Olivia, Victoria II - cz. VII

Swoim zwyczajem Robert obudził się pierwszy, czując wtuloną w siebie Victorię. Zerknął na zegarek, było kilkanaście minut po szóstej. Victoria słodko spała, obrócona tyłem i przytulona nagimi pośladkami do niego. Oboje byli nadzy, bo Victoria konsekwentnie nie pozwalała mu ubierać spodenek czy slipów. Chciała przytulać się do jego ciała, a nie do szmaty. Poczuł potrzebę, więc delikatnie odsunął się od Victorii, zsunął z łóżka i udał się do łazienki. Wykonał poranną toaletę wraz ze zgoleniem ostrego i twardego zarostu. Ubrał spodenki i wszedł do aneksu kuchennego napić się wody. Było jeszcze dość wcześnie, więc napił się i wrócił do sypialni. Victoria spała nie przykryta, leżąc teraz na wznak i prezentując mu w całej okazałości swoje kształty i atrybuty kobiecości. Podniesiona i odgięta w bok noga,  ukazywała mu powaby owłosionej cipki, z lekko rozwartą szczelinką i zarysem jej szparki. Sterczące, ciemne sutki na lekko rozpłaszczonych piersiach aż prosiły się o pieszczoty i całowanie. Urocza, okolona puklami lekko pokręconych, ciemnych włosów, buzia, budziła w nim nadal zachwyt jej urodą, ale i niedowierzanie, że ta piękna, młoda kobieta jest jego żoną. Jej powaby obudziły jego kutasa, który sterczał i przypominał mu o jego powinnościach wobec młodej żony, ale spała tak słodko, że nie chciał jej budzić. Miał już zamiar wyjść i dać jej pospać, ale jakby wiedziona wewnętrznym impulsem, Victoria otworzyła oczy i zobaczyła Roberta gapiącego się na jej zachęcająco otwartą cipkę. Zerknęła na swoje krocze i uśmiech okolił jej twarz.  
- Jakże miło widzieć cię mój kochany, jak gapisz się i podziwiasz moją cipkę - powiedziała ze śmiechem.
- Chodź tu do mnie i daj buzi swojej spragnionej ciebie żonie - poprosiła.
Podszedł do łóżka i położył się koło niej, potem okraczył jej ciało i wspierając się na rękach, przylgnął wargami do jej ust. Uchyliła cudownie słodkie wargi i wysunęła język, który natychmiast zassał do ust. Podjęła wyzwanie i zaczęła pojedynek o dominację w jego ustach. Pozwolił jej na omiatanie i oplatanie jego języka jej zwinnym i ruchliwym języczkiem. Potem ujęła jego głowę w dłonie i całowała mocno, zachłannie, do utraty tchu. Z trudem oderwał się od niej i podniósł głowę. Dysząc, patrzył w jej piękne, piwne oczy, w których igrały iskierki zadowolenia i podniecenia.  
- Kocham cię! - powiedział głosem przepełnionym uczuciem.
- Wiem! Ja ciebie też! - usłyszał jej podniecony głos. Poczuł jak obejmuje dłonią kutasa i nawilża go w swoich sokach, a potem wprowadza w swoją szparkę.
- Bierz mnie Robercie, mocno, abym cię czuła w sobie głęboko - poprosiła, szeroko rozkładając i podnosząc nogi, które piętami oparła na jego pośladkach. Powoli opuszczając się na nią, wchodził w nią coraz głębiej, aż dobił do końca, wydobywając jej westchnienie.
