Olivia, Victoria II - cz. IV

Robert jak zwykle obudził się pierwszy. Przez zasłony i rolety na szybach kampera  przebijało się światło słoneczne. Robert zsunął się z łóżka i zerknął na zegarek. Dochodziła siódma godzina. Rozejrzał się po kamperze i uśmiechnął na widok odkrytych nagich ciał Victorii i jej sióstr, bo i Olivia zdjęła koszulkę nocną z powodu gorąca. Miał co oglądać. Najbardziej kusząco i dojrzale wyglądała jego żona, której pięknie zaokrąglona, kobieca sylwetka, kształtne, doskonale wpisujące się w jej sylwetkę piersi i niezwykle urocza buzia okolona puklami ciemnych włosów, budziła zachwyt. Mógł być dumny z tak pięknie zbudowanej, urodziwej i młodej żony. I był. Darzył ją przy tym ogromnym uczuciem, za jej nie mnie bogate, obok fizycznych, walory duchowe i charakter. Była bardzo młodą kobietą, ale jej rozsądek, mądrość i kobieca intuicja nieraz zaskakiwała i zastanawiała jego samego. Już nieraz musiał przyznać sam przed sobą, że Victoria niejednokrotnie swoimi poglądami na życie i wyważonymi, trafnymi opiniami na wiele spraw dorównała lub nawet przewyższyła mądrością życiową tragicznie zmarłą, poprzednią żonę. Mógł więc powiedzieć, że wygrał kolejny los na życiowym kole fortuny, bo ta kobieta obdarzyła go równie głębokim uczuciem jak poprzednia żona i złożyła bez zastrzeżeń swój los w jego ręce. Niewiele mniej urodziwa od Victorii była również Elena i gdyby nie jej niejednokrotnie buntowniczy, nieposkromiony charakter byłaby prawdziwym skarbem dla każdego mężczyzny, ale ten mężczyzna musiałby posiadać wszystkie cechy i przymioty, które posiadał Robert, bo w kontakcie z nim 'miękła' i poskramiała swoją naturę, chcąc mu się przypodobać. I wreszcie Olivia, wobec której coraz bardziej nie potrafił określić więzi i uczuć, które go z nią połączyły. Może nie kochał jej tak jak Victorii, ale jak sama to określiła, zachował czy zarezerwował dla niej kącik w swoim sercu. Victoria była dla niego żoną i kobietą numer jeden, ale Olivia była tą numer dwa, spychając Elenę na trzecie miejsce. Pewnie gdyby przyszło mu je ratować w jakiejś sytuacji, zrobiłby to w takiej kolejności. A póki co, jego myśli i refleksje na temat tego, co widziały jego oczy, przerwała natura w postaci pęcherza, który domagał się opróżnienia. Przeszedł więc do kabiny i zrobił poranną toaletę, wraz z usunięciem twardej 'szczotki', która mu codziennie odrastała na twarzy. Starał się zrobić to w miarę szybko, bo w każdej chwili pozostałe we wnętrzu kobiece pęcherze, też mogły podnieść bunt. I tak zresztą było, bo kiedy opuścił kabinę, za drzwiami niecierpliwie przebierając nogami, oczekiwała już na swoją kolej Elena. Olivia też była już w pogotowiu i kiedy przesuwał się koło niej, otrzymał na powitanie czułego buziaka. Tylko Victoria leżała spokojnie, oczekując na porannego buziaka od Roberta. Kiedy usiadł koło niej na łóżku, pociągnęła go na siebie i wpiła się w jego usta, wsuwając jednocześnie język. Chwilę toczyli pojedynek i oderwali się od siebie, kiedy im zabrakło tchu. Zsunęła jego rękę na swoje krocze, sygnalizując mu, że jej mokra od soków cipka czeka już na jego 'wojownika'. Przesunął się więc do góry i ze sztywnym już kutasem oddał jej pole do popisu. Nie zważając, że Olivia siedzi oddalona metr od nich, okraczyła go i zanurzyła na chwilę kutasa w swoich sokach, a potem wprowadziła w siebie. Rozpoczęła od razu na ostro, czując 'rzekę' własnych soków w pochwie. Pochyliła się w jego stronę, zapraszając do zabawy z jej spragnionymi pieszczot piersiami. Olivia widząc jak Victoria dość ostro 'ujeżdża' Roberta, nie wytrzymała. Przybliżyła się do nich i jedną ręką miętosząc swoje piersi, drugą zaczęła tarmosić swoją cipkę. Victoria zlitowała się nad nią i przesunęła rękę Roberta na jej krocze, sygnalizując Robertowi i Olivii, że akceptuje ją w 'zabawie'. Kiedy wróciła Elena, odwróciła się na chwilę i kiwnęła na nią ręką. Elena podeszła i niepewnie przysiadła obok nich. Victoria przyciągnęła ją bliżej i położyła jej rękę na swoich piersiach, a rękę Roberta przesunęła na krocze Eleny. W ten sposób rozdzieliła role we wspólnej zabawie, a sama energicznie zajęła się sobą i Robertem, aby osiągnąć spełnienie. Tak więc zabawa rozhulała się na całego i każde z nich miało w niej swój udział, prowadzącym była jednak tylko Victoria. I ona też jako pierwsza zaczęła szczytować, jęcząc, dysząc, stękając czy sycząc, jeżeli któreś z nich wykonało jakiś ruch czy gest, który był nieprzyjemny lub bolesny. Słysząc, że Victoria szczytuje, Olivia, którą dość intensywnie pieścił i stymulował ręką Robert, gwałtownym ruchem wcisnęła sobie palec Roberta w szparkę i też 'odleciała' na chwilę. Victoria czując w sobie nadal sztywnego Roberta, zsunęła się z niego i dała znak Elenie, aby ją zastąpiła. Ta nie namyślając się wiele, szybko okraczyła Roberta i wprowadziła go w siebie, przysiadając. Czuła jak przedziera się przez jej futeralik, ale nie zwolnila, aż przysiadła na jego udach. Zasyczała przez moment, bo ją zabolało, ale po chwili zaczęła podskakiwać i nabijać się na niego z dużą siłą, pod różnymi kątami. Robert pochwycił jej piersi i z wyczuciem zaczął je pieścić i drażnić. Victoria natomiast podsunęła dłoń i zaczęła pieścić łechtaczkę. Tak zmasowane działanie szybko doprowadziło Elenę do szczytowania, co sygnalizowała głośnymi jękami, a na końcu prawie wrzaskami. Robert natomiast wszedł na pewien poziom podniecenia i zważając przede wszystkim, na zaspokojenie swoich partnerek, zatrzymał się w miejscu. Elena czuła jego sztywniaka w sobie, ale że nie oszczędzała się, była już tak obolała, że zsunęła się z Roberta i położyła obok, bo Victoria wyszła do kabiny toaletowej.  
