę w komplecie, zawzięcie dyskutującą i przekrzykującą się. Widząc Roberta umilkli i zwrócili się w jego stronę.
- Robert, przestańcie oboje z Victorią zaprzątać sobie nami głowę. My czujemy się w waszym domu lepiej niż inni na wczasach w domu wczasowym. Czego nam tutaj brakuje? Mamy basen, w którym możemy do woli kąpać się, pływać i bawić się. Mamy trawnik, leżaki, altanę, ścieżki, po których możemy spacerować, biegać czy gonić się. Dlaczego chcecie koniecznie wywozić nas gdzieś w miasto czy poza miasto? A poza tym czujemy się tu już jak u siebie. Nie musicie się też bez przerwy o nas martwić. Wiemy już, gdzie jest restauracja, wykupicie nam posiłki, tak jak kierowcy busa i nie będziecie się musieli martwić o nasze wyżywienie. A poza tym, oboje z Andrei'em i Violettą stwierdziliśmy, że nigdzie nam tak dobrze nie będzie i chcemy was prosić o przedłużenie naszego pobytu u was na całe dwa lub nawet trzy tygodnie, o ile przedłużą mi urlop. Andrei i Violetta nie będą mieli z tym problemu, gorzej ze mną, ale spróbuję to załatwić. Tak więc Robercie jak widzisz, napytałeś sobie chłopie kłopotu nie lada, zapraszając nas do siebie, o, przepraszam, teraz już do was i będziecie musieli to jakoś przeżyć. I tyle, tak, że dzisiaj nigdzie nie jedziemy ani nie wychodzimy, bo o ile wiem, kolację nam zapewniacie w domu - wypowiedziała się energicznie w imieniu całej rodziny Maria.
- To teraz już wiesz Robercie, skąd i dlaczego było to głośne pokrzykiwanie i przekrzykiwanie się. Dobrze, że pojawiłeś się, bo wydzierali się na mnie, dlaczego tak koniecznie chcemy się ich pozbyć z domu, gdzie tak wspaniale czują się i odpoczywają - powiedziała, śmiejąc się Victoria, udając przy tym z humorem, jak strasznie się na niej wyżywali.
- Dobrze, to od teraz dajemy wam pełny luz. Jak będziecie mieli dość siedzenia i wypoczywania tutaj, to prosimy oboje z Victorią o sygnał i być może uda nam się spełnić wasze życzenie. A teraz chciałbym przedstawić wam naszą drugą propozycję. Nauczony smutnym doświadczeniem, że często panie nie pamiętają o swoich potrzebach w zakresie urody czy pielęgnacji i domyślając się, że będziecie chciały jutro na naszym ślubie wyglądać jak bóstwa, pozwoliłem sobie spełnić i uprzedzić wasze życzenia w tym zakresie. Jutro, zaraz po śniadaniu, około godziny 8.30 - 9.00 zawieziemy was do salonu fryzjersko-kosmetycznego, gdzie zgodnie z waszymi życzeniami panie z salonu zajmą się wami wszystkimi bez wyjątku, łącznie z moją narzeczoną (tu zrobił teatralny ukłon w stronę Victorii) i ewentualnie naszymi skromnymi osobami czyli Andrei'em i mną. To tyle co chciałem dodać od siebie - zakończył Robert swoją wypowiedź.  
- I to jest właśnie właściwe, gościnne podejście do sprawy. Dobrze cię oceniłam Robert, masz dobre wyczucie w sprawach kobiecych, bo tak jak mówisz, jutro pewnie wszystkie nagle uprzytomniłybyśmy sobie, że nie mamy odpowiednich fryzur, makijażu czy jeszcze czegoś tam innego i  byłby płacz albo zgrzytanie zębów - oświadczyła Maria.
- Dlatego zostawimy was samych i na chwilę podjedziemy z Victorią do tego salonu, aby ostatecznie uzgodnić sprawę - powiedział Robert.
- Eleno i Olivio, ponieważ jesteście obok nas najlepiej obeznane z domem, kuchnią i innymi pomieszczeniami, pokażcie mamie i cioci wszystko, co zechcą zobaczyć oraz zadbajcie o to, aby  w salonie, pokoju czy w altanie, jeżeli ktoś zechce tam wypoczywać była wystarczająca ilość wody mineralnej i soków, a dla taty wina i wody sodowej do szprycera - dodał, zwracając się do swoich szwagierek. Razem z Victorią przeszli do jego gabinetu i ponownie połączył się z salonem fryzjerskim. Kiedy usłyszał głos kobiety, z którą rozmawiał poprzednio i umawiał się na określoną godzinę, przedstawił się i powiadomił ją, że za około 15-20 minut pojawi się w salonie wraz z narzeczoną. Wyszli do garażu i po chwili jechali samochodem do umówionego salonu. Kiedy pojawili się w drzwiach salonu, naprzeciw nim wyszła młoda kobieta.  
