Olivia, Victoria - Epilog

Szanowne Czytelniczki i Czytelnicy! Chciałbym zwrócić uwagę, że przed Epilogiem tego opowiadania jest jeszcze cz. XXVII, wprowadzona równolegle na portal i stąd być może ta rozbieżność, że Epilog przeczytało ponad 2 700 osób, a część XXXVII około 600 osób. Jest to o tyle istotne, że część ta jest zwornikiem pomiędzy cz. XXXVI a Epilogiem. Ale to tylko moja sugestia. Pozdrawiam franco/domestico

Olivia, Victoria - Epilog


Robert jak zwykle obudził się pierwszy i poczuł ciepło od ciała, wtulonej w niego Victorii. Delikatnie, aby jej nie obudzić, spróbował odsunąć się od jej ciała, ale nie udało się. Natychmiast objęła go we śnie ręką, przytulając się jeszcze mocniej do niego. Musiał jednak wyjść, więc jak najdelikatniej odsunął jej rękę, ale to ją obudziło. Popatrzyła na niego zaspanym wzrokiem i uśmiechnęła się.
- Chcesz wyjść, tak? - usłyszał jej cichy głos.
- Muszę, kochanie - odparł równie cicho.
- A ty jak się czujesz? - zapytał.
- Dobrze, bo cały czas czułam cię przy sobie. Ja też muszę siku, więc idziemy oboje - powiedziała i musnęła wargami jego usta, zsuwając się łóżka. Podnieśli się oboje i razem przeszli z sypialni do łazienki. Usiadła na muszli i wysikała się, po czym weszła do wanny, puszczając sobie wodę. Robert załatwił swoją potrzebę, umył zęby i zaczął się golić.  
- Robercik, jak się ogolisz, wejdziesz do mnie? - zwróciła się do niego.
- Oczywiście, przecież nie zostawiłbym cię tu samej - odpowiedział z czułością w głosie.
- Wiesz, że jesteś już drugi dzień moim mężem? - jej głos zabrzmiał prawie wesoło.
- Dobrze wiem, jakie szczęście mnie spotkało, bo ty jesteś już drugi dzień moją żoną - odpowiedział równie jak ona pogodnym głosem. Dokończył golenie i wszedł do niej do wanny. Poprosiła, aby usiadł i wyprostował nogi. Objęła dłonią jego 'sprzęt' i kiedy zaczął rosnąć w jej ręce, napluła na dłoń, nasmarowała mu główkę, odwróciła się i uklękła, kucając nad nim, wprowadziła go w siebie. Potem powolnymi ruchami wchłonęła go całkowicie i usiadła mu na udach. Oparła się o jego tors i ujęła jego ręce, jedną kładąc na piersiach, a drugą na wzgórek. Robert zaczął ją pieścić, początkowo bardzo delikatnie, ona natomiast podała mu swoje usta i kiedy poczuła jego wargi, wcisnęła języczek i omiatając wnętrze jego ust przez chwilę toczyła miłosny pojedynek z jego językiem, wykonując przy tym krótkie ruchy frykcyjne kuperka. Kiedy 'rozgrzała' się nieco, odwróciła się i pochyliła do przodu, przyspieszając i wydłużając ruchy kuperka. Robert też wzmocnił nacisk i tempo swoich pieszczot, powodując coraz większe podniecenie Victorii i swoje. Kiedy więc poczuł pracę jej mięśni na kutasie, oznaczające zbliżanie się do finału, wytrysnął. Victoria czując pulsowanie kutasa, a potem parcie nasienia na ścianki swojego futeraliku doszła i znieruchomiała na chwilę, opierając się o niego. Po chwili wyciszyła się, odwróciła i ponownie podała mu usta, w podziękowaniu za doznania. Obmyli nawzajem swoje ciała i wyszli z wanny. Zachowanie Victorii wskazywało, że wraca do normalności, ale Robert zauważył, że ciągle na niego zerka i stara się być jak najbliżej niego, czyli jej obawy ciągle były obecne w jej psychice. Ubrali świeżą bieliznę i wrócili do sypialni. Było kilka minut po wpół do ósmej, narzucili więc na siebie lekką odzież; Robert t-shirt i spodenki, a Victoria bluzeczkę i krótką spódniczkę, a potem razem zeszli do kuchni. Krzątała się już tam Maria. Widząc ich, wchodzących do kuchni, ucieszyła się, wcale tego nie ukrywając.
- Córciu kochana! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak miło mi cię widzieć. O, przepraszam, jak miło mi widzieć was oboje - plątała się w wypowiedzi. Podeszli do niej i odwzajemnili się za jej powitanie buziakami prosto w usta, co przyjęła z rozrzewnieniem, oddając całusy i uściski.  
- A więc mamy w końcu syna w twojej osobie Robert, którego Andrei tak oczekiwał - powiedziała, zachowując się jak ktoś, komu udało się trafić w totka.  
- Przede wszystkim mamo jesteśmy głodni, więc jako gospodyni przyjmij nas jako gości - powiedziała ze śmiechem Victoria, trzymając za rękę Roberta.  
- Bądź uprzejma kochanie i usiądź, a mu z Marią przygotujemy ci pyszne śniadanko - powiedział Robert, całując jej dłoń, w której trzymała jego rękę.
- Powiedziałaś Mario, że uważacie i przyjmujecie mnie za syna, z czego bardzo się cieszę, bo być członkiem waszej rodziny to dla mnie zaszczyt, ale nie odważyłbym się zwracać do ciebie mamo, bo jesteś zaledwie o kilka lat ode mnie starsza, więc niech pozostaną pomiędzy nami relacje, które były dotychczas; Maria - Robert - wyraził w sposób dojrzały i ciepły swój pogląd co do ich relacji po zawarciu małżeństwa z Victorią.
- Co prawda byłoby mi miło, gdybyś się tak do mnie zwracał, ale kalendarz swoje wie, więc niech zostanie tak jak mówisz, chociaż wiesz, że jesteś mi bardziej drogi i milszy, niż niejeden syn swojej matce - podsumowała i zakończyła dyskusję na ten temat Maria. Razem z Robertem przygotowali śniadanie dla czterech osób, bo za chwilę w kuchni miał pojawić się Andrei.
- Możesz powiedzieć, kiedy wróciło pozostałe towarzystwo z tej imprezy poślubnej? - zapytał Marię Robert, kiedy śniadanie było już na stole.
- Było dobrze po drugiej, kiedy zadzwonili domofonem - odparła Maria.
