Olivia, Victoria II - cz. XXI

Robert słysząc słowa Małgosi, swojej osobistej sekretarki i jednej z najbardziej zaufanych osób w firmie, faktycznie wpadł w popłoch. Gosia, miła, wesoła i sympatyczna  kobieta, żona przyjaciela, o której nigdy nie myślał w kategoriach erotycznych, nagle wyjechała mu z tekstem jak zakochana pensjonarka. Zaczął bezradnie bić rękami w kierownicę samochodu.
- Gosiu, powiedz, że żartujesz i robisz sobie ze mnie przysłowiowe 'jaja'. Ki diabeł mnie podkusił, że zamiast zabrać na zakupy Kazka, zabrałem ciebie? - Robert szarpał się sam ze sobą jak znarowiony koń. Gośka natomiast spokojnie obserwowała reakcję Roberta i uśmiech nie schodził jej z ust.
- Czego naraz tak wystraszyłeś się? Że dałam ci do zrozumienia, że podobasz mi się i to nie jako szef, ale mężczyzna? I co w tym widzisz złego? Nie było cię trochę czasu nie tylko w firmie, ale i w kraju, więc trochę zatęskniłam za tobą i nie tylko ja, a że nie całkiem jako twoja osobista sekretarka, ale też jako trochę zadurzona w tobie kobieta, to chyba normalne, nie uważasz? A Ania to co czuje, jak myślisz? Tak ona jak i ja, a może też jeszcze kilka innych kobiet w firmie, które cię znają, oddałoby ci na biurku na jedno twoje skinienie. I co? Wyrzucisz nas z firmy, bo durzymy się trochę w tobie? - Małgosia spokojnie, bez emocji przedstawiła Robertowi, jakie jest w firmie nastawienie kilku współpracownic do niego, jako młodego, przystojnego mężczyzny, który przy okazji szefuje swojej własnej firmie.  
- A tak Robercie do twojej wiadomości. Teraz nieomal obrażasz się na mnie, że pomyślałam o tobie jako o fajnym chłopaku, o.. przepraszam, mężczyźnie, a sam wozisz ze sobą młodą piękną żonę i dodatkowo trzy młode 'laski', które nie spuszczają z ciebie ani na moment wzroku. To co ja czy Ania mamy myśleć o tym? Nam o tobie myśleć nie wypada, bo jesteśmy twoimi współpracownicami, a co myślą o tobie te dziewczyny, z których jedna jest twoją szwagierką, a dwie kuzynkami twojej żony? - Gosia nie zostawiła na Robercie suchej nitki, przedstawiając mu czy wykazując czarno na białym jego własne zachowanie. Robert zmieszał się i przez chwilę milczał. Gosia wystraszyła się, że chyba przegięła i przebrała nieco miarę, a za chwilę Robert opieprzy ją i faktycznie obrazi się, a tego przecież nie chciała.
- Gosiu, znamy się dość długo i myślałem, że kto jak kto, ale my oboje nie będziemy myśleć czy mówić sobie podobnych rzeczy. Jesteś moją najbliższą przyjaciółką i żoną przyjaciela, dlatego starałem się, aby pomiędzy nami do niczego nie doszło i utrzymywałem ten dystans, nie dlatego, że nie podobasz mi się, ale dlatego, żeby nie popsuć tych dobrych relacji pomiędzy nami, Kazimierzem i całą waszą rodziną. To po pierwsze. Po drugie; nie jestem szejkiem ze wschodu i nie wożę ze sobą haremu, bo pewnie tak o mnie myślisz. Kiedy wyjechaliśmy z Victorią z Krakowa, chciałem trochę oswoić się z kamperem i zamierzałem jechać pasmem  czy terenem podgórskim na wschód, chcąc pokazać Victorii piękno tych okolic, krajobrazów, czy tego regionu Polski. Później można byłoby albo dalej zwiedzać Polskę, albo ruszyć w stronę Zachodniej czy Północnej Europy. I wtedy Victoria zwróciła się do mnie, patrząc mi nieśmiało czy z obawą w oczy, czy pogniewam się na nią, jeżeli mnie o coś poprosi. A ja widząc ten jej wzrok, nie tylko zrobiłbym wszystko dla niej czy spełnił nawet najbardziej nieprawdopodobne życzenie, ale wprost oddał ostatnią kroplę krwi, gdyby zaszła taka potrzeba. A ona bała się mnie, rozumiesz? bała się, bo zobaczyłem tę obawę w jej wzroku. Myślałem więc, że będzie prosić, abyśmy nigdzie nie wyjeżdżali, albo żebym zawiózł ją do Rumunii, do mamy czy do rodziny - Robert przełknął ślinę ze wzruszenia, na wspomnienie tamtych chwil. Popatrzył na Małgosię i też zobaczył, że jest wzruszona, bo jej oczy zaszkliły się.
- I o co cię poprosiła? - wzruszenie wzruszeniem, a ciekawość Gosi była silniejsza.
- Żebyśmy pojechali do Tinca, do rodziny, ale nie po to, aby pozostać z mamą czy z rodziną, ale żeby zabrać siostry i kuzynki, bo w ten sposób chciała im wynagrodzić 'spaprane', jak mówiła, wakacje w Polsce, w naszym domu. Zwróciłem jej uwagę, że to przecież nie kto inny, ale właśnie siostry czy kuzynki spowodowały ten wstrząs w jej umyśle, wywołując psychozę. Ale gdzie tam? Mogłem mówić czy perswadować. Ona wiedziała swoje. To co miałem zrobić? Pojechaliśmy do Tinca, a potem zorganizowaliśmy ponownie samochód dla rodziny, a do nas przysiadły się zgodnie z życzeniem Victorii, Olivia z Eleną oraz kuzynki Mihaela i Violettina, jej cioteczne siostry czy kuzynki. Wynająłem ponownie w tej samej firmie samochód na cały miesiąc i pojechaliśmy całą 'bandą' do uzdrowiska w Hajduszoboszlo, na Wegrzech. Po drodze trochę narozrabiała Elena, więc została z rodziną w tym uzdrowisku, a my przyjechaliśmy teraz do Polski. Nie wiem, co kieruje postępowaniem Victorii, ale zapewniam cię, że nic w kamperze czy poza nim nie dzieje się bez jej wiedzy czy pozwolenia. Tak jak mówię, pewnych rzeczy nie ogarniam, ale we wszystkich sprawach decyduje Victoria i pewnie gdyby zdecydowała, że powinienem przespać się z tobą, nie wiem czy tego bym nie zrobił, ale jeżeli nawet, to nie bez wiedzy Kazimierza - Robert przedstawił Małgosi swoją wiedzę czy osobisty punkt widzenia na swoją sytuację rodzinną. Usłyszał cichy śmiech Gosi.
- Nawet nie zakładałam, że usłyszę te twoje szczere wynurzenia, ale to jesteś cały ty Robercie. Nie znam nikogo bardziej prostolinijnego czy bardziej szczerego od ciebie. Teraz to udowodniłeś i nie musisz obawiać się mnie. Na pewno nie będę cię gwałcić, a że podobasz mi się, to fakt. Też starałam się, jak mogłam, aby traktować cię jak przyjaciela i szefa, ale nieraz miałam kosmate myśli, myśląc o tobie, Anka zresztą też, ale jej zasady co do różnicy wieku i to, że postawiła cię na dość wysokim 'postumencie' pewnie nigdy nie pozwolą jej na zbliżenie się do ciebie bliżej niż na metr - Gosia w sposób równie jasny co szczery przedstawiła swój  stosunek do Roberta, a potem sięnęła do jego głowy, ujęła ją w dłonie i wycisnęła soczystego całusa na jego ustach.
- Potraktuj to jako podziękowanie za twoją szczerość i zadatek na wszelki wypadek, gdyby  miało dojść do czegoś pomiędzy nami. A teraz jedźmy już do tego sklepu czy marketu po te zakupy - powiedziała i poklepała pieszczotliwie Roberta po buzi.
- A jednak nie pomyliłam się co do ciebie Robercie, nie tylko jako szefa, ale również męża i człowieka, chociaż w pewnej chwili nasunęła mi się jakaś analogia do szejka, o którym wspomniałeś, kiedy zobaczyłam Victorię i te trzy dziewczyny w twoim towarzystwie. A te ich spojrzenia w twoim kierunku mówiły same za siebie - uzupełniła swoją wypowiedź.