- Domyślam się, że to pan Robert z narzeczoną, tak? - powitała ich oboje.
- Tak! To moja narzeczona, panna Victoria. Jutro oboje bierzemy ślub - przedstawił Victorię Robert.            
- Podsumujmy więc to, co już wiem. Z tego co pan mówił, jutro około 8.30 - 9.00 przyjedziecie państwo większą grupą osób, w tym 9 kobiet i 2 panów w celu poprawienia lub lekkiej zmiany swojego image, tak? - podsumowała swoje informacje przedstawicielka salonu.
- Mniej więcej! Wśród tych kobiet są dwie dziewczynki w wieku 10-12 lat i 2 panienki 16 letnie. Jedną z bardziej dojrzałych pań jest mama mojej narzeczonej, a druga jej ciotką, siostra mamy. Przypuszczam, że zaspokojenie życzeń tych pań, może być dla pani i pozostałego personelu prawdziwym wyzwaniem, ale sądzę, że jest to w zasięgu waszych możliwości - Robert wyraził swoje zdanie może nie do końca w sposób przemyślany, ale przynajmniej z humorem. W końcu ustalono, że w następnym dniu czyli dniu ślubu całe towarzystwo pojawi się w salonie po godzinie 8.30, przewidując, że wykonanie usługi nie powinno trwać dłużej niż do 12.00. Finalizując ustalenia, spisano skróconą umowę na wykonanie usług fryzyjersko-kosmetycznych i wpłacona została  zaliczka w wysokości 200 zł. Po załatwieniu sprawy, wrócili do domu, gdzie pozostała część rodziny Victorii spędzała popołudniowy czas w sposób dowolny, jak komu pasowało, w basenie, na leżakach czy pływając na materacu. Widząc Roberta, najmłodsze dziewczynki podbiegły i poprosiły go, aby włączył przeciwprądy i fontanny. Olivia natychmiast do niego dołączyła, bo chciała trochę pomanipulować urządzeniami. Włączył więc pompy do fal i przeciwprądów oraz pompy fontannowe wraz z oświetleniem i pompy powietrzne do jacuzzi. Przypomniał Oliviii jakie przyciski i do czego służą oraz żeby je naciskać pojedynczo, po czym  przekazał jej sterowanie mocą i dyszami kierunkowymi pomp, a sam dołączył do leżakujących rodziców Victorii i ciotki. Kiedy woda w basenie zaczęła bulgotać i wirować, spychając czy przewracając znajdujące się w basenie dziewczyny, rozległy się krzyki, chichoty i pluskania. Do tego Olivia manipulowała włącznikami czy obrotowymi rezystorami dość chaotycznie, tak, że prądy i zawirowania faktycznie poniewierały osobami w basenie. Kąpiący zaczęli więc krzyczeć do Olivii, aby zmniejszyła siłę strug wody wyrzucanych przez pompy, a ta albo ich nie słyszała, albo po prostu nie reagowała na ich prośby. Elena w końcu nie wytrzymała, podbiegła do Olivii i odsunęła ją od tablicy sterującej.
- Głucha jesteś, kiedy krzyczymy, żebyś przestała się wygłupiać? - strofowała młodszą siostrę rozeźlonym głosem.
- Tobie było wolno to robić, a mnie już nie, tak? - odburknęła, też nieźle zdenerwowana Olivia. Victoria zauważyła, że między siostrami powstało napięcie, zwróciła się więc do Roberta, aby wyłączył urządzenia w basenie i pozwolił ochłonąć dąsającym się na siebie siostrom, a także odpocząć kąpiącym się w basenie. Podszedł więc do centralki i wyłączył wszystkie urządzenia w basenie. Zerknął na wskaźniki informujące o stanie natlenienia i czystości wody. Nie zauważył nic nienormalnego, więc pozostawił parametry automatycznego filtrowania wody bez zmian.  
Wrócił do Victorii, która w międzyczasie zajęła jeden z wolnych leżaków i  smarowała się żelem z filtrem UV , chcąc chociaż przez chwilę skorzystać ze słońca. Widząc, jak smaruje swoje jędrne, sterczące cycki, podniecił się. Podszedł  do niej, zabrał jej tubę z żelem i sam rozpoczął smarowanie jej piersi, połączone z pieszczotą. W pewnej chwili nie wytrzymała.  
- Chodź ze mną! - powiedziała już nieco gardłowo i złapała go za rękę. Obejrzał się, nikt na nich nie zwracał uwagi, więc posłusznie poszedł za Victorią. Weszli do domu i Victoria idąc przez salon, skierowała się do holu, a potem na pierwsze piętro, cały czas trzymając go za rękę. Weszli do sypialni i kiedy podeszli do łóżka, popchnęła go do pozycji leżącej i bez słów, energicznym ruchem pozbawiła go spodenek wraz z majtkami. Był podniecony jej widokiem, więc jego kutas kiwał się dumnie, celując w sufit. Victoria równie szybko jak jego spodenek pozbyła się spódniczki z majtkami.
