Olivia, Victoria II - cz. V

Teraz jednak Robert należał niepodzielnie do niej. Całując go, nabrała ochoty na seks 'na dobranoc', tym bardziej, że dotykając go, wyczuła, że on również jest podniecony, nie mniej od niej.
- Masz chęć pokochać się na dobry sen? - zapytała cichym, 'gruchającym' głosem.
- Kochanie, dobrze wiesz, że niewiele jest rzeczy, których bym ci odmówił czy nie spełnił, ale na pewno twoje zaproszenie, wypowiedziane takim tonem do nich nie należy - odparł ze śmiechem. To mówiąc ściągnął t-shirt i po chwili zastanowienia, także spodenki. Victoria też nie czekała, aż ją rozbierze i sama ściągnęła koszulkę w której była. W poświacie jaką dawało nocne oświetlenie, kojarzyła mu się jak żywa bogini Venus. Przywarła do niego i przesunęła się nieco w górę, aby umożliwić mu popieszczenie jej piersi ustami. Zaczął je delikatnie obrysowywać językiem, lizać to jedną to drugą, potem dołączył palce, lekko gładząc i muskając palcami jedną, a zasysając i ssąc leciutko ustami drugą. Poskutkowało. Victoria zaczęła dyszeć i pojękiwać, a Robert lekko wzmocnił nacisk palców i dotyk języka, obejmując ustami coraz większą powierzchnię sutka to jednej, to drugiej piersi. Podniecenie Victorii narastało coraz bardziej. Zaczęła spychać dłońmi jego głowę w kierunku dolnych partii jej ciała. Zaczął więc zsuwać się w dół, pieszcząc i liżąc językiem każdy skrawek jej ciała. Zatrzymał się na chwilę w okolicach pępka, ale ona coraz mocniej sygnalizowała mu, że ma zająć się jej 'skarbem' na dole, więc przesunął się całkiem w dół i dotarł językiem do wzgórka i krótko przyciętych włosków łonowych. Zaczął od krótkich liźnięć wzdłuż szczeliny, poczynając od dołu w górę i odwrotnie. Aprobowała to, bo jej pojękiwania przeszły w pomruki, a cipka zaczęła produkować 'lawę' soków, które zaczął zlizywać i spijać. Smakowała wyśmienicie, więc po kilkakrotnym przesunięciu językiem wzdłuż, zaczął lizać ją w poprzek szczeliny od jednego do drugiego uda, otwierając językiem jej 'firaneczki' przesłaniające szparkę, poczynając od góry. Przez chwilę zajął się łechtaczką, liżąc ją i podszczypując wargami wzdłuż i w poprzek, w zmiennym tempie i z różną siłą nacisku, a wtedy jej pomruki przybrały na sile i kiedy trafiał w szczególnie czuły punkt, sygnalizowała to drganiem ciała. Oblizał palce, aby je oczyścić dodatkowo i wprowadził do szparki najpierw jeden, potem dołączył drugi palec, suwając nimi po górnej ściance pochwy wzdłuż i w poprzek, cały czas nie przestając operować językiem w obrębie łechtaczki i jej okolic. Podniecenie Victorii i ilość jej soków nieustannie rosły i w pewnej chwili wyczuł pod palcami lekkie, wzdłużne zgrubienie. Przesunął więc po nim palcami w głąb pochwy, natrafiając na ledwie wyczuwalną wypukłość, którą potarł lekkimi muśnięciami. Victoria w tym momencie wrzasnęła i zwarła nogi, zaciskając uda na jego głowie, strzykając mu na twarz kilkoma strużkami cieczy i znieruchomiała, drżąc na całym ciele. Po chwili uspokoiła się i rozluźniła. Podniosła się i sięgnęła po niego rękami. Przesunął się do góry i kiedy znalazł się na jej wysokości, mocnymi całusami i liźnięciami języka dziękowała mu za spełnienie.
- Dałeś mi to, Robercie! Miałam mega orgazm, podobnie jak swego czasu w Krakowie - powiedziała uszczęśliwionym głosem.  
- Nie tylko ten twój 'wojownik' ale i twoje palce potrafią grać na mojej cipce, jak na keyboardzie - dodała i zobaczyła, że ich 'zabawa' na dobry sen ma czwórkę widzów, bo oprócz Eleny i Olivii także Mihaelę i Violettinę, które przybiegły, słysząc jej wrzaski i siedziały teraz na bocznych łóżkach Mihaela wraz z Eleną, a Violettina z Olivią.
- No siostrzyczko, dałaś nieźle czadu. Wydzierałaś się co najmniej dwa razy głośniej ode mnie - odezwała się Elena.  
- Nie odbieraj tego, jakbyśmy miały coś przeciw temu, ale teraz ciężko nam będzie zasnąć, mając w pamięci to, co widziałyśmy - dodała, jakby miała pretensję do Victorii, że uprawia głośny seks, wiedząc, że oprócz niej w kamperze leżą jeszcze cztery napalone dziewczyny.
- Wydaje mi się, że to jest wasz problem, nie mój czy Roberta - odpowiedziała Victoria.
- A miałabyś coś przeciw temu, gdybyśmy poprosiły Roberta, aby nam trochę pomógł rozładować to napięcie? - zapytała, sondując wytrzymałość i cierpliwość Victorii i Roberta.
- Jak ty sobie wyobrażasz tę pomoc? Ma lizać kolejno wasze cztery cipki? - zadała pytanie wprost, rozdrażniona nonsensownym pytaniem Eleny.
- Zresztą, niech Robert sam się wypowie, co o tym sądzi - powiedziała, dając mu do zrozumienia, że Elena ją zdenerwowała i sam może odnieść się do jej 'prośby'.
- Elenko, mam rozumieć, że wypowiadasz się nie tylko w swoim, ale w imieniu was wszystkich, więc chcę powiedzieć, że jest mi niezmiernie miło, że macie tak dobre zdanie o moich możliwościach, w tym wypadku seksualnych - rozpoczął Robert swoją wypowiedź dość spokojnie, chociaż lekceważący ton wypowiedzi Eleny zabolał go bardzo.
- Chcę jednak przypomnieć wam znane powiedzenie' 'Co za dużo, to niezdrowo', więc proszę, żebyście były uprzejme uzmysłowić sobie, że jestem waszym szwagrem, a dla Mihaeli i Violettiny przyszywanym kuzynem, ale przede wszystkim jestem mężem Victorii, waszej siostry i kuzynki. Dlatego proszę, uszanujcie jej prawa do mnie i nie zachowujcie się jako nasi goście w myśl polskiego porzekadła; 'gość nie świnia, swoje prawa ma' - kontynuował.
- Znacie swoją siostrę i kuzynkę na tyle dobrze, że wiecie, jak bardzo was kocha i przymyka oczy na wiele rzeczy, ale bez przesady. Poza tym traktujemy was wszystkich jako dorosłych lub prawie dorosłych, dlatego ani ja ani moja żona nie mamy zamiaru ograniczać się ze względu na was w jakichkolwiek poczynaniach czy zachowaniach, bo dla nas ta wyprawa jest jednocześnie podróżą poślubną. Słuchając teraz ciebie Elenko, można było odnieść wrażenie, że to my mamy uważać na swoje zachowanie wobec was, aby nie urazić waszych odczuć, nie uprawiać seksu, nie okazywać sobie zbyt głośno wzajemnych uczuć, bo to was razi, prowokuje, rozpala, nie pozwala spać. Jeżeli tak rozumiecie naszą wspólną podróż, to rzeczywiście zaszło wielkie nieporozumienie. Proponuję więc, zakończmy na tym naszą wspólną wyprawę, bo nie jestem i nie będę robotem, spełniającym wasze zachcianki w każdym miejscu i o każdej porze Zgodziłem się na tę wspólną podróż, bo wiem, jak bardzo was kocha i jest za wami moja żona, która w ten sposób chciała wynagrodzić wam swoją chwilową niedyspozycję i pozbawienie was wakacji w naszym domu, ale wszystko ma swoje granice - zakończył Robert swoją chyba najostrzejszą wypowiedź do sióstr i kuzynek Victorii. Po jego słowach zapadło totalne, prawie fizycznie odczuwalne milczenie, a potem dał się słyszeć cichy płacz Olivii i Violettiny, najmłodszych uczestniczek zapowiadanej podróży. Mihaela nic nie mówiąc, wycofała się w stronę przedniego łóżka, pociągając za sobą Violettinę. Elena też odczuła wagę słów Roberta i przez dobrą chwilę nie ruszyła się na swoim łóżku. Tylko ciche pochlipywanie Olivii, przypominało jej, jak bardzo musiała wstrząsnąć Robertem jej niezbyt przemyślana i lekkomyślna wypowiedź. W duchu przyznawała mu rację, lecz jej buntownicza natura nie chciała się pogodzić z takim widzeniem czy przedstawieniem całej sprawy przez Roberta. To co ona uważała za lekką, żartobliwie przedstawioną propozycję wspólnej 'zabawy' erotycznej, zostało przez Roberta odebrane jako zamach i ograniczenie ich swobody czy prawa do ustalania reguł pobytu w kamperze, obowiązujących w tej podróży. To czego ona nie mogła zrozumieć, doskonale zrozumiała Olivia, która nie zastanawiając się, wstała ze swojego łóżka, przetarła łzy i wsunęła się na tylne łóżko, pomiędzy Victorię i Roberta.