- Trudno winić cię o coś, na co nie masz bezpośredniego wpływu. A że te dziewczęta traktują  
cię jak swojego idola, to im nie dziwię się, natomiast Victorii, podobnie jak ty, nie rozumiem.  
- Małgosi też wydało się dziwnym i niezrozumiałym zachowanie Victorii i jej zaproszenie  
sióstr czy kuzynek do samochodu, ale to wymagało rozmowy z samą zainteresowaną.  
Podjechali pod supermarket i wzięli wózek zakupowy, udając się do marketu. Małgosia
przeliczała produkty na ilość gości i wkładała do wózka produkty na grilla; między innymi, kiełbasę, krupnioki śląskie, udka drobiowe i inne produkty żywnościowe wraz z pieczywem  i napojami do domu w związku z powiększoną liczbą domowników. Po załadowaniu do pełna wózka, podeszli do kasy, gdzie Robert uregulował należność kartą, a potem załadowali to wszystko do samochodu i wrócili do domu.  
     Trochę to trwało, więc kiedy podjechali pod dom, nikt na nich specjalnie nie czekał. Całe towarzystwo bawiło się w najlepsze w basenie lub jego okolicach. Gosia podeszła więc na tyły domu i skrzyknęła kilkoro pomocników do pomocy w rozładowaniu zakupów. Produkty zakupione na grilla przeniesiono do altany, a resztę do kuchni.  
     Kazimierz z pomocą syna Juliana zajął się przygotowywaniem grilla, a całe dorosłe męskie towarzystwo łącznie z Victorią dorwało się do chłodnego piwa, które Robert załadował, chcąc zadowolić gości i oszczędzić im zbyt długiego czekania na chłodzenie w domu, po prostu opróżniając z niego sklepowe chłodziarki. Victoria ponadto, w zastępstwie Gosi jako gospodyni przygotowała dla pozostałych pań, nie przepadających za piwem i młodzieży szprycery z winem o mocy zależnej od wieku. Najsłabszy przygotowała dla Kasi, potem trochę mocniejszy dla Olivii, Violettiny i Juliana, a pozostałym pół na pół.  
     Kiedy grill osiągnął właściwą temperaturę, zaczęło się grilowanie zakupionych i przygotowanych w tym celu produktów, jak; szaszłyki, krupnioki, kiełbaski, drobiowe udka. Różnorodność produktów opiekanych na grillu spowodowała, że w powietrzu pojawiła się mieszanina wielu zapachów, pobudzających apetyt całego towarzystwa. Kiedy do tego doszło lekkie rozochocenie alkoholem, słabym co prawda, ale wypitym w ilości wystarczającej, aby zaszumiało lekko w głowie, ktoś rzucił hasło, że przecież przydałoby się trochę muzyki. Julek, który w swojej rodzinie zajmował się już niemal etatowo organizacją muzyki na domowych imprezach, z lekką pomocą Roberta wystawił dwa duże głośniki od kina domowego na taras przed salonem i po chwili z głośników popłynęły dźwięki popularnych przebojów czy muzyki biesiadnej. Atmosfera również zrobiła się luźna i coraz bardziej przebojowa. Robert jadąc do Krakowa zakładał i dopuszczał w myśli taki rozwój sytuacji, ale później wystraszony zachowaniem Małgosi, zaczął zastanawiać się, jak można by było w sposób wielce wiarygodny wycofać się z noclegu we własnym domu, bo co prawda Małgosia obróciła wyjawione przez siebie życzenie w żart, ale widząc jej rozochocenie szprycerami i rzucane ukradkiem spojrzenia w jego kierunku, nie czuł się już zbyt pewnie we własnym domu i jej towarzystwie.  
     Tym bardziej, że podsunął jej mimowolnie rozwiązanie i wyraźnie chciała omotać Victorię, dla której stała się niesamowicie życzliwa i przyjacielska, co Victoria odbierała zgodnie ze swoją młodą, ufną naturą i prostolinijnością, nie zdając sobie sprawy , że Małgosia może prowadzić zakamuflowaną grę. Do tego Kasia, jej córka, ośmielona szprycerem czy szprycerami, bo mogła wypić więcej niż jeden, znając jej spryt, zaczęła pozwalać sobie również na dużo więcej wobec wujka Roberta niż do tej pory. Nie tylko nieustannie kręciła się koło Roberta, ale ubrana w najbardziej ze wszystkich młodych dziewczyn wyzywający kostium kąpielowy, który niewiele zakrywał, bo był prawie przezroczysty, ale też niezwykle pasował do jej zgrabnej, dziewczęcej sylwetki, kusiła go w równie wyzywający sposób, chcąc za wszelką cenę zwrócić na siebie jego uwagę. Robert nie oceniał źle Kasi, swojej chrzestnej córki, bardziej dziwił się jej matce, że jej na to pozwala, tak samo zresztą jak Kazimierzowi, z którym 'córunia tatusia' robiła, co chciała.  
     Jakby tego było mało, to Julek będąc w wieku Violettiny, czyli o parę miesięcy starszy od Olivii zamiast zwrócić swoją uwagę na obie, będące w jego wieku nastolatki, to poczuł 'miętę' do parę lat starszej Mihaeli, ale chyba tylko dlatego, że Victoria, do której zapałał młodzieńczym uczuciem, kiedy tylko ją zobaczył, była już żoną wujka Roberta, którego lubił,  cenił, a przede wszystkim szanował bardziej niż swojego ojca.    
     Tak jak jego siostra robiła co mogła, aby zwrócić na siebie uwagę 'wujka' Roberta, tak on kręcił się nieustannie obok Mihaeli, która początkowo nie zwracała na niego uwagi, ale kiedy kilkakrotnie niby przypadkiem dotknął ją czy otarł się o jej ciało, spojrzała na niego uważniej i zobaczyła zafascynowanego jej osobą nastolatka. Wyczuła intuicyjnie, że jest pod jej wrażeniem i chce jej to uświadomić.  
     Pewnie zaczęłaby zastanawiać się nad tym bardziej, co z tym fantem zrobić, gdyby sama nie znalazła się w podobnej sytuacji. Bowiem od pierwszej chwili spotkania czy powitania, zwróciła uwagę na Rafała, przyjaciela i zastępcę Roberta. W chwili kiedy podała mu rękę na powitanie, coś pomęedzy nimi zaiskrzyło. Kiedy spotkała się z jego wzrokiem, patrzącym na nią w sposób śmiały, ale jednocześnie ciepło i życzliwie, spłoniła  się jak małolatka, która w takiej chwili zwykła się chować w spódnicę mamy. A tu nie było ani mamy, ani spódnicy. Rafał niewiele młodszy od Roberta, wywarł na niej prawie podobne wrażenie jak Robert po pierwszym ich spotkaniu, kiedy to wyczuł, że jest w dość głębokim psychicznym 'dołku' i podał jej pomocną dłoń. Teraz miała więc ponownie potężny 'zgryz' jak ma się zachować w tej sytuacji. Udać, że nic się nie stało i przyjąć obojętną postawę, czy 'kuć' żelazo póki gorące, wzbudzając czy pogłębiając wzajemne zainteresowanie.  
     Gosia natomiast po powrocie ze sklepu przedzwoniła do dwóch swoich przyjaciółek, które podobnie jak ona miały po dwoje dzieci, w tym jedna dwóch synów, a druga syna i córkę, zapraszając ich na grilla, a głównie po to, aby ich dzieci dotrzymały towarzystwa Olivii i Violettinie. Potem podeszła do Roberta i Victorii, którzy pomagali Kazimierzowi załadować na ruszty grilla przygotowane do opiekania produkty i powiadomiła ich, że pozwoliła sobie zaprosić dodatkowo dwie zaprzyjaźnione rodziny z dziećmi na wspólnego grilla.
