Olivia, Victoria - cz. XXXVI

Olivia, Victoria - cz. XXXVI

Robert otworzył oczy, kiedy słońce nieśmiało przebijało się przez jasne obłoki. Zerknął na zegar, było kilka minut po siódmej. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to wtorek. Dzień który prawdopodobnie zapadnie głęboko w pamięć nie tylko u niego, ale przede wszystkim w pamięć tej młodziutkiej, ślicznej dziewczyny, która leży teraz koło niego i słodko śpi. Przed jego półprzymkniętymi oczami przewinął się obraz, jak zareagowała na jego słowa, kiedy zapytał ją 'czy zechce zostać jego żoną?'. Ta młodziutka dziewczyna prawie nie znając go, spontanicznie, wręcz żywiołowo, nie bacząc na różnicę wieku, na to, że przecież jest obcokrajowcem, zgodziła się zostać jego żoną bez żadnego zastanawiania się, rozważania, pytania o radę czy zgodę rodziców. To jej 'tak' było tak mocne i pewne, jakby znali się nie kilka dni, ale kilka lat. A przecież nie była i nie jest trzpiotką, która widząc w miarę przystojnego faceta, właściciela dużego, wygodnego domu, a więc pewnie będącego przy niezłej kasie, zakłada przyklejenie się do niego, a potem jakoś to będzie. To nie Victoria. Ta młoda dziewczyna być może na początku była zafascynowana Robertem jako mężczyzną, który okazał serce i zainteresował się losem zagubionej, zmarzniętej, głodnej i wystraszonej nastolatki, jej młodszej siostry pochodzącej z Rumunii.  Ale później całym swym zachowaniem i postępowaniem udowadniała mu na każdym kroku jak bardzo go kocha i jak bardzo jest mu oddana. To nie było zauroczenie czy fascynacja nastolatki, to było głębokie, dojrzałe uczucie kochającej go bez reszty dziewczyny. Sam przed sobą musiał przyznać, że los odebrał mu dwie kochające go istoty, ale w pełni zrewanżował się, stawiając na drodze jego życia tę młodziutką, śliczną dziewczynę, która go pokochała całym swym młodym sercem, oddając swój los w jego ręce. Za niecałe siedem godzin powiedzą sobie przed urzędnikiem i wobec całej rodziny Victorii oraz jego przyjaciół i współpracowników tradycyjne 'tak' na pytanie czy chcesz być żoną czy mężem stojącej obok ciebie osoby. Teraz jednak póki co jest jeszcze przed nimi kilka godzin przygotowań, więc mimo, że widok nagiej Victorii pogrążonej jeszcze w głębokim śnie rozczulił go i podniecił, podniósł się delikatnie z posłania i udał do łazienki. Zrobił poranną toaletę i wziął szybki prysznic, a potem ubrał majtki oraz spodenki i ponownie udał się do sypialni. Victoria nadal spała całkowicie odkryta i naga, z rozłożonymi bezwstydnie nogami, serwując mu w całej dziewczęcej krasie powaby swojego młodego ciała, które wprost zapraszało do pieszczot i zabawy. Miał wielką ochotę to zrobić, ale powstrzymał się, nie chcąc wyjść na obleśnego satyra, rzucającego się na młode ciało. Victoria jakby wyczuła jego obecność, otworzyła oczy i uśmiech opromienił jej buzię na jego widok, gapiącego się pożądliwie na jej roznegliżowane ciało. Skrzyżowali spojrzenia i Victoria nie zmieniając pozycji ciała lubieżnie oblizała wargi.  
- Jesteś ogolony, tak? - zapytała retorycznie, głosem pełnym erotyki.
- Tak! - odparł krótko.
- To nad czym się zastanawiasz? To wszystko co widzisz jest twoje i czeka na ciebie - dodała pocierając nogami o siebie.
- Musisz coś zrobić, bo strasznie mnie tam swędzi - powiedziała, pokazując palcem cipkę.  
Nic nie mówiąc, położył się obok niej na plecach i ściągnął spodenki z majtkami, uwalniając stojącego kutasa. Victoria nie czekała na dalsze zaproszenie. Okraczyła go i kucnęła nad kiwającym się kutasem, potem kilkakrotnie pomiziała się nim po swojej szczelince i delikatnie wprowadziła w siebie. Kiedy poczuła brak oporu, pochyliła się w stronę Roberta, podpierając się rękami i podając mu do 'zabawy' piersi, a sama zaczęła 'jeździć' coraz ostrzej i głębiej, wykonując kuperkiem kolisto-owalne ruchy stymulujące erogenne punkty w pochwie.  Robert pieszcząc jej piersi i czując tarcie kutasa w ciasnym futerale jej pochwy, podniecał się równie silnie jak Victoria, tak, że kiedy poczuł skurcze pochwy i usłyszał głośne jęki zmierzające do górnego 'C' wytrysnął. Victoria czując pulsujące ruchy kutasa i wypływające z niego nasienie, głośno zajęczała i opadła na Roberta, dysząc i nieruchomiejąc przez chwilę. Po wyciszeniu emocji i doznań, podziękowała mu soczystym całusem, złapała jego majtki, aby zatrzymać wypływ nasienia, poderwała się z posłania i zniknęła w łazience.  
Robert podszedł do komody, wybrał świeże majtki i założył wraz ze spodenkami. Wszedł do łazienki i widząc, że Victoria bierze prysznic, wyszedł z łazienki i zszedł na dół, do kuchni. Zastał tam urzędujące siostry; Marię i Violettę, w stroju topless, przygotowujące śniadanie dla wszystkich.
- Witamy kochanego zięcia! - odezwała się Maria wesołym, pełnym humoru głosem, potrząsając na powitanie swoim jędrnym i obfitym biustem.
- Witam, witam szanowne panie! - zrewanżował się żartobliwie Robert, cmokając każdą z nich w policzek.
- Tak, to będziesz mógł mnie całować, jak już zostanę babcią, a póki co to całuj w usta, nawet z języczkiem - odezwała się Maria, odwzajemniając jego buziaka soczystym całusem w usta i przytulając go do swoich piersi.  
- Dokładnie tak, jak mówisz! - potwierdziła jej zdanie Violetta, całując go i przytulając, falując przy tym swoim biustem i wpychając dodatkowo w jego krocze swoje kolano, co wywołało natychmiastową reakcję jego kutasa.  
- Masz szczęście, że nie mamy za dużo czasu, bo miałbyś do obsłużenia dwie napalone baby - uświadomiła mu, co mogło go czekać, gdyby to nie był tak napięty czasowo dzień.  
- A kto tu gada o szczęściu i straszy mojego prawie męża seksem. Chyba nie wiesz ciociu, co mówisz. Wiecie co wymyśliły na ten tak zwany 'wieczór narzeczonych' moja siostra i twoja córunia ciociu? Praktyczny test pozycji seksualnych według kamasutra dla mojego Roberta z udziałem pięciu napalonych dziewczyn, mnie nie wyłączając - poinformowała bez cienia zażenowania i zazdrości, mamę i ciotkę o programie wczorajszej wieczorowej zabawy.
- I ty zgodziłaś się na to? - zapytała Violetta swoją siostrzenicę ze zdziwieniem w głosie.  
- A dlaczego nie, ciociu? Jak zabawa, to zabawa. Wiesz, ile było frajdy z obserwowania prawdziwego seksu w pozycjach wymyślonych przez starożytnych Hindusów? - odpowiedziała z humorem Victoria niesamowicie zaintrygowanym, tym co powiedziała; mamie i ciotce.
- I w tej zabawie brały udział obie moje córki? - zapytała z niedowierzaniem w głosie Violetta.
- Oczywiście! Miały trochę pecha, bo wylosowały ostatnie miejsca w tej prezentacji, ale wydaje mi się, że były raczej zadowolone - odpowiedziała dalej z poczuciem humoru Victoria.
- Z tego co mi wiadomo, to Violettina jest jeszcze dziewicą, więc jak mogła uczestniczyć w takiej zabawie? - ciągnęła dalej Violetta.
- Ciociu, ty chyba żyjesz w innym świecie niż my? - Victoria ze spokojem odpowiadała na pytania ciotki.  
- Zapytałaś chociaż raz swoją młodszą córkę o chłopaka, czy o inne tego typu rzeczy, związane z jej dorastaniem czy dojrzewaniem? Czy ma z tym jakieś problemy? Pewnie nie, widzę to po twojej twarzy - kontynuowała rozmowę.  
