Olivia, Victoria II - cz. XXXI

          Robert przyciszył  brzmienie i zobaczył leżące obok nauszne słuchawki, przytwierdzone łańcuszkiem do stojaka. Już miał je założyć, kiedy zobaczył zbliżającą się do niego całą trójkę swoich dziewczyn, z Małgosią na czele.  
- Podobno ktoś tu daje bezpłatny koncert? Możemy przyłączyć się i posłuchać? - Małgosia widząc Roberta pośród instrumentów, rozweselona, zagadała do niego w swoim stylu.
- Jeżeli nie będą cię zbytnio raziły zacięcia czy zafałszowania, to możesz słuchać. Instrument na którym grałem jest rzeczywiście fajny, tylko że moje palce nieco zardzewiały. Chcę wypróbować teraz drugi keyboard innej, równie dobrej marki. Według opisu, który przeglądałem w internecie jest mniej więcej równoważny poprzedniemu, ma jednak trochę inne brzmienie, ostrzejsze i bardziej metaliczne - to mówiąc, włączył keyboard, ustawił brzmienie oraz akompaniament i zaczął wygrywać na początek zlepki znanych melodii. Wychodziło mu to już znacznie płynniej i sprawniej, więc kiedy poczuł, że daje radę, ponownie wybrał nowe brzmienie oraz akompaniament i zagrał 'Na wzgórzach Mandżurii' Szatrowa, potem 'Biełyje rozy' Shatunova i na końcu 'Cyganeczkę Zosię'.    
          W pobliżu stoiska znów przystanęło kilka osób w różnym wieku, których przyciągnęły powszechnie znane i dość dobrze zagrane przez Roberta melodie. Brzmienie drugiego instrumentu i jego możliwości wywołały w Robercie wrażenia podobne, jak przy  pierwszym keyboardzie, a poprawnie zagrane melodie spotkały się z aplauzem tak przypadkowych słuchaczy jak i Małgosi oraz towarzyszących jej Kasi i Olivii.    
          Robert ocenił, że w porównaniu do poprzednio posiadanych keyboardów, były to instrumenty całkiem innej generacji i o niebo lepsze od tych, które sprezentował dziewczynom, kiedy odjeżdżały do Rumunii. Przede wszystkim miały to, na czym mu zależało, czyli możliwość nagrywania i odtwarzania plików mp3. Sprawdził jeszcze kilka innych brzmień i rytmów oraz brzmienie mikrofonu, po czym wyłączył instrument.
           Po przetestowaniu drugiego keyboardu, był równie zadowolony co do jego możliwości, jak z pierwszego, ponieważ oba keyboardy technicznie były sobie niejako równoważne pod względem ilości brzmień, rytmów oraz możliwości aranżowania czy nagrywania utworów i ich zapisywania czy odtwarzania.  
          Z przeprowadzonego krótkiego testu wynikało, że w zakresie barwy dźwięku czy rytmów keyboardy niejako uzupełniają się w zakresie możliwości. W jednym generowane i wydobywane dźwięki były bardziej miękkie, łagodne, w drugim nieco ostrzejsze, bardziej metaliczne, ale tak w jednym, jak i w drugim były bardzo zbliżone do brzmień czy dźwięków oryginalnych instrumentów; takich jak pianina, gitary, akordeony, saksofony, trąbki czy wiele innych instrumentów klasycznych, europejskich, ale również orientalnych..  
          Robert nie zastanawiał się więc dłużej i zgodnie z pierwotnym postanowieniem, zdecydował, że kupuje obydwa instrumenty oraz jako uzupełnienie; stojaki do nich, w tym jeden podwójny, mikser, wzmacniacz, okablowanie połączeniowe oraz dwie pary markowych słuchawek bezprzewodowych i dwa mikrofony. Kolumny głośnikowe miał porządne, tak pod względem mocy jak i brzmienia, więc odpuścił sobie kupowanie nowych.