- Podobno impreza była na poziomie i kiedy powiedziałeś, że stan Victorii poprawił się, towarzystwo rozkręciło się na całego, a nasze panny podobno nóg nie czują, takie miały branie. Mam trochę wyrzuty, że nie określiłam, kiedy mają wrócić Andreea i Marica, ale były przecież z ciotką i siostrami, a była to impreza prawie rodzinna i zamknięta, więc na pewno nikt nam nie zarzuci, że źle opiekujemy się naszymi dziećmi - zdała krótką relację o imprezie poślubnej, przekazanej jej przez Violettę. Po chwili w kuchni pojawił się Andrei, więc zajęli się śniadaniem. Po śniadaniu Robert pomógł Marii pomyć naczynia i posprzątać w kuchni, a potem zabierając napoje, razem przeszli do salonu. Kiedy Robert usiadł w fotelu przy ławo-stole, natychmiast na jego kolanach przysiadła Victoria, głaszcząc i przymilając się do swojego ukochanego mężusia, jak nieustannie powtarzała.  
- Od razu widać, że się kochacie i pasujecie do siebie - wyraziła opinię Maria, widząc jak Victoria tuli się i wodzi oczami za Robertem.  
- To dobre dziecko i kocha cię Robercie bezgranicznie - dodała rozedrganym głosem.
- Mario, nie musisz mi tego mówić czy przypominać. Czy sądzisz, że poślubiłbym twoją córkę, gdybym nie był przekonany, że jest to najmilsza, najbardziej urocza i najrozsądniejsza, mimo młodego wieku, dziewczyna, z którą wspólna droga przez życie może być dla mnie wyzwaniem, ale też szczęściem i prawdziwą przyjemnością - wyraził swój pogląd Robert, przytulając mocniej, siedzącą mu na kolanach Victorię.  
- Victorio, pozwolisz, że zapytam; co powiedziałabyś na to, gdybym wynajął lub kupił dobrze wyposażony samochód kempingowy i we dwoje udalibyśmy się w podróż po Europie, zaczynając od Sztokholmu, potem Kopenhaga, Berlin, Paryż, Londyn, południowe wybrzeże Francji, wybrzeże Włoch, Grecja, Chorwacja, Budapeszt, Bukareszt i Tinca, tak gdzieś około sześciu tygodni tylko we dwoje, z pobytem w ciekawych miejscach, podziwianiem pięknych krajobrazów, a może nawet tygodniowa wycieczka statkiem po Morzu Śródziemnym, co ty o tym sądzisz? - przedstawił propozycję spędzenia wakacji małżeńskich tylko we dwoje.
- Robert, ty poważnie myślisz o takich wakacjach dla nas? - zapytała Victoria, ale na odpowiedź czekała nie tylko ona, bo Maria uważnie słuchała tego, co zaproponował.
- Oczywiście! Przeglądnąłem sporo stron z propozycjami biur podróży, ale również prospekty dotyczące kamperów i tych mniejszych, do 3, 5 tony, jak i tych powyżej 3, 5 tony. Ich wyposażenie, komfort i użytkowanie. Posiadam międzynarodowe prawo jazdy, pozwalające mi na kierowanie tak tymi mniejszymi i skromniejszymi, jak i tymi większymi, bardziej komfortowymi, więc jest to tylko kwestia, co tobie by bardziej odpowiadało; wycieczka w grupie czy samodzielna wyprawa wynajętym lub kupionym, wypasionym kamperem - uzupełnił swoją wypowiedź.  
- To byłaby wyprawa życia i chyba najpiękniejsza podróż poślubna - rozmarzyła się Victoria.
- Wycieczka z biurem podróży to też coś, ale podróż po Europie takim samochodem, bez nakazów, ograniczeń, taka swoista włóczęga we dwoje z możliwością zatrzymania się i pobytu w dowolnym miejscu i czasie, to według mnie coś pięknego i niepowtarzalnego - dodała, słodko uśmiechając do Roberta.  
- Mam rozumieć, że coś takiego by ci odpowiadało, tak? - upewniał się Robert, bo i jemu taka wyprawa też jak najbardziej odpowiadała.
- Robert, nie musisz pytać dalej. Widzisz przecież, jak jej się buzia śmieje na coś takiego - podsumowała Maria.
- Przecież taka podróż poślubna tylko we dwoje, kiedy jest się niezależnym od nikogo, to tak jak mówi Victoria, jest to coś niepowtarzalnego i wspomnienia na całe życie. Ty masz takie możliwości, bo masz kasę i oboje znacie języki, więc załatwiaj taki samochód i niech wam szczęście towarzyszy w drodze, a także w całej podróży - uzupełniła swoją wypowiedź, odnosząc się przychylnie do tak pomyślanej podróży poślubnej i życząc im szczęścia na cały okres wyprawy.  
- A wy przedyskutowaliście sprawę pobytu tutaj czy powrotu do domu? - zwrócił się Robert do obojga teściów.
- My mniej więcej mamy już swoje zdanie na ten temat, ale chcemy to omówić jeszcze z Violettą i dziewczynami. Według nas nie ma sensu pozostawać tu dłużej, jak was nie będzie. Nie mamy nic przeciw twoim współpracownikom, którzy mieliby opiekować się nami, ale to nie to, co wasza obecność. O, gdyby nie to, że wasza ewentualna wyprawa to podróż poślubna, którą przecież odbywa się tylko we dwoje, to z chęcią wpisałabym się i pewnie nie tylko ja, na taką wyprawę z wami po Europie, ale pożyjemy, zobaczymy. Może w przyszłym roku też odbędziecie podobną wyprawę i wtedy razem byśmy się udali w taką podróż, na przykład
we dwa takie kampery, jak mówisz. Teraz to nie wchodzi w grę, ale za rok, kto wie? - wyraziła swój pogląd Maria.
- A więc poczekamy i zobaczymy, co na to wszystko powiedzą wasze córki. A teraz, chcę wam zaproponować coś jeszcze. Co powiecie Mario i ty Andrei'u na to, gdybym wam podarował tą Audicę, którą Andrei miał już okazję jechać oraz to, że co miesiąc będę zasilał wasze konto kwotą pięciu tysięcy Euro. A po powrocie z podróży poślubnej i naszym ślubie kościelnym w Tinca, rozważymy na poważnie możliwość utworzenia oddziałów naszej firmy w Tinca? - oznajmił Robert zaskoczonym jego propozycją teściom. I nie tylko ich zaskoczył. Victoria słysząc jego słowa, patrzyła na niego z niedowierzaniem, tak samo jak jej rodzice.
- Robert, znamy cię już na tyle, że wiemy, że nie żartujesz. Tylko powiedz, dlaczego to robisz? - zapytała Maria wzruszonym głosem, patrząc na niego załzawionymi oczami.