- A ta młoda dziewczyna miała problemy i pewnie znając twoje podejście do tych spraw, bała się mówić o tym z tobą, podobnie jak Mihaela. Violettina poznała jakiegoś chłopaka, który jej się bardzo podobał i po kilku spotkaniach zaproponował jej pójście na całość, ale jak dowiedział się, że jest dziewicą , to kazał jej spadać na drzewo wraz ze swoją cnotą, wiedziałaś o tym ciociu? - zapytała w bezkompromisowym stylu. Zauważyła zmieszanie na twarzy ciotki, więc złagodziła nieco ton głosu.
- Ciociu, nie mówię tego w złości, czy po to, żeby cię denerwować, ale okaż więcej uczucia swoim córkom i więcej zaufania, to na pewno odwdzięczą ci się tak zaufaniem, jak i uczuciem - powiedziała ciepłym, serdecznym tonem.
- Wiesz co Victoria? Nie poznaję cię! Skąd ty nabrałaś naraz tyle mądrości i doświadczenia życiowego? Mówisz jak z książki i niestety, masz rację. Chyba coś przegapiłam w kontaktach z moimi córkami i cieszę się, że znalazły w tobie taką mądrą nauczycielkę i prawie rodzinne środowisko, jakie panuje teraz w tym domu - z uśmiechem na ustach podeszła do Victorii i przytuliła ją do siebie jak najdroższy skarb.  
- No to jak już wszystko wyjaśniłyśmy, to bierzmy się do roboty, bo za chwilę zjawią się tu nasze głodomory, bo po tym co było wczoraj, na pewno towarzystwo będzie głodne i nie wyspane,  nie mówiąc o moim biednym Andrei'u - Maria zagoniła do roboty całe towarzystwo, zgromadzone w kuchni. Panie podzieliły pomiędzy sobą zajęcia i w niedługim czasie śniadanie zostało przygotowane i przeniesione na duży stół w salonie, łącznie z napojami ciepłymi i zimnymi. Victoria podeszła do góry i głośno oznajmiła, że śniadanie gotowe, a czasu za wiele nie mają, więc mają się pospieszyć z toaletą, bo za niecałe pół godziny muszą udać się do salonu fryzyjersko-kosmetycznego. Robert, który zjadł śniadanie jako pierwszy, wyszedł z domu i sprawdził, czy zraszacze wody spełniły zadanie i zaopatrzyły trawę i rośliny w wodę, bo dzień zapowiadał się na dość upalny. Wszystko nieźle funkcjonowało, bo i woda w basenie została przefiltrowana, o czym sygnalizowały wskaźniki czystości i natlenienia. Wrócił więc do salonu i z przyjemnością stwierdził, że wszystkie uczestniczki wieczorowej zabawy wyglądały na radosne, wypoczęte i wyluzowane. Większość z nich była jeszcze w stroju topless. Nawet Andrei wyglądał na faceta,  któremu naraz ubyło z dziesięć lat, tak tryskał humorem i wigorem, wzbudzając radość żony i córek. Kiedy rozległ się domofon przy furtce, odebrała Maria i przez słuchawkę domofonu wesoło powitała przybyłego kierowcę busa, otwierając mu furtkę w bramie. Szybko ubrała zwiewne letnie ciuchy i wyglądając bardzo ponętnie ruszyła do drzwi wejściowych, oczekując na niego przed domem. Kiedy pojawił się przed nią, powitała go jak dobrego znajomego i zaprosiła do salonu, oferując śniadanie. Uprzejmie odmówił, bo był już po śniadaniu, ale zgodził się na dodatkową kawę. Rodzina tymczasem była już po śniaiadaniu i całe towarzystwo przygotowywało się do wyjazdu. W niedługim czasie wszyscy byli gotowi, prezentując się jako miła, sympatyczna gromadka bliskich sobie osób. Wsiedli do samochodów i ruszyli do salonu, który nie był zbyt odległy, tak, że byli kilka minut przed umówionym czasem przed jego drzwiami. Widząc ich całą gromadkę wysiadającą z samochodów, wyszła im naprzeciw młoda kobieta przed czterdziestką.
- Witam serdecznie! Pan Robert z rodziną, tak? - powitała ich ciepło miłym dla ucha głosem.
- Tak. Witamy panią równie serdecznie! To jest właśnie ta moja gromadka pań i dziewczyn wraz z naszymi skromnymi osobami pana Andrei'a i moją - powitał Robert przedstawicielkę salonu.  
- To zapraszam do środka i będziemy mogli zaczynać - oznajmiła i ruszyła przodem w stronę drzwi. W mocno przeszklonym salonie, mimo dość intensywnego nasłonecznienia, było przyjemnie chłodno. Doprowadzone z klimatyzatora chłodne powietrze mieszały z ciepłym dwa wolno kręcące się u sufitu wiatraki. Na panie i dziewczyny oczekiwały w salonie damskim cztery, będące w różnym wieku panie, a na panów w salonie męskim jedna pani, właśnie ta, która ich przywitała. W pierwszym rzucie w fotelach zasiadły obie panie; Maria i Violetta oraz Victoria i Mihaela. Z panów jako pierwszy w fotelu zasiadł Andrei, a obok Elena, która pełniła rolę tłumacza. Victorią zajęła się osobiście właścicielka salonu, o której wiszące na bocznych ścianach dyplomy informowały, że jest mistrzem w zawodzie fryzjera oraz dyplomowanym kosmetologiem po trzechletnich studiach licencjackich oraz dwóch stopniach dokształcających studiów podyplomowych (odpowiednik specjalizacji w zawodzie kosmetologa). Tak więc Victoria znalazła się w nie byle jakich rękach. Panie wspólnie uzgodniły opinie w zakresie fryzur i kosmetyki upiększającej dla każdej z nich; co, jak, kiedy, gdzie? i zgodnie z tym rozpoczęły realizację operacji 'robienia klientek na bóstwo'. Z panami takich problemów nie było, więc po ostrzyżeniu i wyprofilowaniu włosów oraz wąsów, Andrei zrezygnował z jakichkolwiek dodatkowych zabiegów pielęgnacyjnych, uważając to za nie męskie, uznając, że tak żona jak i jej siostra akceptują go takim, jaki jest, więc nie widział powodu, aby cokolwiek zmieniać w swoim wyglądzie. Po nim na fotelu usiadł Robert i poprosił o lekkie przycięcie włosów, bez podgalania i cieniowania oraz bez zabiegów pielęgnacyjnych. Widząc jego lekką siwiznę tu i ówdzie, fryzjerka przedstawiła mu możliwość wybarwienia jej i przywrócenia naturalnej barwy włosów. Podziękował, uznając podobnie jak Andrei, że jeżeli Victoria akceptuje go takim, jaki jest, to po co miałby to zmieniać. Jako trzeci z panów z usług fryzjerki skorzystał kierowca busa, któremu w rozmowie z fryzjerką ponownie pomogła Elena. Po około czterdziestu minutach wszyscy panowie zostali obsłużeni, więc pani poprosiła do siebie na fotel Elenę, a panom zaproponowała kawę lub wodę mineralną. Operacja upiększania pań z pierwszego rzutu trwała nadal i tak jak przewidywał Robert, miało to trochę potrwać, nie do końca podyktowane wymaganiami pań, lecz bardziej zaproponowaną bogatą paletą usług kosmetycznych. Kiedy panie zakończyły upiększanie fryzur, a także skróconą pielęgnację twarzy i szyi, zaproponowały swoim klientkom poradę kosmetologiczną w zakresie owłosienia pod pachami oraz dolnych partii ciała; w tym podudzi, ud i łona. Victoria wymieniła poglądy w tym temacie z siedzącymi razem z nią w salonie mamą, ciotką i Mihaelą. Wszystkie uznały zgodnie, że w grę wchodzi tylko odpowiednie przycięcie i wyprofilowanie owłosienia nożyczkami w kroczu i pod pachami bez golenia i depilacji, z uwagi na możliwość podrażnienia oraz ogolenie nóg; tak podudzi jak i ud. Ponadto poprosiły o manicure i pedicure. Cały proces upiększający pierwszych czterech pań, bez farbowania i ondulacji zamknął się w siedemdziesięciu pięciu minutach. Zwolnione na fotelach miejsca zajęły Olivia i najmłodsze siostry Victorii; Andreea i Marica oraz Violettina, których obsługa zajęła następne trzydzieści minut. Wygląd Victorii i pań oraz starszej młodzieży po zakończeniu wszystkich zabiegów upiększająco - pielęgnacyjnych mógł powalić na kolana. Personel salonu łącznie z jego właścicielką wykonał kawał dobrej roboty, wkładając w to wiele wysiłku, doświadczenia i profesjonalizmu, ale również wiele wyczucia i uczucia, chcąc dostarczyć swoim klientkom wiele satysfakcji, przyjemności i samozadowolenia z wyglądu. A było