          Podeszli do sprzedawcy i Robert przedstawił mu swoje życzenia w zakresie zakupu instrumentów oraz innych elementów pomocniczych, akcesoriów czy kabli. Podeszli razem do stoiska z instrumentami i Robert poprosił o przygotowanie dokumentów  kasowych.           Po sprawdzeniu opakowań i ich zawartości, sprzedawca wystawił dokumenty kasowe na wszystkie przedmioty i Robert udał się do kasy. Uregulował należność kartą i lżejszy o kilkadziesiąt tysięcy powrócił z potwierdzeniem zapłaty na stoisko.  
          Sprzedawca wraz z Małgosią oraz Kasią i Olivią oczekiwali już na niego z dwoma wózkami sklepowymi i zapakowanymi na nie instrumentami, akcesoriami i książkami gwarancyjnymi. Po chwili maszerowali w stronę wyjścia, pchając przed sobą załadowane wózki sklepowe.
- No szwagierku! Ładnie zaszalałeś! Elena skwitowałaby pewnie; że tylko burżuj taki jak ty może pozwolić sobie na wydanie takiej sumy pieniędzy w niecałe dwie godziny - Olivia nie ukrywała lekkiego szoku, spowodowanego zakupem Roberta.  
- Odkąd znam wujka Roberta, to raczej nigdy nie skąpił pieniędzy na coś, co go interesowało lub gdy czegoś potrzebował - skomentowała wypowiedź Olivii Kasia, widząc, że Robert nie kwapi się z odpowiedzią czy komentarzem do wypowiedzi Olivii.
- Dziewczyny przestańcie komentować czy czepiać się tego, co wujek Robert robi ze swoimi pieniędzmi. To są jego pieniądze czy wydatki i nam nic do tego - Małgosia uznała, że wypowiedzi tak Olivii jak i Kasi wykraczają, w tym przypadku, poza obszar dobrego tonu, taktu czy wyczucia sytuacji.  
          Nie wzięła tylko pod uwagę faktu, skąd niby takie nastolatki jak Olivia czy jej córka, podobnie jak ich rówieśnicza młodzież, miałyby znać zasady, co wchodzi w obszar dobrego tonu czy obyczajów lub co wypada, a co nie powinno się mówić w określonej sytuacji. A jeżeli nawet było to im wiadome, to dokładnie olewali stosowanie się do nich.  
          Olivia wypowiedziała się po prostu spontanicznie, widząc, że Robert bez mrugnięcia okiem wydaje kwoty pieniędzy, które dla jej rodziców byłyby niewyobrażalne i to na rzeczy, bez których można by było doskonale obejść się. A Kasia w równie spontaniczny sposób wystąpiła w obronie Roberta, uznając wypowiedź Olivii za nieuzasadnioną zaczepkę.    
          Robert słysząc ich wszystkie wypowiedzi na swój temat, nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Nie musiał nic mówić czy wypowiadać się, bo towarzyszące mu panie same załatwiły wszystko za niego, wypowiadając się, komentując czy udzielając odpowiedzi  na poruszane przez siebie tematy, dotyczący jego postępowania.  
          W końcu dotachali się wózkami do kampera i przeładowali ich zawartość do samochodu. Robert zauważył, że Małgosia naraz spoważniała, popatrując na niego i na wnętrze kampera. Trudno by było mu nie domyślić się, co może jej chodzić po głowie, widząc jej zamyśloną minę czy spojrzenia.
          Był tylko ciekaw, jak Małgosia zamierza rozegrać sprawę pozbycia się dziewczyn, bo był prawie pewny, że właśnie o tym myśli, chcąc zostać z nim sam na sam.
- Dziewczyny, muszę omówić i załatwić z wujkiem Robertem w cztery oczy bardzo ważną sprawę. Proszę więc, abyście zostawiły nas samych i dały nam jakieś półgodziny czasu. Tu macie pieniądze, możecie iść do MC Donalda lub do kawiarni na ciastka czy lody, a przy okazji odprowadźcie wózki do boksu - Małgosia sięgnęła do torebki po portmonetkę, ale Robert ją ubiegł, wręczając Olivii i Kasi po pięćdziesiąt złotych. Wywołał tym wyraźne niezadowolenie Małgosi.
