Olivia, Victoria - cz. XXVIII

Olivia, Victoria - cz. XXVIII

  O szesnastej trzydzieści Robert wyprowadził samochód z garażu, otworzył bramę i wyjechał na podjazd. Zasunął bramę i wszedł do domu, aby ubrać się stosownie do okoliczności; powitania przyszłych teściów na polskiej ziemi i ewentualnej wspólnej kolacji w Barze Smak w Niepołomicach. Postanowił z uwagi na letnią, upalną porę ubrać się na sportowo; ubrał więc niebieską koszulę z krótkim rękawem z wycięciem w formie trójkąta, na slipy nałożył białe, sportowe jeans'y i szaroniebieską marynarkę, a na nogi szarobeżowe adidasy. Victoria dobrała kreację zbliżoną kolorystycznie do ubrania Roberta, a Elena z Olivią lekkie, kolorowe ciuszki w szaro pastelowych kolorach. Na nogi ubrały lekkie, kolorystycznie dopasowane do kreacji klapki. Kiedy Robert zobaczył swoje dziewczyny schodzące po schodach, został oczarowany ich urodą i zgrabnymi sylwetkami, podkreślonymi odpowiednio dobranymi kreacjami i nie ukrywał swojego zachwytu. Kiedy do niego dołączyły, stanowili niezwykle dobraną, pięknie prezentującą się grupkę bliskich sobie osób. Wyszli przed dom i Robert zamknął dom, a potem furtkę i wszyscy wsiedli do samochodu. Ruszyli niezwłocznie w stronę Niepołomic. Ruch był niewielki, więc po kilkudziesięciu minutach dojechali do parkingu i zatrzymali się w pobliżu Smak Baru. Robert ustawił samochód w ten sposób, aby był widoczny z dość dużej odległości. Wysiedli z samochodu.
- Czy moim paniom to miejsce coś przypomina? - zwrócił się żartobliwie do Victorii i Olivii.
- Oczywiście wujku, tylko staliśmy wtedy w innym miejscu - odpowiedziała niezawodna Olivia.
- Robercik, a możesz powiedzieć, po co tu przyjechaliśmy i na co czekamy? - spytała niepewnie Victoria, bo nie chciała denerwować Roberta, wiedząc, że na pewno wszystko jej wyjaśni, kiedy uzna za stosowne.
- Kochanie, nie denerwuj się i poczekaj jeszcze chwilę, a za niedługo sama wszystko zobaczysz i zrozumiesz. Zapewniam cię, że nie będzie to dla ciebie nic nieprzyjemnego, bo popełniłem wielki błąd, ale być może udało mi się go naprawić, o czym przekonasz się niebawem sama - odpowiedział głosem pełnym nadziei i radości, sięgając do jej ust z wielką tkliwością w spojrzeniu. Natomiast Elena i Olivia, które wiedziały na kogo czekają, niecierpliwiły się coraz bardziej, bo nie wiedziały tego co Robert i nie znając orientacyjnej godziny przyjazdu, sądziły, że przyjechali na umówioną godzinę, a rodziców ani śladu. Ich wyobraźnia na temat możliwych przyczyn opóźnienia pracowała na pełnych obrotach. Na szczęście ruch na drodze DK 75 nie był duży i kiedy w oddali pojawił się większy samochód, a Elena, która tłumaczyła rozmowę w temacie wynajmu samochodu, wiedziała, że to będzie bus marki Mercedes, widząc samochód przypominający z daleka bus, intuicyjnie skojarzyła go z busem wiozącym ich rodziców i siostry. Trąciła lekko Olivię, a kiedy ta odwróciła się w jej stronę, mrugnęła jej oczami i wymownie skierowała wzrok w stronę zbliżającego się samochodu. Odwróciła się w stronę Roberta, patrzącego akurat w inną stronę.
- Robercik, chyba jadą!  - powiedziała, spoglądając wymownie w kierunku drogi i zbliżającego się samochodu.  
- Kto jedzie? Robercik, Elena, możecie mi odpowiedzieć? - zainteresowała się Victoria.
- O czym wy mówicie? - ponowiła pytanie, nie słysząc reakcji na swoje poprzednie pytanie, spoglądając niespokojnie to na Roberta, to na Elenę.
- Spokojnie kochanie, za chwilę przekonamy się - uspokajał ją Robert, sam będąc nie mniej  od niej zaciekawiony i podekscytowany. A samochód był coraz bliżej. Robert, który znał busy marki Mercedes, rozpoznał, że zbliżający się samochód jest tym właśnie busem. Popatrzył na zegarek. Była 17.20. Nieźle, bus pokonał trasę około sześciuset kilometrów w trochę więcej niż dziewięć godzin, razem z postojami. Samochód dojechał do wjazdu na parking i skręcił, kierując się w stronę ich samochodu. Robert wraz z towarzyszącymi mu dziewczynami podeszli bliżej i zatrzymali się. Kierowca busa wysiadł z samochodu, przeszedł na prawą stronę, kiwnął im głową na powitanie i otworzył drzwi dla pasażerów. Victoria, która bacznie obserwowała okna samochodu, nic nie widziała, bo szyby busa były lekko przyciemnione. Kiedy kierowca otworzył drzwi, jako pierwsza pojawiła się w drzwiach Maria. Victoria widząc mamę, rzuciła się do drzwi z okrzykiem, który wyrażał wszystko, co poczuła w sobie; szok, niedowierzanie, radość i niesamowite uczucie szczęścia. Chwyciła mamę w objęcia i przytuliła się do niej jak mała dziewczynka, płacząc ze szczęścia. Po chwili w drzwiach pojawiły się dziewczynki, Andreea i Marica, które podobnie jak Victoria mamę, tak one objęły Victorię, ciesząc się i pochlipując. Po nich w drzwiach pojawił się Andrei, do którego natychmiast podeszły Elena i Olivia. Robert wzruszony widokiem Victorii, rzucającej się z okrzykiem na powitanie matki, nie chcąc ich krępować, podszedł do kierowcy i przywitał się z nim krótkim, angielskim zwrotem 'hello'. Sądził, że wszyscy już opuścili pojazd, gdy w drzwiach pojawiła się Violetta, ciotka dziewczyn i siostra ich mamy, Marii. Robert natychmiast podszedł do niej.
- Witaj w Polsce Violetto! - przywitał ją pocałunkiem w policzek, na co odpowiedziała natychmiast spontanicznym, soczystym buziakiem w usta.
- Witaj Robercie! Zaskoczony? - odezwała się ciepło, widząc jego zaskoczenie.  
- A więc to jest ta niespodzianka Marii? - roześmiał się i serdecznie przytulił niespodziewanego gościa. Po niej zbliżyły się do niego jej córki, 18 letnia Mihaela i 16 letnia Violettina.
- Witajcie w Polsce! - powitał je i podobnie jak ich mamę pocałował każdą w w policzek, a potem przytulił serdecznym gestem, na co odpowiedziały równie spontanicznie, obejmując go i dziękując słodkimi buziakami. Widząc, że spontaniczną część powitania mają już za sobą, Robert podszedł do Victorii i jej rodziny, witając się serdecznie z Marią całusem w policzek, co ona odwzajemniła soczystym całusem w usta i przytuliła pieszczotliwym gestem do piersi. Z Andrei'em przywitał się męskim uściskiem dłoni i serdecznym gestem objął przyszłego teścia, poklepując po plecach. Na końcu przywitał się z najmłodszymi siostrami Victorii, przytulając i całując serdecznie obie małolatki. Im jednak było tego mało, uwiesiły mu się u ramion i spontanicznymi buziakami obcałowały swojego przyszłego szwagra, dziękując mu, że zaprosił i przywiózł je do siebie. W końcu zakończono całą procedurę powitania i Robert zaprosił wszystkich do pobliskiego baru na solidny posiłek, po tak wyczerpującej podróży, a następnie obaj z kierowcą busa przestawili samochody na parking przed barem. Potem wszyscy razem weszli do przestronnej, chłodnej i przyciemnionej sali jadalnej baru. Kelnerka widząc dużą grupę gości, usadowiła ich przy długim stole i przyniosła menu.  Panie, dziewczyny i kierowca busa poszły skorzystać z toalety, a Robert przeglądnął pobieżnie menu i poprosił kelnerkę. Kiedy podeszła, poprosił po dwie butelki soków  owocowych o różnych smakach z Tymbarka  dla dziewczyn i pań, a także dla siebie i kierowcy busa, piwo dla Victorii i butelkę białego wina wraz z wodą gazowaną lub sodową dla Andrei'a. Z zamówieniem jedzenia wstrzymał się do powrotu wszystkich, bo przy stole pozostali tylko obaj z Andrei'em.  
- To teraz poczekamy, aż wszyscy wrócą - odezwał się krótko, bo nie chciał stawiać Andrei'a w kłopotliwej sytuacji, gdyby zaczął rozmowę. Po krótkim czasie do stołu powróciła jako pierwsza Victoria, usiadła obok Roberta i obejmując go, przytuliła się i obdarzyła go gorącym, czułym pocałunkiem.
- Robercik, ukochany mój! Nigdy ci tego nie zapomnę, co dzisiaj dla mnie zrobiłeś, przywożąc na nasz ślub moich rodziców i siostry. Zrobiłeś mi chyba największą i najmilszą niespodziankę, jaka mnie spotkała w moim życiu. Jestem taka szczęśliwa, że trudno mi to opisać słowami. Co cię natchnęło Robercik, że pomyślałeś o tym?. Przecież słowem o tym nie wspomniałam i w ogóle o tym nie rozmawialiśmy. Do tej pory nie mogę ochłonąć z wrażenia, jakie mnie ogarnęło, kiedy zobaczyłam mamę w drzwiach samochodu. Moje siostrunie to też są dobre aparatki. O wszystkim wiedziały i ani jednym słowem nie zdradziły się przede mną - uśmiechnęła się do Roberta, a z jej oczu i każdego wypowiadanego słowa, promieniowała radość i szczęście.
