Olivia, Victoria II - cz. XIII

Oczekiwanie Victorii i Mihaeli na Roberta przedłużało się, a jego jak nie było, tak nie było. Nie było też Olivii i Violettiny. Tymczasem Robert po wyjściu Mihaeli, dokończył toalety i założył t-shirt oraz spodenki. Przeszedł do sypialni i nie widząc w niej ani Victorii ani Mihaeli, uznał, że być może obie poszły budzić Olivię i Violettinę. Było dość ciepło, więc nie ubierając nic więcej, udał się do pokoju zajmowanego przez obie nastolatki. Zapukał. Nic, zero odzewu. Zapukał drugi raz. Tak samo. Nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się. Obie dziewczyny spały, pogrążone w spokojnym, głębokim śnie. Odkryte, w krótkich, podwiniętych koszulkach prezentowały wszystkie powaby swoich obnażonych, młodych ciał. Mimo, że nieraz już widział ich nagie ciała, zareagował jak każdy mężczyzna, więc poczuł się głupio, bo to, że nie zamykały drzwi od pokoju na klucz czy zatrzask, świadczyło o ich pełnym zaufaniu do reszty mieszkańców, w tym i do niego, jedynego mężczyzny w tym apartamencie. Odstąpił więc od zamiaru budzenia ich, odwrócił się i zamierzał wyjść z pokoju, kiedy usłyszał głos Olivii;
- Mamy wstawać, tak Robercie? - odezwała się cichym głosem Olivia. Słysząc jej głos, odwrócił się i zobaczył, jak przeciąga się i uśmiecha do niego. Odwzajemnił uśmiech, a Olivia poderwała się z tapczanu i podbiegła do niego. Przytuliła się, a potem wspięła się na palce, pochwyciła jego głowę i przywarła ustami do jego ust, jak stęskniona kochanka, po upojnej nocy. Odwzajemnił pocałunek, uchylając wargi, więc wdarła się językiem w głąb jego ust, całując go dziko i z pasją. Poczuła, jak jego kutas bodzie ją po brzuchu, więc nie namyślając się wiele, wsunęła rękę w jegp spodenki i objęła dłonią jego pokaźnego już kutasa, który nie bardzo mieścił się w jej drobnej dłoni, prężąc się, jakby rzeczywiście poczuł jej obnażoną cipkę, bo całując się z nim, podciągnęła w górę kusą koszulkę nocną.
- Nie chciałbyś mnie bzyknąć na 'dzień dobry'? - powiedziała, jakby prosiła go o lizaka.  
- Olivio, przyszedłem, bo myślałem, że Victoria jest u was - Robert próbował ją zmitygować, chociaż jego kutas wiedział swoje. Na widok obnażonych, młodych cipek stał na 'baczność' i oczekiwał na decyzję swojego 'pana'.
- Chodź ze mną! - powiedziała i wzięła go za rękę, pociągając go do łazienki. Nie bronił się już. Wiedział, że mu nie odpuści, jej zamglone od podniecenia oczy mówiły same za siebie.
