Olivia, Victoria II - cz. XXXVII

Chłopak pomagając Kasi, nie ukrywał, że zaimponowała mu bardziej od dziewczyny - rówieśniczki, z którą się zabawiał. Ta widząc teraz zachowanie młodszej od siebie dziewczyny i reakcję chłopaka, z którym wiązała widocznie jakieś nadzieje, też nie wyglądała na zbyt zadowoloną.
- O ile dobrze pamiętam, to masz na imię Antek czy Tosiek, bo chyba tak zwracał się do ciebie Julek, mój brat? - przypomniała Kasia chłopakowi ich wcześniejsze spotkania.
- Czyżbyś interesowała się mną już wcześniej Kasiu? Wybacz, ale dotąd tego jakoś nie kojarzyłem i nie zauważyłem - przygadał jej z rozbrajającą szczerością, pewnie nieco rozczarowany tym, że pomimo jego usilnych starań, dotychczas nie zwracała na niego uwagi.  
- Nie wiem, o czym mówisz, ale i tak cię lubię – usłyszał w odpowiedzi.
          Kasia, wyraźnie rozbawiona umizgami chłopaka i zakamuflowaną pretensją,  
zerknęła na jego dotychczasowa partnerkę. Jej mina nie wróżyła nic dobrego, a do tego Kasia poczuła od niej alkohol, podobnie jak od chłopaka.  
          Zdała sobie sprawę z tego, że Julian pewnie nie zakładając tego nawet w myśli, nie przewidział, że przyjmując zaproszenie, jego koledzy założyli z góry jakąś formę balangi i przynieśli ze sobą alkohol, a potem wykorzystując rozległość posesji i jego nieuwagę, gdzieś ten alkohol spożywali.  
          Gdyby rodzice czy Robert dowiedzieli się o tym, że młodzieżowe towarzystwo Juliana piło alkohol i bawiło się w wodzie, to Julek mógłby mieć wiele nieprzyjemności. Dotarło też do niej, że dziewczyna będąc pod wpływem alkoholu, jest skłonna do wywołania burdy czy awantury i za próbę podrywania czy odbicia chłopaka, pewnie chętnie by ją sprała.  
     Nie była tchórzem i czuła się na tyle silna, że pewnie poradziłaby sobie z niewiele od niej starszą dziewczyną, ale nie miała ani cienia wątpliwości, że taka awantura mogłaby przekreślić jej plany, związane z wyjazdem z Robertem i Victorią.
          Bójka w domu Roberta i do tego w łazience, wywołałaby nie lada sensację i pewnie przykre konsekwencje tak dla niej jak i dla Juliana. Na to nie mogła sobie pozwolić.  Zreflektowała się więc i wyraźnie zdenerwowana, szybko wyszła z wanny.  
     Wywołała tym niemałe zdziwienie i zdezorientowanie u Olivii, która biorąc z niej przykład, rozebrała się i również zamierzała wejść do wanny. Widziała przy tym wyraźne rozbawienie i zainteresowanie ich nagimi ciałami w oczach chłopaków.
          Sprawiało jej to wyraźną frajdę, ale kiedy zauważyła dość nieprzychylne spojrzenia, rzucane przez dziewczyny, zrozumiała zachowanie i postępowanie Kasi. Tym bardziej, że i do niej dotarł też zapach alkoholu od uczestników zabawy.    
- Chodź Olivio, wychodzimy! Wam również to radzę, jeżeli nie chcecie mieć problemów z moimi rodzicami i Robertem, właścicielem tego domu. Jeżeli dowiedzą się, że piliście alkohol i będąc na rauszu buszowaliście w basenie, narazicie siebie i Juliana na nieprzyjemności.
          Kasia nie okazując specjalnie złości czy emocji, zwróciła się tak do Olivii, jak i do zabawiających się w wannie nastoletnich gości Juliana, aby opuścili niezwłocznie łazienkę, jeśli nie chcą mieć dalszych kłopotów. Po czym zebrała swoje ciuchy i kiedy Olivia bez słowa zrobiła to samo, obie opuściły łazienkę, wracając do sypialni.
- Olivio, ubieramy się i idziemy poszukać Juliana. Coś wydaje mi się, że mój braciszek też pogrywa z rodzicami i z Robertem. Być może, że sam też uczestniczył w tej pseudo-balandze - odezwała się do Olivii, kiedy były już same.
- Kasiu, nie sądzisz, że to zaszło trochę za daleko? Przecież to Julian jest twoim starszym bratem, a nie odwrotnie. I chyba nie musimy szukać go zbyt daleko, bo pewnie jest w swoim pokoju razem z Violettiną - Olivia zareagowała dość ostro na słowa Kasi.  
- Nie wiem, po co mi to mówisz, ale jeżeli mama czy Robert zorientują się, że Julek pił alkohol ze swoim towarzystwem, a potem jakby nigdy nic obsługiwał urządzenia basenowe, to utraci całkowicie zaufanie Roberta i pogrąży tym samym w jego oczach całą naszą rodzinę. Chciałabyś tego dla siebie i swojej rodziny? Ja też tego nie chcę.