co oglądać. Victoria z natury i swojego wieku była piękną dziewczyną, ale doświadczona w swoim zawodzie właścicielka salonu wydobyła i uwypukliła w jej wyglądzie wszystkie naturalne cechy, które podkreślały w niebanalny sposób jej urodę. Kiedy pokazała się Robertowi oraz ojcu i kierowcy, wprost ich zatkało. Sama natura nie poskąpiła jej urody i naturalnego piękna, ale po zabiegach w salonie wyglądała rzeczywiście jak bogini piękna. Dopiero po chwili dotarło w pełni do Roberta, jaką piękność bierze sobie za żonę. Pozostałe panie i dziewczyn wyglądały równie nieziemsko, bo im natura również nie poskąpiła piękna i urody, ale piękność i uroda Victorii przebijała i przyćmiewała wszystko, co ją otaczało. Na szczęście dla Roberta, jak i pozostałych pań czy dziewczyn, Victoria, zdając sobie pewnie sprawę, że swoim wyglądem i urodą może zachwycać i onieśmielać swoje otoczenie, swoim skromnym, naturalnym zachowaniem, ciepłem i serdecznością okazywaną tak Robertowi jak i całej swojej rodzinie, rozbrajała tę moc i nimb piękna, który ją otaczał. W sumie czas wykonania całej usługi przez pracujące w salonie panie dla całej tej gromadki pań, dziewczyn i panów zamknął się w nieco ponad dwóch godzinach, a koszt usługi został wyceniony na  2500 zł. Robert poprosił o doliczenie dwudziestu procent premii do rachunku, za sprawną, satysfakcjonującą wszystkie panie oraz panów obsługę i uregulował należność 3000 zł. kartą. Po dość wylewnych podziękowaniach i pożegnaniu z personelem salonu, po chwili byli w drodze do domu. Po powrocie Robert poprosił jeszcze Elenę, aby zajęła się kierowcą busa, który samochód pozostawił na podjeździe, a sam wprowadził samochód do garażu i poszedł do swojego gabinetu, aby zadzwonić do hotelowej restauracji i zamówić obiad dla nich wszystkich na godzinę dwunastą. Poprosił do telefonu menadżerkę i po przedstawieniu się, zamówił przyspieszony obiad dla dwunastu osób osób, dokładnie taki sam jota w jotę, jak w dniu poprzednim, różniący się tylko powiększeniem grona osób do dwunastu. Poinformował przy tym sympatyczną menadżerkę, że przyspiesza porę obiadu i zwiększa liczbę z powodu własnego ślubu w tutejszym USC na osiedlu Zgody, który będzie miał miejsce o godzinie 14.00. Na koniec rozmowy kurtuazyjnie zaprosił menadżerkę na swój ślub, o ile czas i obowiązki jej na to pozwolą. Nie odmówiła, ale przyjęcie zaproszenia uzależniła od decyzji swojego szefa. Zapewniła go ponadto, że postara się zapewnić bardzo sprawną obsługę, aby mogli w miarę szybko oraz spokojnie zjeść obiad i przygotować się do czekającej ich uroczystości. Po załatwieniu sprawy obiadu, wstąpił na chwilę do salonu, gdzie kierowcy busa towarzyszył Andrei, popijający ulubionego szprycera. Kierowca z konieczności musiał zadowolić się wodą mineralną i sokami owocowymi, o które zadbała Elena. Robert uznał, że musi poinformować towarzystwo o ustalonym terminie obiadu, więc udał sie na poszukiwanie Victorii, słusznie mniemając, że to ona odgrywa obecnie najważniejszą rolę i wokół niej orbitują mama, ciotka i pozostałe dziewczyny. Wyszedł więc na pierwsze piętro i wszedł do sypialni. Victoria dobierała właśnie bieliznę pod kreację kupioną w Galerii. Widząc Roberta, okręciła się zalotnie przed nim, mając na sobie tylko stanik i tasiemkowe stringi w odcieniu jasnego błękitu.  
- I jak, może być? - zagruchała uwodzicielskim głosem.  
- Lepiej ubierz na siebie coś więcej, jeżeli nie chcesz, abym rozebrał cię z tych szmatek i zaburzył ten twój nieziemski wygląd - odpowiedział nie mniej podniecony od niej.
- Pewnie by mi to nie przeszkadzało, ale czuję, że nie po to przyszedłeś, mam rację? - zapytała już poważnie.
- Tak! Zamówiłem obiad dla nas na godzinę dwunastą i aby maksymalnie przyspieszyć przygotowanie i wydanie obiadu, zamówiłem dokładnie to samo co wczoraj - poinformował Robert z lekkim zakłopotaniem w głosie.
- Przepraszam cię, że nie konsultowałem tego ani z tobą, ani z nikim innym, ale zniknęliście mi z pola widzenia, a nie chciałem tego odkładać - sumitował się Robert.
- Robert, nie masz za co przepraszać! Zrobiłeś bardzo dobrze, jeśli obiad ma być załatwiony szybko i sprawnie. Zresztą wczoraj słyszałeś, co o twojej intuicji mówiła Elena i mama, więc nie ma sprawy. Pamiętasz, co mówiła Elena? Ty tu szefujesz i wszyscy jesteśmy na twoim garnuszku - stwierdziła ze śmiechem Victoria i podeszła do niego.
- Ale wiesz co, jeszcze jest trochę czasu. Może jednak skusisz się na szybki numerek przed obiadem. Byłoby fajnie, nie sądzisz. Ja na samą myśl już jestem mokra - kusiła, odsłaniając przed nim kuszący przycięty trójkącik.
- Czas upływa, a ona czeka na tego twojego cwaniaczka - nakręcała się coraz bardziej, gładząc go po wybrzuszeniu nogawki. Sam był nieźle napalony, więc nie namyślając się wiele, ściągnął t-shirt oraz spodenki z majtkami. Victoria widząc, że jest gotowy, ściągnęła stringi i stanik, aby miał do niej swobodny dostęp, obróciła się tyłem i opierając się rękami o kraj łóżka, wypięła w jego stronę swój kształtny kuperek. Potrzepotała nim zachęcająco, zapraszając go do zabawy. Wszedł w nią jednym ruchem, nie napotykając żadnego oporu. Pochwycił jej piersi, maltretując je i miętosząc, co jej odpowiadało, bo zaczęła mruczeć z zadowoleniem jak kotka. Wystarczyło parę minut ostrej 'jazdy' i oboje osiągnęli finał. Victoria. która jedną ręką trzymając jego pośladek, kontrolowała tempo i siłę jego ruchów, przyciągnęła go do siebie i znieruchomiała, dysząc z wysiłku i doznań. Był to w ich wykonaniu rzeczywiście szybki numerek, ale zadowolił oboje. Victoria szczęśliwa i wyluzowana, podziękowała mu za to soczystym całusem.
- To było to! Teraz na pewno odpowiem 'tak, kiedy padnie pytanie czy chcę cię za męża - podsumowała żartobliwie i razem weszli do łazienki, aby odświeżyć spocone nieco ciała.
Wrócili do sypialni i zdążyli ponownie ubrać bieliznę, kiedy pojawiła się czwórka przedstawicieli rodziny, zaniepokojonych nieobecnością młodych w salonie, gdzie ich wszyscy oczekiwali. Elena z Mihaelą widząc radosną i wyluzowaną Victorię, natychmiast domyśliły się, co było przyczyną tej nieobecności, wymieniając się spojrzeniami. Natomiast Maria i Violetta udawały lub były  rzeczywiście zatroskane ich niefrasobliwością i luzacką postawą na kilka godzin przed ślubem.
- To my zachodzimy w głowę, co się z wami dzieje, a wy gruchacie sobie jak dwa gołąbki w sypialni - odezwała się wesołym głosem Maria.
- Co robią? Gruchają? To popatrz na Victorię, jak jej się ślepka śmieją od tego 'gruchania'. Ona wprost kwitnie, tak jej to 'gruchanie' służy - podsumowała po swojemu temat Elena.  
- A ty byś pewnie chętnie widziała ją smutną i zadumaną, tak? - zapytała ją Violetta, podejmując  styl rozmowy Eleny.
- Dobra! Może przestańmy roztrząsać dalej ten temat i ustalmy co dalej? - Victoria w racjonalny sposób ucięła dalszą dyskusję, która prowadziła właściwie do nikąd.
- Robert na dwunastą zamówił obiad i aby przebiegło to w miarę sprawnie, podadzą nam to samo co wczoraj - Victoria w krótki sposób poinformowała o obiedzie, zgrabnie uzasadniając jego powtórzenie krótkim czasem na posiłek.  
- I bardzo dobrze! Wczorajszy obiad Robercie bardzo mi smakował, a myślę, że nie tylko mnie, więc pewnie nikt nie będzie wybrzydzał, że je po raz drugi to samo - podsumowała Maria.