Też była podniecona, ale na wszelki wypadek napluła na dłoń i nasmarowała żołądź kutasa, okraczyła go i rozgarniając swoje 'firaneczki', przeciągnęła nim kilkakrotnie po szczelince i delikatnie przysiadając, nasunęła się na niego, otulając go miękkim futerałem pochwy. Po paru przysiadach wchłonęła go w siebie i rozpoczęła 'jazdę'. Wiedział, co ma robić, więc pochwycił jej błyszczące, śliskie od żelu piersi i zaczął je pieścić, głaszcząc i tarmosząc czy podszczypując palcami sztywne sutki. Podniósł lekko kolana, umożliwiając jej ślizganie się pośladkami po jego udach i dobijanie do końca pod różnym kątem. Było jej dobrze, czując, że ma go w sobie, więc przedłużała 'jazdę' na ile się dało, podnosząc stopień podniecenia i zadowolenia na coraz wyższy poziom, tak u siebie jak i u Roberta, któremu tym razem niewiele brakowało do 'szczytu', więc ścisnął kutasa u nasady i poczekał, aż poczuje ból. Napięcie osłabło i parcie do wytrysku też. Teraz spokojnie mógł zająć się Victorią i doprowadzić do jej 'szczytu', ale że obojgu się nie spieszyło, więc trochę trwało to 'kto, kogo?' prędzej doprowadzi do finału. Victorii w końcu znudziło się 'czekanie' więc zsunęła się z niego i położyła na wznak.
- Chodź tu i pieprz mnie, aż wióry mi z tyłka polecą - poprosiła nie przebierając w słowach, już nieco niecierpliwym i chrapliwym głosem, nie mogąc osiągnąć spełnienia. Zmienili więc  pozycję i Robert wjechał z impetem w nią, osiągając dno, równocześnie palcem prawej ręki zaczął ostro drażnić łechtaczkę. Poskutkowało. Zaczęła sapać i dyszeć, coraz mocniej pojękując i stękając, kiedy dobijał do końca. W szybkim tempie zaczęła dochodzić, by po chwili prawie wrzasnąć, jakby jej wyrwał zęba i znieruchomieć. Jego kutas też zaczął drgać i pulsować, wyrzucając z siebie zawartość jąder. Poczuła to, bo przywarła do niego mocniej. Oboje dyszeli jak po ciężkiej pracy, by po chwili poczuć odprężenie i zadowolenie jako wynik tej 'orki'.  
- Dobrze było! Tak trzymaj kochany! - odezwała się do niego radosnym głosem.
- Poza tym, czeka cię za to dzisiaj nagroda - dodała, zadowolona ze stylu, w jakim ją zerżnął. Zobaczyła, że patrzy na nią wyczekująco.
- Możesz zerżnąć dzisiaj wszystkie laski, które wezmą udział w twoim wieczorze kawalerskim, o ile tylko wystarczy ci sił. I nie chodzi tutaj o jakieś obce laski, tylko o te w rodzinie - oświadczyła i patrzyła na niego rozbawionym wzrokiem, widząc jego pełne zaskoczenie.
- W zabawie mogą wziąć udział tylko Elena, Olivia, Mihaela i ewentualnie Violettina, chociaż nie wiem, czy będzie zainteresowana. Jest nieco starsza od Olivii, ale mentalnie wygląda mi na znacznie młodszą - dodała, co oznaczało, że nie wiedziała, co rozegrało się w nocy, kiedy ona spała. Był w dylemacie, czy wyprowadzać ją z błędu, czy pozostawić wszystko tak, jak jest.
- Masz na dzisiejszy wieczór i noc pełną swobodę działania, pod warunkiem, że twój kutas musi się do rana zregenerować i być dyspozycyjny, jeżeli moja cipka dojdzie do siebie i rano będzie w potrzebie - oświadczyła pogodnym, wesołym głosem. A on myślał, że to poprzedni wieczór i noc podarowała mu jako wieczór kawalerski, zostawiając go samego z Eleną i Mihaelą.
- Czy one o tym wiedzą? - zapytał na wszelki wypadek.
- Pewnie! Elena już przed tygodniem urabiała mnie i zapewniała sobie możliwość urządzenia ci wieczoru kawalerskiego z jej i Olivii udziałem, nie wiedząc, że przybędzie jej dodatkowo jeszcze jedna konkurentka, a być może i dwie.  
