Olivia, Victoria II - cz. XXIV

Victoria widząc, że Robert zamierza założyć spodenki, ale i jego smutną minę, zorientowała się, że ostatnie wynurzenia ponownie wpłynęły na jego nastrój. Nie namyślając się podeszła do Roberta i przytuliła się, obdarzając go soczystym buziakiem.  
- Nie wypada pojawiać się z taką smutną miną na śniadaniu, bo pomyślą, że pokłóciliśmy się, nie sądzisz mój kochany mężu - to mówiąc, objęła ręką kutasa, który w jej ręku momentalnie zareagował. Przysunęła się bliżej i zanurzyła go lekko w swoim sromie, suwając wzdłuż szczeliny. Podniecili się oboje, więc odwróciła się i wsparła rękami o oparcie fotelu.  
- Może szybki numerek poprawi ci nastrój i nie tylko tobie - zauważyła ze śmiechem, ponownie chwytając kutasa. Przybliżył się i przymierzył w okolice szparki. Victoria nie zamierzała cackać się ze sobą. Czując kutasa w okolicy szparki, zaczęła napierać coraz bardziej, potem sięgnęła ręką i poprawiła celownik, nasuwając się na jego kutasa.  
          Pomógł jej i pogrążył się w jej szparce, dobijając udami do jej pośladków. Po chwili do różnych odgłosów wydawanych przez Victorię, doszedł mlask ich ciał. Victoria chciała doprowadzić dość szybko do finału, więc nieustannie wzmacniała tempo ich kopulacji, dysząc i stękając coraz głośniej. Mając dobre oparcie i swobodę ruchów, nie czekała na Roberta i jego wyczucie czy delikatność.  
          To miał być szybki, skuteczny numerek, więc poszła na całość, a jego kutas miał być tylko narzędziem. Robert też tak to odczuwał, widząc jej pośpiech i niecierpliwość. Pochylił się i pochwycił jej cycki, miętosząc je pomiędzy palcami z siłą dostosowaną do jej podniecenia, a że było już dość wysokie, więc i miętoszenie jej piersi było dość brutalne, ale takie lubiła.
          Zabawa nie trwała już długo, bo mocne, szybkie nabijania się na jego kutasa i mocne miętolenie cycków doprowadziło ją szybko do finału. Kiedy odleciała, trzymał ją dość mocno. Po chwili doszła do siebie.
- To miało odprężyć ciebie, a nie mnie, więc dlaczego nie spuściłeś się we mnie? - zapytała, czując go nadal w sobie.
- I odprężyło, tylko że na sucho. A do tego miałem niezłą frajdę, jak walczyłaś z moim kutasem, nie wiem tylko czy miałaś więcej przyjemności czy bólu? - skwitował jej pytanie.      
          Wzruszyła ramionami, stwierdzając, że przyjemność była na końcu.  
Kiedy Robert założył spodenki i t-shirt, szybko założyła bieliznę i letnie ciuszki, aby mu towarzyszyć. Razem zeszli na dół do kuchni i zastali w niej Małgosię, która jak prawdziwa gospodyni, zajęta była przygotowywaniem śniadania dla wszystkich.  
          Widząc Victorię i Roberta wyraźnie ucieszyła się ich widokiem. Przywitali się buziakami na dzień dobry, jakby byli prawdziwą rodziną.
- I jak wam się spało na własnych śmieciach? - zwróciła się bezosobowo do obojga.  
- Ja nigdy nie miałem problemu ze spaniem tak w domu, jak i poza nim, więc nie mogę narzekać, bo czuję się wyspany i wypoczęty. A moja żona niech wypowie się sama - odparł Robert.  
- Co mam powiedzieć? Też jestem wyspana i czuję się bardzo dobrze, bo mój mąż zadbał odpowiednio o moje samopoczucie - Victoria nie omieszkała oczywiście napomknąć, że nie może czuć się źle, kiedy śpi z Robertem, tak jakby wyczuwała, jakiej odpowiedzi oczekuje Małgosia i co powinna powiedzieć jako żona, będąca praktycznie w podróży poślubnej.  
- I o to mi chodziło! Przecież jesteście w podróży poślubnej - Małgosia wprost przyklasnęła Victorii, że chwali się swoim mężem.  