- Bo kocham Victorię i kocham was wszystkich bez wyjątku. Bo jesteście już moją rodziną, praktycznie jedyną rodziną i chcę, żebyście to czuli, że macie syna, któremu poszczęściło się trochę w życiu i daliście mu swój największy skarb, swoją najstarszą córkę, od wczoraj moją jedyną i najukochańszą żonę - prawie wykrzyczał swoją wypowiedź radosnym, pełnym entuzjazmu głosem, przytulając tkliwie, wtuloną w niego Victorię. Maria podeszła do nich, a kiedy Victoria wstała i umożliwiła mu powstanie, przytuliła go do piersi i załkała.
- Robert, wiedziałam, Andrei zresztą też, że jesteś dobrym, szczerym i szlachetnym człowiekiem, ale twoja szczodrość i okazywanie nam swoich uczuć, też powinna mieć swoje granice, a ty je nieustannie przekraczasz, stawiając nas przed faktem dokonanym - pocałowała go jako zięcia, syna i najbliższą osobę, którą pokochała uczuciem nie do końca jak teściowa.
Andrei wzruszony niewiele mniej niż żona, przytulił Roberta bardziej jak ojciec niż teść.  
Po niedługiej chwili w salonie pojawiły się pozostałe siostry Victorii oraz Violetta z córkami.
Widać było po co niektórych niedosyt snu i zmęczenie, ale humory dopisywały wszystkim.
- Czy ktoś nam zrobi śniadanie, czy mamy liczyć tylko na siebie? - zapytała jak zwykle dość bezkompromisowo Elena.  
- A jak myślisz? - odpowiedziała jej pytaniem Victoria, bez specjalnego wyzłośliwiania się.
- Widzę, że dochodzisz do formy, chociaż nie dotyczyło to ciebie - odpyskowała Elena.
- Dziewczyny dość! - przywołała je do porządku Maria.
- Wszystko macie w kuchni przygotowane, wystarczy tylko podgrzać mleko do kakaa lub zagotować wodę na herbatę. Macie przygotowane gotowe kanapki, wędliny, pieczywo, drożdżówki, jogurty i płatki; co kto lubi. Do tego możecie zrobić sobie jajecznicę na szynce - poinformowała zgłodniałe towarzystwo Maria.  
- I jesteście na tyle duże, że możecie obsłużyć się same - dodała ze śmiechem.
- Dziewczyny, idziemy do kuchni i każda zabiera to, co jej pasuje. A my z Mihaelą i Eleną przygotujemy napoje i ewentualnie jajecznicę - oświadczyła Violetta i jako pierwsza ruszyła do kuchni, a za nią pozostałe siostrzenice i córki. Zgodnie z tym co powiedziała Violetta, każda z nich zabrała z kuchni to, na co miała ochotę. Elena, Mihaelą i Olivia pozostały w kuchni i przyrządziły sobie dodatkowo jajecznicę na szynce, a Violetta po przygotowaniu kakaa i herbaty, przyniosła w dzbankach oba napoje do salonu. Po śniadaniu Maria w imieniu Roberta i Victorii zwróciła się do całej zebranej rodziny;
- Słuchajcie! Zgodnie z zaleceniem lekarza, który badał Victorię, oboje z Robertem wyjeżdżają w długą podróż poślubną na pięć, sześć tygodni. Zdecydowali się wynająć lub kupić dużego, komfortowego kampera; to jest taki samochód w rodzaju przyczepy kempingowej z własnym napędem i udać się na włóczęgę we dwoje po Europie. Pomimo tego, że ich nie będzie, zaproponowali nam, jeżeli zechcemy, pozostanie w ich domu na czas, jaki nam będzie odpowiadał, czyli nawet do 28 sierpnia, tak jak poprzednio planowaliśmy. Opiekę nad domem i nad nami przejąłby ktoś z jego współpracowników, zapewniając nam takie same waruki pobytu, jakie zaproponował poprzednio Robert. Za chwilę mają dojechać, więc musimy podjąć szybką decyzję. My z Andrei'em mamy już swój pogląd na sprawę, ale nie chcemy wam nic sugerować. A więc po kolei; niech każda z was wypowie się w tej sprawie i zaczniemy może od cioci Violetty; jakie jest twoje zdanie na ten temat? - przedstawiła zebranej rodzinie propozycję Victorii i Roberta, Maria.  
- Może niech najpierw wypowiedzą się wasze i moje córki, a ja dopiero po nich powiem, co o tym myślę - zaproponowała Violetta. Przywołana w ten sposób przez ciotkę głos zabrała Elena.
- Gdyby to ode mnie zależało, to z chęcią pozostałabym w tym domu przez sierpień, pracując przy tym w firmie, ale jeżeli miałoby to wywołać jakieś komplikacje i dodatkowe problemy, to zastosuję się do ogólnej decyzji, jaką podejmiecie - wyraziła swoje stanowisko Elena.
- Ja też mam dokładnie takie samo zdanie jak Elena - przedstawiła swoje zdanie Olivia.
- To może teraz swoje zdanie przedstawi Mihaela, a potem Violettina - zaproponowała Maria.
- Cóż mogę powiedzieć, jest tu bardzo fajnie i dobrze się tu czułam, ale pobyt bez Victorii i Roberta w ich domu już tak fajnym nie będzie. Takie jest moje zdanie - powiedziała Mihaela.
- Zgadzam się z Mihaelą. Ten dom jest cudowny, ale tylko wtedy, gdy są w nim Victoria i Robert. Bez nich ten dom będzie smutny i nieciekawy - wyraziła swój pogląd Violettina.
- Nie będę zmuszać Andreei i Marici do wypowiadania się, bo wiem, że będą chciały być tam, gdzie i my będziemy. Więc teraz kolej na ciebie Violetto - zwróciła się o wypowiedź do siostry.  
- Faktem jest, że jak przyjechaliśmy do waszego domu, to poczułam się faktycznie jak na wczasach. I to wasze przyjęcie nas, takie ciepłe, rodzinne, ten dom i teren wokół niego, basen, to wszystko zrobiło na mnie takie wrażenie, że chyba na żadnych wczasach na których byłam z dziewczynami, nie czułyśmy się tak dobrze jak u was. Ale teraz jak was nie będzie, to już będzie nie to. Nie dziwię się więc moim córkom, że nie bardzo widzą dalszy pobyt w waszym domu, kiedy was tu nie będzie - podsumowała Violetta swoją i córek wypowiedź.
- Podsumujmy więc; my też z Andrei'em nie bardzo widzieliśmy dalszy pobyt w waszym domu, jeżeli was tu nie będzie, a to oznacza, że wracamy z kierowcą pod koniec tygodnia do domu w Tinca i zabieramy ze sobą Elenę i Olivię - oświadczyła Maria, dając tym samym do zrozumienia Victorii i Robertowi, że nie są zainteresowani dalszym pobytem w ich domu.