- Ja jadę z wami, nie wyrzucajcie mnie - oświadczyła przymilnym głosem, całując na przemian Victorię i Roberta.  
- Pojedziesz, nie martw się, prawda Robercie? - uspokajała ją Victoria, a Robert też pokiwał głową, że zgadza się z nią i pogłaskał Olivię po buzi. Zadowolona, podziękowała im buziakami i grzecznie, jak mała dziewczynka, wróciła na swoje łóżko. Victoria słysząc spokojne lecz jednocześnie bardzo ostre słowa Roberta, uspokoiła się i przytuliła do niego, obejmując go ramieniem i po chwili Robert usłyszał jej równomierny oddech, świadczący, że zasnęła. Sam również słysząc, że zasnęła, wyciszył emocje i też pogrążył się we śnie. Elena, która w niezamierzony sposób wywołała całą awanturę, długo nie mogła zasnąć, ale w końcu i ona wyciszyła się na tyle, że Morfeusz znalazł do niej dostęp. Wydarzenia wieczorowo-nocne spowodowały, że Robert obudził się później niż zazwyczaj. Poczuł, że śpi w środku, otoczony dwoma ciałami. Odwrócił głowę w stronę Victorii i uśmiechnął się. Przykryta białym prześcieradłem, okolona puklami ciemnych włosów, słodko spała. Z drugiej strony, w kusej koszulce spała skulona przy ścianie Olivia, która z determinacją nie odpuściła bezpośredniego kontaktu ze swoim idolem. Robert miał wielką ochotę pogłaskać ją po buzi, ale powstrzymał się, nie chcąc jej budzić. Zsunął się z łóżka i zerknął na wypięty, nagi tyłek Eleny, do której nie czuł już złości i wszedł do kabiny. Zrobił poranną toaletę, ubrał spodenki i powrócił do łóżka, wsuwając się ponownie w środek pomiędzy Victorię i Olivię. Jego ruchy obudziły Olivię. Otworzyła oczy i zobaczyła, że Robert przygląda się jej. Uśmiechnęła się, widząc, że patrzy na nią przychylnym wzrokiem, więc nabrała śmiałości.  
- Nie jesteś zły, że przyszłam na wasze łóżko? - upewniała się, nie robiąc żadnego ruchu.
- Nie jestem i nie byłem zły na ciebie, przecież wiesz o tym - odpowiedział cicho, nie chcąc budzić Victorii. Ale Victoria też wyczuła, że coś się dzieje i otworzyła oczy. Zobaczyła uśmiechającego się do niej męża.  
- Ty już wstałeś, po co? - zapytała i dotknęła jego ogolonej brody.  
- Aby usunąć szczotkę z mojej brody i móc bez obawy pocałować na dzień dobry moją kochaną żonę - odparł, uśmiechając się do niej. Pochylił się i złożył na jej ustach czuły pocałunek. Odwzajemniła się mocniejszym całusem i zauważyła głowę Olivii za Robertem.  
- Co, nie odpuściła ci? Spała z nami, tak? - zapytała ze śmiechem.
- Zauważyłem to dopiero, kiedy obudziłem się - odpowiedział cicho, tylko do jej uszu.
- Nie było ci gorąco przy dwóch piecykach, jak to określiłeś wczoraj? - przypomniała mu.
- Klimatyzacja jest dość sprawna, więc dało się widocznie wytrzymać, bo nie obudziłem się jak wczoraj - odparł.  
- To popieść ją teraz, bo pewnie po to przyszła, a bała się ciebie obudzić. Ja idę do kabiny, zrobić poranną toaletę i pewnie będę ze dwadzieścia minut - szepnęła cicho, dała mu buziaka i zsunęła się z łóżka. Robert odwrócił się do Olivii.
- I co, wygodnie ci się spało, tak przyciśniętej do ściany? - zapytał pogodnie.
- Pewnie, a nie chciałam się przytulać, żeby nie było ci gorąco i żebyś mnie nie pogonił - odpowiedziała i przytuliła się do niego. Przygarnął ją ramieniem i pocałował, na co odpowiedziała natychmiast z pasją. Dotknął jej odsłoniętych, drobnych piersi i lekkimi muśnięciami pogładził wokół brodawek. Zadrżała i uznając to za przyzwolenie, a także zaproszenie do zabawy, wsunęła rękę w nogawkę spodenek i objęła dłonią będącego w półzwodzie kutasa. Momentalnie zaczął rosnąć w jej ręce, więc chwyciła za nogawkę i zaczęła ściągać spodenki. Uniósł ciało i pozwolił zsunąć je do kolan, a następnie podnosząc nogi, całkowicie zdjąć. Potem odwróciła się, wypięła w jego stronę i sięgnęła po sztywnego już kutasa. 'Nasmarowała' go swoimi sokami i delikatnie wprowadziła w siebie, a kiedy uniósł nogę, wsunęła go w siebie głęboko, dociskając się do jego krocza. Potem sięgnęła po jego rękę i położyła na swoich pączusiach, zapraszając go do zabawy z nimi. Zaczęli ze sobą współpracować, a Olivia jak doświadczona kochanka zaczęła nabijać się na niego, zmieniając tempo, kąt i siłę, starając się przy tym zachowywać w miarę cicho, ale od czasu do czasu wyrywał się z jej ust przytłumiony jęk czy głośniejsze dyszenie, które zaczęło przybierać na sile w miarę wzrostu podniecenia czy doznań. Robert pieszcząc z wyczuciem jej drobne piersi, sam zaczął odczuwać coraz większe podniecenie, więc siłą woli uruchomił swój wyćwiczony mechanizm powstrzymania się od wytrysku. Zadziałało i osłabiło poziom podniecenia. Kontrolując swoje reakcje, przyspieszył tempo i siłę kopulacji oraz przesunął rękę z piersi na wzgórek i łechtaczkę. Po krótkiej chwili Olivia wydała mocniejszy jęk, wcisnęła się mocno w krocze Roberta i znieruchomiała. Czułymi gestami ręki gładził jej piersi, ciało i wzgórek. Wysunęła się z niego i całując go, dziękowała za doznania. Po chwili wróciła Victoria i zobaczyła uśmiechniętą, szczęśliwą minę Olivii.
- Zadowolona? - zapytała. Olivia pokiwała głową radosna i wyluzowana.
- Możesz iść do kabiny, póki jest wolna - powiedziała Victoria. Olivia poderwała się i szybko znikła w kabinie. W międzyczasie obudziła się Elena. Widząc, że Victoria z Robertem nie śpią, uśmiechnęła się do nich.
- To co, dacie mi jeszcze jedną szansę czy mam się zabierać z kampera? - zapytała pojednawczym głosem. Robert, któremu przeszła złość na nią, oczekiwał trochę innych słów, na wszelki wypadek nic nie odpowiedział, więc Victoria uznała, że sama musi uzmysłowić siostrze, aby zmieniła swoje poglądy i nastawienie, bo Robert rzeczywiście potraktuje ją tak, jak na to zasługuje.
- A znasz może moja siostro takie słowo jak 'przepraszam'? - zapytała ją bez złości.
- A co ja takiego zrobiłam, żebym musiała przepraszać? - zapytała Elena, nie poczuwając się do żadnej winy.
- To może inaczej; kim dla ciebie jest Robert i za kogo go uważasz? - zapytała lekko już rozdrażniona, bo Elena skądinąd bystra i inteligentna osoba, szła w zaparte, nie znajdując w swojej wczorajszej wypowiedzi nic takiego, za co powinna przeprosić.