Weszli do łazienki i Olivia usiadła na sedesie, cały czas trzymając jego rękę, jakby bała się, że jej ucieknie. Wysikała się, podtarła papierem i spuściła wodę. Potem ściągnęła swoją koszulkę i jego spodenki, obniżając je poniżej kolan. Podniósł nogę, potem drugą i już był bez spodenek. Wsparła się o krawędź wanny, wypinając w jego kierunku swój dziewczęcy, zgrabny tyłeczek i eksponując mu nabrzmiałą od podniecenia cipkę. Poklepała się po niej, więc przybliżył się i przyłożył kutasa do bardzo już wilgotnej cipki. Ujęła go w dłoń, nawilżyła główkę w swoich 'sokach' i rozgarniając niecierpliwie wewnętrzne wargi wprowadziła go w szparkę, napierając mocno na niego. Nie chcąc sprawiać jej bólu, wpychał się powoli w nią, ale ona chciała go mieć głęboko w sobie już, więc nie czekała, tylko posykując lekko z bólu, napierała na niego całym ciałem, przyciągając przy tym ręką jego pośladek. Po kilkakrotnym wsuwaniu i wysuwaniu wchłonęła go całkowicie, otulając szczelnie kutasa swoim ciasnym 'futeralikiem'. Była bardziej aktywna od Roberta, który chciał to rozegrać delikatnie i z wyczuciem, ale jej to nie odpowiadało. Ona chciała ostrej jazdy i taką sobie zafundowała, dobijając do jego ud i wysuwając się na całą długość w dość szybkim tempie. Pochwycił jej drobne, ale ładnie już wykształcone piersi, gładząc to jedną to drugą i obrysowując różne figury na brodawkach, czy pocierając w palcach twarde jak kamyki sutki. Zaczęła dyszeć, stękać czy pojękiwać, z każdym suwem kutasa przybliżając się do finału. Była bardzo ciasna, więc Robert zdawał sobie sprawę, że ostra 'jazda' pewnie sprawia Olivii tyle samo bólu co przyjemności, ale ona nie odpuszczała, ba, uznała, że Robert zbyt delikatnie pieści jej nie do końca rozwinięte piersi, więc położyła swoją dłoń na jego ręce i mocno dociskając czy zaciskając jego palce na sutkach, zasygnalizowała mu, że chce bardziej brutalnego miętolenia jej cycków. Nie podejrzewał Olivii o masochizm, ale niektóre jej zachowania czy cechy świadczyły, że lubi robić pewne rzeczy na granicy bólu i przyjemności. Kiedy chciał zwolnić, bo czuł jak jego kutas brutalnie przedziera się przez jej ciasną cipkę, to ona ręką, którą trzymała na jego pośladku, a także dopychając się do jego ud, domagała się wręcz aby wpychał się i wysuwał coraz szybciej czy mocniej. Chciał mieć to z głowy, więc dostosował się do jej niewypowiedzianych życzeń i zaczął 'rżnąć' jak dojrzałą kochankę, nie bawiąc się już w żadne subtelności, wywołując raz po raz albo posykiwania albo pomruki. Olivia dochodziła, a Robert robił, co mógł, aby stało się to możliwie szybko. W pewnym momencie dopchnęła się mocno do niego, jęknęła i z głośnym westchnięciem znieruchomiała. Przytrzymał ją mocno, aby nie upadła i nie uderzyła się o wannę. Oprzytomniała i wolnym ruchem odwróciła się do Roberta.
- Cipkę mam obolałą, ale czuję się bardzo, bardzo zadowolona. Jesteś kochany szwagierku i wiesz też, jak bardzo cię kocham - mówiąc to, szybkimi całuskami po buzi dziękowała mu za doznania.  
- To teraz ja idę szukać Victorii, a ty postaraj się obudzić Violettinę i spróbujcie w miarę szybko ogarnąć się. Będziemy czekać na was w pokoju dziennym - powiedział pogodnym, ciepłym głosem i wyszedł z łazienki do holu, a nie do pokoju. Nie chciał ryzykować powtórki 'z rozrywki' i spotkania z Violettiną. Wszedł do pokoju dziennego, gdzie czekały na niego Victoria z Michaelą.  
- No, nareszcie! Już zamierzałam iść po ciebie, bo pomyślałam, że coś się stało - odezwała się Victoria z wyraźną ulga w głosie.  
- Po wyjściu Mihaeli podszedłem do pokoju Olivii i Violettiny, zobaczyć czy się obudziły, ale spały sobie w najlepsze, więc zamierzałem wyjść i iść do was, aby to któraś z was je obudziła, bo niby dlaczego to ja miałem być tym najgorszym, co to wyrywa je ze snu? - Robert zaczął im zdawać relację w żartobliwym tonie.  
- Chyba jednak nie zrobiłem tego najciszej, bo byłem już prawie w drzwiach, kiedy usłyszałem głos Olivii;
- Mamy wstawać, tak? Zapytała i podbiegła do mnie. Była już trochę nabuzowana, więc nie dała mi szansy na oddalenie się. A co było dalej, to możecie dośpiewać sobie same  - dodał ze śmiechem.