- Mam rozumieć, że wasza i Violetty decyzja jest ostateczna, tak? - upewnił się Robert.
- Tak Robercie. Ten dom żyje, kiedy wy w nim jesteście. Kiedy wy wyjedziecie, to czulibyśmy się tu jak po stypie, a nie jak na wczasach - potwierdziła zdanie tak swojej jak i siostry rodziny.
- No cóż, pozostało nam tylko przyjąć to do wiadomości i tak przedstawić to moim współpracownikom. Mam nadzieję, że nie będą mieli pretensji o to, że nie chcecie korzystać z ich ewentualnej pomocy - Robert ze śmiechem skomentował ich decyzję o powrocie do domu.
Po godzinie dziewiątej odezwał się domofon od bramy. Robert podniósł słuchawkę i nacisnął przycisk, otwierając furtkę.
- Witam! Chcecie wjechać? - odezwał się, słysząc głos Ani.
- Nie! Witek ma coś do załatwienia i wróci za jakieś pół godziny - odpowiedziała Ania. Robert wyszedł przed dom i przywitał się ze swoimi najbliższymi współpracownikami, a właściwie przyjaciółmi; Anią, Małgosią i Rafałem, zapraszając ich do salonu.
- Wyglądasz na zadowolonego, czy to oznacza, że wszystko wraca do normy? - zapytał Rafał.  
- Można by tak powiedzieć, ale sami to stwierdzicie. Całe towarzystwo oczekuje w salonie - dodał pogodnie. Weszli do salonu i po krótkim zamieszaniu związanym z powitaniem przybyłych, wszyscy usiedli, gdzie był akurat wolne miejsce. Przy stole usiadły Ania i Małgosia, a Rafał usiadł w fotelu przy ławo-stole. Victoria czując się już pełnoprawną żoną Roberta i panią domu, po powitaniu zwróciła się do gości, oferując zimne i ciepłe napoje, wzbudzając przy tym swoją formą i wyglądem sympatyczne odzywki przybyłych gości. Panie zażyczyły sobie kawę capuccino. Przygotowaniem i doniesieniem napoi zajęły się natychmiast Elena i Mihaela. Po krótkiej wymianie zdań i opinii, Robert uznał, że należy zapoznać gości z decyzją rodziny Victorii w zakresie ich dalszego pobytu czy powrotu do domu.
- Chciałbym was w skrócie poinformować o przeprowadzonej dyskusji w zakresie dalszego pobytu lub powrotu do domu rodziny Victorii oraz dyskusji na temat naszego wyjazdu w podróż poślubną. I tak; w zakresie dalszego pobytu w naszym domu czy powrotu do domu w Rumunii, tak rodzice, jak i ciocia Victorii po wysłuchaniu zdania starszych córek, zdecydowali, że z powodu naszego wyjazdu na te tak zwane 'wakacje małżeńskie' czy podróż poślubną, nie będą przedłużać swojego pobytu w naszym domu, uznając, że bez nas nie czuli by się tutaj zbyt komfortowo. Według nich, pobyt w naszym domu, gdy nas tu nie będzie, przypominałby im bardziej stypę niż beztroskie wczasy. Wobec tego, że nasz wyjazd jest konieczny, wolą odłożyć wczasy w naszym domu do przyszłego roku, chcąc być tu razem z nami. Przyjęliśmy więc oboje z Victorią do wiadomości ich decyzję, rozumiejąc ich obiekcje i uznając powody takiego, a nie innego stanowiska w tej sprawie. Drugą sprawą jest nasza podróż poślubna. Rozważaliśmy dwie opcje w tym zakresie. Pierwszą z nich było skorzystanie z oferty któregoś z biur podróży czy turystycznych agencji i wyjazd indywidualny lub w zorganizowanej grupie na długie wakacje małżeńskie. Drugą opcją jest wynajęcie lub zakup porządnego, komfortowego kampera i włóczęga po Europie tylko we dwoje. Tak Victoria jak i ja skłaniamy się bardziej ku drugiej opcji. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje wynajem czy zakup takiego samochodu - przedstawił Robert swoim przyjaciołom stanowisko rodziny i decyzję o powrocie do domu oraz przedyskutowane i uzgodnione przez nich stanowisko w sprawie ich podróży poślubnej, zaleconej przez lekarza formy pozbycia się przez Victorię ujawnionej psychozy. Po wysłuchaniu Roberta, jako pierwszy głos zabrał Rafał.
- Moim pierwszym skojarzeniem było takie właśnie odczucie, że jeśli was nie będzie, to pobyt w waszym domu straci dużo na atrakcyjności, tak dla rodziców, jak i pani Violetty, cioci Victorii. Wychodzi na to, że moje odczucie mnie nie zawiodło, co nie oznacza, że cieszę się z tego. Ale tak jak wy, rozumiem powody i szanuję decyzję rodziców, a także cioci Victorii, pani Violetty.
Co do waszej podróży poślubnej, to też popieram wasze stanowisko w tej sprawie. Podróż dobrej marki, wypasionym, wygodnym samochodem turystycznym po Europie, to marzenie każdej nowo poślubionej pary małżeńskiej, tylko pewnie nie każdą taką parę na to stać. Wy takich problemów nie macie, więc moim zdaniem, jest to najlepsze rozwiązanie. Czy wynająć czy kupić? Według mnie zakup byłby lepszy, ale zakup przez naszą firmę transportową. Zorientuję się razem ze Staszkiem, jaki jest koszt zakupu takiego samochodu i można by było zakupić kilka takich samochodów, skalkulować odpowiednio koszty wynajmu i wynajmować takie samochody bezzyskowo dla naszych pracowników, a dla obcych ustawić jakiś nieduży zysk kilkunastoprocentowy. Dla was jako pierwszych najemców można by było wymyślić jakąś promocję, w ramach przetestowania takiej usługi - skomentował wypowiedź Roberta Rafał.  
- A ty Aniu co o tym sądzisz? - zwrócił się Robert do Ani.
- Myślę, że Rafał zawarł w swojej wypowiedzi wszystko i w pełni zgadzam się z nim. Nie można uszczęśliwiać nikogo na siłę, więc rozumowanie państwa, czyli rodziców i cioci Victorii jest zgodne również z moim rozumowaniem. Pewnie będąc w ich sytuacji, postąpiła bym tak samo, bo ten dom bez was staje się obcym, a w obcym domu wiadomo jak każdy się czuje. Teraz jednak pozostaje kwestia, że ktoś z nas powinien zamieszkać w tym domu, aby mieć baczenie na bieżącą sytuację i utrzymać tak dom, jak i terenu wokół niego w obecnym stanie, abyście mieli do czego wrócić - uzupełniła wypowiedź Rafała Ania.