- Robercie, nie rób mi tego! Choć raz pozwól mi zrobić coś od siebie, kiedy jesteśmy razem - powiedziała z lekkim rozżaleniem czy rozdrażnieniem w głosie. Zanim Robert zdecydował się odnieść do słów Małgosi, ubiegła go Kasia.  
- Dobrze! Niech będzie! Chodź Olivio, zostawmy ich samych, bo widzę, że za chwilę pokłócą się naprawdę! Normalka! - powiedziała Kasia, zwracając się do Olivii, zaskoczonej słowami Małgosi. Chwyciły wózki sklepowe i ruszyły w stronę boksu dla wózków.
- Twoja mama i Robert często się tak kłócą, kiedy są sami i Robert ubiega w czymś twoją mamę? - Olivia bez ceregieli przepytywała Kaśkę, widząc jak dwie bliskie jej osoby, bo za taką uważała nie tylko Roberta ale i Małgosię, sprzeczają się o byle głupstwo.
- Jak widzisz! Wydaje mi się, że mama chyba buja się trochę w Robercie i stąd ich sprzeczki. 'Kto się lubi, to się czubi', tak mówi się u nas o takich osobach - Kasia o dziwo poczuła wprost sympatię do tej rówieśniczki z Rumunii. A przecież wiedziała, że Olivia kocha się w Robercie podobnie jak ona sama.
- Kasiu, a ty domyślasz się, co twoja mama miała na myśli, mówiąc naraz o jakiejś ważnej sprawie? - Olivia chyba wbrew sobie zainteresowała się nagle tym, dlaczego pani Małgosia wręcz zażądała, aby zostawiły ją sam na sam z Robertem.
- Być może chodzi o firmę, tylko dlaczego chce o tym rozmawiać z Robertem właśnie teraz? Może nie chce mówić o tym przy tacie w domu i dlatego chciała jechać z Robertem sama - Kasia w odpowiedzi na pytanie Olivii, zastanawiała się na głos, wyrażając przy tym swój pogląd czy przypuszczenia, co mogło być powodem takiego a nie innego zachowania mamy.    
- Wygląda na to, że nie chce odwlekać tego, co ją nurtuje, a myśmy jej pokrzyżowały plany, zabierając się razem z nimi - skomentowała na koniec swoją wypowiedź.  
          Tak Kasi jak i Olivii nie przyszło do głowy domyślać się czy podejrzewać Małgosię o jakieś osobiste zamiary, plany czy uczucia wobec Roberta. Szczególnie Kasia nie miała powodów do takich podejrzeń, bo Małgosia rozmawiając z nią jako przyjaciółka, nigdy nie zwierzała się córce, że żywi wobec Roberta inne niż przyjacielskie uczucia.
          A to że w rozmowie z Oliwią mimochodem wyraziła przypuszczenie, że być może mama podkochuje się w Robercie, jako swoim szefie, było tylko luźną uwagą, odnoszącą się bardziej do uzasadnienia słów, które wypowiedziała do Olivii.  
          Obie uznały, że jakakolwiek dalsza dyskusja na ten temat byłaby tylko jałowym gdybaniem czy domysłami bez pokrycia, odpuściły więc sobie dalsze rozważania i w pełnej zgodzie udały się do centrum, aby wykorzystać przyjemnie dany im czas i posiadane środki.
          Tymczasem Małgosia, która bacznie obserwowała przez okno obie dziewczyny, widząc, że po pozostawieniu wózków w boksie, udały się do wnętrza kompleksu handlowego, odwróciła się w stronę Roberta.
- To jak Robercie? Jesteś gotowy do spełnienia swojej deklaracji czy czujesz się zszokowany czy skrępowany moją determinacją w tym zakresie? - Małgosia lekkim, neutralnym tonem głosu zwróciła się do Roberta, widząc, że z uśmiechem obserwuje jej poczynania, nie mając złudzeń czy wątpliwości, co one oznaczają i do czego zmierzają.  