- Tak przypuszczałam! Oj Robercie, Robercie! Co ona bez ciebie zrobi, kiedy skończy się ten miesiąc? - udała zatroskanie Victoria, mówiąc neutralnym tonem.
- Ja już sama nie wiem Mihaelo, czyim mężem jest Robert, moim czy Olivii? - skwitowała żartobliwie, bez cienia złości czy zazdrości, relację Roberta Victoria.
- A Violettina? Jej nie musiałeś bzyknąć? - zapytała jeszcze, podtrzymując żartobliwy ton.  
- Nie, udało mi się zwiać z łazienki przez drzwi do holu, bo pewnie wracając przez pokój, mogłem mieć przechlapane. Być może, że Violettina czekałaby na mnie - odparł ze śmiechem Robert. I miałby rację, bo Violettina rzeczywiście czekała, że wejdzie do pokoju, bo słyszała jego głos dochodzący z łazienki i odgłosy wydawane przez Olivię w trakcie 'mycia' pleców. Aby skusić Roberta lub przynajmniej sprowokować określoną sytuację, ściągnęła koszulkę i naga czekała, aż Robert się pojawi. Widząc, że raczej nie doczeka się na Roberta, weszła do łazienki. Olivia kończyła się myć.
- Esti singur, si Robert unde ...? (Jesteś sama, a Robert gdzie…?) - zapytała, ale widząc drugie drzwi prowadzące do holu, sama sobie odpowiedziała. Usiadła na sedesie i wysikała się.
- Musimy się szybko ogarnąć, bo czekają na nas w gościnnym pokoju - odezwała się Olivia zadowolonym głosem, natomiast Violettina skrzywiła się.
- Văd că ești fericit, pentru că te-a lovit (widzę, że cieszysz się, bo cię bzyknął) - powiedziała.
- Nie bardzo chciał, ale lubi mnie, to fakt - odparła, śmiejąc się Olivia, nie odpowiadając Violettinie wprost.
     Ponaglana przez Olivię, Violettina podobnie jak Olivia dość szybko ogarnęła się i razem podeszły do gościnnego pokoju, gdzie Victoria z Robertem i Mihaelą czekali na nie. Udali się na śniadanie, a po śniadaniu powrócili do apartamentu.  
     Victoria zapukała do apartamentu rodziców i kiedy Marica otworzyła jej drzwi, przywitała siostrę buziakiem  i zapytała czy byli już na śniadaniu. Marica potwierdziła, że są już po śniadaniu i wszyscy czekają na nią w pokoju gościnnym. Weszła razem z nią do pokoju i przywitała się buziakami z rodzicami, a potem z siostrą Andreą i ciotką Violettą, ponieważ Elena na jej widok odwróciła się, a kierowca busa ukłonił się na powitanie. Victorii zrobiło się przykro, widząc zachowanie Eleny. I nie tylko jej. Zobaczyła minę rodziców i ciotki Violetty, bo najmłodsze siostry nie zdawały sobie jeszcze sprawy, jak zachowanie Eleny psuje relacje ich rodziny z człowiekiem, od którego zależy ich los, czyli od męża Victorii, Roberta.  
- Tak jak mówiłam, my podjedziemy do Oradea, załatwić sprawę z busem, a wy możecie odwieźć Elenę do Tinca lub pojechać do Parku Hortobagy. Nie wiem, czy wrócimy dzisiaj  do hotelu, więc chciałam zapytać, jak stoicie z kasą? - podsumowała swoją wypowiedź Victoria.  