- Czy ty Małgosiu chciałabyś coś dodać od siebie? - zapytał Robert swoją osobistą sekretarkę.
- Tak! Mam propozycję dla ciebie i Victorii; mieliśmy zamiar z mężem i dziećmi wyjechać gdzieś na wczasy, ale widząc ten dom i słysząc o tym, że jest tu i basen z atrakcjami, sauna, altana z grillem i jeszcze coś tam, coś tam, proponuję, że na czas waszej nieobecności przeprowadzimy się tutaj, aby zadbać o dom, a przy okazji skorzystać z jego atrakcji, o ile oczywiście oboje z Victorią zgodzicie się na coś takiego. Ze swej strony chcę dodać, że nasza dbałość o ten dom, będzie dokładnie taka sama, jakby to był nasz własny dom - przedstawiła swoją propozycję Małgosia.  
- No to jesteśmy w domu. Przyznam, że chodziło mi to po głowie, kto zaopiekuje się tym domem, aby po naszym powrocie nie zastać tu chaszczy, przerośniętej suchej trawy, uschniętych bylin, krzewów i tym podobne. Małgosiu, będziesz mogła wprowadzić się z rodziną, zaraz po naszym wyjeździe. Gdyby coś działo się nie tak czy to na zewnątrz czy wewnątrz, dokładne rozeznanie we wszystkich sprawach technicznych i nie tylko, ma Rafał, który na bieżąco uczestniczył tak w budowie tego domu jak i w montażu poszczególnych urządzeń czy ich eksploatacji - poinformował Małgosię Robert.  
- Mam rozumieć, że w przypadku grilowania, nie zapomnisz Małgosiu o Ani i Rafale - dodał śmiejąc się Robert.
- To teraz podsumujmy na czym stoimy - zabrał ponownie głos Robert.
- Po pierwsze; Rodzina Victorii wraz z jej ciocią i kuzynkami wyjeżdża do domu wynajętym busem oraz samochodem, który przekazuję mojej żonie Victorii, a ona przekaże go swojemu tacie Andrei'owi. Potrzebne będzie sporządzenie dwóch aktów darowizny u notariusza.
Po drugie; Trzeba dopłacić należność za wynajem busa firmie w Oradea. Za tydzień, jeżeli wyjazd nastąpi w piątek lub za dwa tygodnie, jeżeli wyjazd nastąpi później.
Po trzecie; Należy ustalić formę przelewania z mojego konta na konto mamy Victorii kwoty
pięciu tysięcy Euro, powiększonej o kwotę ewentualnego podatku.
Po czwarte; Kupić lub wynająć na około 45-50 dni wytrzymały, wygodny, dobrze wyposażony kamper do realizacji 'wakacji małżeńskich' lub włóczęgi po Europie tylko we dwoje. Z chwilą zrealizowania wynajmu lub zakupu, oboje z Victorią zaczynamy realizować podróż poślubną.
Po piąte; Z chwilą naszego wyjazdu, do naszego domu wprowadza się Małgosia z rodziną, jako opiekunka tego domu, a na jej konto z tego tytułu będzie przelewane miesięcznie z mojego konta pięć tysięcy złotych plus koszty utrzymania domu i urządzeń w dobrym stanie plus wszelkie opłaty.
Po szóste; W przypadku potrzeby pomocy Małgosi w związku z opieką nad domem, pomocy takiej udzieli mój przyjaciel i zastępca Rafał lub jej przyjaciółka Ania.  
Po siódme; W razie kłopotów czy potrzeby kontaktów ze mną czy moją żoną Victorią, kontakty takie realizują; Rafał, Ania, Małgosia, rodzice Victorii oraz ciocia Violetta.
Czy coś pominąłem lub powiedziałem nie tak? - zwrócił się Robert do obecnych w salonie. Nikt nie zgłosił sprzeciwu, ani nie zgłosił się w danej sprawie, więc Robert zwrócił się do wszystkich obecnych o załatwienie wszystkich poruszonych spraw i tematów w możliwie krótkim terminie, kończąc na tym dyskusję i omawianie tych spraw. Na zakończenie chciałbym dodać, że wszystkie przedstawione powyżej sprawy zostały w odpowiedni sposób przygotowane i zrealizowane, a wszystkie omówione w tym opowiadaniu darowizny wykonane i potwierdzone aktem notarialnym. Tym sposobem dwuletni samochód znanej marki stał się własnością teściów Roberta. Obiecane Olivii i Mihaeli keyboardy znalazły się w samochodach jadących do Tinca w Rumunii. Zrealizowana została też obietnica Roberta w zakresie zakupu najnowszych konsoli do gry japońskiej firmy wraz z kilkoma grami dla szwagierek Andreei i Marici oraz Olivii i Vioettiny. Do tego bank Roberta został zobowiązany do comiesięcznego przelewu z konta Roberta na konto mamy Victorii, Marii, kwoty 5000 Euro, zabezpieczającej bieżące potrzeby rodziny Victorii. Zgodnie z sugestią pierwszego zastępcy Roberta, Rafała, firma transportowa mając sporą nadwyżkę budżetu, zakupiła w renomowanej firmie pięć wypasionych kamperów, z których jeden został wypożyczony pierwszemu pracownikowi firmy w ramach promocji, ale również jako pierwszemu testerowi tego typu kampera za maksymalnie obniżoną stawkę dobową, bez limitu kilometrów i czasu, pod warunkiem dokładnego, szczegółowego testu pojazdu w różnych warunkach drogowych i klimatycznych oraz szczegółowego testu wyposażenia i urządzeń, który zostanie opisany w raporcie testowym, dla firmy sprzedającej i nabywcy kampera. Oczywiście tym testerem został Robert z Victorią, udając się na wyprawę - marzenie pod szyldem 'Podróż poślubna' lub 'Wakacje małżeńskie' na terenie Europy. Opiekę nad domem Roberta i Victorii przejęła Małgosia z mężem oraz ich dwoje dzieci; czternastoletnia Kasia i szesnastoletni Julek. Zapoznali się z topografią domu oraz przyległego terenu wraz z urządzeniami. Poza korzystaniem z basenu Rafał nie zdążył zapoznać ich jeszcze z urządzeniami basenu, ale obiecał, że zrobi to przy najbliższej okazji. Pokazał im poza tym, jak włącza się i ustawia czasowo zraszacze do roślin oraz sposób użytkowania spalinowej kosiarki do trawy i podkaszarki. Tak więc kończymy to opowiadanie, żegnając Victorię i Roberta wyruszających w daleką drogę po zdrowie Victorii, a jej rodzinę w drodze do domu w Tinca w Rumunii.......Koniec.....
  