- Olivia, skorzystaj z okazji i opróżnij zbiorniczki Robertowi - zwróciła się do siostry, widząc, że ma chęć, a boi się skorzystać z nadarzającej się okazji. Ta popatrzyła na Roberta i kiedy kiwnął głową, że zgadza się, okraczyła jego ciało, zwrócona do niego przodem, kucnęła i delikatnie wprowadziła w siebie kutasa. Kilkoma krótkimi ruchami wchłonęła go prawie całego. Nie popuściła i próbowała nadal, aż przysiadła na udach Roberta. Jej 'futeralik' ciasno otulał jego kutasa, tak że odczuwała dość intensywnie każdy ruch w górę czy w dół swojego tyłka, co powodowało, że szybko 'wspinała' się na szczyty doznań. Robert dodatkowo zaczął gładzić i pieścić jej drobne piersi, co odbierała różnie, w zależności czy robił to zgodnie z jej odczuciami, wtedy pojawiało się obok pojękiwań mruczenie, czy też było niezbyt przyjemne, wtedy lekko syczała. W końcu zgrali się odpowiednio i słychać było tylko lekkie pojękiwania i pomruki. Jej 'futeralik' też trochę poluźnił, więc przyspieszyła 'suwy' na jego kutasie i nastąpił 'odlot'. Opadła na niego całym ciałem , z twarzą blisko jego twarzy. Robert przez chwilę obserwował mimowolne grymasy na jej buzi i powstrzymał się od wytrysku.. Nie miał z tym wielkiego problemu, bo w jego umyśle doskonałe funkcjonował mechanizm neutralizujący napięcie czy hamujący wytrysk, bez ujemnych skutków dla jego jąder. Tak było również w tym przypadku. Olivia otworzyła oczy i widząc uśmiech na jego twarzy, spontanicznie zaczęła obcałowywać jego buzię, w podziękowaniu za doznania. Czuła jego kutasa w sobie, ale nie zaryzykowała powtórnej 'jazdy', bojąc się ewentualnego bólu. Kutas natomiast czując, że 'wykonał' robotę zaczął się kurczyć i po chwili opuścił przytulną norkę Olivii. Robert uznał, że w obliczu tego, co ich oczekuje w tym dniu, należy zakończyć 'zabawę erotyczną na 'dzień dobry'. A czekało ich wiele; na początek wizyta asystenta adwokata w sprawie wypadku, potem ich wizyta u samego adwokata w Oradea i być może wyjazd do Hajdusoboslo na Węgrzech. Ustalił więc z dziewczynami, że tak Elena jak i Olivia toaletę poranną zrobią w domu, poczekał więc, żeby przyodziały się w swoje ciuchy i wypuścił je do domu. Kiedy pojawiła się Victoria, był już sam.
- Poszły do domu, tak? - zapytała.
- Tak! Uznaliśmy, że nie ma co zapełniać niepotrzebnie zbiorników brudnej wody czy fekaliów, kiedy nie ma możliwości ich opróżnienia w Tinca - odpowiedział Robert.  
- Jak to nie ma możliwości opróżnienia? - zapytała Victoria - przecież na podwórzu przed domem jest studzienka kanalizacyjna, to nie możemy do niej opróżnić zbiorników kampera?  
- Możliwość taka jest, ale w zbiornikach kampera stosuje się płyny agresywne, które zabijają bakterie gnilne i rozkładają to, co do nich trafia, więc takich ścieków nie powinno się zrzucać do oczyszczalni biologicznych, opartych właśnie na pracy flory bakteryjnej. To tyle na ten temat - wyjaśnił w skrócie Robert.  
- To gdzie można opróżnić te zbiorniki? - zapytała ponownie Victoria.  
- Na niektórych stacjach benzynowych lub na parkingach kempingowych, które posiadają odpowiednie, osobne zbiorniki na tego typu żrące fekalia - odpowiedział Robert.  
- Będziemy w Oradea, to zapytamy o to, a teraz chcę powiedzieć mojej żonie, że jestem głodny, więc jeżeli nie masz nic przeciw temu, to ubieramy się i idziemy do domu - zakomunikował Victorii.
- Coś takiego? Mój mąż przyznał, że jest głodny - roześmiała się Victoria.
- Chodź ty mój kochany głodomorze, może w domu coś na to zaradzimy - powiedziała, dając  mu całusa i kiedy wyszli z kampera, wzięła go pod pachę i razem wkroczyli do jadalni. Zobaczyli, że w kuchni krząta się już Maria, przygotowując śniadanie. Przywitali się jak zwykle. Maria nie odpuściła sobie, żeby nie pocałować zięcia w usta, nie bacząc, że jest z żoną. Widocznie weszło już jej to w krew i stało się nawykiem, a Victoria uważała to za coś normalnego. Robert też nie zamierzał protestować, uznając to za naturalny objaw sympatii.
- Mamo, mój mąż jest głodny jak wilk i po raz pierwszy mi to oznajmił - powiedziała ze śmiechem Victoria, patrząc na Roberta pełnym uczucia spojrzeniem.
- Wcale mu się nie dziwię, że jest głodny, kiedy spał z trzema dziewczynami, o, przepraszam, z żoną i dwoma dziewczynami - powiedziała żartobliwie, śmiejąc się do nich. Była dobrą matką i znała swoje córki, które wyraźnie kwitły, kiedy je zobaczyła, wracające rano do domu. Po smutkach i przygnębieniu nie pozostało nawet śladu. Pewnie gdyby nie wstyd przed córkami sama by chętnie przespała się z Robertem, aby rozładować napięcie i to, co ją gniotło czy uwierało, bo przecież też była przytłoczona sytuacją, która zaistniała, a Andrei od chwili wypadku nie przejawiał jakiegokolwiek zainteresowania ani nią ani jej ciałem, inaczej niż w domu Roberta w Krakowie, kiedy z chęcią uczestniczył w zabawie erotycznej we troje z Violettą. Miała cichą nadzieję, że zamierzony pobyt w ośrodku wypoczynkowo-rekreacyjnym pobudzi do życia również i jej męża. A teraz mogła tylko zazdrościć córce mężczyzny jej życia, który ją kochał i miał możliwości spełniać jej najskrytsze marzenia czy zachcianki. Nie mogła tylko zrozumieć jednego; co powoduje Victorią, która kocha przecież Roberta nad życie, że bez cienia zazdrości pozwala swoim siostrom uwodzić i wykorzystywać jej męża. Ba, mając możliwość swobodnego podróżowanie we dwoje po Polsce czy Europie, z pełną premedytacją namówiła go do przyjazdu w rodzinne strony, z zamiarem zabrania sióstr i kuzynek na wspólne wojaże po Rumunii. To, że to zrobiła, stało się dla jej rodziny swoistym darem losu, bo pozwoliło im wygrzebać się z olbrzymiego kłopotu, spowodowanego wypadkiem w drodze do domu. Ale przecież nie to kierowało nią, kiedy zdecydowała o przyjeździe do Tinca, bo przecież nie wiedziała, co spotkało jej rodziców w powrotnej drodze do domu. Widocznie nie zna swojej najstarszej córki na tyle dobrze, żeby odgadnąć takie, a nie inne powody jej postępowania. Była jednak kobietą twardo stąpającej po drogach życia, żeby myśleć czy zastanawiać się nad czymś, co trudno wytłumaczyć racjonalnie. Uznała więc, że najważniejsze w tym wszystkim jest to, że mają teraz w rodzinie człowieka, który może prawie wszystko, gdzie 'prawie' oznacza, że możliwości Roberta też są niekiedy ograniczone, zależnie od okoliczności czy danej sytuacji. A teraz trzeba przede wszystkim nakarmić tego 'dobrodzieja' rodziny, który dostał pewnie niezły 'wycisk' od trzech napalonych na niego dziewczyn, z których jedna jest jego żoną.
- Robercie, sądzę, że jajecznica na szynce, pozwoli ci zaspokoić głód i uzupełnić stracone kalorie - zaproponowała Maria.
- Też tak sądzę, więc pozwól mamo, że ja zajmę się jajecznicą dla Roberta i mnie, a ty zajmij się pozostałymi głodomorami w tym domu, siebie nie wyłączając - zaproponowała Victoria.