- Victorio, nam tutaj nie dzieje się żadna krzywda i kiedy was nie będzie, nie mamy zamiaru nigdzie wyjeżdżać. Atrakcji jest tutaj dość, a ponieważ wszystko mamy opłacone, więc pieniędzy, które mamy, wystarczą nam spokojnie do końca miesiąca, a w razie czego pożyczymy od Violetty. Tak więc nie musicie się martwić o nas. Jedźcie sobie spokojnie i odpoczywajcie w sposób, który wam odpowiada i pasuje. My sobie tu na was poczekamy, a nawet gdybyście nie dojechali, to mamy czym wrócić do domu. A co do Eleny, to nie zaprzątajcie sobie nią głowy. Nie wiem, co jej odbiło, ale albo zastosuje się do ogólnie przyjętych reguł, albo wolna droga. Jak czuje się tak bardzo samodzielna, to może nawet pieszo iść do Tinca. Przykro nam, że tak się zachowuje, ale jest już prawie dorosła i nie mamy zamiaru postępować z nią jak z małolatką. Życzymy więc wam szerokiej drogi i miłego odpoczynku - zakończyła swoją wypowiedź Maria i podeszła do Victorii, obejmując ją serdecznie i dziękując za wszystko tak jej, jak i Robertowi. Victoria pożegnała się więc ze wszystkimi buziakami i życząc im wzajemnie miłego wypoczynku, wróciła do pokoju w ich apartamencie.  
     Przekazała Robertowi, Olivii i kuzynkom to, co usłyszała od mamy wraz z pozdrowieniami, dając hasło do wyjazdu do Oradea. Zebrali się więc i po niedługiej chwili byli już w drodze do Oradea. Dotarli do firmy przewozowej, gdzie Robert przedłużył i opłacił wynajem busa, tak jak było ustalone, do dwudziestego ósmego sierpnia, a potem zrobili uzupełniające zakupy wiktuałów do kampera i zasiedli do wspólnej narady, co do sposobu dalszego spędzenia czasu. W pewnej chwili Victoria spojrzała na Roberta, jakby sobie coś przypomniała.
- Robercie, upłynęło już trochę czasu od naszego wyjazdu z Polski. Nie ciekawi cię, jak sobie radzą tam bez ciebie? - zapytała jakby od niechcenia. Robert popatrzył uważnie żonie w oczy.
- O ile znam cię, to nie mówisz tego bez jakiegoś powodu? Możesz nas objaśnić, co masz na myśli? - zapytał z uśmiechem.
- Prawdę mówiąc, to najchętniej wróciłabym do naszego domu, ale nie chcę cię teraz do tego namawiać Robercie, bo polubiłam Małgosię i nie chciałabym popsuć jej wakacji, bo za taki uważa i tak określiła pobyt swojej rodziny w naszym domu. Nie chcę powtórzyć po raz drugi tego, co zrobiłam swojej  rodzinie przez swoją chwilową niedyspozycję. Poza tym, mając do dyspozycji tak komfortowo wyposażonego kampera, jakim w tej chwili dysponujemy, nie widzę takiej potrzeby, aby niepokoić niepotrzebnie Małgosię i jej rodzinę. A pytam dlatego, bo z tego co wiem, dysponujemy łącznością komórkową i satelitarną, a z żadnej dotychczas nie  korzystaliśmy. Nie wiem jak ty Robercie, ale ja z chęcią porozmawiałabym z Anią czy Małgosią, co u nich słychać, co dzieje się w firmie?  A poza tym, po prostu i po ludzku przykrzy mi się i tęsknię za nimi, nie mówiąc o tym, że dawno nie słyszałam ich głosu - zakończyła swój wywód Victoria.
- Mnie też tęskno za panią Małgosią i panią Anią - podtrzymała ton Victorii Olivia. Robert popatrzył na nie uważnie i uśmiechnął się, bo nie ukrywał, że miło mu się zrobiło, że tak Victoria, jak i Olivia zatęskniły za jego współpracownicami w Polsce, jak również za domem.  
- Sądziłem, że jesteśmy w podróży, zwanej umownie 'poślubnej' i nie mamy co zawracać sobie głowy firmą i sprawami w Polsce, bo gdyby coś się działo, co wymagałoby mojego udziału, to na pewno próbowaliby nawiązać łączność z nami, ale jeżeli masz takie życzenie, to nie widzę przeszkód - to mówiąc Robert sięgnął do przedniego schowka i wyjął telefon satelitarny Thuraya, pozwalający na swobodny dostęp do telefonii stacjonarnej czy komórkowej we wszystkich krajach europejskich. Włączył telefon i stwierdził, że jest jeszcze  naładowany w 80 procentach. Wybrał nr telefonu w swoim sekretariacie i podał Victorii.