- Co taki jesteś zdziwiony? Masz szczęście, że tata odzyskał wigor, a prawdopodobnie i formę, bo chodzi jak kogut koło mamy i ciotki, tylko patrzeć jak zacznie piać. Miałbyś naprawdę przechlapane, bo myślę, że tak mama, jak i ciotka nie odmówiłyby sobie przyjemności wzięcia udziału w twoim wieczorze kawalerskim. A to, że w tym wieczorze uczestniczyłyby ich córki, pewnie by je tylko bardziej rajcowało - Victoria dość wyczerpująco przedstawiła Robertowi, co mogłoby go czekać, gdyby Andrei'a nie podrajcowały i 'obudziły' do 'życia' gołe cycki żony czy  własnych córek, a także szwagierki i jej córek. Myśl o tym, co go czeka wieczorem, a być może i w nocy, podnieciła Roberta do tego stopnia, że jego kutas ponownie osiągnął 'gotowość' bojową.  
- No nie! Przy tobie nie da się nawet mówić o seksie, bo ten zbój znowu ci stoi - powiedziała, widząc ponownie sztywnego kutasa.
- Cipkę mam co prawda nieco obolałą, bo zgodnie z tym, o co cię prosiłam, potraktowałeś ją niezbyt przyjacielsko, ale kiedy teraz okażesz jej więcej delikatności, to z chęcią utuli tego twojego 'cwaniaczka' - to mówiąc ułożyła się na boku, tyłem do niego i wypięła zachęcająco kuperek w jego stronę. Położył się za nią i przytulił, bodąc kutasem jej pośladki. Sięgnęła ręką za siebie, ujęła kutasa i delikatnie wsunęła się na niego. Przytulił się mocniej i wszedł głębiej w jej norkę, która go dość szczelnie opatuliła. Kochali się wolno i delikatnie, przy tym Robert objął ręką jej piersi, gładząc pieszczotliwymi gestami. Byl mocno napalony, więc wiele nie potrzebował aby dojść, ale Victoria też chciała mieć coś przyjemności, więc przesunęła jego dłoń na łechtaczkę i sterując jego ręką dyktowała tempo i siłę nacisku. Dość szybko dogoniła go stopniem podniecenia, po czym przyspieszyła tempo kopulacji i szybkość drażnienia łechtaczki, czując pulsowanie i drgania jego kutasa. W chwili kiedy poczuła wciskające się w jej pochwe nasienie, doszła i ona, może z mniejszą intensywnością niż poprzednio, ale orgazm to orgazm. Sprawił jej niewiele mniej przyjemności od poprzedniego. Kiedy kutas powrócił do pozycji spoczynkowej i wysunął się z niej, odwróciła się na wznak, sygnalizując potrzebę wytarcia cipki. Robert zadowolony ze współżycia, szybko zsunął sie z posłania i wyszedł po ręcznik. Kiedy powrócił, zaczął wycierać delikatnie cipkę i jej okolice, wkładając w to dużo uczucia i zadowolenia. Widząc, że za bardzo celebruje wycieranie jej cipki, odebrała mu ręcznik, wytarła siebie i jego, po czym udała sie do łazienki. Powróciła po chwili pachnąca i odświeżona. Zrelaksowana, podziękowała mu pocałunkiem za doznania.
- Dobrze było, ale na teraz musi wystarczyć, czyż nie tak kochanie? - bardziej stwierdziła niż zapytała.  
- Musisz zachować coś sił na wieczór, abyś jakoś wypadł wobec tylu młodych lasek. Ja czuję się świetnie i swój panieński wieczór, a może raczej popołudnie uważam za w pełni udane. Obsłużyłeś mnie tak pięknie, że inne mogą sobie pomarzyć o czymś takim. Będę miała naprawdę miłe wspomnienia z przede dnia ślubu i to dzięki tobie, a nie jakimś facetom, którzy za forsę prezentują swoją muskulaturę albo walory niektórych  części swojego ciała przy piskach, chichotach i takich tam 'ochach, achach' przyjaciółek czy koleżanek panny młodej - podsumowała swoje przeżycia i punkt widzenia na wieczór panieński.
- A poza tym mój kochany, to, że postarałeś się, aby na naszym ślubie byli moi rodzice i wszystkie siostry, było chyba najmilszą niespodzianką i będzie najlepszym prezentem dla mnie w dniu ślubu. Kocham cię za to Robercie, bo widzę i czuję, że lepszego męża niż ty nie mogłabym sobie nawet wymarzyć - dodała głosem pełnym uczucia.
- Chodźmy lepiej do nich, bo zaczną myśleć o nas, jak o seksoholikach - powiedział Robert, zażenowany nieco jej nieustannym wychwalaniem jego zalet i uczucia do niej.
- I co w tym złego? Jutro o tej porze będziesz moim mężem - stwierdziła pogodnie.