- Jak to kim jest dla mnie Robert? Twoim mężem, a moim szwagrem. A za kogo go uważam? Za twojego męża, fajnego faceta z poczuciem humoru, no i posiadającego sporą kasę - odparła z uśmiechem, nie znajdując związku pomiędzy pytaniami Victorii, a ewentualnym przegięciem w swojej wczorajszej wypowiedzi.
- Wiesz co Elena? Uważałam cię za bystrą, mądrą dziewczyną, a ty dalej rżniesz, teraz już chyba konsekwentnie, 'głupa' i ma rację Robert, że lepiej zakończmy na tym tę naszą wspólną podróż czy wyprawę, bo widzę, że ty nie masz zamiaru zmienić ani swojego nastawienia ani zrozumieć, że swoimi głupimi czy lekkomyślnymi wypowiedziami obrażasz nie tylko mnie, swoją siostrę, ale i Roberta, mojego męża. A ja głupia rozczulałam się nad wami, że swoją chwilową psychozą pozbawiłam was przyjemnych wakacji i chciałam wam to jakoś zrekompensować, ale tak jak powiedział mój mąż, wszystko ma swoje granice. Teraz widzę, że to był mój błąd i ty na pewno z nami nie pojedziesz, bo swoimi głupimi odzywkami i traktowaniem Roberta faktycznie tak jak robota, jak to zrobiłaś wczoraj, nie będziesz nam zatruwać podróży, która ma być przyjemnością, a nie użeraniem się z tobą i twoimi zachciankami. Pamiętasz chociaż co powiedziałaś? Jakimi słowami odezwałaś się do faceta, którego nasz tata nazywa 'dobrodziejem' rodziny i uznaje za najmilszego syna, ty, jego córka? Pamiętasz jak ryczałaś z rozpaczy, kiedy przyjechaliśmy, że stało się coś złego, strasznego i tylko Robert może temu zaradzić i pomóc. A wczoraj uznałaś go za kogo? Za żigolaka, który ma wylizać ci cipkę, bo widziałaś jak robi to ze mną, swoją żoną, która go kocha jak nikogo na tym świecie i który również kocha mnie, swoją żonę. I według ciebie powinien to zrobić, bo inaczej nie zaśniesz. Olivia, młodsza od ciebie zrozumiała, że nie można tak odzywać się do kogoś, do kogo żywi się szacunek i uznanie, a ty oczywiście nie masz za co przepraszać. Tak więc siostro, miarka się przebrała i faktycznie przebierz się i odejdź, bo przekroczyłaś wszelkie granice przyzwoitości - Victoria podobnie jak wieczorem Robert, wygarnęła Elenie dokładnie wszystko to, czym zawiniła wobec niej i wobec Roberta. Dopiero po tych słowach do Eleny dotarło, że starsza siostra, która zawsze była dla niej wzorem do naśladowania i najlepszą przyjaciółką, straciła do niej cierpliwość, bo swoimi słowami obraziła nie tylko ją, ale i Roberta, jej ukochanego męża. W oczach Eleny pojawiły się łzy, ale było za późno na skruchę i próbę przepraszania. Zdała sobie sprawę, że obraziła w szczeniacki sposób Roberta, człowieka, który okazał jej wiele sympatii i nie tylko. Był przy tym cierpliwym, dobrodusznym człowiekiem i przyjacielem, a ona nastolatka wystąpiła do niego z tekstem i słowami, których by pewnie nie użyła nawet wobec swojego rówieśnika czy kolegi, bo obawiałaby się, że mogłaby za coś takiego oberwać z jego ręki, a użyła wobec Roberta. Sama przed sobą przyznała, że nadmierne spoufalanie nie sprzyja jednak zachowaniu pewnych granic, których nie powinno się przekraczać. Bo teraz już wiedziała, że je przekroczyła wobec Roberta, który okazał jej tyle sympatii i dobrej woli. Bez słowa zebrała się, pozbierała swoje rzeczy i opuściła kamper. Kiedy Olivia wróciła z kabiny, Eleny już nie było. Po chwili zobaczyli jak od przodu idą w ich kierunku Mihaela, a za nią Violettina.
- Możecie iść do kabiny, jest wolna - poinformowała je Victoria. Weszły obie i chwilę trwało, zanim pojawiły się z powrotem. W międzyczasie ubrali się i oni, Robert uporządkował pościel na bocznych łóżkach, nakrył je i z pomocą obu dziewczyn przypiął pasami, a potem podniósł je do pozycji pionowej i przymocował do ściany, tworząc z nich oparcie dla bocznych siedzisk. Następnie podniósł stolik do pozycji podróżnej. Kiedy powróciły Mihaela i Violettina, siedzieli już i czekali na nie. Przywitały się buziakami na 'dzień dobry' i widząc, że są ubrani do wyjścia, obie przeszły na przód i ubrały swoje ciuchy, a potem Mihaela tak jak Robert, uporządkowała pościel na ich łóżku, nakryła przykryciem i przypięła pasami, tak jak to było przed ich przyjściem. Kolejno wychodzili z kampera, na końcu Robert, który wyłączył oświetlenie nocne, a potem wypiął elektryczny kabel z przedłużacza, zwinął go i ulokował w schowku, podobnie jak przedłużacz, który zwinął i schował w przybudówce gospodarczej. Weszli do jadalni i Robert przywitał się z paniami, potem z Andrei'em i przysiadł się do niego, Victoria natomiast po przywitaniu się z ojcem, razem z dziewczynami podeszła do kuchni, oferując mamie pomoc w przygotowaniu śniadania. Ponieważ Maria miała sporo chętnych rąk do pomocy, podziękowała co niektórym, wysyłając ich do jadalni. Po krótkiej chwili na stole pojawiło się jadło i potrzebne naczynia oraz sztućce. Każdy wybierał to, na co miał ochotę i po półgodzinie było po śniadaniu. Teraz należało zakończyć pakowanie się przez poszczególnych członków rodziny, tych co udawali się w podróż kamperem i tych, którzy jechali do ośrodka wypoczynkowego w Hajduszoboszlo. Maria, która dowiedziała się od Eleny, co zaszło pomiędzy nią, a Victorią i Robertem, poprosiła ich i Andrei'a do ich pokoju. Kiedy posiadali gdzie kto mógł, głos zabrała Maria i w skrócie przedstawiła Andrei'owi całą sprawę.
- Wiem już, co między wami zaszło od Eleny, więc czy możecie mi powiedzieć, jak to przedstawia się z waszej strony - zwróciła się do Victorii i Roberta.
- Mamo, tato! Wczoraj Elena zachowała się mniej więcej jak ostatnia gówniara, po prostu obraziła Roberta w sposób, który jest nie do przyjęcia i to nie tylko ze względu na mnie. Nie wiem, co ci powiedziała, ale było to nie pierwszy raz. Tak jak powiedziałam, namówiłam Roberta, żebyśmy przyjechali do Tinca, bo chciałam, aby jechały z nami w podróż po Rumunii, chcąc im wynagrodzić to, że musiały wrócić przez moją chwilową psychozę do domu. Wczoraj przed snem kochaliśmy się z Robertem i ja się trochę powydzierałam, bo było mi bardzo dobrze, fakt, że w ich obecności. Ale widziały i słyszały jak się kochamy z Robertem nie jeden raz, więc się nie krępowałam. Po wszystkim Elena wystąpiła wobec mnie z pretensjami, że uprawiamy seks na ich oczach i przez to napalone nie będą mogły spać, więc moja siostrunia zapytała mnie wprost czy będę miała coś naprzeciw, jeżeli poproszą Roberta, żeby je przeleciał, przepraszam. żeby im pomógł pozbyć się napięcia. Zabrzmiało to tak, jakby Robert był maszyną i po nakręceniu mógł je bzykać po kolei. Zagotowałam i nie mogąc prawie mówić, zwróciłam się do Roberta, żeby powiedział, co o tym sądzi. Więc Robert powiedział, co o tym wszystkim myśli, mówiąc wprost, że jeżeli to się powtórzy, to rezygnuje ze wspólnej podróży i jedziemy dalej sami. Rano Elena nie poczuwając się do żadnej winy, zapytała czy podtrzymujemy to, co powiedział Robert i ma się wynosić do domu. Zapytałam więc czy zna słowo 'przepraszam', to odpowiedziała, że nie zrobiła nic takiego, za co miałaby przepraszać. Więc powiedziałam jej grzecznie, żeby była uprzejma opuścić kamper, bo nigdzie już z nami nie pojedzie. Nie mam zamiary pozwalać mojej siostrze na obrażanie mojego męża i traktowanie go jak żigolaka, który na każde życzenie mojej siostruni ma ją kryć jak ogier klacz. To tyle mamo i tato, co mam do powiedzenia w tej sprawie - zakończyła swoją wypowiedź Victoria. Maria zapytała Andrei'a czy zrozumiał, o czym mówiła Victoria. Kiwnął głową, że tak i potwierdził to po rumuńsku.  