- W tym samochodzie nie ma rzeczy niemożliwych i z tego co wiem, mamy opłacony ważny abonament na trzy miesiące, więc możesz rozmawiać tak z Anią, jak i z Gosią - powiedział. Faktycznie, po chwili Victoria usłyszała głos Małgosi, która nie skojarzyła, kto dzwoni z numeru, jaki wyświetlił się jej na konsoli.
- Witaj Małgosiu! Mówi Victoria! - odezwała się, kiedy Gosia przedstawiła się. Wrzask jaki wydała z siebie Małgosia, usłyszeli wszyscy obecni w kamperze. No i zaczęło się. Gosia rzucała pytaniami z szybkością karabinu maszynowego, nie dając szans Victorii na bieżące odpowiedzi. Gdzie są? Co robią? Jak się czuje? Czy jest zadowolona? Czy ma kontakt z rodziną?..... W końcu chyba zreflektowała się, lub została przez kogoś zmitygowana, bo zrobiła przerwę i dopuściła do głosu Victorię.
- Gosiu, przede wszystkim witamy cię czy was oraz przekazuję pozdrowienia dla was wszystkich od wszystkich, co są ze mną w kamperze, czyli od Roberta, Olivii i naszych kuzynek; Mihaeli i Violettiny. Podobne pozdrowienia przekazuję od naszych rodziców, Eleny, najmłodszych sióstr oraz cioci Violetty, którzy w tej chwili przebywają w uzdrowisku w  Hajduszoboszlo. Co do naszej podróży, to mieliśmy ruszyć w Polskę i pozwiedzać trochę ciekawych miejsc na południu Polski, ale Robert dał mi się namówić na wyjazd do Tinca i zabranie w dalszą podróż moich dwóch sióstr oraz kuzynek, którym w ten sposób chciałam w jakiś sposób wynagrodzić, spapranie ich wakacji w naszym domu w Polsce swoją chwilową 'niedyspozycją' w dniu ślubu. Obecnie jesteśmy w Oradea i zamierzamy trochę pozwiedzac to piękne, dwustutysięczne miasto, zwane z łacińska Varadinum, a przez Polaków Waradynem. Potem ruszymy w teren zwiedzić ciekawsze miejsca w okolicach Oradea. Ale teraz powiedz Gosiu, co słychać u was? Jak czujecie się w naszym domu i czy czasem nie macie dość tej 'opieki' nad tą chałupą i jej otoczeniem? - zapytała żartobliwie. Słuchała przez dłuższą chwilę, co mówiła Gosia, a potem podała telefon Robertowi;  
- Ania chce rozmawiać z tobą, coś pilnego - powiedziała. Robert przejął telefon i powitał Anię. Przez chwilę słuchał słów Ani.  
- A Rafał też tak uważa? Przecież jest moim pierwszym zastępcą i posiada wszelkie moje pełnomocnictwa do zarządzania, reprezentowania i podejmowania decyzji, tak operacyjnych, jak i strategicznych. Więc w czym problem? - rzucił pytanie do słuchawki. Przez chwile słuchał spokojnie wywodów Ani.
- To co z tego, że to jest moja firma, wy też jesteście udziałowcami, byliście i jesteście ze mną od początku - tłumaczył i wyjaśniał, zbijając argumenty Ani.
- Aniu poczekaj! Porozmawiam z Victorią i pozostałymi dziewczynami, bo one też muszą się zgodzić na to - rzucił do słuchawki.
- Rafał i Ania chce, abym pojawił się w firmie i podpisał osobiście prospekt emisyjny spółki przed wysłaniem go do KNF - oznajmił Robert obecnym w kamperze, przysłuchującym się uważnie jego rozmowie i obserwującym go; Victorii i pozostałym dziewczynom.