- Po raz trzeci mamo, jeżeli już, ale było to dobre i smakowało wszystkim, więc myślę, że nie będzie protestów - uzupełniła jej wypowiedź Victoria.  
-  Idę więc na dół, bo powinniśmy ogarnąć się trochę, jak przystoi do obiadu, a potem możemy iść - dodała Maria i opuściła sypialnię, podobnie jak pozostała trójka. Przyodziali się więc odpowiednio do upalnej temperatury i do restauracji, a potem kwadrans przed dwunastą całą gromadką (łącznie z kierowcą busa) udali się do hotelowej restauracji. Ich wejście zrobiło wrażenie, bo tworzyli piękną widokowo, miłą dla oka grupę. Powitała ich ta sama menadżerka i zaprowadziła do przygotowanego dla nich stołu. Zajęli miejsca i jak za skinieniem czarodziejskiej różdżki do stołu zaczęto donosić ustalone przez Roberta potrawy i napoje. Przy szampanie nawet Elena odpuściła i nie zastanawiano się już z jakiej okazji go zamówiono, ponieważ wypito go w formie toastu za zdrowie młodej pary. Wszystko było z góry ustalone i przygotowane, a czas pomiędzy posiłkiem a ślubem był dość napięty, więc spożycie obiadu łącznie z lodowym deserem zamknęło się w lekko ponad półgodziny. Po uregulowaniu rachunku Robert zwrócił się do menadżerki z prośbą o rozważenie możliwości zapewnienia obiadów dla ich grupy w układzie tygodniowym przez cały miesiąc, przy tym; od poniedziałku do piątku, obiady dla siedmiu osób o godzinie 13.30, a dla czwórki pracującej  w okolicach godziny 16.15-16.30. W weekendy; obiady dla jedenastu osób o godzinie 13.30. W grę wchodzą dokładnie wszystkie dni do dnia 28 sierpnia. Należność może by regulowana codziennie lub tygodniowo kartą. Pod koniec rozmowy menadżerka przyjęła zamówienie na przedłużenie okresu wydawania obiadów w terminach i czasie zaproponowanych przez Roberta, informując go przy tym, że jej szef wyraził zgodę na to, aby uczestniczyła w uroczystości ich ślubu, co z przyjemnością uczyni. Poinformował ją więc, że ślub będzie miał miejsce w USC na Zgody o godz. 14.00 i może jechać z nimi. Podał jej swój adres i czas wyjazdu o 13.40. Dodatkowo zaprosił ją również na przyjęcie weselne z osobą lub osobami towarzyszącymi na godzinę 15.00, podając jej adres lokalu, w którym to przyjęcie będzie miało miejsce. Podziękowała z wrodzonym sobie wdziękiem i zalotnie spojrzała mu w oczy.
- Nie czuje pan, panie Robercie, że coś pomiędzy nami iskrzy? - spytała, nie spuszczając z niego oczu. Chyba przedobrzyłem - przebiegło mu przez myśl, widząc, jak na niego spogląda. Wyczuła, że nie jest gotowy na jakikolwiek flirt z nią, mając za niecałe półtorej godziny ślub z dużo młodszą od siebie, piękną dziewczyną. Widząc jego lekko przyprószone siwizną włosy, oceniała go wiekowo jako rówieśnika, więc nie bardzo rozumiała, co skłoniło go do małżeństwa z tak młodą i zjawiskowo piękną dziewczyną. Z jego zachowania czy 'gruchającego' głosu sądziła, że będzie skłonny do bliższych z nią kontaktów, widocznie nie do końca zrozumiała mowę jego ciała. Robert widząc, że ona oczekuje jakiejś odpowiedzi z jego strony, nie bardzo wiedział, jak wybrnąć z tej sytuacji, w którą sam się zapędził, a właściwie zapędziła go wrodzona uprzejmość i kurtuazja wobec kobiet. Postanowił więc zagrać va banque, bo sytuacja mogła w każdej chwili wymknąć się z pod kontroli.
- Nie wiem, co chciała mi pani powiedzieć, mówiąc o 'iskrzeniu pomiędzy nami', ale chciałbym to od razu wyjaśnić. Jest pani bardzo miła i uprzejma, a ja lubię odwzajemniać się tym samym, wobec osób, które okazują mi życzliwość i są wobec mnie pozytywnie nastawione. Trudno więc mówić o iskrzeniu pomiędzy nami, gdy w grę wchodzi ludzkie traktowanie, kultura, takt i uprzejmość. Być może w innej sytuacji, w czasie kiedy nie utrzymywałem prawie żadnych kontaktów z kobietami, takie słowa w ustach pięknej, zmysłowej kobiety, jaką  pani jest, znalazłyby pewnie odzew z mojej strony, ale teraz, wybaczy pani, że to powiem, nie chciałbym więcej słyszeć z ust pani takich słów. Mówię to bez złości i jakichkolwiek emocji. Tak jak powiedziałem, jest pani miłą, uroczą i nad wyraz uprzejmą osobą, chciałbym, żeby to dalej trwało pomiędzy nami, ale na niwie służbowej - powiedział spokojnym, pogodnym głosem. Zrozumiała, co miał na myśli.
- Panie Robercie! Tak to jest z nami kobietami. Parę miłych, ciepłych słów, tonacja głosu i pańska uprzejmość zawróciła w głowie pewnie nie mnie jednej. Dobrze, że wyjaśnił pan szczerze, że taki pan już jest, a ten diabełek co siedzi w panu i kusi biedne kobiety, wyłazi z pana mimo woli. Nieraz pan pewnie nawet o tym nie wie i dziwi się pan, kiedy któraś z nich naciśnie dzwonek do pana drzwi, o, przepraszam do pana duszy, żeby nie powiedzieć 'serca' - powiedziała to również bez emocji, spokojnym, pogodnym tonem.  
- Ma pan rację! Pozostańmy przyjaciółmi i utrzymajmy ten sympatyczny kontakt, jaki się nawiązał, tym bardziej, że jak sam pan mówi, trochę to jeszcze potrwa. Cały miesiąc przed nami. Może to i dobrze, bo człowiekowi lżej się robi na sercu, słysząc pana głos, śmiech i niech tak zostanie. A na ślubie i przyjęciu będę, przynajmniej tańca mi pan nie odmówi. A tak między nami, to ile pan ma lat, bo z wyglądu brałam pana za mojego rówieśnika, a mam trzydzieści sześć lat, co prawda za miesiąc, ale co tam - podsumowała swoją rozmowę menadżerka.
- Dwa miesiące temu skończyłem trzydzieści dwa lata - odpowiedział pogodnie Robert.
- To skąd te siwe włosy na głowie? - spytała zaskoczona nieco jego wiekiem.
- To dłuższa rozmowa, ale pojawiły się po śmierci mojej pierwszej żony i córeczki - oznajmił z gulą w gardle.
- Zginęły obie na przejściu dla pieszych, potrącone przez młodego, pijanego kierowcę - dodał.
Zamilkła na chwilę i popatrzyła na niego całkiem innym spojrzeniem. Było w nim współczucie, smutek i jakby trochę rezygnacja.
- Jeżeli ci teraz zaproponuję, jako starsza, przejście na ty, to co mi odpowiesz Robercie? - zwróciła się do niego w formie bezpośredniej. Przypominała mu w tym jego asystentkę Anię.
- Przyjemność będzie po mojej stronie - odpowiedział kurtuazyjnie.
- Po mojej większa, ale bruderszaft wypijemy na przyjęciu, po twoim ślubie -  podała mu rękę.
- Zofia! - powiedziała krótko i uścisnęła mu mocno rękę.
- Robert! - odpowiedział równie krótko, oddając uścisk dłoni.
- Ucałowałabym cię tak, żebyś to zapamiętał, ale nie chcę wywoływać sensacji. Poczekam do przyjęcia. Pamiętaj, że mam u ciebie soczystego całusa - oświadczyła pogodnie i z uśmiechem.
- Masz to jak w banku, przy asyście mojej żony. To będzie najbardziej wyuzdany całus z języczkiem. Jesteś tego warta - odparł wesoło.
- To do zobaczenia przed twoim domem - powiedziała Zofia i poszła na zaplecze restauracji.
Robert wyszedł na zewnątrz i zobaczył całą gromadkę, czekającą na niego.
- Coś nie tak było z tym rachunkiem? - zapytała Maria, która wykazywała największe zniecierpliwienie. Ruszyli szybko w stronę domu. Robert otworzył furtkę i drzwi wejściowe. Nim zdążył się usunąć, został prawie staranowany przez Marię, która jak czołg zmierzała do łazienki. Po chwili wyszła do nich odprężona i prawie wesoła.  
- Mamo, o mało nie przewróciłaś Roberta, co cię tak sparło, że zachowywałaś się jak taran? - spytała zdawkowo Victoria, chociaż dobrze wiedziała, co powodowało mamą, widząc jej minę.
