Olivia, Victoria - cz. XV

Olivia, Victoria - cz. XV

     Po chwili milczenia Robert uznał, że teraz kolej na jego zwierzenia. Opowiedział więc, że wywodzi się z licznej, wiejskiej rodziny, matka zmarła gdy miał 11 lat, a ojciec trzy lata później. Oni wylądowali w domach dziecka. On miał to szczęście, że gdy był w technikum, zainteresował się nim przedsiębiorca, który ufundował mu stypendium i po ukończeniu technikum zatrudnił w swojej firmie, umożliwiając mu rozpoczęcie nauki na studiach techniczno-informatycznych oraz  dopingując go przez cały okres studiów do nauki i ich ukończenia. Po ukończeniu studiów próbował swoich sił w opracowywaniu oprogramowania informatycznego dla firm. Jeden z takich systemów przyniósł mu dość spore dochody, które ulokował w akcjach giełdowych. Dzięki zaprzyjaźnionemu maklerowi przez kilka lat grał z dużym powodzeniem na giełdzie, powiększając ośmiokrotnie pierwotny kapitał. Przez ten czas starał się zachowywać ostrożnie i nie angażował się w żadne ryzykowne przedsięwzięcia. Pewnego dnia zachował się jednak na przekór wszelkiej logice, wręcz zmusił swojego maklera do kupienia kontrolnego pakietu akcji firmy budowlanej, która znalazła się na krawędzi bankructwa. Jej akcje spadały, ba, leciały na łeb, na szyję. Wyczekał kiedy sytuacja ustabilizowała się na niskim poziomie i polecił maklerowi kupowanie jej akcji do wysokości 55 % pakietu giełdowego firmy. Poszły na to prawie wszystkie dotychczas zarobione na giełdzie pieniądze. W przypadku plajty firmy jego kontrolny pakiet akcji stałby się bezwartościową kupą papieru. Stało się inaczej. Okazało się, że spadek wartości akcji firmy został spowodowany przez firmę konkurencyjną w celu wrogiego przejęcia. Fałszywa pogłoska o stanie firmy puszczona w obieg, spowodowała lawinową wyprzedaż akcji przez drobnych ciułaczy i część kierownictwa, stąd w sprzedaży znalazł się pakiet prawie 60 % akcji firmy, z których 55 % znalazło się w posiadaniu Roberta. Gdy w kolejnych dniach okazało się, że rzeczywisty stan finansowy firmy jest kilkakrotnie bardziej korzystny, od obrazu przedstawionego w pogłosce, tendencja na giełdzie została w równie gwałtowny sposób odwrócona. Akcje firmy zaczęły gwałtownie zwyżkować bijąc wszelkie rekordy wzrostu w czasie jednodniowej sesji. W ciągu tygodnia wartość zakupionych przez Roberta akcji uzyskała prawie pięciokrotne przebicie, a on sam stał się z dnia na dzień milionerem i znaczącym graczem na giełdzie z akcjami wartymi ponad 25 mln złotych. Mając w ręku pakiet większościowy firmy, został poddany procedurze sprawdzającej, a ponieważ wszystko odbyło się zgodnie z procedurami i literą prawa, kierownictwo firmy zaproponowało Robertowi funkcję prezesa rady nadzorczej firmy, oddając się do jego dyspozycji. W ciągu paru dni został zapoznany ze stanem fizycznym i finansowym firmy, które nie wzbudziły żadnych zastrzeżeń z jego strony. Polecił więc zwolnienie z firmy tylko tych członków kierownictwa, którzy w panice bądź celowo pozbyli się akcji firmy, a pozostałym, z prezesem firmy na czele dokooptowanie nowych członków i prowadzenie firmy w sposób optymalny, sprzyjający rozwojowi i ekspansji firmy na rynku. Działania te były strzałem w dziesiątkę, firma została uratowana, utrzymując swoją dobrą pozycję na rynku i zachowując swoją rozpoznawalną markę. Obecnie ta właśnie firma stanowi rdzeń w jego korporacji, w skład której wchodzi kilka firm o różnych profilach działalności, z których jedna prowadzi właśnie działalność transportową, a osobisty majątek Roberta przekracza obecnie 50 mln złotych. Gdy Robert przedstawił w skrócie swoją biografię i stan swoich finansów, w jadalni na chwilę zapadło milczenie. Gdy w końcu uświadomili sobie, kim jest Robert, poczuli się nieco nieswojo w jego towarzystwie. Nie bardzo mogli ogarnąć to, co powiedział o sobie Robert. Robert zauważył, jakie wrażenie wywołał swoimi zwierzeniami, wiec chcąc rozładować zaistniałą atmosferę, zwrócił się do siedzącej mu na kolanach Victorii;