- Robercie, czy to oznacza, że gdybyśmy nie połączyli się z nimi, to nie byłoby problemu, tak? - zapytała Victoria cicho, patrząc na niego z zagadkowym uśmiechem na ustach, tak jakby zadowolona z faktu, że być może Robert zdecyduje się na podróż do Polski, trasą, która za każdym razem budziła w niej tak niesamowicie sentymentalne emocje.
- I co teraz z tym zrobisz? - dodała, zwracając się do Roberta głosem, który zmusił go do zwrócenia na nią uwagi. W jej oczach wyczytał niemą prośbę; jedźmy, i to zaraz!  
- No cóż, wygląda na to, że chyba będziemy musieli pojechać - odezwał się wesoło.  
- A za zwiedzanie Oradea i kolejnych ciekawych miejsc w Rumuni zabierzemy się zaraz po powrocie z Polski, chyba, że zdecydujecie inaczej - powiedział Robert, za co dostał od Victorii słodkiego całusa.
- A to za co? - zapytał, udając, że nie zrozumiał jej spojrzeń i zakamuflowanych intencji.
- Za twoje dobre serce! Za to, że tęsknisz za Polską, za firmą, za swoimi przyjaciółkami czy przyjaciółmi będącymi przy okazji twoimi najbliższymi współpracownikami w firmie, tak samo jak ja czy Olivia - powiedziała Victoria, ujęła jego twarz i wycisnęła ponownego całusa, ale z języczkiem i oderwała się dopiero wtedy, kiedy zobaczyła, że zaczął sinieć z braku oddechu.
- Chciałaś mi podziękować czy udusić? - zapytał z uśmiechem, kiedy odzyskał oddech.  
- Tłumacz to sobie, jak chcesz Robercie, ale najpierw pojedziemy w znajome miejsce, bo chcę się tam z tobą pokochać i pokazać moim kuzynkom urocze miejsce, dla mnie szczególne, bo tam najpierw coś się dla mnie skończyło, ale niewiele później zaczęła się dla mnie najwspanialsza przygoda życia, o ile jeszcze pamiętasz o tym Robercie? - powiedziała ze wzruszeniem i szklistymi oczami. Zagarnął ją ramieniem i kiwnął na Olivię, a kiedy przybliżyła się, ogarnął ramieniem również i ją, przytulając je do siebie. Zobaczyli nieme pytanie w oczach Mihaeli i Violettiny.
- Chciałam wam to wyjaśnić, jak już tam znajdziemy się, ale widząc wasze ciekawskie spojrzenia, nie będę was trzymać w niepewności. Przed wyjazdem do Polski z waszym tatą a naszym wuyjkiem, chodziłam dość długo z chłopakiem imieniem Claudio. Był fajny, ale miał bardzo wybuchowy charakter i był strasznie zazdrosny. Traktował mnie prawie jak swoją własność. Nie wolno mi było nigdzie wychodzić, umawiać się z koleżankami, nie mówiąc o kolegach czy jakichkolwiek chłopakach. To on przywiózł mnie tam i pokazał to miejsce. I pewnego razu pojechaliśmy tam oboje i Claudio rozpoczął ze mną kłótnię o rozmowę z moim kolegą. Pokłóciliśmy się tak bardzo, że kiedy powiedziałam mu, że nie jestem jego własnością i będę rozmawiać z każdym, z kim mi się spodoba, sprał mnie i popodbijał oczy. Rozstałam się z nim, więc zaczął łazić za mną, przepraszać, a potem grozić. Poskarżyłam się więc temu koledze, że Claudio nie daje mi żyć. Ten go gdzieś tam wyzwał na honorowy  'pojedynek', a że coś tam ćwiczył i był sprawniejszy od Claudio, sprawił mu niezłe lanie, a ja  od tego czasu miałam spokój, ale i dość chłopaków. Z tego też względu zgodziłam się na wyjazd do Polski, zabierając ze sobą również Olivię, a co było dalej, to już wiecie. Tak więc w tym zakątku zakończyła się dla mnie w sposób przykry znajomość z Claudio, ale niewiele później rozpoczęła się tak na poważnie moja znajomość z Robertem. Dlatego traktuję to miejsce w sposób szczególny i myślę, że podobnie jak Robertowi i wam również spodoba się to miejsce - zakończyła swoją sentymentalną opowieść o uroczym zakątku w lesie, niedaleko od miejscowości Les.
- Czy mój ukochany mąż będzie uprzejmy pofatygować się w to urocze miejsce tym wspaniałym samochodem i dopiero po spędzeniu tam, mam nadzieję, że przyjemnym dla nas wszystkich jakiegoś czasu, ruszyć dalej do Krakowa? - zwróciła się nieco patetycznym tonem do Roberta.  
- Ponieważ jestem urodzonym demokratą, pozwalam sobie zapytać pozostałe panie, czy jesteście za tym, abym spełnił to życzenie mojej żony i pojechał tam, gdzie sobie życzy? - zapytał Robert, podtrzymując mniej więcej ten sam ton co Victoria.
- Chyba nie sądzisz Robercie, że któraś z nas miałaby czelność sprzeciwić się życzeniu twojej ukochanej żony, a naszej najmilszej kuzynki - odpowiedziała w równie poważnym, co żartobliwym tonie Mihaela.  
- A więc nie pozostaje mi nic innego, jak zastosować się do waszego życzenia - skwitował Robert dyskusję i ustawił GPS na trasę; Oradea - Les, a potem stosując się do wskazówek lektora, w kilkanaście minut wyprowadził kampera na drogę wiodącą do Les i Tinca.
Dojechał do znajomego zjazdu w leśną drogę i po kilku minutach zatrzymał samochód nieopodal leśnej polany. Pogoda dopisywała; było słonecznie i ciepło, więc zabrali koce oraz przygotowane napoje i po kilka kanapek na każdą osobę, organizując siedzisko w zacienionej części polany. Victoria z satysfakcją wysłuchała peanów obu kuzynek na temat piękna leśnej polany, pokrytej kwitnącą trawą, przybraną całym kobiercem kwitnących, różnobarwnych kwiatów, siejących zapachami i na wskroś leśnymi woniami, przy akompaniamencie urzekającego wprost śpiewu ptactwa leśnego, cieszącego się życiem, słońcem i temperaturą. Po rozłożeniu kocy, zaproponowała zrzucenie wierzchnich ciuchów i pozostania w bieliźnie, nie chcąc narażać Roberta na uzewnętrznianie 'męskiej' reakcji jego organu, na widok bardziej odkrytych atrybutów czy kobiecych powabów. Olivia uznała, że jej sugerowane przez Victorię ograniczenia w zakresie ubioru nie obejmują, zrzuciła z siebie wszystko i w stroju Ewy usiadła przy Robercie, siedzącym w spodenkach. Z lubością zauważyła, że jej ulubiony organ Roberta natychmiast przyjął pozycję 'obserwatora', próbując się wydostać z nogawki spodenek, wyraźnie ograniczających jego 'wolnościową' naturę czy 'obserwacyjną' pozycję. Bez słowa podeszła od przodu Roberta i nim się spostrzegł, jego spodenki przestały przeszkadzać swobodzie jego kutasa. Stał dumnie wyprężony w pozycji obserwacyjnej i ciekawie kiwał się na boki, jakby dziwił się, dlaczego tyle cipek czy cycków kobiecych chowa się w cieniu jakiś fatałaszków. Victoria widząc, że Robert nawet nie zareagował na to, co zrobiła z nim Olivia, uśmiechnęła się i również pozbyła się bielizny, uwalniając piersi i cipkę z osłony stanika czy majtek.  
- Dziewczyny, ściągać wszystko, bo kutas Roberta chce widzieć wszystkie cipki i cycki - rzuciła hasło do całkowitego pozbycia się bielizny, widząc, że Robert  nie ma zamiaru krygować się przed nimi i uznaje swoją nagość za coś naturalnego, mimo, że jego kutas żyje własnym życiem i stercząc dumnie, jakby zachęcał je, do jego podziwiania. Okazało się, że największy problem z pozbyciem się bielizny miała Mihaela, ale widząc, że jej młodsza siostra nie robi z tego żadnego problemu, po chwili dołączyła do tego prawie rodzinnego  klubu naturystów. Victoria zauważyła, że Olivia za chwilę na oczach wszystkich, po prostu zgwałci Roberta, bo sygnalizowała to niesamowitym podnieceniem i zamglonym spojrzeniem.
