Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Wybór cz. III

Wybór cz. IIIJustyna

     Trauma zostawia ślad nie tylko w pamięci, ale też w sposobie, w jaki postrzegamy świat. Może sprawić, że codzienne sytuacje stają się zagrożeniem, że zaufanie do innych staje się luksusem, a spokój - czymś nieosiągalnym. To jakby system alarmowy w mózgu został przeprogramowany na nadwrażliwość. Trauma nie zawsze jest głośna. Czasem ukrywa się w ciszy, w unikaniu, w napięciu mięśni, w nieuzasadnionym lęku przed czymś, co dla innych wydaje się zwyczajne.

     Pewnego wiosennego dnia, gdy byłam w klasie maturalnej, szłam szkolnym korytarzem z poczuciem, że trochę odstaję od reszty. Nie dlatego, że chciałam się wyróżniać na siłę - po prostu czułam, że mam swój własny sposób bycia. Ludzie czasem komentowali, czasem patrzyli z zaciekawieniem, czasem z dystansem. Nie wszystkim się podobałam, ale nauczyłam się, że to w porządku. Najważniejsze było dla mnie to, że byłam sobą.
     Matura zbliżała się wielkimi krokami, ale zamiast panikować, skupiałam się na swoich celach. Miałam plan - może nawet kilka - i każdy z nich był dla mnie ważny. Wiedziałam, czego chcę, i wierzyłam, że ciężką pracą mogę to osiągnąć.
     Niektórzy mówili, że jestem zbyt pewna siebie. Ale czy to naprawdę coś złego, jeśli widzisz w sobie wartość? Nie chodziło o bycie idealną, tylko o akceptację siebie - z wadami, zaletami i marzeniami, które chciałam spełnić.
     Nie potrzebowałam potwierdzenia od innych, ale nie ukrywam, miło było, gdy świat potwierdzał to, co ja już wiedziałam. Że byłam wyjątkowa. Że byłam tą, której nie da się zapomnieć.
     Byłam bardzo pewna siebie, ale jeszcze większej pewności dodawały mi długie blond włosy, duże cycki i tyłek, mocno opięty modnymi jeansami.
     Po mojej lewej stronie szła Sandra - koleżanka z jednej ławki, która nie odstępowała mnie na krok.
     Właśnie tłumaczyłam jej, jak ma zaczesywać włosy i stawiać kroki, żeby chłopcy zwracali na nią uwagę, gdy nagle moim oczom ukazała się szkolna para - Iza i Tomek.
     Iza była dosyć ładna, ale miała krzywe nogi. Sporo chłopaków na nią leciało dlatego, że jej ojciec był bajecznie bogaty. Zawsze wiedziałam, że jedynie ona może stanowić dla mnie konkurencję. Natomiast Tomek, był poczciwym gościem. Szkolny prymus, który startował na najlepsze uczelnie w kraju.
     Gdy stanęli przed nami, powiedziałam:
     - O, witamy najgorętszą szkolną parę.
     Iza od razu wyczuła sarkazm w moim głosie, odpowiedziała sztywno:
     - Cześć, Justyna – nie zauważyła, albo ignorowała obecność Sandry.
     Iza i Tomek byli parą od niedawna. Nie wiem po co ona wplątała się w ten związek. Tomek nie był bogaty, ani przystojny. Jednak wiedziałam, że ona nie była go warta. Wciąż miałam w pamięci sceny ze studniówki, która odbyła się kilka miesięcy wcześniej. Iza wtedy zaliczyła trzech albo nawet czterech chłopaków.
     Więc gdy patrzyłam na chłopaka, robiło mi się trochę go żal.
     - Tomek, wybrałeś już kierunek studiów? – zagadałam do niego i celowo położyłam mu dłoń na ramieniu.
     Chłopak był zaskoczony tym gestem, ponieważ spojrzał zdziwiony na moją rękę.
     Iza była tym oburzona, szybko przyciągnęła Tomka do siebie i odpowiedziała za niego:
     - Wybrał, ale to nie twój interes, co będzie studiował mój chłopak.
     Tomek spojrzał na mnie przyjaźnie i odpowiedział spokojnie:
     - Będę studiował prawo.
     - Nie boisz się tych wszystkich żartów i memów o studentach prawa? – zapytałam ze słodkim uśmiechem.
     - Jakoś do nich przywyknę – uśmiech zagościł na jego twarzy – A co ty zamierzasz studiować?
     - Nie wiem czy nie będę musiała odłożyć studiów na później. Za kilka dni mam casting do dużego filmu – przeczesałam palcami długie włosy – Ale boje się, że nie pójdzie mi zbyt dobrze.
     - Na pewno cię wybiorą – odpowiedział, starając się nie patrzeć na mnie zbyt długo.
     - Niech nie będzie taka pewna – wtrąciła się Iza, widząc, że zaczynamy ze sobą flirtować.
     - A gdzie ty się wybierasz po szkole? – zapytałam, powoli przesuwając na nią wzrok.
     - Ja nie muszę studiować – odpowiedziała dumnie Iza – Jestem bogata, więc studia nie są mi potrzebne.
     Starałam się nie przewrócić oczami do góry.
     - Musimy już iść – powiedziałam i odwróciłam się w stronę Sandry. Jednak jej już nie było obok.
     Rozejrzałam się, ale nie ujrzałam jej w pobliżu. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się z powrotem do nich.
     - To pa – zaszczebiotałam posyłając Tomkowi zalotny uśmieszek.
     - Trzymaj się – odpowiedział zadowolony.
     Odeszłam kilka metrów, jednak mimo odległości usłyszałam rozgniewany głos Izy:
     - Czego się tak kurwa szczerzysz?!