- Co się stało, że zrobiło się tak sztywno przy stole kochanie? - spytał dość swobodnym tonem.  W dalszym ciągu jednak panowało milczenie i pełne zażenowania spojrzenia w jego stronę;  
- Powiedziałem coś nie tak, czy też uraziłem kogoś z was? – ponowił pytanie.
- Robercik, to nie tak. Po prostu nikt z nas nie sądził, że siedzi z nami ktoś, kto ma tyle kasy – odparła Victoria.  
- Przecież mówiłem wam w Krakowie i po drodze, że prowadzę trochę rozbudowaną działalność w różnych dziedzinach i nigdy nie mówiłem, że jestem biedny.
- Fakt, mówiłeś, ale w najśmielszych wyobrażeniach nie sądziłam, że jesteś milionerem – odpowiedziała z zażenowaniem. Roześmiał się, ucałował gorąco ją i Olivię, czym trochę rozładował atmosferę.  
- W Polsce mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale znakomicie ułatwiają życie – rzucił z uśmiechem.
- Mówię wam i patrzę wam prosto w oczy – ciągnął - ja tych pieniędzy nie ukradłem, doszedłem do nich uczciwie, uczciwą pracą i wykorzystując sprzyjające okoliczności, no może i szczęście też mi dopisało, gdy wbrew logice i radom przyjaciół zagrałem va banque. I to wszystko. Mogłem zostać z niczym, a wygrałem fortunę. Prawdą też jest, że szczęściu trzeba pomóc. Proszę was, nie traktujcie mnie jak zadżumionego. To nadal jestem ja, Robert, wasz przyszły zięć i szwagier, a dla ciebie moja ukochana Victorio twój narzeczony i przyszły mąż – prawie wykrzyczał do nich swoją wypowiedź.
Pierwsza zabrała głos Maria.  
- Masz rację Robercie, to nadal jesteś ty i nie zmienia tego fakt, że posiadasz miliony. Za to cię polubiłam i za to cię szanuję. Teraz zrozumiałam, co miałeś na myśli mówiąc, że chcesz nam pomóc. Faktycznie, możesz nam pomóc, gdy tylko zechcesz i wiem, że to nie będzie kupowanie kogokolwiek z nas, ale pomoc w czystym wydaniu. A ty Victorio doceń też to, że twój Robercik może i ma miliony, lecz pozostał skromnym, szczerym i dobrym człowiekiem. W Polsce mógł wam pomóc, wysyłając z wami swojego pracownika, a przyjechał osobiście. Tu mógł wynająć apartament, a gnieździ się z nami, bez wywyższania się, bez obnoszenia się ze swoim majątkiem. Ani słowem, ani czynami nie dał nam odczuć, że jest kimś wyższym i lepszym od nas. Andrei i wy dziewczyny, moje córki, przyjmijmy Roberta takim, jaki jest, bez obciążania sobie głowy jego milionami. Witaj ponownie w naszej rodzinie Robercie i pozwól nam cieszyć się tym, że jesteś z nami. Wypowiedź Marii otrzeźwiła męża i córki, przytłoczonych wyznaniami Roberta i ujawnieniem jego niemałego majątku.  
- Robercik, mój kochany, wierzę ci teraz bez zastrzeżeń, gdy mówisz, że mnie kochasz. Faktycznie, mogłeś nas odesłać do domu z kimś innym, a ty przyjechałeś osobiście. Mogłeś po przyjeździe pożegnać nas i odjechać, a ty zostałeś i poprosiłeś mnie o rękę na oczach tylu ludzi.  
Robercik, kocham cię i nie wyobrażam sobie bez ciebie życia, więc miej te swoje miliony, a ja mam ciebie i nikomu cię nie oddam. A tacie nie dziw się, przytłoczyły go twoje pieniądze, ale widzę po nim, że naprawdę cię pokochał i uznał za syna, którego tak bardzo pragnął.  
Na potwierdzenie swoich słów, wpiła się swoimi słodkimi wargami w jego usta w bardzo mocnym pocałunku. Olivia, którą słowa Roberta zaskoczyły trochę mniej, po prostu nie zawracała sobie głowy jego pieniędzmi, po słowach matki również mocniej wtuliła się w Roberta, jakby chciała mu wynagrodzić zwątpienie w niego jej rodziny.  
Również Andrei otrząsnął się z szoku, wywołanego słowami Roberta, gdy wyobraził sobie i przeliczył na leje majątek Roberta. Faktycznie, zachowanie, słowa i czyny Roberta przemawiały na jego korzyść, więc nie miał co wątpić w szczerość jego intencji tak do Victorii, jak i całej jego rodziny. A ponieważ był pogodnym i zgodnym człowiekiem, oddanym swojej żonie i rodzinie, więc przestał zaprzątać sobie głowę milionami Roberta, będąc w duchu dumnym, że Robert pokochał jego córkę i tak pochlebnie wypowiadał się o jego rodzinie. Przyszło mu to tym łatwiej, że żona bez zastrzeżeń zaufała temu przybyszowi i okazywała mu wiele sympatii, a Andrei w większości spraw czy problemów w rodzinie zdawał się całkowicie na intuicję czy roztropność żony i nieźle na tym wychodził. W ten sposób napięta nieco atmosfera została rozładowana i do stołu ponownie powróciła serdeczna, rodzinna więź pomiędzy Robertem i rodziną Mitrunica.  