          Tą wypowiedzią przyparła dosłownie Oliwię do muru. Przez chwilę nic nie mówiła, tylko z niedowierzaniem w oczach kręciła przez chwilę głową, obserwując Kasię.  
- Tak myślałam! Więc pozwól, że będę działać tak, jak uważam, aby chronić moją rodzinę.
           Bez słowa ubrały się i ruszyły w kierunku pokoju Juliana. Kasia zapukała i po chwili drzwi otworzył Julian. Widząc je obie, spojrzał na nie nieco zaskoczonym spojrzeniem.
- Co wy tu robicie? Coś się stało? - zapytał z lekką nutą zaniepokojenia w głosie.  
- Julianie, wiesz, że twoje towarzystwo jest wyraźnie ‘nawalone’? W łazience przy sypialni czwórka twoich koleżanek i kolegów zabawia się w wannie. Robią to za twoją wiedzą i przyzwoleniem? A może i ty piłeś razem z nimi, co?  
          Kasia nie bawiła się z bratem w niuanse czy podchody i prosto z mostu wyrzuciła z siebie nurtujące ją myśli czy podejrzenia.  
- A jeśli tak, to co cię to obchodzi? To chyba nie twoja sprawa, żeby szpiegować mnie czy moje towarzystwo? I przypominam ci też, że to ja jestem twoim starszym bratem.
          Julian, podobnie jak Kasia, zagrał z nią na ostro, odpowiadając jej w podobny sposób. Ale to nie z nią te numery. Do tej pory byli ze sobą dość dobrze zżyci i mieli prawie wzorcowe relacje jako brat i młodsza siostra.  
          Teraz swoją wypowiedzią wywołał u niej wręcz odwrotny skutek i prawie wściekłość. Poczuła się niemal zagrożona nieodpowiedzialnym zachowaniem brata. Przecież Robert ufał im jednakowo i Juliana traktował wręcz jako swojego młodego przyjaciela, a nie jako syna swoich przyjaciół czy współpracowników.  
- Ty wiesz, co teraz mówisz do mnie? Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że jak mama czy Robert poczują od ciebie alkohol, to będziesz miał przerąbane? To tak odwdzięczasz się Robertowi, że nie reagujesz, kiedy twoi koledzy wnoszą do jego domu alkohol i pijesz go razem z nimi? Przecież Robert traktuje cię jak swojego przyjaciela, a i ty podobno też tak odnosisz się do niego? Co więc takiego stało się, że zachowujesz się, jakby ci odbiło?  
          Kasia w pierwszej chwili miała zamiar wdać się w ostrą pyskówkę z bratem, ale nagle zdała sobie sprawę, że w ten sposób tylko zaogni całą sytuację. Mimo pretensji do Juliana, wczuła się niejako w jego sytuację.  
          No bo niby co miał zrobić, kiedy zorientował się, że koledzy przynieśli ze sobą alkohol? Wyrzucić ich? Kazać im pozbyć się alkoholu? Pewnie nie uprzedzał ich o tym, że właściciel raczej nie toleruje picia alkoholu na swoim terenie przez nieletnią młodzież.  
          A kiedy już przyszli z alkoholem, przecież nie mógł ich zwyczajnie olać i nie pozwolić im na zabawę w basenie? Tak źle i tak niedobrze. Czy mógł więc przynajmniej nie pić z nimi? To łatwiej pomyśleć i powiedzieć, niż zrobić.  
          Przecież to jego najlepsi koledzy, więc nie miał zbyt wielkiego pola manewru, jeżeli nie chciał narazić się na śmieszność czy utratę ich przyjaźni albo szacunku.  
- A jak myślisz? Przecież nie zakładałem, że przywloką alkohol, jak na jakąś imprezę. A kiedy powiedzieli mi, że mają ze sobą coś mocniejszego w butelkach po napojach, to co niby mogłem czy miałem zrobić? Wyrzucić ich albo poskarżyć się mamie czy Robertowi?  
          Julian zdawał sobie sprawę, że sytuacja wymknęła się trochę spod kontroli, ale przecież nie mógł tego otwarcie okazać czy przyznać przed młodszą siostrą.
- Wiem! Ale musisz przyznać, że nie wygląda to ciekawie! Idź przynajmniej do tej łazienki i wyrwij ich stamtąd. Wskaż im jakiś wolny pokój i niech się bzykają dalej. W łazience w każdej chwili mogą zostać nakryci przez Roberta czy Victorię. A chyba tego nie chcesz? A potem na spokojnie zastanówcie się, co dalej? Byłoby chyba lepiej, gdybyście nie pchali się teraz do grillowania, a potem do sauny, jeżeli nie chcecie podpaść rodzicom czy Robertowi.
          Kasia już na chłodno i bez okazywania emocji, podpowiedziała bratu realne wyjście z tej nieco skomplikowanej sytuacji, w jaką mimowolnie zaplątał się tak on sam, jak  i część zaproszonego przez niego, młodego towarzystwa.  