- Victorio, kochanie moje! Ja też jestem szczęśliwy i cieszę się bardzo, że udało się naprawić moje niedopatrzenie i dowieźć twoich rodziców oraz siostry na nasz ślub. Nie potrafię teraz odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego nie pomyślałem o tym wcześniej? Gdyby to się nie udało, to okazałbym się chyba  największym osłem i nieczułym palantem w tej części Europy. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto pozbawia osobę, którą kocha, obecności najbliższych osób na ślubie, który jest dla niej wydarzeniem na całe jej życie? - Robert bez ogródek rozprawiał się z samym sobą przed Victorią i jej ojcem.
- Robercik, kochany mój! Nie mów tak. Nigdy bym nawet w myślach nie pomyślała tak o tobie, po prostu wypadło ci to z głowy przy tylu innych, na pewno ważniejszych sprawach - usprawiedliwiała go nie tylko przed sobą, ale i przed nim samym.
- A co mogło być ważniejsze dla mnie, a zwłaszcza dla ciebie moje Słoneczko, niż nasz ślub? - odparł, nadal dopatrujący się i przekonany o własnej winie w tym niedopatrzeniu.
- Dobrze kochany, nie spierajmy się już o to, kto i czym zawinił, ważne, że moi rodzice i wszystkie siostry będą obecne na naszym ślubie i nie tylko oni, bo i mama sprawiła nam miłą niespodziankę, zapraszając i przywożąc ciocię Violettę wraz córkami - dodała wesołym głosem.
- Fakt, udało jej się to znakomicie, bo byłem kompletnie zaskoczony, widząc twoją ciocię z córkami we drzwiach samochodu. Ale dobrze się stało, że przyjechały, bo Violetta zachowała się wobec ciebie bardzo fair, pomagając radą i załatwieniem odpowiednich dokumentów, więc będzie to jakąś formą podziękowania i wyrazem naszej wdzięczności dla niej - Robert nie skończył jeszcze swojej wypowiedzi, kiedy przy stole pojawiły Maria i Violetta.
- Robercik o jakim podziękowaniu i wdzięczności względem mojej osoby mówisz? - zapytała Violetta, słysząc prawie wszystko, co o niej mówił.
- Jeżeli słyszałaś Violetto wszystko, co powiedziałem o tobie, to nic więcej nie mam do dodania, poza tym, że bardzo cieszymy się oboje z Victorią z obecności twojej i twoich córek na naszym ślubie. I to by było na tyle - zakończył z uśmiechem swoją wypowiedź.
- A teraz pomyślmy o tym, po co tu przyszliśmy. Nie chciałem decydować sam i zamawiać coś, co mogłoby wam nie przypaść do smaku i gustu, poza napojami - zwrócił się bezosobowo do wszystkich.  
- Robercik, poproś kelnerkę o zestaw obiadowy jednakowy dla wszystkich i będzie po problemie - powiedziała Marią, na co wszyscy wyrazili zgodę.
- W menu są dwa rodzaje mięsa; kurczak i schabowy, które wybieramy? - zapytał Robert.
- Oba dobre, więc co wybierzesz będzie dobrze - podpowiedziała Maria.
- Dobrze więc, kto wybiera kurczaka, a kto schabowy, ręka do góry - zapytał ze śmiechem.
Młodzież poza Olivią wybrała kurczaka, pozostali schabowego; czyli 5 kotletów z kurczaka i 8 schabowych.
- Kto wybiera kapustę zasmażaną, a kto zestaw surówek - ponownie zapytał Robert.  
Wypadło 6 surówek i 6 razy kapusta. a na pytanie; kto ziemniaki, a kto frytki, również 6 razy frytki i 6 razy ziemniaki.
Podeszła kelnerka i przyniosła zamówione wcześniej piwo, butelkę wina i wodę gazowaną oraz 20 butelek soków owocowych o różnych smakach i literatki dla wszystkich. Mając uzgodnioną ilość poszczególnych potraw, Robert przekazał kelnerce zamówienie na obiady;
Zupa -12 razy rosół z makaronem,  
II danie; 5 kotletów z kurczaka + frytki+zestaw surówek,
              1 kotlet schabowy + frytki + zestaw surówek, porcja XXL (podwójna),
              3 kotletów schabowych + ziemniaki + kapusta, porcja XXL,
              3 kotlety schabowe + ziemniaki + kapusta  
Robert przesunął postawione przed sobą piwo do Victorii, a butelkę wina wraz z wodą gazowaną przed Andrei'a. Pozostali łącznie z Robertem wybierali soki z Tymbarka. W oczekiwaniu na obiad rozpoczęto niezobowiązującą rozmowę.
- Robercik, co do twojego zaskoczenia przyjazdem Violetty, to chcę cię poinformować, że w czasie naszej rozmowy już po waszym wyjeździe Violetta zapytała o termin waszego ślubu w Polsce - powiedziała Maria.  
- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem, bo tak było. Wtedy ona zaproponowała zakład o to, że nie poinformowanie nas o terminie waszego ślubu i brak zaproszenia, wynikł na pewno przez jakieś niedopatrzenie lub przeoczenie z twojej strony, a nie celowe działanie. Zaklinała się wręcz i namówiła do założenia się z nią, że będziesz chciał to naprawić i zrobisz wszystko, abyśmy byli obecni na tym ślubie. Niestety miała rację i wygrała zakład, spełnieniem którego było to, że zabierzemy ją i dziewczyny ze sobą. Kiedy wczoraj zadzwoniłeś i byłeś uprzejmy poinformować mnie, że zawaliłeś sprawę i będziesz robił wszystko, aby nas dowieźć na wasz ślub, zadzwoniłam do Violetty, że miała rację i wygrała zakład, powiedziałam jej też, że jeżeli chce z nami jechać, to musi wszystko załatwiać, łącznie z urlopem w trybie 'na wczoraj', bo na dzień dzisiejszy będzie podstawiony samochód z Oradea, najpierw na godz. 10.00, a później kiedy kierowca zadzwonił, że przyjeżdża wcześniej na 7.00 rano. Dobrze się stało, że dali 9 osobowy bus, a nie 5 osobowe auto, bo mogłam wywiązać się z przegranego zakładu - Maria opowiedziała na wesoło historię 'niespodzianki' dla Roberta.  Po chwili kelnerka wraz z pomagającą jej drugą osobą z personelu przyniosły talerze z makaronem i wazy z rosołem. Obie bardzo sprawnie rozlały zupę i życząc 'smacznego' oddaliły się. Kiedy całe towarzystwo kończyło dojadanie zupy, pojawiły się ponownie z talerzykami z surówkami i kapustą, gromadząc je w dwóch grupach. Po chwili wróciły i w dwóch rzutach doniosły zamówione kotlety schabowe i z kurczaka z ziemniakami oraz frytkami, stawiając poszczególne talerze przed osobami preferującymi daną potrawę i pojedynczą czy podwójną porcję. Przez kilkanaście minut słychać było tylko odgłosy towarzyszące spożywaniu posiłku. Pożywny i dość obfity posiłek poprawił humory wszystkim, młodym i starszym. Kiedy popijali napoje, zawiązała się ogólna, niezobowiązująca rozmowa. Andrei, który popijał 'szprycera' z małym udziałem wody, proponował Marii i Violetcie preferowany przez siebie napój, ale obie odmówiły. Dopiero Mihaela dała się skusić i spróbowała 'jego' napoju, kilkakrotnie go rozcieńczając, bo wujek bardzo oszczędnie gospodarował wodą, nie oszczędzając za to wina, przy przyrządzaniu 'szprycera'. Kiedy pojedli i popili, Robert poprosił o rachunek i po doliczeniu sowitego napiwku, uregulował należność kartą. Postanowili zakończyć swój pobyt w przyjemnym, ale nieco zbyt ciemnym lokalu i żegnani dość wylewnie przez doceniony sowitym napiwkiem personel, opuścili Smak Bar. Zajęli miejsca w samochodach w nieco zmienionych składach, bo Elena przesiadła się do busa, aby nagadać się z Mihaelą, a Violettina w tym samym celu przesiadła się do samochodu Roberta, do Olivii. Ustalili, że bus pojedzie za samochodem Roberta, po to zresztą przyjechali. Droga, podobnie jak w kierunku Niepołomic, nie była zbytnio obciążona z uwagi na okres urlopowy i zakaz jazdy tirów w soboty. W niecałe pół godziny znaleźli się przed domem Roberta. Kiedy wysiedli na podjeździe przed bramą i zobaczyli dom Roberta, rozległy się 'ochy' i 'achy' starszych i młodszych przyjezdnych.
- Robercik, wiesz jakbym określiła ten twój 'domek'? - wyrwała się Violetta.
- Wiem! Elena nazywa go 'burżujską chałupą' - roześmiał się Robert. Pilotem otworzył bramę, a kluczem furtkę. Oba samochody wjechały za ogrodzenie i Robert ponownie pilotem zasunął bramę.  
- Victorio, powiedz kierowcy, że tu będzie bezpieczniejszy niż na parkingu hotelowym - poprosił ją o przekazanie informacji kierowcy busa. Kiedy Victoria przetłumaczyła mu słowa Roberta, zgodził się z jego opinią. Robert poprosił więc przyjezdnych gości aby zabrali swoje bagaże z busa i udali się za nim do domu. To mówiąc, otworzył drzwi do domu i kiedy każdy z gości zabrał z busa bagaże, pomógł najmłodszym dziewczynkom ponieść ich torbę z rzeczami i razem weszli do przestronnego holu.  