- Gosiu, ty teraz jesteś panią tego domu, więc po co tłumaczysz się nam, że kogoś zaprosiłaś? Chyba, że Kazimierz może mieć jakieś obiekcje, bo my z Victorią takich nie mamy, prawda kochanie? - Robert z miejsca zabrał głos i wyjaśnił, że tak on jak i Victoria, która kiwnęła głową, że w pełni się z nim zgadza, nie zamierzają  uzurpować sobie prawa do decydowania o tym, co może dziać się w tym domu, kiedy te prawa scedowali na nich przed swoim wyjazdem. A teraz kiedy przyjechali na chwilę, czują się gośćmi tak samo jak inni.
- Robercie, to miło, że tak uważasz, ale zrobiłam to głównie po to, aby zapewnić 'męskie' towarzystwo dla Olivii i Violettiny, aby i one nie nudziły się w towarzystwie starszych od siebie osób. Jak zabawa to zabawa - Gosia odpowiedziała Robertowi w podobnym tonie, wyjaśniając przy okazji dlaczego to zrobiła.    
     Po około pół godzinie na podjeździe pojawiły się dwa samochody z zaproszonymi przez Gosię rodzinami, jak okazało się później, pracownikami firmy Roberta, a konkretnie głównej spółki firmy, spółki budowlanej. Jedna z rodzin składała się z rodziców i dwóch synów; jednego w wieku Juliana i drugiego starszego o dwa lata, pełnoletniego. W drugiej również obok rodziców było dwoje dzieci, chłopak o rok starszy od Juliana i jego siostra  młodsza od niego około półtora roku, czyli około pół roku od Julka.  
     Oznaczało to, że przyjezdna młodzież będąc w zbliżonym wieku do dziewczyn z otoczenia Victorii i Roberta, miała być niejakim uzupełnieniem w dotrzymaniu im towarzystwa czy wypełnieniu czasu dla przeciwdziałania nudzie. Julek, który widząc wzajemne zainteresowanie się sobą Mihaeli i Rafała, zorientował się, że raczej ma marne szanse zaistnieć w świadomości Mihaeli, momentalnie przerzucił swoje zainteresowanie na przyjezdną dziewczynę, tym bardziej że dobrze się znali, chociaż nie utrzymywali ze sobą bliższych kontaktów. Po chwilowym zamieszaniu związanym z powitaniem i zapoznaniem się ze sobą całego towarzystwa, Alicja, bo tak miała na imię przyjezdna dziewczyna, podeszła do Kasi i poprosiła ją o towarzyszenie jej, bo chciała się przebrać w kostium kąpielowy i dostosować do innych dziewczyn czy pań. To samo zresztą zrobili wszyscy przyjezdni i po niedługim czasie wszyscy byli w strojach kąpielowych czy do opalania, dołączając do ogółu domowników i wcześniejszych gości. Tym samym impreza rozkręciła się na dobre. Julian, który miał pieczę nie tylko nad nagłośnieniem, ale i nad maszynerią basenu, dwoił się i troił, aby dobrze wypaść jako DJ oraz operator od atrakcji związanych z basenem. Ponieważ zapoznał się nieźle z zasobami muzyki na płytach CD zgromadzonej przez Roberta oraz posiadał również własne CD z muzyką młodzieżową, starał się więc trafić w gusta jednych i drugich, puszczając z głośników na przemian muzykę młodzieżową, a następnie przeboje czy muzykę biesiadna dla starszych. I jedni i drudzy akceptowali taki układ, więc Julek cieszył się uznaniem jednych i drugich. Do tego umiejętnie manipulując i wykorzystując urządzenia zamontowane w basenie, zapewniał niezłe atrakcje dla miłośników wody, dostarczając im łagodnych wrażeń związanych ze stopniowym podnoszeniem poziomu wody, aby za chwilę tworzyć niespodziewane fale o dużej prędkości  przemieszczania i zawirowań, poniewierając niemiłosiernie i przewracając osoby znajdujące się w basenie. Dla tych, którzy znali już możliwości maszynerii i urządzeń basenowych nie stanowiło to problemu, bo spodziewając się określonych skutków, starali się ustawiać w odpowiedniej pozycji i oddaleniu od ściany basenu, ale niektórym świeżo przybyłym gościom tak starszym jak i młodzieży, sprawiło to obok frajdy trochę przykrych zdarzeń, w postaci zachłyśnięcia się wodą w basenie i lekkich otarć skóry, w chwili brutalnego zepchnięcia czy rzucenia na ścianę przez falę, której mocy nie zdołali przewidzieć. Robert nigdy do czegoś takiego by nie dopuścił, ale Julka poniosła fantazja i nie zwracał zbytniej uwagi na to,  czy ktoś nie ma problemów związanych z jego 'zabawą'. Kiedy więc jedna z pań doznała tego typu skutków 'zabawy' w basenie, wychodząc z trudem z wody, kaszląc, plując i  z zaczerwieniami na skórze od uderzeń o ścianę basenu, Robert nic nie mówiąc, podszedł do centralki i wyłączył głównym wyłącznikiem zasilanie pomp oraz  urządzeń wspomagających. Następnie podprowadził  zaskoczonego Juliana do tabliczki z instrukcją, gdzie wyraźnym, czytelnym pismem były wyszczególnione punkty, co wolno, a czego nie wolno robić przy sterowaniu poszczególnymi urządzeniami w basenie oraz że każda czynność czy manipulacja pompami dużej mocy winna być poprzedzona uważną obserwacją poziomu wody w basenie i reakcji czy zachowania się osób przebywających w basenie.
- Widzę Julianie, że miałeś niezły ubaw, poniewierając panią Zosię. To teraz podejdź do niej i spójrz jej w oczy, widząc, co narobiłeś. Być może przyjmie twoje przeprosiny, a być może nie - zwrócił się do swojego ulubieńca, którego ostatnie zachowanie i sposób manipulowania urządzeniami basenowymi, było nie do przyjęcia. A wymieniona pani Zosia, była jego ulubioną, 'przyszywaną' ciocią i jedną z serdecznych przyjaciółek jego mamy, podobnie jak 'przyszywany' wujek Robert. Teraz stał przed Robertem ze spuszczoną głową, a łzy same płynęły z jego oczu. Nie mówił nic. A całe towarzystwo, tak starsi jak i młodzież również spoważniało. Nikogo już w wodzie nie było. Wszyscy zdali sobie sprawę, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Julek co prawda zawalił, ale przecież wszyscy byli w pobliżu i nikt nie zareagował w odpowiednim momencie. Nie tylko ojciec Kazimierz, ale Robert również. Robert objął w końcu Julka serdecznym gestem i przytulił jak ojciec syna.
- Wiem, ja też zawaliłem! Twój tata również! Chodź, spróbujemy przeprosić panią Zosię - powiedział, ale nie musieli nigdzie podchodzić. Wśród ogólnego milczenia i powagi sytuacji, sama podeszła do nich.
- Przestańcie! Nic się nie stało! To moja, nie Julka wina! Nie wiedziałam co prawda, że jakieś 'cholerstwo' jest w tym basenie, ale z początku było bardzo fajnie. Nie umiem co prawda pływać, ale nawet nie przyszło mi do głowy, że coś mi może grozić. Miałam wodę po kolana, później trochę więcej, sama nie wiem, po co pchałam się dalej i głębiej. I naraz ta fala. Po prostu walnęła mnie jak lalkę i przewróciła. Walnęła zresztą nie tylko mnie, ale tylko ja się przewróciłam, jak to baba - roześmiała się, próbując zagadać i zbagatelizować sprawę. Podeszła do Julka i podobnie jak poprzednio Robert objęła go matczynym gestem i przytuliła.