- To zobacz, ile jest jaj i jeżeli wystarczy, to usmaż jajecznicę również dla taty - poprosiła Maria. V|ictoria sprawdziła, że jaj jest cała wytłoczka czyli dwadzieścia pięć sztuk oraz ponad kilo szynki, więc wiedząc, że cała rodzina łącznie z najmłodszymi siostrami lubi jajecznicę, zaproponowała więc usmażenie jajecznicy dla wszystkich, a dla popicia herbatę, kawę i kakao. Maria zgodziła się z nią, więc Victoria wyciągnęła dużą, głęboką patelnię i zaczęła kroić w kostkę szynkę. Robert też włączył się do pomocy i wrzucił na patelnię pół kostki masła, podpalił największy palnik i pomagając sobie drewnianą łyżką roztopił masło na patelni. Kiedy Victoria pokroiła odpowiednią ilość szynki, wrzucił ją na patelnię i ponownie podpalił palnik, podsmażając szynkę. W tym czasie Victoria i Maria zaczęły wbijać do osobnej miski przygotowane jaja. Po podsmażeniu szynki i wbiciu wszystkich jaj do miski, Robert wlał zawartość miski na patelnię i ciągle mieszając, zaczął smażyć jajecznicę na przytłumionym nieco ogniu. Po ścięciu białka jajek jajecznica była gotowa. Robert przekazał patelnię Marii jako gospodyni, aby rozłożyła jajecznicę na przygotowane przez Victorię talerzyki. Victoria w międzyczasie otworzyła drzwi do holu i krzykiem powiadomiła pozostałych członków rodziny o przygotowanym śniadaniu. Kiedy cała rodzina zgromadziła się w jadalni, Victoria i Maria podały na talerzykach jajecznicę oraz pieczywo i przygotowane w dzbankach napoje. Po kilkunastu minutach było po śniadaniu, które smakowało różnie poszczególnym członkom rodziny, ale że nie było nic innego, więc na zasadzie; to się lubi, co się ma, musiało im wystarczyć. Teraz należało poczekać na przyjazd asystenta adwokata i sprowadzić ewentualnie Violettę, gdyby zapomniała o przyjeździe asystenta, która mogła wyjaśnić czy opisać mu niektóre szczegóły, dotyczące zajścia pomiędzy Andrei'em a policjantami słowackimi w sposób bardziej racjonalny niż Maria, czy ktoś inny z jej rodziny. Sprowadzenia ciotki podjęła się Olivia, która od chwili przyjazdu do domu Victorii i Roberta, faktycznie zachowywała się tak, jakby jej wyrosły skrzydła. Cały czas była radosna, uśmiechnięta, pełna energii, brakowało tylko, żeby zaczęła podskakiwać jak mała dziewczynka.  A powodem był nie kto inny, tylko jej idol, za jakiego uważała Roberta.  Jako pierwszy przed domem pojawił się zamówiony przez Roberta bus z Oradea. Robert wraz z Victorią wyszli przywitać się z kierowcą, który również witał się z nimi jak dobry znajomy, żeby nie powiedzieć przyjaciel rodziny. Zaprosili go więc do środka, gdzie był witany nie mniej wylewnie przez pozostałych członków rodziny. Poproszony, usiadł przy stole i zaczął pogawędkę z Andrei'em, do której włączyła się również Maria. Elena wraz z Victorią  przygotowały tak dla gościa jak i pozostałych domowników oraz Roberta mocną kawę wraz z różnego rodzaju ciastkami. Niedługo potem przed dom zajechał oczekiwany prawnik, asystent adwokata. Powitany przez Marię, dołączył do zebranych w jadalni. Przyjął podaną kawę i przedstawił swoją propozycję przeprowadzenia wywiadu i zebrania potrzebnych informacji. Zapytany, czy widzi potrzebę udziału w sprawie Violetty, która wraz z kierowcą busa zawiadamiała o wypadku słowacką policję, potwierdził taką potrzebę, więc Olivia, zgodnie ze swoją deklaracją, poszła po ciotkę, a w jadalni pozostały tylko te osoby, które tak jak Maria i Andrei uczestniczące w wypadku, oraz Elena i kierowca busa, którzy dojechali na miejsce wypadku i mogli coś wnieść do sprawy. Dołączyć do nich miała Violetta i ewentualnie Mihaela. Najmłodsze dziewczynki poproszono o opuszczenie pokoju, a Victorii i Robertowi prawnik pozostawił swobodę wyboru. Mogli przysłuchiwać się wywiadowi bądź opuścić pokój. Na prośbę Marii, która wręcz stwierdziła, że w obecności Roberta raźniej się czuje, Victoria i Robert pozostali w pokoju. Asystent adwokata dość sprawnie prowadził wywiad, a właściwie przesłuchanie, oczywiście w języku rumuńskim, więc Victoria cichym głosem tłumaczyła Robertowi ważniejsze pytania i odpowiedzi. W międzyczasie doszła Violetta z obiema córkami i Olivią. Po krótkim powitaniu Violetta włączyła się w sprawę, a Victoria zaproponowała im kawę lub herbatę. Po około godzinnej rozmowie prawnik zakończył wywiad (przesłuchanie) z którego jednoznacznie wynikało, że wina Andrei'a jako sprawcy wypadku nie podlega żadnej dyskusji. Maria co prawda próbowała dyskutować na ten temat, biorąc na siebie czy przypisując sobie część winy za to, co się wydarzyło, ale prawnik jednoznacznie stwierdził, że na drodze to kierowca odpowiada za wszystko, co dzieje się z samochodem i za osoby, które z nim jadą. Jeżeli czuł, że opanowuje go senność, powinien zatrzymać się i odpocząć lub przespać, a nie jechać dalej, tym bardziej, że jest kierowcą zawodowym. Miał dużo szczęścia, tak samo jadące z nim żona i córki, że nikomu nic się nie stało, poza uszkodzeniem samochodu. Ale to co wydarzyło się później, czyli szarpanie się na obcym terytorium z policjantem było już skrajną nieodpowiedzialnością, żeby nie nazwać tego gorzej, ale po to między innymi przyjechał, żeby wstępnie ustalić przebieg całego zdarzenia. Na pytanie Roberta, jak od strony prawnej widzi całe zdarzenie, prawnik wyraźnie nie chciał zabierać w tej sprawie głosu czy wręcz unikał odpowiedzi na pytanie Roberta, argumentując, że nie ma wyrobionej opinii w tej sprawie. Wszystko będzie zależało od postawy policjantów słowackich i przyjętego przez sąd stanowiska. Jeżeli sąd uzna, że kontakt Andrei'a z policjantem nie był agresją i napaścią na policjanta, ale wynikiem powypadkowego szoku i nie zrozumienia wypowiedzi czy znaczenia gestów policjanta, to sprawa może potoczyć dla Andrei'a w dobrą stronę. Kierowca busa przedstawiając swój punkt widzenia, też utrzymywał, że Andrei nie uderzył ani nie odepchnął policjanta, tylko zasłonił się rękami, widząc, że policjant trzyma coś w ręku. Po przeprowadzeniu wywiadu prawnik pożegnał się i odjechał. Andrei, który w trakcie całego wywiadu prawnika trzymał się nieźle, odpowiadając na jego pytania w całkiem rozsądny sposób, między innymi czy policjanci potraktowali go gazem, odpowiedział niejednoznacznie, bo jak powiedział, poczuł pieczenie w oczach, ale cały czas mógł patrzeć, więc albo psiknęli go bardzo małą i słabą dawką, albo było to coś innego niż gaz obezwładniający. Dlaczego upadł i skulił się, tak jakby go uderzono, odparł, że miał takie wrażenie, że chcą go uderzyć, więc cofnął się i potknął o coś, przez co skulił się i upadł, a Maria odebrała to jak potraktowanie go gazem. Na pytanie prawnika, czy uderzył lub silnie odepchnął policjanta, nie potrafił odpowiedzieć, powiedział tylko, że faktycznie nie rozumiał co do niego mówi Słowak, ale z jego gestów zrozumiał, że auto będzie zabrane, więc chciał temu w jakiś sposób przeciwdziałać i być może, że próbował odciągnąć policjanta od samochodu, jego samochodu, który mu podarował Robert. Po wyjeździe prawnika Andrei ponownie popadł w apatię, pewnie zdając sobie sprawę, jakiego kłopotu narobił rodzinie i nie chcąc uczestniczyć w żadnych pogawędkach, na które chciała go wyciągnąć nie tylko Maria, ale i Violetta, zamknął się w sobie i poszedł do ich sypialni.  