- Teraz pieprz mnie Robercie, tak jak tylko ty potrafisz, mocno, głęboko i z wyczuciem - poprosiła nieco już chrapliwym z podniecenia głosem. Dostosował się do jej życzeń i zaczął wchodzić w nią głęboko, a wychodzić do granicy opuszczenia jej przytulnej norki, rozpychając i drażniąc główką kutasa jej czułą na bodźce strefę. Pochylił się przy tym i zaczął pieścić językiem oraz ssać to jednego to drugiego sutka. Podziałało, zaczęła dyszeć i pojękiwać coraz głośniej. Przyspieszył i wzmocnił pchnięcia, więc do pojękiwań dołączyła stękania. Była coraz bliżej, zaczęła mocno dopychać go piętami, wbijając palce w jego pośladki. Robertowi też niewiele brakowało, kiedy poczuł, że Victoria dochodzi. 'wystrzelił'. Poczuła to, bo jej ciasna cipka odbierała drgania i pulsowanie jego kutasa, poczuła więc, jak pompuje w nią nasienie. Wydała głośny jęk i dopchnęła go do siebie, aby go czuć jak najgłębiej. Mocny orgazm obezwładnił jej ciało. Po chwili powróciła do realu, uśmiechnięta i wyluzowana.      
- Chcę tak zawsze mój kochany mężu, ale teraz przynieś ręcznik, bo zalałeś mi cipkę do pełna - powiedziała zadowolona i szczęśliwa. Robert przyniósł ręcznik i zaczął jak zwykle z pietyzmem wycierać jej cipkę, ale wzięła go od niego i wytarła się sama, potem jego i podniosła się.
- Wybacz kochany! Pewnie pozwoliłabym ci wycierać się i do południa, bo to jak wycierasz moją cipkę, jest bardzo przyjemne, tylko, że mój pęcherz dopomina się swego i muszę do łazienki - to mówiąc zsunęła się z łóżka, mucknęła go ustami i znikła w łazience. Było jeszcze dość wcześnie i Robert wyciągnął się na łóżku w oczekiwaniu na Victorię. Musiał przysnąć, bo nagle poczuł na ustach czyjeś wargi. Otworzył oczy i zobaczył trochę jaśniejsze od oczu Victorii, śmiejące się do niego oczy Olivii. Leżała na nim i wspierając się rękami o jego tors, próbowała się wedrzeć językiem do jego ust. Rozchylił wargi i poczuł jak wciska mu w usta język, podejmując pojedynek z jego językiem. Zrobiło mu się przyjemnie i jego kutas ponownie ożył. Była ubrana do wyjścia, więc oderwała się na chwilę od niego i szybko zdjęła bluzeczkę oraz spódniczkę, aby ich nie wymiętolić i widząc dźwigającego się kutasa, równie szybko pozbyła się majteczek i stanika, kładąc się na nim całym ciałem.  
- Zachowujesz się jak moja druga żona - powiedział wesołym tonem, kiedy ponownie zabrała się za całowanie.  
- To proszę też o obsłużenie jak drugą żonę - powiedziała i nie zastanawiając się, uniosła tyłek, pochwyciła w dłoń jego kutasa i po kilkakrotnym przeciągnięciu go po swojej szczelince, rozgarnęła wewnętrzne wargi i wcisnęła go w odsłoniętą szparkę. Pracując biodrami i tyłkiem wchłonęła go dość głęboko w siebie. Krótkimi ruchami tyłka i bioder zaczęła 'jazdę', coraz mocniej dysząc i pojękując.  
- Ciebie Robercie nie można nawet na chwilę zostawić samego, zaraz znajdzie się amatorka na twojego kutasa - usłyszał od drzwi słowa Victorii, wypowiedziane pogodnym tonem.
- Jak przyszłam to Robert spał ze stojącym kutasem, więc próbuję mu ulżyć - oznajmiła Victorii Olivia, może nie całkiem zgodnie z prawdą, zdyszanym od podniecenia głosem, przyspieszając i wzmacniając ruchy tyłka. Leżała na Robercie, operując tylko krótkimi ruchami tyłka i bioder, więc sięgnął jedną ręką do jej pośladków, a drugą wcisnął pod jej udo, próbując się dostać do jej wzgórka. Uniosła lekko nogę, umożliwiając mu sięgnięcie do wzgórka i łechtaczki. Victoria zachowując się obojętnie wobec faktu, że Olivia dosiada jej męża, zauważyła, że Olivia próbuje ją papugować w pozycji 'na jeźdźca', ale nie bardzo jej to wychodzi w pozycji, którą przyjęła.
