Olivia, Victoria - cz. XVI

Moi drodzy czytelnicy!  
Serdecznie dziękuję za zainteresowanie i za komentarze.  


Olivia, Victoria - cz. XVI

     W celu wyrobienia sobie zdania na temat ich naturalnych uzdolnień, marzeń i pragnień, zaczął w formie zabawy przepytywać je po kolei, jakie przedmioty w szkole są ich ulubionymi, a jakie sprawiają im trudności i ich nie lubią. Robert miał też teraz okazję aby  dowiedzieć się jaki poziom edukacyjny zaliczyły poszczególne latorośle Mitrunica. Olivia wyjaśniła mu, że naukę w szkole podstawowej rozpoczęły w wieku 6 lat. Najmłodsza Marica ukończyła właśnie czteroletnią szkołę podstawową i od września rozpocznie naukę w czteroletnim gimnazjum, Andreea przeszła do ostatniej klasy gimnazjum, ona sama od września rozpocznie naukę w drugiej klasie liceum, Elena przeszła do czwartej klasy liceum, a Victoria ukończyła pięcioletnie liceum i zdała maturę z wynikiem więcej niż dobrym. Co do ich marzeń i zainteresowań, to wie, że Elena lubi zwierzęta i marzą jej się studia, po których mogłaby pracować ze zwierzętami, opiekować się nimi i je leczyć. Jej marzą się podróże, poznawanie ludzi, praca przewodnika i pilota wycieczek albo praca stewardessy w samolotach. Lubi też czytać książki, śpiewać i chciałaby nauczyć się grać na keyboardzie, przynajmniej tak jak wujek Robert. Młodsze siostry nie mają jeszcze zdecydowanych zainteresowań, ale też lubią śpiewać, podoba im się gra na gitarze i keyboardzie, też chciałyby podróżować i obie lubią matematykę, geografię, historię. Na koniec Olivia powiedziała mu, że Victoria myślała o studiach ekonomicznych lub technicznych w którejś z uczelni w Oradea. Oprócz języka polskiego dobrze sobie radzi z językiem angielskim i francuskim. Informacje te uzmysłowiły Robertowi, że ma do czynienia z bardzo zdolnymi i inteligentnymi dziewczynami, którym pomoc materialna i wsparcie dla ich wrodzonych uzdolnień pomoże w realizacji ich marzeń oraz w zdobyciu zawodu zgodnego z zainteresowaniami i indywidualnymi uzdolnieniami. Wieczorem po kolacji, kiedy wszyscy zgromadzili się w jadalni, Robert podzielił się swoimi przemyśleniami i przedstawił swoją propozycję na temat wsparcia dla każdej z dziewczyn, aby mogły realizować swoje marzenia tak w zakresie nauki w szkole, jak i innych poza szkolnych zainteresowań.  
- Nie mieliśmy jeszcze okazji aby porozmawiać na temat wykształcenia waszych córek, ale Olivia dość wyczerpująco objaśniła mnie jaki poziom wykształcenia zaliczyła każda z nich – zwrócił się do Marii i Adreia.  
- Olivia poinformowała mnie również z grubsza  o marzeniach i zainteresowaniach każdej z was – kontynuował, zwracając się ogólnie do dziewczyn - więc jako członek waszej rodziny, bo za takiego uważam się już, czy chcecie tego czy nie, chciałbym przedstawić moją propozycję; z Victorią jest sprawa prosta, jako moja żona będzie studiować w Polsce, najlepiej w Krakowie, ale gdyby były jakieś problemy, znajdziemy inną uczelnię. Przed Eleną jest jeszcze dwa lata nauki w liceum i może go kończyć tutaj w Rumunii lub możemy rozważyć możliwość kontynuowania nauki w Polsce, jeśli byłaby taka możliwość i chęć studiowania przez Elenę w Polsce. To samo dotyczy Olivii. Wrócimy do Polski i zorientujemy się w możliwościach jej dalszej nauki tak w Polsce, jak i w tutaj w Rumunii. Wszystko co wymaga kosztów związanych z jej nauką i zainteresowaniami ja sfinansuję. Co do Andreei i Marii nie wypowiadam się w tej chwili, jednak jeżeli mają chęć i zainteresowania poza szkolne, które wymagają wsparcia finansowego, ja im to sfinansuję. A teraz słucham waszych wypowiedzi w odniesieniu do tego, co powiedziałem.
- Robert, tak jak zauważyłeś, traktujemy cię już jak pełnoprawnego członka naszej rodziny – zabrała głos Maria.
- Znamy również twoje możliwości finansowe, a ty znasz nasze, więc nie mamy zamiaru udawać, że jesteśmy w stanie poradzić sobie finansowo ze wszystkim i zapewnić naszym córkom, wszystko czego zapragną. Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, ale chcemy też, żeby nasze córki wyrosły na porządne i przygotowane do życia kobiety. Cieszymy się, że najstarsza z nich znalazła już swoje miejsce w życiu i trafiła na ciebie. Tak ty jak i ona jesteście siebie warci. Oboje jesteście szczerymi, otwartymi na innych i życzliwymi osobami, mam nadzieję, że kochając się tak jak teraz, stworzycie dobrą rodzinę dla swoich przyszłych dzieci i tego wam oboje z Andreiem szczerze życzymy. Co do innych naszych córek, to miło nam, że o nich myślisz i chcesz im pomóc, ale niech one same powiedzą, co sądzą o tym, o czym mówiłeś – zakończyła swoją wypowiedź Maria.  
Andrei po wysłuchaniu żony, wypowiedział w krótkich słowach swoje zdanie.
- Tata zgadza się ze wszystkim z mamą i potwierdza, że nic lepszego nie mogło spotkać naszej rodziny, jak pojawienie się twojej osoby w naszym życiu - przetłumaczyła Robertowi wypowiedź ojca Victoria, a potem sama zabrała głos.
- Mamo, tato, moje siostrzyczki i ty Robercie! – zaczęła swoją wypowiedź Victoria.  
- Tak jak powiedziałeś mój kochany, jesteś już członkiem naszej rodziny, dla mnie przyszłym, kochanym mężem, a dla moich sióstr kochanym szwagrem, nie mówiąc o ulubionym zięciu, którym już stałeś się dla naszych rodziców. Znamy wszyscy twoje możliwości mój kochany, ale tak jak powiedziała nasza mama i tato; nie chcielibyśmy stać się postaciami z bajki o pięknym, bogatym księciu i ubogim kopciuszku, bo tak to teraz wygląda i nie mówię tego aby cię urazić. Poznaliśmy cię i wiemy, że chcesz jak najlepiej, więc niech siostry wypowiedzą się same, jak sobie wyobrażają ewentualną twoją pomoc i jak widzą swoją naukę czy rozwijanie swoich zainteresowań, aby nie stało się tak, że wiedząc o tym, że mogą mieć wszystko, przestały się uczyć, przestrzegać reguł obowiązujących w naszej rodzinie czy przestały też słuchać naszych rodziców. Słyszałyście co powiedział Robert, więc zgodnie z waszym wiekiem niech po mnie wypowie się Elena, potem Olivia, Andreea i Marica – zakończyła swoją wypowiedź Victoria.  
- Drogi Robercie i miły nam szwagrze! Tak jak powiedziała Victoria, jesteśmy bardzo ci wdzięczne za to, że pomyślałeś o nas i chcesz pomóc materialnie naszym rodzicom, aby nam zapewnili wszystko co jest nam niezbędne do życia, nauki i rozwijaniu naszych zainteresowań czy spełnienia naszych pragnień i marzeń. Pragniemy cię zapewnić, że nie jesteśmy ani nie staniemy się rozkapryszonymi czy rozwydrzonymi nastolatkami, które będą domagać się od rodziców zaspokajania głupich kaprysów, żądań czy zachcianek. Pozwól więc, że to nasi rodzice wraz z Victorią, twoją przyszłą żoną będą decydować o tym, co będzie potrzebne nam do życia, ubrania, nauki i rozrywki. I jeśli okaże się, że jest coś, co nam będzie niezbędnie potrzebne, a naszych rodziców nie będzie na to stać, to wtedy zwrócą się do ciebie o pomoc, dobrze Robercie? – pytaniem zakończyła wypowiedź Elena, a po krótkiej chwili dodała;