- Sama widzisz, jakie teraz mam życie. Nie dość, że narobił kłopotu nam wszystkim, to jest jeszcze obrażony na cały świat - pożaliła się Maria siostrze.  
- A dziwisz się? Przecież wylazł z niego mały chłopiec, który stracił najfajniejszą zabawkę, jaką miał w życiu. A co ja mam powiedzieć? Mam na utrzymaniu cały dom, a pracuję sama. Do tego ktoś tam widział Mihai'a w Chorwacji z jakimiś babami, jak zakrywał twarz kapuzą, bo pewnie też poznał tego kogoś, to co ja mam robić? Też załamywać ręce i skarżyć się na los?Twój przynajmniej jest w domu, a mój buszuje po świecie w poszukiwaniu 'lepszego' czy łatwiejszego życia, to która z nas ma gorzej? - zapytała rozgoryczona Violetta.  
- Wygląda na to, że obie mamy dobrze. Gdyby nie Robert i Victoria, to pewnie nie byłoby teraz co włożyć do garnka - przyznała Maria siostrze, uśmiechając się przy tym do Roberta.
- Mario, wiesz jaką kwotę pożyczyłaś od siostry? - zapytał Robert, widząc, że gryzie to Marię.
- Osiem i pół tysiaca RON - odpowiedziała Violetta.  
- Mamy jeszcze trochę czasu, więc możemy podejść do banku i z mojej karty do konta walutowego przeleję na wasze konta po dziesięć tysięcy RON, OK? - zaproponował Robert.
- Według mnie nie ma pośpiechu, ale jeśli jesteś tak hojny, to proszę bardzo - zgodziła się Violetta. Ja mam swoją kartę do konta przy sobie, więc ty Mario zabierz swoją i możemy iść. Zebrali się więc i ruszyli wszyscy oprócz Andrei'a w miasto, łącznie z kierowcą busa, którego poprosili z uwagi na obiad, ponieważ z powodu wyjazdu do Oradea, uznali, że obiad mogą zjeść na mieście. Podeszli najpierw do banku, gdzie Victoria podeszła do kasy i powiedziała w imieniu Roberta, że chodzi o przelanie z jego walutowego konta za pośrednictwem karty Visa odpowiedniej kwoty Euro, na dwa konta; jej mamy oraz cioci. Chodzi o przelewy o równowartości dziesięciu tysięcy RON. Kasjerka sięgnęła po telefon i poprosiła do kasy swoją przełożoną. Po krótkiej chwili pojawiła się pani w wieku Marii, która poprosiła Victorię o powtórzenie swojego życzenia. Victoria powtórzyła jej swoją prośbę, a ta poprosiła o podejście właściciela konta z kartą, z której ma być przelana dana kwota. Robert podszedł do kasy i kasjerka podała mu aktualny kurs Euro - RON, przeliczyła ilość Euro na kwotę dwudziestu tysięcy RON i poprosiła o kartę Visa. Włożyła kartę, z której codziennie mógł dokonywać transakcji na kwotę trzydziestu tysięcy Euro, do terminala i podała Robertowi do wpisania pin'u.. Wpisał pin i po chwili pojawiła się informacja, że kwota 4400 Euro została przelana na konto banku. Kasjerka poprosiła o numery kont, na które mają trafić dziesięciotysięczne kwoty. Najpierw swój nr podała Violetta, a potem Maria. Po zaksięgowaniu, obie otrzymały potwierdzenie, że wymienione kwoty są na ich kontach. Podziękowali kasjerce za przeprowadzenie udanej operacji transferowej i opuścili bank. Następnym krokiem było podejście całą ferajną do bliskiej jadłodajni, w której wydawano posiłki prawie domowe. Menu było dość obszerne, więc każdy mógł wybrać to, co mu odpowiadało. Po obiedzie podeszli jeszcze do sklepu ogólno-spożywczego, gdzie Maria wspólnie z Victorią i Eleną wybrały potrzebne wiktuały. Podobnie zrobiła Violetta z córkami, więc całe towarzystwo obładowane reklamówkami z zakupami wylądowało w domu około trzynastej. Po rozpakowaniu i rozłożeniu zakupów oraz krótkiej dyskusji uznano, że na spotkanie z adwokatem pojedzie Maria z Andrei'em, Violetta z Mihaelą i Victoria z Robertem. Pozostałe siostry i kuzynka Violettina zostały w domu, mając pozwolenie Victorii i Roberta na korzystanie z kampera. Nie zwlekając więc, wsiedli do busa i ruszyli do Oradea. Pierwszym celem w Oradea była firma wynajmująca busa. Kierowca busa wraz z Victorią i Robertem podeszli do sekretariatu. Będąc umówieni, niezwłocznie zostali poproszeni do gabinetu prezesa firmy. Po przedstawieniu się i krótkiej pogawędce ustalono szczegóły wynajmu i formę zapłaty. W sympatycznej atmosferze pożegnano się i Robert z Victorią prowadzeni przez kierowcę podeszli do działu księgowo-handlowego, gdzie na podstawie krótkiej notatki wystawiono fakturę w Euro, a Robert uregulował należność kartą Visa. Wynajem busa na siedem dni wraz z zapłatą stał się faktem. Następnie podjechano pod adres kancelarii adwokackiej na umówione wcześniej spotkanie. Tu wiodącą rolę przejęła Violetta, która umawiała spotkanie. Przedstawiła się w sekretariacie kim jest i po krótkiej chwili zostali wszyscy poproszeni do gabinetu szefa kancelarii z którym byli umówieni. Po przywitaniu, usiedli przy konferencyjnym stole. Po chwili pojawiła się sekretarka, która zebrała zamówienie w zakresie ciepłych i zimnych napoi oraz asystent, który był w Tinca. Okazało się, że kancelaria słusznie cieszyła się bardzo dobrą opinią, bo na podstawie zebranych danych oraz  relacji uczestników i świadków wypadku, zdążono nawiązać kontakt oraz  porozumieć się z policją słowacką co do wydarzeń z dnia wypadku i zatargu Andrei'a z funkcjonariuszami słowackiej policji. W telekonferencji w której uczestniczyli prawnicy rumuńscy oraz kierownictwo słowackiego komisariatu policji wraz z policjantami uczestniczącymi w zajściu, zderzono relacje policjantów zawartych w notatce z zajścia i w protokóle z przesłuchania Andrei'a, z relacjami Andrei'a i świadków zajścia czyli członków rodziny, zebranych przez prawnika kancelarii rumuńskiej, w wyniku czego w obustronnej dyskusji wypracowano wspólny pogląd, że cała