- Ne martw się Julku! Nic mi się nie stało! Na drugi raz będę pilnować się i już mnie nie przewrócisz. Kurcze, skąd ta fala tak nagle wyrosła? Przecież nie było wiatru - pani Zosia, prywatnie nauczycielka ze szkoły podstawowej, polonistka, nadal nie kojarzyła, że w basenie może być urządzenie, które może wywołać tak mocną, sztuczną falę w zwykłym basenie.
- Ciociu, to ja zawaliłem! Przepraszam, więcej czegoś takiego nie zrobię! - pochwycił rękę pani Zosi i nim zdołała mu ją wyrwać, pocałował z szacunkiem, skrapiając dodatkowo ostatnimi łzami, które pojawiły się w jego oczach. Dostali oboje takie brawa od zebranych, jakby zagrali wyjątkowo udaną scenę w teatrze. Zgęstniała atmosfera wywołana wydarzeniem z panią Zosią, nieco się rozrzedziła.  
     Tymczasem Rafał, który przejął się zaistniałą sytuacją, nie mniej od Roberta czy Kazimierza, podszedł do centralki i włączył tylko samo sterowanie bez podania prądu na urządzenia. Zaświeciły się wszystkie wskaźniki oprócz dwóch;  jeden sygnalizujący poziom wody i drugi alarmowy, który po przekroczeniu bezpiecznego poziomu wody, odcinał dopływ prądu do pomp dużej mocy, wywołujących sztuczne fale. Rafał podszedł do basenu i spojrzał na wodowskaz. Poziom wody w basenie przekraczał prawie o pół metra bezpieczny poziom, przy którym można było włączać pompy dużej mocy, ale dlaczego nie włączył się alarm i nie zadziałał automatyczny wyłącznik prądu, odcinający zasilanie dużych pomp? Ponownie podszedł do centralki i wcisnął sterownik klapy zamykającej czy otwierającej przepływ wody z basenu na filtry. Nie działał. Wcisnął sterownik pompy, doprowadzającej wodę do basenu z centralnego zbiornika, do którego wpływała woda z ujęcia wodnego wodociągowego i ujęcia wody głębinowej. Sterownik funkcjonował prawidłowo. Robert który uważnie obserwował Rafała, zobaczył, że ten przywołuje go do siebie. Podszedł do niego.  
- Nie działa sterownik klapy odcinającej przepływ wody z basenu na filtry przepływowe i nie działa automatyczny sterownik, odcinający dopływ prądu do pomp dużej mocy, w chwili kiedy poziom wody przekroczy bezpieczny poziom wody w basenie. Ktoś musiał przy tym majstrować, bo samo to się nie stało. A nie podejrzewam, żeby zrobił to Julian. 'Ktoś' musiał go w tym 'wyręczyć' - Rafał który najlepiej znał instalację doprowadzenia i oczyszczania wody w basenie w układzie przepływowym oraz schematy instalacji sterowniczej i zasilania urządzeń oraz maszynerii w basenie podzielił się swoimi uwagami i spostrzeżeniami z Robertem.    
- To dlatego Julian mógł uruchomić pompy dużej mocy, pomimo podniesienia się lustra wody w basenie powyżej bezpiecznego poziomu i to spowodowało, że ruchy wody były tak nie przewidywalne i niebezpieczne dla osób w basenie - stwierdził Robert.
- Rafale, proponuję na dzisiaj zakończyć zabawę w basenie z użyciem jakichkolwiek urządzeń poza pływaniem czy baraszkowaniem w wodzie. Uprzedzimy tylko, że poziom wody jest wyższy i odznaczymy taśmą tę część basenu, gdzie głębokość wody jest większa niż sto pięćdziesiąt centymetrów. A jutro gdybyś mógł wpaść na chwilę, to zastanowilibyśmy się wspólnie co z tym fantem zrobić. Ja spróbuję dowiedzieć się coś więcej od Juliana, bo być może zaprosił kogoś z kolegów i ten z sobie tylko wiadomych powodów próbował coś tam majstrować czy  kombinować z instalacją sterowniczo - kontrolną basenu - Robert przedstawił Rafałowi propozycję rozwiązania problemu uszkodzenia aparatury i instalacji sterowniczej basenu.  
     Potem nakrył pokrywą zabezpieczającą centralkę sterowniczą i zamknął kluczem. Następnie z Rafałem podeszli do zebranych gości w altanie, przepraszając wszystkich za zdarzenie i poinformowali o podniesionym poziomie wody w basenie oraz o wyłączeniu wszystkich urządzeń w basenie, ale również o możliwości kąpieli czy pływania w basenie z zaleceniem nie wypływania na głębszą część basenu.  
     Całe zdarzenie wpłynęło jednak destrukcyjnie na nastrój i ochotę do dalszej zabawy prawie u wszystkich imprezowiczów; tak domowników jak i gości, więc nikt już nie wyrażał chęci na dalszą kąpiel czy korzystanie z basenu. Widzieli zresztą rozmowę i działania podjęte przez Roberta i Rafała, łącznie z odłączeniem zasilania urządzeń w basenie. Ponieważ jednak zabawa i moczenie się w wodzie zaostrzyła apetyty, więc goście zachęcani przez gospodarzy- domowników, postanowili dokończyć przynajmniej tę część imprezy, związanej z grillem czy grillowaniem, aby nie zmarnować wysiłku gospodarzy, oraz smakowicie przypieczonych czy usmażonych produktów.  
     Pod znakiem zapytania stanęła również wspólna, integracyjna kąpiel w saunie, ponieważ z uwagi na dość wysoką, sierpniową temperaturę większość starszej generacji nie bardzo miała ochotę na dodatkowe pocenie się w wysokiej temperaturze, ale górę wzięło zdanie młodzieżowej części uczestników imprezy, która zdecydowanie była za kąpielą w saunie, licząc pewnie, że będą mogli oglądać sobie do woli gołe ciała przeciwnej płci, bo za sauną optowali tak chłopaki jak i dziewczyny. Ponadto okazało się, że większość młodzieży korzystała już z publicznej sauny w aquaparku i dla nich problem golizny w saunie nie istniał.  
     Kiedy imprezowicze zjedli to, co było do zjedzenia i wypili, co było do wypicia, nadeszła pora na ostatnią atrakcję dla zgromadzonych gości i domowników. czyli kąpiel parową w saunie. Wcześniej Robert włączył główny piec w saunie, aby podgrzać wstępnie pomieszczenie. Jak zwykle w takich sytuacjach wśród części gości pojawiły się wątpliwości, co do zachowania się w saunie. Były to osoby, które albo nigdy nie były w saunie albo nie były w stanie przełamać swojej wrodzonej wstydliwości. Robert podobnie jak poprzednio z rodziną Victorii uznał, że jako gospodarz powinien na wstępie przemówić do gości i wyjaśnić zasady korzystania z sauny.  
- Chciałbym przypomnieć naszym miłym gościom, że sauna parowa z uwagi na temperaturę, która w pomieszczeniu może osiągnąć nawet sto stopni Celsjusza, czyli temperaturę wrzenia wody ze względów bezpieczeństwa wymaga odpowiedniego zachowania się. Po pierwsze; saunę parową uważa się za tak zwaną 'strefę nagości', więc jeżeli ktoś z obecnych ma z tym problem, to nie powinien korzystać z sauny. Ciała osłaniamy tylko bawełnianym ręcznikiem, natomiast będąc już wewnątrz, ręcznik ten będzie służył do wytarcia się po schłodzeniu ciała pod prysznicem oraz do siedzenia, aby izolować nasze ciało od rozgrzanych, drewnianych wykładzin i ławek. Po drugie; sauna to pocenie się i pozbywanie się szkodliwych substancji z naszego ciała, więc każdy zbędny skrawek materiału na naszym ciele będzie temu przeszkadzał, a co gorsza utrudni swobodny przepływ powietrza i regulację temperatury naszego ciała - Robert neutralnym tonem głosu przedstawił w skrócie zasady korzystania z sauny.  
     Po słowach Roberta goście podzielili się na grupki rodzinne czy znajomych, dyskutując o nagości i o najważniejszym; co z tym fantem zrobić? Okazało się, że młodzież obojga płci w tych sprawach zachowywała się bardziej dojrzale niż ich rodzice, ale po chwili zastanowienia i przemyśleniach, tak starsi jak i młodzież  sięgnęli po bawełniane ręczniki, podrzucone w międzyczasie do altany przez Gosię i na przekór poprzednim obawom wszyscy maszerowali zgodnie na golasa w stronę budynku sauny.  
     Okazało się, że z młodzieży tylko Alicja okręciła się ręcznikiem, zakrywając swoją nagość, a wśród starszych z ręcznika skorzystała tylko Ania, a szkoda, bo miała niezłą sylwetkę i nienaganne ciało. Wszyscy podeszli pod prysznice i o dziwo, tak Ania jak i młodziutka Alicja widząc, że nikt oprócz nich nie robi problemu z nagości, przemogły się i odwiesiły ręczniki, stając nago pod prysznicami. Robert powtórzył wraz z Victorią całą procedurę schładzania się i opłukiwania ciał kolejnych osób letnią wodą, wprowadzając do sauny czteroosobowe grupki i sadzając wchodzące osoby na ławach, poczynając od ław dolnych, prosząc, aby następnie w miarę nagrzewania się ciał i wzrostu temperatury w pomieszczeniu, przesuwali się na ławy środkowe, by na koniec  wylądować na ławach górnych.  
     Następnie Robert podwyższył moc pieca i ustawił górną temperaturę na dziewięćdziesiąt stopni Celsjusza, a kiedy powietrze w saunie stało się zbyt suche, skropił nagrzane przez piec kamienie wodą, podwyższając stopniowo wilgotność powietrza w pomieszczeniu. Po około dwunastu minutach pobytu w maksymalnej temperaturze i wypoceniu sporej ilości wody z organizmów, Robert sprawdził samopoczucie uczestników parowej kąpieli i poprosił o opuszczanie wnętrza sauny w kolejności takiej, jak do niej wchodzili, poczynając od uczestników z górnych ław sauny.  
     Sam jako pierwszy wyszedł z sauny i przestawił zasilanie pryszniców z wody o temperaturze otoczenia na wodę zimną, o temperaturze w okolicach zera stopni. Taka temperatura wody powodowała szokowy wstrząs dla organizmu oraz zatrzymanie procesu pocenia się i wydalania wody z organizmu. Pisków i chichotania się było przy tym co niemiara, bo zimna woda wpływała dość skutecznie tak na piersi kobiet, jak i na 'instrumenty' męskiej populacji, które nawet z dość pokaźnych kutasów, stawały się małymi 'siusiaczkami'.  
     Po schłodzeniu ciał uczestnicy powtórzyli poprzednią procedurę zajmowania miejsc w saunie od ław najniżej położonych do najwyższych. Po kolejnych piętnastu minutach pobytu w saunie, Robert, który czuwał nad całym procesem saunowania, poprosił uczestników o opuszczanie sauny tak jak poprzednio i schładzanie swoich ciał pod prysznicami z zimną wodą, aby przerwać proces pocenia się i wydalania wody z organizmów.
     Kiedy ostatni uczestnik kąpieli parowej opuścił pomieszczenie, Robert z udziałem Kazimierza, który wszystko bacznie obserwował, aby w razie wyrażenia ochoty saunowania przez rodzinę czy znajomych, mógł w podobny, bezpieczny sposób przeprowadzić procedurę saunowania, bez narażania jej uczestników na jakiekolwiek zagrożenie z tego powodu, wyłączył piec w saunie i otworzył wywietrzniki bierne i aktywne, aby osuszyć i wywietrzyć pomieszczenie sauny.  
     Victoria z Gosią zaprosiły natomiast wszystkich uczestników sauny do salonu, aby mogli uzupełnić płyny odparowane przez organizm w saunie. Nie obyło się przy tym bez dowcipów czy komentarzy na temat zachowania się poszczególnych uczestników czy uczestniczek w saunie. Ogólnie jednak uznano, że pobyt w saunie pozwolił na duże odprężenie i niezły relaks, nie mówiąc o zdecydowanej poprawie samopoczucia.  
     W czasie przemieszczania się z sauny do domu nikt już nie robił problemu z nagości własnego ciała, a to że panom czy chłopakom coś tam podniosło się na widok tylu nagich cipek czy piersi, też nie stanowiło problemu, bo ogólnie uznano, że natura ma jednak swoje prawa i nie ma co na ten temat dowcipkować czy żartować w głupi, szczeniacki sposób. Po wejściu do salonu uznano, że nie ma co moczyć krzeseł, foteli czy kanapy, więc każdy z uczestników czy uczestniczek założył na tyłek lekki ciuch czy ciuszek, a Gosia z Victorią skrzyknęły do pomocy dzieci i siostry, aby dostarczyć do salonu napoje zgodnie z preferencjami poszczególnych gości; od wody mineralnej poczynając, poprzez soki i napoje owocowe, wino i wodę sodową do szprycerów oraz piwo dla smakoszy.  
     Zanim w salonie pojawili się Robert z Kazimierzem, towarzystwo było już dość dobrze rozochocone, szybko i skutecznie uzupełniając, wypocone w saunie płyny. Ubywało napoi, natomiast przybywało humoru, radości, luzu i swobody. Julian ponownie włączył się aktywnie do zapewniania zebranym odpowiedniej rozrywki i muzyki, tak dla starszej części uczestników jak i młodzieży. Było trochę biesiadnych tańców i śpiewów, młodzieżowych podrygiwań w stylu dyskotekowym aby w końcu uznać, że pora zrobiła się dość późna i najwyższy czas zakończyć tę imprezę, bo przecież można ją powtórzyć w dogodnym dla wszystkim czasie. Przyjezdni goście zaczęli się żegnać, dziękując za udane popołudnie i wieczór oraz za wszystkie atrakcje i poczęstunek, po czym zebrali się i odjechali. Gosia z pomocą Victorii i pozostałych dziewczyn szybko uporały się z uporządkowaniem salonu, a Robert z Kazimierzem w tym samym czasie, popijając mocnego szprycera dyskutowali nad sprawą niesprawności urządzeń w basenie i mimowolne wywołanie zagrożenia zdrowia kąpiących się w basenie. Robert poinformował przy tym Kazimierza, że umówił się w tej sprawie z Rafałem i że chciałby również na ten temat porozmawiać z Julianem, ale dopiero na następny dzień. Kiedy Gosia z Victorią dołączyły do nich, Robert powiadomił Gosię i Kazimierza, że zamierzają z Victorią spać w kamperze.
- Robercie, chyba rzuciło ci się na umysł! Śpicie z Victorią w swojej sypialni, a my na ten czas z Kazimierzem przeniesiemy się na dół do gościnnego pokoju. Mówiliśmy właśnie o tym i tak oboje zdecydowaliśmy. I bez dyskusji. Nie dość, że umożliwiliście nam spędzanie urlopu w warunkach, o których można tylko marzyć, to jeszcze będziecie poniewierać się w samochodzie, będąc we własnym domu. My już nieraz tam spaliśmy, kiedy nie chciało nam się wychodzić do góry, a poza tym, ja strasznie wydzieram się, kiedy Kaziu zajmuje się mną nadzwyczaj 'czule', a dzisiaj chyba będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich możliwości - Gosia nie pozostawiła cienia wątpliwości, że nie przyjmuje odmowy i muszą spać na swoim małżeńskim łożu, 'strasząc' przy tym męża swoimi 'oczekiwaniami'.  
- Wymieniłam już pościel oraz ręczniki w łazience, tak że posłanie macie przygotowane - dodała, uśmiechając się, zadowolona, że bez wielkiej awantury, udało się skłonić Roberta i Victorię do nocowania w domu, a nie w kamperze.  
- Dobrze, to teraz musimy pomyśleć o dziewczynach - powiedział Robert, bo dziewczyny też chciały spać z nimi w kamperze.
- Już jest wszystko załatwione, tak że nie musisz się o to martwić - uprzedziła go natychmiast Małgosia, a Victoria też pokiwała głową, na potwierdzenie, że tak jest.
- Julek pozostaje w swoim pokoju, Kaśka śpi z Mihaelą, bo nie wiem kiedy, ale polubiły się, a Olivia z Violettiną, Tak, że wszyscy śpicie w domu - dodała zdecydowanym głosem, jak kapitan na okręcie. No cóż, Robert doskonale znał sposób zorganizowania Małgosi i wiedział, że co jak co, ale logistykę Gosia ma opanowaną znakomicie. Było mu też na rękę, że Gosia z Kazimierzem będą spać na dole, bo zapewniało mu to jakiś bufor bezpieczeństwa.  
     Po słowach Małgosi wyluzował i odprężył się, wywołując przy tym uśmiech Victorii, cieszącej się z jego zadowolenia. Ta dziewczyna świata poza nim nie widzi, a toleruje uwodzenie go przez siostrę i kuzynki - pomyślała, widząc spojrzenie i reakcję jego młodej żony. W tym też momencie Gosia odstąpiła całkowicie od pomysłu uwiedzenia Roberta, mając na względzie bardziej interes Victorii niż swojego męża Kazimierza czy rodziny. Panowie tymczasem dokończyli stojącą przed nimi butelkę wina, rozlewając do szklanek resztę wina i dolewając wody. Obie panie pożegnały się; Victoria z Kazimierzem i Gosia z Robertem. Gosia zrobiła to pierwsza, całując bez skrepowania Roberta w usta, więc Victorii nie pozostało nic innego, jak zrobić to samo, czym wywołała ponownie duże zdziwienie Kazimierza, ale było to przyjemne zdziwienie i życząc im dobrej nocy udały się do łazienek, jedna do tej na dole, a druga przy sypialni, zrobić wieczorową, a właściwie nocną toaletę. Po wypiciu szprycerów tak Robert jak i Kazimierz, też uznali, za czas na odpoczynek.
- Gdybyście słyszeli jakieś bardzo głośne wrzaski, to nie wzywajcie od razu policji, bo to będzie znaczyło, że mojej Gosi zrobiło się wyjątkowo dobrze. Nasze dzieci są już też do tego przyzwyczajone, gorzej może być z waszymi dziewczynami, ale może jak to młodzież, będą miały mocny sen - to mówiąc, Kazimierz podał rękę Robertowi i rozeszli się do swoich żon.  
     Robert wszedł do sypialni i zobaczył, że jego uśmiechnięte, promienne 'szczęście' czeka na niego. Pogładził się po swojej 'ryżowej' szczotce i rozrzewnił się na jej widok.
- Chciałbym cię przytulić kochanie, ale żal mi twojego słodkiego buziaczka, więc musisz jeszcze chwilę poczekać - powiedział i podszedł do żony, aby przynajmniej pogładzić ją po buzi i zniknął w łazience. Rozejrzał się i widząc wszystkie swoje rzeczy rozstawione dokładnie tak samo, jak je pozostawił, odjeżdżając, nie wiedział dokładnie, która z nich o to postarała się, jego żona czy Gośka, ale o każdej pomyślał tym bardziej ciepło. Szybko ogolił się i odświeżył, założył spodenki i wrócił do Victorii. Niestety, zmęczona zasnęła. Nie miał sumienia budzić ją. Śpiąca spokojnym snem, wyglądała niezwykle uroczo i seksownie w krótkiej, cieniutkiej koszulce. Zgasił nocną lampę i położył się delikatnie obok niej, aby jej nie zbudzić i sam nie wiadomo kiedy zasnął również. Miał dziwny sen i coś go zaczęło uwierać. Z trudem przebijał się z głębokiego snu do świadomości. Otworzył oczy i poczuł, że ktoś leży koło niego, a właściwie na nim i bawi się jego kutasem. Nie sądził, że to Victoria, bo słyszał jej równy oddech, więc kto? Olivia? - mogła wiedzieć, że śpią w sypialni.  
- Olivia? - szepnął. Nic, żadnego odzewu. Nie chciał budzić Victorii, więc zaczął obmacywać, tego 'ktosia' który dobierał się do niego, aby zorientować się, z kim ma do czynienia.  
- Wujku, to ja Kasia! - usłyszał szept. Małolatka zorientowała się, że Robert nie wie z kim ma do czynienia.  
- Kasia? Co ty tu robisz? I dlaczego nie śpisz? I zabierz rękę z moich spodenek. Przecież mogli tu spać twoi rodzice - powiedział cicho, ale stanowczo.
- Mama powiedziała, że idą spać na dół - wyjaśniła mu płaczliwym głosem, wyciągając rękę.
- Wujku nie gniewaj się, ale nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam, żeby poleżeć przy tobie i przytulić się - Kasia nie usprawiedliwiała się, ale postawiła sprawę jasno, prawie płacząc.
- Dobrze, nie gniewam się, ale idź już do siebie - poprosił Robert neutralnym głosem.  
- A nie mogłabym poleżeć przy tobie i przytulić się? Proszę! - nie odpuszczała, widząc, że Robert rozmawia z nią bez złości, czyli nie gniewa się.  
- Kto tu znowu chce leżeć przy tobie i przytulać się Robercie? - usłyszeli wesoły głos Victorii, która czując ruch i słysząc ich głosy, obudziła się.  
- To Kasia stęskniła się za nami kochanie i przyszła sobie poleżeć! - odpowiedział równie wesoło Robert, zadowolony, że Victoria obudziła się i udając złość, przegoni z ich łóżka 'utrapieńca'.  
- Chyba za tobą kochany, bo mnie prawie nie zna, ale możemy się poznać, prawda Kasiu? - zamiast pretensji czy zdecydowanego sprzeciwu, Victoria wręcz zgodziła się, aby małolatka została z nimi.
- Przejdź przez wujka Kasiu i wejdź do środka, to ja cię przytulę - zaproponowała małolatce.
- Victorio, nie może z nami zostać. Nie chcę jutro tłumaczyć się jej rodzicom, że Kasia była z nami w łóżku - Robert postawił jasno sprawę, bo naprawdę czułby się głupio przed rodzicami małolatki.  
- Ale dlaczego wujku? Przecież tak mama, jak i tata wiedzą, że bardzo cię lubię i traktuję prawie jak tatę - Kaśka też nie odpuszczała, kiedy usłyszała, że żona wujka zgadza się, aby została, tylko wujek wydziwia.  
- Kasia, nie przeginaj! Nie jesteś już małą dziewczynką i dobrze o tym wiesz, że jestem twoim ojcem, ale chrzestnym, a poza tym jestem mężczyzną, a ty stajesz się młodą kobietą, za którą oglądają się chłopaki, więc wiesz, o co twoi rodzice mogą mnie posądzić? - Robert wkurzył się już nie na żarty. Na jego słowa małolatka prawie rozpłakała się, co widząc Victoria, spokojna i radosna natychmiast spoważniała.
- Robercie, nie chcę cię mocniej wkurzać, bo widzę, że rozzłościłeś się, ale nie możemy teraz wyrzucić Kasi, bo będzie miała żal do nas obojga, a nic złego nie zrobiła. To co z tego, że przyszła i jest z nami? Przecież widziałam, że ona faktycznie traktuje cię jak ojca, no może nie całkiem, ale jak dobrego, kochanego wujka, a ty zachowujesz się wobec niej najgorzej jak możesz - Victoria chyba po raz pierwszy nie poparła zdania swojego męża, a Robert wcale nie miał o to do niej ani żalu ani pretensji. Przecież nie wiedziała tego co on. Kasia nie przyszła leżeć i przytulać się, bo co miało znaczyć to, że wsadziła mu rękę w majtki i bawiła się jego kutasem. W tej chwili nie mógł tego powiedzieć Victorii, bo zraniłby Kasię strasznie, a przecież lubił ją, a nawet kochał na swój sposób prawie jak córkę, więc nie mógł pozwolić, aby te relacje prawie rodzinne zmieniły się w coś innego. Nie winił też za bardzo Kaśki, za to co zrobiła, bo mogła to być zwykła ciekawość dorastającej dziewczynki i wykorzystanie okazji.  
- Chodź Kasiu do mnie, ja cię przytulę, jak niedobry wujek nie chce tego zrobić - Victoria nieświadoma tego, co robiła Kasia z Robertem, ponowiła swoją propozycję, a małolatka to wykorzystała. Jakby na złość Robertowi, przeszła, a właściwie przetoczyła się przez niego, przytulając się przy okazji i dociskając się swoimi dość już rozwiniętymi cyckami do jego piersi, nie mówiąc o dotykaniu kolanami jego krocza i 'kolegi', którego jej zabiegi 'postawiły' do pionu. Kiedy zobaczył jak się tulą i przytulają do siebie, nie wytrzymał.
- Zostańcie więc, a ja idę, bo nie będę później świecił oczami przed Gosią i Kazimierzem czy tłumaczył się z tego, co Kaśka robiła w naszym łóżku - Robert rozeźlony zsunął się z łóżka, zamierzając wyjść z łazienki. Ale co dalej? Pozostaje kamper - przebiegło mu przez myśl.
Victoria chyba też pomyślała o tym samym, ale poszła w zaparte.
- Mihaela jest sama, to możesz ją przytulić - Victoria zamiast wygonić Kaśkę z łóżka, zagrała z Robertem va banque, stawiając na swoim. Robertem omal nie zatrzęsło, a złość nie jest dobrym doradcą. Wyszedł do łazienki, załatwił się i wyszedł na przedpokój. To gdzie teraz? - zastanawiał się. Do kampera też go nie ciągło. Mógł wejść do Juliana, ale po pierwsze; nie chciał straszyć chłopaka czy wywoływać w nim jakieś skojarzenia, bo można go było posądzić o wszystko, tylko nie o pociąg do chłopców czy mężczyzn. Podszedł do drzwi  pokoju Olivii i Violettiny. Były uchylone, tak jakby dziewczyny zapraszały do siebie, tylko kogo? Były dwie możliwości; chodziło o niego albo Julka. Ale prawdopodobnie bardziej o Juliana, bo wiedząc, że Robert będzie spał z Victorią w swojej sypialni, pewnie nie zakładały, że Robert zostawi Victorię i przyjdzie z nocną 'wizytą' do nich. Uchylił mocniej drzwi i w poświacie z okna zobaczył, że Olivia śpi sama. Violettiny nigdzie nie było, bo okienko w drzwiach do łazienki było ciemne. Czyli sytuacja rozwiązała się sama. Mógł przytulić się, ale nie do Mihaeli, bo widział przecież, że Mihaela zainteresowała się Rafałem, co mu jak najbardziej odpowiadało, ale do swojej ulubienicy Olivii. A to, że Violettina sam wybrała się do Juliana, też mu nie przeszkadzało. Byli w jednym wieku i Violettina musiała zdawać sobie sprawę z tego co robi, tak samo jak Julian. Robert nie zamierzał robić rabanu i budzić domowników, bo dwoje nastolatków postanowiło przespać się razem. Wszedł do pokoju i przysiadł na krawędzi sofy. Olivia leżąc na wznak, słodko spała, pewnie nawet nie wiedziała, że Violettiny nie ma z nią. Było trochę wolnego miejsca, więc położył się, licząc, że uda mu się zasnąć. W tym momencie Olivia, jakby wyczuła, że nie jest sama, odwróciła się w jego stronę i przysunęła do jego ciała, kładąc rękę na jego piersi. Wyczuła chyba instynktownie, że coś jest nie tak, po pogłaskała go po piersi, wyczuwając owłosienie, a następnie po buzi.  
- Kto tu jest? - szepnęła, bo nie mogła rozeznać, kto przy niej leży.
- Cicho Krupeczko, to ja! - odezwał się Robert, używając znanego jej zdrobnienia.
- Robert, ty tutaj? A Violettina to gdzie? - usłyszał ponownie.
- Nie wiem! Jak wszedłem, spałaś sama! - odpowiedział.  
- O jejku, jak się cieszę! - omal nie pisnęła z radości i natychmiast przylgnęła do niego.
- A co się stało, że jesteś tutaj? Pokłóciliście się z Victorią? - jej radość natychmiast zgasła.
- Nie Olivio! Nie kłóciliśmy się, ale Victoria zrobiła coś, czego nie chciałem 'firmować', więc opuściłem sypialnię - próbował jej wyjaśnić sytuację i uspokoić, bo wyczuł, jak zareagowała emocjonalnie, że pomiędzy Victorią a nim powstało jakieś nieporozumienie. Olivia kochała go, ale i z najstarszą siostrą wiązały ją nie mniej silne więzy.  
- I co teraz? Co z tym zrobicie? - Olivia nie bardzo mogła pogodzić się z tym, że Robert mógł rozzłościć się na Victorię do tego stopnia, że opuścił sypialnię.
- Nie wiem! Chciałem gdzieś się przespać, byłaś sama, więc wszedłem i położyłem się przy tobie, licząc, że uda mi się zasnąć. Ale teraz wydaje mi się, że raczej nie. Trudno, będę musiał chyba iść do kampera, bo jeszcze trochę tej nocy zostało - odpowiedział zrezygnowanym głosem. To momentalnie uspokoiło Olivię. Szybko zrzuciła koszulkę i pomogła ściągnąć spodenki Robertowi. Przylgnęła do niego i ujęła jego twarz w dłonie, całując gdzie popadnie po całej buzi. Podniecili się oboje i Olivia czując, jak bodzie ją sztywnym kutasem, okraczyła go i leżąc na nim, uniosła tyłek i przeciągnęła kilkakrotnie, po ociekającym jej sokami sromie, smarując główkę kutasa, a potem wprowadziła go w swoją szparkę. Ponieważ już parę razy dość brutalnie potraktowała swoją ciasną cipkę, tym razem nie podjęła już tak drastycznych działań, oszczędzając swój cenny 'organ'. Nie musiała się zbytnio wysilać, aby dojść. Była dość wyczulona na kutasa Roberta i nieraz czując go dość głęboko w sobie, wystarczyło parę ruchów, żeby 'dojść'. Tak było i tym razem, a że Robert nie chciał zbyt szybko kończyć, więc kiedy wróciła do realu, czuła go nadal w sobie, więc bez słowa wznowiła ruchy frykcyjne, a że jej ''futeralik' poluźnił się, wzmocniła tempo i siłę dopychania kutasa najgłębiej jak się dało. Ponownie szybko doszła, nim Robert zdążył się rozgrzać, ale po ocknięciu się, już nie podejmowała dalszych 'działań', 'wymęczona' dwoma orgazmami. Pocałowała go w podziękowaniu za doznania, które jej zafundował, wyluzowana i radosna.  
- Robercie, teraz możemy spać, ale jeżeli nie przeszkadzałoby ci, to wolałabym spać z tobą i Victorią u was w sypialni - wyraziła swoją radość i życzenie, widząc, że Robert odzyskał swój zwykły humor. Robert, który rzeczywiście wyluzował i odprężył się, też nie miał nic przeciwko temu, aby razem z Olivią przejść do sypialni. …cdn…

8 188 czyt.
100%316
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 8692 słów i 49021 znaków

Komentarze (6)

 
  • TojaPysiorka96

    TojaPysiorka96 7 czerwca

    No no no 👏ciekawe opowiadanie i nowe wątki . Poza tym podoba mi się wątek z sauną, gdyż sama dużo korzystam , oczywiście w prawidłowy sposób. Czekam więc na rozwinięcie . Dziękuję i pozdrawiam

  • POKUSER

    POKUSER 7 czerwca

    No no no, odcinek rewelacja, nowe wątki, zupełnie inna sceneria, świeża krew wprowadzona A grill taki, że aż mi ślinią cieknie. Dodatkowo jestem pod wrażeniem, jak świetnie prowadzisz niezależnie akcje i bohaterów w trzech różnych opowiadaniach. Chylę czoła

  • Robert72

    Robert72 7 czerwca

    Ja też przyłączam się do gratulacji świetna rozmowa Gośki i Roberta . Bardzo często nie widzimy tego co jest obok. Gośka naprawdę jest przyjaciółkom Roberta , taka rozmowa była potrzebna . Ciekawi mnie zachowanie Żony Roberta , ale Ona dorastała w innych warunkach. Bardzo dobrze że Rafał i Mihaela mają się ku sobie , chociaż myślałem że dla Rafała będzie Elena. Victorii przyda się taka osoba w pobliżu trochę patrząca inaczej niż ona. Gośka chyba powinna porozmawiać też z Victoriom pokazać jak inni to widzom. Franku to tylko moje przewidywania , bardzo mi się podobają twoje ćwiczenia szarych komórek . Czekam na dalsze odsłony twojej twórczości.

  • Gaba

    Gaba 6 czerwca

    Podziwiam------ jedziesz z trzema opowiadaniami i wprowadzasz "nowe elementy", mam nadzieję, że nie przejdą do nie swoich opowiadań,... Podziwiam Twoją odwagę i panowanie nad tymi stadami... P.s. piszesz interesująco a co ważne akcja jest żywa i "się kręci". Pozdrawiam

  • Mmakao

    Mmakao 6 czerwca

    Jak zawsze stanołeś na wysokości zadania. Ciekawe opowiadanie, mam wrażenie że jest to pomost do ważnych wydarzeń. Miłego pisania kolejnych opowiadań.

  • emeryt

    emeryt 6 czerwca ip:8969123

    @franek42, jesteś znowu i to z tak długim odcinkiem. Tego się nie spodziewałem. A odcinek wspaniały, jak zwykle delikatny w formie. Teraz nie wiem czy kamper będzie potrzebny, gdyż dom jest bardzo duży. Ale mam nadzieję że w tym całym spotkaniu, na przyszłość uwzględnisz Rafała. Na razie dziękuję Tobie za kolejną część, życząc zdrowia, zdrowia dla Ciebie i twoich najbliższych. - emeryt-.