- To teraz powiedz mi Małgosiu, co i jak mam robić, żeby ci pomóc, bo widzę, że szykujesz śniadanie dla nas wszystkich, a moje głodomory mają niezły apetyt - Victoria zaoferowała swoją pomoc w przygotowaniu śniadania, znając możliwości Olivii i Violettiny, a częściowo również Roberta.    
- To ja zajmę się krojeniem wędlin i dodatków, a wy oboje z Robertem przenieście do salonu i rozłóżcie pieczywo, naczynia, sztućce oraz napoje - poprosiła, widząc, że ich się nie pozbędzie, pomimo tego, że chciała ich traktować jak swoich gości. Ale oni rozumieli to nieco inaczej, bo co innego gdyby byli sami, we dwójkę, a co innego, kiedy razem z nimi jest jeszcze dodatkowo trzy osoby. Po zakończeniu więc wspólnych przygotowań do śniadania,  obie panie wyszły na górę, aby poinformować towarzystwo o przygotowanym śniadaniu. W międzyczasie do Roberta w salonie dołączył Kazimierz.
- I co, zostajecie na dłużej, czy wyjeżdżacie? - zwrócił się Kazimierz do Roberta po przywitaniu.
- To zależy! Ustaliliśmy z Victorią, że zapytamy o to pozostałe dziewczyny. Jak demokracja, to demokracja. Nie chcemy narzucać dziewczynom swojej woli. Zdecydują, że wyjeżdżamy, to pojedziemy, jeżeli będą chciały zostać dłużej , to zostaniemy - odparł Robert.
- Poza tym ma wpaść Rafał, żebyśmy rozejrzeli się, co stało się ze sterowaniem urządzeniami w basenie? Może ty Kazku będziesz coś wiedział, czy ktoś próbował coś majstrować czy manipulować z aparaturą sterującą urządzeniami w basenie, bo wadliwie działa sterownik od klapy spustowej wody i wyłącznik odcinający zasilanie na pompy w chwili przekroczenia bezpiecznego poziomu wody w basenie. Dlatego między innymi nie odciął zasilania pomp, pomimo przekroczenia poziomu wody ponad półmetra i umożliwił sponiewieranie pani Zosi - zwrócił się Robert do Kazimierza. Ten popatrzył uważnie na Roberta i pokiwał głową.
- Chyba wiem, kto i kiedy! Faktycznie Julek zaprosił kilku kolegów i kilka koleżanek na swoje szesnaste urodziny. Pobawili się i pozwoliłem im na wypicie po kielichu słabego szampana, a potem po szklance piwa. Musieli jednak mieć coś swojego, mocniejszego, bo dwóch z nich najzwyczajniej spiło się i musiałem zadzwonić do ich rodziców, a właściwie ojców, aby ich odebrali. Julian sumitował mi się później, że tego nie widział, bo nie dopuściłby do czegoś takiego. Ale zanim się spili, to jeden z nich faktycznie coś majstrował przy centralce, a potem szafce zasilającej. Widać było, że znał się na tym, bo kiedy w pewnej chwili wyłączyły się pompy, on je ponownie załączył i manipulując sterownikami, poniewierał tymi, co byli w basenie dość skutecznie, ku ich i swojemu zadowoleniu, jak to u młodych - Kazimierz szczerze wyznał, że pozwolił na zabawę młodzieży, nie w pełni ich kontrolując, w tym na zabawę w basenie, co mogło być niebezpieczne.
- No to jesteśmy w domu! - stwierdził Robert. Widząc pytające spojrzenie Kazimierza, dodał;
- Prawdopodobnie to ten 'zdolny' i nieźle zorientowany kolega Juliana, zblokował zabezpieczenia i umożliwił podniesienie poziomu wody w basenie oraz uruchomienie pomp, do wytwarzania fal czy tworzenia zawirowań wody - podsumował na końcu całe zdarzenie.  
          Po chwili w salonie pojawiło się całe młodzieżowe towarzystwo, zagonione do salonu przez Małgosię i Victorię. O ile Olivia była w miarę wypoczęta i wyspana, to trudno by było mówić w ten sposób o pozostałej czwórce, czyli o Mihaeli, Violettinie, Julianowi i Kasi. Ta ostatnia miała różne doświadczenia w ciągu ostatniej nocy i trudno by było wymagać czy spodziewać się, że będzie w pełni wypoczęta, kiedy sama pozbawiła się części snu tak potrzebnego jej młodemu organizmowi. Mihaela też widocznie przeżywała noc nie całkiem zgodnie z jej przeznaczeniem, bo nabiwszy sobie głowę Rafałem, a było to wieczorem widać dość wyraźnie, pewnie więcej marzyła i myślała niż spała.  