sprawa wynikła praktycznie ze wzajemnego niezrozumienia językowego, różnej interpretacji wzajemnych gestów oraz tak jak w przypadku Andrei'a ewidentnego szoku powypadkowego i żalu za utraconym samochodem. Po wyjaśnieniu i uzmysłowieniu policjantom słowackim przez szefa kancelarii i prawniczkę, która uczestniczyła w telekonferencji jako tłumacz i prawnik, czym dla Andrei'a stał się podarowany mu przez zięcia wysokiej klasy samochód, który przez własną głupotę sam rozbił, zmienili oni swoje nastawienie i odstąpili od oskarżania go o naruszanie cielesności funkcjonariusza na służbie, uznając, że nie rozumiejąc, co słowacki policjant do niego mówi, mógł błędnie odebrać jego gesty, stąd takie, a nie inne jego zachowanie, tym bardziej, że był w ewidentnym szoku powypadkowym, a tu mu jeszcze grożono gestami, że  zabiorą mu jego ukochane auto. W wyniku obustronnego porozumienia ustalono, że słowacka policja wycofa oskarżenie z rumuńskiego sądu o naruszenie cielesności i zamieni go na wysoką grzywnę 1200 Euro za spowodowanie wypadku. Porozumienie i ustalenia zostaną przesłane faksem na adres sądu rejonowego w Oradea oraz do kancelarii adwokackiej. W trakcie spotkania i przekazywania informacji o porozumieniu kancelarii ze stroną słowacką, sekretarka przyniosła stosowny fax, adresowany do sądu rejonowego w Oradea, zajmującego się sprawą wypadku Andrei'a i zajścia z policjantami słowackimi oraz do wiadomości kancelarii adwokackiej. Przyjmujący rodzinę Victorii szef kancelarii, po przeczytaniu faksu poinformował, że to praktycznie kończy sprawę tego zdarzenia, bo sąd prawdopodobnie na podstawie tego faksu umorzy postępowanie lub oddali sprawę. Tak czy inaczej Andrei poza grzywną nie poniesie dalszych konsekwencji spowodowanego przez siebie wypadku. W luźnej rozmowie okazało się, że tak bezproblemowe, gładkie załatwienie tej sprawy udało się załatwić dzięki prawniczce pracującej w kancelarii, która studiowała prawo na uniwersytecie w Bratysławie i dość dobrze poznała mentalność Słowaków. Do tego obowiązkową roczną praktykę po studiach odbywała właśnie w Kosicach i to ona w imieniu kancelarii prowadziła rozmowę ze Słowakami. Prawdopodobnie to głównie zaważyło, że policjanci słowaccy odstąpili od ciężkich zarzutów wobec Andrei'a. Po uzgodnieniu kwoty wynagrodzenia, za tak sprawnie przeprowadzoną sprawę, którą szef wycenił na 5000 RON, Robert dołożył ekstra premię dla prawniczki w wysokości 2000 RON. Szef i właściciel kancelarii w jednej osobie, poprosił o chwilę zwłoki i poprzez sekretarkę poprosił do gabinetu wspomnianą prawniczkę. Po chwili w do gabinetu weszła młoda, piękna kobieta w wieku około 30 lat. Szef kancelarii przedstawił jej Andrei'a, jego żonę Marię, siostrę żony Violettę oraz Roberta biznesmena Polaka z żoną Victorią, która jest właśnie córką pana Andei'a. Po przywitaniu nowo przybyłej prawniczki z gośćmi, Victoria w imieniu Roberta i całej rodziny serdecznie podziękowała szefowi kancelarii i prawniczce za tak sprawne i skuteczne przeprowadzenie sprawy. Po Victorii głos ponownie zabrał szef kancelarii i równie serdecznie podziękował całej rodzinie za tak miłą, sympatyczną współpracę, a potem wskazując Roberta poinformował prawniczkę, że pan Robert przyznał jej dodatkową premię za jej wkład i zaangażowanie w załatwienie sprawy. Pani dość wylewnie podziękowała tak szefowi jak i Robertowi za wysoką ocenę jej zaangażowania i pożegnała towarzystwo. Robert zwrócił się więc za pośrednictwem Victorii do szefa kancelarii z prośbą o określenie możliwości czy sposobu zapłaty za wykonaną pomoc prawną i załatwienie w sumie niełatwej sprawy. Ponadto poprosił również o dokończenie sprawy, czyli o przejęcie kwestii zapłaty nałożonej przez policję słowacką grzywny w wysokości 1200 Euro. Właściciel po zasięgnięciu informacji od księgowej, skierował Roberta do niej. Pożegnali się więc z szefem i przeszli do wskazanego pokoju. Tu po przywitaniu się i przedstawieniu Victoria ponownie poprosiła o podanie sposobu uregulowania należności za pomoc prawną kancelarii oraz zapłaty grzywny na rzecz słowackiej policji. Okazało się, że kancelaria dysponuje terminalem bankowym, przez który mogą dokonać zapłaty kartą. Księgowa przeliczyła ustaloną kwotę należności na Euro, dodając kwotę na grzywnę, co dało ogólną kwotę w wysokości około 3200 Euro, Robert przelał więc na konto kancelarii kwotę 3500 Euro, która po obowiązującym kursie z nadwyżką pokrywała ustaloną należność wraz z premią i grzywną. Po załatwieniu całej sprawy w sposób tak pomyślny, zebrali się wiec i po kilku minutach byli już w drodze do Tinca. Humory i nastroje wszystkich jadących busem były już diametralnie inne, niż poprzednio w drodze do Oradea. Wszyscy stwierdzili, że dopisało im w załatwieniu sprawy niesamowite szczęście oraz obecność kogoś takiego jak Robert. Maria wręcz stwierdziła, że muszą mieć  widocznie tam w 'górze' potężnego i przychylnego opiekuna, jeżeli podesłał im Roberta. Andrei, który w drodze do Oradea był zamknięty i przygnębiony, w powrotnej drodze do domu był już całkiem innym człowiekiem. Wręcz z uwielbieniem wpatrywał się w Roberta, któremu on sam i cała jego rodzina w tak krótkim czasie zawdzięczała tak wiele. W końcu nie wytrzymał napięcia, które w nim nagromadziło się i pewnie nie chciał tego, ale łzy same zaczęły płynąć mu z oczu. Początkowo nikt na to nie zwrócił uwagi, dopiero Violetta chcąc coś powiedzieć do Marii, obróciła się do tyłu i zauważyła, że Andrei płacze.  
- Andrei, co się stało? Boli cię coś? - zapytała przestraszona, że może coś z sercem jest u szwagra nie tak. Na jej słowa Maria, która siedziała obok męża i pewnie rozmyślała o całej sprawie, obróciła się w stronę Andrei'a i zobaczyła jego łzy.
- Andrei, Andrei! Powiedz coś! Boli cię coś? - zawołała też nieźle wystraszona.
- Calmează-te! Sunt bine! (Uspokójcie się! Nic mi nie jest!) - odpowiedział podniesionym głosem.
- To skąd te łzy? Zamiast cieszyć się, to ty płaczesz jak mały chłopiec - skarciła go Maria.
- Sunt doar fericit! Și de aici lacrimile! (Właśnie się cieszę i stąd te łzy!) - odpowiedział pogodnym głosem i widząc, że i Robert na niego patrzy, uśmiechnął się właśnie do niego.
- Ty to masz poczucie humoru! - burknęła w stronę męża.
- Inny by skakał z radości czy fikał koziołki, a ten beczy jak dziecko - nie odpuszczała Maria.  
