Olivia, Victoria - cz. XXII

Drodzy Czytelnicy!  

Gwoli wyjaśnienia i uprzedzenia nieprzyjemnych uwag czy niecenzuralnych zwrotów, uprzejmie informuję, że ten i następny fragment będą częściami wyjątkowo 'nieerotycznymi' i bardziej opisowymi, więc proszę o wyrozumiałość. Ponieważ traktuję to jako zabawę słowem, więc nie chcę ich pomijać, bo cała narracja straciłaby ciągłość a być może i sens. Jeszcze raz dziękuję za zainteresowanie i uwagę.

Olivia, Victoria - cz. XXII

Kiedy oni byli w drodze na uczelnię, Gosia wspólnie z Anią, którą wtajemniczyła w cała sprawę, wychodziły z siebie, aby załatwić jak najlepiej sprawę transportu rodziny Victorii do Polski. Obie zdecydowały, że dopuszczą do tajemnicy również Elenę, bo być może będzie potrzebna jej pomoc. Na początek postanowiły rozeznać możliwość wynajęcia transportu w Oradea w Rumunii, bo byłoby prościej podstawić samochód z odległości 30 km niż z Polski z odległości ok. 600 km. Ania wyszukała w komputerze firmę w Oradea w Rumunii wynajmującą busy wraz z numerem kontaktowym. Obie z Gosią uznały, że rozmowę powinna przeprowadzić Elena, bo Olivia ma jeszcze bardzo dziecinny głos, a to będzie przecież rozmowa biznesowa. Ania mówiła bardzo dobrze po angielsku, ale w Rumunii podobnie jak w Polsce znajomość języka angielskiego mogła być problematyczna, więc obie uznały, że pewnie łatwiej będzie dogadać się po rumuńsku niż po angielsku. Gosia udała się więc do sekretariatu ogólnego po Elenę. Elena była akurat sama w sekretariacie.
- Co, zostawiły cię samą, tak? - zapytała z uśmiechem.  
- Nie. Pani Teresa wyszła do archiwum, a ja czekam na telefon od Rafała, bo mam mu przekazać jakieś dane - odparła Elena.
- A reszta dziewczyn gdzie? Nieważne zresztą, ale pilnie potrzebujemy ciebie. Wobec tego podejdę do tego archiwum i zawołam Teresę - powiedziała i w tym momencie pani Teresa weszła do sekretariatu.
- Co się stało, że czekasz na mnie? - zwróciła się do Małgosi.  
- Chyba nie chcesz mi zabrać Elenki? - zapytała.
- Właśnie po to przyszłam. Robert zlecił nam nawiązanie kontaktu z firmą w Rumunii i musimy wykorzystać Elenkę za tłumacza - odparła Małgosia.
- Macie przecież Olivię - próbowała jeszcze bronić się Teresa.
- Olivia ma jeszcze dziecinny głos, a to będzie rozmowa biznesowa - argumentowała Małgosia.
- No trudno, jak mus to mus. Ale po załatwieniu sprawy wróci do mnie, tak? - upewniała się Teresa.  
- Jasne, że tak, chyba, że sama nie zechce - rzuciła zdawkowo Małgosia.
- Zadowolona jesteś z pracy tutaj Elenko? - zapytała Gosia Elenę.
- Oczywiście, że tak! - prawie wykrzyczała Elena.  
- Pani Teresa i inne panie są dla mnie bardzo miłe - dodała szybko.
- To dobrze! Jak nam pomożesz, będziesz mogła tu wrócić, tak szybko, jak tylko to będzie możliwe - powiedziała Małgosia i zagarnęła ramieniem Elenę.
- Chodź więc, bo Ania czeka. Załatwimy sprawę i wrócisz. A teraz Tereniu jak odezwie się Rafał, powiedz, że bardzo potrzebujemy go w firmie, to bardzo ważne - powiedziała i wyszły obie na korytarz.
- Elenko, musisz nam pomóc. Robert, który potraktował ślub cywilny z Victorią jako coś mniej ważnego, teraz doszedł do wniosku, że jednak dla Victorii to może mieć bardzo duże znaczenie, więc postanowił przywieźć waszych rodziców i siostry, aby byli obecni na ślubie. Czasu jest mało, bo ślub ma być we wtorek, a dziś mamy piątek - idąc korytarzem, Małgosia zapoznawała Elenę z meritum sprawy i wyjaśniała, dlaczego jest im potrzebna. Weszły do sekretariatu i zastały tam oczekujące na nich Anię i Olivię.
- Co tak długo? Już zaczynałam się niepokoić - oznajmiła Ania.
- A jak myślisz? Elena była sama w sekretariacie, a potem Teresa była niezbyt skora, aby zgodzić się puścić Elenkę i trochę to musiało potrwać. Ale do rzeczy. Elena nie wie jeszcze do czego jej potrzebujemy, bo nie zdążyłam jej wyjaśnić do końca całej sprawy. Elenko, tak jak mówiłam, Robert chce ściągnąć na ślub waszych rodziców i siostry. Potrzebny jest więc transport. Do tego Robert chce przyjazdem rodziców zrobić Victorii niespodziankę, więc musimy to wszystko utrzymać w tajemnicy do chwili dojazdu waszej rodziny do Krakowa. Ogarniasz to Elenko? - zapytała na koniec skonsternowaną nieco tym wszystkim Elenę.
- Tak, teraz zaczynam rozumieć. Potrzebny jest transport i zastanawiacie się, czy nie zamówić go w Rumunii, tak? - zapytała Elena, patrząc na Anię i Małgosię.
- Właśnie tak - przytaknęła Małgosia.
- Gdyby udało się zamówić jakiś duży, wygodny samochód lub bus w Rumunii, byłoby łatwiej i szybciej podstawić go waszej rodzinie, jutro ok. godziny 10.00, tak jak obiecał to waszej mamie Robert. Mamy piątek, a więc bardzo mało czasu na załatwienie takiej poważnej sprawy. A nie chciałybyśmy zawieść Roberta - dodała Ania.
- To czego oczekujecie ode mnie? - zapytała konkretnie Elena.
- Właśnie, może najpierw skontaktujemy się z waszą mamą i dowiemy się co ona o tym sądzi - stwierdziła Ania i podjęła słuchawkę telefonu. Wykręciła nr telefonu przekazany przez Roberta.
Po chwili usłyszała głos kobiety mówiącej w języku rumuńskim. Przekazała więc szybko słuchawkę Elenie.
- Niech poprosi do telefonu waszą mamę - powiedziała.
Elena powiedziała do słuchawki kilka słów po rumuńsku i poczekała, aż słuchawkę z drugiej strony przejmie ich mama.
- Witamy cię mamusiu! - powitała mamę po polsku.  
- Mamo, jesteśmy z Olivią w biurze, w pracy i panie chcą z tobą porozmawiać - dodała, gdy mama odpowiedziała na powitanie.
- Która z pań chce rozmawiać z mamą? - zapytała, nie wiedząc komu przekazać słuchawkę.
- To może ja - odezwała się Ania, patrząc na Małgosię. Ta kiwnęła głową, więc Ania przejęła telefon i na chwilę przykryła dłonią mikrofon
- Jak mama ma na imię - zapytała szybko cichym głosem.
- Maria, mama ma na imię Maria - odpowiedziała równie szybko Elena.