- A poza tym, co sądzisz Robercie o tym, co powiedziała mama, że chcą przedłużyć pobyt w naszym domu? - zagadnęła, nie będąc pewna, jak Robert przyjął oświadczenie jej mamy, będące praktycznie  decyzją o przedłużeniu ich pobytu, bez pytania ich o zdanie, stawiając ich tym samym przed faktem dokonanym.
- Nie wiem jak tobie, ale mnie to nie tylko nie będzie przeszkadzać, ba, będzie wręcz pochlebiać, że czują się u nas tak jak na wczasach, tym bardziej, że nie chcą nam sprawiać kłopotu i godzą się na stołowanie w restauracji. Załatwienie tej sprawy nie powinno być problemem, chyba, że ty będziesz miała inne zdanie w tej sprawie - odpowiedział w pogodnym tonie, wykazując przy tym wręcz zadowolenie z decyzji rodziców Victorii i jej ciotki, wiedząc o ich dość silnej więzi rodzinnej.    
- Oni faktycznie czują się u nas tak jak na wczasach, więc zgodnie z tym co powiedziała mama, ja od dziś uważam ich za domowników. Pokażemy im, gdzie co jest i niech sami troszczą się o siebie. Zapytamy ich tylko, czy chcą korzystać w restauracji z całodziennego wyżywienia, czy tylko z obiadów - Victoria była wyraźnie zadowolona z wypowiedzi Roberta i faktu, że rodzice dobrze czują się w ich domu.
- Niedługo przekonamy się, czy mama z ciocią zainteresują się kolacją, czy będą czekać na nas - zauważyła zdawkowo Victoria, jakby nie bardzo wierzyła w to, że mama i ciotka faktycznie przejmą troskę o rodzinę w zakresie przygotowania posiłków. Dzień był pogodny i słońce dość mocno przygrzewało, tak że rodzice Victorii i ciotka przenieśli się do zacienionej i chłodniejszej altany, a kąpielą w basenie i leżakowaniem zainteresowana była tylko młodzież. Elena wraz z Mihaelą wybrały pływanie na materacu, natomiast Olivia z Violettiną leżakowały, opowiadając sobie ciekawsze epizody i historie z życia szkoły. Ponieważ do kolacji pozostało jeszcze trochę czasu, Victoria weszła do kuchni, zorientować się w zakresie produktów na kolację, a Robert ponownie uruchomił basenowe atrakcje, łącznie z pompami powietrznymi, budząc entuzjazm i wesołość najmłodszych szwagierek; Andreei i Marici oraz niezbyt wesołą reakcję Eleny i Mihaeli, których materac wykonał na wzburzonej wodzie kilka nieprzewidzianych ewolucji i zachowując się jak narowisty koń, zrzucił je do wody, wywołując wybuch wesołości i śmiechu u obserwujących to widowisko sióstr, nie wyłączając samego Roberta. Elena i Mihaela widząc jaką frajdę zrobiły swoim siostrom, nie mogąc opanować 'narowistego' materaca, roześmiały się w końcu same. Wyciągnęły materac z wody i wyszły z basenu, rozkładając materac na trawniku, aby wysechł. Elena szepnęła coś do Mihaeli i ta kiwnęła na Olivię i Violettinę, a potem w trójkę udały się razem do domu. Elena natomiast podeszła do Roberta i zapytała, czy pozwoli jej i pozostałej trójce dziewczyn skorzystać ze swojego komputera w gabinecie oraz drukarki. Robert nie robił jej w tym zakresie przeszkód i pozwolił korzystać bez ograniczeń, tak z komputera, jak i z drukarki. Kiedy Elena odeszła, Robert pobawił się chwilę z najmłodszymi szwagierkami, którym zafundował kilka niespodzianek w postaci podświetlenia wyrzucanych przez dysze strug wody czy bąbli powietrznych pojawiających się na dnie i bokach basenu. Potem zaprezentował im 'ukłony' fontann wodnych również podświetlonych na kolorowo. Tymczasem Maria, jakby wiedziona czy przyzwana telepatycznym przekazem weszła do domu i słysząc krzątaninę, weszła do kuchni, gdzie Victoria przeglądała poszczególne szafki porządkując i układając produkty.
- Victorio, rozmawialiście może z Robertem o tym, co powiedziałam po obiedzie? - zapytała bardziej z niepokojem niż z ciekawości.
- Oczywiście, przecież nie dałaś nam wyboru, ale z góry zdecydowałaś, że mamy się cieszyć z tego, że przez kolejne tygodnie będziecie nam siedzieć na głowie - odpowiedziała, obserwując reakcję mamy. A Maria oblała się rumieńcem jak panienka, spoglądając z niepokojem na córkę.
- Ale dałam popalić! Victorio, nie wiem, co powiedzieć, ale na pewno masz rację - sumitowała się, wpadając w coraz większe zakłopotanie.
- Mamo, wyluzuj! - Victoria widząc, że matka jest bliska paniki, roześmiała się.