     Szłam dalej sama i myślałam nad tym co powiedziała Iza.
     Rzeczywiście nie mogę być taka pewna, że do filmu wybiorą właśnie mnie. Przesadziłam, mówiąc, że to będzie duży film. Wytwórnia jest praktycznie nieznana, ale konkurencja na pewno będzie duża. Postanowiłam jeszcze poćwiczyć przez te kilka dni.
     Wychodząc ze szkoły wiedziałam, że już niewiele razy tu będę. Szkoła była dla mnie miejscem, gdzie nie tylko zdobywałam wiedzę, ale też uczyłam się siebie. Patrząc wstecz, czułam dumę z tego, jak bardzo się rozwinęłam. Nie bałam się wyzwań - wręcz przeciwnie, traktowałam je jak okazję do pokazania, na co mnie stać.
     Zawsze wierzyłam w swoje możliwości. Gdy inni wątpili, ja działałam. Nie potrzebowałam potwierdzenia z zewnątrz, bo znałam swoją wartość. Wiedziałam, że koniec szkoły to nie koniec czegoś ważnego, ale początek czegoś jeszcze większego. Miałam plany, marzenia, cele - i nie zamierzałam ich odkładać na później.
     Czułam ekscytację, ale też spokój. Bo choć przyszłość była niepewna, ja byłam pewna siebie. Wiedziałam, że niezależnie od tego, co mnie czeka, poradzę sobie. Bo już tyle razy udowodniłam, że potrafię.