PS; Szanowne, Drogie Czytelniczki! Szanowni, Drodzy Czytelnicy!  

     Coś, kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy. Tak jest również z tym opowiadaniem. W którymś poście wspomniałem, że miała to być zwarta opowiastka na kilkadziesiąt stron, a rozbudowana została do 39 części. Gdyby przeliczyć ilość znaków na normalne strony książkowe, to ich ilość wyniosłaby kilka setek stron. Wspomniałem też, że nie jestem filologiem i tę moją pisaninę nazywaną przez niektórych czytelników infantylną, grafomańską traktowałem jako zabawę słowem, więc pewnie mieli rację, bo było w tej opowieści na pewno dużo (a może za dużo) infantylności i grafomanii. Mogę ich tylko przeprosić i podziękować za szczerość, a także za jasne stawianie sprawy. Szczególnie serdecznie dziękuję tym czytelniczkom i czytelnikom, którzy dostrzegając pewnie ułomność i mankamenty zawarte w poszczególnych częściach opowiadania, podtrzymywali mnie na duchu, wspierając miłymi słowami w komentarzach, nie skąpiąc przy tym pochwał. Muszę przyznać, że nigdy nie spodziewałem się, że ta opowiastka wymyślona od początku do końca, spotka się z tak dużym zainteresowaniem, co cieszyło mnie pewnie tak samo, jak każdego piszącego na tym portalu. Dlaczego taki temat i co mnie zainspirowało? Autentyczne spotkanie z dziewczynką pochodzenia romskiego, ale nie w Polsce, a na Węgrzech, kilkanaście lat temu. To było biedne, zziębnięte, kilkunastoletnie dziecko, do tego głodne i wystraszone. Taka szara myszka. Szła naprzeciw mnie i widziałem, jak ją zbyło kilka osób, które prosiła o pomoc przede mną. Kiedy mnie zaczepiła w języku węgierskim, abym dał jej parę groszy, rzeczywiście rozglądałem się, kto z nią jest, bo z natury rzeczy zdarzało się, że Romowie wystawiali takie dzieci na wabia lub 'na żebry', obserwując potencjalnych 'klientów'. To była dawna robotnicza dzielnica w Peszcie (lewobrzeżna część Budapesztu), gdzie mieszkałem przez jakiś czas. Znajomość z tym dzieckiem zaowocowała tym, że kilkanaście osób z jej szeroko rozumianej rodziny zatrudniłem na nadzorowanych przeze mnie budowach i byli to nie tylko dobrzy fachowcy, ale i najbardziej zdyscyplinowani pracownicy. A ja mogłem potem bez obawy zapuszczać się w enklawy zamieszkałe przez Romów, ponadto, od tej chwili nigdy na podległych mi budowach nie było żadnych kradzieży sprzętu czy materiałów, co nie oznacza, że kradzieży tych dokonywali Romowie. Chcę też dodać, że romska dziewczynka nie jest protoplastą Olivii, a dlaczego Rumunka? Bo też miałem przyjemność spotkać się z rumuńską rodziną, chociaż znacznie wcześniej i ta rodzina jest bardziej tożsama z tym opowiadaniem. I tyle w tej sprawie. Jeszcze raz dziękuję wszystkim czytelniczkom i czytelnikom, którzy zainteresowali się tym opowiadaniem, czytając oraz oceniając i komentując poszczególne jego części.  
                        Franek/domator (franco/domestico)