- Gosiu, mówiąc szczerze, nie miałem cienia wątpliwości, do czego zmierzasz, wyrażając chęć towarzyszenia mi do centrum handlowego. Byłem tylko ciekawy, w jaki sposób pozbędziesz się dziewczyn, na których towarzystwo tak chętnie zgodziłaś się, ale chcę ci powiedzieć, że nie zawiodłem się na tobie ani trochę. Co prawda, to są bystre dziewczyny, więc przypuszczam, że szybko domyślą się, o ile już się nie domyśliły, dlaczego wysłałaś je na lody, ale nie po to zostaliśmy sami, aby to rozważać czy zastanawiać się nad tym, prawda? - mówiąc to z uśmiechem i patrząc Małgosi w oczy, podszedł do niej, objął i przytulił serdecznym gestem. Potem zatopił swoje usta w jej wilgotnych, oczekujących wargach.  
          Odpowiedziała uśmiechem, po czym przytuliła się i wsunęła mu w usta język, rozpoczynając w ten sposób miłosny taniec języków. Była to jej odpowiedź na serdeczną, nieukrywaną zachętę z jego strony. Zrozumiała, że w ten sposób Robert chciał dać jej odczuć, że nie traktuje tego zbliżenia jak przykre wywiązanie się ze swojego zobowiązania, ale jako zapowiedź obopólnej przyjemności ze wspólnego, cielesnego zbliżenia dwojga bliskich sobie osób. Bo takimi w rzeczywistości byli od wielu lat.  
          Oderwali się na chwiłe od siebie i w spontaniczny sposób pozbyli się odzienia czy  bielizny, nie zaprzątając sobie głowy gierkami, podchodami czy innymi formami gry wstępnej. Nie mieli na to ani czasu ani chęci. Gosia ujęta zachowaniem Roberta, który nie ukrywał swojego podniecenia, sama również zapłonęła pożądaniem.  
          Pociągnęła Roberta w stronę tylnego łóżka i zgarnęła z niego posłanie, kładąc się i sygnalizując Robertowi, w jakiej pozycji chce mu się oddać. Nie dała mu wyboru, więc położył się na niej, wspierając się na rękach.  
          Trzęsącymi się z pożądania rękami, nawilżyła mu główkę kutasa swoimi sokami i nakierowała go na swoją szparkę. Delikatnie zaczął zagłębiać się w nią, ale nie tego oczekiwała. Uniosła nogi i rękami pochwyciła go za pośladki, przyciągając gwałtownie do siebie. Zagłębiając się w niej, poczuł, że tak jak powiedziała, nie była zbyt rozkalibrowana.  
          Kiedy przyciągnęła go gwałtownie do siebie, jego kutas rozpychając się brutalnie w jej ciasno go opatulającej norce, wdarł się głęboko do jej wnętrza. Jakby tego było jej mało, Małgosia ugięła nogi i wsparła je o podłoże, podrzucając dodatkowo ciało do góry.
- Robercie, rżnij mnie szybko i mocno. Moja cipka tego oczekuje. Mocnego rżnięcia, na jakie będzie cię stać - usłyszał chrapliwy z pożądania a może i bólu, głos Małgosi.  
- I nie uciekaj! Możesz posuwać mnie do końca, jestem zabezpieczona - dodała, czując, że Robert wziął się do roboty tak, jak sobie zażyczyła. Chcesz grzmocenia, to będziesz go miała - przebiegło mu przez myśl, czując jak podrzutami ciała przyspiesza i pogłębia jego pchnięcia. Przestał ją oszczędzać, chociaż sam odczuwał lekki ból przy zbyt gwałtownym zagłębianiu się w jej norkę.  
          Małgosię też musiało to boleć, bo obok dyszenia, pojękiwania słyszał też jej posykiwanie. Ale nie pozwalała mu na osłabianie pchnięć, tak że zaczynał obawiać się czy nie skończy zbyt szybko, przed zaspokojeniem Małgosi. Przywarł na moment do jej ciała, chcąc osłabić swoje podniecenie.
- Robercie, spuść się we mnie. Chcę to poczuć, bo to mi pomaga - usłyszał nieoczekiwaną prośbę z ust Małgosi. Pofolgował więc sobie i przyspieszył, czując, że niewiele mu brakuje.  