- A więc Robercie, dziękujemy ci, że tak obszernie przedstawiłeś nam swoją życiową sytuację, więc teraz należałoby zastanowić się co dalej? – zabrała głos Maria, widząc, że mąż nie kwapi się do głosu.  
- Początkowo chciałem zaproponować Victorii i wam, rodzicom, abyśmy zawarli ślub cywilny niezwłocznie tutaj w Tinca, ale teraz myślę, że w ten sposób niepotrzebnie moglibyśmy skomplikować życie naszym dzieciom, bo przecież zamierzamy mieć dzieci i żyć w Polsce, zgadzasz się ze mną kochanie? – zwrócił się do swojej narzeczonej.
- Oczywiście, przecież w Polsce masz swoją firmę i tam prowadzisz swoje interesy, więc trudno byłoby ci kierować firmą stąd, z Rumunii. A poza tym masz piękny dom, który bardzo mi się spodobał, więc godząc się być twoją żoną i matką naszych przyszłych dzieci, moje miejsce jest przy tobie tam, w Polsce, twojej, a wkrótce i mojej ojczyźnie.
Robertowi i nie tylko jemu, spodobała się wypowiedź Victorii, świadcząca o jej dojrzałym,  praktycznym i racjonalnym myśleniu.
- Dlatego uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zawarcie ślubu cywilnego w Polsce, natomiast ślub kościelny mógłby się odbyć w Tinca lub w miejscu, które według was będzie odpowiednie. Może to być nawet w Bukareszcie. Czy odpowiada wam takie rozwiązanie? – zapytał.
- Dobrze to wymyśliłeś Robercie – odparła Maria – więc niech tak będzie, prawda Andrei? Kiwnięcie głową przez Andreia, było potwierdzeniem słów żony.
- A więc po powrocie do Krakowa ustalamy termin naszego ślubu, a na świadka z mojej strony proponuję mojego przyjaciela Rafała, a z twojej strony Victorio świadkiem będzie mogła być Elena, zgadzacie aby tak właśnie było?
- Oczywiście! Co za pytanie? – odpowiedziała śmiejąc się Maria.
Robert również uśmiechnął się, bo spodziewał się odpowiedzi Victorii i Eleny, ale obie ubiegła ich matka.  
- Na temat ślubu kościelnego możemy porozmawiać później, ale pozwólcie, że obojętnie co wspólnie z Victorią ustalicie w zakresie ilości gości, miejsca przyjęcia czy kosztów, ja to wszystko sfinansuję i nikt czy nic mnie od tego nie odwiedzie. Chciałbym nadać temu wydarzeniu rangę i oprawę odpowiednią do wielkości mojego uczucia do Victorii – powiedział żartobliwie.
- Z tego co nam opowiedziałeś, trudno by było nam przyrównywać się do twoich możliwości, a tym bardziej w jakiś sposób sprzeciwiać się twoim zamiarom, więc będzie wszystko tak, jak sobie życzysz – podsumowała Maria i dodała - wszystko zostanie uzgodnione z tobą i Victorią.
- To może posłuchajmy, co o tym sądzi Victoria? – powiedział Robert zwracając się do narzeczonej.
- Też uważam, że lepiej będzie, gdy ślub cywilny weźmiemy w Polsce, musimy się tylko dowiedzieć, jakie dokumenty będą mi potrzebne do zawarcia tego ślubu w Krakowie. Natomiast ślub kościelny możemy wziąć w Tinca w terminie dogodnym dla Roberta jak i dla naszej rodziny, więc jak to uzgodnimy, podejdziemy z Robertem do naszego księdza i zorientujemy się, co do procedur oraz terminów ślubu. Wszyscy zgodzili się ze zdaniem Victorii, a Robert był po prostu dumny ze swojej przyszłej żony. W między czasie nadeszła pora kolacji i cała rodzina ponownie zgromadziła się w jadalni. Po kolacji przeszli do pokoju Victorii i oglądnęli ważniejsze fragmenty z zarejestrowanych przez redaktora materiałów filmowych i zdjęć z zaręczyn w restauracji. Było trochę śmiechu, radości i humoru w trakcie oglądania, lecz fakt, że w imprezie uczestniczyło tak wiele osób, które wyraźnie polubiły parę narzeczonych i całą