          Największe niewyspanie i zmęczenie widać było po Julianie i Violettinie, ale Robert i Olivia mogliby coś na ten temat powiedzieć więcej, bo dziwnym trafem Violettina, która więcej rozumiała w języku polskim, niż mówiła, naraz podjęła wyzwanie, dogadania się z Julianem i wmeldowała się do jego pokoju. Widocznie Julian zaimponował jej czy ujął ją czymś, o czym pewnie sam nie wiedział, że to w nim siedzi. Ale o tym wszystkim będzie mogła powiedzieć Olivia, o ile Violettina zechce jej się zwierzyć jak kuzynce i przyjaciółce.    
          Victoria niewiele myliła się z określeniem o głodomorach, bo Olivia czy Violettina pochłaniały jedzenie w tempie odkurzacza, wspomagane dzielnie przez Juliana i Kasię. Na brak apetytu nie narzekał też ani Robert ani Kazimierz, zresztą pobyt na świeżym powietrzu sprzyjał i poprawiał apetyt wszystkim, tak domownikom jak i gościom. Małgosia, która lubiła przygotowywać czy przyrządzać potrawy, cieszyła się zawsze, kiedy widziała, że przygotowane przez nią posiłki smakowały tym, którzy je konsumowali.
          Po śniadaniu, jeszcze zanim biesiadnicy opuścili salon, Robert poprosił o pozostanie w salonie Kazimierza i Juliana, natomiast do towarzyszących mu dziewczyn zwrócił się, aby przemyślały czy chcąc jechać w dalszą podróż, czy pozostać jakiś czas w Krakowie? Panie i dziewczyny opuściły więc salon, zabierając ze sobą brudne naczynia i sztućce.
- Julku, powiedziałem wujkowi Robertowi, że twój kolega majstrował coś przy centralce sterowniczej i skrzynce zasilającej urządzenia w basenie. Byłeś może przy tym i wiesz, co i gdzie zrobił? - zwrócił się do syna Kazimierz. Obaj z Robertem zobaczyli jak buzia Juliana wykrzywiła się i że chłopak zaraz może rozpłakać się, co wzbudziło niesmak u jego ojca.  
- Julianie, nie chodzi o to, aby cię upokorzyć, ale naprawić to, co tamten domorosły ekspert czy majsterkowicz zepsuł, bo obecnie kąpiel w basenie z użyciem urządzeń może być niebezpieczna - Robert pogodnym, neutralnym głosem zwrócił się do swojego pupila, bo za takiego uważał Julka.  
- Wiem wujku i bardzo mi głupio z tego powodu, że mu na to pozwoliłem - sumitował się Julian, bo lubił i szanował Roberta, który traktował go zawsze dużo lepiej niż własny ojciec.
- Nic się nie stało i uznajmy to za niebyłe. A teraz pójdziemy i ustalimy, co ten twój kolega poprzestawiał, aby przywrócić wszystko do właściwego stanu - Robert będąc elektrykiem nie musiał czekać na Rafała, aby rozeznać, jakich zmian w instalacji dokonał kolega Juliana. Z garażu wziął skrzynkę narzędziową oraz miernik i w trójkę, bo Kazimierz również do nich dołączył, podeszli do centralki sterowniczej przy basenie. Robert upewnił się, że zasilanie jest wyłączone, otworzył pokrywę, a potem wykręcił śruby mocujące korpus z przełącznikami i zabezpieczeniem. Obejrzał stan przewodów i ich zamocowanie, nie stwierdzając niczego, co mogło powodować niewłaściwe działanie. Przykręcił więc korpus z powrotem.