- Podnieś się, uklęknij i okracz nogi Roberta, a potem wsuń go w siebie i pozwól Robertowi pieścić twoje piersi, to szybciej dojdziesz - poradziła siostrze, widząc, że sobie nie radzi, a Robert próbuje jej pomóc, ale jej nie naprowadza. Olivia po zmianie pozycji, zgodnie z tym, co zasugerowała jej siostra, pochyliła się w stronę Roberta, podając mu swoje drobne piersi do pieszczot, a sama zaczęła 'ujeżdżać' go bardziej zdecydowanie, co szybko poskutkowało wzrostem podniecenia i wzmocnieniem doznań, tak że w niedługim czasie dopadł ją mocny orgazm, który ogarnął jej ciało. Na chwilę 'odleciała', a po dojściu do siebie poczuła, że Robert nadal jest w niej sztywny, ale nie chciała przeginać. Wysunęła się z niego i mocnym pocałunkiem podziękowała za doznania 'na dzień dobry'. Wyluzowana i szczęśliwa ubrała się i podeszła do Victorii, której również podziękowała buziakiem za to, że pozwala jej 'figlować' na dzień dobry ze swoim mężem i za 'pomoc' czy 'poradę' przy tym ostatnim 'kontakcie'.
- Wołaj Violettinę, bo zaraz pójdziemy na śniadanie, a potem tak jak powiedział Robert, zastanowimy się w jaki sposób spędzimy ten dzień - oświadczyła Olivii. Oboje z Robertem ogarnęli się i wyszli z pokoju. W holu czekały już na nich Olivia z Violettiną. Victoria zapukała jeszcze do drzwi od pokoju ciotki Violetty, ale była cisza i nikt nie odpowiadał.  
- Widziałaś dzisiaj mamę? - zapytała Violettinę.
- Nie! Chyba nie spała tutaj, bo w ogóle nie korzystała z łazienki - oświadczyła Violettina.
- To musimy sprawdzić, gdzie jest twoja mama? - powiedziała do niej Victoria.  
Wyszli na korytarz i Robert zamknął drzwi na klucz. Zapukali do drzwi apartamentu rodziców. Po chwili drzwi otworzyły się i pojawiła się Andreea.
- Mama și tata sunt în cameră? (Mama i tata są w pokoju?) - zapytała ją Victoria po rumuńsku.
- Nu știu, nu am verificat (nie wiem, nie sprawdzałam) - odpowiedziała Andreea.
Victoria przeszła obok niej i zapukała do pokoju rodziców. Drzwi otworzyła Maria.
- Witaj córciu! - odezwała się pogodnym głosem.
- Witaj mamo! Nie wiesz, gdzie jest ciocia? - zapytała poważnym głosem.  
- Pewnie, że wiem! Jest z nami! - odpowiedziała neutralnym, pogodnym głosem Maria.
- Nie martw się o ciocię ! Z nami nie zginie - dodała już bardziej poważnie.
- Wiem mamo! Ale wolałam się upewnić, bo Elena i tak zarzuca mi, że wyżywam się na was za nią - odpowiedziała Victoria.  
- To teraz już wiesz, więc przepraszam cię, ale będziemy się zbierać na śniadanie - powiedziała Maria, nie komentując jej wypowiedzi na temat Eleny i wycofała się do pokoju, pozostawiając Victorię przy drzwiach. Victorii nie pozostało nic innego, jak wrócić do swoich, którzy czekali na nią na korytarzu.
- I co, dowiedziałaś się, gdzie jest ciocia? - zapytała Olivia, która też zatroskała się o ciocię.
- Oczywiście, ciocia jest z naszymi rodzicami i mamy się o nią nie martwić - odpowiedziała Victoria, nieco stropiona zachowaniem matki wobec niej. Widocznie Elena opowiedziała jej, w jaki sposób potraktował ją Robert, interpretując sprawę po swojemu i Maria przyjęła jej wersję. Victoria dość impulsywnie odbierała zachowanie jej rodziny wobec siebie i Roberta. Utwierdzała się więc coraz bardziej w przekonaniu, że jednak coś popsuło się w jej rodzinie. Nie chciała jednak wciągać w to Roberta, bo zdenerwowany mógłby odciąć 'pępowinę' łączącą ich z jej rodziną, pozostawiając