- A co do naszej nauki, to uważam, że wszystkie, tak jak Victoria, powinnyśmy średnią szkołę ukończyć tutaj w Tinca i dopiero co do studiów brać pod uwagę Polskę, czy sam Kraków.  
- A ty Olivio, co o tym sądzisz? – zapytała Olivię Victoria.
- Olivia myśleć tak samo jak Elena – odparła krótko Olivia. A potem dodała;
- Ale Olivia kochać wujka Roberta, tęsknić bardzo i często z nim widzieć.
- Widzę, żę Andreeę i Maricę trochę krępuje ta sytuacja, więc nie nalegajmy na nie, aby wypowiadały się teraz. To co myślą, powiedzą później mamie lub którejś z nas – wyjaśniła Victoria, widząc zmieszanie i lekki przestrach na buziach najmłodszych sióstr.  
- Przyjmuję do wiadomości to, co powiedziałyście moje miłe panie – powiedział Robert po wysłuchaniu wypowiedzi Marii i jej córek.
- Chciałbym być jednak dobrze zrozumiany. To, co proponowałem, nie miało was w żaden sposób poniżać czy podnosić w waszych oczach moich możliwości. Chciałem tylko, aby moje przyszłe szwagierki miały zapewniony dostęp do wszystkiego, co pozwoliłoby im na w miarę optymalne przygotowanie się do przyszłego, samodzielnego życia. I tyle. Ale przyjmuję z pokorą wasze rozumowanie pełne godności, honoru i świadczące o głębokim poczuciu waszej wrodzonej przyzwoitości. W każdym bądź razie ja jednak podtrzymuję swoją propozycję i w razie potrzeby służę wam pomocą duchową, fizyczną i materialną – skwitował wszystkie wypowiedzi Robert.
- I nie jestem księciem z bajki, bo do wszystkiego co posiadam, doszedłem sam, niejednokrotnie ciężką pracą, a teraz otrzymałem za to najlepszą jaką mogłem sobie wyobrazić nagrodę, bo zechciał mnie i pokochał ktoś tak młody, piękny, inteligentny i bogaty duchowo, jak ty Victorio i jeśli ktoś tu może mówić o szczęściu, to ja, za to że mogłem cię poznać, że masz tak szczerą, dobrą i kochającą rodzinę, która mnie tak pięknie przyjęła za swego, to jest więcej warte niż te wszystkie moje miliony. Na słowa Roberta zaszkliły się oczy prawie wszystkich kobiet Mitrunica poza dwiema najmłodszymi. Victoria podeszła do Roberta i usiadła mu na kolanach, składając na jego ustach tkliwy, przepełniony miłością pocałunek.  
- Robercik! Mój ukochany! Gdy tak mówisz, to nie ma rzeczy, której bym dla ciebie nie zrobiła. Nie będę się z tobą licytować, kto kogo więcej wart, ale to ty jesteś moim szczęściem i nie wiem, czy kopciuszek mógłby być bardziej szczęśliwy ze swoim księciem, niż ja jestem z tobą. Po tych słowach wtuliła się w niego całą sobą, obejmując go rękami i obcałowując jego twarz. Roberta i nie tylko jego, wzruszyło to pełne miłości oddanie Victorii, przygarnął ją do siebie, oddając, jak mógł najczulej jej pocałunki. Trudno było nie zauważyć, że najbardziej uważnym obserwatorem ich miłosnych wyznań i poczynań była Olivia. Zauważyli to nie tylko narzeczeni, ale także Maria i Andrei. Mina ich młodszej córki, mimo, że starała się to ukryć, jednoznacznie świadczyła, jak bardzo zazdrości Victorii tych wyznań i pocałunków Roberta. Zdali sobie sprawę, podobnie jak Victoria i Robert, że Olivia to już nie jest piętnastoletnia mała dziewczynka, ale w pełni świadoma swoich uczuć i potrzeb młoda kobietka, zakochana po uszy w swoim przyszłym szwagrze.  
- To teraz powiedzcie nam, kiedy chcecie jechać do Polski? – zwróciła się do Victorii i Roberta Maria.
- Co prawda okoliczności, które determinowały nasz termin powrotu do Polski przed 25 lipca uległy zmianie, ale obiecałem moim ludziom, że wrócę przed końcem lipca, aby mój przyjaciel i zastępca Rafał mógł od pierwszego sierpnia iść na zasłużony urlop. Pozwoli mu to spędzić te kilkanaście dni ze swoją rodziną, którą przez swój pracoholizm permanentnie zaniedbuje – odpowiedział Robert.  
- Tak więc, jeżeli zgodzisz się ze mną kochanie – zwrócił się do Victorii – to moglibyśmy wyjechać za jakieś dwa, trzy dni.  
- Oczywiście, że zgadzam się z tobą Robercik i nie tylko, że możemy, ale powinniśmy wyjechać jak najwcześniej, abyś mógł zapoznać się ze wszystkimi sprawami firmy przed urlopem twojego przyjaciela. Wszystkie sprawy tutaj mamy załatwione, dokumenty zebrane, więc pozostaje tylko sprawa, kto z nami pojedzie – powiedziała Victoria.  
- Ja jechać z wami i iść pracować – odezwała się Olivia, spoglądając wymownie na matkę.
- Tak myślałam, że to powiesz, ale co na to mama i tato?- zapytała Victoria.
- Obiecaliście jej, że ją weźmiecie, więc niech jedzie, ale musi wrócić do końca sierpnia z uwagi na szkołę – stwierdziła Maria, a Andrei jej przytaknął.
- Mogę zapewnić, że tak się stanie – przyrzekł Robert.
- A co ze mną? – zapytała Elena, popatrując pełnym nadziei wzrokiem na rodziców i Victorię.
- Też obiecywaliście, że mnie weźmiecie – dodała.
Victoria popatrzyła pytającym wzrokiem na Roberta.
- Ja nie mam nic przeciwko temu, tym bardziej, że ty kochanie po przyjeździe zostaniesz moją drugą asystentką obok Ani, bo nie wyobrażam sobie całego dnia pracy z dala od ciebie. Twoja praca kelnerki jest więc do wzięcia, a nie chciałbym też, aby Olivia pracowała sama w tej kawiarnio-cukierni. Ale, ale! Przy tym wszystkim zapomnieliśmy o ważnej rzeczy, to jest o książeczkach zdrowia. Tu pewnie ich już nie załatwimy, a bez książeczki zdrowia nikt was nie zatrudni przy serwowaniu czy pakowaniu produktów żywnościowych. Pozostaje więc tylko jedna opcja. Albo uda się załatwić badania w Krakowie w trybie super expresowym, albo tak Elena, jak i Olivia, będą uczennicami - praktykantkami w biurze pod twoim zwierzchnictwem Victorio z płacą nie gorszą  niż w kawiarni. I chyba to byłoby najlepsze, bo gdyby udało się utworzyć filię firmy tu w Tinca, to byłyby pierwszymi kandydatkami do pracy biurowej w tej filii. Co sądzicie o mojej ofercie i czy wyrażacie zgodę na wyjazd obok Olivii również i Eleny? – zakończył swoją wypowiedź Robert, zwracając się do Marii i Andreia.
- Robert, doceniamy twoje starania o dobro naszych córek, ale nie chcielibyśmy stwarzać ci w ten sposób problemów. Naszym zdaniem wystarczy, jeśli pojedzie z wami tylko Olivia, a Elena zajmie się domem i młodszymi siostrami – oświadczyła Maria w swoim i Andreia imieniu.
- Mamo! Andreea i Marica nie są już małymi dziećmi, żeby je niańczyć, a ja naprawdę chciałabym pojechać do Polski, coś zwiedzić, zobaczyć, a przy okazji zarobić parę groszy. Dlaczego Olivia młodsza ode mnie była już kilka razy w Polsce, a ja poza Oradea nie byłam nigdzie. To niesprawiedliwe, więc bardzo was proszę, pozwólcie mi również jechać. Przy ostatnich słowach pojawiły się w jej oczach łzy.  
- Robert! Nie chcę być tą wredną mamą, która jest niesprawiedliwa dla swoich dzieci. Jeżeli ci ten babiniec nie będzie przeszkadzał, to niech jadą wszystkie trzy. My tu sobie jakoś poradzimy.  
- A więc niech tak będzie! – zadecydował Robert, kontynuując wypowiedź.  