- Mihaelo i Violettino, to jeszcze nie wszystko. Chodźcie ze mną, to pokażę wam coś pięknego, co uzupełnia urokliwość tego miejsca - zwróciła się do obu kuzynek, sygnalizując zarazem Olivii, że daje jej określony czas na zabawę z Robertem. Olivia to zrozumiała i nie czekając, aż kuzynki znikną za ścianą krzewów, pochyliła się nad Robertem, okraczyła jego ciało, a potem przyklękła i ustawiła tyłek nad prężącym się kutasem. Ponownie zaskoczyła Roberta, bo nie zastanawiając się wiele nabiła się na niego, kilkoma ruchami wprowadzając jego kutasa w siebie. Robertowi było to już znane, więc nie zżymał się nad Olivią, ale widząc, że zaczęła 'pracować' i to dość intensywnie biodrami i tyłkiem, pochwycił jej cycki i zaczął miętolić, początkowo delikatnie, lecz w miarę upływu czasu coraz mocniej i brutalniej. A ona sama zaczęła coraz mocniej i głośniej dyszeć, jęczeć i postękiwać, aby w momencie, kiedy Robert przesunął rękę na wzgórek i zaczął drażnić jej łechtaczkę 'odlecieć'. Wrzasnęła głośno i znieruchomiała. Robert będąc również nieźle podniecony 'wyhamował', bo przecież na jego kutasa oczekiwały jeszcze trzy kolejne jego miłośniczki, w tym jego ukochana żona. …cdn…

4 komentarze

 
  • emeryt

    emeryt · 18 lut 2018 · 202081569

    @franek42. Długo nie komentowałem żadnego z twoich odcinków.  
    Muszę przyznać się Tobie,  że trzy z twoich opowiadań jakoś mnie bardzo przypadły do  gustu, a jedno nie. Co prawda czytam wszystkie odcinki twoich opowiadań, lecz musisz wziąć pod uwagę, że odpowiedni wiek ma swoje prawa i fanaberie. Przez twoje opowiadania, myślałem o tym że chcesz przekazać większości swoich czytelników, coś co  im podczas wspólnych kontaktów seksualnych umyka.  Kiedyś nawet zastanawiałem się, skąd u ciebie takie wszechstronne zainteresowania. A teraz proszę Cię o to abyś pisał tak dalej. Co prrawda nie komentuje dalszych odcinków twoja czytelniczka - SANTA -.  Lecz inni są nadal wierni twojej "zabawie piórem" i to jest pozytywnym efektem twojej twórczości. Pozdrawiam i czekam na kolejne odcinki.





    l

  • Robert72

    Robert72 · 5 lut 2018

    Warte czekania w każdym zdaniu. Robert ma określone upodobania i nawyki , dziwne dla mnie by było   żeby ciągle coś nowego. To jest bardziej naturalne .

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 · 4 lut 2018

    Witajcie
    Nie wiem jak Wy ale ja wujka bym wystawił. Tzn. zwabić go podstępem do jakiegoś klubu dla panów "nietypowych" :-) Jak go parę ray przelecą to mu się odechce stręczyć dziewczyny ( a tym bardziej kuzynki)

  • POKUSER

    POKUSER · 4 lut 2018

    Powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem lekkości Twojego pióra i ujawnianemu talentowi do opisu okolic, sytuacji czy zdarzeń. Choć do tego miodu dorzucę łyżkę dziekciu. Od jakiegoś czasu mam wrażenie że sceny sexu są prawie że identyczne. Dobrze że dorzuciłeś ciut ostrzejsze upodobania Olivii, trochę urozmaicenia się przyda. Pozdrawiam serdecznie