- A mówiłaś przecież, że poznałaś się już co nieco na swoim przyszłym zięciu i co? - powiedziała z lekkim przekąsem w głosie.
- Wiesz, co mi powiedział, kiedy zapytałam go, co sądzi o twoim pomyśle? - zapytała i zobaczyła, że matka lekko odetchnęła na jej słowa i patrzy na nią wyczekującym wzrokiem.
- Powiedział, że pochlebia mu to i cieszy się, że chcecie przedłużyć swój pobyt u nas. Jego zdaniem, oznacza to, że czujecie się u nas dobrze nie tylko jako goście czy wczasowicze, ale tak, jak to bywa tylko w kochającej się rodzinie. A jeszcze jak powiedziałaś, że nie chcecie, abyśmy was traktowali jak gości i sami zatroszczycie się o siebie, to był po prostu w siódmym niebie i to nie ze względu na siebie, ale na mnie, bo bał się, że będę za bardzo przejmować się wami i stresować całą sytuacją. Tak więc mamo, pomyślcie o załatwieniu wam wszystkim urlopu czy innego wolnego, bo pewnie wyjedziecie stąd wszyscy razem pod koniec sierpnia, razem z Eleną i Olivią, a my z Robertem będziemy cieszyć się, że pobędziecie razem z nami trochę dłużej, niż zakładaliśmy. On kocha nie tylko mnie, ale również was i całą naszą rodzinę, łącznie z ciocią i jej córkami - powiedziała szczęśliwa, że Robert jej nie zawiódł i uznał jej rodzinę jeszcze przed ślubem, za swoją własną. Mina Marii na jej słowa mówiła sama za nią.
- Trafił ci się Victorio naprawdę dobry człowiek - podsumowała wzruszona jej słowami Maria.  
- A ty mamo, musisz to przyznać, zwątpiłaś w niego? Widziałam twoją minę, kiedy żartowałam, że nie dałaś nam wyboru - powiedziała, śmiejąc się, ale zdawała sobie sprawę, że potraktowała mamę trochę zbyt ostro.
- Dobrze, że przyszłaś mamo, bo po pierwsze; chciałam cię właśnie zapytać, czy podtrzymujesz to co powiedziałaś i myślicie poważnie o przedłużeniu pobytu? Po drugie; jeżeli zostaniecie, to stołowanie w restauracji ma obejmować tylko obiady, a śniadania i kolacje w domu, czy w grę wchodzi stołowanie całodzienne? - zapytała.
- Ja też po to cię szukałam. Tak jak powiedziałam, rozmawialiśmy z Andei'em i Violettą o tym co powiedziałam.  Dopiero później do mnie dotarło, że faktycznie postawiłam was przed faktem dokonanym, na co mi zwróciła uwagę Violetta. Dlatego my też chcieliśmy się upewnić, czy po tym co powiedziałam, zechcecie nas gościć i na jak długo? Z tego co mówisz, wynika, że możemy być u was nawet cały miesiąc, więc pojutrze weźmiemy się za załatwianie tej sprawy.
Z tego co wiem, Violetta i Andrei nie będą z tym mieli problemu, ze mną może być trudniej, ale mam dużo urlopu, bo w ubiegłym roku wykorzystałam tylko część, więc kwestia wiąże się tylko z tym, czy zechcą mi dać cały miesiąc. Co do wyżywienia, to myślę, że stołowanie w restauracji obejmowałoby tylko obiady, a śniadania i kolacje robilibyśmy sobie w domu. Ta kuchnia jest tak dobrze wyposażona, że aż chce się w niej przebywać, więc wystąpi tylko kwestia zaopatrzenia, ale zorientowałam się już, że w okolicy jest sporo sklepów, więc i z tym nie będzie problemu - podsumowała temat przedłużenia ich pobytu Maria.
- Kwestię zaopatrzenia mamo weźmiemy na siebie, bo my też musimy jeść i będziemy kupować jedzenie, więc zawsze wieczorem ustalimy, co trzeba będzie kupić i to załatwimy, na przykład wracając z pracy - powiedziała Victoria po wysłuchaniu mamy.  
- To może teraz poprosimy ciocię Violettę i powiemy jej, co ustaliłyśmy, a potem wspólnie przygotujemy dzisiejszą kolację - zaproponowała Victoria.  
- I bardzo dobrze. Pójdę teraz do nich i powiem im, że zaklepałam nam wczasy u was na cały miesiąc. Zobaczymy jak oni to przyjmą, chociaż jestem przekonana, że nie trzeba będzie ich zbyt mocno przekonywać, bo tak Andrei jak i Violetta czują się tutaj bardzo dobrze - powiedziała ze śmiechem i poszła z powrotem do altany. Po niedługim czasie pojawili się całą trójką w kuchni.
- Victorio, ty mówiłaś serio, że możemy być u was nawet cały miesiąc? - upewniała się Violetta.