- Faktem jest, że była mowa o wyjeździe Eleny i jeżeli Victoria nie widzi problemu, to mój dom jest na tyle duży, że pomieści i zapewni w miarę komfortowe warunki wszystkim moim miłym i sympatycznym gościom. Co do pracy, to zdecydujemy na miejscu, gdzie i co będą robić dziewczyny po przyjeździe do Krakowa. I jeszcze jedno. Jutro Mario podejdziemy razem do banku i przeleję na wasze konto przynajmniej 10 000 lei, abyście nie mieli kłopotów finasowych z powodu wypadku i choroby Andreia. I nie chcę słyszeć żadnych protestów ani marudzenia z tego powodu. Źle czułbym się, gdybyście mieli jakieś problemy finansowe przy moim stanie konta. Aby nie było problemu z waszą skarbówką, musimy wymyślić dobry powód dla tego przelewu, ale nad tym zastanowimy się na miejscu w banku.
- Robert, jesteś kochany, że troszczysz się o nas i wiem, że robisz to z dobrego serca, więc nie pozostaje nam z Andreiem nic innego, tylko serdecznie ci podziękować – powiedziała Maria i podeszła do Roberta serdecznie go przytulając i obdarzając słodkim całusem.
Wspólnie ustalili, że w dniu jutrzejszym podejdą razem do banku, a następnie do Domu Towarowego w celu zrobienia niezbędnych zakupów przed wyjazdem do Polski. W tym celu Maria zwolni się z pracy i spotkają się w banku, a potem razem udadzą się na zakupy.
- A teraz do łazienki i do spania, bo jutro będzie niełatwy dzień – podsumowała całą dyskusję Maria. Nikt nie dyskutował i poczynając od najmłodszych; Marici,  Andreei, a następnie Olivii, Eleny, Victorii i Roberta wszyscy szybko uporali się z wieczorną toaletą i w ciągu następnej półgodziny, każdy z domowników był w swoim łóżku. Victorii i Robertowi nie dane było jednak szybko zasnąć. Po pieszczotach, do których na prośbę Victorii ograniczyli swoje miłosne igraszki, do pokoju wparowała jak zwykle Olivia w kusej koszulce nocnej, więcej odkrywającej niż zakrywającej jej ciała. Bez słowa położyła się koło Roberta i odwróciła tyłem, dociskając się gołymi pośladkami do jego ciała. Nie upłynęło dużo czasu, a do ich pokoju zapukał ktoś następny. Robert wstał i otworzył drzwi.  
- Nie gniewajcie się, ale nie mogę zasnąć. Mogę do was na chwilę wstąpić, muszę z kimś pogadać, a Olivia prysnęła do was.    
- Jesteście dziewczyny niemożliwe. Przecież jutro mamy jechać, więc Robert powinien porządnie wypocząć, a wy robicie zbiegowisko zamiast spać – fuknęła na siostry Victoria.
- Dobrze już kochanie, nie denerwuj się. Nic takiego nie stanie się, jeżeli trochę jeszcze porozmawiamy. Mam rozumieć Eleno, że trochę boisz się tego wyjazdu do Polski, tak?
- Chyba tak, Robercie. Nigdy nie wyjeżdżałam z domu tak daleko i mam lekkiego stracha.
- Ale dlaczego? Przecież pojedziesz z nami i mam nadzieję, że nic złego nas po drodze nie spotka, więc nie musisz obawiać się jakichś nieprzyjemności czy niespodzianek – uspokajał Robert.
- A w Krakowie sprawa rozwiąże się sama. Albo załatwimy badania i dostaniecie książeczki zdrowia, albo popracujecie dla mnie. To nie będzie nic skomplikowanego, czego nie mogłabyś zrobić, więc nie ma sensu martwić się na zapas. Będziesz miała gdzie mieszkać, do pracy blisko, a gdyby wyszło z tą kawiarnią, to zorganizowalibyśmy to tak, abyś nie musiała po nocy wracać autobusem do domu, sama czy z Oliwią. Jest jeszcze jedna opcja. Wcale nie musicie pracować. Możecie pobyt  w Krakowie potraktować jako dalszy ciąg wakacji i być naszymi gośćmi, moim i Victorii. O pracy mówiliśmy nie dlatego, że jest to coś koniecznego czy niezbędnego w trakcie waszego pobytu u mnie…, przepraszam… u nas,  ale byłaby to forma nauki czy zdobywania doświadczenia, przydatnego dla was w przyszłości, a także sposobność pracy w zespole  i możliwość kontaktów z ludźmi. Tak ja to widzę i tak to sobie wyobrażałem.  
- Dziękuję wam, że mogłam choć przez chwilę pogadać. Teraz już zmykam do siebie. Chodź Olivia, pozwólmy Robertowi wypocząć przed jutrzejszą podróżą – zwróciła się Elena do młodszej siostry. Ta niezbyt zadowolona, ale chyba dotarły i do niej argumenty, że Robert powinien dobrze wypocząć przed podróżą, pocałowała Roberta i Victorię na dobranoc i udała się wraz z Eleną do ich pokoju. Rano Robert obudził się pierwszy i w smugach promieni letniego słońca, przebijającego się przez niedomknięte żaluzje, obserwował spokojny sen Victorii. Nigdy nie miał dość widoku jej pięknej, młodziutkiej twarzy pogrążonej we śnie. Miał wrażenie, że przygląda się aniołowi, ale na wszystkich ilustracjach aniołowie mają złociste, kręcone włosy, a uroczą buzię jego osobistego aniołka okalały pofalowane, ciemne włosy. Aniołek tymczasem chyba wyczuł, że jest obserwowany, bo otworzył oczy i Robert zachwycony zobaczył najcudowniejszy uśmiech na twarzy swojej ukochanej.  
- Chodź tu do mnie! – wyciągnęła do niego ręce, lekko przeciągając się. Przylgnął do jej rozgrzanego snem ciała, wsuwając ręce pod plecy. Pogładziła go delikatnie po pokrytej twardym zarostem brodzie.
- Do twarzy ci jest z tym zarostem, ale strasznie kolisz – powiedziała z uśmiechem.
- Wiem, mam nieprzyjemnie twardy zarost i zaraz idę go zgolić, aby nie pokiereszować tak cudownego buziaczka -  odparł, podnosząc się z nad jej ciała.
- Ale wrócisz jeszcze? Ja poczekam tu na ciebie – oznajmiła, nie czekając na jego odpowiedź.
- Wrócę, najszybciej jak można – powiedział i zniknął za drzwiami. Zapukał do drzwi łazienki;
- Zajęte! – usłyszał głos Marii i drzwi uchyliły się.
- A to ty! Wejdź, nie krępuj się! – zaprosiła go gestem do środka.
- Ja zaraz kończę i wychodzę – dodała.  
- Nie ma sprawy, ja poczekam! – chciał się wycofać, widząc, że jest tylko w majtkach, ale Maria prawie wciągnęła go na siłę do łazienki, zamykając drzwi.  
- Przecież widziałeś mnie nagą, więc jaki problem? Wstydzisz się mnie?
- Nniee... ale… - zażenowany jej bezceremonialnością, zaczerwienił się jak sztubak.  
- Chcesz sikać, to sikaj! Jego też widziałam – dodała, malując szminką usta. Czując coraz większe parcie na pęcherz, podniósł deskę sedesu i zaczął sikać, nie zwracając uwagi czy Maria patrzy. A ona rzeczywiście patrzyła i jej podniecenie gwałtownie wzrosło, widząc co Robert trzyma w ręku. On jednak skończył sikać, opuścił deskę i zamierzał wyjść.  
Maria przesunęła się od lustra.
- Victoria nadal ma okres? - zapytała jakby od niechcenia.
- Jeszcze chyba tak, a dlaczego pytasz? - odpowiedział pytaniem, chociaż domyślił się po co to pytanie.
Szybko ściągnęła majtki i oparła sie o brzeg wanny, prezentując mu swój apetycznie zaokrąglony tyłek.
- Szybko, weź mnie od tyłu, bo mnie trafi. Oboje sobie ulżymy - powiedziała to w sposób tak naturalny, jakby zaproponowała mu obieranie ziemniaków.  
- Jak go zobaczyłam, to dostałam takiej 'chcicy', że będę chora, jeśli nie wyładuję się. A tobie też będzie lżej - dodała. Nie pozostało mu nic innego, jak skorzystać z jej propozycji, bo patrząc na nią, też nieźle podniecił się. Obiekcje mu pozostały, więc niejako z wewnętrznym oporem podszedł do jej wypiętego tyłka i wszedł lekko w nią. Maria jednak nie czekała lecz z impetem nasunęła się na niego, Była tak podniecona i pełna swoich soków, że nie napotkał żadnego oporu, Nabijała się na niego z energią, przyjmując tempo młota pneumatycznego. Pochwycił jej lekko zwisające, dość jędrne piersi, miętosząc i podszczypując sutki. Nie czekał długo na efekty. Stękając i pojękując doszła dość szybko, przyciągając go bardzo mocno do siebie. Czując 'obmacywanie' mięśniami pochwy wytrysnął i on, pompując w nią nasienie i potęgując jej doznania. Dość szybko doszła do siebie, wysunęła się z niego i usiadła na brzegu wanny. Obmyła wodą krocze i ślady ich zmagań. Wytarła się i sprawnie założyła na siebie majtki oraz stanik.  