- Mamo, ty też przestań dogadywać tacie. Sama widziałaś, jak to przeżywał, więc dobrze, że mu popuściło. Ty też sobie nieraz popłaczesz i nikt nie wydziwia nad tobą - dodała i uśmiechnęła sie do ojca, widząc, że i on zaczyna odzyskiwać humor. Tak więc dotarli do domu w niezłych nastrojach. Dziewczyny siedząc w kamperze, zauważyły, że wracają, więc wszystkie wybiegły z kampera, ciekawe co udało im się załatwić i czy tata ma szansę uniknąć więzienia. Kiedy wysiedli z busa, obległy ich i zagadały jedna przed drugą.
- Uspokójcie się! Wszystko zostało załatwione! Nawet rozprawy prawdopodobnie nie będzie, bo słowaccy policjanci odstąpili od oskarżenia taty o pobicie czy szarpanie się z nimi. Dali tylko grzywnę, która też już została uregulowana przez Roberta, tak wiec macie tylko wyściskać i wycałować Roberta, by mu podziękować za wszystko - powiedziała Maria, zapraszając wszystkich do domu. Elena zamknęła kamper i dołączyła do nich w jadalni. Po wejściu do wnętrza, Maria jako pierwsza objęła Roberta i całując, przytuliła go do siebie.
- Robert, dziękuję ci w imieniu Andrei'a i całej naszej rodziny - to mówiąc, otarła ukradkiem łzy, które podobnie jak Andrei'owi same pociekły jej z oczu. Po Marii do Roberta podszedł Andrei i podobnie jak Maria objął go serdecznie i przytulił, poklepując po plecach. Po Andrei'u to samo zrobiła Victoria, przytuliła się do swojego mężczyzny i całusami dziękowała za to, że go ma i że może go kochać, a także za wszystko dobro, które ofiarowuje jej rodzinie. Dość długo trwało to swoiste święto rodzinne, w postaci podziękowań i okazywania wdzięczności Robertowi, dobrodziejowi i członkowi ich rodziny, za przyczynienie się do uwolnienia od groźby aresztowania czy rozprawy męża, ojca, szwagra i wujka. Kiedy Robert po tych wszystkich przejawach niekwestionowanej sympatii, jaką cieszył się u rodziny swojej żony, zapytał czy jest aktualny wyjazd na Węgry, wszyscy zdecydowanie odpowiedzieli mu, że w dniu dzisiejszym wyjazd nie wchodzi w grę i chcą odpowiednio uczcić tak pomyślne załatwienie sprawy. Stanęło na tym, że podziękowali kierowcy busa za jego wkład i relacje jako świadka oraz za bezpieczny przewóz i umawiając sie na godz. 9.00 w następnym dniu, pożegnali sympatycznego człowieka i zwolnili go do domu. Sami natomiast zaczęli przygotowania do świętowania uwolnienia się od ciążącego im koszmaru w postaci rozprawy sądowej nad Andrei'em i dużego kalibru zarzutami słowackiej policji. Ustalili, że Violetta z córkami podejdzie na chwilę do domu, gdzie dokończą pakowanie niezbędnych rzeczy na wyjazd Violetty do Hajdusoboslo, a dziewczyn na podróż kamperem, więc drobne rzeczy przyniosą ze sobą, a większe bagaże zabiorą w dniu jutrzejszym już bezpośrednio do samochodu. Nocować zaś będą; Violetta w domu Marii i Andrei'a, a córki w kamperze, na co już wcześniej zgodziła się Victoria i Robert. Robert zwrócił się jeszcze do Andrei'a o pozwolenie podłączenia kampera do domowej sieci elektrycznej. Andrei pokazał więc zięciowi hermetyczne gniazdko w przybudówce gospodarczej i dał mu dodatkowo dość długi przedłużacz, do którego mógł wpiąć kabel od kampera. Po podłączeniu kabli, Robert sprawdził stan i zgodność połączeń, wszystko było w porządku, więc włączył klimatyzację w kamperze i ustawił na najniższą moc, ponieważ noc zapowiadała się na mniej gorącą niż poprzednio, następnie wrócił do jadalni i usiadł obok Andrei'a, popijającego swój ulubiony napój. Natomiast Maria i starsze córki wraz z Victorią zajęły się przygotowaniami do uroczystej kolacji związanej z pozytywnym załatwieniem sprawy wypadku samochodowego oraz  wyjazdem części rodziny do ośrodka wypoczynkowo-rekreacyjnego, a pozostałe części obejmującej Victorię i Roberta wraz z siostrami i kuzynkami w podróż po Rumunii. Zaczęto rozkładać na stole sztućce, talerze i talerzyki z wędliną, produktami mleczno-nabiałowymi, pieczywo, ciasta i słodycze oraz dzbanki z napojami ciepłymi typu; kawa, herbata i zimnymi typu; soki różnego rodzaju wraz z kubkami i szklankami, a na końcu butelki z białym i czerwonym winem. Kiedy wróciła Violetta z córkami, wszyscy usiedli do stołu. W tym momencie Maria przypomniała, że zabrakło najważniejszego; muzyki. Olivia poprosiła więc ze sobą obie młodsze siostry i w niedługim czasie w salonie-jadalni pojawił się keyboard wraz ze stojakiem, wzmacniaczem i głośnikami oraz laptop, na który Olivia ściągnęła z internetu dość spory zbiór różnego rodzaju muzyki. Jako pierwsza głos zabrała Maria, która  łamiącym się ze wzruszenia głosem podziękowała Violetcie za pomoc i wsparcie w dniu wypadku oraz za  zaangażowanie i wyważony głos w relacji w sprawie zajścia po wypadku, jaką złożyła prawnikowi z Oradea. Potem podziękowała Robertowi, wobec którego brakowało jej słów na wyrażenie wdzięczności, za wszystko co zrobił dla rodziny. Podeszła do niego, objęła i wręcz wpiła się w jego usta, dziękując mu jak najbliższej osobie, co pozostała rodzina przyjęła z aplauzem. Jako następny, przymuszony przez rodzinę, zabrał głos Andrei, który podobnie jak żona podziękował w krótkich słowach Violetcie za pomoc. Potem wymienił imię Roberta i wzruszenie nie pozwoliło mu na nic więcej. Podszedł do niego i podobnie jak żona objął go,  przytulił i na oczach całej rodziny ten twardy mężczyzna rozpłakał się. Chwilę trwało nim się uspokoił i poklepał po plecach 'dobrodzieja' rodziny jak go nazwał i syna, za którego uznał Roberta. Po tym co się wydarzyło, na kilka minut zapadło milczenie, a wzruszenie jakie ogarnęło tak Marię jak i ich córki łącznie z Victorią, próbowały ukryć, zajmując się jedzeniem czy piciem. Victoria chcąc rozładować atmosferę oraz rozruszać i rozweselić  zebraną rodzinę, poprosiła po cichu Roberta, aby zagrał coś z polskich, wesołych melodii, które zresztą sama bardzo już polubiła. Sprawdził połączenia, a potem włączył wzmacniacz i keyboard. Aby rozgrzać ręce, zaczął od polki 'krakowianki' i podśpiewując, wywołał ogólne wybijanie taktu rękami. Po  polce zagrał kilka innych popularnych polskich melodii, w końcu czując się już w miarę pewnie, zagrał czardasza ze zwykła sobie pasją, zyskując poklask słuchaczy. Po tym poprosił Olivię, aby wybrała na laptopie i włączyła lubiane przez rodzinę melodie rumuńskie, na co również wszyscy przystali. Czas spędzany miło i wesoło płynie szybciej, tak że nim się spostrzegli, zrobiło się dość późno i wypadało kłaść się do snu. Uzgodnili, że poczynając od pana domu, wieczorową toaletę wszyscy przeprowadzą w domowej łazience. Trochę więc trwało nim całe towarzystwo załatwiło niezbędne potrzeby i toaletę przed snem. Z osób, które miały spać w kamperze, jako pierwsi z łazienki skorzystali Victoria i Elena, bo Robert nie chciał ryzykować paradowania z 'namiotem' w spodniach, a tak by się niewątpliwie stało, gdyby mył się równocześnie z Victorią. Wszedł więc sam do łazienki, załatwił potrzebę i zaczął myć się, kiedy niespodziewanie do łazienki weszła Olivia, jakby specjalnie czekając na taką okazję. Robert, poczuł się niezręcznie, widząc, że wcale się go nie  krępuje, sika i rozbiera się przy nim do naga, chcąc ubrać koszulkę nocną.
- Olivio, nie przeginasz przypadkiem? Wchodzisz, jakby nikogo nie było, wiedząc, że jestem w łazience. Co powiedzą rodzice, kuzynki, siostry, jeżeli któreś z nich widziało jak wchodzisz do łazienki, wiedząc, że w niej jestem? - zapytał łagodnym głosem, jakim mówi się do niegrzecznego, rozkapryszonego dziecka.
- Widzieli i co? - odpowiedziała pytaniem. - Przecież mama i tata wiedzą, że kocham cię i bzykam się z tobą - oznajmiła mu wesołym, pogodnym tonem, uśmiechając się do niego.
Robertowi opadła szczęka i nie tylko, ręce też, w bezradnym geście.
- Może i domyślali się czegoś, ale teraz już wiedzą, że tak jest - powiedział bez złości czy emocji.
- A poza tym, ty dobrze czujesz się z tym, że podrywasz  i prowokujesz swojego szwagra? - kontynuował rozmowę.
- Robercie, czy musisz teraz zawracać sobie tym głowę? - zapytała spokojnym głosem.
- Przecież teraz nawet gdybyś mnie zgwałcił, to nie zrobiliby nic przeciwko tobie, swojemu 'dobrodziejowi', jak cię teraz nazywają i synowi za jakiego cię uważają, nie sądzisz? - powiedziała, odwołując się do jego racjonalizmu.
- Po prostu kocham cię, chcę się z tobą bzykać i nikt mnie od tego nie odwiedzie - powiedziała to w sposób, jakby była w stu procentach przekonana, że on też ją kocha i też pożąda, podobnie jak ona jego.  
- Teraz rzeczywiście nie chcę przeciągać struny, bo jest za dużo chętnych do skorzystania z łazienki, ale w nocy albo ty mnie bzykniesz, albo ja ciebie przelecę - mówiąc to, uśmiechnęła się słodko do niego, a potem umyła zęby i buzię, dała mu buziaka na wychodne i opuściła łazienkę w kusej koszulce, zabierając zdjętą bieliznę ze sobą. Robert też dokończył szybko toaletę łącznie z goleniem, przemył twarz, ubrał koszulę, spodnie i wyszedł z łazienki. Słysząc, że drzwi od łazienki otwierają się, z pokoju wyszły najmłodsze siostry Victorii i mijając Roberta, na chwilę przytuliły się do szwagra i znikły w łazience. Robert natomiast poszedł do kampera. Kiedy pojawił się we wnętrzu, został przywitany okrzykami radości.
Na jego twarzy pojawiło się lekkie zdziwienie.
- A to powitanie ma oznaczać co? - zapytał przewrotnie.
- A to szwagierku kochany, że nawet nie wiesz, jak bardzo cieszymy się i nie tylko my, że cię mamy - odparła Elena, która podeszła do Roberta i na oczach jego żony, siostry, kuzynek wycisnęła na jego ustach pełnego pasji całusa.
- No, no! Ale buziak! My też tak chcemy - oświadczyły pozostałe siostry i kuzynki.  
Victoria natomiast podobnie jak Elena podeszła do Roberta, objęła go czule i pocałowała  gestem księżniczki, czującej całą sobą, że jest kochana przez najmilszego księcia na świecie. Dała tym samym do zrozumienia swoim siostrom i kuzynkom, że Robert jest jej i jeżeli pozwala im na kontakty ze swoim mężem, to muszą wiedzieć, że to ona rozdaje karty. Po ich minach można było sądzić, że zrozumiały bez słów, co chciała im przekazać. A że zrobiło się późno, należało pomyśleć o śnie. Victoria poprosiła więc Roberta, aby pokazał Mihaeli i Violettinie gdzie będą spały oraz kabinę toalety z wc. Robert idąc pierwszy, przypomniał im, że w razie potrzeby mogą skorzystać z toalety i wc, otwierając przesuwne drzwi kabiny, a potem przeszedł na przód kampera i pokazał im górne, podwójne łóżko w wysuniętej do przodu antresoli, umiejscowionej w górnej przedniej części kampera oraz wejście na górę, informując przy tym, że pościel wraz z przykryciem przypięta jest pasami. Jako pierwsza wyszła na górę Mihaela, rozpięła pasy i zdjęła przykrycie. Robert zapytał więc, czy pościel i poduszki są świeże i czy spełniają jej oczekiwania, na co odpowiedziała twierdząco, ale na wszelki wypadek poprosiła Violettinę, aby wyszła do niej i sama też wypowiedziała się. Kiedy ta weszła na górę, potwierdziła opinię siostry, że tak pościel, jak i poduszka odpowiada jej i nie widzi potrzeby żadnych uzupełnień. Wszystko było nowe i świeże, gotowe do użycia. Robert życzył im więc dobrej nocy, włączył mocno przytłumione, górne oświetlenie nocne, umożliwiające orientację i poruszanie się po kamperze w nocy, potem pozaciągał rolety i zasłony na bocznych szybach kampera oraz sprawdził czy wszystkie wywietrzniki i cała wewnętrzna wentylacja sprawnie działa, bo przecież w kamperze nocować będzie sześć osób.
Przechodząc w stronę tylnego łóżka, został zaczepiony przez siedzące na bocznych łóżkach Elenę i Olivię, które domagały się od niego całusa na dobranoc. Nie udało mu się zbyć je szybkim buziakiem, bo każda objęła go jak kochanka i każdą z nich musiał więc pocałować z uczuciem i zaangażowaniem. Olivia dodatkowo szepnęła mu, że tak jak zapowiedziała, w nocy do niego przyjdzie. Kiedy obcałowywał się na dobranoc ze swoimi szwagierkami, Victoria, prawowita, ukochana żona, cierpliwie czekała, kiedy w końcu pozwolą mu położyć się koło niej. Nie zamierzała wszczynać żadnej awantury ze swoimi siostrami, a tym bardziej z Robertem, bo przecież zdawała sobie sprawę, że tak będzie i świadomie, z pełną premedytacją zdecydowała się na, żeby przyjechać do Tinca. Kiedy Robert dotarł do łóżka i położył się koło niej, nic nie mówiąc, objęła go i zatopiła wargi w jego ustach, czując pewnie na jego wargach pozostałości po pocałunkach jej sióstr. Ponadto była świadoma, że poza jej siostrami, w kamperze znajdują się jeszcze dwie kuzynki, które pewnie też żywią nadzieję na jakiś kontakt z jej Robertem w czasie wspólnej podróży i co ciekawe, nie zamierzała ich tej nadziei pozbawiać...cdn...