ich samych sobie, a nie chciała tego, bo przy okazji ucierpiałyby jej młodsze siostry. Dziwiła się tylko mamie, bo przecież Maria doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co by się stało, gdyby Robert zdenerwował się, machnął na nich ręką i przestał im pomagać. Ale póki co trzeba coś zjeść - pomyślała, więc w czwórkę udali się do restauracji na śniadanie. Wybrali ze szwedzkiego stołu to, co każde z nich preferowało i po kilkunastu minutach byli po śniadaniu. Teraz  należało się zastanowić, w jaki sposób mają spędzić kolejny dzień. Wrócili do apartamentu i w czwórkę usiedli w wygodnych fotelach w dużym pokoju, który pełnił w apartamencie rolę salonu. Jako pierwszy głos zabrał Robert, zwracając się do swoich 'kobietek'.  
- Moje drogie, miłe panie! Zapowiada się pogodny, słoneczny dzień, więc wypadałoby go jakoś wykorzystać. Nie chciałbym żadnej z was narzucać lub sugerować swojej propozycji, zanim nie usłyszę, w jaki sposób chciałybyście spędzić kolejny dzień - Robert poprosił swoje towarzyszki w osobach Victorii, Olivii i Violettiny o wyrażenie swojego zdania, co do spędzenia kolejnego dnia.  
- Robert, chcesz usłyszeć nasze zdanie na temat wypoczynku w dzisiejszym dniu, ale o czym mamy się wypowiadać, kiedy nie wiemy jakie opcje wchodzą w grę? - Olivia zaskoczyła ich kompletnie, stawiając rzeczowe, jasno postawione pytanie; o czym maja dyskutować?
- I właśnie o to mi chodziło, żeby wywołać u was reakcję na moje słowa. Brawo Olivio! Jakie opcje w zakresie tego wypoczynku wchodzą w grę? Już mówię; możemy pozostać tutaj i łażąc od basenu do basenu kąpać się czy smażyć się w słońcu jak inni. Poza tym możemy słuchać tutejszej muzyki, tańczyć, kąpać i bawić się, korzystając z dostępnego  tutaj wyposażenia, sprzętu, czy urządzeń oraz podjadać tutejsze smakołyki w knajpkach czy budkach. Możemy też potraktować ten hotel jako bazę; wsiąść do kampera i  ruszyć zwiedzać Węgry czy Rumunię, zaczynając od najbliższych, ciekawszych okolic czy miejscowości. Wybór należy do was, co zaproponujecie, ja na to przystaję - powiedział, czekając na ich odpowiedź w zakresie propozycji które przedstawił. Victoria też milczała, ciekawa co powie Olivia czy Violettina.
- Robercie, jesteś jak zwykle kochany, bo tak jak powiedziałeś, nie chcesz narzucać nam swoich propozycji. Nie wiem, co myśli Violettina, ale ja na pewno zaakceptuję wszystko, co oboje z Victorią postanowicie. Jeżeli uznacie, że możemy zostać tutaj, to zostaniemy z wami, przynajmniej ja, jeżeli zdecydujecie, że jedziemy tym czarodziejskim, czadowym samochodem w rajzę po Węgrzech czy Rumunii, ja jadę z wami na pewno - odpowiedziała Olivia. Zresztą trudno było spodziewać się po niej innej odpowiedzi. Violettina bez namysłu poparła jej wypowiedź, bo zdawała sobie sprawę, że na pewno ciekawiej spędzi czas z nimi, niż z mamą czy z pozostałą częścią rodziny Olivii i Victorii.
- Robercie, wiesz już, co na temat wykorzystania dnia sądzą dziewczyny, a ja również jestem za tym, abyś to ty zadecydował, czy zostajemy tutaj czy jedziemy, więc co zrobisz, to my jesteśmy z tobą - powiedziała Victoria, zostawiając decyzję Robertowi. Nie był tym zachwycony, ale nie miał wyjścia.