- A jak myślisz? - odpowiedziała pytaniem, śmiejąc się Maria.
- Wiesz jaki mógł być smród, gdybym nie zdążyła? - dodała z humorem.
- To może teraz zacznijmy się ubierać, bo za wiele czasu nie mamy - przypomniała Victoria.
Robert zadzwonił jeszcze na komórkę do kierowcy Witka, który był zamówiony przez jego zastępcę na godzinę 13.30 i kiedy usłyszał jego głos, potwierdził godzinę podstawienia samochodu, a następnie szybko przebrał się w przygotowany granatowy garnitur z kamizelką, błekitnego koloru koszulę, w takim samym kolorze krawat oraz pólbuty w kolorze grafitowym tak zwane 'wiedenki' bez noska. Dołożył jeszcze szafirową spinkę do krawata i takiego samego koloru spinki do mankietów koszuli, a potem zszedł do salonu, w którym był już Andrei w beżowym garniturze i białej koszuli z niebieskim krawatem oraz jasnobrązowych półbutach. A na piętrze trwała w najlepsze rewia mody. Victoria, która miała skompletowany całkowicie swój strój ślubny w postaci błękitnej sukni z bolerkiem i odpowiednio dobranych dodatków wraz z turkusowymi sandałami na koturnie oraz takiego samego koloru torebką, też bardzo szybko ubrała się, w czym dopomogły jej już odpowiednio ubrane Elena i Mihaela. W międzyczasie Robert przypomniał sobie o biżuterii dla Victorii. Przeszedł do swojego gabinetu, poszukał klucza od sejfu i odkrył zasłoniętą obrazem pokrywę sejfu i włączył klawiaturę. Wybrał szyfr i kiedy diody zaświeciły się na zielono, otworzył pokrywkę klucza. Włożył i przekręcił klucz, otwierając sejf. Wyjął srebrną szkatułkę, zamknął sejf i wyszedł na górę. Wszedł do sypialni, gdzie druchny-pomocnice kończyły sprawdzanie każdego elementu ubrania Victorii. Ubrana jak do wyjścia Victoria wyglądała w swojej ślubnej kreacji wręcz zjawiskowo.
- Ślicznie wyglądasz, kochanie! - tyle udało mu się wyksztusić, bo wzruszenie dosłownie zamurowało mu krtań. Otworzył szkatułkę i oczom zaskoczonych dziewczyn ukazała się zgromadzona w niej biżuteria. Wyjął z niej, wykonany z białego złota diadem z pięcioma dużymi brylantami oraz szeregiem drobnych diamencików i seledynów, kilka bransoletek, pierścionków, kolczyków i różnej wielkości wisiorków, naszyjników, a na końcu wybrane i zakupione w Tinca obrączki.  
- Wybierz i załóż to, co będzie ci odpowiadało kochanie, bo pasować do ciebie może wszystko, a i siostry też mogą ci coś doradzić - powiedział, odzyskawszy głos.  
- Nie mamy za dużo czasu, więc zdecydujcie się w miarę szybko. To nie są podróbki. To jest wszystko, co mi pozostało po tragicznie zmarłej żonie i możesz wybrać sobie, co będzie ci się podobać, nie bacząc na to, że może mi ją to przypominać, bo los wynagrodził mi hojnie jej utratę, dając mi w zamian ciebie, więc jeżeli coś z tego wykorzystasz, sprawisz mi prawdziwą przyjemność. A obrączki zabiorę do USC - dodał, wkładając puzderko z obrączkami do kieszeni i opuścił sypialnię. Wrócił ponownie do salonu, gdzie zastał oprócz Andrei'a i kierowcy busa obie panie; Marię i Violettę. Obie piękne i podobne do siebie, z intuicyjnie dopracowanymi fryzurami i w dobranych, pasujących do ich sylwetek kreacjach prezentowały się znakomicie, wywołując zachwyt nie tylko Andrei'a, ale i dużo młodszego od niego kierowcy busa. Można było z przyjemnością zawiesić wzrok na ich powabnych sylwetkach. Do tego wizyta w salonie fryzyjersko-kosmetycznym ujęła każdej z nich po dobrych kilka lat.
- Byłeś na górze, tam coś się dzieje, Robercie? - zapytała Maria z lekkim zdenerwowaniem w głosie.
- Byłem! Wyluzuj Mario, wszystko jest w porządku! Victoria jest już ubrana, Elena z Mihaelą sprawdzają każdy szczegół jej ubioru, aby coś nie umknęło uwadze. Zaniosłem im trochę biżuterii po zmarłej żonie i jeśli uznają, że coś będzie można użyć i dodać do jej ubioru, to to zrobią. Victoria w tej błękitnej kreacji wygląda obłędnie, tak, że na jej widok dokumentnie mnie zatkało z wrażenia, więc możesz być Mario spokojna. Twoja nieziemsko piękna córka, daje sobie doskonale radę, a przy tym ma przy sobie dwie dzielne druhny-pomocnice, co nie oznacza, że ty jako matka, która wydaje swoją pierwszą córkę za mąż i ty Violetto, której pierwsza siostrzenica bierze ślub, nie macie powinności wspierać ją radą i służyć pomocą - zwrócił się do matki i ciotki swojej narzeczonej bez emocji, uzmysławiając obu paniom, że chyba coś przegapiają. Być może trafił w sedno, bo obie bez mrugnięcia okiem szybko udały się na górę, by  po chwili schodzić razem z Victorią na dół. Panowie obecni w salonie słysząc dochodzący z góry harmider, wiedzeni ciekawością, wyszli z salonu. Akurat Victoria w towarzystwie mamy i cioci z gracją prawdziwej księżniczki schodziła w dół po schodach. I wyglądała niemal jak gwiazda czy księżniczka, siejąc błyskami rzucanymi przez diamenty duże i małe z diademu wpiętego finezyjnie w jej pięknie sfalowane i wystylizowane, ciemne włosy. Jakby tego było mało, podobne refleksy świetlne rzucała założona na lewą ręką luźna, złota, różnokolorowa bransoleta upstrzona rubinami, topazami, szafirami i szmaragdami oraz delikatny złoty naszyjnik  ze szmaragdowym wisiorkiem. Za nimi schodziła reszta sióstr i kuzynek Victorii, wszystkie prezentując się w pełnej krasie swojej młodości, urody i powabu, wzmocnionej odpowiednimi ubiorami, uczesaniem i makijażem w wydaniu Eleny i Mihaeli, bo młodsze siostry i Violettina czegoś takiego jak makijaż na swoje młodziutkie, urocze i świeże buzie nie potrzebowały. Patrząc na schodzącą po schodach gromadkę pań i młodych dziewczyn można było dostać oczopląsu, bo tworzyły sympatyczną, uroczą i barwną grupę, będącą odpowiednim tłem i oprawą dla Victorii, która była wśród nich niewątpliwą gwiazdą. Wszystkie widziały w oczach obserwujących ich mężczyzn nieskrywany podziw, połączony wręcz z zachwytem.
- I jak Roberciku, może być? - zapytała figlarnie Victoria, kiedy do nich podeszła. Andrei i kierowca zaczęli w jej obecności wymieniać poglądy po rumuńsku, Robert natomiast nie mógł wprost oderwać od niej oczu.
- Victorio, myślę, że zdajesz sobie doskonale sprawę jak wyglądasz, więc po co pytasz? - zapytał głosem faceta, powalonego na łopatki jej zjawiskowym wyglądem.  
- Robercie, kochany mój, pytając, nie miałam zamiaru nadwyrężać twojego ja, czy wprawiać cię w zakłopotanie. Widziałeś, że powiedziałam to z humorem, bez żadnych podtekstów, szczególnie wobec ciebie - odpowiedziała ciepłym, przepełnionym uczuciami głosem.  
- To ty mnie Robercie stworzyłeś taką, jaką teraz jestem i to tobie zawdzięczam, że jestem radosną, szczęśliwą dziewczyną, która niedługo zostanie twoją żoną i będzie najszczęśliwszą kobietą na tym świecie - dodała wzruszona i rozrzewniona, a kiedy nadal milczał, kontynuowała;
- A kto sprawił, że wyglądam i czuję się jak księżniczka? I ty mi mówisz, że zdaję sobie sprawę, jak wyglądam! Tak, masz rację! Zdaję sobie z tego sprawę, ale chciałam, abyś to ty potwierdził, bo to ciebie kocham, tobie chcę się podobać i to przez ciebie chcę być akceptowana. I ty też Robercie dobrze o tym wiesz? - podsumowała ich rozmowę spokojnym, nieco rozedrganym głosem. Robert nic nie mówiąc, objął ją delikatnym, czułym gestem i przytulił do siebie. Przywarła do niego i przez chwilę w milczeniu tulili się do siebie, przekazując sobie wzajemnie pozytywne fluidy. Obserwująca ich rodzina, łącznie z kierowcą busa, zdali sobie sprawę, że jest to rzeczywiście para kochających się bezgranicznie, oddanych sobie osób. Oboje w dobrze dobranych, pasujących do siebie kolorystycznie strojach, przy tym ona zjawiskowo piękna, on równie przystojny, co męski, prezentowali się jako młoda para wręcz wspaniale. Czas gonił, więc szybko jeszcze sprawdzono, czy o niczym nie zapomniano i kiedy uznano, że wszystko zapięte jest na ostatni guzik, usłyszeli dźwięk domofonu. Robert podniósł słuchawkę.