- Kochany jesteś mój zięciusiu. Teraz możesz się golić, ja już wychodzę.  
Buziakiem podziękowała mu za 'prezent' w postaci porannego orgazmu, Założyła stanik, poprawiła włosy i ściągnęła majtki, siadając na sedesie.
- Wysikam się i wychodzę – dodała z rozbrajającym uśmiechem.  
- Myślę, że gdy nadarzy się podobna okazja, to nie odmówisz teściowej małego numerku, co mój zięciusiu? – śmiejąc się, zrobiła do niego „oczko”. Nie czekając jego odpowiedzi, podtarła się, wciągnęła majtki i myjąc ręce, musnęła go ustami po szyi.  
- Na razie pa! Do zobaczenia w banku – mruknęła i wyszła. Robert szybko ogolił się, wziął prysznic i wrócił do pokoju Victorii.  
- Trochę to trwało! – mówiąc to, Victoria lekko zmarszczyła nosek.
- Łazienka była zajęta przez Marię – wyjaśnił Robert.
- I co? Pewnie chciała żebyś ją przeleciał, tak?  
- Może nie do końca tak, ale gdy nie chciałem wejść, na siłę wciągnęła mnie do łazienki.
- To jest cała mama. Ty jej się podobasz, tato ją zaniedbuje, więc co z tym zrobimy?
- Nic. Zostawmy to tak, jak jest. Chyba nie będziesz o mamę zazdrosna? – zapytał spokojnie.
- Nie! – odparła. Ale jest w tym domu trochę za dużo osób, które uważają, że powinnam się dzielić z nimi tobą, nie sądzisz? Olivia, mama, Elena?
- Tak to chyba jest, gdy was kobiet i dziewczyn jest w rodzinie sześć, a nas z Andreiem tylko dwóch mężczyzn – podsumował w sposób żartobliwy Robert. Victoria widząc, że Robert ocenia jej zastrzeżenia w sposób żartobliwy, sama również roześmiała się.
- Wychodzi na to, że taka sytuacja zupełnie ci nie przeszkadza. Eech! Wy mężczyźni! Zachowujecie się jak Arabowie. Najchętniej chcielibyście mieć harem kobiet. Obyś nie przecenił swoich sił. Ja w każdym bądź razie nie mam zamiaru cię oszczędzać, a moje potrzeby jak sam się przekonałeś nie są małe.
- Ok.! Wiem, do czego zmierzasz. Nic nie zrobię, jeśli ty nie zgodzisz się na to. Wiesz, że cię kocham i nie mam zamiaru cię zdradzać, nawet z twoją mamą czy siostrami. Więc jeśli masz zastrzeżenia i jesteś zazdrosna, to dlaczego zgadzasz się, aby Olivia i Elena jechały z nami? Sama wiesz, że tak Olivia jak i Elena podkochują się we mnie. Czy sądzisz, że mi odpuszczą?  
- Wiem Robercik, sama to widzę, ale nie mam serca teraz im powiedzieć, że nie pojadą z nami. Zamilkła na chwilę, jakby coś rozważała.
- Dobrze! Zostawmy na razie wszystko, tak jak jest. To są moje siostry i kocham je. Trudno, muszę to przeżyć i podzielić się tobą z nimi, ale chciałabym, abyś najwięcej swoich sił zachował dla mnie. Więc proszę cię, jeżeli któraś z nich będzie chciała kochać się z tobą, to tylko przy mnie, z moim udziałem i na moich warunkach. Aby nie było między nami żadnych niedomówień, powiem im to, gdy będziemy w drodze do Polski. I jeszcze jedno Robercik. Przypuszczam, że mama w duchu marzy o tym, aby przed wyjazdem pokochać się z tobą, mimo jej zapowiedzi, że poprzednio był to wasz ostatni numerek, jak ona to określiła. Jeśli ją zaproszę do nas, do pokoju, będziesz w nastroju, aby ją zaspokoić przed naszym wyjazdem? Postaram się zneutralizować tatę i siostry, abyście mieli ten komfort i pewność, że nikt do was nie wtargnie.  
- Jeżeli pytasz o to w tej chwili, to nie jestem w stanie ci odpowiedzieć, ale twoja mama podoba mi się jako kobieta i potrafi improwizować, więc być może jeśli nie ja, to ona przeleci mnie. Victoria na słowa Roberta wybuchła śmiechem i nie wiele myśląc, przewróciła go na posłanie.  
- Ale teraz moje kochanie jesteś mój, więc postaraj się, abym nie rozmyśliła się, co do dzielenia się tobą. To mówiąc zdarła z niego spodenki i podniosła ręce do góry, aby umożliwić mu ściągnięcie swojej koszulki nocnej. Widząc ją w pełnej krasie, całkowicie nagą i radosną natychmiast był gotowy do działania, co nie uszło uwagi Victorii.
- To co robimy? Chłopczyka czy dziewczynkę? – rzuciła się na niego. Zaskoczyła go.  
- Nie masz już okresu i chcesz zajść w ciążę? A twoja nauka, studia? – spytał, nieco zbity z tropu.
- Tak, chcę zajść w ciążę z tobą i dać ci syna lub córeczkę. Wiem, że ty też chcesz tego, pamiętam twoje łzy w oczach, gdy mówiłeś o swojej córeczce – odparła, a w jej oczach zaszkliły się łzy. Przygarnął ją do siebie i zaczął delikatnie, z wielką czułością obcałowywać jej uroczą buzię. Okraczyła go i unosząc się na jednej ręce, drugą wprowadziła jego sztywność w siebie, powolnym ruchem opuszczając swój kuperek. Kochali się spokojnie, powoli, stopniowo zwiększając tempo. Robert jedną ręką sięgnął do jej piersi, a drugą przeniósł na jej wzgórek łonowy, pieszcząc na przemian jej guziczek i okolice drugiej dziurki. Podniecenie i doznania Victorii zaczęły osiągać szczyty. Dysząc i wyginając swoje ciało, zaczęła stękać i jęczeć. Dochodziła. Wzmocniła tempo i gdy Robert zaczął wychodzić mocnymi rzutami ciała naprzeciw, dobijając się do dna jej pochwy, wrzasnęła i wysztywniła ciało w ekstazie orgazmu. Opadła na Roberta i delikatnymi ruchami warg obcałowywała jego twarz.  
- A ty? – zapytała, czując sztywność wypełniającego ją w pełni penisa Roberta.
- Ciii…było wspaniale. Byłaś tak piękna w tych zmaganiach, że obserwując cię, chciałem zachować ten obraz na zawsze. Nie miałem czasu myśleć o sobie. Roześmiała się.
- To jak mam zajść w ciążę z tobą, jeżeli nie będziesz współpracował? Słuchaj, czy ty przypadkiem nie wystraszyłeś się tego, że chcę mieć z tobą dziecko?
- Zaskoczyłaś mnie, to prawda, ale ja też chcę teraz tego dziecka, więc to się nie powtórzy.  
- Robercik, nie chcę cię za bardzo eksploatować przed wyjazdem, tym bardziej, że czeka cię numerek z mamą, ale po przyjeździe do Polski czeka cię ciężka praca. Więc zbieraj siły. A teraz idę do łazienki, bo trzeba pomyśleć o śniadaniu. Dała Robertowi soczystego buziaka i gdy odwzajemnił pocałunek, znikła za drzwiami. Zapowiadał się kolejny, upalny dzień lata, więc ubrał cienkie, jasne spodnie, t-shirt i poszedł do kuchni coś się napić. A w kuchni krzątała się już Elena. W cienkiej, prześwitującej piżamce wyglądała równie uroczo jak Victoria.  
- Cześć! Ty już na nogach? - cmoknął ją na powitanie w policzek, odwzajemniła się całusem, ale w usta.
- Cóż, słyszałam jęki i wrzaski Victorii, więc pomyślałam, że po takiej mordędze będziecie głodni i próbuję coś przygotować na śniadanie – odpowiedziała żartobliwie, śmiejąc się do niego.  
- Nie żartuj! Tak było głośno? – zapytał lekko zakłopotany.
- Nie, żartowałam! Coś tam było słychać, ale tylko jak przechodziłam koło waszych drzwi. Zauważyła, że przygląda jej się z zainteresowaniem, a jego rycerzyk wyraźnie nabrzmiał. Lekko oblizała wargi. Widać było, że i ona ma chęć na niego.
No, może być pięknie – pomyślał w duchu, gdy będą mieszkać razem w Krakowie.  