          Julian słysząc słowa siostry, też ochłonął i odetchnął z ulgą. Uśmiechnął się z wyrazem wdzięczności, że zamiast dalszej kłótni Kasia wyciągnęła w jego stronę pomocną dłoń, przedstawiając mu propozycję rozwiązania czy rozładowania zaistniałej sytuacji.  
- Chyba masz rację! Musimy wspólnie z kolegami zastanowić się i znaleźć jakieś dobre wyjście z tej całej sytuacji. A wy wracajcie do altany, aby i was nie zaczęli teraz szukać.
          Julian cofnął się więc do pokoju, a Kasia wraz z Oliwią ruszyły z powrotem do altany, już bez sprawdzania czy zaglądania do łazienki, polegając na jego zapewnieniu, że spróbuje rozwiązać zaistniałą sytuację.  
- Wygląda na to Kasiu, że przeczucie nas nie zawiodło. Chyba dobrze się stało, że to my sprawdziłyśmy, co dzieje się w domu, bo Julian będzie miał czas na zastanowienie się i podjęcie próby załatwienia całej sprawy, bez angażowania waszych rodziców czy Roberta.
          Olivia, która dotychczas dość biernie zachowywała się, podczas tej wspólnej, podjętej ‘ad hoc’ kontroli czy interwencji w domu, zdobyła się na dość pozytywną ocenę ich działań, starając się przy tym nie pomijać czy nie umniejszać swojej roli.
          Słysząc wywód Olivii, Kasia uśmiechnęła się sama do siebie, ale nie zamierzała kwestionować jej udziału, w podjętych przez siebie działaniach. Przy tym dobrze wiedziała, że Olivia jest nie tylko szwagierką, ale do pewnego stopnia ulubienicą Roberta i mając teraz na uwadze ich wspólny wyjazd, uznała, że lepiej jest mieć ją za sobą niż przeciw sobie.
- Masz rację! Nie tylko dobrze, ale wręcz bardzo dobrze stało się, że udało się nam uzmysłowić Julkowi, że trochę przeszarżował i zbyt lekko potraktował sprawę związaną z balangowaniem czy piciem alkoholu na terenie posesji Roberta. Mógł przez to utracić zaufanie tak naszych rodziców, jak i Roberta czy Victorii. Może nauczy go to też trochę, że przyjaźń przyjaźnią, koleżeństwo koleżeństwem, ale bezkrytyczne tolerowanie niektórych zachowań swoich kolegów i koleżanek oraz czynne uczestniczenie w tym wszystkim, mogło doprowadzić do jego wpadki i wielu nieprzyjemności - skwitowała Kasia wypowiedź Olivii.
          Kiedy pojawiły się obie w altanie, impreza trwała na całego. Natychmiast  podeszła do nich Victoria, która widząc je, odetchnęła jakby z ulgą. Tak Kasia jak i Olivia  nieco zaskoczone, zauważyły, że jest wyraźnie pobudzona i w wyśmienitym humorze.  
- Hej, hej! Wyglądasz Victorio niesamowicie! Szczęście i zadowolenie wręcz tryska z ciebie.
Zdradzisz nam, co cię tak pozytywnie usposobiło?
          Kasia widząc tak rozpromienioną Victorię, nie omieszkała wyrazić swojego wrażenia, zaciekawiona przy tym, co mogło spowodować taką pozytywną reakcję Victorii.  
- Ty możesz być zdziwiona Kasiu, ale ja domyślam się, co wpłynęło na to, że Victoria jest tak rozanielona - odezwała się Olivia, uśmiechając się przy tym wyrozumiale do siostry.  
- Ta impreza przypomniała ci Tinca i dzień zaręczyn, prawda siostrzyczko?  
          Zabrzmiało to w ustach Olivii bardziej jak stwierdzenie niż zapytanie, kierowane do siostry i jednocześnie jako odpowiedź na zaciekawienie w oczach Kasi.
- A tobie nie? Teraz to chyba nawet lepiej brzmi w wydaniu Roberta, bo i możliwości tych nowych keyboardów są znacznie większe niż wtedy w Tinca. Różnicę stanowi tylko znacznie mniejsza liczba uczestników. W Tinca było to ponad sto osób, a tutaj kilka razy mniej. Ale atmosfera jest zbliżona, bo widać, że towarzystwo nieźle się bawi i jest bardziej kameralnie.
          Victoria dość trafnie oceniła atmosferę panującą w altanie, bo Robert wprost przechodził samego siebie. Poznając coraz bardziej możliwości nowych instrumentów, nieźle bawił się sam, grając i śpiewając znane melodie biesiadne i nie tylko.
          Był już nieźle rozgrzany, więc jego muzykowanie przerodziło się w prawdziwy koncert, bo obok melodii biesiadnych, serwował również własne interpretacje czy covery starych i nowych przebojów, wzbudzając przy tym powszechny aplauz zgromadzonych w altanie uczestników, tak tych młodszych jak i starszych.  