- Witam ponownie panie prezesie i oczekuję państwa na podjeździe - usłyszał głos kierowcy.  
Podziękował za punktualny przyjazd i razem, całą gromadką wyszli przed dom.
Robert zamknął drzwi wejściowe, poczekał, aż wszyscy wyjdą na podjazd, wtedy zasunął bramę i zamknął furtkę. Ponieważ obiecał menadżerce restauracji, że ją zabiorą do USC, więc przekazał to Victorii i poprosił, aby jeszcze chwilę poczekali. Dokładnie o 13.40 na podjeździę pojawiła się Zofia w dopasowanej, granatowej sukience i brązowych czółenkach na półszpilce. Zerknęła na zegarek.
- Czekacie państwo tylko na mnie, tak? - zapytała ogólnie z rozbrajającym uśmiechem.
- Spokojnie Zosiu, jesteś jak zwykle punktualna. Miejsce w busie czeka na ciebie - oznajmił Robert. Do samochodu firmowego wsiadła Victoria wraz z Eleną i Mihaelą oraz Robert, pozostała część rodziny wraz nowo przybyłą Zofią zajęła miejsce w busie. Ruszyli w stronę os. Zgody.  
- Robert, teraz rozumiem dlaczego tak sprawnie i miło nas obsługują w tej restauracji - Elena nie byłaby sobą, gdyby nie skomentowała poufałej znajomości Roberta i menadżerki.  
- To prawda! Zofia sama zaproponowała formę bezpośrednią, a ja zgodziłem się i bruderschaft mamy wypić na przyjęciu. Ja jej wręcz powiedziałem, że będzie to w twojej obecności Victorio -oświadczył Robert.
- I zrobiłeś bardzo dobrze, bo kobiecie w takim przypadku nie odmawia się - skwitowała sprawę Victoria. Parking przed USC był dość duży, lecz w większości zajęty przez samochody pracowników firmy, którzy w dość licznej grupie zjawili się w USC, chcąc uczestniczyć w ślubie prezesa firmy.
Kiedy samochód z Victorią i Robertem oraz bus z pozostałymi członkami rodziny Victorii podjechały na parking przed USC, okazało się, że dzięki roztropności Ani i Małgosi pozostawiono dwa wolne miejsca dla obu samochodów. Kiedy samochody zatrzymały się, tak kierowca jak i Robert wysiedli z samochodu i otworzyli tylne drzwi. Rozległy się oklaski i pierwsze okrzyki na cześć młodej pary. Pierwsza wysiadła Elena i Robert podszedł do drzwi, podając rękę Victorii. Kiedy wysiadła i stanęła obok Roberta, powitały ją gromkie oklaski i ciepłe okrzyki powitania, w rodzaju; Witamy w Polsce!  Witaj Victorio! Podeszły do nich natychmiast Ania z Małgosią oraz Rafał. Cała trójka przywitała ciepło oboje młodych buziakami i uściskami ręki, następnie nastąpiły powitania pozostałych członków rodziny Victorii, gdzie Victoria i Robert przedstawiali ich sobie nawzajem. Po powitaniu całej rodziny przez wymienioną wcześniej trójkę przedstawicieli firmy, do Roberta i Victorii zaczęli podchodzić jego najwcześniejsi współpracownicy, koledzy i przyjaciele, witając serdecznie Roberta, a jeszcze serdeczniej Victorię i pozostałych członków jej rodziny. Całemu powitaniu towarzyszyły przez cały czas okrzyki i oklaski zgromadzonych przed USC pracowników i ich rodzin. Po chwili z USC wyszedł pracownik i otwierając szeroko podwójne, oszklone drzwi zaprosił parę młodych i towarzyszących im członków rodziny oraz najbliższych współpracowników do dużej sali ślubów, mogącej pomieścić około 50 osób. Sama sala okazała się bardzo ładna i stylowa, wzbudzając duży aplauz rodziny Victorii. Zabrakło niestety miejsc dla wszystkich chętnych, ale prawie 50 osób obecnych na sali i tak stanowiło niezłą oprawę dla uroczystości ślubowania.
Miła urzędniczka poprosiła Roberta i Victorię oraz świadków, do gabinetu kierowniczki USC celem uzupełnienia danych i załatwienia spraw formalnych. Okazało się, że świadkiem może być tylko osoba pełnoletnia, więc ani Elena, ani Mihaela nie mogły pełnić tej roli. Victoria i Robert zgodzili się wobec tego, aby ich świadkami byli Ania i Rafał, więc w czwórkę weszli do gabinetu kierowniczki USC, gdzie uzupełnili wszystkie dane i przeszli na salę ślubów. Usiedli na przedzie, na przygotowanych czterech krzesłach, stojących w pobliżu dużego biurka. Środkowe krzesła zajęli Victoria i Robert, Robert z lewej, Victoria z jego prawej strony. Z lewej strony Roberta zajął miejsce Rafał, a z prawej strony Victorii miejsce zajęła Ania.Wkrótce po nich w sali pojawiła się w granatowym, uroczystym stroju kierowniczka USC z grubym, ozdobnym, srebrnego koloru łańcuchem na szyi i podwieszonym wizerunkiem godła polskiego, przed którą mieli złożyć ślubowanie. Urzędniczka po wejściu na salę ślubów ciepło powitała  narzeczonych, świadków oraz najbliższą rodzinę i zgromadzonych gości. Żartobliwie sprawdziła obecność na sali zainteresowanych i ich świadków, a potem uruchomiła w tle przytłumioną melodię marsza weselnego Mendelsona. Przed przystąpieniem do ceremonii ślubu, zadała w sposób żartobliwy kilka pytań; Jak, gdzie i kiedy się poznali? Które z nich wykazało większą determinację do bliższego poznania? Pierwszy pocałunek i kto był inicjatorem? Które z nich pierwsze zaczęło mówić o ślubie? Gdzie i w jakich okolicznościach odbyły się zaręczyny? Wynikło z tego wiele zabawnych incydentów, bo okazało się, że są pierwszą parą narzeczonych, których znajomość i staż narzeczeński jest krótszy niż miesiąc. Na pytanie; dlaczego przy tak krótkiej znajomości, tak im pilno do ślubu? I czym jest to podyktowane? Oboje odpowiedzieli wprost; nie, nie spodziewają się jeszcze dziecka, chociaż kto wie, bo tego nie sprawdzali. A szybki ślub jest im potrzebny, bo bardzo się kochają, a do tego narzeczona chce studiować w Polsce i bez ślubu mogłoby to być dla niej znacznie trudniejsze, jako cudzoziemki. Po wyjściu za mąż za Roberta, polskie uczelnie będą na pewno znacznie dla niej przychylniejsze, gdy przyjmie jego nazwisko. Za te bezkompromisowe odpowiedzi otrzymali od zgromadzonych na sali oklaski, co skutecznie ostudziło żartobliwość i poczucie humoru urzędniczki, która wyraźnie rozkręcała się i być może szykowała do bardziej wyrafinowanych 'pytań-szpilek', ale ostatnie odpowiedzi narzeczonych zdeprymowały ją na tyle, że uznała powrót do ceremonii ślubnej za bardziej bezpieczny niż lawirowanie w mętnych dociekaniach na temat relacji narzeczonych.
Zwróciła się więc do narzeczonych i w ciepłych słowach określiła ich dzisiejszą decyzję, którą za chwilę podejmą w jej i świadków obecności oraz wobec wszystkich obecnych na sali gości w tym; rodziców, przyjaciół i współpracowników, za ogromnie ważną, życiową decyzję.