- To co, mamy wam to dać na piśmie, żebyście uwierzyli? - odpowiedziała pytaniem Victoria.
- Ciociu, przepraszam, że tak powiedziałam. Zabrzmiało to może trochę głupio, ale naprawdę, tak Robert jak i ja będziemy cieszyli się z tego, że spędzicie z nami trochę więcej czasu, niż planowaliście, oczywiście jeżeli zechcecie - Victoria zreflektowała się i złagodziła ton swojej wypowiedzi. Podeszła do ciotki, objęła ją i pocałowała na zgodę.
- Naprawdę będzie nam przyjemnie gościć was dłużej - dodała ciepłym, serdecznym głosem.
- Przestań, bo się rozbeczę. Prawie wymusiłam na twojej mamie nasz przyjazd, a teraz chcecie jeszcze przedłużyć nasz pobyt u was, wiesz jak ja się czuję? - powiedziała wzruszonym głosem, przytulając serdecznie siostrzenicę.
- Normalnie ciociu! Czuj się normalnie i przyjmij do wiadomości, że tak Robertowi jak i mnie będzie miło was gościć. Macie tylko czuć się dobrze i rodzinnie - dodała, odwzajemniając uścisk.
- A tak przy okazji, co o tym sądzą Mihaela i Violettina? Pytał je ktoś ciociu, czy chcą zostać dłużej u nas? - zapytała, śmiejąc się Victoria.
- O to jestem spokojna. Mam oczy i widzę w jakim stanie była Mihaela i jak odżyła za te dwa dni. To chyba tutejsze powietrze tak na nią wpłynęło, bo to całkiem inna dziewczyna. W domu, przed wyjazdem jej nie poznawałam, zero humoru, zero uśmiechu. A o Violettinie nawet nie wspominam, bo czuję, że ona z chęcią by została u was na stałe, tak jej się tu spodobało - oświadczyła pogodnie Violetta.
- Zresztą sami się przekonacie. Idę je tu zawołać i powiem im przy was, że jest taka możliwość i co o tym sądzą? - powiedziała i wyszła zawołać swoje córki. W salonie i obok domu ich nie było, więc wyszła na pierwsze piętro i usłyszała je w pokoju Eleny. Zapukała i weszła do pokoju, w którym Elena z Olivią i obie kuzynki zaabsorbowane omawiały jakieś ważne dla nich sprawy. Widząc Violettę zamilkły i spoglądały na nią pytającymi spojrzeniami.  
- Słuchajcie dziewczyny, chciałabym omówić z wami pewną sprawę w obecności Victorii, możecie zejść ze mną do kuchni? - zwróciła się do swoich córek.
- To coś ważnego i musi być teraz? - zapytała Mihaela z zakamuflowaną pretensją w głosie.
- Myślę, że tak, ale możecie mi odpowiedzieć tutaj - odpowiedziała pojednawczym tonem.
- Victoria i Robert proponują nam przedłużenie pobytu tutaj na cały sierpień i wspólny powrót do domu wraz z Eleną i Olivią. Co wy o tym sądzicie? - zapytała obojętnym tonem i usłyszała pisk Violettiny i radość w oczach obu córek.
- A ty mamo, co na to? - zapytała Mihaela, udając obojętność.
- No właśnie zastanawiam się, bo nie wiem, jak wy się na to zapatrujecie? - odpowiedziała Violetta, podtrzymując obojętny ton.
- Ty masz w Tinca chłopaka, Violettina koleżanki, więc może wam to nie pasować - stwierdziła.
- Mamo, mój chłopak to już przeszłość. Właśnie wyjechał ze swoją przyjaciółką na stypendium do Stanów - oznajmiła zaskoczonej mamie.
- Nic nie mówiłaś, to skąd niby miałam wiedzieć? - odparła Violetta z niejaką pretensją w głosie.  
- A co miałam ci mówić mamo. Przecież ty uważałaś Joni'ego za chodzący ideał, zresztą ja też. A on oprócz mnie chodził jeszcze z dwoma dziewczynami, o czym sam mi powiedział, kiedy mnie już bzyknął na odchodne i dodał, że przyszedł pożegnać się nie ze mną, ale z moją cipką - mówiąc to, uśmiechnęła się cierpko, ale wyluzowana i bez cienia wzruszenia. Oznaczało to, że udało jej się zamknąć ten przykry epizod w swoim życiu w miarę bezboleśnie.  
- Mihaela, dziecko! Przepraszam cię, ale nie wiedziałam - sumitowała się roztrzęsiona Violetta.  
- Wiem mamo i nie winię cię za nic. Ja też dałam się wpuścić w maliny, lokując swoje uczucie i obdarzając zaufaniem kogoś, kto miał pełno pięknych frazesów w ustach i bagno w swoim sercu - powiedziała już obojętnym tonem Mihaela.