- Victorio, kochanie! Pełnisz razem ze mną honory tego domu jako jego pani i gospodyni, więc może wspólnie ustalimy, gdzie rozmieścimy naszych gości. Pan kierowca ma zarezerwowany jednoosobowy pokój typu lux w hotelu i po rozmieszczeniu naszych gości, razem z Olivią zabierzemy pana do tego hotelu, a teraz proponuję, aby Elena poprosiła pana kierowcę i tatę do salonu razem z butelką wina i wodą gazowaną, aby spokojnie wypili 'szprycera', pogawędzili co nieco i poczekali na nas - zwrócił się do Victorii i Eleny. Kiedy Elena zajęła się kierowcą i tatą, prowadząc ich do salonu, tak jak zaproponował Robert, zwrócił się do pozostałych gości.
- Nasi mili goście, zostawcie bagaże na chwilę, a my z Victorią pokażemy wam czym w tej chałupie dysponujemy, ponadto, jeżeli nie przypadnie do gustu komuś z was mieszkanie razem z nami, istnieje możliwość zamieszkania w dobrym standardzie w hotelu, niedaleko stąd, w tym samym, w którym będzie mieszkał kierowca busa, więc decyzję pozostawiamy naszym miłym gościom, czy zgadzacie się ze mną moje miłe panie? - zaproponował Robert, zwracając się do gości w swoim i Victorii imieniu.  
Wszyscy zgodzili się z jego propozycją, więc najpierw pokazał gościom pokoj gościnny na parterze, znajdujący się obok salonu, gdzie znajdowała się szeroka sofa i wygodna kanapa, jako wygodne posłanie dla trzech osób. Pokój wyposażony był ponadto w stolik z czterema krzesłami, dwa wygodne fotele z małym stolikiem kawowym, dwudrzwiową szafą, małą i większą komodę oraz 32 calowy płaski telewizor. Po zapoznaniu z pokojem gościnnym pokazał im znajdującą się obok łazienkę z wc i umywalką oraz kabiną prysznicową. Potem poprosił gości  na pierwsze piętro. Oboje z Victorią pokazali im sypialnię wraz z przyległą łazienką, pokoje zajmowane przez Elenę i Olivię oraz pozostałe dwa wolne pokoje, garderobę i drugą mniejszą łazienkę z umywalką, wc i kabiną prysznicową. Poinformowali też, wskazując na schody wiodące do góry na poddasze, że znajduje się tam kilka pokoi wykończonych, ale nie umeblowanych, mała garderoba i czynna, w pełni urządzona łazienka, podobnie wyposażona jak ta mniejsza na pierwszym piętrze z kabiną prysznicową. Po zaprezentowaniu wszystkich pomieszczeń, dał im trochę czasu na dyskusję i podjęcie decyzji w zakresie zakwaterowania. Zaczęły się więc wypowiadać i uzgadniać szczegóły pomiędzy sobą w języku rumuńskim, wobec tego, aby ich nie krępować swoją osobą, zamierzał je opuścić, gdy głos zabrała Maria.  
- Robercik, dziękujemy wam za to, że pokazaliście nam wasz dom i wymieniłyśmy poglądy na temat zakwaterowania. Jak zauważyłeś, była to ożywiona dyskusja i doszłyśmy z Violettą i naszymi córkami do wniosku, że miejsca jest dosyć dla nas wszystkich. My z Andrei'em pozostaniemy na parterze, zajmując pokój gościnny, Violetta ze swoimi dziewczynami zajmą te dwa wolne pokoje, a moje córki rozmieszczą się w tych dwóch pokojach zajmowanych przez Elenę i Olivię, chyba, że same pomiędzy sobą zadecydują, kto z kim chce mieszkać - Maria przedstawiła w imieniu wszystkich przyjezdnych gości uzgodnioną propozycję w zakresie zakwaterowania ich wszystkich.
- Jest jeszcze jedna opcja; my z Victorią przeniesiemy się do pokoju gościnnego, a sypialnię oddamy do waszej dyspozycji Mario, zgadzasz się ze mną kochanie? - Robert kurtuazyjnym gestem chciał wykazać, jak bardzo ceni i szanuje swoich przyszłych teściów.
- Robert, chyba cię pogięło? - zaprotestowała natychmiast Maria.  
- Pokój gościnny z samej nazwy pełni swoją funkcję i przeznaczenie. Przeznaczony jest dla gości, a nie dla gospodarzy, więc dziękuję ci bardzo w swoim i Andrei'a imieniu za twój szlachetny gest, ale nie skorzystamy z twojej propozycji. Sypialnia jest wasza i nie mam zamiaru wywoływać niepotrzebnego zamieszania. Jestem przekonana, że Andrei miałby dokładnie takie samo zdanie na ten temat - Maria wyraziła dobitnie, co sądzi o propozycji Roberta i jakie jest jej zdanie na ten temat.  
- Wobec tego, nie mam nic więcej do dodania i proszę naszych gości o rozgoszczenie się, życząc miłego pobytu w naszych skromnych progach. Ja zajmę się więc teraz panem kierowcą i jego zakwaterowaniem, korzystając z pomocy Olivii, a ciebie kochanie poproszę o służenie pomocą naszym drogim gościom. Prosiłbym też abyście wspólnie z mamą i ciocią Violettą przeglądnęły nasze zapasy w kuchni pod kątem wspólnego śniadania i kolacji. Po moim powrocie wspólnie zdecydujemy, kiedy pojedziemy do sklepu.  A teraz już zmykam i zostawiam szanownych gości pod opieką pani domu i mojej prawie żony - zakończył swoją wypowiedź Robert. Poprosił Olivię i razem zeszli do salonu. Andrei wraz z kierowcą busa w oczekiwaniu na niego spędzali czas na miłej pogawędce, chłodząc się i gasząc pragnienie szprycerem. Z pomocą Olivii, która tłumaczyła jego słowa, poprosił kierowcę busa o zabranie swojego bagażu i w trójkę udali się do hotelu. W recepcji przyjęła ich młoda dziewczyna, Robert przedstawił siebie oraz Olivię i kierowcę, informując ją o rezerwacji jednoosobowego pokoju typu lux dla kierowcy busa z Rumunii wraz z całodobowym wyżywieniem. Po sprawdzeniu w książce rezerwacji, potwierdziła ją i poprosiła kierowcę po angielsku o dokument; paszport bądź dowód osobisty. Podał jej paszport z którego spisała stosowne dane do książki gości i zwróciła mu dokument. Poinformowała ponadto, że pokój został zarezerwowany na 7 dni i zapytała, czy potwierdza ten termin. Kierowca zwrócił się więc do Roberta, czy firma podtrzymuje siedmiodniowy termin wynajmu busa. Kiedy Olivia przekazała Robertowi, o co pyta kierowca, kiwnął głową, mówiąc, że siedem dni na pewno, a w ciągu tygodnia podjęta zostanie decyzja o ostatecznym terminie. Po ustaleniu i wpisaniu do książki przyjęć wszystkiego, co było niezbędne do przyjęcia gościa, recepcjonistka zdjęła z tablicy klucz od pokoju i poprosiła ich ze sobą, idąc przed nimi. Weszli na pierwsze piętro i podeszli do drzwi jednego z wielu pokoi. Otworzyła drzwi i zobaczyli dość duży, przyjemny i nieźle wyposażony pokój z łazienką, telewizorem, złączem Wi-fi. Recepcjonistka sprawdziła wyposażenie oraz stan urządzeń i wyposażenia. Wszystko było w porządku, więc przekazała klucz od pokoju kierowcy, informując, że może od razu skorzystać z kolacji w hotelowej restauracji, którą natychmiast zawiadomi o przyjęciu nowego gościa. Idąc do restauracji hotelowej trzeba mieć ze sobą klucz od pokoju, która stanowi znak rozpoznawczy gościa hotelowego. Pokazała jeszcze, gdzie znajduje się pilot od telewizora oraz przyłącz do sieci internetowej. Życząc miłego pobytu, recepcjonistka opuściła pokój. Robert poprzez Olivię zapytał kierowcę czy potrzebuje jeszcze jakiejś pomocy od niego. Kierowca zadowolony z pokoju jak również z życzliwej, kompleksowej pomocy ze strony Roberta i towarzyszącej mu Olivii, podziękował w serdecznych słowach za wszystko, co go dobrego spotkało z ich strony. Robert na wszelki wypadek zostawił mu numer swojego telefonu komórkowego i życząc mu również miłego pobytu, pożegnał ciepło kierowcę, który w rewanżu przekazał mu numer swojego telefonu i wspólnie z Olivią opuścili pokój udając się w drogę powrotną do domu.
Po powrocie do domu usłyszeli oboje z Olivią dochodzące z salonu dźwięki muzyki.  
- Wujku słyszysz to co ja, ktoś w salonie na twoich organach gra - zaimprowizowała mu na wesoło rymowaną informację tego, co usłyszeli z salonu. W wesołych nastrojach weszli do salonu, gdzie wokół próbującej grać na organach Mihaeli, zebrała się cała rodzina stojąc lub siedząc, głosem i oklaskami wspomagała stremowaną lekko keyboardzistkę. Widząc wchodzącego Roberta, Victoria natychmiast wyszła mu naprzeciw.
- Robercik, tylko nie złość się na mnie, to nie ja jestem prowodyrem tego zgromadzenia, to mama z ciocią Violą sprowokowały Mihaelę do włączenia keyboardu - usprawiedliwiała się, zakłopotana nieco sytuacją Victoria. Wyglądała przy tym uroczo, ale i trochę żałośnie, jakby spodziewała się reprymendy ze strony Roberta. Objął ją z wielką czułością i pocałował w usta.