          Właśnie ta spontaniczność Roberta i umiejętność zarażenia otaczającej go publiczności własnym nastrojem czy humorem, wywołała u Victorii wspomnienia o dniu i chwili zaręczyn w Tinca, wprawiając przy tym ją samą w euforyczny humor i zadowolenie.  
          I nie tylko to. Widząc teraz swego męża rozbawionego, zadowolonego, ale jednocześnie bardzo skupionego na tym, co robi, poczuła to, co za pierwszym razem, kiedy zobaczyła go po raz pierwszy. Coś jakby wstrząs, radość, ale i niedowierzanie czy obawę.
          Jakby wiedziony jakimś impulsem, Robert spojrzał w jej stronę i musiał coś zauważyć w jej twarzy czy spojrzeniu, bo nagle przestał grać i ogłosił krótką przerwę, czym obok braw wywołał lekki jęk zawodu ze strony obecnych w altanie uczestników zabawy.
          Kiwnął na Rafała i Mihaelę siedzących w pobliżu przy stole. Kiedy podeszli, zamienił z nimi kilka słów i ogłosił przez mikrofon, że teraz dla uczestników zabawy kilka melodii zagra Mihaela, kuzynka jego ukochanej żony. A on ma coś pilnego do załatwienia.  
          Przed odejściem szepnął jeszcze Mihaeli, żeby potraktowała to jako dobrą zabawę, a nie przymus czy karę za grzechy. Oba instrumenty są dość intuicyjne w użyciu i łatwe w obsłudze tak w zakresie akompaniamentu, jak i melodyki, więc niech zacznie od łatwych w wykonaniu i wolniejszych utworów, a będzie dobrze.  
          Potem zwrócił się do Rafała, żeby wspierał duchowo Mihaelę i widząc jego zaskoczony wzrok, wzruszył lekko ramionami i nie czekając, aż Mihaela zacznie grać, szybko ruszył w kierunku stojącej na uboczu Victorii, której towarzyszyły już teraz Olivia i Kasia.  
- Coś się stało, że przestałeś grać Robercie? - zapytała go, kiedy pojawił się przy nich.
- Tak, stało się! Tak przejąłem się rolą gospodarza, którym w tej chwili przecież nie jestem, że zapomniałem na chwilę o tym, że mam żonę, która być może właśnie mnie potrzebuje.  
          Mówiąc to, Robert objął Victorię i złożył na jej ustach czuły pocałunek. Kiedy wtuliła się w niego i oddała mu całusa, dotarło do niego, że przeczucie go nie zawiodło. To była właśnie ta chwila, kiedy Victoria naprawdę go potrzebowała i chciała go mieć przy sobie. To samo pewnie pomyślała Olivia, widząc nostalgiczne zachowanie siostry.  
- Nawet nie wiesz szwagierku, jakie wspomnienia wywołałeś u Victorii tym muzykowaniem.  
Omal nie rozbeczała się, widząc jak szalejesz na tych keyboardach, podobnie jak w Tinca, w dniu waszych zaręczyn. A poza tym ja też chcę przytulić się do ciebie.
          To mówiąc Olivia, swoim zwyczajem wsunęła ręce pomiędzy nich i objęła Roberta w pół, wtulając się w niego z drugiej strony. Nie mogła przy tym powstrzymać wzruszenia i łez w swoich piwnych ślepkach.  
          Widząc to Victoria, ponownie zdała sobie sprawę, jakim uczuciem darzy jej męża jej młodsza siostra. I nie tylko ona. Robert pomyślał o tym samym i podobnie jak do Victorii, do niego również dotarło, że wypowiedź Olivii; ‘i mnie też dasz dziecko Robercie, tak jak Victorii’, to nie były czcze słowa, rzucone przez Oliwię ot tak sobie.  
          Wzruszony wspomnieniami z Tinca niewiele mniej od swojej żony czy Olivii, w pewnej chwili zerknął w stronę stojącej obok Kasi. W jej spojrzeniu widoczny był smutek i niewątpliwy zawód spowodowany tym, że może być tylko biernym widzem serdecznych relacji pomiędzy Robertem, jego żoną i szwagierką.
          Zrobiło mu się żal chrześniaczki. Jak błyskawica pojawiła się myśl, że Kasia nie zasłużyła na takie prawie ostentacyjne odsunięcie czy odrzucenie po tym wszystkim, co zaszło czy wydarzyło się w ich wzajemnych stosunkach i relacjach.  
          Olivia też zachowała się niezbyt  fair wobec swojej prawie przyjaciółki, zastawiając ją samą, a sama samolubnie dołączyła do siostry i szwagra. Już miał zamiar przywołać Kasię do nich, kiedy ubiegła go Victoria i podeszła do jego chrześniaczki.
- Chodź Kasiu do nas. Czy nam się to podoba czy nie, jesteśmy prawie rodziną. Jesteś chrzestną córką Roberta i kochasz go pewnie nie mniej od nas, bo i znasz go dłużej.