- Masz chęć na coś ekstra, czy zjesz to co wszyscy? – spytała, wyciągając dużą patelnię.
- Oczywiście, że to co wszyscy. Można wiedzieć, co to będzie?  
- Spróbujemy z Victorią zrobić omlet  i mam nadzieję, że uda nam się dobrze go wysmażyć i nie przypalić. O jesteś już! – powiedziała, widząc wchodzącą Victorię.  
- Widzę, że masz już pomocnika – odpowiedziała zagadnięta, uśmiechając się do Roberta.
- O, właśnie! Robert, ty pewnie coś chciałeś, a ja cię zagadałam? – powiedziała Elena.
- Tak, mam sucho w gardle i chciałem się napić. Może być woda z kranu.
Mając pod ręką wodę mineralną, napełniła szklankę i podała Robertowi.  
- Victoria, możesz przygotowywać jajka do omletu. Ja pójdę do łazienki, trochę się ogarnę
i zaraz wracam.  
- Spokojnie Elena! Ja pomogę Victorii – wtrącił się Robert.  
Po odejściu Eleny podzielili pomiędzy sobą czynności i gdy Victoria zaczęła wykładać poszczególne produkty i odmierzać potrzebne ilości, Robert zaczął oddzielać białka od żółtek. Szło im to dość sprawnie, tak, że po powrocie Eleny wszystko było właściwie przygotowane. Można było ucierać żółtka, dodając poszczególne składniki oraz ubijać białko. Zajęły się tym dziewczyny, a Robert zaczął rozgrzewać patelnię i masło. Po utarciu żółtek wraz ze składnikami,
Elena przekazała naczynie Victorii, która ubijała pianę z białek, a sama udała się do pozostałych sióstr, aby je pogonić z łóżek do łazienki i zaprosić na śniadanie. Andreia w domu już nie było, widocznie jak zwykle wybrał się na ryby. Śniadanie zwykle przygotowywała mu Maria, poza tym brał ze sobą kanapki i wodę lub sok do picia. Gdy Elena ponownie pojawiła się w kuchni, Robert kończył smażyć pierwszy placek omletu. Po usmażeniu  przerzucił go na deskę i podzielił na 6 części.
- Smażyć następny, czy poczekać na dziewczynki? – zapytał Eleny.
- Możesz smażyć, one zaraz przyjdą.
Wrzucił więc na rozgrzaną patelnię następny kawałek masła, poczekał chwilę aż się roztopi i przystąpił do smażenia kolejnego omletu z pozostałej masy. W międzyczasie w jadalni pojawiła się Olivia wraz z młodszymi siostrami.
- Ale ładnie pachnieć, a ja być bardzo głodna, one zresztą też – powiedziała do kucharzących sióstr i Roberta.
- Jak zwykle zresztą – mruknęła Elena - już wam podaję głodomory – oznajmiła, rozkładając na talerzach gorące kawałki omletu.
Wraz z Victorią, która skończyła rozdzielać na talerzyki domową konfiturę i dżem, zaniosły siedzącym w jadalni siostrom przygotowany posiłek. Gdy Robert uporał się z kolejnym omletem, uczyniły to samo z posiłkiem dla siebie i dla niego. Podały również dodatkowo masło, konfiturę z dżemem i chleb, gdyby któreś z domowników życzyło sobie uzupełnienia do omletu. Do popicia przygotowały duży dzbanek kakao z mlekiem. Olivia, która pierwsza uporała się z omletem, sięgnęła po chleb chcąc dopełnić nie w pełni zaspokojony żołądek.  
- Omlet być super, ale być go mało – stwierdziła, smarując chleb masłem i konfiturą.
- Dlatego możesz go uzupełnić chlebem z masłem – powiedziała Elena, sama również sięgając po chleb.  
- A omletu było tyle ile było jajek – dodała. W końcu okazało się, że tylko Andreei i Marice wystarczył sam omlet. Pozostali uzupełnili posiłek chlebem z masłem i mieszanką konfitur z dżemem.
Po śniadaniu, zmyciu naczyń i uporządkowaniu kuchni z jadalnią, całe towarzystwo wybrało się z Victorią i Robertem do miasta. Mieli jeszcze dość sporo trochę czasu do umówionego z Marią spotkania w banku, więc Robert zaprosił je wszystkie do kawiarni na lody. Znajdowała się niedaleko banku, więc mogli spokojnie posiedzieć w chłodnym pomieszczeniu kawiarni i poczekać na Marię, która idąc do banku od siebie z pracy, musiała przechodzić koło nich. Krótko przed umówionym terminem spotkania, zobaczyli ją, idącą w stronę banku. Dziewczynki Pierwsze z kawiarni wybiegły dziewczynki. Maria widząc je stanęła zaskoczona.  
- A wy co tu robicie? – spytała ze zdziwieniem w głosie. Gdy zobaczyła pozostała resztę córek i Roberta wychodzących z lokalu, roześmiała się.
- Masz niezłą obstawę Robert, nie ma co! – powiedziała. - Cały babiniec Mitrunica.
- Teraz musimy iść, bo czeka na nas kierowniczka oddziału, do której wcześniej zadzwoniłam. A wy możecie poczekać na nas w kawiarni. Sięgnęła do torebki, ale uprzedził ja Robert, wręczając Victorii 100 lei. Żachnęła się lekko, w końcu machnęła ręką.
- Co ja z tobą mam robić? Wiem, że i tak nie wygram – stwierdziła zrezygnowana.
- Nic mamo na to nie poradzisz, zawsze cię przebije – roześmiała się Victoria i pocałowała w policzek najpierw ją, a później Roberta w usta.  
- Idźcie już, bo się spóźnicie – dodała. Chwilę popatrzyła za nimi, a gdy weszli do banku, zabrała towarzyszącą jej gromadkę z powrotem do kawiarni.
Maria z Robertem po wejściu do banku, zobaczyli idącą im na spotkanie elegancko ubraną kobietę w średnim wieku. Przywitała się serdecznie najpierw z Marią po rumuńsku, a następnie wyciągnęła rękę do Roberta.  
- We would like to welcome Mr. Robert, I’m Nicoletta – powitała po angielsku Roberta.
- I’m very pleased to meet Mrs. Nicolette – odpowiedział Robert.
- Przepraszam cię Robercie, ale może pani Nicoletta będzie mówiła po rumuńsku, a ja ci to przetłumaczę po polsku, bo ja angielskiego nie znam – zaproponowała Maria i przekazała to kierowniczce banku. Zgodzili się oboje, więc Robert poprosił Marię, aby przekazała pani Nicolette, że chce przelać na ich konto ze swojej karty 10 tysięcy lei w formie darowizny, jako przyszły zięć. Jeżeli związane jest to z odprowadzeniem jakiegoś podatku, to prosi o doliczenie tej kwoty do przelewu, aby na konto wpłynęła pełna kwota 10 tysięcy liczona netto. Maria przetłumaczyła kierowniczce prośbę Roberta. Po krótkiej rozmowie obu pań, Maria wraz z Robertem zostali poproszeni do pomieszczenia kasowego, gdzie pracownica kasowa została wprowadzona w temat i obie z kierowniczką przez chwilę wymieniały poglądy w celu uzgodnienia kwoty i formy przelewu. W końcu pracownica banku stwierdziła, że kwota przelewu na konto państwa Mitrunica w formie darowizny nie jest objęta podatkiem, więc 10 tysięcy lei (RON) przelewu zostanie powiększone tylko o opłatę bankową, związaną z transakcją, wynoszącą ok. 5%. Pracownica banku poprosiła Roberta o kartę Visa, wsunęła ją w czytnik i poprosiła o wpisanie PIN. Po krótkiej chwili transakcja zakończyła się powodzeniem i Maria otrzymała wydruk stanu konta, powiększonego o kwotę 10 tysięcy lei.
Podziękowali kierowniczce i pracownicy banku za miłą, szybką obsługę i udali się do kawiarni, gdzie pozostała część rodziny spędzała miło czas przy kawie, lodach, ciastkach i napojach. Widząc wchodzącego Roberta z mamą, Victoria wyszła im naprzeciw.
- Wszystko pomyślnie załatwione, tak jak chcieliście?
- Tak, nie było żadnego problemu. Dzięki hojności Roberta nie powinno być żadnych kłopotów finansowych w naszej rodzinie, mimo, że tata nie pracuje. Wygraliśmy los na loterii, że trafił nam się ktoś taki jak Robert.