- Może trzeba jeszcze upewnić się, jak twoi rodzice stoją z kasą, bo nie chciałbym, aby im czegoś brakowało, kiedy nas nie będzie - zwrócił się do Victorii. Pomyślała przez chwilę, czy nie wykorzystać w ten sposób możliwości dania do zrozumienia swojej rodzinie, czym są lub mogą być, gdyby nie pomoc Roberta, ale ostatecznie zrezygnowała z tego, bo nie miała w swojej naturze zajadłości czy chęci wyżywania się na swoich bliskich, co zarzucała jej Elena. Za bardzo ich wszystkich kochała, by w sumie drobne nieporozumienia mogły wzbudzić w niej chęć rewanżowania się nieprzyjemnymi dla rodziny zachowaniami czy postępowaniem, które mogło ich boleśnie dotknąć czy urazić. Pod tym względem była całkowicie inna niż Elena, która swoją buńczucznością i zacietrzewieniem potrafiła zrazić do siebie Roberta, w którym otwarcie podkochiwała się, ale równocześnie chciała go sobie podporządkować, licząc na jego ewentualną uległość i zafascynowanie jej osobą. Musiała poczuć się bardzo rozczarowana, kiedy jej intryga wobec Victorii nie powiodła się. Pewnie sama do końca nie wiedziała, po co to robi i co w ten sposób chciała osiągnąć. Po zachowaniu matki, Victoria mogła domyślać się, że Elena w jakiś tam sposób próbuje teraz nastawić rodziców przeciwko niej i Robertowi, nie zdając sobie sprawy, że jest to przysłowiowe 'podrzynanie gałęzi na której się siedzi'. Teraz Robert myśląc o zabezpieczeniu finansowym jej rodziny, dał jej dowód, że nie przejmuje się głupimi, wprost dziecinnymi gierkami jej siostry i w dalszym ciągu czuje się jej członkiem, poczuwając się przy tym do odpowiedzialności za ich byt.
- Dobrze! Mam rozumieć, że wyjeżdżamy, ale pewnie nie wiesz jeszcze gdzie, tak jak w Polsce - skwitowała wesołym głosem. Zamiast odpowiedzi, pokiwał jej głową, na znak, że słusznie się domyśla.
- Znowu pełny spontan! A teraz idziesz ze mną czy sama mam rozeznać, jak to moje rodzinne  towarzystwo stoi z kasą? - zapytała, widząc jego niezdecydowanie.
- Chyba pójdę z tobą, bo Elena mogła nieźle namieszać, przedstawiając im swoją wersję wydarzeń, więc mogliby próbować odreagować na tobie swoje niezadowolenie, na co jako twój mąż nie mogę pozwolić - oznajmił jej wesoło, poprawiając zdecydowanie jej nastrój.  
- Dziewczyny, my idziemy do rodziców na pogawędkę, a wy przygotujcie się do wyjazdu - zakomunikowała siostrze i kuzynce. Wspólnie z Robertem wyszli na korytarz i zapukali do apartamentu rodziców. Poczekali chwilę i nic. Żadnego odzewu. Powtórzyli to kilkakrotnie i nie słysząc żadnego odzewu czy ruchu z drugiej strony, mieli już zamiar odpuścić, kiedy drzwi otworzyły się i stanęła w nich Elena.  
- O co chodzi? Dobijacie się, jakby się paliło. Stało się coś? - zapytała z nieukrywaną złością.
Victoria zagotowała na tak bezczelną odzywkę siostry, ale Robert ją zmitygował.
- Spokojnie Victorio! Przyszliśmy porozmawiać z rodzicami, są w pokoju? - zapytał Elenę spokojnym głosem, bez emocji.  
- Są, ale nie wiem czy będą chcieli z wami rozmawiać - oświadczyła Elena, w dalszym ciągu zagradzając im wejście do wewnątrz.
- To przekaż rodzicom, że wyjeżdżamy i radźcie sobie od tej chwili sami - poinformował spokojnie Robert. Widać było, że Elena zmieszała się, zaskoczona słowami Roberta.
- Jak to wyjeżdżacie? Sami? - słowa z trudem przechodziły jej przez gardło.
- Nie! Olivia i Violettina jadą z nami - informował ją dalej spokojnie, neutralnym tonem.