- Witam serdecznie panią, pani Mario! - powitała swoją rozmówczynię Ania.
- Pani Mario, dobrze że Robert uznał waszą obecność na ślubie za coś ważnego i do tego chce z tego uczynić miłą niespodziankę dla Victorii. Trochę późno zreflektował się, ale lepiej późno niż wcale, tylko że zrobiło się ciasno z czasem, a z tego co nam przekazał, obiecał pani podstawienie samochodu w dniu jutrzejszym ok. 10.00. Chciałybyśmy tego dotrzymać i rozważamy dwie możliwości. Wynająć porządny samochód czy bus w Oradea lub gdzieś w pobliżu was lub posłać samochód z Polski. Co pani o tym sądzi, pani Mario? - zapytała o zdanie mamę Victorii.
- Jak panie widzą wynajęcie samochodu czy busa teraz w Rumunii, w okresie wakacyjnym i urlopowym, w przeddzień weekendu? - wyraziła swoje poważne zastrzeżenie Maria.
- A więc pani odradza podejmować jakiekolwiek starania w Rumunii? - zapytała Ania.
- Widzę to w czarnych barwach, poza tym nie mam kompletnie rozeznania co do wynajmu samochodu czy busa z kierowcą w Rumunii - stwierdziła swoją ignorancję pani Maria.
- Pani Mario, zrobimy to więc tak. Spróbujemy rozeznać telefonicznie ewentualne możliwości wynajmu w Rumunii, a gdy nie będzie to możliwe, podeślemy państwu wygodny samochód z Polski, zgodnie z tym co obiecał pani Robert, na godzinę 10.00 w dniu jutrzejszym. Tak czy inaczej, prosimy państwa o przygotowanie się do podróży. Kiedy załatwimy sprawę, pozwolę sobie poinformować panią o tym, zgoda pani Mario? - zakończyła rozmowe Ania.
- Dobrze, będę oczekiwać na telefon od pani. A więc do usłyszenia - potwierdziła Maria i zakończyła rozmowę.
- Pani Maria nam nie pomoże, więc jesteśmy zdane tylko na siebie dziewczyny - zakomunikowała im Ania bez entuzjazmu, ale i bez rozczarowania.  
- Pani Aniu, mama nie znać się na interesach, wy nie gniewać się na nią - odezwała się też nieco zasmucona Olivia, ale od razu wyraziła też dość energicznie swoje zdanie.  
- Ale my z Eleną pomagać, bardzo! My razem dać radę, nie martwić się!
- I tego trzymajmy się! - potwierdziła z zadowoleniem Małgosia.
- Elenko, ty dzwoń do tej firmy przewozowej w Oradea, której namiar ma Ania. Zorientujemy się z grubsza, jak to jest z wynajmem samochodu czy busa z kierowcą w Rumunii - zwróciła się do Eleny.  
- Aniu, ty pilotuj tę sprawę, a ja dzwonię do naszych, czym dysponują i co mogliby nam podesłać? - zadysponowała Małgosia. Obie z Anią rozumiały się bez słów i wzajemnie uzupełniały, bez udowadniania, która z nich jest ważniejsza, dlatego Ania tylko potaknęła głową przyjęcie zadania, o które poprosiła ja Małgosia.  
- O co mam pytać, gdy odezwą się? - zapytała ją rzeczowo Elena.
- Po pierwsze; że dzwonisz z Polski i potrzebujesz od jutra rana wynająć wygodny samochód lub bus z kierowcą na 4 - 5 dni, który mógłby przewieźć 4 - 5 osób z Tinca w Rumunii do Polski, do Krakowa, a następnie wrócić z nimi do Tinca - zapoznała ją z celem wynajmu Ania. Ledwie skończyła, Elena usłyszała po rumuńsku głos kobiety, nazwę firmy i zapytanie w jakim celu dzwoni. Odpowiedziała powitaniem, nazwą polskiej firmy i w skrócie przedstawiła cel rozmowy. Poproszono ją o chwilę przerwy i usłyszała jak rozmówczyni przekazuje treść rozmowy komuś w pokoju, a następnie poinformowała Elenę, że przełącza rozmowę na osobę, która udzieli jej odpowiednich informacji i pożegnała się z nią. Elena również pożegnała się z dotychczasową rozmówczynią i gdy usłyszała męski głos, ponownie powitała go jako osoba, która dzwoni w imieniu przedstawiciela firmy z Polski, który nie mówi po rumuńsku. Na zapytanie, co młoda Rumunka robi w polskiej firmie, bez zastanowienia odpowiedziała, że pracuje jako asystentka w biurze polskiej firmy i służy pomocą w kontaktach tej firmy z firmami rumuńskimi. Zasłoniła na chwilę mikrofon w telefonie i przetłumaczyła szybko treść rozmowy Ani, która z podziwem popatrzyła na Elenę i jej profesjonalne zachowanie się w rozmowie.  
Ania poprosiła ją aby zapytała swojego rumuńskiego rozmówcę, czy chciałby rozmawiać bezpośrednio z nią w języku angielskim. Gdy Elena przekazała prośbę Ani swojemu rozmówcy, ten z rozbrajającą szczerością i humorem poprosił ją o przekazanie Ani, że owszem mógłby rozmawiać po angielsku, tylko, że jego zasób słownictwa angielskiego ogranicza się do kilkunastu zwrotów grzecznościowych i paru mniej grzecznościowych. Zostali więc przy języku rumuńskim. Rozmówca poprosił więc Elenę, aby mu jeszcze raz powtórzyła w miarę dokładnie cel rozmowy. Elena rozwinęła więc w miarę obszernie temat i cel rozmowy, zgodnie z prośbą rozmówcy i wskazówkami Ani. W miarę trwania rozmowy, rozmówca prosił chwilami o przerwę w rozmowie, prowadząc dyskusję czy naradzając się ze swoimi współpracownikami. Pytał o nazwę i wielkość firmy, rodzaj produkcji i usług, status prawny i stan własnościowy. Elena cierpliwie przekazywała mu poszczególne informacje o charakterze ogólnodostępnym. W końcu zapytał o formę zapłaty i walutę. Gdy usłyszał, że zapłata może być zrealizowana w dowolnej walucie, a także z konta zarówno firmowego jak i prywatnego, oświadczył, że jest możliwy wynajem 9 osobowego busa marki Mercedes lub 7 osobowego Vana marki Peugot czy Renault. Wszystkie samochody są w wersji luksusowej, koszt wynajmu na 7 dni (tydzień) wynosi 550 $ plus wynagrodzenie kierowcy w wysokości 200 lei dziennie (60$) x 7 dni = 420 $.
Razem ok. 970 $. Umowę będzie miał kierowca. Cena nie obejmuje kosztu paliwa. Zaliczka na poczet umowy wynosi 30% wartości umowy, płatna przelewem o skróconym obiegu lub kartą Visa. Wszystkie te informacje Elena przekazała w miarę szczegółowo i dokładnie Ani, dodając, że facet czeka na decyzję. Ponieważ w trakcie rozmowy z przedstawicielem firmy rumuńskiej do sekretariatu dotarł zastępca Roberta, Rafał i szef spółki transportowej Stanisław, obaj słyszeli końcowy fragment rozmowy dotyczący umowy i warunków wynajmu. Tak więc, gdy padło zapytanie, które przekazała Elena, że rozmówca jest gotów do zawarcia umowy i podstawienia luksusowego samochodu pod wskazany adres, obaj panowie po krótkiej dyskusji uznali podane warunki i cenę wynajmu za niewygórowaną, znacznie korzystniejszą od kosztów wykorzystania własnego samochodu firmowego, tym bardziej, że odpadały dwa puste przejazdy; do Tinca i powrotny. Rafał podjął więc decyzję o przyjęciu warunków i zawarciu umowy. Poprosił Elenę, żeby podała rumuńskiemu rozmówcy jego imię i nazwisko oraz stanowisko w firmie. Kiedy Elena przekazała te dane swojemu rozmówcy, w zamian otrzymała informację, że rozmawia z Ivanem Butrinescu, również zastępcą szefa firmy przewozowej. Po wymianie tych informacji uzgodniono, że w trybie natychmiastowym zostaną wysłane przez obie firmy faksy, zawierające wszystkie niezbędne dane do zawarcia umowy i przelania zaliczki na poczet umowy. Umowy zostaną zawarte w uproszczonym trybie w języku polskim i rumuńskim, a ich treść zostanie przesłana faksami. Ponadto zostanie sporządzona dodatkowa, formalna umowa, której 2 egzemplarze będzie posiadał kierowca samochodu w języku rumuńskim. Po przetłumaczeniu umowy na język polski i podpisaniu przez upoważnionego przedstawiciela, jeden z egzemplarzy umowy kierowca zabierze do Rumunii. Zgodnie z umową, samochód zostanie podstawiony pod adres rodziców Victorii w Tinca w dniu jutrzejszym, punktualnie o godzinie 10.00. Na koniec panowie wymienili kurtuazyjne zwroty pożegnania i zakończono rozmowę.
- Dziewczyny, o co w tym wszystkim chodzi i gdzie zniknął Robert? - zapytał Rafał, po zakończeniu rozmowy.
- To trochę dłuższy temat do rozmowy, ale w skrócie przedstawia się to tak; - rozpoczęła Małgosia.
- We wtorek o czym pewno wiesz, Robert z Victorią biorą ślub w USC na Zgody. Do wczoraj Robert uważał, że ślub ten to czysta formalność, więc uznał, że może odbyć się bez udziału rodziców Victorii. Widocznie jednak wiedziony jakimś wewnętrznym nakazem, ocknął się i doszedł do oczywistego przecież wniosku, że dla Victorii ten ślub będzie czymś bardzo istotnym i ważnym, a nie będą w nim uczestniczyły najbliższe jej osoby, co mogło okazać się dla niej smutne i żenujące. Zamiast cieszyć się i radować w tak ważnym momencie swojego życia, przeżywała by pewnie różne odczucia, tylko nie radość i dumę. Robert w ostatnim momencie uznał więc, że trzeba ściągnąć na ten ślub rodziców i najmłodsze siostry Victorii. A dziś mamy piątek, więc było to przedsięwzięcie typu "huraaa... w pieriod..." Do tego Robert chce z tego zrobić Victorii miłą niespodziankę i utrzymać w tajemnicy przyjazd rodziców i pozostałych sióstr. Tak więc Rafale, wiesz już teraz w czym rzecz i możesz ocenić, czy nasze działania były na miejscu - zakończyła swój wywód Małgosia.
Rafał w skupieniu wysłuchał wywodu Małgosi i z wyrazem zadumy pokiwał głową.
- Mam wielkie uznanie dla was Małgosiu i Aniu, a także dla Eleny, za to co zrobiłyście. To zresztą w waszym stylu, że nic nie zostawiacie przypadkowi. I to, że pomyślałyście, aby zrobić rozeznanie w sprawie przewozu przez rumuńską firmę i to w jaki sposób doprowadziłyście do sfinalizowania całej sprawy. Wielki szacun dla was i cieszę się, że mam zaszczyt z wami współpracować. Wyobrażam sobie jaki dumny będzie z was Robert, gdy pozna kulisy i sposób załatwienia całej sprawy. A teraz musimy jeszcze dopełnić uzgodnione formalności i przelać kasę na konto tej firmy. A więc do dzieła i dziękuję wam w imieniu swoim oraz Roberta - zakończył Rafał i podziękował Ani, Małgosi, Elenie i Olivii uściskiem dłoni i pocałunkiem w policzek.
- Mam rozumieć, że pierwszym elementem zachowania tajemnicy było wyekspediowanie Roberta i Victorii poza firmę. Galeria Krakowska, kino czy jeszcze inny rodzaj rozrywki wymyśliłyście? - rzucił na zakończenie Rafał.
- Nie. Mam znajomą w dziekanacie WSE na Westerplatte, a Victoria zamierza studiować, więc posłałam ich tam, aby porozmawiali na ten temat - odparła, śmiejąc się Małgosia.
- To też w twoim stylu - podsumował Rafał i dodał;
- Domyślam się więc, że Robert chciał ze Staszkiem rozmawiać na temat przewozu rodziców Victorii z Rumunii.
- Pewnie tak! - odpowiedział mu sam przywołany.
- A ty masz jakąś sprawę do mnie, czy jestem wolny? - zapytał Stanisław.
- Wiesz co, musimy dokończyć sprawę z Rumunią, więc może pomożesz nam przygotować potrzebne dokumenty i faks - odparł Rafał.  
- Chętnie, ale może ściągnę tu swoją asystentkę, ona tego typu sprawy ma w małym paluszku, więc poco wyważać otwarte drzwi - odparł i podniósł słuchawkę.
Wybrał nr telefonu i po chwili usłyszał głos swojej asystentki.
- Jolu, jesteś zajęta? - rzucił do mikrofonu.
- Od wielu lat - usłyszał - ale o co chodzi szefie? - zapytała już na poważnie.
- Mamy w trybie pilnym opracować kilka dokumentów i twoja pomoc byłaby nieoceniona - poinformował ją Stanisław.
- Gdzie mam podejść? - usłyszał ponownie.
- Do sekretariatu prezesa - odpowiedział.
- Zaraz będę - padła krótka odpowiedź.
W oczekiwaniu na panią Jolę, Małgosia poprosiła zebranych aby przeszli do gabinetu Roberta i zapytała, co życzyliby sobie do picia, a następnie razem z Olivią zajęły się przygotowaniem napojów. W tym czasie Ania, Rafał i Stanisław zajęli się ustaleniem czynności, które należało wykonać w celu przygotowania odpowiedniego faksu i zlecenia przelewu zaliczki na konto rumuńskiej firmy. W między czasie w sekretariacie pojawiła się pani Jola, asystentka szefa spółki przewozowej i zastępcy Roberta d/s transportu p. Stanisława. Na prośbę Małgosi co życzy sobie do picia, poprosiła o herbatę i dołączyła do grona osób w gabinecie Roberta.
- Witam szanowne grono i chciałabym usłyszeć, w czym mogę być pomocna? - odezwała się do zebranych w gabinecie. Po wymianie uścisków dłoni z mężczyznami i buziaków z paniami usiadła przy swoim szefie i oczekiwała na informacje.
- Jolu, jest piątek i jest mało czasu, a mamy do załatwienia faks z danymi do umowy oraz do przelania zaliczki na konto rumuńskiej firmy przewozowej. Jest wynegocjowana cena wynajmu samochodu z kierowcą w firmie rumuńskiej w Oradea. Samochód ma być podstawiony pod adres domu rodziców narzeczonej Roberta, jutro o godz. 10.00. Ponieważ jesteś specjalistką w tym zakresie, więc stąd mój telefon do ciebie. Dane do faksu przetłumaczy nam na rumuński obecna tu pani Elena, prywatnie siostra pani Victorii. I to tyle - przekazał zwięzłą informację swojej asystentce p. Stanisław.
- Co wiemy o tej firmie, poza ceną wynajmu samochodu na tydzień, jak się domyślam? - rzeczowo zapytała p. Jola.
- Oczekujemy na faks z danymi, ale rozmawialiśmy z zastępcą szefa, czy prezesa tej firmy, który zagwarantował nam wygodny bus marki Mercedes czy Vany marki Pegout lub Renault z kierowcą. Cena wynajmu samochodu na 7 dni bez paliwa wynosi 550 $, wynagrodzenie kierowcy 420 $. Wysokość zaliczki od 30 % wartości wynajmu i wynagrodzenia kierowcy - uzupełnił podaną przez p. Stanisława informację Rafał.  
- Ustalmy od razu, że będzie to 350 $ plus 100 $ na paliwo i taką kwotę przelejemy na podane w faksie konto firmy o skróconym obiegu, czyli natychmiastowym - dodał.
- Czy mogę skorzystać z komputera prezesa czy iść do sekretariatu? - zapytała p. Jola.
- Oczywiście, tylko nie wiem czy szef nie zmienił hasła? - odparła Małgosia.
Pani Jola włączyła notebooka leżącego na przystawce do biurka Roberta. Po chwili pojawiło się żądanie o hasło. Jola ustąpiła miejsca Małgosi, która wklepała znane przez nią hasło i zostało przyjęte. Po minucie komputer zgłosił gotowość do pracy. Jola wpisała swoje dane i na ekranie pojawiła się jej strona z danymi i szablonami uproszczonych umów wynajmu samochodów. Wybrała jeden z szablonów i włączyła tłumacza, przyjmując za bazowy język polski, a wyjściowy rumuński. Poprosiła Elenę aby usiadła obok i sprawdzała czy tłumacz google prawidłowo tłumaczy poszczególne wyrazy i zwroty z j. polskiego na rumuński. Elena zmieszana lekko prośbą p. Joli zaczęła sprawdzać, ale większość wyrazów czy zwrotów były określeniami technicznymi, nieznanymi Elenie.
- Pani Jolu, to co ja widzę, to są słowa czy wyrazy techniczne, których znaczenia dokładnie nie znam, mogę się tylko domyślać, ale z grubsza i szyk wyrazów i końcówki według mnie są prawidłowe - oznajmiła, niezbyt zadowolona z siebie Elena.
- I o to mi właśnie chodziło, o szyk wyrazów i końcówki - poklepała z zadowoleniem Elenę Jola.
W ciągu kilku minut, obok formularza umowy w j. polskim, pojawił się formularz umowy w języku rumuńskim. Pozostało tylko wypełnić odpowiednie rubryki w obu językach uzgodnionymi danymi i podpisać. Po wypełnieniu wszystkich danych i zapoznaniu obu szefów z treścią i danymi do umowy, P. Jola podpisała się jako osoba opracowująca tekst i formularz umowy, a p. Stanisław i Rafał podpisali oba dokumenty jako upoważnione osoby reprezentujące firmę. Faks od polskiej strony po uzupełnieniu danych z firmy rumuńskiej był gotowy do przesłania, należało tylko poczekać na faks z firmy rumuńskiej z danymi firmy i danymi do przelewu. Rafał poprosił Małgosię aby przekazała do głównej księgowej informację, że po otrzymaniu danych z Rumunii, trzeba będzie wykonać przelew 450 $ w trybie natychmiastowym
Okazało się, że i strona rumuńska nie zasypiała gruszek w popiele, bo po krótkiej chwili oczekiwania w sekretariacie odezwał się krótki sygnał telefonu i faks rozpoczął przyjmowanie wiadomości, by po chwili wyrzucić cztery kartki tekstu. Małgosia podała zapisane drobnym drukiem kartki Rafałowi. Ten przez chwilę rzucił okiem na poszczególne kartki i podał je p. Joli.
- Nie tylko my wpadliśmy na pomysł przetłumaczenia tekstu, oni zrobili dokładnie to samo - oznajmił Rafał. Pani Jola sprawdziła najpierw tekst w języku polskim, a następnie rzuciła okiem na tekst w j. rumuńskim.
- Pani Eleno, może pani porównać te oba teksty, tylko formalnie, bez specjalnego wgłębiania się w ich treść - zwróciła się do Eleny i podała jej kartki faksu.
Elena przez chwilę porównywała poszczególne kartki i zwróciła je p. Joli.
- Wydaje mi się, że jest to porównywalne do naszego tłumaczenia i chyba wszystko jest w porządku. P. Jola jeszcze raz przeglądnęła poszczególne kartki otrzymanego faksu, następnie uzupełniła tekst umowy i rubryki przygotowanego formularza w obu językach danymi z faksu i włączyła drukarkę. Po wydrukowaniu, podała kartki do sprawdzenia p. Stanisławowi. Ten sprawdził treść przygotowanych dokumentów i porównał z tekstem faksu otrzymanego z firmy rumuńskiej.  
- Wydaje mi się, że wszystko jest w porządku, ale proszę Rafał, rzuć i ty swoim okiem, czy o czymś nie zapomnieliśmy - powiedział i podał wszystkie kartki otrzymanego i przygotowanego faksu Rafałowi. Rafał pobieżnie przeglądnął trzymane w ręku kartki, zwrócił uwagę na dane do przelewu oraz adres i termin podstawienia samochodu, a potem zwrócił wszystko p. Joli.
- Trzeba te dokumenty jak najszybciej przesłać faksem i dokonać przelewu pieniędzy. Proszę zajmijcie się już tym sami. Dziękuję wszystkim za doprowadzenie sprawy do szczęśliwego finału - podsumował Rafał.  
- Po otrzymaniu potwierdzenia od firmy rumuńskiej, że dokumenty są w porządku i że pieniądze są na ich koncie, proszę niech ktoś poinformuje o wszystkim rodziców Victorii - dodał i pożegnał się ze wszystkimi. Po nim to samo uczynił Stanisław.
- Gdyby mi ktoś powiedział dziś rano, że dwóch zastępców prezesa, ich asystentki, sekretarka i jeszcze dwie inne panie będzie zajmować się sprawą umowy na wynajem samochodu o wartości 1000 $, to pewnie bym go wyśmiał, a tak rzeczywiście stało się. Mam nadzieję, że nigdy więcej do czegoś takiego nie dojdzie - powiedział na pożegnanie Stanisław.
- Zapominasz o dwóch rzeczach, że sprawa dotyczyła kontaktu i umowy z firmą zagraniczną oraz że o wszystkim decydował czas, bo jest piątek, a samochód ma być podstawiony jutro rano - skwitował jego wypowiedź Rafał, który na niego czekał.
- Może i masz rację. Tu czas decydował za nas, a więc ja również dziękuję wszystkim i życzę przyjemnego weekendu - zgodził się z wypowiedzią Rafała Stanisław i obaj opuścili sekretariat.  
- A czy ja jestem wam jeszcze do czegoś potrzebna? - zapytała bezosobowo p. Jola.
- Chyba już nie. Resztę załatwimy same - stwierdziła Ania i podziękowała p. Joli za pomoc.
- Wobec tego żegnam was czule i zmywam się. Staszek pewnie jeszcze coś mi podrzuci - stwierdziła sentencjonalnie i buziakami pożegnała się ze wszystkimi, szczególnie czułym uściskiem wyróżniając Elenę i najmłodszą Olivię.  
- Życzę wam miłego pobytu w Polsce i nie stresującej pracy - dodała i już jej nie było.
- To co? Ja dopilnuje przelewu, a ty zajmij się faksem, dobrze? - zwróciła się Ania do Małgosi.  
- Ok - odpowiedziała krótko Małgosia.
- To może ja też wrócę do p. Teresy? - odezwała się Elena.  
- Poczekaj jeszcze Elenko. Po przesłaniu faksu z dokumentami i wykonaniu przelewu pieniędzy, musimy upewnić się w rumuńskiej firmie, że wszystko akceptują i że otrzymali pieniądze, a potem zadzwonić do waszej mamy i powiadomić ją o wszystkim - stwierdziła Małgosia.
- Olivio, proszę, nastaw wodę i zrób nam wszystkim herbaty - zadysponowała Małgosia i przystąpiła do wybierania nr faksu rumuńskiej firmy. Ania natomiast połączyła się z pionem finansowym i przekazała dane do przelewu pieniędzy w dolarach na konto rumuńskiej firmy,  
przypominając o trybie natychmiastowej wykonalności przelewu.
Małgosia po otrzymaniu połączenia z rumuńską firmą włączyła faks z przygotowanymi i podpisanymi dokumentami. Szczęście jej dopisało bo łącze było wolne i cała operacja przesyłania faksu przebiegła dość szybko. Po chwili otrzymała wydrukowane zwrotne potwierdzenie, że adresat odebrał przesyłkę bez zakłóceń. Teraz należało poczekać na potwierdzenie z banku, że zaliczka w dolarach znalazła się na koncie firmy rumuńskiej. Po krótkim oczekiwaniu odezwał się telefon od księgowej, która dokonywała przelewu on-line, że zadysponowana kwota 450 $ pojawiła się na koncie odbiorcy. Teraz należało się tylko upewnić w firmie rumuńskiej, czy akceptują przesłane dokumenty i czy wiedzą o pieniądzach na koncie.
Małgosia wybrała nr telefonu do firmy przewozowej w Oradea i przekazała słuchawkę Elenie.
Po chwili usłyszała kobiecy głos w języku rumuńskim. Zaczęła tłumaczyć przemiennie zapytania i odpowiedzi rozmówczyni rumuńskiej oraz Małgosi.
- Bună ziua. Cum pot să servesc? (Dzień dobry. Czym mogę służyć?) - usłyszała.
- Aici construcții și transport maritim companie(tu firma budowlano-przewozowa) - odpowiedziała Elena.
- Am vrut să confirme faxul trimiterea (chciałam potwierdzić wysłanie faksu) - dodała.
- Da, am primit, vă mulțumesc (tak, otrzymaliśmy, dziękujemy) - usłyszała w odpowiedzi.
- E totul în regulă? (czy wszystko w porządku) - przekazała zapytanie Małgosi Elena.  
- Da, totul este în regulă (tak, wszystko jest w porządku) - usłyszała w odpowiedzi.
- Răspândit peste tot în contul tău convenit în prealabil $ (przelaliśmy na wasze konto uzgodnioną zaliczkę w dolarach) - przekazała Elena.
- Da, am primit-o. Asta-i 100 $ mai mult (tak, otrzymaliśmy. To 100$ więcej) - usłyszała odpowiedź.
- $ 100 este o plată în jos pentru combustibil (te 100$ więcej to zaliczka na paliwo) - przekazała Elena.
- Ok. Noi recunoaștem (Ok. przyjmujemy do wiadomości) - usłyszała Elena.
- Astfel încât mașina va fi înlocuit în conformitate cu concluziile? (czyli samochód zostanie podstawiony zgodnie z ustaleniami?) - zapytała Elena.
-Da, mâine la ora 10.00 masina va fi înlocuit în adresa din Tinca ( Tak, jutro o 10.00 samochód zostanie podstawiony pod adres w Tinca) - usłyszała w odpowiedzi.
- Cum va fi pentru o mașină? (co to będzie za samochód? - zapytała Elena.
- De lux Mercedes autobuz 9 pasageri (luksusowy 9-osobowy bus marki Mercedes) - usłyszała w odpowiedzi.
- Vă mulțumesc pentru informațiile dvs. și să audă (dziękujemy za informacje i do usłyszenia) - przekazała Elena.  
Po zakończeniu rozmowy, Małgosia serdecznie podziękowała Elenie za sprawne tłumaczenie.
- A teraz Elenko trzeba o tym wszystkim poinformować waszą mamę - dodała i podała jej karteczkę z nr telefonu do miejsca pracy pani Marii, mamy dziewczyn.  
Elena wybrała żądany nr telefonu i po chwili usłyszała w słuchawce kobiecy głos w języku rumuńskim. Powitała rozmówczynię i podała swoje nazwisko, prosząc o przywołanie bądź przekazanie telefonu mamie. Po usłyszeniu głosu mamy, powitała ją ponownie i powiedziała, że przekazuje słuchawkę pani Małgosi, która będzie z nią rozmawiać.
- Dzień dobry pani Mario! - powitała rozmówczynię p. Małgosia.
- Dzień dobry! - odpowiedziała Maria.
- Pani Mario, miło mi poinformować panią, że jutro o godz. 10.00. rumuńska firma z Oradea podstawi państwu bus marki Mercedes zgodnie z życzeniem pani przyszłego zięcia, Roberta. Ponieważ Robert chce przyjazdem państwa na ich ślub sprawić Victorii miłą niespodziankę, prosił więc aby w przypadku kontaktu z Victorią utrzymać wasz przyjazd w tajemnicy, co niniejszym pani przekazuję i życzę państwu szczęśliwej drogi oraz miłego pobytu w Polsce.  
Ponieważ nie wiem też, kiedy Robert skontaktuje się z panią, na wszelki wypadek podam pani adres Roberta w Krakowie i nr jego telefonu komórkowego - dodała.
Podała ulicę i nr domu Roberta oraz ważniejsze punkty orientacyjne i kierunki według których powinien orientować się kierowca samochodu po przyjeździe do Krakowa; w tym m.in. Szpital im. Rydygiera i kościół Arka Pana. Podała także nr telefonu komórkowego Roberta oraz dodatkowo jako ratunkowy podała swój numer. Jeszcze raz życzyła im szczęśliwej drogi.
Po zakończeniu rozmowy, odłożyła słuchawkę na telefon.
- Twoją mamę chyba trochę zaskoczyło, że przewiezie ich rumuńska firma, zamiast samochodu z Polski, nie sądzisz Elenko? - podzieliła się wrażeniem z rozmowy.
- Tak przypuszczam, bo mama dość sceptycznie wypowiadała się o możliwości wynajmu samochodu w Rumunii - odpowiedziała z uśmiechem Elena.
- To teraz zadzwonimy do Roberta i przekażemy mu wszystkie informacje - powiedziała, sięgając po swój telefon komórkowy.
Wybrała nr Roberta. Po chwili usłyszała w słuchawce głos Roberta.
- Właśnie czekamy na przyjęcie nas przez zastępcę dziekana katedry zarządzania i administracji.
- Czy mogę mówić? - zapytała Małgosia.
- Tak, możesz przekazać mi informację od Rafała - usłyszała.
- Wszystko jest załatwione, tak jak sobie życzyłeś. Firma przewozowa z Oradea podstawia jutro o 10.00 luksusowy bus marki Mercedes pod adres rodziców Victorii. Wynajem samochodu na 7 dni, z opcją przedłużenia. Pani Maria jest powiadomiona o wszystkim. Przypomniałam jej też, że chcesz zrobić ich przyjazdem do Polski niespodziankę Victorii i prosiłam o zachowanie tego w tajemnicy, w razie kontaktu z Victorią. Podałam jej również adres twojego domu, ważniejsze punkty orientacyjne typu Szpital Rydygiera oraz nr twojego i mojego telefonu w razie wystąpienia problemów. Teraz pozostało nam z Anią zarezerwować jakiś lokal na ponad sto osób i powiadomić ludzi w firmie o waszym ślubie oraz o przyjęciu. Na ślub przewidujemy ok. 20 świadków, a na przyjęcie ok. 100-120 osób. Może być? - rzuciła pytanie do Roberta.
- Oczywiście, jeszcze raz dziękuję - odpowiedział Robert. Ponownie włączyła się Małgosia.
- A teraz co u was? Czy Victoria nie zorientowała się, co jest grane? - zapytała na koniec rozmowy.
- Wszystko w porządku. Zostaliśmy przyjęci, tak jak powiedziałaś, przez asystentkę pana dziekana p. Katarzynę i poinformowani o wszystkim. Kiedy Victoria zorientowała się z grubsza o kryteriach i warunkach przyjęcia na studia, zdecydowała się na studia na kierunku zarządzania, co zasugerowała jej ta pani. Wobec tego pani Katarzyna umówiła nas na rozmowę z zastępcą dziekana i właśnie czekamy - odparł Robert.
- Dziękuję ci Małgosiu w imieniu swoim i Victorii i do zobaczenia. Po rozmowie wracamy do firmy - zakończył rozmowę Robert. Po chwili zostali poproszeni do gabinetu zastępcy dziekana.
Przyjął ich sympatyczny pan w średnim wieku, typowy naukowiec i wykładowca.
- Witam państwa serdecznie. Z tego co przekazała mi pani Katarzyna za parę dni bierzecie ślub.
Wobec tego gratuluję. A teraz słucham, w czym mogę państwu pomóc? - odezwał się rzeczowo.
- Panie profesorze, moja narzeczona jest Rumunką i chce studiować w Polsce, a konkretnie w tutejszej uczelni. W związku z tym, chcielibyśmy zorientować się czy jest to możliwe i na jakich warunkach? - odpowiedział Robert, nieco zdezorientowany rzeczowością rozmówcy.
- Trwa rekrutacja, więc niech pani złoży dokumenty i zobaczymy. Kiedy zostanie pana żoną zyska wszystkie prawa do studiowania w Polsce, tak jakby miała obywatelstwo polskie. O ile mi wiadomo w ramach Unii Europejskiej świadectwo maturalne obywatelki Rumunii jest równoważne z polskim świadectwem maturalnym, co oznacza, że problemu z przyjęciem na studia nie powinno być, w zależności od obłożenia danego kierunku. A jaki kierunek panią interesuje? - zapytał uprzejmie prodziekan.  
- Prawdopodobnie będzie to zarządzanie - odpowiedziała, wdzięcznie uśmiechając się Victoria.  
- Pięknie pani mówi po polsku. Będzie to dużym plusem i ułatwieniem dla pani - skomentował jej wypowiedź prodziekan. Jej piękna polszczyzna zrobiła na nim duże wrażenie.
- A pan, panie....  
- Robert - podpowiedział mu swoje imię.  
- A pan, panie Robercie, studiował pan u nas? - ponowił pytanie prodziekan.
- Nie panie profesorze, kończyłem studia politechniczne i podyplomowe w innych uczelniach Krakowa.
- Rozumiem, ale wróćmy do sprawy pani Victorii. Z początkiem września rozpocznie się na naszym wydziale kurs uzupełniający z matematyki, którego zaliczenie będzie jednocześnie kwalifikacją, umożliwiającą przyjęcie na studia stacjonarne - poinformował oboje.
- Dziękujemy panu panie profesorze za poświęcenie nam czasu i wszystkie informacje - zabrał głos w imieniu ich obojga Robert.
- Było mi bardzo miło spotkać się z państwem i życzę pomyślności na wspólnej drodze życia oraz powodzenia; panu w biznesie, a pani na studiach - pożegnał ich uprzejmie prodziekan.
Odprowadził ich do drzwi i pożegnał uściskiem dłoni. Po opuszczeniu uczelni udali się na parking, gdzie oczekiwał na nich samochód. Pan Witek jak prawdziwy gentelman otworzył przed Victorią tylne drzwi samochodu, za co Victoria wdzięcznym głosem, z uroczym uśmiechem podziękowała mu serdecznie, nie kryjąc przy tym lekkiego zażenowania całą sytuacją. Ale jako przyszła żona Roberta musiała się liczyć z tym, że takie sytuacje i w przyszłości będą miały miejsce.
- To gdzie teraz jedziemy szefie? - zapytał kierowca, kiedy już zajęli miejsca w samochodzie.
- Wracamy do Nowej Huty i jedziemy do tej restauracji, gdzie byliśmy wczoraj. Strasznie zgłodniałem, a ty kochanie? - zapytał.
- Głodna to może nie, ale pić chce mi się - odparła Victoria.
Podjechali na parking w pobliżu restauracji. Po wejściu na salę Robert rozejrzał się za wolnym stolikiem. Było dużo wolnych, więc usiedli przy stoliku, który zajmowali poprzednio. Natychmiast zjawiła się też ta sama kelnerka, która ich obsługiwała w poprzednim dniu.
- Witam państwa i co mogę podać? Obiadu jeszcze nie ma, więc może na początek coś do picia? - zapytała z uprzejmym uśmiechem.  
- Poprosimy trzy kawy presso ze śmietanką, dwa małe piwa, a dla pana, panie Witku...? - zwrócił się Robert do kierowcy.
- Może być sprite lub jakiś napój limonkowy - odparł kierowca.
- Rozumiem. Trzy kawy z ekspresu ze śmietanką, dwa małe piwa i sprite. Przyjęłam - zakomunikowała kelnerka i odeszła zrealizować zamówienie.
- A co do jedzenia? Jest pizza, gulasz, flaki, zupa gulaszowa po węgiersku, żurek z kiełbasą - wyczytywał Robert z trzymanego w ręku menu.
- Dla mnie może być ta zupa gulaszowa - odezwała się Victoria.
- To dla mnie też - oznajmił kierowca.
- Ok. Bierzemy trzy bogracze - zakomunikował Robert.
- Tak Węgrzy nazywają zupę gulaszową - wyjaśnił podaną przez siebie nazwę zupy.
Wkrótce pojawiła się kelnerka z napojami i postawiła przed każdym z gości zamówione napoje.
- Niech mi pani powie, czy przedstawiona w menu zupa gulaszowa ma w sobie coś z bogracza węgierskiego? - zapytał Robert.
- Dokładnie nie wiem, ale zapytam kucharzy. Jeżeli to będzie odpowiadało temu, co pan powiedział, to mam zamówić trzy razy, tak? - upewniała się kelnerka.
- Najlepiej pójdę z panią i sam zapytam - odpowiedział Robert i udał się z kelnerką do okienka wydawczego w kuchni.
- Staszek! Konsument ma pytanie do ciebie - rzuciła w głąb kuchni.
Kiedy w okienku pojawił się przywołany kucharz, Robert zwrócił się do niego.  
- Czy przedstawiona w menu zupa gulaszowa po węgiersku, odnosi się w jakimś sensie do węgierskiego bogracza - zapytał Robert.
- Tak. To odpowiednik bogracza. Zupa mięsna na wywarze wołowo-warzywnym z posiekanym mięsem wołowym, ziemniakami, drobnymi kluseczkami i papryką. Podajemy to o smaku łagodnym, ale na stół podajemy odpowiednie przyprawy typu; pieprz, ostra i średnio ostra papryka, sól, vegeta i maggi do smaku oraz chleb - odpowiedział kucharz.  
- Dziękuję panu - podziękował kucharzowi Robert i zwrócił się do kelnerki;
- Poproszę trzy razy takie zupy do naszego stolika - poprosił i wrócił do stolika.
- Nie wiem czy zrobiłem dobrze, ale zamówiłem dla całej naszej trójki zupę gulaszową - oznajmił Robert po powrocie do stolika.  
- Ja bogracz węgierski lubię, więc wszystko w porządku - oświadczyła Victoria.
- Ja co prawda za węgierskimi potrawami nie przepadam, ale spróbować mogę - przyjął do wiadomości p. Witek.
- Spokojnie panie Witku, podają ją w wersji łagodnej, bez ostrych przypraw jak na Węgrzech, więc myślę, że może panu posmakować - uspokoił kierowcę Robert.
Nie czekali zbyt długo, bo po kilku minutach pojawiła się kelnerka, niosąc zapowiedziane przyprawy, łyżki i chleb.
- Za pięć...siedem minut będzie zupa - oznajmiła.
W zapowiedzianym czasie przyniosła na tacy dość spore miski z parującą zupą i życząc 'smacznego' odeszła. Spróbowali ostrożnie, bo była bardzo gorąca, a następnie Robert korzystając z przypraw, przyprawił swoją zupę pieprzem i ostrą papryką, zaostrzając jej smak. Victoria i kierowca pozostali przy pierwotnym smaku zupy. Tak czy inaczej zupa smakowała wszystkim. Zjedli i wypili co było przed nimi, a następnie Robert uregulował rachunek, dodając do niego odpowiedni napiwek dla obsługującej ich kelnerki. Po wyjściu z restauracji, wsiedli do samochodu.
- Wracamy do firmy panie Witku - zadysponował Robert.
Tymczasem w firmie Ania z Małgosią po pomyślnym zakończeniu sprawy transportu rodziny Victorii z Rumunii, podziękowały Elenie za sprawne i profesjonalne tłumaczenie rozmów z firmą z Oradea i pozwoliły jej wrócić do swojej pracy, a same zaczęły ustalać listę osób, które blisko współpracowały z Robertem przy tworzeniu firmy i które ich zdaniem należało poprosić, aby uczestniczyli w uroczystości ślubu cywilnego w USC oraz kolejną listę osób, które według nich powinny być zaproszone na przyjęcie ślubne w lokalu. W międzyczasie udało im się zarezerwować na dzień ślubu w jednej z nowohuckich restauracji salę na przyjęcie 100 - 120 osób oraz zamówić rodzaj i ilość gorących posiłków, ciast z tortem ślubnym włącznie, napoi zimnych i gorących, a także trunków, od szampana poczynając. Uzgodniły z kierowniczką restauracji możliwość ewentualnej korekty zamówienia w ciągu najbliższych 2-3 godzin. Po ustaleniu obu list, postanowiły poczekać na przyjazd Roberta, aby zapoznał się z listami i dokonał ewentualnych korekt.
Nie czekały zbyt długo, bo w pół godziny po tym jak zakończyły sprawę list, Robert wraz Victorią weszli do sekretariatu. Olivia, jak tylko zobaczyła Roberta, rzuciła się ku niemu jak małe dziecko po powrocie ojca do domu i przytuliła, obejmując go wpół drobnymi rączynami.
- Tak bardzo stęskniłaś się za nami Olivko - zapytał żartobliwie Robert, głaszcząc wtuloną w niego dziewczynkę po głowie. Olivia nic nie odpowiadała, tylko w dalszym ciągu kleiła się do Roberta. W końcu Victoria nie wytrzymała.
- Olivia, nie zachowuj się jak małe dziecko i puść wujka Roberta - zwróciła się w łagodny sposób do młodszej siostry. Olivia odwróciła się do niej.
- Olivia tęsknić za wujek Robert, bardzo - odparła ze smutną miną, wtulając się w Roberta..  
- Olivio, przecież wiesz, że za miesiąc będziesz musiała wrócić do domu i do szkoły, a zachowujesz się, jakbyś nie chciała o tym pamiętać - kontynuowała Victoria swoje łagodne napominanie młodszej siostry. Zauważyła, że oczy Olivii wypełniły się łzami i żal jej zrobiło się tej młodszej siostrzyczki, kobiety i dziecka w jednej osobie, tak bardzo zakochanej w jej przyszłym mężu.
- Olivio, co z tobą? Przecież rozmawiałyśmy w domu o tym i sama zgodziłaś się z tym, że ukończycie szkołę średnią w Tinca, a teraz co zmieniło się, że wujka nie było kilka godzin, a ty robisz z tego problemy? To co będzie za miesiąc? Nawet nie wiemy, czy wujek będzie mógł pojechać do Rumunii pod koniec miesiąca, kiedy będziecie z Eleną wracać do domu - próbowała uświadomić swojej młodszej siostrze złożoność problemu z Robertem w roli głównej.
- Nie ma co martwić się na zapas Victorio. Do końca sierpnia wiele może zdarzyć się, więc nie ma sensu zaprzątania sobie tym głowy już teraz - powiedział Robert przytulając Olivię i próbując złagodzić dość suchą wypowiedź Victorii. Olivia słysząc jego słowa, wtuliła się w niego jeszcze mocniej, jakby w podzięce za słowa otuchy. Obserwujące całe zajście Małgosia i  
Ania, popatrzyły na siebie i zrozumiały się bez słów.  
- To ja zabieram Victorię do siebie i będziemy kontynuować to, co zaczęłyśmy rano, a ty Małgosiu przekaż Robertowi informacje od Rafała i szefa spółki transportowej Stanisława. Są to informacje, o które prosiłeś Stanisława przed waszym wyjazdem na uczelnię - powiedziała Ania i razem z Victorią udały się do jej gabinetu.
Kiedy opuściły sekretariat, Małgosia poprosiła Olivię o zastąpienie jej w sekretariacie, a sama wzięła pod ramię Roberta i weszli razem do jego gabinetu.  
- Przede wszystkim, co mam ci zrobić lub podać do picia? - zapytała Roberta.  
- Chyba tylko wodę mineralną, bo w restauracji wypiłem kawę i piwo, więc spragniony za bardzo nie jestem - odparł Robert.
Podała mu więc małą butelkę wody mineralnej oraz literatkę i razem usiedli przy stoliku dla gości.
Pokrótce zrelacjonowała mu przebieg negocjacji i rozmowy z przedstawicielem firmy rumuńskiej, wychwalając przy tym bystrość i sprawność Eleny jako tłumaczki oraz jej prawie profesjonalne zachowanie i udział w negocjacjach.
Przedstawiła też wynik rozmów związanych z wynajęciem lokalu na przyjęcie ślubne oraz propozycje list uczestników w ceremonii ślubnej i list gości na przyjęciu ślubnym.  
Robert przebiegł wzrokiem po obu listach i bez słowa zwrócił je Małgosi.
- Co ja bym zrobił bez was dziewczyny? - powiedział wzruszony.  
- Nawet gdybym zastanawiał się tydzień, nie dokonałbym lepszego wyboru, niż wy to zrobiłyście. Jednak kobieca intuicja, a także wasza znajomość firmy i ludzi w niej pracujących, jest nie do przecenienia. Jesteście wielkie, obie z Anią, a ta firma nie powstałaby i nie funkcjonowałaby tak dobrze, gdyby was nie było. Moje wielkie uznanie i szacun dla was obydwu, Małgosiu - objął i wycałował Małgosię, która wysłuchała jego słów z załzawionymi ze wzruszenia oczami.
- Bez przesady Robert. Robimy tylko to, co do nas należy, a ty jako szef zasługujesz naszym zdaniem, aby ci pomagać i wspomagać cię przez nasz skromny udział w tym przedsięwzięciu. Obyś ponownie zaznał szczęścia i rodzinnego ciepła z tą cudowną dziewczyną, jaką jest Victoria - powiedziała, odwzajemniając jego pocałunki i uściski.
- A teraz idź już do tej swojej dziewczyny, bo rozbeczę się i będzie wstyd. Ponieważ zgodziłeś się z naszymi propozycjami, musimy z Anią dokończyć negocjacje z kierowniczką lokalu co do ilości gości i posiłków, a poza tym musimy jeszcze dziś przekazać poszczególnym spółkom wykaz osób zaproszonych do USC i na przyjęcie. Potrzebna więc jest mi Ania, a ty lepiej zrobisz jak zabierzesz Victorię i znikniesz z firmy. Elena i Olivia zostaną, a po pracy odeślemy je do twojego domu, chyba, że chcesz je zabrać? - ponagliła go Małgosia.
- Nie, nie widzę takiej potrzeby, ale co ja mam teraz powiedzieć Victorii, że jedziemy na drugą uczelnię? - zapytał, rozkładając ręce w geście bezradności.
- Robert, co z tobą? Mam rozumieć, że zapomniałeś, co mówi się dziewczynie, kiedy zabiera się ją na randkę? - widząc jego bezradność, Małgosia omal nie wybuchnęła śmiechem.
- Nie, ale boję się, że Victoria może zorientować się, że coś jest nie tak i z niespodzianki będą nici - odparł.
- To naprawdę bystra dziewczyna i potrafi kojarzyć fakty, a ja nie za bardzo umiem kręcić - dodał.
- No to mamy problem! - stwierdziła Małgosia.
- Naprawdę nie masz jakiegoś pretekstu czy powodu, żeby ją stąd zabrać? - upewniała się.
- Powodów czy pretekstów może być bardzo dużo, ale Victoria może domyślić się w końcu, że nie jestem wobec niej całkowicie szczery i zacznie sobie wyobrażać różne rzeczy, a wtedy będę zmuszony przeprosić ją i przyznać się do wszystkiego - odparł, zrezygnowany coraz bardziej Robert.
- A jakieś zakupy; biżuteria, suknie, buciki, itp. nie wchodzą w grę? - sondowała dalej Małgosia.
- Chwila, masz rację! Przecież wczoraj obiecałem kupić laptop i kamery do salonu, do łączności przez Skype z domem rodzinnym Victorii - przypomniał sobie złożoną obietnicę Robert.
- To jest dobry pretekst i nie wzbudzi podejrzeń Victorii - dodał.
- To idź do niej i zapytaj czy nie zechciałaby ci towarzyszyć - poradziła Małgosia.
Robert wszedł do gabinetu Ani. Ania wraz z Victorią omawiały właśnie terminarz i tematy ustalonych na następny miesiąc spotkań Roberta z kadrą kierowniczą poszczególnych spółek oraz spotkań z zewnętrznymi klientami (firmami i osobami indywidualnymi). Widząc wchodzącego Roberta przerwały rozmowę.
- Aniu, Victorio! Nie chciałbym wam przeszkadzać, bo widzę, że jesteście zajęte, ale podobno obie z Małgosią macie coś załatwić i właśnie cię potrzebuje, to czy mogłabyś dziś odpuścić jeszcze Victorii i dać jej wolne? W dniu wczorajszym obiecałem kupić kilka rzeczy do domu, abyśmy mieli łączność z rodziną Victorii przez Skype, m.in. mocny laptop, hosting, wzmacniacz i kilka kamer do salonu. To wszystko trzeba jeszcze zamontować, skonfigurować, aby o godz. 17.00 można było nawiązać łączność. Nie zechciałabyś pojechać ze mną Victorio? - zwrócił się do swojej narzeczonej Robert, dając jednocześnie sygnał Ani, że mają obie z Małgosią zielone światło, aby dokończyć sprawy związane z zaproszeniem wytypowanych osób na ślub i przyjęcie oraz sfinalizować wynajem lokalu i przygotowanie określonych posiłków na przyjęcie.
- Faktycznie, musimy z Małgosią załatwić jeszcze dzisiaj kilka spraw, więc uważam, że na tym dzisiaj zakończymy naszą pracę. Uważam też Victorio, że powinnaś pojechać z Robertem - odparła Ania.  
- Oczywiście, że pojadę. Podobno szefowi i mężowi nie odmawia się, gdy o coś prosi, więc nie mam zamiaru wyłamywać się z tego zwyczaju - odparła żartobliwie Victoria, obdarzając Roberta promiennym uśmiechem.
- Będą z ciebie ludzie, Victorio! Tak trzymać! - podtrzymała żartobliwy ton Ania.
- A teraz zmykajcie oboje i pozwólcie ludowi pracować - dodała, wychodząc do sekretariatu...cdn....

10 309 czyt.
95%222
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 8786 słów i 49217 znaków, zaktualizował 22 mar 2017. Tagi: #pomysł #niespodzianka #realizacja #pomysłu

2 komentarze

 
  • gepi

    gepi · 21 mar 2017 · 274273653

    "Tak trzymać szefie"- nic dodać, nic ująć jest super. Pozdrawiam.

  • stoper

    stoper · 21 mar 2017 · 202661547

    to że te rozdziały są bardziej opisowe mi osobiście nie przeszkadza ponieważ dzięki temu historia jest bardziej spójna