Olivia, Victoria II - cz. II

Samo podróżowanie komfortowym, wręcz luksusowo wyposażonym kamperem, sprawiało im wiele przyjemności, więc świadomość, że w niedługim czasie znajdą się na rumuńskiej ziemi, blisko jej rodzinnego domu, nastrajało radośnie szczególnie Victorię, która mając teraz możliwość podziwiać dość rozległy krajobraz z trzech stron samochodu, cieszyła oczy przesuwającymi się przed jej oczami różnobarwnymi widokami poszczególnych fragmentów krajobrazu tak z otoczenia bliższego, jak i dalszego, widzianego tak z przodu, jak i z obu stron samochodu. Samochód jak dotychczas sprawował się rewelacyjnie. Nieźle wytłumiony silnik oraz zewnętrzne odgłosy dochodzące z otoczenia, sprawna klimatyzacja, dobrze pracujące zawieszenie podwozia, stwarzały warunki jazdy podobne do warunków w wysokiej klasy samochodach osobowych, zapewniając przy tym doskonałą widoczność z pozycji super wygodnych foteli podróżnych kierowcy i pasażera siedzącego obok kierowcy. Robert kierując samochodem, skupiał uwagę głównie na jeździe i zapewnieniu bezpieczeństwa, natomiast Victoria, które ślepo wierzyła w umiejętności Roberta jako kierowcy, mogła marzyć i marzyła. Przymknęła oczy i w pamięci zaczęły przesuwać się jej jak w kalejdoskopie obrazy poszczególnych zdarzeń i wydarzeń, od chwili, kiedy w jej życiu pojawił się Robert, jak przysłowiowy rycerz na białym koniu czy książę z bajki. I oto teraz jedzie ponownie z nim samochodem jak z opowieści science fiction, trasą, którą już raz odbyła, tylko, że wtedy jechała jako gość Roberta, odwożona do domu z powodu wydarzeń, które wystąpiły, a teraz jako jego ukochana żona, co w każdej niemal rozmowie podkreśla i powtarza. Daje jej to zresztą odczuć na każdym kroku, więc nie ma podstaw, żeby w to nie wierzyć. Odwróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się do Roberta, widząc, że na nią patrzy.
- Daleko jeszcze do granicy? - zapytała radośnie.
- Powinniśmy dojechać za około dziesięć minut - powiedział i włączył dźwięk w GPS. Niedługo potem dojeżdżali do Artand po stronie węgierskiej i przez nikogo nie zatrzymywani jechali w stronę Bors, przejścia po stronie rumuńskiej. Robert zwolnił, widząc celnika rumuńskiego, ale ten popatrzył tylko na numer rejestracyjny i odwrócił głowę. Po chwili byli już na drodze do Oradea.  
- Jesteśmy w Rumunii - stwierdził lakonicznie Robert i przełączył GPS na pełną obsługę, w której uwzględniane było więcej parametrów, niż w GPS w Audi Roberta, który ich tak płynnie przeprowadził przez Oradea podczas poprzedniego pobytu Roberta w Rumunii. To samo miało miejsce i teraz. Dojechali do Oradea i GPS sygnałami dźwiękowymi oraz miłym kobiecym głosem sygnalizował każdą zmianę kierunku, pasa czy zachowania na skrzyżowaniu, analizując aktualną sytuację na drodze, natężenie ruchu czy korki. W ten sposób omijając wszelkie utrudnienia, przejechali w optymalnym czasie przez miasto i znaleźli się na drodze nr 79, prowadzącej między innymi w stronę Tinca. Robert przyspieszył i po kilkunastu minutach skręcali w Les na drogę wiodącą bezpośrednio do Tinca. Kiedy po kilku minutach pojawiła się przed nimi ciemna plama lasu, wypatrywał zjazdu w prawo. Był. Skręcił w prawo i po przejechaniu kilkuset metrów, zobaczyli swój zakątek. Robert zatrzymał samochód na skraju polany i oboje wysiedli z samochodu.  
- Robert, sama teraz nie wiem, gdzie lepiej się czuję, tu na tej polanie czy w tym bajkowym samochodzie? - powiedziała, nie będąc już pewna, czy ma chęć na kochanie się z Robertem w naturalnym otoczeniu na kocu, czy na wygodnym łóżku w samochodzie, przy nastrojowej muzyce i oświetleniu.  
- Tu jest naprawdę pięknie, więc nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy opłukali ciała w tym uroczym źródełku, a potem będziemy się zastanawiali, gdzie odpoczniemy - powiedział Robert i zaczął ściągać z siebie koszulę i spodnie. Victoria w dalszym ciągu stała niezdecydowana, więc podszedł do niej i zaczął rozpinać guziki jej bluzeczki. Pozwoliła mu rozbierać siebie, więc po bluzeczce rozpiął stanik i zdejmując go, nie odmówił sobie kilku chwil pieszczot i zabawy z jej cudownymi półkulami. To wystarczyło. Błyskawicznie pozbyła się pozostałego odzienia wraz z majteczkami i sięgnęła po jego slipy. Też nie czekał, szybko je zrzucił i z gotowym do 'boju' kutasem, podszedł do niej i pochylił się do jej piersi. Objęła go i czułym gestem zatopiła wargi w jego ustach, by po chwili wtargnąć językiem do ich wnętrza. Całowali się przez chwilę, jak dwoje spragnionych siebie ludzi, którzy dawno nie mieli ze sobą fizycznego kontaktu. Kiedy brakło im tchu, z trudem oderwali się od siebie.
- Robert, bierz mnie tu i teraz i przerżnij tak, żeby moja cipka zapamiętała ten zakątek oraz to, że jesteś tu teraz ze mną - powiedziała zmienionym już głosem, rozgrzana do czerwoności, po czym odwróciła się i wsparła rękami na progu drzwi samochodu, wypinając do niego tyłek z mokrą od jej soków cipką. Napluł na dłoń i przesmarował żołądź kutasa, a potem rozsuwając nim firaneczki, odsłonił szparkę i zapakował go w nią. Poczuła, że jest w niej, więc odepchnęła się w jego kierunku i ze świstem uchodzącego z niej powietrza, wchłonęła go całkowicie, dobijając do jego krocza. Była dobrze 'nasmarowana', bo za każdym razem, kiedy 'wjeżdżał' z impetem w nią, uchodzące powietrze aż bulgotało. Chciała ostrego rżnięcia, bo dopychała się do niego z dużą siłą, cały czas przyspieszając. Pochwycił jej piersi, i czule miętosił, drażniąc sutki. Jęczała i dyszała coraz głośniej, cały czas dobijając się coraz mocniej do niego. W końcu doszła, już nie jęcząc czy stękając, ale wrzeszcząc i domagając się od niego, aby rżnął ją jak dziwkę, a nawet jak 'burą sukę'. Kiedy zwiotczały jej mięśnie, podtrzymał jej ciało, a że skupił się na niej i jej ponagleniach, 'zapomniał' o swoich potrzebach. Kiedy więc wróciła do 'realu', poczuła, że nadal jest w niej. Czekała na jego reakcję, zaczął więc delikatnie suwać się w niej. Już mu nie 'pomagała', ale też nie wzbraniała. Wypięła się tylko bardziej, aby go czuć głębiej. Robert wiedział, że w ten sposób sam nie dojdzie, a i Victoria pewnie też nie. Widocznie jednak odpowiadało jej to, więc przez chwilę kiwał się jak robot, potem coraz bardziej podnieceni oboje zechcieli coś więcej i Victoria włączyła wyższy 'bieg', a potem sięgnęła po jego rękę, kładąc na piersi, a później zsunęła ją na wzgórek, mocno dociskając i drażniąc łechtaczkę. Kiedy podjął akcję zgodnie z jej życzeniem, wycofała rękę i zaczęła ponownie 'dobijać się' do niego, życząc sobie mocnego 'rżnięcia', ale włączyła do tego także mięśnie pochwy i ewolucje tyłka. Zaowocowało to gwałtownym wzrostem podniecenia ich obojga i jako pierwszy 'wspiął' się na szczyt Robert, dość intensywnie stymulowany mięśniami 'Kegla'. Kiedy Victoria poczuła 'uderzenia' jego nasienia, szybko go 'dogoniła' i też 'odleciała'. Potem kutas Roberta wziął wolne, skarlał i ze wstydu 'dał nogę' z przytulnej norki Victorii. Victoria natomiast zaspokojona, szczęśliwa i radosna, wzięła Roberta za rękę i razem udali się do 'źródełka'. Nawzajem opłukali w chłodnej wodzie swoje ciała, co ich orzeźwiło i zdecydowanie poprawiło humor.