Do Eleny chyba dotarło, co Robert powiedział i jak głupio sama zachowuje się, blokując im wejście.  
- Możecie poczekać? Poproszę mamę - odezwała się już innym tonem.
- Wejdźcie dalej, proszę! - odsunęła się od drzwi i podeszła do drzwi od pokoju rodziców. Zapukała i w drzwiach pokazała się Maria.
- O co chodzi? - zapytała chłodno Maria Elenę, patrząc w stronę Victorii i Roberta.
- Mamo, oni wyjeżdżają i zostawiają nas samych! - prawie wykrzyczała Elena.
Zobaczyli zmieszanie i zażenowanie na twarzy Marii, podobnie jak u Eleny. Chyba również informacja, że Victoria i Robert wyjeżdżają, podziałała i na Marię jak czerwona płachta na byka. Uzmysłowiła sobie, że córka z zięciem zostawiają ich na pastwę losu, samych.  
- Jak to wyjeżdżacie? - zapytała z niedowierzaniem.
- Po prostu. Wsiadamy do kampera i wyjeżdżamy, a wy podobno nie raczycie czy nie życzycie sobie z nami rozmawiać? - oświadczył z uśmiechem Robert.
- Więc my też po prostu nie chcemy wam przeszkadzać. Macie wszystko opłacone; pobyt, wyżywienie, korzystanie z basenów, sprzętu i urządzeń, więc odpoczywajcie i bawcie się - dodał wesoło.
- Kto wam powiedział, że nie chcemy z wami rozmawiać? - zapytała wystraszona już Maria.
- Ja mamo! - ubiegła odpowiedź Roberta Elena, zdając sobie teraz sprawę, jaki efekt wywołały jej nieodpowiedzialne gierki i podburzanie rodziców przeciw Victorii i Robertowi.
- Robercie, Victorio,  proszę! Nie róbcie nam tego! Nie zostawiajcie nas samych! Elena, co ty narobiłaś? - Maria była już nie tylko wystraszona, była przerażona i rozżalona, że dała się tak łatwo wyprowadzić córce w pole. Z oczami pełnymi łez patrzyła to na Victorię, to na Roberta.
- Wyluzuj Mario i nie wpadaj w panikę! Nie wyjeżdżamy na stałe tylko na dziś i być może, że wrócimy na noc. Zależy, jak daleko odjedziemy. A wpadliśmy, bo chcieliśmy się upewnić, czy wam czegoś nie brakuje? Niestety, Elena zachowała się jak cerber przy drzwiach i była uprzejma poinformować nas, że nie wie, czy będziecie chcieli z nami rozmawiać. Więc poprosiliśmy ją, aby przekazała wam, że wyjeżdżamy, a ona zinterpretowała to, jak sama słyszałaś, że wyjeżdżamy i zostawiamy was samych, co nie do końca było prawdą. Ale Elenka, mówi przecież to, co jej pasuje, a nie to, co ktoś do niej mówi - powiedział ze śmiechem Robert. Elena słysząc jego słowa, zaczerwieniła się jeszcze bardziej, a oczy napełniły się łzami. Maria słysząc słowa Roberta, odetchnęła z ulgą, próbując się nawet uśmiechnąć.
- To teraz porozmawiajmy już konkretnie; jak stoicie z kasą? Nie chcielibyśmy z Victorią,  aby wam czegoś brakowało, bo przecież knajpek, budek i stoisk różnego rodzaju jest tu multum, a wszystko to kusi i kosztuje - zwrócił się do Marii Robert.  
- Robercie, mamy przy sobie ponad tysiąc Euro i chyba 4000 forintów, więc na nasze potrzeby na jakiś czas wystarczy. Jak będzie potrzeba, to wiemy przecież, do kogo możemy się  zwrócić. Poza tym chciałam przeprosić tak ciebie jak i Victorię, że dałam się wciągnąć Elenie w coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca. A z tobą moja panno musimy pewnie razem z ojcem porozmawiać, bo nie może być tak, żebyś ty mieszała między nami, kiedy coś czy ktoś ci nie odpowiada - powiedziała i niezbyt przychylnie spojrzała na Elenę. Elena też zrozumiała, że przegięła, bo uzmysłowiła sobie, do czego doprowadziłaby rodzinę, gdyby Robert okazał się takim człowiekiem, za jakiego go sama uznała i ukazała swoim rodzicom, wciągając ich w swoją,  nie do końca zrozumiałą i niezbyt czystą grę.  