     Na placu przed szkołą zobaczyłam Adama – kolegę z równoległej klasy. Szedł w stronę wejścia do szkoły.
     Serce zabiło mi szybciej, choć dobrze wiedziałam, że nie miało to sensu. Był jedynym chłopakiem w szkole, który nie zwracał na mnie większej uwagi. Był jak cień, który przechodził obok, nie zatrzymując się ani na chwilę. To chyba dlatego tak mi się podobał – dlatego, że nie mogłam go mieć.
     Adam był wysokim brunetem o niebieskich oczach. Jego długie włosy zawsze lśniły tak bardzo, że miałam ochotę zapytać jakiego używa szamponu. Miał styl rockmana, jednak zbytnio się z tym nie obnosił.  
     Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek zauważył, jak na niego patrzyłam. Czy dostrzegał mój uśmiech, gdy przypadkiem nasze spojrzenia się spotykały? Pewnie nie. Dla niego byłam tylko kolejną twarzą w tłumie, kimś, kto nie miał znaczenia. Ja analizowałam każde jego słowo, każdy gest, jakby były fragmentami układanki, której nigdy nie udało mi się ułożyć. Czułam się głupio, budując w głowie scenariusze, w których, on w końcu zwraca na mnie większą uwagę, mówi coś, co zmienia wszystko. Ale rzeczywistość była inna – cicha, obojętna, niezmienna.
     Gdy mijaliśmy się, uśmiechnęłam się do niego najpiękniej jak potrafiłam. On jednak ledwo mnie zauważył. Oderwał na chwilę wzrok od telefonu i lekko skinął mi głową, potem z powrotem spuścił spojrzenie i szedł dalej przed siebie.
     Zatrzymałam się wdychając zapach jego perfum, który prawie zwalił mnie z nóg. Był ostry, wdychałam go łapczywie, tak by pozostał w moich nozdrzach jak najdłużej.
     Nie odchodź, zwróć na mnie uwagę – pomyślałam i odwróciłam się w stronę, w którą odszedł.
     On jakby usłyszał moje myśli, nagle przystanął i odwrócił się na pięcie. Spojrzał na mnie, schował telefon do kieszeni i zaczął iść w moim kierunku.
     W pierwszej chwili chciałam uciec, jednak szybko się opanowałam, przecież chciałam, żeby w końcu zwrócił na mnie uwagę.
     Co mam zrobić kiedy podejdzie, co mam powiedzieć? – pomyślałam.
     - Justyna? – zapytał, kiedy do mnie dotarł
     Więc, jednak wie jak mam na imię – mój puls nagle przyspieszył.
     - Tak?
     - Jestem Adam – przedstawił się – pewnie mnie kojarzysz, jesteśmy z tego samego rocznika.
     - No jasne, że kojarzę – zbyt szybko odpowiedziałam i odwracając twarz w bok zaklęłam w myślach.
     Uśmiechnął się widząc moje zakłopotanie i zapytał:
     - Pomagasz czasami w matematyce mniej uzdolnionym kolegom?
     Zatkało mnie, byłam zafascynowana tym pytaniem.
     - Słyszałem od twoich koleżanek, że jesteś najlepsza w klasie – kontynuował.
     - Tak, jasne – w końcu odzyskałam głos – często pomagam innym – skłamałam.
     - To świetnie – ucieszył się – bo mam problem z jednym działem, a egzamin już niebawem.
     Patrzyłam na niego z rosnącym zachwytem. Jego długie, czarne włosy opadały na ramiona w sposób, który wydawał się niedbały, a jednocześnie doskonale przemyślany. Niebieskie oczy, głębokie jak ocean, przyciągały moje spojrzenie i sprawiały, że zapomniałam o całym świecie wokół. Czułam, że chciałabym go poznać, dowiedzieć się, co go porusza, co go cieszy, co go rani. W jego obecności serce biło mi szybciej, a myśli plątały się w nieoczekiwany sposób. Nie rozumiałam jeszcze, dlaczego tak mnie fascynował, ale jedno wiedziałam na pewno – nie mogłam oderwać od niego wzroku.
     - No pewnie – powiedziałam po chwili – chętnie ci pomogę.
     Starałam się, żeby zabrzmiało to swobodnie, że nie jest pierwszym, który prosi mnie o pomoc.
     - Dzięki – uśmiechając się odsłonił białe uzębienie – To kiedy masz czas?
     Już chciałam odpowiedzieć, że dzisiaj, teraz, nawet w tej chwili, jednak w porę się opanowałam.
     Pomasowałam dłonią skroń i rozejrzałam się dookoła - chciałam udawać, że się zastanawiam.
     - Może jeszcze dzisiaj po południu? – zapytał – Wiem, że sama pewnie masz sporo zajęć, ale czas mnie goni.
     Spojrzał na mnie zakłopotanym, proszącym wzrokiem.
     Jego spojrzenie oddziaływało na moje nogi, które się ugięły. Między udami nagle zrobiło mi się bardzo gorąco, czułam pod bluzką twardniejące sutki – jak to możliwe, że tak szybko się podnieciłam.
     Po kilku sekundach zdołałam się opanować i odpowiedziałam:
     - Dobra, znajdę dzisiaj trochę czasu.
     - Ratujesz mi życie.
     Gdy podawałam mu swój adres i wymienialiśmy się numerami telefonów, starałam się ukryć wciąż buzujące we mnie podniecenie.