- Robert, teraz możemy jechać nawet do Bukaresztu, ale wpierw musimy wstąpić do domu i załatwić sobie większe towarzystwo. Mam teraz jednak pewne obawy czy zastaniemy Elenę i Olivię w domu, bo rodzice mogli dojść do przekonania, żeby im załatwić jakąś zorganizowaną formę wypoczynku, a mając teraz pieniądze, mogli to zrobić - powiedziała, lekko zaniepokojona możliwością takiego rozwiązania.
- Czym ty się martwisz kochanie ty moje? Nawet gdyby tak się stało, to pojedziemy tam i jestem przekonany, że wybiorą nasze towarzystwo i propozycję wspólnej włóczęgi po Rumunii - próbował pocieszyć ją Robert. Dotarło do niej, że ich propozycja przebije wszelkie inne formy odpoczynku dla jej sióstr. Ubrali się więc i zajęli miejsca. Robert uruchomił silnik i zaczął powoli wycofywać samochód do miejsca, w którym mógł swobodnie zawrócić. Kiedy to zrobił, po kilkudziesięciu metrach wyjeżdżali ponownie na drogę prowadzącą do Tinca. Kiedy dojechali do granic miasta, Robert poprosił Victorię o pilotowanie i po kilku minutach zatrzymywali się przed domem rodzinnym Victorii. Rodzice Victorii wyjechali przed podstawieniem kampera przed dom Roberta, więc nikt z jej rodziny nie wiedział jakim samochodem poruszają się teraz Robert z Victorią. Kiedy więc Robert zatrzymał się przed ich domem, nawet gdyby ktoś z rodziny Victorii zwrócił uwagę na ich samochód, to i tak nie skojarzyłby go z nimi. Wysiedli oboje z samochodu i podeszli do drzwi domu. Victoria zastukała kołatką. Żadnej reakcji, zastukała więc ponownie. Drzwi uchyliły się i w pokazała się głowa Marici. Zobaczyła ich i podniosła taki krzyk w języku rumuńskim, że chyba pół Tinca go usłyszało.
- Co ona krzyczy? - zapytał Robert, widząc ludzi prawie we wszystkich oknach sąsiednich domów.  
- Że przed drzwiami stoi jakiś potwór na kołach, a przed drzwiami stoi ktoś podobny do mnie i do ciebie - odpowiedziała ze śmiechem. Po chwili w drzwiach pojawiła się mama Victorii.
Widząc Victorię i Roberta, krzyknęła coś po rumuńsku w stronę wnętrza i wyszła do nich.
- A wy co tu robicie? - zapytała dość agresywnie, jakby zobaczyła zjawy.
- Przyjechaliśmy mamo, ale widzę, że to chyba nie po waszej myśli, bo nikt nas nie wita, tylko zadaje głupie pytania - odpowiedziała dość ostro Victoria.
- To chyba jednak ty, a to Robert, tak? - zapytała jakby się dziwiła, że rozmawia jednak z córką.
- Mamo, ty ćpałaś coś czy jesteś pijana? - zapytała, nieźle wystraszona zachowaniem matki.
Zbliżyła się do mamy i pociągnęła nosem. Poczuła silną woń alkoholu.
- Jednak narąbana - mruknęła sama do siebie.
- A tata w domu? - zapytała ostrożnie.
- Pewnie, jest więcej narąbany ode mnie - zaśmiała się Maria, która jednak usłyszała jej mruknięcie.
- Mamo, co się dzieje? Jest w domu Elena? - Victoria była zszokowana.
- A co ma się dziać? Nic się nie dzieje. Elena gdzieś tam jest, chyba - odpowiedziała Maria.
- Mogę wejść do domu? - zapytała, licząc się z odmową mamy.
- Pewnie, przecież to również twój dom - zgodziła się Maria.  
- Robert, poczekaj na mnie w samochodzie, proszę - zwróciła się do Roberta, zaszokowanego zachowaniem Marii nie mniej od Victorii. Posłuchał jej i nie witając się z Marią, wrócił do samochodu. Victoria natomiast wzięła mamę pod rękę i razem weszły do domu. Dość długo nie wychodziła, tak, że Robert zaczął się niepokoić nie na żarty. Na szczęście po chwili do samochodu weszła Victoria, a za nią Elena i Olivia. Obie smutne i zapłakane. Podeszły do Roberta i kiedy przywitał się z każdą z nich, a potem przytulił, wybuchły płaczem.
Victoria całując i pocieszając kolejno każdą z nich, próbowała je uspokoić.  
- Victorio, wiesz już coś więcej, co się dzieje? - zapytał spokojnym głosem Robert.  
- To, co zobaczyłam, nie napawa optymizmem, ale niech dziewczyny same ci powiedzą, co dzieje się w domu od chwili ich powrotu z Krakowa - powiedziała. Pierwsza głos zabrała Elena.  
- Robert, nie wiem, czy pamiętasz dokładnie nasz odjazd z twojego domu, przepraszam, z waszego domu? Ale po kolei. Tata z mamą spakowali się i załadowali wszystkie swoje oraz najmłodszych sióstr rzeczy do samochodu, który im sprezentowałeś. Sprawdzili przy tym wszystkie dokumenty od samochodu, łącznie z tym papierem od notariusza o darowiźnie, aby w razie kontroli mieć się czym wykazać. Uznali, że wszystko jest w porządku, bo pokazywali te dokumenty nawet kierowcy busa, który też potwierdził, że jest OK, więc uzgodnili z kierowcą jaką trasą pojadą, a potem wsiedli w czwórkę do tego auta i wyjechali wcześniej przed nami, aby mieć możliwość, w razie jakiś problemów, dojechania z nami do domu. My natomiast razem z ciocią Violettą, Mihaelą i Violettiną załadowałyśmy się do busa i ruszyliśmy za nimi jakąś godzinę później. Jechało nam się nieźle, miałyśmy też ze sobą jedzenie i picie, kierowca zresztą też. Minęliśmy Kosice i dojeżdżając do granicy z Węgrami, zobaczyliśmy naraz na drodze mamę wraz z dziewczynkami, które z daleka machały rękami w naszym kierunku. Kierowca zatrzymał się i zobaczyliśmy, że bariera ochronna przy drodze jest wyłamana, a przy leżącym na boku na dole skarpy samochodzie, stoi tata. Na szczęście nikomu nic się nie stało, bo samochód nie koziołkował, ale po prostu zsunął się po skarpie w dół i dopiero na dole przewrócił się na bok, ale co przeżyli to ich. Kierowca zadzwonił na policję i dość szybko przyjechali. Okazało się, że tata po prostu zasnął za kierownicą. Wcześniej w jakiejś knajpce wypił piwo, a mama wino. Mama siedziała koło niego i usnęła pierwsza, więc tata podobno czuł, że może zasnąć, ale jechał dalej, no i stało się.  
- Tata pewnie zarobił mandat, za spowodowanie tego wypadku, tak? - weszła jej w słowo Victoria.