- Zawierając związek małżeński, jako bliscy już, kochający się ludzie, łączycie razem swoje losy, dążenia i plany życiowe. Od dzisiejszego dnia będziecie już razem stawiali czoła trudnościom, jakich w życiu przecież nie brakuje. Razem będziecie rozwiązywać problemy, razem będziecie odnosić sukcesy i razem będziecie przeżywać i pokonywać niepowodzenia, oby ich było jak najmniej w waszym życiu. W dniu dzisiejszym państwo stworzycie nową rodzinę,  podstawową komórkę w życiu każdego społeczeństwa. Jej trwałość, szczęście i powodzenie będzie zależało od was samych, od waszego wzajemnego zrozumienia, zaufania oraz zdolności do okazywania sobie miłości i stałości w uczuciach. Życie jest szkołą i każdy człowiek musi umieć dostosować się do obowiązujących praw, reguł i zasad. Jako małżeństwo będziecie musieli się nauczyć słuchać nawzajem i w chwili napięć, mniejszych czy większych konfliktów, które przecież zdarzają się w życiu każdej rodziny, umieć je wspólnie rozwiązywać - przedstawiła w skrócie narzeczonym wykładnię ich przyszłego małżeńskiego współżycja już jako rodziny. Po tych słowach kierowniczka USC przeszła do oficjalnej części ceremonii.
- Szanowni narzeczeni! W świetle obowiązujących w naszym kraju przepisów prawa, zawarcie prawomocnego związku małżeńskiego, polega na zgodnym oświadczeniu obojga narzeczonych, że w sposób dobrowolny, świadomi swoich praw i obowiązków chcą zawrzeć związek małżeński wobec kierowniczki Urzędu Stanu Cywilnego, świadków i wszystkich obecnych  w sali gości - zwróciła się do narzeczonych kierowniczka USC. Zgodnie z tym co powiedziała, poprosiła wszystkich o powstanie i poprosiła o powtarzanie za nią słów ślubowania małżeńskiego z wypowiedzeniem imion narzeczonego, rozpoczynając od Roberta, a poźniej zwracając się do Victorii. Oboje zgodnie złożyli swoje przyrzeczenia, w wyniku czego kierowniczka USC biorąc za świadków złożonego przez narzeczonych ślubowania, tak oficjalnych świadków, czyli Anię i Rafała, jak i wszystkich obecnych w sali gości, złożyła uroczyste oświadczenie, że wobec zgodnego złożenia przyrzeczenia małżeńskiego przez obojga narzeczonych, ona powagą swojego urzędu stwierdza ważność zawartego przez Victorię i Roberta związku małżeńskiego, wypowiadając urzędową formułę; że 'małżeństwo Roberta z panną Victorią uważa za zawarte', pozwalając na pocałowanie pani młodej przez nowozaślubionego męża, co niniejszym niezwłocznie uczynili, a obecni na sali goście skwitowali okrzykami i gromkimi brawami. Na zakończenie ceremonii kierowniczka włączyła ponownie 'marsz Mendelsona' i podała na tacce nowopoślubionym małżonkom obrączki ślubne do wzajemnego założenia. Po założeniu obrączek i ponownych pocałunkach przy gromkich brawach poprosiła małżonków i świadków do złożenia podpisów na akcie ślubnym. Na koniec wręczyła Robertowi uroczysty akt małżeństwa i złożyła serdeczne gratulacje obojgu małżonkom,  życząc im wszystkiego najlepszego na wspólnej już od tej chwili drodze życia, wzajemnego wspierania się, dzielenia powodzeniem, a przede wszystkim szczęścia, powodzenia i miłości.  
Na tym ceremonia ślubna zakończyła się, małżonkowie, świadkowie i goście towarzyszący opuścili salę ślubów i wyszli na parking przed urzędem, gdzie zostali przyjęci gorącymi brawami i okrzykami na cześć młodej pary. Gratulacjom, życzeniom, uściskom i łzom szczęścia nie było końca. Victoria, która niesamowicie przeżyła całą ceremonię zaślubin, trzymając się dzielnie i nie okazując cienia słabości w USC, po wyjściu na zewnątrz coś w niej 'pękło' wewnętrznie. Być może stało się to z powodu zbyt dużego napięcia i przeżycia w czasie przygotowań, a późniejsze uczestniczenie w całej ceremonii ślubnej tylko ten stan pogłębiło. Wyglądało to tak, jakby nagle  doznała  jakiegoś potężnego wstrząsu psychicznego, bo trzymając kurczowo Roberta za rękę, na przemian śmiała się i płakała, tuląc się do niego i  obcałowując go po twarzy, po ustach, by po chwili milknąć i zamykać się w sobie, kuląc się i drżąc na całym ciele. Robert tulił ją i głaskał po plecach, oddając pocałunki, ale czuł, że stało się coś bardzo niedobrego i przytulając tkliwie nowo poślubioną żonę, był wręcz załamany jej stanem psychicznym i zachowaniem.  
- Mój Robercik! Mój mężuś! Mój ukochany! Mój na zawsze! - słyszał bez przerwy jej szept.  
Kiedy podeszła do niego Maria i Violetta, równie jak on zaniepokojone i przestraszone jej stanem, nie mógł wypowiedzieć ani słowa. Poprosił je, aby na chwilę zaopiekowały się Victorią, a sam podszedł do grupy współpracowników, skupionych wokół Ani i Małgosi, obserwujących uważnie, co dzieje się wokół Roberta i Victorii.  
- Robert, co się dzieje? - zapytała Ania cichym, zatroskanym głosem.
- Aniu, nie wiem. Coś się w niej załamało. Na przemian cieszy się, tuli i całuje mnie, by za chwilę zalewać się łzami, łkać i drżeć całym ciałem - odparł załamanym, drgającym głosem.
- Aniu, Małgosiu i ty Rafale! Proszę was, zajmijcie się gośćmi i jedźcie do tego zamówionego lokalu. Na razie nie mówcie nic pozostałym. My pojedziemy do kliniki, bo być może nie jest to nic poważnego, ale trzeba to sprawdzić. Jeżeli okaże się, że to nadmiar wrażeń, a nie coś gorszego, to wpadnę na chwilę do lokalu, by przynajmniej przekazać wam, co się dzieje. Rafał, masz wszelkie moje pełnomocnictwa, załatw przyjacielu wszystko tak, jakby był z wami - zwrócił się do swoich oddanych, najbliższych mu przyjaciół, jakim byli dla niego Ania, Małgosia i Rafał. Podziękował im serdecznie za wszystko i pożegnał się, będąc już myślami przy Victorii. A ta widząc go, zbliżającego się do nich, odepchnęła zatrzymującą ją matkę i rzuciła się w jego kierunku, jak człowiek szukający na gwałt pomocy.  
- Mój kochany, mój Robercik! Jesteś! Nie opuszczaj mnie! - szlochała, rzucając się w jego objęcia. Objął ją i przytulił. Kiwnął na kierowcę, który stał z boku ze swoimi kolegami z bazy samochodowej. Podszedł natychmiast i widząc minę Roberta, milczał i czekał na jego dyspozycję.
- Panie Witku, być może pojedziemy na Kopernika. Mam tam znajomego lekarza, ale najpierw podjedziemy do domu - zadysponował. Kiwnął na Marię i na Elenę.
- Słuchajcie, nie wiem, co postanowiłyście, ale ja muszę zabrać Victorię do kliniki. Najpierw jedziemy do domu, spróbuję zadzwonić i rozeznać, gdzie jest lekarz, którego znam i który może pomóc Victorii - przekazał im prawie szeptem informację, tuląc przyklejoną do niego Victorię.
- Jedziemy z tobą do domu, a później jadę z tobą do tego lekarza - równie szeptem odpowiedziała mu Maria. Podeszła do swojej, stojącej przy busie rodziny i przekazała im informację od Roberta. Zebrani wokół USC współpracownicy, przyjaciele i znajomi, widząc, że coś niedobrego dzieje się wokół niego i jego nowopoślubionej żony, kiedy pokiwał im ręką na pożegnanie, zrobili to samo. W między czasie Rafał, Ania i Małgosia puścili wici, że prezes zaprasza wszystkich do lokalu, na skromne przyjęcie z okazji ślubu i dojedzie, z chwilą wyjaśnienia przyczyn zasłabnięcia nowo poślubionej żony Victorii. Robert tymczasem wraz z Victorią podeszli do samochodu firmowego. Pomógł wsiąść Victorii do samochodu, kiedy pojawiła się przy nim menadżerka z restauracji.
- Widzę, Robercie, że dzieje się coś niedobrego, tak? - zapytała  ze współczuciem w głosie.  
- Zosiu, co ci mam powiedzieć? Victoria doznała jakiegoś wstrząsu i muszę jechać z nią do lekarza. Najpierw muszę go jednak zlokalizować, jest to jeden z moich nielicznych przyjaciół z poza mojej firmy i jeśli on nie pomoże, to mogą być problemy - odpowiedział zrezygnowanym głosem i wsiadł do samochodu, siadając koło Victorii, z drugiej strony usiadła Maria, a Violetta usiadła z przodu, obok kierowcy. Do busa wsiadła pozostała część rodziny i razem ruszyli w stronę domu...cdn...