- Wobec tego tak jak powiedziałem, bawcie się i odpoczywajcie. Jeżeli wam się znudzi tutaj, możecie w każdej chwili wykorzystać busa i jego kierowcę, aby zrobić sobie podobnie jak my nawet codziennie jakąś wycieczkę do pobliskich ciekawych miejsc czy to na Węgrzech czy w Rumunii. A ja do końca tygodnia postaram się opłacić wynajem busa na cały okres waszego pobytu w tutejszym kurorcie - podsumował Robert swoją rozmowę z Marią, która buziakami  podziękowała Victorii i Robertowi za ich troskę o jej rodzinę i za to, że nie potraktowali poważnie nie przemyślanego postępowania Eleny.  Widać było, że i Elena walczy ze sobą, czy nie spróbować naprawić swoich relacji z siostrą i szwagrem, ale obawiała się pewnie odmowy i odrzucenia, bo zbyt świeże były ślady jej intryg przeciwko nim, biorąc pod uwagę nawet to jej ostatnie zachowanie. Cóż, osoby pokroju Eleny niezależnie od płci, na wszystko patrzą przez pryzmat swojej osobowości, więc i Elenie nie mieściło się w głowie, że są ludzie pokroju Roberta, którzy w każdym, z kim się spotykają, widzą przede wszystkim człowieka, który ma prawo popełniać błędy, ale jest również zdolny przyznać się do tego i wycofać się czy przeprosić, jeżeli to godzi w czyjąś godność, obraża jego uczucia czy wyrządza krzywdę. Elena była do pewnego stopnia egoistką z wybujałym ego, ale była też bystrą i mądrą dziewczyną, więc dotarło do niej, że utrzymując poprawne relacje z Victorią i Robertem, więcej na tym zyska niż straci tak ona sama, jak i cała pozostała rodzina. Poza tym zdała sobie sprawę, że pozycja Roberta w jej rodzinie będzie tylko zyskiwać na znaczeniu, bo bez niego mogą być tylko tym, czym byli dotychczas, jedną z wielu wielodzietnych rodzin, borykającą się z problemami codziennego życia. Postanowiła więc wymyślić szybko coś, co poprawiłoby jej relacje tak z Victorią jak i Robertem, a jej pozwoliłoby bezboleśnie przełknąć porażkę jaką poniosła w starciu z siostrą i jej mężem. W jej mniemaniu proste 'przepraszam' i przyznanie się do błędu nie wchodziło w grę. Natomiast Victoria z Robertem po wyjaśnieniu nieporozumienia z matką i upewnieniu się, że potrzeby rodziny są zabezpieczone na jakiś czas, pożegnali się serdecznie z Marią oraz dość chłodno z Eleną, po czym powrócili do czekających na nich dziewczyn.
- I jak, wyjaśniliście i załatwiliście wszystko z rodzicami? - Olivia też domyśliła się, że coś pomiędzy Victorią i Robertem a rodzicami było nie tak i podejrzewała czy wyczuwała w tym udział Eleny, ale nie wnikała w to za bardzo, bo była pewna, że tak Robert jak i Victoria nie skrzywdzą rodziny.
- Tak, już jest wszystko w porządku! Elena jak zwykle trochę namieszała, ale wyjaśniliśmy mamie w czym rzecz i jest OK - powiedziała wyluzowana już i wesoła Victoria.
- A teraz zbieramy się i wyjeżdżamy w siną dal, gdzie nas nasz pan i władca zechce zawieźć - dodała pogodnym, żartobliwym tonem, dając buziaka Robertowi, który dał jej kolejny dowód na to, że bardzo kocha i troszczy się o nią, a także o jej rodzinę...cdn...