Takie jest życie i nie zmienimy tego, co już się wydarzyło czy zaistniało. Wygląda na to, że jesteśmy na razie skazani na siebie i dopóki nie zdarzy się coś, co to odmieni, musi tak być, tym bardziej, że wyjeżdżamy razem.  
          Kasia zaskoczona postawą Victorii, wzruszyła się nie mniej od niej. Bez słowa  objęłą ją i przytuliła się jak do rodzonej siostry, po czym obie z zeszkliwionymi od łez oczami podeszły do Roberta i Olivii.
- Chyba masz przerąbane mój mężu, ale znając twoje możliwości, sądzę, że staniesz na wysokości zadania. Nic się nie stanie, jak na półgodziny ulotnimy się stąd w czwórkę po angielsku i wylądujemy w naszej sypialni. Co wy na to dziewczyny? Decydujcie się szybko, dopóki się nie rozmyślę.
- Czy mamy rozumieć, że proponujesz nam Victorio jakąś zabawę w czwórkę w sypialni…?
          Propozycja Victorii zaskoczyła nie tylko Kasię, ale i Roberta czy Oliwię.  
Cała trójka patrzyła na nią ze zdziwieniem i niedowierzaniem, bo mogli spodziewać się
wszystkiego, tylko nie tego, że w trakcie trwania imprezy dla zaproszonych gości, współ gospodyni zaproponuje naraz wspólną zabawę erotyczną i to w tak nietypowym czworokącie.
- Co patrzycie na mnie jak na osobę niespełna rozumu? Nie zwariowałam, ale ta impreza i twoje muzykowanie mój mężu nabuzowało mnie tak strasznie, że dla dobra mojego zdrowia musi to być rozładowane. A jest coś lepszego na rozładowanie wewnętrznego napięcia niż szczypta dobrego seksu z mężem i to w towarzystwie dwóch napalonych nastolatek?  
          Widząc jeszcze większe zdziwienie w oczach obu dziewczyn, uśmiechnęła się.
- Pomyliłam się? Nie jesteście zainteresowane bzykaniem z Robertem?  
          Teraz one uśmiechnęły się, a Robert był bliski wybuchu…śmiechu oczywiście.
- Smarujcie obie do sypialni! Za chwilę do was dołączymy - powiedziała Victoria i podeszła do Małgosi, serwującej wraz z Anią przekąski z grilla gościom przy stołach.
- Możesz sprawić Małgosiu, aby nie szukano nas przez półgodziny - zwróciła się do przyjaciółki, kiedy na chwilę zostały same. Małgosia obejrzała się, Ania rozmawiała z gośćmi przy sąsiednim stole.
- Oczywiście! A możesz zdradzić, o co chodzi?  
- Jasne! O małe łóżkowe randes vous z mężem! Ta impreza i atmosfera spowodowała, że przypomniała mi się chwila zaręczyn i mam motyle w brzuchu. Nie wiem tylko, jak Robert poradzi sobie z tym, ale będzie miał do obsłużenia trzy napalone na niego baby - odparła, tak jakby od niechcenia Victoria, patrząc śmiało Małgosi w oczy.  
- Babami to wy będziecie dopiero za naście… no może za kilka lat. A z takimi chucherkami jak wy, taki kawał chłopa jak Robert będzie miał niezły ubaw, a nie problemy.
          Małgosia śmiejąc się, przyjęła konwencję rozmowy Victorii, bo intuicyjnie  
domyśliła się, o co chodzi.
- Czyli nie uważasz mnie za wariatkę i w jakiś sposób akceptujesz moje pokręcone pomysły,
nawet takie, które dotyczą również  twojej córki? Gosiu jesteś fajną, prawdziwą przyjaciółką.
          Victoria nie ukrywała wzruszenia, że Małgosia odnosi się do niej nie tylko jak do przyjaciółki, ale prawie jak do córki, rozumiejąc i przyjmując jej zachowanie za normalne.  
- Idź już! Czekają na ciebie! - ponagliła ją Małgosia, widząc, że wraca Ania.  
          Kiedy Victoria oddaliła się i dołączyła do czekającego na nią Roberta, Ania podeszła do Małgosi.  
- Powiedziała ci, o co chodzi z tą przerwą i pilną sprawą do załatwienia przez Roberta?  
- Pewnie, ale porozmawiamy o tym później Aniu, w bardziej swobodnej atmosferze. A teraz musimy im zapewnić osłonę na co najmniej półgodziny - odpowiedziała Małgosia.  
          Anię korciło co prawda zapytanie, po co Robertowi i Victorii osłona oraz na co potrzebują półgodziny, ale że Małgosia nie kwapiła się z dalszymi wyjaśnieniami, odpuściła.
          Tymczasem Victoria wsunęła Robertowi rękę pod pachę i w milczeniu pociągnęła go w stronę domu. Idąc z nią Robert oczekiwał na jakieś wyjaśnienia i w końcu nie wytrzymał.
- Kochanie, możesz uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi?