rodzinę Mitrunica sprawiło wiele przyjemności Andreiowi, a także i pozostałym członkom jego rodziny. Zrobiło się późno, więc przerwano oglądanie i podjęto przygotowania do snu. Andrei, który po poznaniu biografii Roberta, stał się wobec niego bardzo otwarty, bez zastrzeżeń zaakceptował wspólne spanie narzeczonych w pokoju Victorii, nie zaprzątając sobie głowy względami czy ograniczeniami moralno-etycznymi, tym bardziej, że Maria potraktowała to jako rzecz normalną i naturalną. Narzeczeni uznani przez rodzinę prawie jak młode, pełnoprawne małżeństwo zachowywali się jednak dość powściągliwie i nie nadużywali nadmiernie zaufania rodziny, ograniczając swoje „małżeństwo” do spania w jednym łóżku, bez zbytniej ostentacji i nadużywania swojej pozycji. Ich życie erotyczne też przybrało bardziej umiarkowany i poważniejszy wymiar. Także ich wzajemna miłość rozkwitała coraz bardziej i nabierała cech bardziej dojrzałych, przede wszystkim za strony Victorii, co nie oznaczało braku spontaniczności czy rutynizacji zachowań we wzajemnych relacjach. Zachowanie Victorii wobec Roberta było nacechowane bezgraniczną ufnością, miłością i oddaniem, które Robert starał się ze wszech miar odwzajemniać i nie nadużywać w tych relacjach swojego doświadczenia, związanego z wiekiem i przeżyciami. Upłynęło kilka dni, w których Maria normalnie chodziła do pracy, a Andrei zapalony wędkarz, mając szpitalne zwolnienie lekarskie od pracy, całymi godzinami przesiadywał nad rzeką Negro od wczesnych godzin rannych. Robert w międzyczasie przedzwonił do swojego przyjaciela i zastępcy Rafała, który poinformował go, że w firmie wszystko idzie utartym trybem i nie dzieje się nic takiego, co wymagałoby jego obecności. Robert doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby nawet coś poszło nie tak, Rafał starałby się przede wszystkim opanować i załatwić problem we własnym zakresie, zanim zawiadomiłby o tym Roberta. Nawet nie zapytał Roberta, kiedy wraca do Krakowa, uznając, że wróci wtedy, gdy zechce lub gdy załatwi sprawy, które spowodowały jego wyjazd. Robert podziękował mu za wszystko, pozdrowił jego rodzinę i wszystkich najbliższych współpracowników, informując, że w przeciągu kilku najbliższych dni wraca do Krakowa. Wówczas gdy Maria przebywała w pracy, domem zajmowały się Victoria i Elena, a Olivia wraz z dwoma młodszymi siostrami cały czas towarzyszyły Robertowi, gdziekolwiek by nie ruszył się. Victoria znając słabość Roberta do Olivii, nie miała mu tego za złe, wiedząc, że młodsze siostry stanowią dostateczną ochronę jej interesów, pełniąc rolę przyzwoitek, zresztą w odniesieniu do Olivii nie odczuwała zazdrości, bo raz, że kochała swoją młodszą siostrę w sposób szczególny, w odniesieniu do innych sióstr, a po drugie, wiedziała, że i Olivia bardzo ją kocha i ich relacje zawsze były nieco inne niż reszty sióstr. Każdego wieczoru dyskutowano też o ślubie kościelnym i ustalano listę gości do zaproszenia. Któregoś dnia w obejściu domu Mitrunica pojawiła się młoda kobieta z dwiema córkami w wieku Eleny i Olivii.
Maria wróciła właśnie z pracy i jadła przygotowany przez starsze córki obiad. Na widok wchodzącej kobiety podniosła się od stołu.
- Witaj Mario! – odezwała się przybyła.
- Witaj siostro! – odparła gospodyni, podchodząc do kobiety i witając ją pocałunkiem.
- Słyszałam, że macie jakiegoś gościa z Polski i że były zaręczyny w restauracji?
- A tak! Dobrze słyszałaś! Oto właśnie ten gość i narzeczony Victorii – przedstawiła wchodzącego do jadalni Roberta.  
- Robert, to jest moja siostra Violetta i jej córki. Też mieszkają w Tinca.
- Robert Malicki, bardzo mi miło! – przedstawił się nowo przybyłym, ujmując rękę Violetty z zamiarem jej pocałowania, jednak nie dopuściła do tego, wyrywając mu swoją rękę.
- Wiem, że wy tam w Polsce tak witacie kobiety, ale u nas w Rumunii takiego zwyczaju nie ma. Jestem Violetta, a to moje starsze córki, Mihaila i Livia. Robert każdej z nich podał rękę i przywitał się. Violetta była co do urody bardzo podobna do Marii, lecz dużo szczuplejsza i zgrabniejsza.  