16 150 czyt.
97%3313
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 5660 słów i 32022 znaków, zaktualizował 7 sie o 9:00

Komentarze (13)

 
  • eljasz

    eljasz 15 paź 2017 ip:8220242

    Witam Autora, Na Twoją serię opowiadań trafiłem przypadkiem całkiem niedawno i wciągnęła mnie w całości. Pewnie było to po części spowodowane znajomymi terenami, gdzie spędziłem ponad dwadzieścia lat życia, po części znajomymi z Rumunii a po części też sposobem Twojego pisania. Oczywiście jakby to nie było podzielę się uwagami zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi: - podczas wizyty w rodzinnym mieście Olivia zachowywała się oschle wobec ojca, na co Victoria obiecała wytłumaczyć powód takiego zachowania - tytuł opowiadania jest Olivia, Victoria a w pewnym momencie Olivia została zepchnięta na drugi plan. bardzo pozytywnie oceniam jej rozwój (zwłaszcza językowy), ale w pewnym momencie całkowicie mi jej zabrakło, stała się jakby tłem dla reszty rodzeństwa. - dbałość o szczegóły powalała na kolana (nie mam tu na myśli czystej erotyki, chociaż to także) i tutaj mam pytanie: czy dużo czasu zajęło Ci studiowanie map, tras, barów itp? myślałem kiedyś o pisaniu opowiadania, dlatego pytam trochę pod siebie. - w końcu sama erotyka, naprawdę na wysokim poziomie zarówno pod względem pomysłów, jak i szczegółowych opisów (nie słuchaj głosów o pisaniu wersji light!) Naprawdę to co zrobiłeś to kawał dobrej roboty i na pewno zapoznam się z innymi opowiadaniami Twojego autorstwa! Pozdrawiam serdecznie

  • WiernyCzytelnik

    WiernyCzytelnik 2 lip 2017 ip:1881464

    Myślałeś może nad drugim sezonem opowiadania ?

  • WiernyCzytelnik

    WiernyCzytelnik 29 cze 2017 ip:188146135

    Było to najlepsze opowiadanie jakie czytałem, przeczytałem wszystkie części od a do z pisz tak dalej POWODZENIA !

  • Czytelnik2

    Czytelnik2 14 cze 2017 ip:93180190

    Mam generalnie jedną uwagę. Tak zwany preejakulat, który pojawia się na początku wzwodu (owa kropelka czy wilgoć na penisie) również zawiera plemniki. Opisywany przez Ciebie wielokrotnie stosunek przerywany nie jest żadnym zabezpieczeniem. Stosunek Pearla czyli ile kobiet na 100 stosujących daną metodę w ciągu roku może zajść w ciążę wynosi 15-28. (na 100 kobiet). Dla tabletki wynosi on 0,2-1,4. Ponieważ wiele osób młodych czerpie wiedzę o seksie z portali dlatego pozwoliłem sobie na ten komentarz.