- Victorio, kochanie, nie rób ze mnie jakiegoś satrapy - odezwał się ciepło i wesoło do swojej wybranki.  
- Powiedzieliśmy sobie coś. Jesteś już panią i gospodynią tego domu, więc dysponujesz tak samo jak ja wszystkim, co w tym domu znajduje się. Cieszę się, że nie czekaliście na mnie, tylko sami staracie się umilić i urozmaicić swój pobyt w tym domu - Robert starał się zatrzeć wywołane przez Victorię wrażenie, że wszystko w tym domu dzieje się tylko i wyłącznie za jego zgodą czy akceptacją. Tulił do siebie Victorię jak coś drogocennego, dając wszystkim do zrozumienia jak bardzo ją ceni, kocha i szanuje. Odwzajemniła jego pocałunki i znacznie już weselszym głosem
oznajmiła.
- Robercik, pokaż więc Mihaeli co i gdzie ma włączyć, bo nie zna tego typu keyboardów i miała kłopoty, żeby się w tym jakoś rozeznać i odpowiednio wykorzystać  - poprosiła go już nieco rozluźniona Victoria.
- Słyszałem Mihaelo, że nieźle ci wychodziło, więc może wspólnie spróbujemy coś z tym zrobić - odezwał się ciepło i serdecznie do Mihaeli, której zakłopotana przed chwilą buzia, słysząc jego słowa wypowiedziane do niej i o niej, wypogodziła się.      
- Przede wszystkim ustalmy jak będziemy się do siebie zwracać, aby nie komplikować niepotrzebnie sytuacji - powiedział, zwracając się do wszystkich dziewczyn.
- Za dwa dni będę miał zaszczyt i przyjemność stać się pełnoprawnym członkiem waszej rodziny, a z waszymi mamami sytuacja jest już wyjaśniona, pozostaje więc tylko ustalić kim stanę się dla was. Czy mamy i tata mają w tym względzie jakąś propozycję - zwrócił się do rodziców Victorii i Violetty.
- Robercie, jak sam mówisz, za dwa dni będziesz członkiem naszej, szeroko rozumianej rodziny, więc nie ma co komplikować sprawy i forma zwracania się do siebie po imieniu będzie jak najbardziej na miejscu. Nie wiem tylko czy Olivia i nasze najmłodsze córki przełamią się i będą ci mówić po imieniu, ale może one same wypowiedzą się - odpowiedziała w imieniu wszystkich Maria.
- Tak więc możesz zwracać się do córek Violetty; Mihaela - to ta starsza i Violettina - młodsza. A one wiedzą już, że masz na imię Robert. Olivia też musi ci przestać mówić wujku i zwracać się do ciebie Robert lub szwagier. Tak samo Andreea i Marica, albo po imieniu lub szwagrze - zaproponowała Maria.
- Mnie to odpowiada, a tobie Olivio i wam Andreeo i Marico? - zapytał Robert.
- Ja mam mówić tobie wu.... po imieniu Robert? - zapytała z niedowierzaniem Olivia.
- Jasne, takie imię nadano mi podobno na chrzcie i tak już zostało - odparł z humorem Robert.
- Robercik, fajnie było mówić do ciebie wujku, jak mówi mała dziewczynka, ale jak mama powiedziała, nie wypada mówić do kochanego szwagra, wujku, więc masz mnie pocałować jak kochaną szwagierkę, o tu (pokazała mu palcem swoje usta) i przestaję mówić do ciebie,wujku, bo jak pewnie zauważyłeś, mój kochany szwagiereczku, trochę wydoroślałam - powiedziała Olivia i kiedy Robert pocałował ją w usteczka, tak jak sobie życzyła, pochwyciła jego głowę i odwzajemniła się soczystym pocałunkiem, który trudno by było nazwać 'pocałunkiem szwagierki' lub coś koło tego.
- To może teraz Mihaela i Violettina  również przypieczętują formę 'ty' z Robertem - zaproponowała Victoria, widząc w oczach ciotecznych sióstr jednocześnie chęć i zażenowanie. Przeważyła jednak chęć pocałunku z Robertem, bo Violettina podeszła do niego i podobnie jak Olivia pokazała palcem swoje usta, mówiąc -Violettina!  
- Robert! - odpowiedział i czułym ruchem ujął jej twarz, składając na ustach pocałunek. Wzorując się na Olivii, pochwyciła jego głowę i wpiła się mocno w jego wargi, serwując mu nie mniej erotyczny pocałunek niż Olivia. Nawet nie próbował bronić się, widząc w jej oczach zdecydowanie i pragnienie. To było nawet miłe, że prawie obca dziewczyna chciała się z nim całować. Oddał jej więc całusa i oboje zebrali brawa od obecnych w salonie krewnych i bliskich osób. Mihaela, jako starsza, dla której pewnie pocałunek znaczył znacznie więcej niż dla siostry, podeszła z gracją do Roberta.
- Mihaela! - powiedziała śpiewnym głosem.
- Robert! - odpowiedział i chciał buziakiem w policzek zakończyć cała procedurę, ale przeliczył się. Mihaela objęła go teatralnym gestem i patrząc mu wymownie w oczy, przechyliła głowę,   podając mu usta do całowania. Przyjął jej konwencję i powolnym ruchem pochylił się, składając na jej ustach pełny szacunku pocałunek, który odwzajemniła i skłoniła przed nim głowę w geście podziękowania.  
- Andreea i Marica jak najmłodsze w naszej rodzinie będą zwracać się do ciebie per 'szwagier' i mogą to przypieczętować buziaczkami, zgadzasz się z tym Robercik? - zwróciła się do swojego ukochanego i przyszłego męża Victoria.
- Oczywiście, są to moje ulubione szwagiereczki - odparł Robert i sam podszedł do nich.
Każda z nich przypieczętowała tą formę zwracania się do swojego szwagra słodkim buziaczkiem, który odwzajemnił i przytulił serdecznie każdą z nich. Na tym zakończony został proceder ustalenia formy zwracania się do Roberta po jego ślubie z Victorią.
- To teraz wróćmy Mihaelo do tego, od czego zaczęliśmy, czyli do keyboardów i twojej ich znajomości - Robert podszedł do stojaka z keyboardami, z których jeden był włączony.
- Czy Mihaela rozumie, co do niej mówię? - zapytał bezosobowo.
- Rozumie po polsku prawie wszystko, ma tylko problemy z mową - odpowiedziała w jej imieniu Violetta.
- To umówmy się, że ja będę mówił do ciebie po polsku, a ty do mnie po angielsku, ok? - zwrócił się do Mihaeli. Uśmiechnęła się do niego i kiwnęła głową, że się zgadza.  
- To powiedz mi Mihaelo, na czym grałaś dotychczas? - zapytał, włączając drugi z keyboardów.
- Robert, ona nie ma keyboardu w domu, uczyła się grać na pianinie u babci, matki Mihai'a i dopiero niedawno zainteresowała się grą na keyboardzie, który ma jej koleżanka z klasy - odpowiedziała za nią Violetta.  
- Mihaelo, co to za keyboard, który ma Ilona i na którym próbowałaś grać? - zwróciła się do córki.
- Casio ctk 3200! - odpowiedziała matce krótko po rumuńsku.
- Casio ctk 3200! - przekazała Robertowi Victoria. - Rozumiem! - odpowiedział Robert.
- Wobec tego, który z tych keyboardów, które tu widzisz, podoba ci się bardziej wizualnie - ponownie zwrócił się do Mihaeli. Zobaczył niezdecydowanie w jej oczach, więc wybrał na keyboardzie Yamaha styl walca, włączył akompaniament i zaczął grać walca 'Na falach Dunaju' w brzmieniu pianina, przechodząc przez kolejne brzmienia; organ, accordion, gitar, violin, flute, saxophone, trumpet, synth i tym podobne. Zademonstrował w ten sposób możliwości instrumentu w poszczególnych brzmieniach 'voice' dodając, wzmacniając i upiększając barwy niektórych z ponad 900 brzmień, w które został wyposażony keyboard. Podobną demonstrację przeprowadził również w zakresie możliwości instrumentu w odnośnie styli, tempa, dobierania określonych instrumentów oraz w zakresie zaprogramowania styli, tempa i brzmień w 16 bankach gotowych ustawień. W celu porównania możliwości i różnic keyboardu Yamaha i Roland'a, Robert powtórzył wszystkie czynności i zagrał tą samą melodią na keyboardzie Roland'a.
- Słysząc brzmienia i mając już jakie takie rozeznanie w zakresie możliwości obydwóch keyboardów, który z tych instrumentów przypadł ci bardziej do gustu, bo obydwa mają podobne możliwości, ale i trochę różnią się? - zwrócił się ponownie z zapytaniem do Mihaeli, po zakończeniu demonstracji możliwości każdego z instrumentów.
- Nie wiem, czy zdecydowałabym się wybierać pomiędzy nimi, bo oba pięknie brzmią pod twoimi palcami - odpowiedziała mu kurtuazyjnie po angielsku, a potem powtórzyła to samo po rumuńsku, za co dostała brawa od obecnych.
- Zrobimy więc inaczej - odezwał się Robert.
- Olivio, wiem, że chcesz się uczyć gry na keyboardzie, gdybym ci więc powiedział, że jeden z tych instrumentów będzie twój, to który byś z nich wybrała? - zwrócił się do swojej ulubienicy.
Zauważył zmieszanie i niedowierzanie na buzi Olivii.