- To teraz wiemy, na czym stoimy - powiedziała Maria.
- Obie wiemy, jaki charakter ma Elena, więc masz rację, że lepiej będzie, jak z wami nie pojedzie. A Olivia, co z nią i z dziewczynami Violetty? - zapytała.
- Mamo, sama wiesz, że Olivia kocha Roberta pewnie nie wiele mniej ode mnie i ani ja ani Robert nie mielibyśmy sumienia nie zabrać jej z nami, więc na pewno z nami jedzie. Co do Mihaeli i Violettiny jeszcze ich o to nie pytałam, ale jeżeli zechcą z nami jechać, to je zabierzemy, prawda Robercie? - zwróciła się do Roberta. Nie odpowiedział, ale kiwnął głową na znak zgody.  
-To są ciche i zgodne dziewczyny, może też podkochują się w Robercie, ale mam to pod kontrolą, więc nie widzę powodu, żeby ich nie zabrać z nami. A ty jak to widzisz Robercie? - ponownie odwołała się do Roberta.
- To są twoje kuzynki, więc nie będę wypowiadał się, bo byłoby to podejrzane, nie sądzisz" - odpowiedział pytaniem na pytanie. Obie z Marią wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, a Robert udał, że go to nie obchodzi.
- Dobrze, powiem więc Elenie, że jedzie z nami do ośrodka na Węgry - powiedziała Maria.
- Teraz jeszcze sprawa samochodu. Jest wynajęty na siedem dni, chcecie go mieć do dyspozycji przez cały czas, czy będzie teraz z wami przez te sześć dni i przyjedzie na końcówkę waszego pobytu, tak żebyście mieli czym wrócić, gdyby nas nie było? - zapytał Marii Robert.  
- Zresztą, ustalimy to na miejscu w ośrodku - oświadczył. Zakończyli wiec rozmowę i wrócili do jadalni, gdzie oczekiwało na nich całe towarzystwo. Elena zaciekawionym spojrzeniem spoglądała na mamę i Victorię.  
- Jedziesz z nami do ośrodka na Węgry Eleno. Victoria i Robert nie chcą narażać się w podróży na twoje humory i zachcianki, a szczególnie na głupie odzywki i komentarze. Jeżeli się kogoś obraziło, to się przeprasza, a nie walczy w zaparte o swoją rację. I ja ich popieram, ojciec zresztą tak samo. Napytasz sobie w życiu biedy córko, jeżeli nie zmienisz swojego charakteru i nastawienia roszczeniowego w stosunku do innych osób, które będą w twoim otoczeniu - powiedziała Maria w obecności wszystkich. W odpowiedzi na jej słowa w oczach Eleny pojawiły się łzy, ale zawziętość i porywczy, buntowniczy charakter wziął górę. Zacisnęła zęby i wyszła z pokoju ze spuszczonymi oczami.
- A wy jedziecie z nami czy zostajecie z mamą w ośrodku - zapytała Victoria kuzynki.
- Jeżeli nas zabierzecie, to wolałybyśmy jechać z wami - odpowiedziała w swoim i Violettiny imieniu Mihaela.  
- Prawdę mówiąc, prawdopodobnie nigdy więcej nie powtórzy się podobna okazja podróżowania i poznawania naszego kraju - dodała, uśmiechając się ciepło do Victorii i Roberta.  
- Czy wszyscy są spakowani i gotowi do wyjazdu? - zapytała Maria. Oprócz Eleny, która część swoich ciuchów miała w kamperze, reszta była spakowana. Elena rozżalona na cały świat, a szczególnie na Victorię i Roberta nie chciała iść do kampera, więc Victoria poprosiła Olivię, która wiedziała gdzie i jakie ciuchy Elena pakowała, aby udała się z nią do kampera.
Zebrały ciuchy do torby i wróciły do jadalni. Elena zła jak osa zabrała torbę do siebie do pokoju. Punktualnie o dziewiątej przed dom zajechał bus. Maria wyszła przed dom i zaprosiła kierowcę do jadalni, traktując go niemal jak domownika. Po chwili postawiła przed nim pachnącą kawę ze śmietanką i koszyk z ciastkami domowej roboty. Robert widząc kierowcę poprosił Marię, żeby zapytała go czy przypadkiem nie orientuje się, gdzie najbliżej mógłby opróżnić zbiornik w kamperze z agresywnymi fekaliami.  
- Z tego co on mówi, to oczyszczalnia w Tinca może odebrać takie ścieki, bo posiada oddzielny zbiornik, gdzie neutralizuje się takie agresywne ciecze - powiedziała Maria, po rozmowie z kierowcą.
- A zna ktoś z was dojazd do oczyszczalni? - zapytał Robert. Maria zapytała kierowcę, czy zna dojazd i kierowca potwierdził, ale w tym momencie włączył się do rozmowy Andrei, który słyszał ich rozmowę. Zwrócił się do Marii po rumuńsku i powiedział kilka słów.
- Robert, Andrei mówi, że pojedzie tam z tobą i pomoże ci opróżnić zbiorniki z brudną wodą oraz z fekaliami - powiedziała Maria.
- A jak się dogadamy? - zapytał Robert.
- Przecież wiesz, że Andrei prawie wszystko rozumie jak się do niego mówi po polsku, tylko nie bardzo chce mu się mówić. Ale teraz czuję, że dla ciebie podejmie ten trud i doskonale się porozumiecie, tak Andrei? - zapytała męża.  
- Tak, na pewno! - wyksztusił w miarę poprawnie Andrei.  
- A teraz w prawo, teraz w lewo, prosto, do tyłu czy stój, to i Robert zrozumie - powiedział ze śmiechem.
- Mówiłam, że to leń! Po prostu nie chciało mu się wysilać swojej mózgownicy - roześmiała się Maria.
- Dobra, ważne, że możecie się dogadać, więc jedźcie, bo wypada dojechać na te Węgry o przyzwoitej porze - powiedziała Maria. Zebrali się i wsiedli do kampera. Za nimi do kampera wsiadła Olivia, bo przecież nie mogła puścić swojego ukochanego 'idola' samego w drogę, choćby do oczyszczalni. Usiadła na bocznym, podróżnym fotelu i zachowywała się jakby jej nie było.
- Chcesz prowadzić? - zapytał Robert Andrei'a. Ten pokręcił głową, że nie chce.
- Może powiedz, dlaczego nie chcesz i to od ciebie chcę to usłyszeć - powiedział Robert.
- Nie, nie mam lęków powypadkowych, ale nie chciałbym uszkodzić kolejnego samochodu - powiedział Andrei czystą polszczyzną. Nie zaskoczył tym Roberta, miał w pamięci Mihaelę.  
- To siadaj i nie marudź, bo nie mamy dużo czasu. Dalej Andrei, w drogę, jedziemy do oczyszczalni - powiedział Robert, siadając na miejscu pasażera.  
- Biegi włącza się tak samo, tylko jest ich o dwa więcej, więc możesz zacząć od dwójki, dźwignia w lewo do oporu i w dół. Ruszamy! - powiedział do Andrei'a, który usiadł na miejscu kierowcy.  
- Starter jest po lewej stronie, taki duży niebieski grzybek, a stacyjka jak w każdym samochodzie - dodał, wręczając mu kluczyk do stacyjki. Andrei włożył kluczyk i przekręcił. Na pulpicie z zegarami zaświeciły się diody, oznaczające, że instalacja jest gotowa do rozruchu. Andrei wycisnął sprzęgło i nacisnął starter uruchamiając rozrusznik. Rozległ się dźwięk rozrusznika i silnik cicho zamruczał, wzbudzając ledwo uchwytne drgania pojazdu.  