- Na szczęście, nie mogło mi się przytrafić nic lepszego, niż ten wyjazd tutaj do Krakowa i wsparcie, które otrzymałam od Victorii i Roberta.
- Tak więc, jeżeli pytasz mnie o zdanie, co do przedłużenia naszego pobytu w domu Victorii i Roberta, to odpowiedź moja może być tylko jedna; tak, tak, tak i tyle, jak oni obydwoje mawiają - oświadczyła Mihaela.
- A ty Violettina, co odpowiesz mamie? - zapytała siostry.
- Pentru a te simti singur (to samo co ty) - odpowiedziała Violettina z błyskiem radości w oczach
- To wiesz już mamo, co my o tym sądzimy, więc mamy taką nadzieję, że załatwisz sobie urlop, zanim oni rozmyślą się - dodała Mihaela ze śmiechem na ustach.
Violetta wróciła więc do kuchni, gdzie Victoria wraz z mamą ustalały, co przygotować na kolację. Poinformowała obie, z jakim aplauzem przyjęły jej córki możliwość dalszego pobytu w ich domu w Krakowie i zaproponowała pomoc w przygotowaniu kolacji. Kiedy one zajmowały się przygotowywaniem kolacji, Robert powyłączał pompy wodne i powietrzne, ustalił czas rozpoczęcia filtrowania i wymiany wody w basenie po godzinie 22.00 i wszedł do salonu, gdzie samotnie siedział w fotelu Andrei, popijając mocnego szprycera. Przysiadł w sąsiednim fotelu, a Andrei natychmiast wziął szklanicę i przyrządził szprycera dla niego. Wiedział, że Andrei rozumie po polsku, tylko ma problemy z mówieniem.
- Andrei, interesuje cię łowienie ryb? - zapytał. Andrei pokiwał głową.
- Dobrze! Zorientuję się gdzie najlepiej wykupić kartę i załatwię ci to, ok? - Andrei ponownie pokiwał głową, że zrozumiał. Robert wypił szprycera, przeprosił Andrei'a i wszedł do kuchni. Zastał Victorię, która wraz z mamą i ciotką zajęta była przygotowaniem kolacji.
- Potrzebuję tłumacza, bo na jutro musimy ściągnąć kierowcę busa - zwrócił się z bezosobową prośbą. Akurat Violetta była wolna, więc podał jej telefon komórkowy z wybranym numerem komórki kierowcy.  
- Powiedz mu, żeby podszedł do nas przed ósmą rano, bo trzeba będzie podwieźć was do fryzjera i żeby przygotował się, że zostanie jutro z nami aż do końca, a przede wszystkim zapytaj, czy pamięta nasz adres i czy trafi?  - poprosił. Violetta wybrała numer komórki kierowcy i kiedy usłyszała jego głos, przekazała mu prośbę Roberta oraz upewniła się czy trafi on pod adres Roberta. Po wysłuchaniu rozmówcy, powiedziała, że kierowca przyjął do wiadomości wszystkie informacje i zapewnił, że jutro będzie tutaj przed ósmą, ponieważ doskonale pamięta gdzie jest twój dom i gdzie stoi jego samochód...cdn....

10 619 czyt.
96%282
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 7309 słów i 40460 znaków

Komentarze (2)

 
  • Santa

    Santa 20 maj 2017 ip:81161207

    Witam. Powiem serio ze też myślałam o przedłużeniu ich pobytu w Krakowie. Nie będę się wymądrzała, czy cokolwiek sugerowała w sprawie dziewczyn bo to by było nietaktem z mojej strony. Mogę dodać od siebie co spotkało mnie gdy pierwszy raz wraz z przyjaciółką przyjechaliśmy do Polski, a konkretnie do Wrocławia. Powiem szczerze, zero zainteresowania przez chłopców, ale jedno było w tym najpiękniejsze to to że będąc w sklepie, czy na dyskotece nikt nie zwracał uwagi na opaloną dziewczynę i jej przyjaciółkę o skośnych oczach (ponoć tak mówią chłopcy na tamtejsze dziewczyny). Dziś moja przyjaciółka Koi pracuje w jednym z supermarketów i jest bardzo zadowolona z pracy. Zapytałam kiedyś Koi "kiedy pojedziemy do Syjamu" nie zgadniesz co odpowiedziała - NIGDY. Dlatego proszę pisz dalej bo to jest wspaniała opowieść o dziewczynach może troszkę innych niż my Polki. [Nie wiem czy określenie (Polki) mogę pisać, bo to określenie ma wiele znaczeń.] Przepraszam za taki komentarz troszkę inny i pozdrawiam.

  • stoper

    stoper 20 maj 2017

    następny rozdział zapowiada się ciekawie. czyli nie będzie sexu małżeńskiego tylko ciągła orgia