- Dajcie spokój dziewczyny, nic wielkiego nie zrobiłem i nie mówmy więcej na ten temat. A teraz, ponieważ jesteśmy wszyscy, proponuję, abyśmy udali się do domu towarowego lub innego marketu, aby dokonać niezbędnych zakupów przed wyjazdem. Czy ty Mario możesz nam towarzyszyć, czy musisz wracać do pracy?
- Niestety, wyrwałam się tylko na chwilę i muszę wrócić. Jest okres urlopowy, więc kilka koleżanek jest na urlopie i nie ma mnie kto zastąpić. Pożegnała się z córkami oraz Robertem i już jej nie było.
- Robercik, o jakich zakupach mówiłeś przed chwilą? – spytała Victoria, gdy na chwilę zostali sami.
- O wszystkich niezbędnych przed naszym wyjazdem; o ciuchach czy butach dla ciebie i dla twoich sióstr oraz o jedzeniu czy napojach do domu i dla nas na podróż. Czy wyraziłem się jasno kochanie? – spytał przekornie i żartobliwie.
Żachnęła się na niego przez chwilę, ale w końcu machnęła ręką.
- Nie chcę spierać się z tobą, bo wiem, że nie wygram, więc prowadź wodzu – weszła w jego konwencję.
- To wy macie mnie prowadzić, więc naradźcie się między sobą, co każda z was potrzebuje na już z bielizny, ubrania, butów i gdzie to można kupić oraz co powinniśmy kupić z jedzenia do domu, a co do zabrania na drogę. A ja w międzyczasie idę zamówić kawę i coś do kawy. Kiedy dostał kawę i ciastko do niego, usiadł przy stoliku. Po chwili dołączyła do niego Victoria z siostrami.
- I co ustaliłyście? – zapytał.
- Pójdziemy najpierw do domu towarowego i rozejrzymy się, co możemy dostać?
- OK.! Wypiję kawę i możemy iść.
Po chwili maszerowali zgodnie do domu towarowego. Dość sprawnie dziewczyny rozejrzały się za interesującymi je produktami i jeśli coś spodobałao się i było w ich rozmiarze nabywały, a Robert jako kasjer regulował rachunek. W ten sposób przechodzili całą gromadka od stoiska do stoiska, a ekspedientki prześcigały się w swoich sugestiach i propozycjach, widząc realnych i zdecydowanych na kupno klientów. W ten sposób ilość reklamówek w rękach sióstr Mitrunica systematycznie powiększała się. W końcu uznały, że mają wszystko, co potrzebują z bielizny, bluzek, spódniczek, spodni i bucików czy też kosmetyków. Victoria niemal na siłę wybrała t-shirt Robertowi, który spodobał się nie tylko jej. W sumie wyprawa do domu towarowego kosztowała Roberta kolejne kilka tysięcy lei. Ponieważ nie mieli samochodu ze sobą, uznali, że zakupy artykułów żywnościowych w sytuacji, gdy ręce zajęte mieli sprawunkami z domu towarowego, nie wchodzą w takiej sytuacji w grę i udali się do domu. Było przedpołudnie, więc Victoria z Eleną zajęły się gotowaniem obiadu.
- Słuchajcie moje miła panie, wy bierzecie się za gotowanie, więc powiedzcie mi jakie produkty żywnościowe trzeba kupić do domu i na podróż, a my to z Oliwią i z obydwiema młodymi załatwimy. Po krótkiej dyskusji ustalili wspólnie, co należy kupić i Robert wraz z podopiecznymi wyruszył na zakupy samochodem. Uznał, że wszystko kupi w domu towarowym, więc po chwili podjeżdżał autem na parking przy DT. Aby zakupić wszystko, co potrzeba, wzięłi dwa wózki sklepowe i w niedługim czasie wszystkie wiktuały były zakupione. Robert chciał najmłodszym przyszłym szwagierkom sprawić miłą niespodziankę, więc udali się jeszcze na stoisko ze sprzętem komputerowym, gdzie Robert kupił Andreei i Marice konsolę do gry marki Sony PS2 wraz z kilkoma grami dla młodych nastolatek i 22 calowym monitorem. Oprócz tego każdej z dziewczyn i Marii kupił na stoisku smartfony Motorola Defa plus na kartę wraz z doładowaniem na trzy miesiące w sieci Vodafone Rumunia oraz z dodatkowymi szybkimi pamięciami micro SDHC 16 GB. Robert poprosił sprzedawcę poprzez Olivię, aby wstępnie poinstruował nastolatki o obsłudze telefonu. Trwało to trochę, ale pojętność i bystrość dziewczynek w zakresie obsługi nieznanych przecież telefonów, zdumiała nie tylko Roberta, ale przede wszystkim sprzedawcę. Po krótkotrwałym instruktażu posługiwały się telefonem, jakby go od dawna posiadały. Po wyjściu z domu towarowego Robert został przez dziewczynki po prostu zdominowany. Podziękowaniom i całusom nie było końca, tak jak nie było skrawka skóry na twarzy Roberta, który by był nie obcałowany. Olivia zachowała się nieco bardziej powściągliwie od sióstr, ale jej pocałunki posiadały wagę dojrzałej i zakochanej dziewczyny. Po powrocie do domu i wypakowaniu zakupów, a przede wszystkim prezentów, ceremonia radości i prezentowania otrzymanych od Roberta prezentów, została powtórzona w pełnej rozciągłości. Robert wręczył po telefonie również Victorii i Elenie, za co otrzymał buziaki i od ukochanej, jak i Eleny. Dla Andreei i Marici Robert stał się po prostu bożyszczem. Nie mogły doczekać się rozpakowania i uruchomienia konsoli. Okazało się, że obie doskonale znają i radzą sobie z obsługą nowego sprzętu, ponieważ ich niektóre koleżanki posiadały konsole poprzedniej generacji i miały okazję pogrania na nich, będąc przez nie zaproszone. Teraz mając własny sprzęt z monitorem i dwoma sterującymi padami, nie wiedziały, czym bardziej cieszyć się, konsolą i grami czy telefonami. Gdy minęło południe, Victoria zaprosiła Roberta i młodsze siostry do stołu w jadalni na obiad. Obie z Eleną przygotowały tradycyjny polski posiłek, kotlet schabowy z ziemniakami i kapustą oraz warzywną zupę. Robert zaskoczony smakiem i wyglądem potrawy, pogratulował swojej narzeczonej i Elenie smaku, wyczucia, a także odwagi w udanym przygotowaniu potrawy, nieznanej w rumuńskiej kuchni.  
- Robert, ten obiad przygotowała Victoria, ja tylko pomagałam. Będziesz miał gospodynię jak się patrzy, ona naprawdę stara się, abyś był z niej zadowolony. Victoria z zadowoleniem przyjęła pochwałę Roberta.
- Robercik! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaką radość sprawiłeś mi tym, że zjadłeś to ze smakiem. Od kilku dni o tym myślałam i cieszę się teraz, że odważyłam się przygotować polską potrawę, bo jak wyczytałam w internecie, jest to ulubiona potrawa większej części Polaków.
- Moje ty kochanie! Dlaczego mi nie powiedziałaś, że chcesz coś takiego przygotować, przecież bym ci pomógł i nie musiałabyś przeżywać stresu i niepewności.
- Nie mogłam ci powiedzieć, bo to miała być niespodzianka.
- No to udała ci się wyśmienicie. Jeszcze raz dziękuję i gratuluję.
Obiad smakował nie tylko Robertowi, ale i wszystkim stołownikom. Mimo, że było to coś nowego i nieznanego, wszystkie dziewczyny opróżniły talerze ze smakiem, sprawiając radość kucharkom; Victorii i Elenie. Po obiedzie i pozmywaniu naczyń, Victoria, Elena i Olivia zaczęły pakowanie i przygotowanie do podróży, a Robert zajął się przeglądem i sprawdzeniem samochodu. Po niedługim czasie w domu pojawiła się Maria z Andreiem. Elena odgrzała im obiad, który smakował im, tak samo, jak pozostałym domownikom. Po obiedzie dziewczynki zaprosiły rodziców do swego pokoju, aby pochwalić się im prezentami otrzymanymi od Roberta. Dotyczyło to nie tylko sprzętu w postaci konsoli i telefonów, ale także ciuszków i wyposażenia do szkoły. Były przymierzania i chwalenie się wszystkim, co otrzymały od Roberta. Po dziewczynkach, chwaleniem się nabytymi przedmiotami przejęły starsze córki, łącznie z Victorią. Na koniec Victoria poprosiła matkę do swojego pokoju i wręczyła jej, kupiony dla niej telefon, czym wywołała łzy w oczach matki, jej lekkie zażenowanie, a nawet zdenerwowanie.