  • emeryt

    emeryt 13 cze 2017 ip:8971128

    Jeszcze raz witam i pozdrawiam Ciebie, Drogi Autorze tej wspaniałej sagi. Lecz kolejny raz czytając jej epilog, czuję jakiś niedosyt, jakby to było częściowo odcięte. Wygląda to tak jakbyś się spieszył z napisem słowa "KONIEC". Na razie jeszcze raz dziękuję za to że na stare lata mogłem się głęboko wzruszyć. Twój wdzięczny czytelnik.

  • santa

    santa 9 cze 2017 ip:81161207

    PS. Może znajdę się odważne dziewczyny i skomentują to co napisałam, wiem że czytacie, troszkę odwagi dziewczyny. Może wtedy Franek zmieni zdanie.

  • santa

    santa 9 cze 2017 ip:81161207

    Witam. Dziś troszkę mi przeszło i jak pisałam że nie będę komentować opowiadań, ale na prośbę koleżanek i kolegów postanowiłam coś niecoś napisać. Drogi Franku 42 jak sam piszesz cz. XXXVII niewielu przeczytało, powiem bardziej dosadnie, skopałeś końcówkę tej Sagi i to dosłownie! Jeśli możesz przeczytaj ją jeszcze i zastanów się co jest najpiękniejsze, wymarzone przez dziewczynę, czy nawet kobietę jak stanie na "ślubnym kobiercu". Wiesz jak bym była twoją dziewczyną to chyba bym użyła "wałka" (tak jakoś się mówi w Polsce). Stworzyłeś piękną Sagę czy jak ktoś woli Opowiadanie i jak pisałam wczułam się w rolę Viktori i Roberta i wiem że nie tylko ja, miałeś komentarze na temat seksu, owszem może komuś przeszkadzał, ale moim zdaniem był podany (opisany) bardzo spokojnie i w zasadzie był jakoby dodatkiem, czy urozmaiceniem tekstu. Miałeś piękne plany co do dalszych losów bohaterów tej powieści i co się stało że nagle zmieniłeś zdanie i tak zakończyłeś jak by tą końcówkę pisał ktoś inny, nie ty Franku 42. Piszesz "Coś, kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy" i dalej że nie jesteś "filologiem", niestety taka jest brutalna prawda, coś kiedyś się kończy ale czy trzeba być "uczonym" by tak pisać? Franku ty masz dar opowiadania i umiejętność przelania tego na "papier" podobny (też już pisałam wcześniej) jak np. Roksana czy MrHyde. Przepraszam, chyba się zagalopowałam. Pozdrawiam. Santa K.

  • Troll

    Troll 9 cze 2017 ip:881569

    No nareszcie, chciałoby się krzyknąć! Od 23 części można było wymiotować od nadmiaru słodyczy, zżymać się czytając wszechobecne zdrobnienia i nużące opisy, które traciły polot i świeżość. Pomimo to chcę Ci podziękować, pogratulować wytrwałości. Jako koneser słowa, miłośnik języka polskiego, doceniam Twój trud, starania czy próby dbałości o formę. GRATULUJĘ! Na koniec mała uwaga trolla - szczypta pieprzu, odrobina napięcia, rezygnacja ze zbyt długich i rozdętych opisów i... No właśnie! Masz potencjał, więc... próbuj dalej! Pozdrawiam.

  • Robert72

    Robert72 9 cze 2017

    Czytając twoje opowiadanie jestem w innym świecie . Tam z Victorią , Oliw , Robertem to co stworzłeś jest super. Mam nadzieje że będziesz jeszcze długo pisał i dużo publikując swje dzieła tutaj. Pozdrawiam!!

  • POKUSER

    POKUSER 8 cze 2017

    Czytam od pierwszego odcinka, ale dopiero teraz zdecydowałem się na komentarz. Pięknie opowiedziałeś nam tę historię, może momentami była lekko przesłodzona, ale to był w pewnym sensie jej dodatkowy urok. Oczarowała mnie Twoja dbałość o szczegóły np podróż do Tinca, gdzie określiłeś tak dokładnie poszczególne przystanki i trasę, że czułem się jakbym razem z naszymi bohaterami jechał. Nawet nie zapomniałeś o przeglądzie samochodu u mechanika przed drogą. Mistrzowstwo. Całość świetnie się czytało, a te szczegóły o których wspomniałem wyżej, (a w całym opowiadaniu trochę ich było) dodatkowo dopieszczały zmysły. Umieszczenie akcji w Krakowie przypomniało mi moje studenckie czasy sprzed lat i niektóre bardzo przyjemne wspomnienia ożyły Dziękuję za tą wspaniałą lekturę i za ogrom czasu i pracy włożony w jej spisanie. Zapowiada się kolejne opowiadanie? Albo w ramach gimnastyki szarych komórek: "Olivia i Victoria po latach"? Pozdrawiam serdecznie

  • StSzk

    StSzk 5 cze 2017 ip:7810204

    Jak piszą przedmówcy - coś się zaczyna, to i coś się kończy. Trochę szkoda. dla mnie to było bardzo udane. Jak pisałem bardzo umiejętne dawkowanie wszystkiego, erotyzmy, nastroju i w ogóle umiejętne prowadzenie akcji. Teraz czekam na coś podobnego, a może innego...Pozdrówki.

  • Krzysztof7518

    Krzysztof7518 5 cze 2017 ip:833169

    super gratuluje przeczytałem od a do z pierwszy raz cos od 10 lat z takim zainteresowaniem i oczekiwaniem na kolejne odcinki pozdarwiam

  • stoper

    stoper 4 cze 2017

    z jednej strony to szkoda że to koniec ale z drugiej jak sam piszesz zrobiło się z tego dużo tekstu może za jakiś czas w trochę innej formie (opowiadanie miłosne np) opiszesz przygody Roberta i Victorii podczas wakacji i dalej