11 305 czyt.
96%276
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 8262 słów i 47113 znaków

Komentarze (6)

 
  • F

    F 25 wrz 2017 ip:4677155

    Poproszę wątek andreia z córkami..by nie stało się to nudne. Dałoby to dreszczyk emocji i i perwersji dziękuję i pozdrawiam

  • Lordvader

    Lordvader 25 wrz 2017 ip:8326124

    Jak zwykle super. Coś mi sie zdaje, że Olivia zaginęła parol na Roberta , ciekawe co z tego wyniknie. Czekam na ciąg dalszy.

  • POKUSER

    POKUSER 25 wrz 2017

    Oj będą problemy z Olivią, coś mi się zdaje i chyba za odcinek, albo dwa będzie ją musiała Victoria mocno przystopować i przypomnieć o granicach Odcinek świetny i sporo w nim szczegółów co, jak już kilka razy wspominałem, wprost uwielbiam. Dziękuję i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy

  • santa

    santa 25 wrz 2017 ip:81161207

    Dziękuję za Viktorię i Roberta.

  • stoper

    stoper 24 wrz 2017

    podróż zapowiada się ciekawie. zastanawiam się czy Robertowi uda się jakoś uspokoić Olivie

  • Robert72

    Robert72 24 wrz 2017

    Świetne, a jednak inne niż opowiadanie o Pawle i Ani. To sprawia że dla mnie twoje opowiadania są wspaniałe. Już pragnę następnych części do czytania.