- Wujku, Zenek, ten mój kolega, nie odkręcał tego korpusu. Miał śrubokręt, ale kombinował tylko coś z bezpiecznikami, a potem kiedy nie mógł załączyć pomp, majstrował coś w szafce zasilającej - Julian wcześniej nie zabierał głosu, bo nie chciał nic sugerować Robertowi.                Dopiero kiedy Robert nie stwierdził niczego niewłaściwego od strony doprowadzenia przewodów sterowniczych, uznał, że powinien powiedzieć, przy czym majstrował jego kolega. Robert włączył więc ponownie zasilanie centralki, aby sprawdzić, które diody sygnalizacyjne nie świecą, czyli który przekaźnik czy sterownik nie działa, lub działa niewłaściwie. Nic się nie zmieniło. Sterownik od klapy głównej, która regulowała stan wody w basenie, działał tylko jednostronnie czyli klapę można było zamknąć, ale nie można było jej otworzyć ani ręcznie ani automatycznie.  
          Robert wyłączył zasilanie i odkręcił pokrywkę przekaźnika. Zobaczył, że jeden z przewodów jest wypięty i wysunięty z gniazda oraz zabezpieczony kawałkiem izolacji, aby nie spowodować zwarcia, a w jego miejsce wpięty został kawałek przewodu, połączony z innym gniazdem, tworząc obejście. A to spryciarz i to fachowy! - pomyślał Robert z uznaniem o majsterkowiczu. Wyłączył zasilanie i przywrócił stan pierwotny w przekaźniku.  
          Włączył zasilanie i sterownik klapy. Zaświeciła się dioda, sygnalizująca zamknięcie klapy. Przełączył na otwarcie ręczne i zaświeciła się dioda sygnalizująca otwarcie klapy. Przełączył na sterowanie automatyczne i zaświeciła się dioda informująca, że układ został przełączony w system automatyczny, w którym klapa włączała się bądź otwierała w połączeniu z wodowskazem, utrzymując stały poziom wody w basenie.  
          W ten sam sposób Robert odkrył, że takie samo obejście domorosły ekspert wprowadził w przekaźniku, który w zależności od poziomu wody w basenie odcinał zasilanie pomp dużej mocy w przypadku przekroczenia bezpiecznego poziomu wody w basenie. Robert sprawdził jeszcze szafkę zasilającą, ale tu nie stwierdził żadnych zmian.
          Po doprowadzeniu całego układu sterowania do stanu pierwotnego, Robert włączył zasilanie główne. Odczekali chwilę, aż poziom wody w basenie osiągnie właściwy stan i Robert włączył sterownik uruchamiający pompy główne. Po chwili zobaczyli narastanie pierwszej fali, po niej następnej.  
          Robert dołączył pompy tworzące wiry i w czystej wodzie zobaczyli je, jak w krótkich odstępach czasu przesuwają się i łączą z se smugą fali głównej, tworząc zygzakowato przesuwające się fale i odbijające się od ścian bocznych zawirowania, mogące przewrócić czy sponiewierać kąpiących się w basenie.  
          Po stwierdzeniu, że wszystko jest w porządku, Robert przekazał sterowanie Julianowi. Powtórzył wszystkie manewry, papugując Roberta.
- To teraz wiesz już Julku, że jak kogoś zapraszasz, musisz niestety kontrolować całą sytuację i nie dopuszczać nikogo do nieodpowiedzialnego zachowania czy manipulowania , bo to obciąży twoje konto, czy chcesz tego czy nie - uświadomił Robert Julkowi aby nie zawsze do końca wierzył czy ufał zapraszanym przez siebie kolegom, bo nie wszyscy z nich zasługują na takie zaufanie.  
          Pod jego okiem Julek wyłączył zasilanie główne oraz centralkę sterowniczą i w dobrej komitywie wrócili do domu, wypić poranną kawę. Faktycznie zastali całe damskie towarzystwo w salonie popijające kawę bądź napój czekoladowy. Na stole znalazło się również ciasto domowej roboty, przyrządzone na szybko przez Małgosię w postaci galaretki wieloowocowej na podkładzie z biszkopcików. Usiedli do stołu i Małgosia natychmiast postawiła przed nimi talerzyki z ciastem, a Victoria filiżanki z parującą kawą, a następnie usiadła koło niego.  
- Ustaliłyśmy z dziewczynami, że w dniu dzisiejszym wyjeżdżamy Robercie, a gdzie? to ty sam zdecydujesz - powiedziała głośnym głosem Victoria, tak żeby wszyscy słyszeli.  