Ruszyli i Andrei podobnie jak Robert, wolno przejechał pierwsze metry, dostosowując prędkość do stopnia opanowania pojazdu. Był jednak zawodowym kierowcą, więc dość szybko wdrożył się i opanował technikę jazdy nieznanym, ale łatwo prowadzącym się, dużym samochodem. W krótkim czasie dojechali do oczyszczalni ścieków i Andrei kierując się oznakowaniem poszczególnych ciągów, dojechał do osobno zlokalizowanego zbiornika z nietypowymi fekaliami. Zatrzymał się przed szlabanem i kiedy pojawił się pracownik w uniformie zakładowym, Andrei rozmawiał z nim przez chwilę. Pracownik otworzył szlaban i idąc przed kamperem wskazał miejsce i przyłącz, do którego należało podpiąć węża spustowego. Andrei wspólnie z Robertem podpięli węża i Robert otworzył zawór w zbiorniku. Pracownik w tym czasie obserwował wskazania rejestratora, ile cieczy zostało zrzuconej z samochodu. Po opróżnieniu zbiornika wypisał kartkę z ilością cieczy i pożegnał się z nimi. Na pytanie gdzie mogliby uzupełnić zbiorniki z czystą wodą, powiedział, że zawór z czystą wodą wodociągową jest przy głównym budynku administracyjnym, w którym zapłacą również za wodę jak i za ścieki. Podjechali w pobliże zaworu z wodą i uzupełnili zbiorniki wody czystej oraz zbiornik fekalny do określonego poziomu, a następnie na parking przed budynkiem głównym. Robert z Olivią weszli do wnętrza i podeszli do kasy z odczytami fekaliów i wody. Olivia pełniąc rolę tłumacza pośredniczyła w rozmowie. Kasjerka podliczyła i podała sumę należności kilkudziesięciu RON, którą uiścił Robert. Wsiedli do kampera i powrócili w okolice domu rodzinnego Olivii. Weszli na chwilę do domu i zobaczyli, że wszyscy są gotowi do wyjazdu. Należało tylko odnowić zapasy pożywienia i napoi w kamperze dla pięciu osób. Podjechali więc do najbliższego supermarketu i wspólnie dokonali niezbędnych zakupów na podróż kamperem, jak i dla jadących do ośrodka wczasowego. Wszyscy byli w dość dobrych nastrojach, poza Eleną, która rozżalona na Victorię i Roberta, w ich obecności zachowywała się jak obrażona królewna, traktując ich jak powietrze. Robert, który zaczynał 'wymiękać' i zastanawiać się czy nie dać jej kolejnej szansy, widząc jej nieprzejednaną, wojowniczą i konfrontacyjną postawę, zrezygnował ostatecznie ze swojej ugodowej propozycji, przyjmując, podobnie jak ona, obojętną wobec niej postawę. Victorię, która prawdopodobnie myślała podobnie i też zastanawiała się czy nie próbować przekonać Roberta do zmiany postanowienia co do Eleny, zachowanie siostry zraziło również i przestała myśleć o jakiejkolwiek ugodzie z Eleną. Po dokonaniu zakupów ruszyli w podróż do ośrodka wczasowo-rozrywkowego w Hajduszoboszlo na Węgrzech. Kampera prowadził już Robert, obok niego siedziała Victoria, a pasażerki w osobach Olivii, Mihaeli i Violettiny siedziały na bocznych fotelach podróżnych, obserwując widoczne przez szeroką szybę przesuwające się krajobrazy. Atmosfera w kamperze była z powodu nieobecności Eleny dość ciężkawa, ale tak Olivia jak i obie kuzynki po wywołaniu przez Elenę niespodziewanej awantury, przyznawały rację Victorii i Robertowi. Zdawały też sobie sprawę, że Elena jest osobą bezkompromisową i ze swoją buntowniczą, konfliktową naturą mogła wywoływać pod byle jakim pretekstem kolejne awantury, które ich wspólną podróż zamieniłyby w koszmar, a nie przyjemną wycieczkę poznawczo-krajoznawczą na terenie Rumunii. Jednak nieobecność Eleny wywołała w kuzynkach Victorii różne odczucia. Violettina, która była cichą wielbicielką Roberta była jednoznacznie zdecydowana na dalszą podróż, tym bardziej, że jej prawie rówieśniczka Olivia jedzie razem z Victorią i Robertem, a to przecież jej kumpela, tak jak dla Mihaeli była Elena. Dlatego Mihaela zaczęła zastanawiać się, czy nie lepiej pozostać z matką i Eleną w ośrodku, ale ostateczną decyzję postanowiła podjąć dopiero na miejscu w Hajduszoboszlo. Przed wyjazdem z Tinca Robert za pośrednictwem Victorii uzgodnił z kierowcą busa, że w miarę możliwości będą starać się trzymać razem w drodze na Węgry. Stąd kamper Roberta jechał jako pierwszy, a bus trzymał się za nim. Do Hajduszoboszlo mieli około dwustu kilometrów, więc nie szarżowali tempa jazdy. Robert z włączonym GPS starał się jechać mniej więcej równym rytmem, z dozwoloną prędkością, bo nie chciał podpaść rumuńskiej policji drogowej, planując spędzić prawie miesiąc na drogach rumuńskich. Dojechali do Oradea i kierując się wskazaniami GPS, płynnie przejechali przez południowo-zachodnie przedmieście, wyjeżdżając na drogę wiodącą w stronę przejścia na granicy rumuńsko-węgierskiej, Bors-Artand. Nie zaczepiani przez celników i służbę graniczną znaleźli się na drodze wiodącą w stronę Debrecen i Hajduszoboszlo. W Derecske skręcili w lewo w kierunku Hajduszoboszlo i po kilkudziesięciu minutach znaleźli się na obrzeżach miasta, do którego zmierzali. Zatrzymali się na pierwszym parkingu, na którym znaleźli wolne miejsca i zaczęli rozglądać się za jakimś lokalem, w którym mogliby coś zjeść i zdobyć jakieś informacje. Ruch na drodze był dość duży jak zwykle w pełni sezonu wypoczynkowego. Ustalili wspólnie, że Robert, Victoria i Maria rozejrzą się trochę w terenie w celu zdobycia informacji. Podeszli do widocznego niedaleko hotelu i weszli w trójkę do przeszklonego holu. Podeszli do recepcji i Robert powitał po angielsku recepcjonistkę. Odpowiedziała mu dość płynnym angielskim i zapytała czego sobie życzą. Poprosił więc o informację, czy jest w mieście jakieś centrum informacyjne, gdzie można by było uzyskać informacje na temat wolnych miejsc dla sześciu, ośmiu osób na okres trzech tygodni. Sympatyczna recepcjonistka skierowała ich do kompleksu hotelowego w samym centrum miasta. Podziękowali i wrócili do samochodów. Ruszyli ulicą, którą wjechali do miasta i dojechali do centrum. Zjechali na olbrzymi parking i na szczęście trafili na dwa wolne, oddzielne miejsca niezbyt od siebie oddalone. Po zaparkowaniu, tak jak poprzednio w trójkę udali się do wnętrza okazałego budynku hotelowego. Podeszli do recepcji i Robert podobnie jak poprzednio zwrócił się po angielsku do recepcjonistki, witając ją i prosząc o informację na temat wolnych miejsc dla ośmiu osób na okres trzech tygodni. Recepcjonistka poprosiła o chwilę przerwy i po przejrzeniu w komputerze wykazu wolnych pokoi, oznajmiła, że jest wolnych kilka apartamentów na poszczególnych piętrach, ale są też wolne dwa apartamenty obok siebie na pierwszym piętrze, które są stosunkowo znacznie droższe od innych ze względu na standard.