- Victoria, czy ten twój Robert zwariował? Przecież to wszystko kosztowało masę pieniędzy, do tego przelał jeszcze na nasze konto kupę forsy. Jak mamy to przyjąć?  
- Czemu mamo od razu denerwujesz się? Przecież powiedział wam, że traktuje już nas wszystkich jak swoją rodzinę i źle czułby się, gdybyśmy mieli jakieś problemy materialne, przy jego stanie konta. Więc nie rób problemu i podziękuj mu jak przyjdzie, a nie złość się i nie płacz.
Na słowa córki Maria opanowała się, otarła załzawione oczy i przygarnęła ją do siebie.
- Córciu, powiedz mi, ale szczerze, nie jak córka matce, ale jak przyjaciółka. Ty go kochasz, czy tylko jesteś nim zauroczona? Tym bardziej teraz, gdy wiesz o jego pieniądzach? Zdajesz sobie też sprawę, że jest od ciebie o kilkanaście lat starszy?
- Mamo, przykro mi, że o to pytasz, pomimo, że znasz mnie dobrze i nigdy nie dałam ci powodów do narzekania. Wiesz też, że nigdy nie byłam zbyt „kochliwa” i dopiero Robert rozkochał mnie naprawdę. I nie jego urok czy uroda to spowodowały. Zobaczyłam w nim faceta, z którym można związać się na całe życie. Jest poważny, czuły, troskliwy, uczuciowy i posiada dużo romantyzmu w sobie. A najważniejsze jest to, że można na nim polegać. Jeżeli coś powie, czy na coś zdecyduje się, to trzyma się tego i wierzę, gdy mówi, że mnie kocha, to kocha naprawdę, a nie bawi się mną jak laleczką, czy młodą, niedojrzałą trzpiotką.
- Dobrze, nie mówmy o tym. Wiesz, że chciałabym, abyś była szczęśliwa i kochana, tak jak na to zasługujesz i tego ci z całego serca życzę. Przytuliła Victorię mocno i pocałowała w czoło.
- Mamo, właściwie mamy prawie wszystko gotowe i przygotowane do wyjazdu, pozostaje tylko jedna sprawa. Wiem, że Robert podoba ci się bardzo, a tata cię lekko zaniedbuje, czy chciałabyś pokochać się z nim jeszcze raz? Zauważyła, że matka na jej słowa spłonęła rumieńcem.
- Victorio, wiem, że mnie kochasz i podzieliłabyś się ze mną wszystkim, nawet Robertem, ale teraz nie ma takiej potrzeby. Myślę też, że tata wkrótce odzyska formę i zajmie się mną na tyle, na ile zdoła. Nie wiem tylko, czy zabierając ze sobą Elenę i Olivię, nie będziesz zmuszona dzielić się Robertem z nimi, bo każda z nich wykorzysta każdą okazję, aby zająć się Robertem, jeżeli im tylko na to pozwolisz.  
- Wiem o tym mamo, ale kocham je, bo to moje siostry i nie miałabym serca ani sumienia nie zabrać ich z nami. Szczególnie Olivii, bo ta zakochana jest w Robercie pewnie tak samo jak ja.
I to nie jest miłość małolaty. Ta miłość jest dojrzała i boję się, co będzie, gdy przyjdzie czas jej powrotu do domu. Jedyna nadzieja w tym, że pozna kogoś i przeniesie na niego uczucia, które żywi do Roberta.
- Jak też mam taką nadzieję, bo miałabyś ciężkie życie, wiedząc, że twoja siostra kocha twojego męża, tym bardziej, że według mnie on ma słabość do niej.
- Mamo, ja też to widzę, że Robert coś do niej czuje, bo pozwala jej na wiele, a ona to wykorzystuje, ale nie chcę jej odrzucać i wymagać tego samego ode Roberta, bo ja ją też kocham i nie chcę ich na siłę rozdzielać. Liczę, że z czasem to rozwiąże się samo.
- Żebyś tylko nie przeliczyła się, bo mnie wydaje się, że Olivia jest bardzo konsekwentna.
- Zdaję sobie sprawę z tego, ale na razie nie będę rozpoczynać wojny, bo to moja siostra, a po drugie, muszę zorientować się jakby to przyjął Robert. A teraz mamo muszę skończyć przygotowania do podróży, bo jedziemy na noc.
- Mam ci coś pomóc, na przykład jakieś kanapki?
- Nie, ale dziękuję ci mamo za dobre chęci. Jest nas trzy młode dziewczyny i wstyd by było, gdybyśmy nie potrafiły przygotować się do podróży.  
- No, dobrze. Więc ci nie przeszkadzam, a za prezenty dziękuję. Muszę nauczyć się obsługiwać ten telefon, by nie narobić sobie wstydu, nie sądzisz?
- Mamo, masz w domu najlepsze nauczycielki, bo Andreea i Marica najszybciej opanowały obsługę. Więc nie musisz się martwić i na pewno przy ich pomocy szybko sobie poradzisz z tym telefonem. Wiesz jakie będą dumne, gdy je poprosisz o pomoc. Już to sobie wyobrażam. Obie roześmiały się, wyobrażając sobie małolatki w roli nauczycielek mamy.    
- Cieszę się mamo, wiedząc, że w każdej chwili będę mogła z tobą porozmawiać, bo Robert opłacił karty do telefonów od razu na trzy miesiące. Maria opuściła pokój Victorii i przeszła do kuchni, chcąc przygotować kolację dla całej rodziny, uwzględniając przede wszystkim potrzeby przyszłych podróżników. Po niedługim czasie dziewczyny zakończyły pakowanie i przygotowania do podróży wraz z Robertem. Wyniesione zostały wszystkie bagaże, torby i produkty żywnościowe do samochodu. A było tego sporo i Robert żałował, że nie zabrał bagażnika na dach, bo doszła dodatkowo jedna osoba i jej bagaże. Z niejakim trudem upakowali wszystkie rzeczy w samochodzie, poza produktami żywnościowymi, które zostały umieszczone na środku tylnego siedzenia. Byli gotowi do wyjazdu. Pozostało im tylko spożyć wspólną, pożegnalną kolację i mogli ruszać. A Maria postarała się, aby kolacja była smaczna i pożywna, przygotowując posiłek składający się z wędlin, chleba, sałatek warzywnych i napojów. Kolacja upłynęła w dość miłej, rodzinnej atmosferze, ale w powietrzu dało się wyczuć nastrój powagi, związanej z pożegnaniem i podróżą. I jak zwykle w takich sytuacjach, kiedy po kolacji przyszedł czas pożegnania, w oczach prawie wszystkich domowników pojawiły się łzy, tylko Robert starał się nie rozklejać, zachowując suche oczy, ale i on w końcu wzruszył się, gdy małolatki rzuciły mu się na szyję, dziękując za wszystkie prezenty i obcałowując go po całej twarzy. Z załzawionymi oczami oddawał im całusy i mocno przytulał każdą z nich. Maria widząc, jak dziewczynki żegnają Roberta, wybuchła płaczem i podchodząc do niego podobnie jak córki, zaczęła ściskać i całować jego twarz, nie mogąc ze wzruszenia nic powiedzieć. W końcu do Roberta podszedł Andrei i nic nie mówiąc, objął go i przytulił mocno, poklepując delikatnie po plecach. Po chwili oderwał się od Roberta i powiedział, łamiącym się ze wzruszenia głosem, kilka słów po rumuńsku.  
- Robercik, tata mówi, że jesteś dla niego tak drogi jak rodzony syn i nie ma słów, które mogłyby oddać jego wdzięczność dla ciebie, za wszystko co zrobiłeś dla naszej rodziny. Bardzo cieszy się, że los zesłał jego rodzinie tak dobrego, szczerego i kochanego człowieka. Życzy nam szerokiej, szczęśliwej drogi do Polski, do Krakowa i równie szczęśliwego powrotu za miesiąc tutaj.
Po równie wylewnym, pełnym wzruszenia i łez, pożegnaniu córek, państwo Mitrunica z pełnymi łez oczami obserwowali wraz z najmłodszymi córkami odjazd samochodu, machając i kiwając rękami,  podobnie jak odjeżdżające samochodem ich starsze latorośle. Po wyjeździe na ulicę, żegnający zniknęli z pola widzenia odjeżdżających.....cdn...