- Szkoda czasu na przebywanie w Krakowie, kiedy mamy możliwość jechać, gdzie tylko zapragniemy. Mihaela natomiast waha się i wydaje mi się, że pewnie chce poczekać na jakąś zachętę ze strony Rafała - dodała, a potem przyciszyła głos, kierując ostatnie swoje słowa tylko do Roberta.  
- Szkoda, myślałam, że pobędziecie z nami trochę, zawsze to przyjemniej i czulibyśmy się jak na prawdziwych wczasach - Małgosia była wyraźnie zmartwiona, że Victoria z Robertem zamierzają opuścić dom i wyjechać z Krakowa. I nie tylko ona, bo tak Kazimierz jak i ich dzieci; Julian i Kasia też posmutnieli, słysząc słowa Victorii.  
          Mihaela co prawda nie zabierała głosu, ale z jej miny można było wywnioskować, że i ona niezbyt chętnie zgodziła się na ten wyjazd. Widać było, że Victorię zaskoczyły słowa Małgosi, a do tego widząc zawiedzione, posmutniałe miny pozostałych domowników, może nie okazała zdumienia, ale wyraźnie zdziwiła się.
- Gosiu, czy ja dobrze słyszę? Ty chcesz czy wy chcecie, żebyśmy nie wyjeżdżali i dalej siedzieli wam na głowie jako goście? Wybacz, ale czegoś nie rozumiem! Sądziłam, że ucieszysz się, kiedy w końcu opuścimy ten dom, zgodnie z tym co ustaliliśmy, zostawiając wam pełną swobodę i nie krępując naszą obecnością - Victoria nie ukrywała, że Gosia zaskoczyła ją swoimi słowami.
- I tu pomyliłaś się Victorio, zresztą ja też. Ten dom żyje, kiedy wy w nim jesteście. To wy jesteście jego duszą i kiedy was tu nie ma, ta olbrzymia chałupa staje się prawie pusta i taka jakaś beż życia. I wiem, co mówię! - Gosia z niejaką egzaltacją wyraziła swoje zdanie, co do obecności Victorii i Roberta w ich domu oraz przedstawiła ocenę pobytu swojej rodziny w ich domu podczas ich nieobecności.  
- Dziewczyny, słyszałyście, co powiedziała pani Gosia, więc moją wypowiedź o tym, że nie wypada zawracać im głowy czy krępować ich naszą obecnością, możecie uznać za nie do końca trafną. Zastanówcie się więc ponownie i jeszcze raz wypowiedzcie się, co o tym sądzicie? - Victoria po wypowiedzi Małgosi, że chętnie ich będzie gościć, bo lepiej czuje się w tym domu razem z nimi niż bez nich, zweryfikowała swoje zdanie na temat wyjazdu, ale że poprzednio odwołała się do nich, sugerując im wyjazd, więc teraz też chciała poznać ich zdanie w świetle tego, co usłyszeli  od Małgosi.  
          Widać było wyraz ulgi i zadowolenia na twarzach Mihaeli i Violettiny, ale wyglądało na to, że  Olivii też pasował dłuższy pobyt w domu Roberta i Victorii. Co do Mihaeli czy Violettiny to przedłużenie pobytu wynikało samo przez się z powodu Rafała czy Juliana, ale jaki powód pozostania miała Olivia? Chyba to, że Robert był bardziej dostępny w domu niż w kamperze, ale to też zmieniło się, po wyjaśnieniu sprawy z Kasią.  
- I co wymyśliłyście po wypowiedzi pani Małgosi? - Victoria ponagliła tak siostrę jak i kuzynki, bo jeżeli mieliby jechać, to wypadało się pospieszyć, aby jakiś tam kawałek drogi zaliczyć za dnia. Na odpowiedź czekała nie tylko ona, bo Małgosia i jej dzieci również.
- Nie wiem, czy będziemy zgodne w tym, co powiem, ale ja jestem za pozostaniem tutaj przez kilka dni, bo uważam, że jest tu dużo fajniej i swobodniej niż na przykład w Hajduszoboszlo - przedstawiła swoją opinię Olivia, widząc, że tak Mihaela, jak i Violettina czają się i nie chcą czy nie zamierzają zabrać głosu.  
- A wy co o tym sądzicie? - Victoria widząc ich wahanie, zwróciła się wprost do kuzynek.