- A co, nie słyszałeś? Przecież powiedziałam, że o seks i nie zauważyłam, żebyś miał coś przeciw temu - usłyszał w odpowiedzi.
- No dobrze! Wspomnienia wywołały u ciebie Victorio określoną reakcję, która niezbyt dobrze mi się kojarzy, ale poza tym dobrze wiesz, że nigdy nie miałem i nie będę miał nic przeciw temu, żebyśmy się kochali, kiedy tylko masz na to ochotę. Jednak nie bardzo rozumiem, do czego są nam potrzebne jeszcze Olivia i Kasia? - Robert zachowując się zupełnie naturalnie i bez emocji, zwrócił się do Victorii o wyjaśnienie powodu zaproszenia do ich łóżka obu dziewczyn i to w takich okolicznościach.  
- Bo wiem, że to cię rajcuje dodatkowo i nie tylko ciebie. Mnie też, ale dlaczego tak jest, nie potrafię wyjaśnić ani sobie ani tobie Robercie. Ponadto oboje wiemy, że one aż piszczą z radości, kiedy bzykają się z tobą i nie wydaje mi się też, że robisz to z przymusu. Nie będę też ukrywać, że i mnie również sprawia przyjemność, kiedy widzę zadowolenie w twoich oczach.
          Mówiąc to, Victoria patrzyła mu w oczy szczerym, pogodnym spojrzeniem, jakby mówiła nie o sprawach intymnych, a o zakupach w supermarkecie.
- Masz mi to za złe Robercie, że tak się zachowuję? Dobrze wiesz, że kocham cię nad życie i komu innemu pewnie wydrapałabym oczy, ale jest kilka kobiet czy dziewczyn, o które nie jestem zazdrosna i oboje wiemy, o kogo chodzi. Są nimi również Olivia i Kasia, które cię uwielbiają, a ja nie mam nic przeciw temu. Tak więc nie masz wyjścia Robercie i oboje musimy się zmierzyć z tym, że te dwie dziewczyny uważają cię póki co za swojego idola.  
          Robert milczał, rozważając jej słowa, więc pociągnęła go za sobą i oboje weszli do sypialni. Tak jak spodziewała się Victoria, obie dziewczyny były już gotowe do wspólnej zabawy. Przywitały ich w ich własnych szlafrokach, założonych na nagie ciała.
- I co teraz powiesz? Miałam rację? Przecież one będąc z tobą, nie wychodziłyby pewnie z łóżka, gdyby było to możliwe. Ale teraz nie ma czasu na zastanawianie się, bo za chwilę zaczną nas szukać. Macie może  dziewczyny jakieś swoje propozycje czy przemyślenia na temat tej naszej wspólnej zabawy? - zwróciła się do obu nastolatek, mimowolnie zapędzając je w kozi róg. Popatrzyły na siebie i wzruszyły ramionami, udając, że nie zrozumiały jej słów.
- Przecież to ty zaprosiłaś nas tutaj, więc chyba nie wypada nam narzucać się z własnymi pomysłami. Będziemy z Kasią robić to, na co nam oboje pozwolicie.
          Olivia wybrnęła w dość dyplomatyczny sposób z tej swoistej pułapki, zastawionej mimowolnie na nią i na Kasię przez  siostrę. Victoria obrzuciła Oliwię uważnym spojrzeniem, a potem spotkała się wzrokiem z Robertem.
- Kochanie, nie czujesz się przypadkiem spragniony? - zapytała obojętnym głosem, patrząc mu wesoło w oczy. Zrozumiał.
- Właściwie to chyba nie pamiętam, kiedy coś piłem - odparł bez zastanowienia.
- No to już wiecie! Ja dosiądę i poujeżdżam trochę rumaka Roberta, a wy obie na zmianę, będziecie gasić jego pragnienie swoimi sokami. I jak? Odpowiada wam takie rozwiązanie?
          To mówiąc, podeszła do Roberta i nim się spostrzegł, wręcz zdarła z niego odzież i bieliznę. Po chwili stał przed nimi nagi. Ponieważ rozbierając go w tak gwałtowny i niekonwencjonalny sposób, celowo drażniła jego ‘rumaka’, więc ten stał już w pełnej gotowości, wzbudzając uśmiech, ale i nieukrywaną pożądliwość w oczach obu nastolatek.
          Victoria nie czekała, tylko bez słowa ujęła w rękę jego drążek i zaczęła  popychać męża w stronę łoża, a kiedy przesunął się na tyle blisko, że mógł bez szkody wylądować na posłaniu, bezceremonialnie popchnęła go i przewróciła na łóżko.  
          Poczekała, aż ułożył się wygodnie, po czym wspięła się na niego, ucałowała i w milczeniu nadziała się na jego kutasa, nawilżając go uprzednio swoimi sokami. Kiedy miała go już w sobie, podniosła się i wspierając się na rękach, zaczęła ujeżdżać go w swoim stylu.
- A wy na co czekacie? Miałyście napoić Roberta! - fuknęła na zdezorientowane i spoglądające na siebie nieco bezradnie, dziewczyny. ...cdn...