5 komentarzy

 
  • StSzk

    StSzk · 3 cze 2017 · 200922650

    Nie rozumiem do końca przedmówców, ze przeszkadza im mała odmiana nastroju. Przecież nie może być cały czas tak słodziutko. Rozumiem, że autor ma jakiś plan na dalszy ciąg i postanowił trochę odsłodzić wprowadzając jakieś elementy może nie do końca grozy. Dozowanie napięcia akcji jest ok.

  • LOL19

    LOL19 · 2 cze 2017 · 287366574

    Bardzo fajne opowiadanie. Czekam z niecierpliwością na dalszą część
    Tak trzymaj i oby jak najszybciej pojawiło się kolejne opowiadanie

  • Xx

    Xx · 1 cze 2017 · 196859590

    Czyli mam rozumieć że to piękne opowiadanie kończy się w taki sposób ? Mam nadzieję że to nie prawda

  • baba

    baba · 1 cze 2017 · 194993914

    Założyłeś rozwleczenie tego tematu do 40 części? Gratuluję, prawie się udało! Mam nadzieję, że po odczytaniu wyciągu bankowego "ROBERCIK" osiwieje do końca. Ciekawe - jesteś w stanie to opowiadanie jeszcze dosłodzić? Mnie już przestało bawić, więc nie będę go już czytał. Pozdrawiam

  • Santa

    Santa · 1 cze 2017 · 274273653

    Witam. Trudno jest cokolwiek sugerować autorowi, pokazać swój punkt widzenia na dane opowiadanie. Opowiadanie super, co prawda bałam się takiego obrotu sprawy, "pisałam wcześniej", niestety wyszło jak wyszło i tak musi być. Dlatego postanowiłam nie komentować opowiadań już więcej, tak oto kończę  mój pobyt na stronach internetowych.Pozdrawiam AUTORA i czytelników.