- Szanowna i droga mi już rodzinko! Chcę wyjaśnić i poinformować tu obecnych, że kiedy usłyszałem wypowiedź Olivii, że chciałaby nauczyć się grać na keyboardzie, postanowiłem podarować jej jeden z tych instrumentów. Teraz dowiedziałem się, że Mihaela również o czymś podobnym marzy i coś już tam umie, więc chciałbym spełnić marzenia ich obu. Zabrałem się za to jednak niezbyt udanie i postawiłem tak Olivię jak i Mihaelę w dość kłopotliwej sytuacji, dlatego proponuję, aby o tym, który instrument przypadnie każdej z nich, zadecydował los. Obydwa instrumenty posiadają zbliżone możliwości i w sam raz nadadzą się do nauki, a ja i tak miałem zamiar zmienić je na coś lepszego i nowocześniejszego. Proponuję więc przeprowadzić losowanie, które powierzam mojej ukochanej, przyszłej żonie i pani tego domu - powiedział Robert. Na chwilę zapadła totalna cisza. Pierwsza zareagowała w swoim stylu Olivia. Podeszła do Roberta i z zaszklonymi ślepkami objęła go w pół i kiedy pochylił nieco głowę, zaczęła obcałowywać każdy skrawek jego buzi, a potem przylgnęła do jego ust, tuląc się i nie mogąc wydusić ze wzruszenia żadnego słowa. Przez chwilę tulił więc i kołysał w objęciu jej drobne ciało, zcałowując łezki z jej oczu. Kiedy Olivia zobaczyła, że i Mihaela chce podziękować Robertowi, pocałowała go w usta i uwolniła z objęć, odsuwając się na bok. Mihaela podeszła nieśmiało i też nic nie mówiąc, objęła go i przytuliła się. Robert przytulił i ją podobnie jak Olivię, przez chwilę trwali w milczeniu.  
- Thank you very much, Robert! - szepnęła cichutko i przylgnęła wargami do jego ust.
- You're welcome! - odpowiedział Robert.
Victoria widząc, że obie dziewczyny podziękowały Robertowi, w uzgodniony z Marią i Violettą sposób przystąpiła do przeprowadzenia losowania. Wzięła dwie jednakowe karteczki z papieru i oznaczyła jedną z nich dużą literą Y, a drugą literą R. Karteczka z literą Y oznaczała keyboard marki Yamaha, druga z literą R, Roland'a. Karteczki zostały zrolowane w cienkie  ruloniki. Pierwsze losowania miało ustalić, która z dziewczyn losuje jako pierwsza. Pierwszą losującą miała zostać ta, która wyciągnie karteczkę z literą R. Aby było bardziej sprawiedliwie, ustalono przy zgodzie zainteresowanych, że losowanie odbędzie się w pięciu turach. Suma wylosowanych kartek z daną literą, wyłoni, komu przypadnie dany keyboard. Zgodnie z alfabetem, jako pierwsza losowała Mihaela i wyciągnęła z miseczki karteczkę R, rozpoczynając właściwe losowanie. Mihaela wyciągnęła w pięciu losowaniach 3 razy karteczkę z literą Y i zgodnie z ustaleniami przypadł jej keyboard marki Yamacha, tym samym Roland przypadł Olivii.
Robert pogratulował obu dziewczynom, ustalając, że tak Mihaela, jak i Olivia zabierze keyboard ze wszystkimi akcesoriami w oryginalnym opakowaniu z chwilą powrotu do domu.
Jako że zrobiło się późno, a goście przyjezdni czuli się niewątpliwie zmęczeni, Victoria  popatrzyła na Roberta i zrozumieli się bez słowa. Kiwnął jej głową, że myśli podobnie jak ona.
- Nasi drodzy i mili goście. Zrobiło się późno, a wy macie za sobą te kilkaset kilometrów, więc proponujemy wam udanie się na spoczynek. Łazienki są do waszej dyspozycji, jedna na dole, dwie na piętrze i jedna na poddaszu. W każdym z pokoi w komodzie jest pościel i ręczniki. W razie kłopotów z przygotowaniem posłania, wiecie gdzie nas szukać. W kuchni są zgrzewki z wodą mineralną, więc można zabrać do pokoju wodę wraz ze szklankami. Z tego co jest mi wiadomo, to mama i ciocia lubią sobie poleżeć w wannie, więc wanna jest tylko w dużej łazience obok sypialni. W razie takiego życzenia Robercik może wam udostępnić też hydromasaż w tej wannie. W pozostałych łazienkach są tylko prysznice. Aby nie blokować wam łazienki, my z Robercikiem skorzystamy z niej jako pierwsi. Jeżeli chodzi o solidne wymoczenie i ochłodzenie waszych ciałek, to za domem jest duży basen z wieloma atrakcjami, więc zapraszamy na kąpiel w dniu jutrzejszym, a dzisiaj życzymy wam wszystkim dobrej nocy i kolorowych snów. Olivia i Elena, was proszę o zwolnienie jednego pokoju dla naszych najmłodszych sióstr lub przyjęcie do swojego pokoju po jednej z nich. Możecie też wymienić się z Mihaelą i Violettiną, jedna pójdzie do Violettiny lub Mihaeli, a druga przyjmie jedną z nich. W każdym bądź razie na waszej głowie jest zapewnić miejsce do spania naszym przyjezdnym siostrzyczkom. To wszystko - Victoria poinformowała wszystkich przyjezdnych co i gdzie jest oraz o możliwości skorzystania z ich pomocy. Tak jak powiedziała, oboje z Robertem jako pierwsi skorzystali z łazienki przy sypialni i po szybkim prysznicu oraz wieczornej toalecie zwolnili łazienkę do dyspozycji gości. Oboje z Robertem przeszli do sypialni i ubrali letnie piżamy z uwagi na obecność gości.  
- Może zejdziemy do kuchni zorientować się, co możemy przygotować jutro na śniadanie - zaproponował Robert. Zeszli więc do kuchni i zaczęli sprawdzać, jakimi produktami dysponują w ilości pozwalającej na przygotowanie śniadania dla jedenastu osób.  
- Robercik, co ewentualnie miałeś na myśli, mówiąc o śniadaniu? - zapytała Victoria.
- To co najlepiej mi wychodzi - odpowiedział, śmiejąc się.
- Omlet, tak? - też się roześmiała.  
- Duże wyzwanie; jest nas jedenaście osób, w tym przynajmniej cztery trzeba liczyć podwójnie; Olivia, tata, Elena, a nie znamy apetytu cioci Violi i kuzynek, czyli musimy rozważyć 15 porcji.
Jaja, mąka, cukier, mleko, wszystko razy dwa, daje nam to; 30 jaj, 30 łyżek mąki, 30 łyżek cukru i 30 łyżek mleka oraz 15 porcji bitej śmietany lub konfitury. To sprawdźmy ile czego mamy? - dodała, zaglądając do szafek i lodówki. Na szczęście dysponowali sporym zapasem wszystkich produktów, stanęło więc na tym, że na śniadanie przygotują omlet, a jeżeli komuś nie przypadnie to do gustu, zawsze można usmażyć jajecznicę z szynką, czy podać wędlinę z keczupem. Z napoi dysponowali dużym zapasem soków z Tymbarka, 2 ośmiopakami piwa, orange juice,  kilkudziesięcioma butelkami wina i kilkunastoma zgrzewkami mineralnej wody gazowanej. W wystarczającej ilości posiadali też mleka w kartonach, śmietanek do kawy i samej kawy, mielonej i rozpuszczalnej oraz duże ilości pieczywa białego i mieszanego. Uspokojeni wrócili do sypialni. Przez drzwi usłyszeli  głosy w łazience.  
- Robercik, ja na dziś właściwie zakończyłam swoje obowiązki, ale na wszelki wypadek sprawdzę, co u dziewczyn i naszych małolatek -  to mówiąc, otworzyła drzwi do łazienki, zamiast do holu. W wannie, wypełnionej do połowy wodą wylegiwały się Maria z Violettą.
- O, jesteście już! Zaglądałam do sypialni, ale nikogo nie było - zagadała niezbyt wyraźnie Maria, widocznie będąc już na lekkim rauszu.  
- Mamo, sprawdzaliśmy stan zapasów, aby było czym was nakarmić jutro na śniadanie - odpowiedziała ze śmiechem Victoria. Wyszła z łazienki i poszła do pokoju zajmowanego przez Olivię. Zastała tam swoje najmłodsze siostry, które szykowały się do snu.  
- Widzę, że Olivia udostępniła wam swój pokój, a wiecie gdzie jest? - zapytała, uśmiechając się do dziewczynek, ciepłym, prawie matczynym głosem.
- Chyba poszła do Violettiny, a Mihaela jest razem z Eleną - poinformowały ją, zadowolone, że  będą spać razem w tym, za dużym jak na ich gust, obcym domu.
- Dobrze, to życzę wam dobrej nocy i do jutra - pożegnała swoje siostrzyczki słodkim buziakiem na dobranoc. Odwzajemniły się podobnymi buziaczkami.
Zadowolona, że dziewczynki są razem i będą świadkami na jej ślubie, rozrzewniła się.
Wróciła do sypialni, Roberta nie było, ale usłyszała jego głos w łazience, uspokoiła się, a że była już bardzo zmęczona wydarzeniami całego dnia, położyła się i bardzo szybko zmorzył ją sen. Robert natomiast na brak wrażeń nie mógł narzekać. Kiedy tylko Victoria wyszła z łazienki, do sypialni wparowała naga Maria, zachowując się jak bogini grecka z Olimpu, lekko puszysta, ale trudno by było nazwać ją grubą, ponieważ będąc średnio-wysokiego wzrostu, zachowała proporcjonalne kształty swojej sylwetki. Urodziła pięć córek, czego nie bardzo było po niej widać, bo wyglądała jak normalna kobieta pod czterdziestkę. Dorodne, jędrne piersi, falowały przy każdym jej lekko zachwianym kroku, a wilgotne od wody ciało znaczyło mokre ślady jej wizyty. Falujące, lekko zwilżone, ciemne włosy okalały jej kształtną, uroczą buzię, podkreślając jej urodę. Łono pokrywały gęste, ciemne kędziory włosów, przystrzyżonych w kształt trapezu. Zauważyła jego lekkie zaskoczenie.