- Nie tylko mandat, bo zaczął się kłócić z policją, a jednego z policjantów popchnął czy uderzył, więc skuli go i zabrali na komisariat, a ponieważ awanturował się dalej mimo próśb mamy, to posadzili go na czterdzieści osiem godzin i skierowali sprawę do sądu. Teraz grozi mu wysoka grzywna lub nawet więzienie - wyjaśniła sprawę Elena.
- Ale tata jest w domu, to co, umorzyli sprawę czy wycofali oskarżenie? - ponownie wtrąciła się Victoria.  
- Skąd? Kiedy zabrali tatę na komisariat, a później do aresztu, mama z pomocą kierowcy ustaliła z policją słowacką, że załatwią wyciągnięcie samochodu i postawią go na policyjny parking, a ona pokryje wszelkie koszty. Potem umówiła się z nimi, że przyjedzie na następny dzień i ustali warunki zwolnienia taty, żeby mógł być zwolniony z aresztu i odpowiadać przed sądem z wolnej stopy. Po tym wszystkim siedliśmy do busa i przyjechaliśmy do domu. Tutaj ciocia Viola uruchomiła wszystkie swoje kanały i znajomości, aby zebrać pieniądze na ewentualną kaucję za zwolnienie taty z aresztu i znaleźć dojście do kogoś, kto mógłby pomóc w przekazaniu taty pod jurysdykcję sądową u nas, aby było łatwiej prowadzić sprawę jego obrony, a być może i uzyskać korzystniejszy wyrok w sądzie. Udało się. Ktoś tam miał widocznie dobre kontakty bo załatwił sprawę. Tatę przewieziono do aresztu w Oradea, a tu po wpłaceniu kaucji, wypuszczono go z aresztu i za dwa tygodnie ma być rozprawa, gdzie będzie odpowiadał z wolnej stopy. Mama wyciągnęła z banku wszystkie pieniądze, łącznie z tymi, które dostaliśmy od Roberta, ponadto zadłużyła się na grube pieniądze u cioci Violi. Do tego sprzedała to nieszczęsne auto za jakieś marne pieniądze, które podobno nawet nie pokryją kosztów wyciągnięcia go z rowu i przewiezienia do Rumunii. Tata od chwili wyjścia z aresztu i powrotu do domu, nie trzeźwieje, mama rwie sobie włosy z głowy i przeklina chwilę, w której siadła do tego przeklętego auta i takie jest nasze życie od powrotu do domu. Pewnie za chwilę nie będziemy mieli co jeść, bo za co? - zakończyła swoją opowieść Elena i rozryczała się na dobre. Dołączyła do niej Olivia, co widząc Victoria też nie ustrzegła się łez. Robert po wysłuchaniu Eleny przez chwilę zastanowił się, a nawet pojawił się u niego cień uśmiechu.
- Dziewczyny, to wszystko mogłoby być nawet śmieszne, gdyby nie było tak poważne i smutne. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nikomu nic się nie stało, bo to byłoby wręcz tragiczne. Przypuszczam, że najtrudniejszą rzeczą będzie wybronić waszego tatę przed zarzutem naruszenia nietykalności policjanta słowackiego, bo pod tym względem mają tam bardzo ostre przepisy. Musimy więc w jakiś sposób dotrzeć do tych policjantów, aby dowiedzieć się jakie zarzuty stawiają waszemu tacie i próbować wytłumaczyć sprawę takiego a nie innego zachowania się waszego taty, bo prawdopodobnie wzajemne nie zrozumienie spowodowało, że doszło do takiej sytuacji. Dobrze, że sprawa została przekazana do tutejszej jurysdykcji, bo będzie można łatwiej i szybciej działać niż gdyby to było na Słowacji.  
Tak więc głowa do góry, przejmujemy z Victorią całą sprawę i działamy. Powiedzcie mi tylko, dlaczego nie próbowaliście skontaktować się z nami czy z Rafałem, Anią, Małgosią? - zapytał rzeczowo Robert.
- Robert, nie wiem! Tata, o ile wiem, boi się właśnie ciebie i chyba dlatego stara się 'zalewać robaka', aby o tym nie myśleć, a mama jest chyba na ciebie po prostu wściekła za ten samochód, który wywołał tyle złego. Ale nie wiń jej za to. Ona naprawdę cieszyła się, że spędzi niezapomniany urlop w waszym domu, a tu musiała się zwijać. Do tego ten samochód. Miał być miłym prezentem, a stał się według niej przekleństwem. Tata natomiast cieszył się jak dziecko, bo przecież nigdy nie siedział za kierownicą takiego wypasionego samochodu. A że zasnął. Według mnie było błędem, że jechaliśmy osobno. Tata nigdy nie jechał długą trasą, poza tym jazda naszą starą Dacią, a Audi, to tak, jak jazda rowerem i motocyklem. Może gdyby mama nie spała, tylko rozmawiała z tatą, to do tego wypadku by nie doszło, dlatego mama, która pewnie zdaje sobie sprawę, że też się do tego wypadku przyczyniła, w ten sposób broni się przed wyrzutami sumienia - snuła swoje rozważania Elena.
Robert z podziwem wysłuchał dojrzałej wypowiedzi Eleny. Czyżby sprawdzało się potoczne powiedzenie; że 'pieniądze szczęścia nie dają' - jak mówią malkontenci, ale 'znakomicie ułatwiają życie' - dodają optymiści, szczególnie ci, co je posiadają. Tu jednak bardziej pasowało określenie; że 'zbytek szczęścia często staje się przekleństwem', bo jak powiedziała Elena do Roberta; 'mama jest chyba na ciebie wściekła, za ten samochód'. Nic dodać, nic ująć. No cóż, trzeba to przyjąć do wiadomości i próbować rozbroić tę 'bombę', bo zamiast zapewnić rozwój i życie bez kłopotów rodzinie Victorii, może to doprowadzić do jej rozbicia - przebiegło mu przez myśl.
- Jak sądzisz Eleno, można dziś rozmawiać z rodzicami, czy poczekać do jutra? - zapytał Robert.
- Można spróbować! Podejdźmy i zobaczymy, co powiedzą, jak cię zobaczą - powiedziała już bardziej optymistycznie. Podeszli do drzwi i pierwsza weszła Elena. Widząc, że rodzice siedzą przy stole i popijają szprycera, kiwnęła ręką na Victorię i Roberta. Kiedy weszli do pokoju dziennego, służącym również za jadalnię, zobaczyli jak Maria i Andrei w milczeniu popijają drinki, mrucząc coś do siebie od czasu do czasu.
- Mamo, tato! Robert przyjechał i chce z wami porozmawiać - poinformowała rodziców Elena.
- A o czym niby mamy rozmawiać? - zapytała Maria.
- O wszystkim, ale także o waszych kłopotach - powiedział Robert.
- Słyszałem, że moja ulubiona teściowa nie jest zbytnio zadowolona z zięcia - dodał pogodnym, prawie wesołym głosem.
- Robert, twoja ulubiona teściowa jest na skraju załamania, ale pewnie nie o tym chcesz rozmawiać, prawda? - odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy, prawie trzeźwym głosem.
- Dlaczego nie? - odparł pogodnie. - Mario! Wypadki zdarzały się, zdarzają i zdarzać się będą. Nie uważasz, że już wielkim szczęściem jest to, że nikomu nic się nie stało? - kontynuował swoją wypowiedź. Nie słysząc żadnej reakcji, mówił dalej.
- Uważam się już za członka waszej rodziny, a mimo to, żadne z was nie potrudziło się, aby skontaktować się ze mną, Victorią czy z kimkolwiek w firmie w Krakowie. Być może byłoby wam łatwiej przez to wszystko przejść, ale nie ma już co do tego wracać. Teraz trzeba pomyśleć, jak pomóc Andrei'owi i zapewnić mu odpowiednią obronę oraz dotrzeć do tych policjantów, którzy go oskarżają o naruszenie ich cielesności. Ty byłaś przy nim Mario, widziałaś coś z tych rzeczy, o które go oskarżono? - zapytał łagodnym tonem głosu.