4 komentarze

 
  • Gaba

    Nareszcie! Wiesz, że brakowało mi Twojego pisania? Tego trochę archaicznego języka, inaczej konstruowanych zdań i myśli. Cieszę się, że jesteś!
    Pozdrawiam Cię!

  • Dyzio55

    Fajnie że pokazałeś następną część. Mam nadzieję że niedługo przeczytamy dalszą historię Roberta i jego haremu. :bravo:

  • franco

    @Dyzio55 Witam. Też odbieram pozytywnie, że czytasz to i oczekujesz dalszego ciągu. Co do przerwy, przepraszam, ale moje szare komórki trochę się zbuntowały i potrzebowały nieco czasu, aby się zregenerować. Poza tym, okres jesienno-zimowy od zawsze mi nie służy, a teraz jeszcze dołożył swoje trzy grosze chiński microb. Na razie wróciła chęć do pisania, na jak długo, zobaczymy. Za post dziękuję i pozdrawiam

  • emeryt

    W 100%  miałem takie same odczucia jak St.sz. Nawet sobie nie możesz wyobrazić jakie westchnienie ulgi wyrwało mi się gdy zobaczyłem na twoim profilu że już znowu jesteś. Po prostu już tak normalnie, po ludzku brakowało mi Ciebie. Na przyszłość  daj jakiś znak, nie martw tak swoich wielbicieli i czytelników. Jeszcze raz dzięki i serdeczne pozdrowienia.

  • franco

    @emeryt Witam. Wiem, że podobnie jak St.sz. zawsze dobrze mi życzyłeś i pewnie nadal tak jest. Też mówiąc po ludzku, brakowało mi was i waszych szczerych, wyważonych opinii. A powodem tej dłuższej przerwy było to, co napisałem w odpowiedzi na post St.sz. Od zawsze okres jesienno-zimowy odbieram negatywnie, ale tak jak powiedziała klasyczka; 'sorry, ale taki mamy klimat', więc mówi się trudno i żyje się dalej. Do pogłębienia mojej frustracji dołożyło się też to, że dość dobra opinia o Polsce i Polakach w Europie zmieniła się diametralnie w ostatnim czasie i wiem, co piszę; bo siostra z rodziną żyje we Francji, bratanek z rodziną w Wielkiej Brytanii, jego siostrzenica w Irlandii, a jej córka w Hiszpanii. Wszyscy nie ukrywają, że zmieniła się nie tylko opinia, ale i nastawienie do Polaków. Można domniemywać, co jest tego powodem, ale jest jak jest. Podobno każdy naród ma taką władzę na jaką zasługuje, więc nie ma co narzekać na coś, na co nie ma się wpływu. To tyle w tym temacie. A póki co, mamy wiosnę, wszystko pięknie się rozwija, kwitnie, słoneczko świeci, ptaszki śpiewają, więc i w człowieku budzi się radość i zadowolenie. Obserwuję to na co dzień podczas wczesno - porannego spaceru. Od kilku lat nie opuściłem ani jednego dnia, chodząc codziennie 7-8 km wokół pobliskich osiedli i parków. W trakcie zakazu spacerowania zamieniłem alejki parkowe na chodniki w uliczkach osiedlowych i w ten sposób też 'wyrabiałem' swoją normę. Ten zakaz to była chyba największa głupota, bo podobno funkcjonuje coś takiego; że ruch to zdrowie. Dobrze, że się z tego w miarę szybko wycofano. Tak więc mamy wiosnę, poprawił się nastrój, to i wróciła chęć do pisania. Miło, że mam w was obydwóch z St.sz. tak miłych, wdzięcznych czytelników, prawie przyjaciół, bo obaj swoimi postami i opiniami nie zniechęcacie, ale wręcz mobilizujecie i zachęcacie do pisania, za co serdecznie wam dziękuję. Pozdrawiam tak ciebie, jak i Twoją połóweczkę, życząc wam zdrowia i tego, żeby wszelkie microby i   infekcje omijały wasz dom dalekim łukiem.