- No co, nie widziałeś mnie nagiej? Nie mam zamiaru udawać wstydu przed tobą, więc nie rób takiej miny. A jak ci powiem, że mam chęć na ciebie Robercik, to co? Będziesz uciekał czy chował się przede mną? Zresztą nie tylko ja. Violetta przyznała mi się, że odkąd cię zobaczyła, jej myśli krążą koło ciebie. A tak poza tym, możesz nam włączyć ten cały hydro.... coś tam - zwróciła się do niego, zalewając potokiem słów, z charakterystyczną, ledwo uchwytną nutką zaśpiewu. Roześmiał się, widząc jak dostojnie kroczy, eksponując mu bez cienia pruderii czy skrępowania swoje apetyczne kształty.  
- Mario, jak mam tam wejść, kiedy razem z tobą jest tam twoja siostra Violetta - zapytał, sądząc, że Maria bez wiedzy Violetty zaprasza go do łazienki.
- I co z tego, że jest? Przecież to ona mnie po ciebie wysłała, bo sama obawiała się trochę Victorii - oznajmiła wesołym głosem.
- Mogłaś przecież Mario poprosić Victorię o włączenie wam jacuzzi, czyli tego 'hydro...coś tam', kiedy przechodziła przez łazienkę - próbował się jeszcze wykręcić, aby być fair wobec Victorii, chociaż stało się tak, jak domyślał się już wcześniej, że Maria mówiąc mu przez telefon, że kocha go nie całkiem jako teściowa, będzie robiła zakusy na jego osobę. Wyszło na to, że jego przypuszczenia szybko znalazły potwierdzenie, a zakusy na jego osobę robi nie tylko jego przyszła teściowa. Widocznie obie siostry dla dodania sobie animuszu, wypiły po parę mocnych 'szprycerów', w których pewnie bardzo oszczędnie gospodarowały wodą. Bił się z myślami, bo z jednej strony chciał być w porządku wobec Victorii, którą autentycznie kochał, ale z drugiej, pewnie jak każdego mężczyznę w jego wieku rajcowała myśl, że dwie niebrzydkie, dojrzałe kobiety, do tego siostry, jedna niewiele od niego starsza, a druga przyszła teściowa dążą do kontaktu z nim i to nie w celach konwersacyjnych.
- Robercik, nie kryguj się, ściągaj gacie i ładuj się do nas - ponagliła, widząc, że nie bardzo pali się do spełnienia jej życzenia.  
- A z Victorią sama porozmawiam, gdyby ci z tego powodu robiła jakieś wyrzuty - dodała.
- A co, jeżeli Andrei zechce, podobnie jak wy, skorzystać z wanny i pofatyguje się do góry -
próbował jeszcze bronić się i wskazywać możliwe przeszkody czy bariery, uniemożliwiające mu wejście do łazienki, kiedy one w niej przebywały.
- Mario, nie masz przypadkiem wrażenia, że chcesz zdradzić męża i to z własnym zięciem? - aby ją odwieść czy zniechęcić do pomysłu wspólnej z nim 'zabawy', postanowił zagrać z nią 'va banque', ale to na Marię wcale nie działało.
- Robercik, zięciu, przywiozłeś nas do siebie, to teraz zajmij się swoimi gośćmi, jak należy. Gość nie świnia i swoje prawa ma. A o Andrei'u nie myśl i nie przejmuj się nim, bo pewnie przewraca się już na drugi bok i z wyra końmi go nie wyciągnie. On swój 'instrument' używa już najchętniej do sikania  - powiedziała i energicznym krokiem podeszła do Roberta, objęła go za szyję i pociągnęła za sobą. Weszli oboje do łazienki i Maria rozpięła mu piżamę i zdjęła z niego najpierw górę, a potem spodnie od piżamy, dotykając raz po razie kutasa, który zareagował jak u każdego młodego mężczyzny na widok dwóch nagich, apetycznych kobiet. Violetta widząc nagiego Roberta, ze stojącym dumnie kutasem, nie wytrzymała. Podniosła się i podeszła do nich, też na trochę chwiejnych nogach, zabierając się od razu za jego sztywniaka.
- Ja pierdzielę, nie pamiętam już, kiedy trzymałam w ręku taki piękny 'instrumencik' - zachwycała się kutasem Roberta, obracając i miętoląc go w ręku jak przedmiot do zabawy.
- Kurde, nie wytrzymam, muszę go mieć w sobie, ale najpierw go trochę 'podoję' - powiedziała i pociągnęła go do obrzeża wanny, przysiadła i bez zbędnych ceregieli wpakowała go sobie w usta, rozpoczynając jego 'obróbkę'. Robert zaskoczony jej słowami i tym, co zaczęła wyprawiać z jego kutasem, nawet nie zdążył zaprotestować, kiedy zaanektowała jego kutasa.
Robiła to z dużą wprawą, tak, że Robert miał mieszane uczucia, z jednej strony dyskomfort, że 'zdradza' Victorię, a z drugiej dużą przyjemność, bo to co Violetta wyczyniała z jego kutasem, to był majstersztyk. Wirując językiem wokół główki, drażniąc wędzidełko i stosując głębokie 'połykanie' doprowadzała go prawie na szczyt, by po chwili zwalniając tempo, nacisk i ruchy języka obniżać jego podniecenie, chcąc wydłużyć maksymalnie czas zabawy i swojej radochy czy przyjemności. Kiedy kolejny raz doprowadziła go do zenitu, wyczuła, że może wytrysnąć, a chciała go chociaż przez chwilę mieć w sobie, więc wypuściła go z ust, odwróciła się do niego tyłem i wspierając się na rękach o obrzeże wanny, wyeksponowała mu swój 'skarb' mokry i błyszczący od jej soków, trzepocząc apetycznym tyłkiem. Nie mógł nie skorzystać, bo był już tak podniecony, że sam widok wyeksponowanej cipki, mógł go doprowadzić do wytrysku. Wjechał więc z impetem do jej studzienki, dobijając jednym pchnięciem do jej dna, aż stęknęła.
Wysunął się więc na całą długość i powtórzył 'wjazd'. O to jej chyba chodziło, bo pochwyciła go  jedną ręką za pośladek i przyciągała do siebie z dużą siła, dobijając się dodatkowo do niego kuprem, jęcząc i stękając niemiłosiernie po każdym jego pchnięciu. Podłożył ręce pod jej kształtne i jędrne piersi, podtrzymując ją, a jednocześnie pieszcząc i miętosząc jedwabisto gładkie półkule. Czując się zabezpieczona przed upadkiem, jedną ręką go przyciągała, a drugą wsunęła pomiędzy nich, drażniąc i zabawiając się jego kuleczkami. Czując. że zaraz dojdzie, uprzedził ją o tym.
- Możesz kończyć we mnie, biorę tabletki - powiedziała zdyszanym, rozedrganym głosem.
Poszedł więc na całość i już bez żadnych wewnętrznych ograniczeń czy obiekcji, rżnął to chętne i oddane mu ciało z cała energią jaką posiadał. Jazgot, jęki i mlaski ich ciał słyszane były chyba w całym domu. Żadne z nich tym się już nie przejmowało. To była już w czystym wydaniu 'łomotanina', z której każde z nich chciało uzyskać jak najwięcej przyjemności dla siebie. I nie tylko oni, bo Maria, która obserwując i słysząc reakcje 'rżniętej' przez Roberta siostry, powolnymi ruchami pieściła swoją cipkę, widząc jednak z jaką pasją 'dogadza' jej siostrze Robert, dostosowała swoje pieszczoty do podobnej intensywności, a jej jęki i ciche mruczenie zamieniało się stopniowo w coraz głośniejsze wrzaski, kiedy dotykała swoich szczególnie wrażliwych 'punkcików' w kroczu czy na piersiach. Pierwsza doszła Violetta, sygnalizując to głośniejszym jękiem oraz wyrzutem i wygięciem ciała w łuk. Gdyby jej Robert nie podtrzymał, mogło się to dla niej niezbyt dobrze skończyć, tym bardziej, że prawie w tym samym czasie doszedł i on, tyle że z większą świadomością. Wpompował więc w Violettę sporo nasienia, które po wysunięciu się z niej Roberta, zaczęło się z niej wylewać i spływać po wewnętrznej stronie ud. Kiedy doszła do siebie i odzyskała swój vigor, uśmiechnęła się do niego i mocnym pocałunkiem podziękowała, za nieco może wyczerpujące, ale i przyjemne doznania oraz emocje.
- Robert, przejebałeś mnie tak, jak nikt inny w moim życiu. W cipce, która zrobiła się chyba o kilka numerów większa,  mam chyba gejzer, bo gorąco wprost bucha ze mnie - Violetta dość dosadnie i obrazowo oceniła ich 'zapasy' oraz stan swojej cipki, przerżniętej bezlitośnie przez Roberta. Maria, która tarmosiła i drażniła swoją cipkę może z mniejszą energią, ale w końcu też skutecznie, doszła również. Po wyciszeniu emocji, popatrzyła krytycznie na swoją siostrę.
- Violetta, ty nie nadajesz się do tego typu zabawy w domu. Darłaś się tak, jakby Robert nie rżnął cię kutasem, ale łańcuchową piłą - zaczęła żartobliwie strofować siostrę Maria.
- Byłam chyba na dobrym rauszu, ale jak zaczęłaś się wydzierać, to wytrzeźwiałam momentalnie. Słychać cię chyba  było nie tylko w całym domu, ale z parę kilometrów dalej - dogryzała siostrze.