Do Marii w końcu dotarło, że Robert chce ich dobra, a nie krzywdy i jeżeli ktoś może im pomóc naprawdę, to tylko on. Sama teraz zdziwiła się, że posądziła wprost o niegodziwość człowieka, który dotychczas dał tyle dowodów dobrej woli i prawdziwej troski o jej rodzinę.
- Robert, to wprost przerosło mnie. Wiem, nikt tego nie mógł przewidzieć. Widziałam i ja, a także i ty, jak zareagował Andrei, kiedy powiedziałeś, że przekazujesz nam ten nieszczęsny samochód. Chyba nigdy w życiu nie był tak szczęśliwy, jak wtedy. Zobaczyłam w nim wtedy małego chłopca, któremu podarowano wymarzoną zabawkę i chyba cieszyłam się z nim razem. Kiedy przekazałeś mu kluczyki, to dygotał wprost z pragnienia, żeby usiąść za kierownicą. Dlatego między innymi, nie chciał czekać, żeby jechać razem z busem. On czuł się już panem i władcą tej drogi, po której mieliśmy jechać. No i stało się. Nawet go nie winię specjalnie, bo przecież ja też zawaliłam. Pewnie gdybym nie zasnęła, to nie doszłoby do tego wypadku, bo widziałabym, że zasypia, a tak zachowałam się prawdziwie jak głupia, niedorozwinięta baba. Fakt, nie spałam dobrze w nocy, a w tym samochodzie tak wygodnie siedziało się, że oczy same zamykały się, ale przecież gdybym trochę pomyślała, to przecież zrozumiałabym, że pewnie i Andrei'owi chce się spać. Do tego on nigdy nie jechał tak dobrą drogą i tak daleko. Eee..ch szkoda słów. Tak jak mówisz, mieliśmy dużo szczęścia, że nikomu nic się nie stało. Byłam z Andrei'em, kiedy przyjechała policja. Widziałam jak bardzo był zdenerwowany. On po prostu był w szoku, trząsł się jak galareta. Andrei po prostu nie zdawał sobie sprawy, że spowodował wypadek i kiedy odszedł ode mnie z policjantem, coś tam dyskutowali, ale pewnie każdy po swojemu, a potem podeszli do samochodu i policjant musiał powiedzieć coś, czego Andrei nie zrozumiał, ale z gestów mógł się domyśleć, że zabiorą mu samochód i wtedy odepchnął tego policjanta. Nie uderzył, ale odepchnął. I z tego zrobiła się cała afera, bo do tej chwili wydawało się, że wszystko zakończy się jakimś mandatem i będziemy mogli załatwić wyciągnięcie samochodu, który moim zdaniem nie był zbyt mocno uszkodzony. Być może to tylko takie moje babskie zdanie. Kiedy jednak doszło do awantury, do Andrei'a doskoczył drugi policjant i chyba go potraktowali gazem, bo naraz skulił się i upadł na ziemię. Skuli go i wezwali drugi samochód. Andrei szarpał się z nimi, kiedy go zabierali do tego drugiego samochodu, mimo, że krzyczałam i prosiłam, aby się nie opierał. Kierowca busa zapytał, gdzie go zabierają, to powiedzieli mu, że na komisariat do miejscowości blisko Kosic, gdzie będzie zatrzymany na 48 godzin. Wtedy i ja załamałam się. Żałowałam przy tym, że mi się nic nie stało, wyobrażasz to sobie. Czwórka zapłakanych dzieci stoi przy mnie, a ja myślę i żałuję, że mnie nic nie jest. W końcu otrząsnęłam się i ustaliłam z tymi policjantami, korzystając z pomocy kierowcy busa, że wyciągną samochód z tego rowu i postawią na policyjnym parkingu, a ja przyjadę i pokryję wszystkie koszty. Jeszcze przy nas wyciągnęli ten samochód i odwieźli go na parking. Wzięłam od nich wszystkie potrzebne namiary z numerami telefonów i zapakowaliśmy się do busa, którym przyjechaliśmy do domu - opowiedziała przebieg sprawy związanej z ich wypadkiem.
- Wiem Mario, że spieniężyłaś wszystko, łącznie z tym rozbitym samochodem i zapożyczyłaś się u Violetty. Jesteś super żona i matka. Inne, będąc w twojej sytuacji, pewnie zapłakiwałyby się na śmierć, przeklinając los i wszystkich naokoło, a ty załatwiłaś dwie najważniejsze rzeczy; przeniosłaś jurysdykcję sprawy do Rumunii i wyciągnęłaś Andrei'a z aresztu. Nie obwiniaj się już o ten wypadek i podtrzymuj Andrei'a na duchu. Resztę ja biorę na siebie i obiecuję ci, że zrobię wszystko, żeby wam pomóc w tej sprawie. Muszę tylko skontaktować się z Violettą, bo pewnie ma nie tylko dobre rozeznanie spraw administracyjno-sądowych, ale i kontakty, a nam potrzeba dobrego adwokata i kogoś, kto może mieć kontakty i rozeznanie w słowackiej policji, najchętniej w Kosicach i ich okolicy - powiedział Robert i zobaczył, że Andrei patrzy na niego dość trzeźwym, wymownym spojrzeniem. Być może, że jakaś część ich rozmowy dotarła i do niego.
- Witaj Andrei, miło cię widzieć! - powiedział i uśmiechnął się do niego.
- Witaj doma! - usłyszał w odpowiedzi, wywołując uśmiech i radość na twarzy Marii i córek.
- Andrei, nie martw się! Wyciągniemy cię z tego - zwrócił się wprost do teścia, wywołując grymas uśmiechu.
- Dziewczyny, potrzebna jest tutaj ciocia Violetta, mogłybyście to załatwić? - Robert zwrócił się bezosobowo z prośbą do swoich szwagierek. Jak wyjęte z kapelusza pojawiły się koło niego Andreea i Marica, obejmując go radośnie i witając. Przytulił je i pocałował w buzie.
- Nie martwić mi się i nie mazgaić w tym domu. Wszystko będzie dobrze, więc troski i zmartwienia wygonić stąd precz - zwrócił się ogólnie do wszystkich domowników i jego dobry nastrój udzielił się wszystkim. Przecież Robert może wszystko - przebiegło na pewno przez myśl jeśli nie wszystkim, to na pewno znacznej części rodziny Victorii. Andreea i Marica zgłosiły chęć udania się do cioci Violi, dołączyła do nich i Olivia, która chyba najbardziej ze wszystkich wierzyła, że kto jak kto, ale Robert na pewno poradzi sobie ze wszystkim. Przed wyjściem z pokoju, podeszła więc do Roberta i na oczach wszystkich pocałowała go w usta, mówiąc; - Kochamy cię Robert i ty o tym wiesz! Po czym zagarnęła ramieniem najmłodsze siostry i razem udały się do ciotki Violi. Maria, którą słowa Roberta pobudziły na nowo do życia, powstała energicznie, ujęła twarz Andrei'a, wyciskając mu na ustach soczystego całusa i powtórzyła w ślad za Robertem; - Andrei, poradzimy sobie i nie damy cię skrzywdzić, więc tak jak mówi Robert, nie martw się i przestań rozczulać nad sobą.
- Słuchajcie dziewczyny, musimy teraz pomyśleć o obiedzie. Elena i Victoria, zobaczcie, co mamy, a co trzeba kupić, tak do obiadu jak i na kolację czy na jutrzejsze śniadanie - zwróciła się do swoich najstarszych córek.  
- Mamo, mamy dużo jedzenia w samochodzie, więc najpierw przeniesiemy do kuchni to, co mamy, bo trzeba to wykorzystać i zużyć, a resztę dokupimy - powiedziała Victoria i razem z Eleną wzięły torby i udały się do kampera. Było tego sporo, więc dopiero za trzecim razem udało im się przenieść zgromadzone w samochodzie zapasy do domu. Poprosiły mamę, aby sama rzuciła okiem i oceniła, co trzeba uzupełnić. Widać było, że Maria pozbierała się w sobie i nabrała ponownie chęci do życia, czego jeszcze przed chwilą nie przejawiała.  
- Gdzież to wybieraliście się z Robertem, że zgromadziliście aż takie zapasy jedzenia i picia? - zapytała, widząc to, co przeniosły z samochodu.
- To nawet nie my, to pewnie Ania i Małgosia namówiły Rafała do zakupu tych rozmaitości, sądząc, że wybierzemy się do Zachodniej Europy - oświadczyła Victoria.
- Wiesz, jak teraz cieszę się, że namówiłam Roberta na przyjazd do Rumunii. Przecież gdybyśmy nie przyjechali, to faktycznie mogliście zostać bez środków do życia i bez żadnego wsparcia, bo tata by przecież nie zadzwonił ze wstydu przed Robertem, a ty z wściekłości na niego, za to, że podarował wam samochód, przyczynę wszelkiego zła, które was dotknęło. Mamo, jak mogłaś tak pomyśleć chociaż przez chwilę? Dobra, nie ma już co tego roztrząsać dalej - powiedziała, widząc jak twarz mamy posmutniała z żalu, że tak właśnie zrobiła.
- Jestem dobrej myśli, że uda się Robertowi i nam, wyprowadzić to wszystko na prostą i przywrócić do poprzedniego stanu - dodała pogodnie. Kiedy one w trójkę zastanawiały się, jaki obiad można przygotować z posiadanych wiktuałów i czy trzeba coś dokupywać, w domu pojawiły się emisariuszki wraz z ciocią Violettą i jej córkami. Violetta miała urlop, a dziewczyny wakacje. Kiedy zobaczyły Roberta, tak Mihaela jak i Violettina wprost rzuciły się na niego, witając go jak fanki swojego idola. Całusom i uściskom nie było końca. Kiedy w końcu wyzwolił się od nich, wpadł w objęcia kolejnej, ale już dojrzałej wielbicielki. Violetta objęła Roberta jak dawno nie widzianego kochanka i mocnymi całusami przypomniała mu o sobie, nie zapominając o wsunięciu kolana w jego krocze. Robert o mało się nie roześmiał, ale powaga chwili przeważyła. Słysząc głosy przybyłych gości, do pokoju weszły również Maria z Victorią i Eleną. Po przywitaniu, Victoria jak prawdziwa gospodyni zapytała ciocię i kuzynki czego sobie życzą do picia. Stanęło na tym, że ciocia Viola zażyczyła sobie mocnego szprycera, a kuzynki soków owocowych. Po wymianie ogólnych poglądów co do pogody, form spędzania wolnego czasu i krótkich wspomnień z pobytu w Polsce, przeszli do sprawy najważniejszej, czyli oceny sytuacji związanej z wypadkiem i znalezienia najlepszego sposobu na obronę Andrei'a przed zarzutami, grożącymi mu za naruszenie cielesności policjanta słowackiego będącego na służbie, aby uchronić go od aresztu czy więzienia.
Violetta, która była świadkiem całego zajścia i na wszystko patrzyła z góry, bo nie schodziła na dół skarpy, gdzie rozegrały się te wszystkie wydarzenia pomiędzy Andrei'em a policjantami słowackimi, miała do całej sprawy bardziej pragmatyczny stosunek, pozbawiony emocji, inaczej niż Maria, która jako żona Andrei'a podchodziła do tego wydarzenia bardziej emocjonalnie niż było w rzeczywistości. Violetta też przyznała, że niedobrze stało się, kiedy Andrei zareagował na obcym terenie tak nieodpowiedzialnie, ale też nie dziwiła mu się bardzo, bo przecież to co się stało, było dla niego nie tylko szokiem powypadkowym, ale totalnym załamaniem, kiedy zobaczył, że samochód, który stał się dla niego prawdziwym darem losu, leży zniszczony w rowie. Według Violetty, Andrei przypuszczalnie nie zdawał sobie nawet sprawy, że to on sam się do tego przyczynił, ale nie mógł też pogodzić się z myślą, że ktoś go tego samochodu pozbawi. I pewnie tak zrozumiał gesty tego słowackiego policjanta, którego prawdopodobnie nie rozumiał, ale zinterpretował jego gesty w ten sposób, że mu ten samochód zabiorą. Robert słuchając Violetty, musiał przyznać, że wszystko co powiedziała, ma sens i jeśli sprawę weźmie w ręce dobry adwokat, to wykazując, co powodowało Andrei'em, że zachował się tak, a nie inaczej i odpowiednio zinterpretuje fakty, może wybronić Andrei'a stosunkowo łatwo, tym bardziej, że sprawa toczyć się będzie przed rumuńskim sądem.
Teraz należało tylko znaleźć odpowiedniego adwokata i tu też przydała się znajomość rzeczy przez Violettę; która oznajmiła im, że kiedyś pomogła jakieś kobiecie w sprawie rozwodowej i jej adwokatka doceniając jej pomoc, dała jej swoją wizytówkę, którą akurat ma przy sobie, więc zaraz do niej zadzwoni do niej i poprosi o namiar na znanego, dobrego prawnika. Ma rozumieć, że koszty wynajęcia takiego prawnika nie grają roli. Robert to potwierdził, więc Violetta nie zastanawiała się dłużej i poprosiła o telefon. Wybrała numer i ktoś odebrał telefon prawie natychmiast i coś do niej powiedział. Poczekała chwilę i ponownie podjęła rozmowę w języku rumuńskim, wyjaśniając obszernie całą sprawę. Po krótkiej przerwie w słuchawce odezwał się męski głos. Violetta zapisała na wizytówce numer jego telefonu i nazwisko, umawiając się na konkretne spotkanie na następny dzień, potem pożegnała się i odłożyła słuchawkę.  
- No to mamy sprawę załatwioną. Jesteśmy umówieni z panem doktorem prawa, adwokatem w Oradea, na godzinę czternastą, a o godzinie 9.00 przyjedzie tutaj do nas jego asystent, który przeprowadzi wywiad i rozeznanie w sprawie - zakomunikowała zebranym w pokoju.
- To teraz zadzwoń na informację i dowiedz się adresu firmy, która wynajmuje samochody, tej z której korzystaliście, bo potrzebny nam samochód, a przecież nie będziemy jeździć kamperem po mieście i wzbudzać sensację - poprosił Robert.  
- Nie muszę dzwonić na info, bo mam wizytówkę służbową tego kierowcy z namiarami na firmę - powiedziała i poszukała w torebce kolejnej wizytówki. Potem wykręciła numer firmy i kiedy usłyszała głos, przedstawiła się i zapytała czy może rozmawiać z którymś z szefów.
Kiedy usłyszała męski głos, chwilę słuchała, potem powiedziała, że chodzi o wynajem samochodu, a potem zwróciła się do Roberta, kto poprzednio w imieniu firmy prowadził rozmowę, bo facet chce aby była to ta sama osoba. Robert przypomniał sobie, co na ten temat mówiła jego asystentka i jak chwaliła Elenę. Poprosił więc Elenę o przejęcie słuchawki od Violetty. Elena przejęła słuchawkę, przedstawiła się jako ta osoba, która tłumaczyła już raz taką rozmowę zastępcy prezesa firmy z Krakowa, a teraz będzie tłumaczyć rozmowę samego prezesa pana Roberta M., który chwilowo przebywa w Tinca u rodziny żony. Chwilę słuchała i zwróciła się do Roberta.
- Robert, on pyta czy ten samochód wynajmuje firma czy osoba prywatna?  
- Osoba prywatna, ale zapłata może być nawet jutro w lejach (RON) lub w Euro, w kasie firmy. Chodzi o samochód z kierowcą, najchętniej tym samym, co poprzednio. Elena przetłumaczyła jego słowa. - Pyta gdzie podstawić samochód? Kierowca będzie ten sam.  
- Pod ten sam adres co poprzednio, na godz. 9.00. Elena ponownie przetłumaczyła.
- OK. Jutro o 9.00 będzie podstawiony samochód z tym samym kierowcą, co poprzednio.
- Podziękuj za sprawne i sympatyczne załatwienie sprawy oraz przekaż pozdrowienia dla szefa ode mnie.
- Dziękuje ci tak samo i również pozdrawia, a także zaprasza jutro na kawę.
- Robert, teraz rozumiem i nie dziwię się, że jesteś tym, kim jesteś - powiedziała Violetta, która przysłuchiwała się rozmowie, prowadzonej z firmą transportową.
- Można powiedzieć, że praca z tobą, a nawet przebywanie w twoim towarzystwie jest przyjemnością. Jesteś ujmujący, szarmancki, a jednocześnie pragmatyczny, sprawny i skuteczny w tym co robisz. Mówiąc prościej, będąc z tobą, chce się robić i działać tak, aby ci autentycznie pomagać i wspomagać cię w tym co robisz, czy co chcesz osiągnąć. Chylę przed tobą czoła panie prezesie i nie mówię tego w kryteriach humoru, ale autentycznego uznania dla ciebie Robercie - powiedziała Violetta.
- A ja chcę ci też autentycznie podziękować za sprawną i skuteczną pomoc w zakresie wyszukania dobrego adwokata, bo to może pozwolić na wybronienie Andrei'a i uchronienie go od dalszych przykrości - zrewanżował się Robert Violetcie za jej pochlebną opinię o nim.
- Robert, dla ciebie wszystko, za to jak nas przyjęliście i gościliście, ale zauważ też, że to chodzi o mojego szwagra, więc byłabym ostatnią świnią, gdybym nie chciała pomóc - oświadczyła Violetta. - A teraz kiedy załatwiliśmy sprawę, to pokażcie to cudo, którym przyjechaliście, bo moje dziewczyny chcą się posikać z ciekawości - zwróciła się z prośbą do Victorii i Roberta. - Nie ma sprawy, zaraz pójdziemy, tylko zapytajcie Andrei'a czy wszystko zrozumiał i niech się nie przejmuje, bo wszystko jest na dobrej drodze - oświadczył Robert. Maria słysząc o co prosi Robert, zapytała męża czy zrozumiał wszystko. Andrei uśmiechnął się i pokiwał głową, że zrozumiał, a potem wstał, podszedł do Roberta, objął go i przytulił, poklepując po plecach, a łzy same pociekły mu po policzkach. Na ten widok zaszkliły się oczy wszystkich obecnych w pokoju kobiet i dziewczyn. Wzruszenie ogarnęło również Roberta, który uzmysłowił sobie co przeżywa i odczuwa ten twardy z wyglądu mężczyzna, mąż, ojciec, szwagier i wujek w jednej osobie. Odwzajemnił uścisk i sam serdecznie poklepał Andrei'a. - Andrei, sam powiedziałeś, że uznajesz mnie za syna, więc pamiętaj, że dobry syn nigdy nie odmawia pomocy ojcu i swojej rodzinie - oznajmił głośno swoje credo w stosunku do całej rodziny Victorii. - A teraz zapraszamy z Victorią wszystkich do zapoznania się z wnętrzem tego potwora na kołach, jak go określiła Marica - zwrócił się do obecnych w pokoju. Razem z Andrei'em poczekał, aż wszystkie panie i dziewczyny opuszczą pokój i przejdą w pobliże kampera. Podeszli jako ostatni i Robert otworzył drzwi, prosząc aby Victoria pełniła honory pani domu i pokazała wnętrze samochodu członkom swojej rodziny. Victoria zachowała się jak prawdziwa znawczyni przedmiotu, posadziła rodziców i ciocię na bocznych fotelach podróżnych, a resztę sióstr i kuzynek sadowiąc na bocznych siedziskach i na podłodze. Potem podeszła do przednich foteli prezentując ich funkcje w pozycji odwróconej do tyłu, półleżącej, leżącej i podróżnej. Podnosiła i opuszczała poszczególne łóżka, od pozycji podróżnej do użytkowej, zgodnie z ich przeznaczeniem, a potem prezentowała wyposażenie aneksu kuchennego, kabiny prysznicowej i WC oraz przeznaczenie poszczególnych schowków, szafek i pojemników. Na koniec poprosiła o chwilę cierpliwości, zasuwając rolety i zasłony w oknach, po czym poprosiła Roberta o zaprezentowanie oświetlenia podróżnego i postojowego wraz z włączeniem telewizji satelitarnej i nastrojowej muzyki. W trakcie prezentacji słychać było głośne ochy i achy czy piski zachwytu najmłodszych latorośli. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że wyposażenie tego samochodu i jego możliwości ocierają się o pojęcia z zakresu science fiction. Po odsłonięciu zasłon i rolet, w świetle promieni słonecznych wpadających do wnętrza nastrój bajkowy prysnął jak bańka mydlana. - Rozumiem, że po załatwieniu sprawy Andrei'a będziecie kontynuować swoją podróż, czy możecie zdradzić gdzie zamierzacie jechać i co chcecie zwiedzać? - zwróciła się z pytaniem do Victorii i Roberta Violetta.  
- Ciociu, naszym zamiarem było zwiedzanie i poznawanie Rumunii, ale ponieważ tym samochodem może podróżować wygodnie sześć osób, przyjechaliśmy specjalnie tutaj, aby zaproponować wspólne wakacje i podróżowanie Elenie, Olivii, Mihaeli i Violettinie. Dlaczego taki skład? Bo ten skład wywołał u mnie psychozę, która przekreśliła wspólne wakacje w naszym domu i ten skład pomoże mi z niej wyjść, na zasadzie wybijania klina klinem. Będzie to też jakaś forma rekompensaty dla dziewczyn, za spapranie im tegorocznych wakacji i wypoczynku oraz jakaś forma podziękowania ci ciociu, za to, że nie poskąpiłaś pomocy mojej najbliższej rodzinie - powiedziała Victoria. Po słowach Victorii zapadła na chwilę cisza, wywołana niewątpliwie różnymi emocjami. Radości wśród wymienionych dziewczyn i widocznego smutku w oczach najmłodszych sióstr Victorii.  
- Victorio, jesteś tego pewna, że Mihaela i Violettina pomogą ci pozbyć się psychozy? - zapytała rzeczowo Violetta, której żal zrobiło się młodziutkich kuzynek.  
- Ciociu, może nie do końca tak, ale chciałam podziękować ci za twoją pomoc i myślałam, że zabranie Mihaeli i Violettiny zrekompensuje im te utracone wakacje w naszym domu w Krakowie - powiedziała Victoria. Robertowi też żal zrobiło się Andreei i Marici, które w sposób naturalny kwalifikowały się do zabrania w podróż, do tego wiedział, co powodowało Victorią, że chciała zabrać w podróż nie siostry, a kuzynki.  
- Victorio, możesz wyjść na chwilę ze mną na spacer? - zapytał pogodnie, bo widział, że propozycja Victorii budzi niechęć do niej całej jej rodziny.  
- Oczywiście, ale poprośmy też mamę, bo chciałam jej coś wyjaśnić - Victoria bez zastanawiania się przyjęła propozycję Roberta. Kiedy Maria po krótkim zastanowieniu, przyjęła propozycję spaceru, w trójkę opuścili wnętrze kampera.  
- Victorio, możesz powiedzieć, dlaczego chcesz, abyśmy zabrali ze sobą Mihaelę i Violettinę, a nie twoje najmłodsze siostry, Andreeę i Maricę - zapytał spokojnym głosem Robert.
- A jak myślisz? To przecież ma być nasza podróż poślubna, a nie wycieczka krajoznawcza dla szkolnych dzieci. Widziałam miny moich najmłodszych sióstr, a także spojrzenia mamy, Eleny czy Olivii nawet. I co? Zabierzemy je i całą podróż będziemy spędzać w celibacie, tak? Przecież to jest samochód, duży, przestronny, ale samochód, gdzie wszystko widać i słychać. Mam jechać z tobą i zachowywać się jak zakonnica, a ty jak ksiądz, bo przecież przy moich małoletnich siostrach nie będę się bzykać z tobą i demoralizować czy deprawować je, bo by nas oboje zamknęli i mieliby rację. A ty mamo, też robiłaś miny, jakbyś tego nie rozumiała, a te twoje spojrzenia bazyliszka, gdyby mogły zabijać, to pewnie już bym nie żyła - słowa które mówiła, wyrzucała s siebie z pasją, połączoną z gniewem.
- Przecież chcesz zabrać w tę podróż niewiele starsze; Olivię i Violettinę, a Elena też nie jest pełnoletnia i nie przeszkadza ci to, że będziesz je deprawować czy demoralizować? - zapytała z przekąsem Maria, bo Robert milczał, zdając sobie w pełni sprawę, że Victoria ma rację.
- Mamo, ty słyszysz siebie, co w tej chwili mówisz? - Elena skończyła siedemnaście lat, Violettina szesnaście, a Olivia niedługo skończy szesnaście. A prawo zakazu stosunków czy kontaktów fizycznych obejmuje dziewczyny do lat piętnastu, powyżej tego wieku są prawnie dozwolone, oczywiście jeżeli te kontakty odbywają się za ich zgodą czy z ich inicjatywy. A Olivia, najchętniej nie schodziłaby z Roberta przez dwadzieścia cztery godziny. A chętne do bzykania się z nim są wszystkie. Ty zresztą też. Więc jak, dalej sądzisz, żeby Andreea i Marica jechały z nami czy pozwolisz mnie i Robertowi zrekompensowanie im tego, co przeżyły w trakcie tego nieszczęsnego wypadku, w inny, bardziej dla nich odpowiedni sposób? - zapytała mamę już w bardziej spokojny i wyważony sposób. Maria też, zjeżona i rozgniewana, po jej wypowiedzi rozchmurzyła się i przyjęła bardziej ugodową postawę.  
- Dobrze, przyjmuję do wiadomości to, co powiedziałaś, bo niestety, ale masz rację. Tu nie ma dobrego rozwiązania, bo rzeczywiście zabranie w tę podróż Andreei i Marici nie wchodzi w rachubę, jeżeli ma to być dla was podróż poślubna. Dziwi mnie tylko to, że chcesz zabrać ze sobą starsze siostry i kuzynki, które jak sama mówisz z chęcią wykorzystają każdą okazję, aby je bzyknął twój ukochany Robert - powiedziała już nieco żartobliwym tonem Maria.  
- A ty Robercie co o tym myślisz? - zapytała milczącego jak dotąd Roberta.  
- Zgadzam się z tym, co powiedziała Victoria, odnośnie zabrania w tę podróż najmłodszych sióstr, a co do dziewczyn, też jej zwróciłem uwagę, że przecież to przez nie dopadła ją ta psychoza, ale jak słyszałaś, chce wygonić to z siebie na zasadzie; wybijania klina klinem. Może jest w tym dużo racji, bo przecież po wypadku samochodowym, lekarze i eksperci też zalecają kierowcy uczestniczącemu w wypadku, jak najszybsze siadanie za kierownicą, bo inaczej jego umysł po przerwie, może mu już na to nie pozwolić - powiedział bez większego przekonania.
- A co miałaś na myśli, mówiąc o innym sposobie zrekompensowania Andreei i Marice ich traumy, przeżytej podczas wypadku? - zapytała Maria.
- To wróćmy do samochodu, bo chciałabym aby usłyszała tę propozycję również ciocia Violetta i tata - powiedziała Victoria. Zawrócili więc i ruszyli w stronę oddalonego kampera.
- Robert, moglibyśmy sfinansować rodzicom, cioci Violi i dziewczynkom pobyt w hotelu czy pensjonacie w jakimś atrakcyjnym ośrodku rekreacyjno - wypoczynkowy u nas czy na Węgrzech? - zapytała z niejaką pewnością, że Robert na pewno zgodzi się na to.  
- Pewnie i nawet wiem gdzie; w Hajdusoboslo, na Węgrzech. Jest co prawda szczyt sezonu, ale na pewno jakieś apartamenty znajdą się. Kiedy pojawili się ponownie w kamperze, wszystkie oczy zwróciły się na nich.
- Violetto, czy załatwiłaś sobie urlop do końca sierpnia, tak jak mówiłaś? - zapytał Robert.
- Tak, a dlaczego pytasz?  
- Bo chciałbym wynająć apartament dla ciebie, Marii, Andrei'a i obu moich najmłodszych szwagierek w Hajdusoboslo na Węgrzech w kompleksie hotelowo-wypoczynkowym, w ramach; tak jak powiedziała moja żona, rekompensaty za utracone wakacje w naszym domu. Czy ta propozycja jest warta rozważenia tak przez ciebie, jak i przez rodziców Victorii wraz z najmłodszymi córkami? - zapytał zaskoczoną nieco Violettę i patrząc na Marię.  
- Ja się zgadzam, a ty Mario? - zapytała siostrę Violetta.
- A mamy inny wybór? Ale jak to załatwimy, przecież za dwa tygodnie będzie rozprawa Andrei'a? - zapytała Maria, lekko zaskoczona propozycją Roberta, której nie zdążyła jeszcze zasymilować, od kiedy Victoria o tym wspomniała.
- O to się Mario nie martw. Przy załatwianiu sprawy, zasygnalizujemy, że w trakcie pobytu może być przerwa jednodniowa, na załatwienie ważnej sprawy. Przywieziemy i odwieziemy was, tak że zostawcie to nam - powiedział Robert. Kiedy wszyscy przyjęli jego słowa do wiadomości, zwrócił się ogólnie do wszystkich.  
- To jesteśmy umówieni. Jutro spotykamy się z tym adwokatem, a pojutrze odwieziemy was do Hajdusoboslo, więc możecie zacząć się pakować. Natomiast Mihaela i Violetta jadą z nami, o ile zgadzają się, bo mogą jechać do Hajdusoboslo. Pisk jaki wydała Violettina, świadczył, że jednak chce jechać z nimi. Podskoczyła do Roberta i wycisnąwszy mu na ustach mocnego całusa, powtórzyła to samo z Victorią. Mihaela była bardziej wstrzemięźliwa, ale po niej też było widać zadowolenie i radość. Po ustaleniu terminu spotkania w następnym dniu, Violetta i jej córki pożegnały się z Robertem i Victorią oraz Marią i jej rodziną, a potem opuściły samochód i poszły do domu.
- Dziewczyny, wracamy do domu i gotujemy obiad, bo sprawy sprawami, a jeść coś trzeba - zarządziła energicznie Maria i opuściła kampera jako pierwsza, W ślad za nią poszły pozostałe córki, oprócz Victorii oraz Andrei'a.  
- Andrei, przestań już rozczulać się nad sobą i nad samochodem - powiedział Robert, widząc, że teść po chwilowym rozpogodzeniu się, ponownie popadł w apatię.  
- A samochód kupimy, taki, jaki będzie ci odpowiadał - dodał z uśmiechem.
- Chodź tato, bądź twardzielem, a nie babą, jak czasami mówiłeś o innych facetach, pamiętasz? - powiedziała Victoria i wzięła ojca pod rękę, prowadząc go do domu...cdn...

12 174 czyt.
97%3910
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 8584 słów i 48069 znaków, zaktualizował 6 wrz 2017. Tagi: #podróż #erotyka #rodzina #Tinca

10 komentarze

 
  • kisiel

    kisiel · 14 wrz 2017 · 287366618

    Na początku opowiadania olivia nie chciała iść do ojca do szpitala a victoria miała wytłumaczyć, dlaczego moim zdaniem przyczyna morze być taka, że nie jest jego córką przy takim tempera męcie Mari
    nie jest to wykluczone.

  • POKUSER

    POKUSER · 6 wrz 2017

    A ciekawe co z czarnym charakterem, czyli niesławnym wujaszkiem? Dwa opowiadania w tym samym czasie- chylę czoła

  • Robert72

    Robert72 · 5 wrz 2017

    TAK jak zawsze dla mnie super !!! Zastanawiam się jak można komuś kazać przestać pisać , rozumiem że komuś się nie podoba lub wytyka błędy i wskazuje braki . Jeśli ktoś zaczyna pisać to chce spełnić swoje marzenia , tego nie można nikomu zabronić. Cieszę się że nie takich ludzi . Na pewno wszyscy by dużo stracili. Czeka na ciąg dalszy.

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 · 5 wrz 2017

    Dzięki za już  i prosze o więcej :-) (obu opowiadań). Ps. Po jakiemu to saint fiction? Chyba science fiction.

  • napalony1968

    napalony1968 · 5 wrz 2017

    pisz dalej nie mogę się doczekać dalszych przygód  

  • stoper

    stoper · 5 wrz 2017

    nie spodziewałem się tak szybko kolejnej części ale bardzo dziękuję za to że starasz się pisać oba opowiadania na raz. Może w tej części było mało erotyki ale jak już wcześniej pisałem ta opowieść w twoim wykonaniu nawet w formie love czy tylko story była by super. Czekam co będzie dalej

  • emeryt

    emeryt · 4 wrz 2017 · 202081569

    @franco/domestico. Wielkie dzięki za kolejny odcinek. Nie spodziewałem się że nastąpi to tak szybko. Zwłaszcza że chciałeś w pierwszej kolejności pociągnąć tą drugą opowieść {mogło być i tak}. Lecz chyba chcesz zadowolić wszystkich twoich czytelników obydwu opowiadań jednocześnie. A ja już nie mogę w swoim komentarzu napisać:
    że coś wrzuciłeś do jednego worka. Bardzo mnie ciszy na końcówce: cdn.     Pozdrawiam i przy okazji dziękuję za przepis ns sok, dla mnie jest pyszny.

  • gepi

    gepi · 4 wrz 2017 · 274273653

    Witam.  Mile nas zaskoczyłeś tym opowiadaniem, powiedziawszy po prawdzie czekaliśmy na zakończenie "Mogło być i tak". Opowiadanie jak by powiedzieć z życia wzięte, losy Viktorii i Roberta wzruszają do głębi, na to się czeka i tęskni. Gdybym umiał tak pisać opisał bym nasze losy, wyjazd i pobyt w Tajlandii (Santa tłumacząc dosłownie nie używa nazwy Tajlandia, u niej to Syjam), może troszkę podobne do losów Viktorii i Roberta i dlatego pokochaliśmy rodzinę Polsko-Rumuńską. Ok, dosyć rozczulania, opowiadanie super.Pozdrawiam.

  • kisiel

    kisiel · 4 wrz 2017 · 287366618

    opowiadanie super a ta akcja z samochodowym wypadkiem dobrze pomyślane

  • kisiel

    kisiel · 4 wrz 2017 · 287366618

    wielkie dzięki zabieram sie do czytania