- Co mamy wam powiedzieć? Też podobnie jak wy uważałyśmy, że nie wypada nadwyrężać gościnności pani Gosi i jej męża, ale po tym co powiedziała pani Małgosia, to sądzę, że teraz nie wypada wyjeżdżać, jeżeli nie tylko nie sprawiamy im kłopotu, ale wręcz chcą, abyśmy pozostali. Violettina też jest za pozostaniem, prawda? - Mihaela po wyrażeniu swojej opinii, zwróciła się wprost do siostry. A ta przytaknęła energicznie głową, że to potwierdza.  
- Oczywiście nie chcemy wymuszać na was decyzji o pozostaniu, ale spytałaś, co o tym sądzimy, więc to jest tylko nasze zdanie, a wy oboje z Robertem zrobicie tak, jak wam pasuje - Mihaela w dyplomatyczny sposób przedstawiła swoje i siostry zdanie, co do wyjazdu.
- Miało być demokratycznie, więc zostaliśmy przegłosowani, ale też nie zamierzaliśmy, obstawać czy upierać się na siłę przy swoim zdaniu. Chcecie mieć kłopot, to go macie, bo zostajemy - odezwał się Robert, widząc jak rozjaśniły się buzie tak Małgosi jak i jej dzieciom czy Olivii i kuzynkom Victorii.
          Kaśka swoim zwyczajem, wbrew temu co mówiła czy przyrzekała im oboje w sypialni, po usłyszeniu jego słów, nie odmówiła sobie skoczenia z radości na Roberta i obejmując go nogami oraz rękami obcałowała dokładnie buziakami jego twarz, nie pomijając ust. Ponieważ był to spontan w jej stylu, więc ani Robert ani Victoria nie odnieśli się do tego w żaden negatywny sposób. W końcu wyszło na to, że Kaśka zrozumiała to pewnie na swój sposób, uznając, że wszystko zostało jej wybaczone i może powrócić do tego co było, czyli dalszego swobodnego zachowywania się wobec przyszywanego wujka czy chrzestnego ojca; Roberta, czego nie omieszkała zaprezentować, omal nie przewracając Roberta.
- To nie może przejść na sucho! - Małgosia błyskawicznie zawinęła się i po chwili na stole w salonie pojawiło się kilka butelek wina i wody sodowej, które obie z Kasią przyniosły z garażu, korzystając z zapasów, zrobionych jeszcze przez Roberta.  
          Victoria widząc też nie czekała i razem z Olivią wyciągnęły z kredensu wysokie szklanki do drinków, stawiając je na stole. Robert z Kazimierzem widząc, co się dzieje, sięgnęli po butelki z winem. Kazimierz otwierał kolejno butelki z winem i z wodą sodową, a Robert przygotowywał szprycery, nalewając do szklanek w odpowiednim stosunku wino i wodę sodową; dla Kasi najsłabszy; jeden do trzech, a potem zależnie od wieku w stosunku jeden do dwóch dla Olivii, Violettiny i Juliana oraz pół na pół dla dorosłych.  
          W miarę popijania szprycera, atmosfera w salonie stawała się coraz luźniejsza i bardziej radosna. W takim stanie zastali domowników i ich gości nowo przybyli; Rafał i Ania.  
- No to pięknie! My jedziemy prawie na sygnale, żeby zdążyć pożegnać się z wami, a wam jak widzimy, nigdzie się nie spieszy - Ania po przywitaniu się, z humorem podsumowała, spontaniczne raczenie się szprycerami przez gości, którzy zgodnie z wcześniejszymi wypowiedziami mieli zamiar jechać w dalszą podróż, nazywaną chyba już tylko dla zasady; poślubną.  
- Aniu, to że nie wyjeżdżamy, to nie jest nasz wymysł, ale wyraźne życzenie naszych obecnych gospodarzy, a właściwie to chyba Gosi na tym najbardziej zależy, żebyśmy zostali i zaprzątali jej głowę; a że komuś takiemu jak Małgosia raczej się nie odmawia, więc zostajemy na te kilka dni - poinformowała Anię Victoria, mówiąc praktycznie w imieniu wszystkich kamperowiczów.  
- Tak przypuszczałam, bo faktycznie żaliła mi się parę dni temu, że niepotrzebnie zgodziła się na wasz wyjazd, bo ten dom bez was przestał być dla nich atrakcyjny - odparła Ania, zdradzając przy okazji swoją przyjaciółkę. Słysząc jej słowa, Małgosia popatrzyła na nią niezbyt przychylnym spojrzeniem.