Są to dwa apartamenty cztero-pokojowe, z których trzy są sypialniami, a czwarty pokojem gościnnym dla siedmioosobowej rodziny. Każdy apartament posiada dwie łazienki, aneks kuchenny i pomieszczenie garderoby z wbudowanymi szafami. Jedna łazienka jest przy dużej, małżeńskiej sypialni, a druga dla dwóch sypialni, dwu i trzech osobowej. Koszt wynajmu apartamentu wynosi 299 Euro/doba. Victoria słysząc informację o cenie wynajmu luksusowego apartamentu w środku sezonu, sama nabrała chęci na pobyt w takich warunkach w tej pięknej, zachwalanej powszechnie miejscowości, znanej w całej Europie z unikatowego mikroklimatu, wód termalnych oraz licznych atrakcji wypoczynkowo-relaksacyjnych w postaci licznych kąpielisk, basenów z wodą zwykłą i termalno-zdrowotną, a zwłaszcza olbrzymiego basenu z wodą morską, ze stylizowanym nabrzeżem udającym brzeg morski. Poprosiła recepcjonistkę o chwilę przerwy również w języku angielskim i zwróciła się do Roberta czy nie mogliby sami również skorzystać z jednego z tych apartamentów, zatrzymać się w tym uzdrowisku na przykład na dziesięć dni i dopiero wtedy zdecydować, czy zostają na dłużej razem z rodziną czy jadą w podróż po Rumunii. Robert, który był w Hajduszoboszlo wcześniej z nieżyjącą żoną i córeczką i miał z pobytu dość miłe wspomnienia, bał się jednak trochę czy pobyt nie wywoła w nim smutnych skojarzeń, ale widząc nieukrywany zachwyt Victorii i jej mamy, oglądających ciekawie opracowany prospekt reklamowy związany z uzdrowiskiem, odrzucił wszelkie obiekcje i przystał na propozycję żony.  
- Zgoda, zostajemy! Sądzę, że Olivia, a także Mihaela z Violettiną również z chęcią zostaną z nami. Mario, rozumiem, że akceptujesz pobyt w tym ośrodku, tak? - zwrócił się do Marii.
- Pewnie, jeżeli chociaż w części wygląda to tak, jak na prospekcie, to może to być atrakcja życia dla nas z Andrei'em, jak i dla naszych dzieci - odpowiedziała.
- Co do czasu pobytu, to muszę porozmawiać z Andrei'em i Violettą. Zaraz ich poproszę, a wy załatwiajcie z panią rezerwację obu apartamentów - powiedziała i sięgnęła po komórkę.
W między czasie Robert wznowił rozmowę z recepcjonistką ustalając, że rezerwuje wstępnie obydwa apartamenty, a za chwilę poda dokładnie na jaki czas. Poprosił również o informację, czy jest możliwość skrócenia okresu pobytu i w jakim terminie przed rezygnacją należy powiadomić recepcję. Kiedy w recepcji pojawiła się Violetta, Andrei i Mihaela, Maria i Victoria przedstawiły im możliwość wynajmu dwóch apartamentów obok siebie, dla czternastu w sumie osób, pytając do którego dnia sierpnia ma urlop Violetta i Andrei. W końcu ustalili, że dniem końca pobytu ma być 29 sierpnia, czyli wynajem ma obejmować dwadzieścia osiem dni, poczynając od obecnego dnia. Robert podał więc recepcjonistce okres wynajmu obu apartamentów oraz jednego, jednoosobowego pokoju dla kierowcy busa. Po usilnych poszukiwaniach i uzgodnieniach recepcjonistka znalazła dla kierowcy dwuosobowy pokój w tym samym budynku, ale na innej kondygnacji. Co do możliwości skrócenia pobytu i zwolnienia apartamentu, ustalono, że możliwość taka istnieje i należy zgłosić to co najmniej dwa dni robocze przed opuszczeniem apartamentu. Robert zapytał również czy istnieje możliwość wykupienia wraz z wynajmem; biletu czy karnetu umożliwiającego korzystania z posiłków oraz z kąpielisk i urządzeń w kurorcie. Taka możliwość była, więc Robert poprosił o wliczenie tego do ogólnej sumy wynajmu. Po podsumowaniu kosztu wynajmu apartamentów, pokoju, kosztów całodziennych posiłków i kosztów wstępu na prawie wszystkie kąpieliska objęte systemem SPA i Aquaparku, całkowity koszt w Euro po uwzględnieniu rabatów wyniósł dwadzieścia cztery tysiące siedemset pięćdziesiąt Euro. Robert zgłosił, że należność chce uregulować kartą Visa, został więc poproszony do kasy głównej, gdzie znajdował się terminal bankowy. Kasjerka wpisała numer karty, wsunęła ją do terminala i po pojawieniu się komunikatu, poprosiła o nr PIN. Robert wpisał i po chwili pojawił się komunikat, że transakcja została zaakceptowana. Kasjerka wydrukowała potwierdzenie wpłaty i poprosiła, aby powrócił do recepcji, gdzie otrzyma fakturę. Wrócił więc do recepcji, odebrał fakturę, potwierdzenie rezerwacji i nr dwóch miejsc parkingowych na parkingu oraz po dwa klucze do apartamentów i jeden klucz od pokoju kierowcy. Poinformowała również, że w ciągu dwóch godzin będą do odebrania w recepcji karty na posiłki we wszystkich restauracjach należących do kompleksu oraz karnety umożliwiające wstęp na wszystkie kąpieliska i urządzenia w kurorcie, za wyjątkiem kilku nielicznych, wymienionych w karnecie. Podziękowali sympatycznej recepcjonistce i opuścili recepcję, udając się na parking. Victoria poprosiła wszystkich członków rodziny wraz z kierowcą busa do zebrania się przy kamperze, a potem przekazała głos mamie z prośbą, aby poinformowała wszystkich co załatwili w hotelu.  
- Moi kochani, zostajemy na razie wszyscy tutaj, w tym hotelu. Robert wynajął dla nas dwa apartamenty i pokój dla pana kierowcy prawie do końca miesiąca, bo do 29 sierpnia, kiedy to będziemy musieli opuścić hotel. Byczymy się więc tutaj prawie miesiąc, mając opłacone całodzienne wyżywienie i wstęp na wszystkie kąpieliska, baseny, plaże i urządzenia przez cały okres pobytu. Pan kierowca busa zostaje z nami przez cały ten okres, ma opłacony pokój w tym samym budynku i korzysta ze wszystkiego tak jak my wszyscy. I to tyle, jak zwykł mówić Robert, a teraz zabieramy to, co mamy ze sobą i idziemy do tego raju, jak to opisują w reklamowym prospekcie tego kurortu - zakończyła Maria pełną pasji i radości wypowiedź. Kiedy skończyła rozległy się gromkie okrzyki radości ze strony wszystkich zebranych, wzbudzając zainteresowanie przechodzących obok wczasowiczów i gości uzdrowiska. Mając przyznane miejsca parkingowe obok siebie, Robert i kierowca przestawili pojazdy na właściwe miejsca, a potem wszyscy razem zabrali co większe bagaże z samochodów i łącznie z kierowcą udali się do hotelu. Apartamenty były na pierwszym piętrze, a pokój kierowcy na szóstym, więc kierowca wziął od Roberta klucz i udał się do windy, notując przy tym numery ich apartamentów, gdzie umówili się za pół godziny, zamierzając wspólnie udać się do restauracji na obiad. Kiedy podeszli na pierwsze piętro i otworzyli drzwi, zorientowali się, że apartamenty są usytuowane obok siebie w układzie lustrzanym. Robert i Victoria zaproponowali Marii i Andrei'owi wybranie apartamentu. Wybrali pierwszy, więc pozostała kwestia, kto z nimi ma zamieszkać, oprócz dwóch najmłodszych córek i Eleny. Dołączyła do niej z racji wieku Mihaela i obie zajęły pokój trój-osobowy. W tym układzie do Victorii i Roberta dołączyła Olivia z Violettiną i Violetta, zajmując pokój trój-osobowy. Wszędzie było schludnie, czysto i pachnąco. Po częściowym rozpakowaniu się i odświeżeniu, panie przebrały ciuchy, zrobiły się na 'piękne' i oczekiwały wraz z panami na kierowcę, który punktualnie o umówionej porze zjawił się przed ich drzwiami. Zapukał do drzwi apartamentu zajmowanego przez Marię i Andrei'a i zaproszony, otworzył drzwi. Widząc, że są gotowi do wyjścia, wycofał się oczekując na korytarzu. Po chwili dołączyli do niego mieszkańcy obu apartamentów i razem udali się do restauracji. Po obiedzie wrócili do swoich pokoi, a następnie przynieśli z samochodów resztę bagaży, przebrali się na bardziej plażowo i udali do recepcji. Odebrali od recepcjonistki bezimienne karnety z czipami dla każdej osoby, mieszkańca hotelu. Ruszyli całą gromadką na rekonesans po uzdrowisku. Była