          Ale Małgosia była szybsza. Zaciskając mięśnie pochwy na jego kutasie, poczuła jego pulsowanie i wybuchła pierwsza, ściskając go swoimi udami, po czym znieruchomiała. W chwilę potem doszedł Robert i jego kutas plunął w nią nasieniem. Musiała to poczuć, bo ponownie zacisnęła uda na jego nogach, a rękami przyciągnęła go do siebie, po czym ponownie znieruchomiała.
          Kiedy ocknęła się, poczuła jak Robert wyciera jej krocze z wyciekającego z niej nasienia. Czuła się znakomicie, wyluzowana i przemaglowana przez Roberta tak, jak sobie życzyła. Nie pamiętała już tak intensywnego i głębokiego rżnięcia.  
          Kazimierz co prawda kochał ją i starał się właściwie wywiązywać ze swoich małżeńskich obowiązków, ale pokaźny, znacznie młodszy i bardziej sztywny kutas Roberta, zmaltretował jej cipkę na ganz. Była zadowolona, że odważyła się na to, chcąc spróbować   zakazanego owocu, ale to było wszystko, na co sobie pozwoliła i nie zamierzała dalej tego kontynuować czy oczekiwać od Roberta czegoś więcej.  
          Swój związek i małżeństwo z Kazimierzem oceniała dość wysoko. Przeżyli ze sobą spory szmat czasu i jak w każdym małżeństwie, bywały w ich życiu lepszcze czy gorsze momenty, ale generalnie Kazimierz nigdy jej nie rozczarował. A że czasem wyłaził z niego typowy misiaczek, który zdawał się całkowicie na nią, no cóż, życie nie zawsze jest sielanką.  
          Kazimierz też doskonale zdawał sobie sprawę, że to żona jest wiodącą osobą i motorem napędowym ich małżeństwa czy rodziny. Znał charakter i preferencje życiowe żony i wiedział, że Małgosia nie ścierpiałaby żadnej próby dominacji nad sobą.  
          Musiał jednak przyznać sam przed sobą, że żona nigdy nie dała mu odczuć jakiejkolwiek swojej wyższości nad nim samym. Traktowała go zawsze jako dobrego męża, partnera życiowego czy ojca dla ich dzieci. Zawsze też uzgadniała z nim wszystkie istotne sprawy rodzinne czy bytowe, tak że mógł śmiało twierdzić, że wszelkie decyzje w ich związku są podejmowane wspólnie.
          Małgosia zawsze starała się i dbała o to, aby Kazimierz nigdy nie mógł jej zarzucić, że o czymkolwiek zadecydowała sama. A to, że to ona najczęściej występowała z określoną inicjatywą odnośnie konkretnej sprawy, Kazimierz przyjmował to jako rzecz naturalną i nie zamierzał kłócić się czy spierać o to z żoną. Pogodził się z oczywistym faktem, że to Małgosia jest bardziej przebojowa od niego i czuł się z tym zupełnie dobrze.  
          Teraz po odbyciu stosunku z Robertem, czego potrzeba siedziała w niej jak coś w rodzaju natrętctwa, którego mogła pozbyć się tylko przez jego odbycie, była już spokojna i zrelaksowana. Odetchnęła z ulgą i uśmiechając się, odebrała ręcznik Robertowi.
- Robercie, sądzę, że chyba wystarczy! Jestem już całkiem sucha! A tak poza tym, nie masz czasem wrażenia, że to co zrobiliśmy, musieliśmy wcześniej czy później zrobić? - zwróciła się pogodnym tonem do Roberta. Popatrzył na nią poważnym spojrzeniem i uśmiechnął się.  
- Być może było to potrzebne nam obojgu. Mam też nadzieję, że nie rozczarowałem cię zbytnio Gosiu, bo starałem się, jak mogłem - odezwał się równie pogodnie, jak ona.
