Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Amadeusz 20

Amadeusz 20


     "Pamiętasz o mnie?"

     Tak brzmiała wiadomość, która wyrwała mnie z zamyślenia. Trzy słowa, które zdołały wyzwolić we mnie całą masę emocji. Z niezrozumiałych przyczyn przyszło mi od razu na myśl, że jej autorką jest Emilka. Serce podskoczyło mi niemal do gardła. Te kilka milisekund od jej odczytania aż do chwili kiedy przeniosłem wzrok na pasek z nadawcą, było najlepszym czasem od momentu powrotu z wakacji.

     Niestety to nie była ona. To nie była wiadomość, od kobiety, w której się zakochałem.

      Tak. Zakochałem się w Emilce.

      Trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy. Myślałem o niej non stop. Widziałem ją ciągle przed oczami. Czułem się jak szmata po tym, co zrobiłem. Gdyby nic dla mnie nie znaczyła, zapomniałbym o tym po dwóch dniach. Nie mogłem. To był ewidentny dowód na to, że ta dziewczyna zajęła puste od dawna miejsce na dnie mojego serca. Nie zapraszałem jej, ale nie miałem pretensji, że to zrobiła. Szkoda tylko, że nie zdążyła się rozpakować.

     Autorką wiadomości była Jola. Zapomniałem o niej. Miała dość specyficzny problem i fantazję, którą obiecałem zrealizować. Zapisałem nawet w kalendarzu datę, kiedy mam ją zgwałcić. Przypadała za dwa miesiące. Nie znała jej. Taki był układ. Miałem to zrobić w ciągu pół roku od dnia, kiedy się do mnie odezwała, ale nie podałem jej szczegółów. Nie chciałem, żeby się spodziewała. Jaki to miałoby sens, gdyby wiedziała, że zgwałcę ją konkretnego dnia? Zaskoczenie w tym wypadku to była podstawa sukcesu.

     Była przed trzydziestką i miała męża, który nie potrafił jej zaspokoić. Pracowali w jednej firmie na dwie różne zmiany. Widywali się tylko przelotnie i w weekendy. Seks musiał być porażką, na dodatek mieszkali z teściami. Szkoda mi jej było, bo ze zdjęć, jakie mi przysłała, wynikało, że ciało miała całkiem niezłe. Otworzyłem sobie jedno z nich z historii naszej korespondencji. Blondynka o niebieskich oczach lekko puszysta. Przypominała trochę tę dziwkę z hotelu. Na samą myśl podniosło mi się ciśnienie. Na szczęście na widok zdjęcia mojej przyszłej ofiary podniosło mi się coś innego.

     Od przyjazdu nie ruchałem. Nie miałem na to głowy. W mojej prostacie i jądrach nazbierało się aż nadmiar kilku substancji, które prosiły, aby je uwolnić. Jeszcze raz spojrzałem na zdjęcie. Myślami już ją gwałciłem. 

     Dobrze, że napisała. Potrzebowałem skupić się na czymś innym niż moja potencjalna śmiertelna choroba i porzucenie Emilki. Musiałem odreagować. Zlecenie na gwałt w miejscu publicznym było idealnym sposobem na wyrwanie się z letargu.

     Jeszcze raz odszukałem maila od dziewczyny. Przeczytałem go dwa razy, notując na kartce wszystkie informacje. Spisałem numer autobusu i nazwę zakładu gdzie pracowała. Podała mi miejsce, gdzie najlepiej to zrobić. Google maps były w tym wypadku nieprzydatne, więc postanowiłem później tam podjechać.

     Kluczowy był kalendarz. Pracowała na trzy zmiany, ale chciała, żebym to zrobił, kiedy będzie wracać z popołudniówki. Kiedy wysyłała maila, miała taką zmianę i wtedy, kiedy zaplanowałem gwałt, też miała ją mieć, ale czy dziś także tak pracuje? Nie mogłem się pomylić. Miałem nadzieje, że nie ma urlopu. Nie. Po co by o sobie przypominała?

     Nocki, popołudniówki, dniówki. Taki był cykl jej pracy. Już chwilę później ustaliłem, że dziś powinna wracać po dwudziestej drugiej. Ucieszyło mnie to. Nie myśląc wiele, udałem się na miejsce. 

     Już sam spacer po osiedlu bardzo mnie podniecił. Dwa, może trzy razy spełniałem fantazje kobiety o zgwałceniu, ale zawsze u mnie lub w hotelu. Z obawy przed nagraniem i szantażem nigdy nie zgadzałem się na to u klientek w domu. Mogłyby  wyciąć jakiś element i miałyby mnie w garści. Ograniczone zaufanie w takim wypadku to podstawa.

     Z Jolą było inaczej. Miałem od niej na piśmie w mailu czego chce, jak i kiedy. Byłem kryty, gdyby jej odwaliło. Problemem było miejsce. Chciała, żeby to było mniej więcej w miejscu, w którym właśnie stałem. Dwa razy przeszedłem cały teren w poszukiwaniu monitoringu. Nie było żadnych kamer ani tych miejskich, ani przemysłowych. Wąska ścieżka stanowiąca skrót z przystanku wiodła przez krzaki. Tuż za nią zaczynały się bloki. Co najważniejsze była tam niewielka licząca może dwa ary polanka, która wydawała się idealnym miejscem na nasze spotkanie.

     Wiedziałem już, gdzie się zaczaję i gdzie ja zaatakuje. Chciałem iść za nią od samego przystanku, ale to mogłoby wzbudzić jej niepotrzebne podejrzenia i ściągnąć uwagę jakichś świadków. Na punkt początkowy wybrałem niewielki stary kiosk mniej więcej w połowie drogi między przystankiem a miejscem gwałtu.

     Wszystko było zaplanowane. Zjadłem solidny obiad i próbowałem się zdrzemnąć. Od razu na myśl przychodziły mi sceny z tego, co działo się w Grecji. Wiedziałem, że nie ucieknę przed kolejnymi badaniami i przed konfrontacją z Emilką. Musiałem się z nią zobaczyć. Według mojej wiedzy powinna była już wrócić. Czy będzie chciała zamienić ze mną choćby dwa słowa? Co jej powiedzieć? Prawdę czy ułożyć historię o chorej siostrze i konieczności szybkiego powrotu? Zachowałem się jak dureń. Wszystko robiłem w stresie i na spontanie. Nie pomyślałem, żeby zostawić jej choćby małą karteczkę na recepcji. Zniknąłem jak kamfora.

     Nie zasnąłem. Włączyłem jakiś film, na którym co chwila gubiłem watek. Powoli zaczynało się ściemniać. Jeszcze raz przyjrzałem się zdjęciom dziewczyny, a potem przeczytałem maile od niej. Wykąpałem się i założyłem dres. Nie zakładałem nawet bielizny. Uznałem, że będzie mi tylko przeszkadzać. Do kieszeni wsadziłem sznurek od skakanki, którą zniszczyłem podczas ćwiczeń. Mógł się przydać.  Myślałem też o jakiejś szmacie na knebel, ale przecież nie będzie się darła na całe osiedle. Kiedy uznałem, że jestem gotowy, wyszedłem, powoli udając się na miejsce, gdzie zamierzałem zgwałcić klientkę.

     Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że robię jeden z największych błędów w moim życiu.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.