10 573 czyt.
97%377
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 4438 słów i 24457 znaków. Tagi: #poranek #żona #erotyka #rozmowa

7 komentarzy

 
  • SzerelemPL

    SzerelemPL · 17 lis 2017

    Czy mi się wydaje czy może pojawić się wątek z ciąża kogoś innego niż Victorii?

    A bo bym zapomniał -  opowiadanie jak zwykle wybitne.  


    Minus to zbyt długa przerwa między kolejnymi częściami.

  • Dom

    Dom · 16 lis 2017

    Bardzo fajne opowiadanie

  • Lordvader

    Lordvader · 16 lis 2017 · 193945506

    No i Elena dostała za swoje gierki. Super. Może to ją coś nauczy. A tak na marginesie - pozdrawiam z Brna. Nawet nie wiesz jak, po calym dniu nudnego szkolenia, przyjemnie jest coś dobrego poczytać przy zimnym piwku. Mam nadzieje, że wkrotce bedzie cdn

  • POKUSER

    POKUSER · 16 lis 2017

    Świetne posunięcie z Eleną, choć trochę dziwi łatwowierność Marii. Też by mi się takie wczasy przydały...

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 · 16 lis 2017

    A co się stało Olivii że zaczęła tak płynnie mówić po polsku? Czekam na dalsze ich przygody :-)

  • santa

    santa · 16 lis 2017 · 274273653

    Witam ponownie. Jeszcze troszkę pobędę w Polsce, prawdę mówiąc nieba rdzo mi się chce siedzieć dziesięć godzin w samolocie. Co do opowiadania - tu niestety nie mogę do niczego się przyczepić SUPER. Jak pisałam poprzednio, co z Mihaelą? Wiesz myślę że np. Mihaelia jedzie razem z Victorią, Robertem, Olivią i Violettiną, Elena pozostaje z rodzicami i niestety zaczyna się nudzić. Może choć bardzo wątpię da jej to trochę do myślenia. Tam daleko miałam też koleżankę o podobnym usposobieniu, rodzice wierzyli we wszystko co robiła i mówiła, niema już jej, podobno została uprowadzona i sprzedana w „pięknym Syjamie” ponoć do Chin . Dziwie się postępowaniu Marii, miała już tyle dowodów przyzwoitości, pomocy od Roberta i dalej w niego wątpi. Boję się napisać co bym zrobiła na jego miejscu, choć rozumiem Victorię i obawiam się oby Victoria niepowiedziana kiedyś dość, koniec (finto). Jestem jedyna chyba która się tak rozpisuje, przepraszam. Dziękuje za wyrazy współczucia. Pozdrawiam Cię i twych bliskich. Santa.

  • Robert72

    Robert72 · 16 lis 2017

    Dla mnie super , świetne posunięcie w sprawie Eleny.  Ja jak zawsze chciałbym więcej , bardzo się cieszę z tego że regularnie obdarowujesz kolejnymi częściami.