- Mogłabym trochę podroczyć się z tobą, ale przemaglowałeś mnie tak, że nawet nie mam na to ani siły ani chęci. Uznajmy więc to nasze zbliżenie, za swoiste przypieczętowanie naszej znajomości, przyjaźni i duchowego braterstwa. Nie musimy się też nikomu z tego spowiadać czy chwalić. Niech to pozostanie naszą słodką tajemnicą, chociaż sądzę, że ani Victoria ani Kazimierz, nawet gdyby się o tym dowiedzieli, nie uznaliby tego za zdradę małżeńską - Małgosia szukała usprawiedliwienia tego co zrobili, chyba bardziej dla siebie niż dla Roberta.
- I co teraz? - Robert po wywiązaniu się z obietnicy wobec Małgosi, może nie czuł się zbyt komfortowo, ale nie zamierzał się też katować rozważaniami czy postąpił właściwie?.
          Zrobili z Małgosią coś, do czego wcześniej czy później musiało dojść. To pewnie siedziało w nich i było silniejsze od wszelkich zasad, norm czy dobrych obyczajów. Dość długo skutecznie bronili się przed tym, chociaż przed ślubem z Victorią Robert był wolnym człowiekiem, ale to z kolei wcale nie ułatwiało całej sprawy, zwłaszcza Robertowi.  
          To Gosia podczas wspólnych przyjacielskich spotkań zakrapianych alkoholem, niejednokrotnie dawała Robertowi do zrozumienia, że chętnie nawiązałaby z nim znacznie bliższe relacje, ale Robert zawsze dawał jej odpór i unikał jak ognia sytuacji, w których mogliby być sami. Za bardzo szanował ich oboje i uważał za najbliższych i najlepszych przyjaciół. Do tego trzymał się twardo swoich dość konserwatywnych zasad i poglądów w odniesieniu do małżeństwa, przyjaźni czy współpracy zawodowej.
          Zawarcie związku małżeńskiego z Victorią i jej swoiste, liberalne poglądy na życie i pożycie małżeńskie, zmieniły w jakiś sposób również i jego poglądy czy zapatrywania na życie. Nie do końca ogarniał zachowanie czy postępowanie swojej żony i tego, co skłania ją do wpychania go wręcz w objęcia innych dziewczyn czy kobiet.  
          Teraz, kiedy uległ Małgosi i wywiązał się z danej jej obietnicy, chciał poznać dalsze zamiary Małgosi w odniesieniu do swojej osoby.
- Robercie, tak jak powiedziałam, uznajmy to nasze zbliżenie jako swoiste przypieczętowanie naszej przyjaźni i zamknijmy ten epizod raz na zawsze. Według mnie było to coś fajnego, ale to wszystko. Poza tym chciałabym, aby nasze dalsze relacje nie uległy zmianie i pozostały na dotychczasowej stopie. Tak w odniesieniu do naszej przyjaźni jak i w relacjach zawodowych - Małgosia w szczery, klarowny sposób wyraziła swoją opinię co do ich zbliżenia i dalszego współżycia. Robertowi też to odpowiadało.
- Zgadzam się Małgosiu co do joty z twoimi poglądami i wyrażoną opinią. Mamy to za sobą i też uważam, że było nieźle. Też mam nadzieję, że poza tym doświadczeniem, wszystko inne pomiędzy nami nie ulegnie zmianie. Tak w zakresie relacji zawodowych jak i przyjacielskich - Robert w pełni zgodził się z poglądami Małgosi i potwierdził utrzymanie wszelkich relacji pomiędzy nimi na dotychczasowym poziomie.  
- Jeszcze jedno Robercie! Nie mam zamiaru wchodzić z butami w twoje relacje z Kaśką. Z tym musisz uporać się sam. Teraz już wiesz, że Kaśka kocha cię i znając cię, wiem, że zrobisz wszystko, aby jej nie skrzywdzić. Pewnie i tobie nie jest zupełnie obojętna, podobnie jak i Victorii. To jest młoda, ale mentalnie dość dojrzała dziewczyna i to, co do ciebie czuje, nie jest jakąś tam miłostką czy chwilowym zadurzeniem. Być może za późno zorientowałam się, że dzieje się coś niedobrego i nie zareagowałam w odpowiedni sposób. Co się stało, to się nie odstanie. Dlatego proszę Robercie, miej na nią wzgląd, już nie jak na chrześniaczkę, ale na młodą dziewczynę, która cię kocha - Małgosia zwróciła się w pogodnym tonie do Roberta w zakresie jego relacji z jej córką, a jego chrześniaczką, Kasią. Jako przyjaciółka i jako matka.  
          Nie musiała mu o tym przypominać. Robert sam wiedział, że rozwiązanie tej sprawy przysporzy mu wiele problemów, podobnie jak jego stosunki czy relacje z Oliwią. Ponieważ zgodził się z Małgosią, że ich relacje pozostaną na dotychczasowym poziomie, więc nie miał zamiaru ujawniać swoich domysłów, dlaczego jej reakcja na to, że Kasia durzy się w nim, była taka a nie inna czyli żadna.  
          Poza tym wiedział, że nie tylko sprawa Kasi czy Oliwii stanowi otwartą sprawę. Kiedy zdecydują się na ponowny wyjazd na Węgry, trzeba będzie rozwiązać również w odpowiedni sposób, sprawy związane z drugą siostrą Victorii, Eleną.  
          Inny na jego miejscu może by martwił się istniejącą sytuacją ale nie on. Na szczęście jego pogodna natura i optymistyczne podejście do życia, nie pozwoliło Robertowi na zbytnie umartwianie się problemami, które tylko w jakiejś tam części były zależne od niego. Przeżył czy miał już za sobą znacznie poważniejsze sprawy czy problemy.
          Uporał się z nimi w miarę bezboleśnie i w pozytywny sposób, więc i te sercowe czy inne też będą w taki czy inny sposób do rozwiązania.
- Kiedy mamy to już wszystko za sobą Gosiu, proponuję ogarnąć się i poszukać dziewczyn. Nie ukrywam, że  zgłodniałem co nieco, więc wypada nam zjeść obiad tutaj. Przypuszczam, że Victoria z Kazimierzem posłuchali ciebie i skorzystali wraz z Julianem czy Violettiną z hotelowej restauracji - zwrócił się Robert do Małgosi.  
          Ubrali się więc i uporządkowali wnętrze kampera, po czym skierowali się do centrum handlowego. Było to w okolicach umówionego czasu, więc mieli nadzieję, że Olivia z Kasią gdzieś tam na nich czekają. I nie zawiedli się.  
          Obie czekały na nich na ławkach w pobliżu tego samego wejścia, co poprzednio. Kończyły konsumowanie kolejnej, jak przyznały same, dość pokaźnej porcji lodów. Widać jednak było, że były raczej zadowolone z ich przybycia.
- Domyślam się, że poza lodami nie raczyłyście dostarczyć waszym żołądkom niczego konkretnego. Mam rację czy mylę się? - Gosia, jak każda matka, okazała swoją naturalną  troskę w zakresie potrzeb ich młodych organizmów.
- Wiem, wiem! Niepotrzebnie pytałam! - powiedziała ze śmiechem, widząc zdziwienie w oczach Kasi, że pyta je o coś tak prozaicznego.
- Idziemy więc na porządny obiad! Robercie masz jakieś preferencje czy wiedzę, gdzie tu dobrze karmią? - Małgosia przyznała, że nie orientuje się co do możliwości czy jakości potraw w w funkcjonujących w kompleksie barach czy restauracjach.
- Prawdę mówiąc, to też nie mam wiedzy na ten temat. Musimy zdać się na nasze wyczucie czy szczęście. Mam nadzieję, że nic nam nie zaszkodzi - Robert przyznał, że też nie ma bladego pojęcia na temat jakości potraw w lokalach na terenie centrum handlowego.  
- Z tego co widziałyśmy z Kasią, to wzdłuż tego holu jest tu McDonald, bar i restauracja. Gdzie więc idziemy? - Małgosia przejęła inicjatywę.  
- Może tam, gdzie będzie mniej ludzi! - zaproponowała Olivia.
- Nie wiem, czy to właściwe kryterium, bo mniej konsumentów może oznaczać, że podawane tam potrawy niezbyt smakują, ale możemy spróbować - Robert wyraził swój pogląd, wiec ruszyli wzdłuż długiego holu.  
          Okazało się, że w każdym z wymienionych lokali było sporo oczekujących czy siedzących przy stolikach osób. Robert zaproponował więc skorzystać z samoobsługowego baru, bo i menu potraw było dość rozbudowane, a przy tym sprawna obsługa powodowała, że  kolejka szybko przesuwała się do przodu.  
          Małgosia poprosiła więc Kasię by zajęła dla nich stolik, po czym wspólnie z Robertem i Oliwią zaczęli przeglądać widoczne na tablicy menu. Wstępnie ustalili, że skorzystają raczej z gotowych potraw i jednakowych dla wszystkich.  
          W końcu zdecydowali się na czerwony barszcz z uszkami mięsnymi, bo były też z kapustą i grzybami, gulasz z makaronem i kompot do popicia, a na deser dużą porcję szarlotki. Z pełnym tacami przesunęli się w stronę kasy i Robert uregulował należność kartą. Pobyt w barze i spożycie obiadu zajęło im trochę czasu, więc po krótkiej naradzie, całe towarzystwo uznało, że czas wracać do domu.  
- Gosiu, a co z twoimi indywidualnymi zakupami? - zwrócił się nagle Robert do Małgosi.
- Nasze zakupy z Kasią odłożymy na inną okazję, ale w markecie spożywczym możemy zrobić zakupy do domu - stwierdziła Małgosia. Udali się więc wszyscy w kierunku marketu spożywczego. Małgosia dość sprawnie dyrygowała nimi w zakresie; co i ile czego kupić, więc po kilkunastu minutach podjechali dwoma pełnymi zakupów wózkami do kasy.  
          Małgosia widząc, że Robert trzyma już kartę płatniczą w reku i szykuje się do zapłaty, nawet nie próbowała się temu sprzeciwiać i wywoływać kolejnej awantury, znając zdecydowanie Roberta. Z rezygnacją machnęła ręką. Po chwili byli w drodze na parking.  
          Po dojeździe do kampera, przeładowali zakupione produkty do samochodu, po czym odstawili wózki i ruszyli w stronę domu. Obok Roberta siedziała teraz Kasia, która też po raz pierwszy jechała kamperem, siedząc w fotelu obok kierowcy. Była wyraźnie zadowolona z tego powodu, czego dawała wyraz, szczerząc się nieustannie w uśmiechu do Roberta i kręcąc głową naokoło z natłoku przyjemnych dla oka widoków.  
          Po dojeździe Robert otworzył bramę i wjechał kamperem na podjazd przed drzwi wejściowe. Jako pierwsze wyładowali i przenieśli do domu produkty spożywcze, po czym Małgosia z Kasią zajęły się umieszczeniem produktów w szafkach czy lodówce.  
          Robert tymczasem z pomocą Olivii wyładował i przeniósł do salonu zakupione keyboardy i związane z nimi akcesoria. Od czasu do czasu dochodziły do nich przez otwarte drzwi głosy i śmiech, bawiącej się w basenie młodzieży. Czyli Julian nie próżnował i skrzyknął do towarzystwa czy zabawy znajome koleżanki i kolegów. …cdn…

7 087 czyt.
100%375
franek42

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 4891 słów i 27252 znaków

Komentarze (5)

 
  • yeti

    yeti 25 lutego ip:8815645

    Ty milicjant jesteś? Masz straszne naleciałości mundurowej gadki. "udał się w celu ... rozpoznania ... itp"  

  • Almach99

    Almach99 14 lutego

    Udalo sie jakos naszemu Robertowi uporac z Malgosia. 😃

  • PoProstuJa

    PoProstuJa 11 lutego ip:18814743

    Jak zwykle kolejna wspaniała część. Nie mam za dużo do powiedzenia ale dziękuję i pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt 10 lutego ip:8979110

    Już trochę obawiałem się że zacząłeś zaniedbywać tą wspaniałą sagę. Jednak mnie zaskoczyłeś. Dziękuję i pozdrawiam. ps. Smog jest w całej Polsce, może na północnym wschodzie kraju jest go trochę mniej.