  • St.sz

    Nawet sobie nie wyobrażasz, jak miło Cię znowu dostrzec i poczytać (co prawda czytanie na później, najpierw przywitanie). Już najczarniejsze myśli chodziły po głowie, więc nie masz pojęcia jaki jestem uradowany. Nie wiem co było przyczyną tak długiego Twego milczenia, ale myślę, ze Twój powrót to ,,sama mniód' na moją i na pewno nie tylko duszę. Wielkie dzięki  i życzenia dłuuuuuuugieo zywota i jeszcze wiekszej weny i ochoty do ,,zabawy piórem" jak to kiedyś określiłeś. Zdrówka i nie daj się tej skośnookiej cholerze. St. szkot.
    :bravo:  :bravo:

  • franco

    @St.sz Witam. Miło wiedzieć, że moja pisanina jest odbierana przez ciebie tak, jak piszesz. Zresztą, jesteś i od zawsze byłeś jednym z tych, co mobilizowali, a nie zniechęcali do pisania. Dzięki ci i za ocenę, jak i za dobre słowo. Też cieszę się, że mój um się nieco zregenerował i ponownie pojawiła się chęć do pisania. Nie ukrywam, że nie tylko okres jesienno-zimowy wpłynął na mnie negatywnie, ale i to, co dzieje się w naszym kraju.  Przy tym pojawienie się tego microba, na którego temat jest już więcej opinii i teorii spiskowych, mniej czy bardziej prawdopodobnych, niż ludzi, którzy je kreują i wypowiadają, tylko pogłębiło moją, a pewnie i nie tylko moją, frustrację. Pewnie, ani ja ani ty nie mamy wpływu na to wszystko, ale żal tak czy inaczej pozostaje. A tak poza tym, to codziennie rano funduję sobie wczesno-poranny spacer w granicach 10 tys. kroków (średnio ok. 7 km) w godzinach 5.00 - 7.30 rano. Uważam, że największą głupotą w tej epidemii było zabronienie wychodzenia z domu i spacerów. A mówią, że ruch to zdrowie. Tak czy inaczej, nie mogąc chodzić moją ulubioną trasą, alejkami w pobliskich parkach, chodziłem po chodnikach osiedlowych i codziennie 'wyrabiałem' swoją normę, mijając od jednej do kilku osób w odległości 2 - 5 m. Jak już gdzieś tam wspomniałem, 8 lat temu pokonałem raka jelita grubego, to i taki chiński microb nie był mi straszny. Przez 6 tygodni (42 dni) wegetowałem tylko na soku warzywnym, co poskutkowało tym, że jelito zajęte przez 27 polipów oczyściło się całkowicie, a 12 cm guz na wątrobie i kilkunastocentymetrowe guzy na obu płatach płucnych pozostały tylko wspomnieniem. Lekarz, który mnie prowadził i usuwał te polipy podczas kolonoskopii, stwierdził tylko, że nie chce ze mną rozmawiać w kategoriach cudu, ale w czasie 25 letniej praktyki, po raz pierwszy spotkał się z tego typu przypadkiem. Poza tym w naszej rodzinie to ja załatwiam logistykę, związaną z zakupami, więc i wizyty w sklepach nie budziły moich obaw. Być może dzięki temu, że jestem codziennie w ruchu, bez względu na warunki czy pogodę, to odpukać, ale nawet katar mi się nie przytrafił. Microby atakują tylko wtedy, gdy organizm jest na tyle osłabiony, że mogą go pokonać. Widocznie wolały nie ryzykować walki z moim organizmem, ale nigdy nic nie wiadomo. Ale się rozpisałem. Wybacz, widocznie mi tego brakowało. Pozdrawiam cieplutko i życzę, aby wszelkie microby omijały tak ciebie, jak i twoich bliskich dalekim łukiem.

  • St.sz

    @franco Jest mi niezmiernie miło, że zechciałeś się ze mną podzielić tymi wiadomościami o Sobie. Ja tez jestem po przejściach, ale gdzie mi tam się porównywać (udar niedokrwienny 10 l temu). Jednak potrafię coś niecoś z Twych przejść zrozumieć (ok. 20 lat w sł. zdr.). Tym bardziej doceniam Twoją walkę i zwycięstwo. Obecnie i ja staram się nie dawać tej małej cholerze, a także logistyka domowa na mojej głowie (moje ,,szczęście" po endoprotezie i ma trudności z chodzeniem jak i peselem - oboje po 70 tce). Ale na razie jest dobrze i oby nie było gorzej. Dziękuję za życzenia i wzajemniściuchno odsyłam z powrotem dla Ciebiei Twoich bliskich. Do następnego opowiadania. :hi:  :hi: