Olivia, Victoria II - cz. X

Olivia, Victoria II - cz. X

     Kiedy dziewczyny pojawiły się, Victoria próbując pomóc Elenie i Mihaeli wnieść torby z ich rzeczami do pokoju, chwyciła za jedno ucho dużej torby i omal nie usiadła, tak ją przygięło.  
- Co to, kamienie włożyłyście do tej torby, że taka ciężka - zapytała, wchodząc z nimi do pokoju. Widząc przygiętą Victorię, która w ostatniej chwili zdołała złapać drugą ręką ucho, obie omal nie wybuchły śmiechem.  Okazało się, że dziewczyny włożyły do torby nie kamienie, ale zgrzewkę wody mineralnej oraz kilka butelek wina, jako wyjściowe składniki do szprycera. Ponieważ nadeszła pora kolacji, Victoria poprosiła nowo przybyłe mieszkanki, aby założyły odpowiednie ciuszki do restauracji, a sama zapukała do pokoju Olivii i Violettiny. Nikt jej nie otwierał, więc sama weszła do pokoju i zobaczyła, że obie śpią w najlepsze na swoich tapczanach. Głaszcząc po buzi to jedną, to drugą, próbowała je obudzić z dość mocnego snu. Pierwsza otworzyła oczy Olivia, wyrwana z głębokiego snu, zrobiła bardzo zdziwioną minę, nie kojarząc pory dnia.
- Przecież jest bardzo wcześnie, po co nas budzisz? - zapytała rozżalona, zdenerwowana i zła.
- Olivia, co z tobą? Dochodzi dziewiętnasta, pora kolacji. Zabieraj więc ten tyłek z tapczanu,  obudź Violettinę i idźcie do łazienki, przemyjcie oczy i doprowadźcie się do porządku. Za chwilę wychodzimy do restauracji, więc wskazany jest pośpiech - powiedziała Victoria, starając się używać łagodnego tonu. Do Olivii w końcu dotarło, że to jeszcze dzień, a nie noc.
Potrząsnęła bezpardonowo Violettiną, aż ta podskoczyła do góry i przysiadła z przestrachu.
- Wstawaj, to jeszcze nie noc. Idziemy na kolację - uprzedziła ewentualne żale Violettiny, na tak brutalne wyrwanie ze snu.  
- Jakbym ja ciebie tak obudziła, to darłabyś buzię na cały hotel. Więcej czegoś takiego nie rób, bo wpędzisz Violetinę w jakąś obsesję - zwróciła uwagę siostrze i wyszła z pokoju. Wróciła do Roberta.  
- Musimy trochę poczekać, bo Olivia z Violettiną przysnęły tak mocno, że miałam problemy z dobudzeniem ich - powiedziała i podeszła do Roberta. Pogłaskała go pieszczotliwie po policzku.
- Czy mój mąż jest gotowy na 'co nieco' z dwoma napalonymi i chętnymi dziewczynami - zapytała kokieteryjnie.
- A co z Eleną? Ją przecież też sprowadziłaś? Zaprosisz Mihaelę, a przecież obie mieszkają w jednym pokoju - zapytał, zaciekawiony, jak Victoria chce to rozegrać.
- To będzie nauczka pokory i cierpliwości dla mojej siostruni. Wszystko będzie zależeć od tego, jak cała sytuacja się rozwinie i od twojej kondycji - powiedziała, uśmiechając się tajemniczo do Roberta.
- Chyba nie masz na myśli tego, że i Elena weźmie udział w tej 'zabawie?' - zwrócił się do niej mimochodem, lekko zdegustowany.
- Dobrze się domyślasz, ale tak jak powiedziałam, to będzie zależeć od tego czy Elena domyśli się o co mi chodzi i wykaże się intuicją oraz cierpliwością, a także od ciebie, chociaż wiem, że twój język i ten tam 'zbój na dole' mogą z powodzeniem obsłużyć trzy niebrzydkie, młode laski - powiedziała Victoria, jakby omawiali umawianie się na partię brydża, a nie na zbiorowy seks.
- Ty będziesz miał niezłą satysfakcję, nie mówiąc o przyjemności obsłużenia trzech chętnych, młodych cipek, a my radochę, niesamowite doznania i moc przyjemności - oświadczyła, więcej niż pewna, że Robert broni się, bo nie chce jej świadomie zdradzać i nadużywać jej wyrozumiałości, ale przez to, że pozwala mu 'bzykać' siostry czy kuzynki, które same wprost wchodzą mu do łóżka i kochają się w nim bez żadnego kamuflażu, sama czerpie jakiś rodzaj przyjemności i zadowolenia, widząc, że w ten sposób Robert sprawdza swoje możliwości, nie mówiąc o zadowoleniu czy przyjemności z kontaktu fizycznego z młodą, chętną  laską.
Po wzajemnej wymianie własnych poglądów na interesujące ich sprawy wyszli do przedpokoju, gdzie oczekiwały już na nich współmieszkanki z pozostałych pokoi, ubrane w ciuszki odpowiednie do restauracji.  
- Człowiek tylko na chwilę zmruży oko i zastaje przemeblowane mieszkanie - wyskoczyła  nieoczekiwanie z pretensją Olivia, widząc, że Elena i Mihaela dołączyły ponownie do ich grupy. Wyczuła, że zwiększenie liczebności chętnych na kutasa Roberta cipek, stanowi zagrożenie oraz obniży zdecydowanie jej i Violettiny szanse na takie czy inne 'zabawy' z Robertem. Było to zdecydowanie egoistyczne myślenie czy zachowanie, ale nie pozbawione racjonalności.  
- Olivia, ty nie chcesz, abyśmy tu razem z wami mieszkały? - zapytała zażenowana Mihaela.
- Mihaela, nie przejmuj się! Olivia musiała mieć jakiś niefajny, brzydki sen i kiedy z trudnością ją obudziłam, miała podobne pretensje do mnie - odezwała się Victoria. Olivia skrzywiła się na słowa Victorii, ale wolała milczeć, czując, że siostra nie ma nastroju do polemiki i może się narazić na coś gorszego niż krytyka.
- Wyjaśnimy to po kolacji, a teraz wychodzimy. Macie karnety na posiłki przy sobie? - zapytała rzeczowo Victoria.
- Oczywiście! - odpowiedziała Elena, pokazując jej karnet swój i Mihaeli.
- Wychodzimy więc! - powiedziała Victoria i sama jako pierwsza skierowała się do wyjścia. Robert jako ostatni zamknął drzwi, zabierając klucz ze sobą.  
- Słuchajcie, musimy od nowa uzgodnić, gdzie będziemy się stołować. Jest cztery restauracje, w tym jedna z potrawami międzynarodowymi i dotychczas tam chodziliśmy. Możemy to zmienić, więc decydujcie - Victoria zatrzymała się w obszernym westybulu przed wejściem do restauracji i zwróciła się do sióstr oraz kuzynek jak prawdziwa 'przewodniczka stada', czym wywołała uśmiech i aplauz Roberta.  
- My też jadaliśmy w tej restauracji i smakowało nam, więc prowadź 'kierowniczko' - odpowiedziała jej żartobliwie Mihaela. Victoria zwróciła wzrok na Elenę i ta pokiwała głową, potwierdzając słowa Mihaeli, więc udali się do sprawdzonej już restauracji. Weszli do głównej sali i trafili na znajomego kelnera, który już ich rozpoznawał, pewnie głównie ze względu na Victorię, bo zauważyła, że już za pierwszym razem nie spuszczał jej z oczu. Robert  zapytał czy znalazło by się miejsce dla sześciu osób. Kelner ze zrozumieniem pokiwał głową i widząc, że wszystkie długie stoły są zajęte, sam ich doprowadził do stolika czteroosobowego i dołączył do niego stojący obok filara stolik dwuosobowy. Jakby tego było mało, 'łamanym polskim' zaproponował  polskie jadło ze 'szwedzkiego' stołu, a potem poczekał, aby uzgodnili, co każde z nich preferuje i przyjął osobiście od nich zamówienie. Victoria chciała mu pomóc, bo przecież do tej pory obsługiwali się sami, ale stanowczo sprzeciwił się temu i po kolei dostarczał im zamówione potrawy czy napoje, uwijając się przy tym, jakby szybkość stanowiła podstawowe kryterium. Robert docenił jego starania, wręczając mu po kolacji dwadzieścia euro, które miał akurat przy sobie. Podziękował wylewnie, bo kwota 'napiwku' za jego starania, była pewnie znacząca wobec wartości kolacji dla nich wszystkich. Wrócili do apartamentu. Od zmroku dzieliło ich jeszcze sporo czasu, więc kiedy weszli do przedpokoju, Victoria podtrzymując swoją rolę sprzed kolacji, zapytała czy mają jakieś propozycje na spędzenie reszty dnia. Mieli. Każda z dziewczyn włącznie z Robertem, który tak jak zapowiedział, nie zamierzał już puszczać samej żony na spacery czy zabawę w uzdrowisku. Poza tym, oswoił się już z hałasem i różnorodnością związaną z tłumami ludzi przebywającymi w kurorcie i sam też nabrał ochoty na uczestniczenie w wieczornym spacerze po uzdrowisku w towarzystwie swojej pięknej żony czy niewiele odbiegających od niej urodą Eleną i Mihaelą, nie mówiąc o dwóch ładnych szesnastolatkach, zapowiadających się na równie piękne dziewczyny, Olivii i Violettiny.  
A uzdrowisko tętniło życiem, mimo wieczorowej pory. Z każdej mijanej restauracji dobiegała muzyka, grana na żywo przez zespoły miejscowe czy zaproszone z zagranicy, co stwarzało niepowtarzalny klimat czy nastrój, w zależności jaką melodię aktualnie grano. Podeszli do dużego namiotu, usytuowanego przed kąpieliskiem, gdzie trwała dyskoteka. Na estradzie wyżywała się, ubrana w barwne stroje pięcioosobowa indiańska kapela grająca oryginalne melodie z Ameryki Południowej na dwóch fletniach pana i  podwójnym flecie (melodia) oraz na bębenku, grzechotkach i tamburynie (podkład perkusyjny). Mile dla ucha melodie, charakterystyczne dla Indian rodem z Peru, Ekwadoru czy innych środkowych regionów Ameryki Południowej, grane z wyczuciem i pasją zachęcały do słuchania, ale również do tańczenia i tak właśnie było. Część osób słuchało i oglądało w realu lub na dużym telebimie podrygi członków kapeli czy obrazki z życia Indian, bajeczne krajobrazy nizinne czy górskie, wodospady, kręte górskie ścieżki, ale dużo osób tańczyło i podskakiwało w takt skocznych, wesołych melodii, by za chwilę poruszać się i przytulać w zwolnionym rytmie, słysząc tęskne, zawodzące melodie i głosy członków kapeli na tle przesuwających się na telebimie malowniczych zakątków Ameryki Południowej. Victoria i Robert raczej słuchali, chociaż skoczne melodie nie pozwalały im ustać spokojnie, tak samo Elenie i Mihaeli, które przyłączały się do tańczących przy szybkich i skocznych melodiach, a przy wolnych raczej słuchały i oglądały, natomiast Olivia z Violettiną przyłączyły się do tańczących i z zapałem tańcząc czy podskakując, spalały kalorie, które wtłoczyły w siebie przy kolacji. Słuchali i oglądali dość długo występ jednej kapeli, czekając na jego koniec, ale niespodziewanie na estradzie pojawiła się następna kapela, jeszcze bardziej barwna i malownicza, sześcioosobowa z udziałem dwóch młodych kobiet. Jeden z wykonawców oprócz dużej fletni pana, na tasiemce miał zawieszony flet prosty a w drugim ręku trzymał olbrzymi, długi walec - grzechotkę. Dziewczyny dysponowały; jedna dwoma grzechotkami, druga peruwiańskim tamburynem. Poza tym w kapeli występowało dwóch gitarzystów, jeden z gitarą klasyczną,  drugi z krótką w rodzaju mandoliny ale wydającej dźwięki pomiędzy mandoliną a banjo. Ostatni członek kapeli grał na indiańskim bębenku. Victoria z Robertem mieli zamiar wyjść po zakończeniu występu pierwszej kapeli, ale coś ich zatrzymało. Nowa kapela zaczęła grać podkład i nagle rozległ się niezwykle dynamiczny dźwięk z fletni pana (PanFlute), sygnalizujący melodię El Condor Passa. A muzyk zaczął grać i już pierwszymi dźwiękami obezwładnił wszystkich słuchaczy, grając z taką pasją, wyczuciem i ekspresją, że wszyscy zamarli i ucichli. Wydobywał ze swojego instrumentu dźwięki, które żyły swoim życiem, pokrywając się z obrazami pojawiającymi się na telebimie. Był to lot i śpiew ptaków, lot i łowy ryb przez condora w Aguarico, szum wodospadu, szelest liści na wietrze, przesuwające się obłoki po błękitnym niebie, ale także galop karego konia na tle morskich fal czy pośród piasków pustyni. A on grał i czarował, zmieniając tylko od czasu do czasu PanFlute na flet prosty i potrząsając trzymaną w drugim ręku olbrzymią grzechotką - walcem. Nikt już nie tańczył, wszyscy patrzyli i słuchali, zahipnotyzowani jego muzyką. Wydobywał ze swojego instrumentu dźwięki, o które nikt by tego instrumentu nie podejrzewał. Po zagraniu El Condor Passa, zagrał następnie Ave Maria, Hallelujah, La Paloma, Circle of Life, Der einsam Hirte, The last of the Mohicans  i  Celeste. Nikt nie ruszył się wcześniej, dopóki czarodziej nie przestał grać. Kiedy zakończył i skłonił się przed publicznością, rozległ się taki grzmot oklasków, okrzyków i wrzasków domagających się bisów, że przez chwilę nie było nic słychać. Po chwili na estradzie pojawił się przedstawiciel organizatorów, który podziękował za brawa dla muzyków i przeprosił, że niestety, ale muzyk nie może bisować, bo gra z taką pasją i ekspresją, że wyczerpuje to jego siły i nie jest w stanie bisować, ale za chwilę pojawi się następna kapela rodem z Chile, a ci muzycy, którzy występowali przed chwilą, zagrają również w dniu jutrzejszym z doborem nowych melodii. To uspokoiło i znalazło zrozumienie u większości obecnych w namiocie wczasowiczów, ale kilkanaście osób będących pod wyraźnym 'wpływem' alkoholu, do których tłumaczenia nie dotarły, wszczęło burdę i organizatorzy nie wypuścili na estradę kapeli, a zajęli się uspokajaniem 'krewkich' wczasowiczów. Victoria z Robertem doszli do wniosku, że pora wracać do hotelu, a ponieważ i pozostałe dziewczyny (oprócz Eleny, która nie kwapiła się za bardzo do powrotu, jakby chciała kibicować awanturującym się osobnikom i chciała zostać), doszły do podobnego wniosku, więc zamierzali jednak powrócić do hotelu.  Mihaela widząc zachowanie pijanych osobników, jakoś przemówiła do rozsądku również Elenie i ta po chwili zastanowienia również przystała na powrót, więc całą szóstką wrócili do hotelu. W powrotnej drodze Victoria przeprosiła Roberta i ujęła pod rękę Mihaelę, zostając z nią nieco z tyłu, a do Roberta, który przez chwilę został sam, dołączyła błyskawicznie Olivia. Elena idąc z Violettiną, kilkakrotnie obejrzała się na idące z tyłu Victorię i Mihaelę, ale mimo, że ciekawiło ją o czym rozmawiają, nauczona już, że nie może się wtrącać czy mówić nie proszona, odpuściła i spokojnie wróciła do hotelu. Victoria natomiast porozmawiała ogólnie z Mihaelą i dopiero przed samym wejściem do hotelu zwróciła sie do Mihaeli.
- Jak zrobisz wieczorową toaletę, to wpadnij do nas. Wystarczy krótka koszulka i nie musisz ubierać majtek - powiedziała żartobliwie i przytknęła palec do ust, żeby nic nie mowiła Elenie. Mihaela w lot zrozumiała o co chodzi i mruknęła tylko; OK - w odpowiedzi, uśmiechając się do Victorii. Kiedy wrócili do swojego pokoju, Victoria podeszła do Roberta.
- Robercie, to było piękne. Ten, który grał na fletni był niesamowity, to prawdziwy czarodziej i wirtuoz fletni pana. Jeszcze teraz brzmią mi w uszach te dźwięki i melodie. Do tego wybrał i zagrał takiego melodie, które same w sobie są piękne, a to jak je zagrał tylko dodały im piękna i uroku. Nie pamiętam już takiej uczty dla uszu i oczu. Dziękuję ci mój kochany, że zabrałeś mnie tam i byłeś przy mnie - powiedziała i serdecznym gestem opasała go ramionami, przytulając się i całując go tkliwym, przepełnionym uczuciem pocałunkiem.
- Idziemy do łazienki, myjemy się i ..jesteś mój. Muszę ci wynagrodzić te wszystkie przeżycia, które mi zafundowałeś i nie tylko mnie - powiedziała i zaczęła go rozbierać. Nie pozostał jej dłużny i po chwili oboje nadzy weszli do łazienki. Robert będąc jeszcze pod wrażeniem zasłyszanych melodii, widząc w pełnej krasie piękne ciało swojej żony, skojarzył je z ciałem jakiejś bogini greckiej widzianej  na obrazie czy tylko oczami wyobraźni, ale jedno czy drugie zakodował w swojej świadomości jako uosobienie piękna. I tak też zobaczył teraz ciało Victorii i ją samą. Victoria swoją niezawodną intuicją wyczuła, że Robert stawia ją na bardzo wysokim piedestale, za wysokim jak na jej gust i oczekiwania. A ona przecież pragnie być dla niego tylko kochającą żoną, przyjaciółką i kochanką w jednej osobie, ale nie boginią. Robert też zauważył, że Victoria krzywi się nieco, na tak jawnie okazywaną przez niego bezgraniczną adorację jej osoby, przytłumił nieco swój zachwyt i otworzył kran z ciepłą wodą, a potem wspólnie weszli do wanny, gdzie  nawzajem zaczęli namydlać i myć swoje ciała, serwując sobie doznania i maksimum przyjemności. Po wyjściu z wanny i wytarciu się, umyli jeszcze zęby i wrócili do sypialni. Robert założył spodenki, a Victoria  prześwitujący, zmysłowy peniuar, ozdobiony koronką, w którym Robert jej jeszcze nie widział, a w którym wyglądała wręcz zjawiskowo. Zauważyła jego ponowny zachwyt i w jej oczach pojawiły się figlarne ogniki.
- Widzę, że podobam ci się w tej koszulce? - zagadnęła, uśmiechając się do niego obiecująco.
- Podobasz, to mało powiedziane! Wyglądasz cudownie i niezwykle apetycznie, tak że schrupałbym cię, kosteczka po kosteczce - odpowiedział z rozczuleniem w głosie.
- Pewnie pozwoliłabym ci się zjeść, ale musimy jeszcze chwilę poczekać - powiedziała to z lekkim zniecierpliwieniem, spoglądając co chwilę na drzwi.
- Co, czekamy na nie, tak? - zapytał, spodziewając się wizyty Mihaeli i Eleny.
- Zaprosiłam tylko Mihaelę i nie wiem, dlaczego się spóźnia? - powiedziała już z lekką frustracją, bo zobaczyła, że czar chwili widoczny dotąd w oczach Roberta, prysł.  
Naraz usłyszeli lekki harmider w przedpokoju i podniesione głosy. Victoria narzuciła szlafrok na siebie i razem z Robertem wyglądnęli do przedpokoju. Zobaczyli zapłakaną Mihaelę, obok niej pocieszającą ją Violettinę i wydzierającą się na cały głos Elenę, wyzywającą Mihaelę i rzucającą w jej stronę różnymi damskimi ciuchami i bielizną, prawdopodobnie będącymi własnością Mihaeli.  
- Jesteś jak suka, a ja uważałam cię za przyjaciółkę - usłyszeli z ust już nie rozzłoszczonej, ale wściekłej Eleny. Kiedy zobaczyła, że oprócz Violettiny i Olivii, widzami jej popisów są również Victoria z Robertem, wściekła się jeszcze bardziej.  
- Taaak...patrzcie sobie! Oto do czego doprowadziliście? Możecie być zadowoleni z siebie, a ja mam was wszystkich w d...pie. Wracam do Tinca i nie chcę was znać - wyrzuciła z siebie i cofnęła się do pokoju, zamykając drzwi. Victoria z Robertem popatrzyli na siebie jakby z niedowierzaniem, że to co widzą, dzieje się naprawdę. Takiej Eleny jeszcze nie widzieli. Victoria nie przypominała sobie, żeby jej młodsza siostra kiedykolwiek wpadła w taką furię. Oboje szukali w u siebie w myślach powodu czy przyczyny takiego wybuchu. Ten wybuch musiał narastać w Elenie stopniowo i od dłuższego czasu, a ostatnie chwile musiały pewnie  przelać u niej czarę goryczy. Widocznie zobaczyła przygotowania Mihaeli do wyjścia, a że ta  nie ubierała pewnie nic, co świadczyłoby o chęci wyjścia na zewnątrz, wiec domyśliła się, że wybiera się do pokoju Victorii i Roberta. Czyli Victoria zaprosiła kuzynkę, a pominęła ją, rodzoną siostrę. Na pewno nie zastanawiała się czy rozważała, dlaczego tak się stało, tylko uznała, że własna siostra wyżej ceni towarzystwo kuzynki niż jej osoby. Stąd taka, a nie inna reakcja. Poczuła się kozłem ofiarnym, który zbiera nie zasłużone cięgi od własnej siostry i jej męża, jakiegoś Roberta, Polaka i nie wytrzymała. Victoria zasmucona wydarzeniem podeszła do Mihaeli i wraz z nią oraz z Violettiną pozbierały porozrzucane po przedpokoju części garderoby i bielizny, wkładając je do leżącej torby. Robert też na chwilę wycofał się do pokoju, ubrał szlafrok na gołe ciało, a potem do nich dołączył.
- Mihaela, nie przejmuj się tak. To nie powinno się stać, ale stało się. Teraz szkoda się nad tym zastanawiać, bo i tak nic nie zmienimy - uspokajała i pocieszała kuzynkę Victoria.  
- I co teraz? - zwrócił się Robert do Victorii, widząc, że zachowuje się normalnie.  
- Po prostu zabierzemy Mihaelę do siebie, dopóki Elena nie opuści tego pokoju - stwierdziła Victoria. To mówiąc, chwyciła za ucho torby, Mihaela za drugie i razem wniosły torbę do pokoju-sypialni, zajmowanego przez Victorię i Roberta. Victoria z Mihaelą przysiadły na małżeńskim łożu, a Robert w fotelu.  
- Mihaela możesz opowiedzieć, od czego to wszystko zaczęło się lub co spowodowało tę awanturę? - Victoria zwróciła się spokojnie do Mihaeli.
- Po prawdzie to nie wiem - odparła Mihaela.
- Kiedy wróciłyśmy do pokoju po tym występie, widziałam, że Elena jest podminowana i bez przerwy zerka na mnie, jakby chciała o coś zapytać, ale nie wie jak zacząć. Widziała przecież, że rozmawiałyśmy po drodze, więc pewnie sądziła, że powiem jej o czym była ta rozmowa. Ale ja też byłam już lekko wkurzona na nią, bo praktycznie od chwili przyjazdu tutaj bez przerwy wydziwiała i wygadywała niestworzone rzeczy, dotyczące głównie ciebie i Roberta. Próbowałam ją w jakiś sposób mitygować, uspokajać i tłumaczyć jej, że nie do końca ma rację i że powinna trochę przystopować, bo przecież nie komu innemu zawdzięczamy to wszystko, co mieliśmy i mamy, tylko Robertowi i tobie Victorio. Mogłam mówić, Elena i tak wiedziała swoje. Do wszystkiego podchodziła tak, jakby jej się to należało i powinna to mieć. Kiedy ją usunełiście z kampera, to nawet nie chcę mówić, co wygadywała i wydziwiała. Ja miałam już tego wszystkiego dość i trochę. Sama nie wiem, dlaczego nie przyszłam do was, żeby poprosić o przeniesienie, nawet do Olivii i Violettiny. A później kiedy zobaczyłam, że mama przeniosła swoje rzeczy do pokoju cioci Marii i wujka Andrei'a, wiedziałam, że drugi pokój u was jest wolny ale też nie przyszłam. Pewnie trochę krępowałam się i nie chciałam wyjść na kogoś, kto nadaje czy obgaduje drugą osobę. Zaciskałam zęby i mówiłam sobie, że jakoś to będzie. Elena pewnie też miała dość mnie, bo nie chciałam słuchać jej żalów i podzielać jej zdania. Tak było właśnie dzisiaj. Wróciłyśmy do pokoju i od razu pretensje, bo ona chciała zostać, a my wszyscy prawie ją zmusiliśmy do powrotu. Zapytałam czy chce iść do łazienki, odpowiedziała, że nie, więc wykąpałam się i założyłam koszulkę nocną bez majtek. Kiedy to zobaczyła, bo zawsze zakładałam majtki, zapytała mnie, gdzie się wybieram. Nie wiem, co mnie napadło i powiedziałam, że idę do Roberta. Wściekła się na mnie tak, że myślałam, że rzuci się na mnie. Nawymyślała mi od najgorszych, gdzie k...a czy dziwka albo ladacznica, były dość łagodne. Dorwała się do torby, skąd zabrała swoje rzeczy i wyrzuciła ją na przedpokój, a potem z szafki i komody zaczęła wyrzucać w jakimś amoku moje rzeczy i rzucać nimi we mnie. Myślałam już, że weźmie się za rękoczyny, ale poprzestała na wyzwiskach, a kiedy wyszłam do przedpokoju, wyszła za mną, dalej mnie wyzywając i rzucając we mnie moimi rzeczami. Resztę już wiecie, bo sami widzieliście. Takiej Eleny nie znałam, ale jak się mówi; 'wszystko przed nami'. Kiedyś nazywała mnie przyjaciółką, którą tak naprawdę nigdy nie byłam, bo utrzymywałyśmy raczej luźne kontakty, jako kuzynki bardziej niż przyjaciółki i kontakty te były znacznie luźniejsze niż z tobą Victorio. Rocznikiem jestem od ciebie o te kilka miesięcy młodsza, ale jak sama wiesz, też skończyłam liceum. Teraz żałuję, że byłyśmy na tym samym roku, ale w różnych klasach, bo my na pewno byłybyśmy przyjaciółkami z prawdziwego zdarzenia - podsumowała Mihaela swoją wypowiedź.
- Wiesz, że zapomniałam o tym, że ty też skończyłaś liceum. Co w związku z tym zamierzasz dalej robić? - zapytała ją rzeczowo Victoria.
- No cóż, miałam zamiar rozejrzeć sie za jakąś pracą, bo na studia mnie nie stać - odpowiedziała spokojnie.  
- Z ojcem nie wiadomo, co się dzieje, a mama pracując sama, więc nie jest w stanie mi pomóc - uzupełniła swoją odpowiedź.
- Robercie, a my nie moglibyśmy jej pomóc? Obojętnie w Rumunii czy w Polsce? Mihaela jak mało kto zasługuje na taką pomoc - powiedziała Victoria, patrząc na Roberta spojrzeniem, którym go zniewalała.
- Victorio, najpierw Mihaela musi sama zdecydować, co chce dalej robić ze swoim życiem. Przecież nie możemy jej uszczęśliwiać na siłę, proponując jej coś, co akurat jej nie odpowiada czy nie interesuje, jest tak Mihaelo czy nie? - odpowiedział Robert, zwracając się przy tym wprost do Mihaeli.
- Robercie, wiem kim jesteś i co możesz, ale twoje możliwości też są ograniczone i zdaję sobie z tego sprawę, więc nawet nie śmiałabym cię prosić o pomoc - odpowiedziała ostrożnie Mihaela.
- Więc zapytam cię wprost; chcesz pracować czy studiować? - zwrócił się do Mihaeli.
- Prawdę mówią, to nie zastanawiałam się nad tym, bo tak jak powiedziałam, wiem, że na studia mnie nie stać, więc odpuściłam ten temat. Dlatego miałam zamiar rozejrzeć się za pracą i to tyle, jak to ty zwykłeś mówić Robercie - powiedziała to już znacznie pogodniejszym tonem, patrząc Robertowi w oczy. Uśmiechnął się do niej, ośmielając ją jeszcze więcej.
- A gdybyśmy rozważyli hipotetycznie taką rzecz; jedziesz z nami czy przyjeżdżasz do Krakowa, pomagamy ci załatwić pracę, być może nawet w naszej firmie, pracujesz i podejmujesz studia równocześnie z Victorią, na tej samej uczelni i kierunku. Będziecie razem studiować, pomagać sobie i uzupełniać się nawzajem. Byłoby wam obydwóm raźniej i łatwiej. Cały czas rozważam tę sprawę hipotetycznie, nikt Mihaelo nie będzie cię zmuszał do niczego. Sama musisz zdecydować czy sprawa warta jest rozważenia i to by było na tyle - zakończył swoją wypowiedź.
- Robercie, czy ja dobrze słyszałam? Chcecie mi oboje z Victorią pomóc, abym podjęła pracę w Polsce, a następnie rozpoczęła studia wraz z Victorią na tej samej uczelni i kierunku. A kto to wszystko sfinansuje? - zapytała wprost.  
- Któraś z moich firm. Podpiszesz umowę z firmą, a ona sfinansuje twoje studia w formie stypendium. Po ukończeniu studiów odpracujesz w firmie jakiś okres w formie rekompensaty. Do tego okresu może zostać wliczony okres pracy w okresie studiów, tak że może okazać się, że po ukończeniu studiów będziesz wolna jak ptak, bez żadnych zobowiązań. Czy takie rozwiązanie jest dla ciebie do przyjęcia Mihaelo? - zapytał, traktując swoją wypowiedź w formie pogawędki.  
Po jego słowach, Mihaela nic nie mówiąc, z zaszklonymi lekko oczami podeszła do niego i kiedy wstał z fotela, objęła go i przytuliła się przez chwilę, a potem lekkim muśnięciem warg pocałowała. Potem dokładnie powtórzyła to samo z Victorią.
- Nie wiem, co wam odpowiedzieć i nie odpowiem w tej chwili - powiedziała wzruszona, a łzy same pociekły jej z oczu. Robert podał jej chusteczkę.
- Nie naciskamy i nie chcemy cię zmuszać do niczego, ale przemyśl to na spokojnie Mihaelo - Victoria widząc niepewność i niedowierzanie na twarzy Mihaeli, włączyła się do rozmowy.
- A co niby miałabym robić w waszej firmie Robercie? - zapytała już nieco zainteresowana.
- Cóż, nie odpowiem na pewno, ale myślę, że na przykład to samo co Victoria. Rafał, mój zastępca, nie ma w tej chwili asystentki, a uważam, że powinien mieć, być może zgodziłby się, abyś to była właśnie ty - zastanawiał się głośno Robert.  
- Właśnie tak! Jesteś dosyć operatywna, myśląca racjonalnie dziewczyna, a przede wszystkim masz poukładane w głowie, a poza tym Rafał to fajny chłopak, no, może już nie chłopak, ale fajny i myślę, że nie miałby nic przeciwko temu, żeby współpracować z taką laską, jak ty - poparła myśl Roberta Victoria.
- Nawet nie wiesz, jakie miłe i sympatyczne w pracy są jego współpracownice, tylko 'do rany przyłóż' - dodała.  
- Widziałaś je zresztą na ślubie, ale nie było okazji porozmawiać - uzupełniła swoją wypowiedź Victoria. Zobaczyła, że Mihaela rozluźniła się i pomyślała, aby doprowadzić swój pomysł do końca, bo pozwoliłoby to zapomnieć im o tym, co się wydarzyło za sprawą Eleny, ale również podbudowałoby psychicznie Mihaelę.
- Czy mój pan i władca odzyskał humor i swoją wrodzoną werwę? - zwróciła się żartobliwie do Roberta, widząc, że zerka ciekawie w stronę Mihaeli, która pewnie nieświadomie, siadając ponownie na łóżku, podwinęła nogę i odkryła swoje niczym nieosłonięte krocze, prezentując 'swój skarb' Robertowi.
Robert zorientował się, że Victoria zauważyła, gdzie kieruje swój wzrok i zapłonił się jak sztubak. Mihaela też to zauważyła, ale nie zmieniła pozycji i ułożenia nogi, czekając na jego odpowiedź na zapytanie Victorii.
- A jak sądzisz? Musiałbym być chyba z kamienia, gdybym nie reagował, siedząc w waszym towarzystwie i mając przed oczami takie widoki - odpowiedział i poprawił się na fotelu, bo był już podniecony na tyle, że chcąc to ukryć, musiał zmienić ułożenie poły szlafroka.  
- Nas chyba nie musisz się już krępować i zakrywać czy chować swojego 'kolegę' a właściwie 'zbója' w poły szlafroka, prawda Michaelo? - Victoria aby ośmielić i wciągnąć ją do zamierzonej zabawy, przywołała Mihaelę 'do tablicy'.  
- Też tak sądzę, tym bardziej, że znam go nie tylko ja, ale moja cipka również - Mihaela podjęła temat i wyzwanie, bo sama się też już nieźle 'nakręciła', podobnie jak oni, a Robert był dla niej kimś więcej niż tylko obiektem westchnień.
- To może nadeszła pora, aby zacząć 'ujeżdżanie' tego twojego 'rumaka' Robercie - mówiąc to Victoria podeszła do Roberta i udając wysiłek, zaczęła go dźwigać z fotela. Podniósł się, więc ściągnęła z niego szlafrok, a potem spodenki. Jego kutas był już w pełnej gotowości do obsłużenia chętnej cipki. Objęła go pieszczotliwym ruchem.  
- Mihaela, to 'cudo' jest do twojej dyspozycji, ale Robert nie cierpi żadnych gumek - mówiąc to, prezentowała Mihaeli sztywnego kutasa.
- Wiem o tym, ale spoko, biorę tabletki - odparła i podeszła do Roberta, pocałowała go z właściwą dla siebie pasją i tkliwością.
- Robercie, mogę go trochę 'poujeżdżać'? - zapytała już wyluzowana i ośmielona, ściągając koszulkę i prezentując mu swoje wdzięki, niewiele mniej powabniejsze od Victorii.  
Położył się na łóżku, więc okraczyła jego ciało, przyklękła i napluła na dłoń, smarując główkę kutasa, a potem pochylając sie do przodu, przytknęła go do swojej szczelinki i przysiadając wciskała go w siebie. Wchłonęła go całkowicie i przysiadła na jego udach, pracując przez chwilę tylko samymi biodrami i kolistymi ruchami tyłka. Potem pochyliła się w jego stronę i podała mu swoje kształtne, młode piersi do zabawy. Zaczął ją pieścić, ale wyręczyła go Victoria, pieszcząc dłonią i ustami to jedną to drugą, sprawiając wiele przyjemności Mihaeli ale i sobie. Potem klęknęła za głową Roberta i przesunęła się do przodu, podając mu do spijania obficie wydzielane przez jej cipkę soki. W ten sposób Robert realizował zamysł Victorii o zaspokajaniu jednocześnie dwóch chętnych cipek.
I robił to dobrze, bo podniecenie i doznania tak Mihaeli, która wykonywała różnorodne ewolucje tyłkiem i biodrami na jego kutasie, pieszczona i drażniona przez Victorię, pieszczącą jej piersi oraz przez Roberta, który obok sztywnego jak kij kutasa, drażnił ręką jej wzgórek i łechtaczkę, jak i Victorii, który lizał, ssał i podszczypywał wargami jej cipkę oraz łechtaczkę, wspomagając się palcami, którymi drażnił i pieścił jej szparkę. Pierwsza finał osiągnęła Mihaela, bo doznania jakie jej serwowali Robert i Victoria osiągnęły taki poziom, że orgazm, który ją dopadł i rozlał się po jej ciele, obezwładnił ją całkowicie. Opadła na ciało Roberta i 'odleciała'. Robert zajął się więc Victorią, równie intensywnie serwując jej doznania językiem i palcami. W pewnym momencie, suwając palcami wzdłuż i w poprzek jej szpareczki, trafił widocznie na szczególnie wrażliwy punkt, bo zatrzęsło nią, wrzasnęła i usiadła cipką wprost na jego twarzy, przyduszając i tłumiąc jego oddech. Odpychając i unosząc ją rękami, uwolnił twarz, a potem głowę. Kiedy oprzytomniały obie, nie chciały wierzyć, że o mało go nie udusiły, bo maksymalnie uwypuklił i podkoloryzował swoje wrażenia, przez co uznały, że w swoim stylu żartuje z nich. Mihaela ponadto poczuła, że Robert jest w niej nadal i to dość głęboko i wypełnia ją całkowicie.  
- A ty Robercie? Mówiłam ci przecież, że możesz skończyć we mnie, bo biorę tabletki - powiedziała, zdezorientowana i nie bardzo ogarniająca, dlaczego Robert, obrabiający dwie cipki, obie doprowadził do finału, a sam zachował gotowość do dalszej zabawy.  
- Nie przejmuj sie Mihaela, on tak już ma. Spuszcza się wtedy, kiedy jemu pasuje, a nie jak inni, co to jeszcze dobrze nie wejdą i jest posprzątane, a ty morduj się ze sobą sama - podsumowała całą sprawę Victoria.  
- Dobrze wam się mówi, kiedy ja musiałem walczyć o życie, a nie o przyjemność - skwitował ze śmiechem ich wymianę poglądów Robert.  ..cdn....

5 789 czyt.
100%238
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 6041 słów i 33435 znaków ·

Komentarze (8)

 
  • santa

    santa 7 gru 18:43 ip:81161207

    Witam. Sorki że piszę ponownie, po prostu nie mogłam się powstrzymać czytając komentarze i dodać swoje pięć groszy (jakoś tak się mówi). Kol. xek zadaje pytanie "co się stało z Olivią i Violettiną?" pozwól Franku że poczęci odpowiem jako dziewczyna - gdy usłyszały co się dzieje i znając charakter Eleny zaszyły się w kącie, a z strachu majtki zrobiły się mokre. Co dalej z Eleną? Naprawdę Franku to niestety jest problem, czytam podpowiedzi internautów i zastanawiam się nad jednym - czy nie nadeszła pora aby Maria po informacji od Olivii i Violettiny o euforii Eleny zrozumiała co zawdzięcza Victorii i Robertowi, co by było gdyby nie pojawili się w rodzinnym domu. Myślę że zrozumie wreszcie że sponsorowane życie może każdej chwili się zakończyć, że Robert , czy też Victoria powie capăt (koniec) i co dalej? Albo zabierze zabawki i powróci do domu i tam wraz z mężem wymierzą odpowiednią karę. Powiem inaczej ja na pewno bym dostała karę albo lanie. Tatko czy mamusia jeśli coś powiedzieli to tak musiało być i dziś dziękuję im za to, pozwoliło mi dziś być tym kim jestem. Dobra capăt, Franku masz ciężki orzech do zgryzienia. Pozdrawiam internatów i buziaki dla Ciebie Franku. Santa.

  • stoper

    stoper 7 gru 0:30

    super część. Jestem ciekaw co teraz zrobi Elena do rodziców nie wróci po ostatniej akcji w pokoju z Mihaelą Victorią i Robertem nie będzie mieszkać Olivia i Violentina widziały jej zachowanie więc też nie wpuszczą jej do siebie na powrót do domu nie stać jej. Na początku zaaprowidowało się że Rafał będzie kręcił z Eleną ale widzę że planujesz dla niego inną partnerkę. Jestem ciekaw reakcji Eleny i reszty na wiadomość że Mihaela po wakacjach zamieszka z Robertem i Victorią

  • xek

    xek 6 gru 23:07

    Kolejna ciekawa część, interesujący opis muzyki.. fragment z Eleną i Mihaelą również -chociaż trochę szkoda, że tak wyszło. Podobała mi się buntownicza natura Eleny i jej dogryzanie Victorii -konkretny charakterek. Niestety wyszło że jest egoistyczna i dziecinna, raczej zostanie więc skreślona. Mankament tej części jest jednak głównie jeden -co się stało z Olivią i Violettiną? Były obie świadkami wybuchu Eleny i Violettina pomagała zbierać rzeczy... następnie od tak znikneły, a pewnie też zainteresowałoby je, co się właściwie stało.

  • Robert72

    Robert72 6 gru 22:32

    Franku ostatnio poproszono mnie o wskazanie czterech autorów według mnie i wiem że kolejność była nie taka jak podałem . Na pierwszym powinienem podać dwóch , a potem drugie i trzecie. To jak utrzymując rozwój napięcia dozujesz akcję nie tracąc nikogo w tle . To wygląda jakbyś chlapnął wiecznym piórem a spływający atrament pozostawił tekst na papierze . To jak Mihaele postawiłeś obok Victori , albo przemyślenia Olivi a to jak dostosowuje się do sytuacji , dobór słów i trzymanie języka na poziomie. Olivia zdaje sobie sobie sprawę że spór z Victoriom by przegrała ale nie jest wstanie sprawić cierpienia Robertowi ( wybacz że zagłębiam się w treść ale to mój odbiór ). Olivia według mnie odbiera ich jak całość. Jej dojrzałość decyzji . Dobra przestaje przynudzać , jednym słowem ŚWIETNE !!!

  • POKUSER

    POKUSER 6 gru 19:51

    Brawo. Wszystko mi się podoba i opisy, i akcja, i wreszcie pokazanie pazurków przez Elenę. Teraz czekamy jaka nauczka ją spotka, bo przecież nie może jej sie, ot tak, upiec

  • DeSade

    DeSade 6 gru 17:29 ip:2179637

    A może nich ktoś inny poderwie Victorie i niech będzie to dla niej forma terapi sypianie z innymi. A w polsce czeka jeszcze Zosia ktòra miała coś obiecane...

  • Stszk.

    Stszk. 6 gru 15:56 ip:3117836

    Witam. Jak zwykle czeka się z zaciekawieniem na ciąg dalszy. Oczywiście jest zawsze SUPER. Powiem (jak klasyk w jednym z filmów): Powiem krótko - Czapki z głow i podziękowanie za świetne operowanie dawkowaniem emocji. Odnosi się to także do kolejnych opowiadań. Wielki szacun.

  • santa

    santa 6 gru 14:01 ip:81161207

    Witam. Opowiadanie jak zwykle SUPER. Wiesz powiem tylko jeśli można DZIĘKUJĘ. Buziaki dla wszystkich. Santa.