- Znając Marię, każdy, widząc panią, od razu pozna, że jesteście siostrami, a do tego obie jesteście bardzo pięknymi kobietami – dyplomatycznie pochlebił obu siostrom Robert.
- Robert, możesz przestać mówić do mnie pani i zwracać się do mnie po imieniu, tak jak do Marii? – poprosiła Roberta Violetta.
- Oczywiście, jeśli takie jest twoje życzenie Violetto – odparł Robert.  
- Mihai wrócił? – spytała siostry Maria.
- Nie wrócił i nie dzwoni. Nie wiem, co się stało? – odparła Violeta. - Myślałam, że może Victoria coś może wiedzieć?
- Z tego co wiem, to Victoria nie wiele ci powie, bo obie z Oliwią musiały uciekać przed twoim Mihaiem, ponieważ chciał je pobić, ale to temat na dłuższą rozmowę i nie mówmy teraz o tym. Jeżeli chciałabyś Violetto, to mogłabyś nam pomóc. Młodzi chcą wziąć ślub cywilny w Polsce, a kościelny, tutaj w Tinca i ustalamy listę gości weselnych.  
- Chętnie ci pomogę, tylko nie wiem w czym? – odpowiedziała z uśmiechem Violeta, witając się z przybyłymi do jadalni córkami Marii. Po powitaniach towarzyszące jej córki zostały zagarnięte przez kuzynki do pokoju Victorii, która dołączyła w jadalni do matki i Roberta.
- Piękna z was para! – pochwaliła młodych ciotka. – To kiedy ten ślub? – spytała.
- Ciociu! Ślub cywilny planujemy wziąć w Polsce, w możliwie krótkim terminie, a kościelny tu w Tinca, być może we wrześniu, po powrocie z Polski – odpowiedziała Victoria. - Orientujesz się może ciociu, jakie dokumenty będą mi potrzebne do ślubu cywilnego w Polsce? – zapytała, gdyż Violetta pracowała w miejscowym ratuszu w dziale administracyjnym.
- Na pewno akt urodzenia, przetłumaczony i uwierzytelniony przez tłumacza przysięgłego oraz zaświadczenie o zdolności prawnej i braku przeszkód do zawarcia małżeństwa w Polsce. Przyjdziecie do mnie do ratusza i załatwimy wszystko od ręki. Co do ślubu kościelnego, to nie powinno być żadnego problemu. Jesteś greko-katoliczka i jest to prawie takie samo wyznanie, jak rzymsko-katolickie w Polsce. Podejdziecie do księdza i ustalicie termin w jakimś przedziale czasowym. Z miejscem przyjęcia weselnego i liczbą gości też nigdy nie było problemu. Takie sprawy załatwia się tydzień przed ślubem, ale możecie wybrać sobie też ekstra miejsce. O ile mi wiadomo, to przyjęcie możecie mieć w restauracji wraz z obsługą video. Kierowniczka restauracji będzie wniebowzięta, jak jej trafi się taka gratka, a gości może przyjąć ponad dwieście osób.  
     Faktycznie, co do przyjęcia, to mieli przecież przetarte ścieżki, więc pozostało tylko spotkanie z księdzem.
- Victorio, możesz mi coś bliżej powiedzieć o waszej jeździe i pobycie w Krakowie? – zapytała Violetta. Wy wróciłyście, a Mihai od wyjazdu nie dał znaku życia. Nie dzwoni, nie pisze. Nie wiem już, co mam o tym sądzić. Matka twoja mówi o jakiejś próbie pobicia. Powiedz, co stało się w Krakowie i dlaczego on milczy?  
- Ciociu! Dlaczego Mihai nie dzwoni ani nie pisze do ciebie, nie wiem? Po przyjeździe do Krakowa zostawił nas z Oliwią w hotelu bez pieniędzy, a sam zniknął na kilka godzin. Wrócił przed wieczorem pijany i zaczął coś bełkotać o agencji towarzyskiej, w której mogłybyśmy z Oliwią pracować. Gdy mu odpowiedziałam, że sam może sobie pracować w tej agencji, to mnie uderzył, więc nie czekałam dalej, aż mnie spierze i uciekłam na korytarz, a później na klatkę schodową. Po jakiejś chwili wróciłam, bo przecież w pokoju została Olivia i nie zastałam jej, a Mihai spał w ubraniu na łóżku i strasznie chrapał w tym swoim pijackim śnie. Sama byłam przerażona i zmęczona podróżą oraz kłótnią z Mihaiem, więc położyłam się na drugim łóżku i usnęłam. Co miałam robić? Szukać Victorii po nocy nie wiadomo gdzie? Kiedy rano obudziłam się, Mihaia już nie było. Bałam się o Olivię i nie wiedziałam, co robić? Czekać na nią w hotelu czy szukać jej na mieście? Na szczęście