pełnia sezonu, więc każdy z mijanych basenów był przepełniony, a hałas powodowany różnorodną muzyką dochodzącą z każdego mijanego sklepiku czy knajpki zaczynał być denerwujący dla pań i Andrei'a. Victoria z Robertem jakoś to wytrzymywali, tak samo jak Elena i Mihaela, ale młodzież od Olivii i Violettiny poczynając, a na Andreei i Marice kończąc była tym harmiderem i muzyko podobnym hałasem wprost zachwycona. Tym bardziej, że na ich drodze co rusz pojawiały się budki z lodami, automatami z różnorodną odmianą słodyczy, paluszków, czipsów, napoi oraz stoiskami typu kebab, makaron smażony po chińsku i tym podobne. Kiedy minęli kilkanaście różnej wielkości basenów krytych i otwartych wypełnionych turystami i wczasowiczami, doszli do największego basenu zwanego środziemno-morskim ze słoną wodą. Z racji swojej wielkości (ponad 6000 m2 ) był najmniej zatłoczony. Przy basenie znajdował się statek-bar przycumowany do sztucznego nabrzeża, imitującego morski brzeg oraz latarnia morska. Mankamentem tego basenu było brak jakiegokolwiek zacienienia na przykład od palm, ale widocznie nikomu to nie przyszło do głowy, prawdopodobnie w myśl zasady; po co cień, jak jest woda, czysta z błękitnym odcieniem, podobnie jak na karaibskich lagunach. Jakby tego było mało, to za statkiem i nabrzeżem znajdowało się małe jezioro z przystanią i sprzętem do pływania typu rowerek wodny czy kajak. Ich karnety umożliwiały korzystanie z tego rodzaju sprzętu czy urządzeń typu zjeżdżalnie czy tunele wodne, basenów ze sztucznymi falami o sile od niewinnych zmarszczek na wodzie do fal od półtora do dwa i półmetrowych, czy też dna które mogło wibrować z siła do ponad 4 stopni w skali Richtera, imitując trzęsienie ziemi o tej sile. Po obejściu części terenu uzdrowiska łącznie z basenami z wodami termalnymi, będąc już nieco zmęczeni i spacerem, a przede wszystkim tłumami ludzi i hałasem, wrócili do hotelu i do klimatyzowanych pomieszczeń w apartamentach. Victoria i Robert z wielką ulgą odetchnęli świeżym, przyjemnie schłodzonym powietrzem. Rozebrali się i oboje odświeżyli w łazience spocone lekko ciała, a potem Victoria w samych majteczkach, a Robert w spodenkach z przyjemnością wylądowali w miękkim, wygodnym fotelu stojącym w ich sypialni, Robert na spodzie, a Victoria na jego kolanach. Na widok jej kształtnych, miękkich w dotyku i jednocześnie sprężyście jędrnych piersi oraz zadziornie sterczących sutków podniecił się, co natychmiast wyczuła.  
- Chcesz się napić czegoś chłodnego? - zapytała Victoria patrząc mu zalotnie w oczy i drażniąc tyłkiem twardego już kutasa.  
- Na razie to mam chęć na ciebie - odparł, gładząc jej piersi i suwając ręką po jej ciele, za każdym razem coraz niżej. Za kolejnym razem zsunął się na wzgórek. Nie wytrzymała. Kiedy przesuwał ręką w górę pochwyciła ją i ściągnęła w dół, wsuwając ją w majtki. Dotknął szparki, była już bardzo wilgotna. Była tak samo napalona na niego jak on na nią.  
- Chodź na łóżko, będzie wygodniej, nie sądzisz? - usłyszał w przerwie pomiędzy całowaniem przez nią jego ucha. Poczuła, że chce wstać, więc podniosła się i poczekała aż wstanie. Podniósł się i chwycił ją na ręce, Przytuliła się i poczekała, aż przybliży się do łóżka, chcąc zsunąć się w dół, ale nie pozwolił jej na to. Podszedł i delikatnie położył ją na posłanie, kładąc się obok niej. Przysunął się do jej piersi i zaczął całować to jedną, to drugą, liżąc i wodząc językiem wokół brodawek, zasysając od czasu do czasu i ssąc sutka jak niemowlę. Zaczęła coraz szybciej dyszeć i pojękiwać, więc zaczął przesuwać się w dół liżąc i podszczypując wargami jej ciało. Dotarł do wzgórka i włosków i zaczął robić to samo, lizać i wiercić językiem wokół wzgórka, a potem łechtaczki. Przyspieszył tempo i nacisk języka na łechtaczkę liżąc ją wzdłużnie i po bokach. Podniecenie Victorii wzrastało lawinowo, więc nabrała chęci na coś bardziej ostrzejszego. Odwróciła się na brzuch, zabierając mu 'zabawkę' sprzed oczu i ust, podgięła wolno kolana, a potem wspierając się na rękach przyjęła pozycję w jakiej chciała by ją 'przeleciał'.  
- Robert, moja cipka chce być 'rżnięta', więc załatw ją tak, żeby jej się odechciało, a ty to potrafisz zrobić, że później pamięta to przez tydzień - odezwała się żartobliwie, traktując swoją cipkę jako autonomiczną część ciała. Nie miał wyjścia. Uklęknął za nią, nasmarował kutasa obficie wydzielanymi 'sokami' i 'wjechał' do jej szparki, przedzierając się przez przesłaniające ją 'firaneczki' głęboko, dobijając udami do jej pośladków, rozpoczynając ostre 'rżnięcie' zgodnie z jej życzeniem. Czuła go bardzo głęboko, ale trzymając go rękami za pośladki nie wyhamowywała jego pchnięć, chciała tego, tak że jej pojękiwania, dyszenie i stękanie przy każdym pchnięciu, zlewało się z 'mlaskami' ich ciał. Ponadto, pochwycił jej piersi jedną ręką, a drugą sięgał i tarmosił łechtaczkę. Tak skumulowane działanie doprowadziło Victorię dość szybko do finału, zresztą nie tylko ją. Robert był tak samo napalony, a że nie hamował swojego podniecenia, więc orgazm dopadł go prawie równocześnie z Victorią, zaraz po tym jak zaczęła sygnalizować jękami i uruchomieniem mięśni pochwy, że szczytuje. Poczuł jak kutas zaczyna mu drgać i pulsować, potem ciepło przesuwanego nasienia i wytryski, sprawiające mu przyjemną ulgę i zadowolenie. Victoria ogarnięta przyjemnym bezwładem, poczuła te lekkie uderzenia i przeciskanie się nasienia pomiędzy ściankami pochwy a kutasa, pogłębiło to tylko jej doznania. Kiedy opadły emocje, zreflektowała się, że Robert spuścił się w niej i może poplamić nakrycie pościeli.
- Robert, potrzebny ręcznik, bo poplamimy to nakrycie naszymi 'sokami' - poprosiła. Szybko poderwał się i podszedł do łazienki, złapał pierwszy z brzegu mniejszy ręcznik i wrócił do żony. Leżała już na plecach, zaciskając uda. Zaczął wycierać jej cipkę i okolice oraz własne krocze i nogi, bo poczuł, że też jest mokry. Wycierał i całował, wycierał i całował, aż w końcu odebrała mu ręcznik.
- Chcesz mnie znowu rozpalić? I czym ją zaspokoisz, tą małą fujarką? - roześmiała się widząc, jaki malutki zrobił się ten jego 'wojownik'.
- Dotknij go i poruszaj skórką, to się przekonasz - powiedział buńczucznie, próbując się bronić. Zrobiła to i ze zdziwieniem zobaczyła, że zaczął szybko rosnąc w jej ręce.
- No nie! Jak ty to robisz? - zaśmiała się, czując, że znowu się podnieciła.
- Ja coś robię? Przecież to ty trzymasz go w ręce. To na ciebie tak reaguje - stwierdził i sam się zdziwił, że w jej ręku kutas tak szybko odzyskuje formę. Ale to przecież jej powaby i atrybuty kobiecości tak na niego wpływają. Zauważył też, że jej cipka też zalśniła od jej soków. Byli po prostu nie nasyceni sobą, a do tego wpływ na to miała już pewnie piękna pogoda, komfortowe lokum i mikroklimat tego uzdrowiska-raju na ziemi, jak określał to miejsce reklamowy prospekt. A przecież dopiero rozpoczęli w nim swój pobyt...cdn...