- Widzę po twojej minie i spojrzeniu, że chyba ci się naraziłam Małgosiu, tak? Trudno, moja droga, muszę to jakoś przeżyć. Jesteś moją przyjaciółką, ale Robert czy Victoria też nimi są, a wśród przyjaciół nie powinno być tajemnic - Ania bez mrugnięcia okiem spuentowała swoją poprzednią wypowiedź, nie przejmując się wcale tym, co sobie o niej pomyśli Małgosia.  
          Obie popatrzyły na Roberta, oczekując pewnie, że zabierze głos w tej sprawie, bo dla obu był tym mężczyzną, z którego zdaniem liczyły się najbardziej. A Robert udał, że wypite szprycery, wymuszają na nim udanie się w ustronne miejsce i szybko zwinął się, wymownym gestem dając im znać, że musi je opuścić i już go nie było.  
          Faktycznie wywołał tym wilka z lasu i autentycznie poczuł potrzebę, więc skierował się do łazienki na parterze. Na wszelki wypadek zapukał, nie było odzewu, więc nacisnął klamkę i wszedł. Łazienka wyglądała na pustą, więc podniósł sedes i zaczął sikać, odczuwając wyraźną ulgę. Naraz usłyszał pojękiwanie i zobaczył jakąś postać w kabinie pod prysznicem, ale matowe, nie przezroczyste ściany nie pozwalały dojrzeć postaci. Dopiero po chwili do niego dotarło, że ten ktoś nie zamknął drzwi do łazienki na zatrzask. Odwrócił głowę. Kasia naga stała w drzwiach kabiny i gmerając w swojej cipce, bezceremonialnie, żeby nie powiedzieć bezczelnie obserwowała go, jak sika.  
- I co? Podobało się? - zapytał, kiedy skończył i schował kutasa do spodni.
- Pewnie! Masz wujku niezły sprzęcik. Ciekawe czy zmieściłby się w mojej cipce? - bez skrępowania wyraziła swoje zdanie na temat jego sikania czy kutasa.
- A ty zapomniałaś już, co nam przyrzekałaś? Czemu, wiedząc, że nie jesteście sami, nie zamknęłaś drzwi na zatrzask? - Robert bez emocji czy złości próbował uświadomić swojej chrzestnej córce, niestosowność jej zachowania głównie wobec niego.
- Wujku, przecież wiesz, że cię kocham chyba od zawsze i to nie tylko jako wujka. Nie mam więc zamiaru udawać, że wstydzę się ciebie. Mam też nadzieję, że moje ciało nie wywołuje w tobie wstrętu, więc chyba musisz się z tym pogodzić, że masz we mnie wielbicielkę. Co prawda myślałam, że na mnie poczekasz, aż bardziej dorosnę i ożenisz się ze mną, ale trudno. Nie czekałeś i ożeniłeś się, więc teraz ja muszę jakoś z tym żyć - oświadczyła z nad wyraz poważną miną i smutnym głosem, patrząc na Roberta wzrokiem, który mówił wszystko. ...cdn...

4 komentarze

 
  • TojaPysiorka96

    TojaPysiorka96 · 9 sie 2018

    Dzięki, końcówka najlepsza

  • stsz

    stsz · 15 lip 2018 · 196230282

    Z wielką ciekawością czeka się na kazdy następny odcinek każdej sagi. Duuużo zdrowia i niegasnącej twórczej weny. Obyś dał radę ciągnąć te story jak najdłużej. Najfainistsze pozdrowionka.

  • emeryt

    emeryt · 15 lip 2018 · 202081569

    @franek42, z tego odcinka wyciągam wniosek że Robert zaczyna mieć zbyt dużo wielbicielek. Ciekaw jestem dokąd to zaprowadzi Ciebie, drogi autorze tej wspaniałej sagi. Lecz to twoje dzieło i twoje szare komórki je tworzą. A tak na marginesie: przerwałeś w bardzo ciekawym momencie. A więc z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Na razie pozdrawiam Ciebie, życząc dużo zdrowia oraz intensywnej pracy szarych komórek. Twój wierny czytelnik - emeryt-.

  • Mmakao

    Mmakao · 15 lip 2018

    Bardzo ciekawe zakończenie, chociaż chyba nie ma sensu żeby psuć relacje Kasi i Roberta przez seks.