- Pobudziłaś pewnie wszystkich w domu i okolicy. Ciekawe, jak jutro wytłumaczysz córkom, ale nie tylko im, swoje wrzaski w środku nocy? - ciągnęła nieubłaganie.
- Przestań Mario, już nie chce mi się tego słuchać. Sama wydzierałaś się nie tak dawno jeszcze głośniej i nikt z tego sprawy nie robił. Sama wiesz, że dawno nie miałam chłopa, a Robert tak mnie przemaglował, że będę to czuła pewnie z miesiąc. Robercik, przepraszam cię, nie mówię tego, że mam ci to za złe, bo sama tego chciałam, ale chcę uświadomić mojej siostrze, że gdyby ona była rżnięta z taką energią, to jej wrzaski słyszeliby w Tinca, bo ma mocniejszy głos ode mnie - Violetta w końcu nie wytrzymała gderania siostry.
- Moje miłe panie! Przestańcie sobie dokuczać, bo wszyscy tego chcieliśmy, dom jest dość dobrze izolowany i wytłumiony, więc nie sądzę, żeby 'odgłosy' naszej zabawy słychać było dalej niż do sypialni, więc jeżeli ktoś mógł to słyszeć, to tylko Victoria, o ile nie śpi. I tyle - Robert zabrał też w końcu głos, bo nie chciał, aby z niewinnej, żartobliwej rozmowy, zrodził się jakikolwiek konflikt pomiędzy siostrami.
- Ponieważ zrobiło się dość póżno, proponuję na tym zakończyć nasze spotkanie w dniu dzisiejszym, bo mamy przed sobą jeszcze kilka wspólnych dni, więc wszystko może zdarzyć czy wydarzyć się - dodał, dając do zrozumienia obu siostrom, że chętnie udałby się na odpoczynek i im radziłby to samo.
- O nie mój zięciu. Nie będziesz miał sumienia zostawić mnie w tym stanie. Ja też pragnę twojego kutaska i nie po to całą drogę o tym marzyłam, abym teraz poszła grzecznie do łóżka - Maria wypowiedziała te słowa z pasją, ale dość żałosnym, nie pozbawionym jednak nadziei  głosem.
- Violetto dostałaś to, co chciałaś, nawet z nadwyżką, teraz więc kuruj tę swoją cipkę, która, jak sama przyznałaś, nie miała jeszcze do czynienia z tak sprawnym kutasem. Żegnamy cię więc siostro czule i pora iść spać, a ja i Robercik idziemy do sypialni, o! Prawda Robercik?  - Maria bez owijania rzeczy w bawełnę, postawiła sprawę jasno i dobitnie.  
- To może oszczędźmy Victorię i pozwólmy jej spokojnie spać, a my przejdziemy do pokoju, który zajmuję. Ty widziałaś jak Robert pieprzy mnie, więc ja też chcę popatrzeć jak będzie pieprzył ciebie i czy ty też nie będziesz się drzeć - zaproponowała Violetta.
Obie popatrzyły na Roberta, co on o tym sądzi. A on po cichu marzył, żeby mu dały spokój i mógł przytulić się w końcu do ciepłego, pachnącego młodością ciała Victorii. Wiedział jednak, że Maria mu nie odpuści, tym bardziej, że widziała, z jaką pasją rżnął jej siostrę. Kiwnął więc głową, że  zgadza się z propozycją Violetty. Opłukali więc trochę swoje ciała i całą trójką przeszli do pokoju Violetty. Nie wiedzieli tylko jednego, że wrzaski Violetty obudziły nie Victorię, ale Mihaelę, która słysząc krzyki, rozpoznała głos mamy i sądząc, że dzieje się coś złego, przerażona pobiegła w stronę, skąd dobiegały wrzaski mamy. Uchyliła więc lekko drzwi do łazienki i zobaczyła, że mamie nie dzieje się krzywda, tylko wprost przeciwnie jest 'ładowana' czy 'zapinana' przez Roberta, przy asyście ciotki Marii. Obserwowała ich dość długo, jak zaczarowana, słuchając pełnych emocji jęków czy pokrzykiwania mamy i mlasków ich ciał. Widziała też błyszczącego od soków mamy pokaźnego kutasa Roberta, zagłębiającego się i wychodzącego z jej ciała oraz słyszała stęknięcia mamy przy każdym pchnięciu Roberta. Jej ręka mimowolnie wylądowała na jej szparce, a że ubrana była tylko w koszulkę nocną, dotykała szczelinki, która pod wpływem tego co widziała, była cała mokra od jej soczków. Widząc, jak Robert kopulując z mamą, miętosi i tarmosi jej kształtne piersi, drugą ręką zaczęła miętosić i drażnić swoje kuleczki. Zobaczyła i usłyszała, jak w pewnej chwili mama przyszpiliła Roberta do siebie, wydając przy tym głośny wrzask i znieruchomiała. Potem słyszała ich rozmowę oraz propozycję mamy, aby przenieśli się do zajmowanego przez nią pokoju. Tego nie mogła sobie odpuścić. Poznała rozkład pokoju mamy i wiedziała, że może ukryć się albo za ciężką zasłoną przy oknie, albo za komodą stojącą w rogu pokoju i tworzącą wygodną wnękę wraz ze stojącą przy drugiej ścianie szafą odzieżową. Wybrała wnękę, bo przecież nikt nie będzie w nocy szukał  czegoś po pokoju, ani przestawiał komody. Pobiegła więc do pokoju mamy i wpełzła z niejakim trudem do wnęki. Kucnęła i przez wąską szczelinę miała doskonały wgląd na pokój, w tym na  rozłożoną do spania sofę, sama doskonale ukryta w cieniu. Nie czekała długo. Po chwili do pokoju weszła cała trójka uczestników przyszłej 'zabawy'. Wszyscy troje byli okryci bardzo skąpo. Robert miał na sobie cienki, kąpielowy szlafrok, Violetta była w samych figach, a Maria w prześwitującej, kusej koszulce nocnej. Kutas Roberta był teraz nieco oklapnięty po 'wyczynach' z Violettą, ale to niedługo miała się zmienić. Kiedy obie siostry zrzuciły z siebie skąpe 'ubranka', jego 'przyjaciel' momentalnie zareagował na ich powaby. Violetta była nie tylko młodsza od Marii, ale również znacznie szczuplejsza i zgrabniejsza. Jej łono było pokryte podobnymi kędziorkami ciemnych włosów jak u Marii, ale przycięte w trójkącik i wygolone lub wydepilowane po bokach. To samo z pachami, Maria miała owłosione, a włoski lekko przycięte z długości, pachy Violetty były natomiast pozbawione owłosienia. O dziwo, tak zachowane owłosienie pasowało do sylwetki Marii, a do sylwetki Violetty pasowało dokładnie to, co było widać. Mihaela zafascynowana widokiem nagich ciał całej trójki, z niecierpliwością czekała na rozpoczęcie 'zabawy'. Nie czekała zbyt długo, bo była już dość późna pora i wszyscy byli już nieco zmęczeni wydarzeniami, więc Robert marząc w duchu o powrocie do sypialni, chciał jak najszybciej wywiązać się z 'obowiązku' gospodarza i zadowolić Marię. Kiedy położyli się na posłaniu, Robert chciał zająć pozycję pomiędzy nogami Marii, aby ją ponownie 'rozgrzać', ale ona miała inne plany. Podobnie jak Violetta też chciała pobawić się jego instrumentem i 'podoić' trochę Roberta, więc okraczyła jego ciało i przysunęła swoją cipkę do jego twarzy, a sama zajęła się jego kutasem, który lekko oklapnięty też czekał na 'rozgrzewkę'. Obserwująca ich z ukrycia Mihaela, widząc z jaką werwą ciotka obrabia kutasa Roberta, aby go przywołać do 'życia', sama doznała takiej 'chcicy', że jej ręka momentalnie wylądowała na mokrej z podniecenia cipce. Wkrótce usłyszała też pojękiwanie ciotki, której cipkę obrabiał Robert. Chcąc zrewanżować się Marii za niebywała przyjemność, jaką zaczął odczuwać pod wpływem jej ręki i ust, z nie mniejszą energią zaczął lizać i ssać jej łechtaczkę, chwytając ją wargami czy lekko podgryzając. Dodatkowo jedną ręką rozsuwał jej płatki, by jednym czy dwoma palcami drugiej wiercić i zagłębiać się w jej dziurkę, drażniąc również od czasu do czasu kakaowe oczko. Violetta obserwując ich zmagania, też nie siedziała bezczynnie lecz masowała i tarmosiła cipkę jedną ręką, a drugą miętosiła swoje piersi, pochylając się od czasu do czasu aby possać jednego czy drugiego sutka podniesionej do góry piersi. Mając przed oczami, ten erotyczny 'teatr' prezentowany jej przez mamę oraz ciotkę z Robertem, Mihaela 'nakręcała się' coraz bardziej, tłumiąc ręką głośny oddech czy pojękiwanie. A 'widowisko' powoli zbliżało się do końca. Maria 'rozgrzana' już prawie maksymalnie, zalewała wprost Roberta swoimi sokami, a 'dojąc' go nieustannie i obrabiając z wielką wprawą, doprowadzała jego jądra do stanu 'wrzenia'. Wyczuła, że tak jej, jak i jemu niewiele brakuje do 'szczytu', zmieniła pozycję i nabiła się na sterczącego kutasa, chcąc poczuć go chociaż przez chwilę w sobie. Nie przewidziała jednak, że była już w takim stanie, że kiedy poczuła rozpychającego się w jej cipce kutasa, ogarnął ją bezwład i totalne 'odjechanie'. Opadła na Roberta bez sił, niemiłosiernie jęcząc i stękając. Violetta widząc 'odlot' Marii, też niemal już 'dochodziła', kiedy usłyszała głośny jęk od strony szafy i komody oraz odgłos upadku, co spowodowało u niej zamiast orgazmu, uczucie paraliżującego strachu, pogłębionego tym, że komoda poruszana niewidzialną siłą, przesuwała się w ich stronę...cdn...

14 840 czyt.
96%286
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 10717 słów i 60500 znaków. Tagi: #goście #dom #erotyka #podglądaczka

6 komentarzy

 
  • Emeryt

    Emeryt · 13 kwi 2017 · 202083574

    A czekam tylko na ciąg  dalszy "goło i wesoło", oraz aby  
    victoria przypomniała Marii że tu nie jest Tinca, ale tym razem to ona jest gospodynią .  Pozdrawiam i życzę spokojnych świąt oraz w dalszym ciągu tak wspaniałej weny.

  • Zainteresowany

    Zainteresowany · 13 kwi 2017 · 193195863

    Powinieneś zmienić nazwę na Polsat bo ucinasz w najlepszym momencie ???? Super opowiadaniw

  • Robert72

    Robert72 · 12 kwi 2017

    Podobało się mi bardzo, całe opowiadanie świetne. Trochę brak mi zgody   przyszłej małżonki.

  • ghost

    ghost · 11 kwi 2017 · 202084613

    chętnie przeczytam o wielkiej orgii w tej rodzince... Robercik zalicza wszystkie panny ustawione w słoneczku... A może senior rodu też dołączy do igraszek... (w końcu w dzisiejszych czasach mamy viagrę :-))

  • gepi

    gepi · 11 kwi 2017 · 274273653

    Witam. Po pierwsze musiał bym Cię okrzanić, zapytasz dlaczego? Ano po przeczytaniu tekstu przez  małżonkę i następnie córkę zobaczyłem w ich oczach łzy, po prostu popłakały się. Tak między nami nienawidzę jak kobieta płacze. Jak już pisałem to opowiadanie ma sens samo w sobie, a reszta to dodatki. Jak powiedziała kiedyś jedna z celebry-tek „chylę głowę przed twoim talentem". Czekamy na dalsze losy Viktori i Roberta. Pisze z telefonu i mogą być przekłamania w literach.  Pozdrawiam i życzę spokojnych świąt.

  • stoper

    stoper · 11 kwi 2017

    nie lubię tych momentów ze starszymi ale ten pomysł z podglądaniem super. a to co masz cenzora w domu czy raczej krytyka? z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział