Amadeusz 19

Amadeusz 19     Wakacje życia w kilka sekund zamieniły się największy koszmar. Wystarczyło jedno zdanie tej małej zawszonej dziwki. Nie całe trzy godziny po tej rozmowie byłem już w samolocie do Polski. Nagle wszystko przestało się liczyć. Jej szantaż nie miał już żadnego znaczenia. Nic nie miało znaczenia. Liczyła się tylko odpowiedź na pytanie, czy mówiła prawdę. Nie byłem w stanie sprawdzić, czy miała HIV. Jedyne co mogłem, to sprawdzić, czy ja jestem czysty. Odpowiadałem nie tylko za siebie, ale też za wszystkie kobiety, które zaspakajałem od czasu tej jebanej akcji w kantorku. Przede wszystkim za Emilkę. Sama myśl o tym, że mogłem ją zarazić takim gównem, odbierała mi chęć do życia.

     Wyjechałem bez pożegnania. Mogłem zaczekać, ściemnić coś o nagłych sprawach w pracy, albo problemach rodzinnych. Nie chciałem. Bałem się, że coś wyczuje.

     Prosto z lotniska pojechałem do przychodni. Nie tej, co zawsze. Wybrałem inną. Nie mogłem znieść myśli, że tym razem jakaś inna pielęgniarka będzie robiła to, co zawsze robiła Emilka. W każdej widziałbym jej twarz. To byłby kolejny koszmar.

     Najpierw rozmowa z lekarzem. Postawiłem na szczerość. No może nie do końca, ale przyznałem się, że uprawiałem na wakacjach seks z dziewczyną, która wyznała mi, że ma HIV.

     - Kiedy ostatnio robił pan badania? O ile w ogóle pan robił?

     Zirytował mnie tym pytaniem. Zimno w głosie i dobór słów sprawił, że poczułem się jak kolejny ćpun, którego dostarczono mu tutaj z ulicy. Chciałem mu rzucić w twarz moim segregatorem z wynikami badań, które przecież robiłem regularnie. Nie mogłem, zwyczajnie ich nie miałem.

     - Dwa miesiące temu, kilka dni po pierwszym stosunku z tą dziewczyną, ale nie wiedziałem wtedy tego, co wiem teraz. Nie powiedziała mi wtedy — wyjaśniłem rzeczowo.

     Lekarz kiwnął z uznaniem, kiedy usłyszał termin. Zauważyłem lekkie zmieszanie na jego twarzy, ale na próżno było oczekiwać z jego ust przeprosin.

     - Rozumiem, że wynik był negatywny? 

     Kolejne debilne pytanie. Tym razem nie chciało mi się nawet strzępić języka. Kiwnąłem po prostu głową, potwierdzając jego przypuszczenia.

     - Dobrze. W takim razie zrobimy test dziś, za sześć tygodni, za trzy miesiące i pół roku.

     Byłem na to przygotowany. Standardowa procedura. Czytałem o tym całą drogę z lotniska.

     Myślę, że kobieta zwyczajnie kłamała. Nie mnie oceniać z jakich pobudek, ale niemniej pańska reakcja i to, że się pan tak szybko zgłosił, jest godna pochwały.

     W jego głosie nie wyczułem szczerości. Mówiąc to, brzmiał raczej jak lektor, czytający folder zachęcając to regularnych badań.

     Chwilę potem leżałem na fotelu. Nie patrzyłem na kobietę pobierającą mi krew. Nie mogłem. Czekałem tylko, aż powie, że skończyła.

     - Jest pan wolny.

     Tylko czy na pewno? Wolny? Co to właściwie oznacza?

     Takie pytania o moją egzystencję i to, co robiłem przez ostatnie kilka lat życia, towarzyszyły mi na każdym kroku. Nie mogłem się od nich opędzić. Nie były jednak aż tak meczące, jak myśli o tym, co teraz robi Emilka. Martwi się o mnie? Płacze przeze mnie? Uważa mnie za ostatniego gnojka? To ostatnie było akurat pewne. A może już zabawia się z kimś innym? Nie. To nie ten typ. Kurwa co za paranoja. Jedyna wartościowa kobieta, jaką poznałem w ciągu ostatnich kilku lat, właśnie skreśla mnie ze swojego życia. Jak mogłem to aż tak spierdolić?

     A może tak miało być? Bo niby co dalej? Związek, ślub małżeństwo? Co z moim dotychczasowym życiem? Co z klientkami? Życie w ciągłym strachu, że którąś spotkam w kinie i przypomni mi o sobie, kiedy ja akurat będę przytulał Emilkę, nie było wymarzonym scenariuszem. Co z  pieniędzmi? Pracą? Co wpisze w CV? Zawodowy ruchacz? Zaspokajacz kobiecych potrzeb? Męska prostytutka?

     Wróciłem do domu. Nie miałem siły na nic. Nie spałem ponad dobę. Organizm przypomniał o sobie. Zasnąłem w ubraniu. 

     Obudziłem się w nocy. Szybko zdałem sobie sprawę, że wieczorem miały być wyniki. Zapłaciłem za opcję "na cito". 

     Laptop włączał się dłużej niż zwykle. A może tylko tak mi się wydawało. Raczej to drugie. Kiedy łaskawie system się uruchomił, szybko zalogowałem się na pocztę. Mail z przychodni czekał na mnie już od trzech godzin.

     Zesztywniałem. Zwyczajnie bałem się go otworzyć.

     Wynik przyszedł w pliku pdf.

     Kolejna porcja adrenaliny.

     Jezu ile można czekać aż dokument się otworzy..

     W końcu. Sprawdzam. Negatywny.

     Padłem na łóżko wkurwiony. Idiotyczna reakcja. Powinienem skakać pod sufit, cieszyć się. Nie ma podstaw. To jeszcze o niczym nie świadczy. Dopiero za pół roku będę miał absolutną pewność. Byłem wściekły, bo jeśli ta mała dziwka kłamała, całe to zamieszanie było niepotrzebne. I nie chodziło tu o przerwane wakacje. Chodziło o Emilkę. Straciłem ją bezpowrotnie. 

     Nie pozostało mi nic innego jak się urżnąć. Opić dobry wynik i zapić smutek związany ze śliczną pielęgniareczką, z którą wdałem się w wakacyjny romans.

     Z nostalgii wyrwał mnie dźwięk kolejnej wiadomości jaka przyszła na moją skrzynkę. To było coś, czego się nie spodziewałem.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Maciek12

    Nie wierze kontynuacja...wreszcie dajesz dalej już jestem ciekawy co będzie...super

    2 dni temu