5 komentarzy

 
  • POKUSER

    POKUSER · 4 paź 2017

    Bardziej obstawiałem, że to Olivia przekroczy granicę, a tu Elena... Ciekawi mnie tylko jak szybko Elena się zreflektuje, bo po przeprosinach długo się na nią gniewać nie będą. Świetna część, a dodatkowo moje ulubione szczegóły, szczegóły i kwoty dziękuję

  • Lordvader

    Lordvader · 4 paź 2017 · 193143514

    No i niewyparzony język wywalił pannicę z wakacji. Ale może jescze wróci. Jak zwykle super z polotem. Aż chce sie czytac i nie można się oderwać. Już czekam na kolejną część.

  • HaGriDx97

    HaGriDx97 · 4 paź 2017

    Kurde,zrobiło mi sie smutno z powodu Eleny,zbyt zurowa kara jak na to co powiedziała,moze zdobedzie sie na przeprosiny i wróci do kampera

  • Robert72

    Robert72 · 3 paź 2017

    Świetne !!!

  • stoper

    stoper · 3 paź 2017

    wreszcie powiedzieli Elenie co myślą o jej zachowaniu i utarli jej nosa zastanawiam się czy rodzice też nie powinni dać jej kary czyli pokazać hotel i odesłać do domu żeby tam przemyślała wszystko co mogła by mieć gdyby potrafiła się zachować gdy nie przeprosi Roberta i Victorii w ich obecności i obieca zmianę w stosunku do nich  
    znowu masz błąd w opowiadaniu Paweł ci się wkradł