okazało się, że gdy Olivia wybiegła na ulicę, głodna i przerażona, natknęła się i zaczepiła przechodzącego Roberta, który zaopiekował się nią, nakarmił i przenocował, a rano oboje zjawili się w hotelu. Potem zapłacił za nas hotel i zabrał nas do siebie. Tak więc nic nie wiem, co działo i dzieje się dalej z Mihaiem? Gdy opuszczaliśmy hotel, samochód Mihaia stał na parkingu. Robert w hotelu zostawił kartkę z informacją dla Mihaia, że jesteśmy z Oliwią pod jego opieką wraz z numerem telefonu. Ale do naszego wyjazdu z Polski nie było od niego żadnej wiadomości. To tyle, co mogę powiedzieć na ten temat.
- Dziękuję ci Victorio za te informacje, przynajmniej wiem, co działo sie z wami w Polsce i na czym stoję. A o tym, że Mihai chodzi własnymi drogami i zawiera dziwne znajomości tak w Polsce jak i tu w Rumunii, wiedziałam od dawna. Podejrzewam, że znajomości i interesy Mihaia nie są całkiem jasne, więc wcześniej czy później może napytać sobie biedy, ale teraz nie chcę w to wnikać, ani przejmować się tym. Będzie co będzie. Nieraz już uprzedzałam go i prosiłam, aby zajął się jakąś porządną robotą, ale to lekkoduch i lawirant, szuka łatwych i wygodnych dla siebie rozwiązań. Powiedz mi jeszcze, kiedy chcecie jechać do Polski? – zapytała Victorii.
- Jak załatwimy wszystko tutaj, ale nie później niż przed 25 lipca. Robert chce mi sfinansować w Polsce studia, więc muszę zgromadzić wszystkie potrzebne do tego papiery i dokumenty.
- Kochanie! Sytuacja uległa nieco zmianie i nie musisz teraz spieszyć się tak ze studiami – wtrącił się Robert.
- Robercik, ale ja chciałabym rozpocząć studia w tym roku, aby nie tracić kontaktu z nauką. Później może być trudniej – dodała. Podeszła do niego i objąwszy go ramionami przytuliła się, patrząc mu prosto w oczy.
- Dobrze, dobrze! Nie było rozmowy – odparł, obejmując ją serdecznie i odwzajemniając uścisk.
- Przepraszam cię Robercie za babską ciekawość, ale możesz powiedzieć, czym zajmujesz się w Polsce? – spytała Violetta.
- Po prostu mam firmę i prowadzę wieloprofilową działalność w Krakowie – zaspokoił w sposób zwięzły jej ciekawość.
- Mam rozumieć, że mieszkać będziecie również w Krakowie, tak? – chciała rozwinięcia tematu, ale zbył ją lapidarnym stwierdzeniem;
- Tak Violetto, będziemy mieszkać w Krakowie.  
Widząc, że nie wyciągnie go na szersze zwierzenia, zwróciła się do obojga młodych.
- To kiedy mam spodziewać się was po dokumenty dla ciebie? – zapytała Victorii.
- A choćby jutro, jeżeli znajdziesz dla nas czas? – odpowiedziała.
- A więc tak umawiamy się. Oczekuję na was ok. godz. 10 – tej, dobrze?
- OK. Jutro o 10 – tej zjawimy się u ciebie ciociu.
- To jesteśmy umówieni, a więc do jutra! – Violetta zebrała się do wyjścia.  
- Dziewczyny, idziemy do domu! – krzyknęła w strone pokoju Victorii, gdzie przebywały jej córki. Pożegnała się z siostrą i narzeczonymi. Gdy dołączyły do niej córki, po pożegnaniu się z całą rodziną, opuściły razem dom Mitruniców.  
- I jak znajdujesz moją siostrę i jej córki Robercie? – zapytała Maria.
- Tak jak powiedziałem przy Violetcie. Jesteście do siebie bardzo podobne i obie jesteście pięknymi kobietami. Jest mi jej trochę żal, bo Mihai zgodnie z waszymi opowiadaniami i jej słowami nie spełnia pewnie jej wyobrażeń o mężu i małżeństwie, ale nie nam to oceniać. Ważne jest to, że ani Victoria ani Olivia nie są już zależne od jego postępowania i lepiej by było, gdybyśmy razem nie spotkali się, bo tego, że podniósł rękę na Victorię i groził Olivii na pewno mu nie daruję. Chyba że przeprosi je obie i wyjaśni, co było powodem takiego jego zachowania w Polsce?
- Robercik, mój kochany! Zapomnij o tym, no bo co zrobisz, gdy zjawi się na naszym weselu? Będziesz bił się z nim na ślubie, czy przyjęciu? Victoria zdała sobie sprawę, że Robert poważnie myśli o ukaraniu Mihaia, za to, że uderzył ją i groził Olivii. Słowa Victorii uzmysłowiły również Robertowi, że w razie gdyby chciał zrealizować swoją groźbę w przypadku spotkania z Mihaiem, to on byłby uznany winnym zajścia, bo pobicia Victorii nikt nie widział, a ewentualna bójka z Mihaiem odbyłaby się na oczach wielu ludzi. Doniesienie na policję też nie wchodziło w rachubę, bo nie było świadków pobicia Victorii.  