3 komentarze

 
  • ddd

    ddd · 3 maj 2018 · 196859670

    W przeddzień wyjazdu wieczorem Roberta odwiedzili trzej bracia Marii chcąc podziękować za opiekę nad nieletnimi siostrzenicami. Robert przyjął zaproszenie do pobliskiej remizy. Po wejściu zobaczył czekających na niego nagich braci Marii. Robert popatrzył na ich olbrzymie penisy i pomysł że będzie długo i dogłębnie czuł wdzięczność wojaszków.

  • gepi

    gepi · 12 mar 2017 · 274273653

    Witam. Czytam twoje opowiadania daleko od Polski. Muszę powiedzieć jak kiedyś powiedziała p. Agnieszka Chylińska - Jest zajebiste! Co do szczegółów co pyta kolega to powiem tylko - to jest tylko opowiadanie i nie liczą się szczegóły np. zamiast Audi XXX mogło być inne, czy to coś zmieni? Jeszce raz GRATULUJE , tak trzymaj!

  • nick37

    nick37 · 12 mar 2017 · 201030928

    Witam.

    Mam pytanie. Skoro Robert kupił Motorolę Defa plus, a w zasadzie defy+ wprowadzoną na rynek w III kw 2011, to czemu kupił dziewczynkom konsolę PS2 a nie PS3, która była już na rynku 2 lata.  

    Poza tym Audi z silnikiem 2.0 tdi z 2008? Dziwi  mnie, że przy możliwościach finansowych Roberta nie kupił samochodu z silnikiem 3.0, o większej kulturze pracy i niezawodności.  
    W tym okresie silniki 2.0 znane były z zawodności, przede wszystkim głowice produkcji polskiej osiadały i miały  pęknięcia w okolicy 1 do 3 cylindra.