- Dobrze, przyjmuję twoje rozumowanie i nie będę wszczynał żadnej burdy, ale ręki Mihaiowi też nie podam, chyba, że was przeprosi.
- Kochany jesteś! Zostawmy to! Nie wiadomo nawet, czy on coś pamięta z tamtego zajścia. Był tak pijany, że gdybym go wtedy odepchnęła, to pewnie wywróciłby się, ale byłam zbyt przerażona, żeby to zrobić, bo nigdy taki nie był. Dlatego uciekłam, zostawiając Olivię, która okazała się mądrzejsza ode mnie. Więc nie mówmy więcej o tym i nie zatruwajmy sobie sami myśli takimi głupotami.
- A czy mogę zaproponować szanownym paniom wyjście do jakiejś kawiarni, cukierni, restauracji wraz z waszym tatą i pozostałymi pannami Mitrunica? – zapytał żartobliwie Robert.
- No właśnie! Gdzie jest tata? Przecież zwykle o tej porze był już w domu – zastanawiała się Victoria.
- Może spotkał się z kimś i poszedł na piwo – odparła Maria.
- To zbierajmy się i chodźmy go szukać. Przy okazji odbędziemy spacer, co wy na to? – zaproponował Robert.
- To wy idźcie, a ja zostanę w domu, gdyby ojciec wrócił wcześniej od was – powiedziała Maria.
- A ja idę zapytać, kto idzie z nami – oznajmiła Victoria.
Po chwili gotowość do spaceru zgłosiła Olivia i obie najmłodsze dziewczynki. Elena uznała, że zostanie z matką. Wkrótce w piątkę wyruszyli na miasto. Oczywiście po drodze były lody, w cukierni ciastka, kawa dla Victorii i Roberta, soki dla dziewczynek. Podeszli nawet na bulwary nad rzekę Negro, ale Andreia Mitrunica nie spotkali. Po kilku kilometrowym spacerze wróciłi więc do domu, gdzie zastali przy kolacji Andreia. Okazało się, że Andrei rano udając się na ryby wypatrzył dobrze ocienione i zakryte miejsce nad rzeką, gdzie urządził sobie stanowisko do wędkowania. Wędkował przez kilka godzin, a potem znużony po prostu zasnął i spał przez następne kilka godzin. Na szczęście złowione ryby, które miał w pojemniku w bieżącej wodzie przetrwały i przyniesione do domu świadczyły o jego umiejętnościach i szczęściu wędkarskim.
Po powrocie Maria zapytała Roberta czy nadal ma ochotę na zupę rybną, bo Andrei przyniósł kilkanaście różnorodnych ryb, z których może zrobić dobrą zupę rybną, nie gorszą od zupy węgierskiej. Kiedyś na tych ziemiach zupa rybna była równie popularna jak na Węgrzech.  
Oczywiście Robert potwierdził swoją „chcicę na zupę rybną” i zgłosił chęć do pomocy przy czyszczeniu i filetowaniu ryb, ale Maria ofuknęła go, że ma dość pomocników do tej roboty i niech lepiej przygotuje swój żołądek oraz powie jej jak ma zrobić zupę; na łagodnie ostro, ostro czy bardzo ostro.  
- Dostosuj smak zupy do wszystkich, którzy będą ją jedli, wykluczając według mnie tylko opcję bardzo ostrą – odparł Robert. Po przedyskutowaniu sprawy, uznano, że opcją do przyjęcia dla wszystkich będzie smak średnio ostry. Maria zrobiła przegląd posiadanych w kuchni przypraw i okazało się, że wszystkiego posiada w nadmiarze, czyli może przygotować zupę bez wychodzenia do sklepu. W niecałe dwie godziny Robert i większość rodziny Mitrunica mogli zajadać się na kolację pyszną zupą rybną. Robert, który dobrze znał smak węgierskiej zupy – halasz leves (halászlé) – nie mógł nachwalić się Marii i wybornego smaku jej zupy, której zjadł dwa talerze. Oprócz niego zupę jedli tylko Andrei, Victoria, Elena i Olivia. Maria i obie najmłodsze córki za zupą rybną podobno nie przepadały. Dziwne było tylko to, że Maria potrafiła ugotować bardzo smaczną zupę, a sama nie za bardzo ją lubiła. Po kolacji domownicy rozeszli się do swoich pokojów, a następnie po kolei korzystali z łazienki, rozpoczynając od najmłodszych dziewczynek. Maria z Andreiem i Victoria z Robertem korzystali z łazienki zamiennie jako ostatni. Nieraz zdarzało się, że Olivia zjawiała się niespodziewanie w nocy w pokoju Victorii, ale ani Victoria ani Robert nie robili z tego problemu. Wiedzieli oboje, że Olivia kocha Roberta nie jak dziecko, ale jak dojrzała kobieta i nie mieli woli ani chęci przeganiać jej ze swojego łóżka. Gdy zjawiła się po raz pierwszy, to po rozpoznaniu gościa, zrobili jej miejsce i ponownie podjęli przerwane pieszczoty, przy biernym udziale Olivii, która mając okres, nie przejawiała większych chęci do uczestnictwa w ich miłosnych igraszkach. Przytuliła się tylko do Roberta i spokojnie zasnęła. Za drugim razem miała chęć pobaraszkowania z nimi, ale z uwagi na płodne dni, prosiła tylko o pieszczotę i pomoc w zaspokojeniu jej dziewczęcych potrzeb, bez fizycznego kontaktu. W następnym dniu po wizycie Violetty, Victoria z Robertem i Olivią zjawili się u niej w urzędzie, gdzie pracowała. Violetta dotrzymała słowa i wszystkie dokumenty, które potrzebowała Victoria były już gotowe i po uzupełnieniu niektórych danych oraz złożeniu podpisów zostały jej wydane za potwierdzeniem. Następnie udali się do restauracji, w której świętowali swoje zaręczyny i wstępnie omówili z kierowniczką ogólne warunki wynajęcia lokalu oraz organizacji przyjęcia weselnego, umawiając się, że konkretne szczegóły co do terminu, ilości gości, orkiestry i obsługi video zastaną ustalone na dwa tygodnie przed ślubem, a wstępny termin rezerwacji lokalu ustalony zostanie po uzgodnieniu terminu ślubu z proboszczem miejscowej parafii. Po serdecznym pożegnaniu się z kierowniczką restauracji udali się więc do plebanii. Mieli szczęście, bo proboszcz parafii był akurat wolny i przyjął ich w swojej kancelarii. Po wysłuchaniu wszelkich niezbędnych informacji od młodych, przedstawił im swoje sugestie i propozycje odnośnie terminu ślubu w drugiej połowie września oraz poinformował o potrzebie przedstawienia przez Roberta dokumentów kościelnych ze swojej parafii, przetłumaczonych na język rumuński, m.in. aktu urodzenia, wypisu z księgi parafialnej zawierającego informacje o chrzcie, bierzmowaniu, zawarciu pierwszego małżeństwa i śmierci pierwszej żony oraz zaświadczenie o braku przeszkód do zawarcia kolejnego małżeństwa. Po krótkich uzgodnieniach ustalili termin ślubu w kościele parafialnym na trzecią sobotę września bieżącego roku o godz. 15.00, a przedstawienie stosownych dokumentów na godzinę przed planowanym ślubem koscielnym. W ten sposób załatwili wszystkie sprawy, które wymagały tego przed ich wyjazdem do Polski. Wrócili więc do domu. Victoria dołączyła do Eleny, przygotowującej obiad, a Robert z Olivią i młodszymi siostrami testował oraz doskonalił ich umiejętności posługiwania się komputerem. Robert mając możliwość ich bezpośredniej obserwacji, był zachwycony zasobem wiedzy, błyskotliwością i inteligencją tak Olivii, jak i jej młodszych sióstr. Był pewny, że przy jego materialnej pomocy i wsparciu, dziewczynki nie będą miały żadnych problemów w nauce czy osiągnięciu niezbędnego w życiu poziomu wiedzy. W swoich wyobrażeniach widział je jak pokonują wszelkie trudności, zdobywając kolejne stopnie wiedzy i sprawności umysłowej, tak w szkole średniej czy uczelni...cdn...

14 855 czyt.
94%184
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 5700 słów i 32510 znaków. Tagi: #pobyt #Tinca #erotyka

4 komentarze

 
  • Rrr

    Rrr · 11 cze 2018 · 196859606

    Chyba tego Rumuna też zerznie

  • Meherbanu

    Meherbanu · 17 lip 2017

    Wydaje mi się, że w przypadku skupowania akcji spółek publicznych gdy ktoś chce skupić ponad 50% akcji danej firmy musi dać wezwanie. W innym przypadku głosy ze skupionych akcji są nieważne na walnym zgromadzeniu spółki.

  • LordVader

    LordVader · 11 mar 2017 · 193945078

    Zajebiste opowiadanie. Jestem pod wrazeniem Twoich zdolnosci. Czyta sie jednym tchem. Z niecierpliwoscia czekam ciag dalszy. Mam nadzieje, ze sie nie zawiode

  • Caryca

    Caryca · 11 mar 2017 · 201439578

    Kiedy  kolejna  część