     Gdy wróciłam do domu, wciąż byłam podekscytowana. Chciałam od razu przygotować się na przyjście Adama, jednak najpierw postanowiłam jeszcze poćwiczyć do castingu, który miałam za kilka dni.
     Stałam przed lustrem i robiłam różne miny, odgrywałam różne scenki, wygłosiłam długi monolog zrozpaczonej kobiety. Na koniec nawet udało mi się rozpłakać na zawołanie.
     Doszłam do wniosku, że jestem dobrze przygotowana i zasługuję na dostanie się do obsady filmu.

     Gdy skończyłam, było już po szesnastej. Wiedziałam, że Adam może przyjść lada moment, więc szybko zaczęłam się szykować na spotkanie.
     Byłam jeszcze w dresie, z włosami w nieładzie i totalnym chaosem w głowie. Serce biło mi szybciej niż zwykle, to nie było zwykłe spotkanie. To z nim. Z tym, który sprawia, że uśmiecham się bez powodu.
     Zrzuciłam ciuchy i wskoczyłam pod prysznic. Ogoliłam dokładnie całe ciało od pasa w dół, między udami najdokładniej. Ciepła woda trochę mnie uspokoiła. Wyszłam z prysznica z ręcznikiem na głowie i spojrzałam w lustro. W co się ubrać? Jak uczesać? Nie chciałam, żeby widział, że zbyt mocno się staram.
     Zrobiłam lekki makijaż, naturalny ale z efektem „jestem ładna i gotowa na wiele”. Włosy rozpuściłam, lekkie fale nadawały ciekawego uroku.
     Stojąc przed szafą wybrałam krótką spódniczkę i bluzkę, która odsłaniała ramiona. Jedno psiknięcie perfum i byłam już gotowa.
     Stanęłam przed dużym lustrem i podziwiałam efekt, który przerastał moje oczekiwania.
Coś czuję, że nie będziesz mógł skupić się na nauce matematyki – pomyślałam.

     Podziwiając widok, nagle usłyszałam dźwięk telefonu oznajmiający nadejście wiadomości. Podskoczyłam jak oparzona i podbiegłam do telefonu, który leżał na moim łóżku.
     Pewnie nie może do mnie trafić i chce bym po niego wyszła – pomyślałam.
     Złapałam za telefon i odczytałam wiadomość - rzeczywiście była od Adama, ale niestety nie miała treści, na którą czekałam.
     Adam napisał:
     „Przepraszam, ale nie mogę przyjść dzisiaj do ciebie na korki”.
     Rzuciłam się na łóżko z telefonem w ręce. Ty naiwna idiotko - pomyślałam z goryczą.
     
     Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę to zrobił. Przez większość dnia czekałam na to spotkanie, wyobrażając sobie jak będzie przebiegało. Sprawdziłam jeszcze raz wiadomości, chciałam się upewnić, że naprawdę to napisał.
     Z początku myślałam, że coś mu się stało, ale po chwili zrozumiałam, że zostałam po prostu zignorowana. Wystawiona. I to bardzo mnie zabolało.
     Zastanawiałam się czy zrobiłam coś nie tak. Przecież wymieniliśmy tylko kilka zdań, nie mogłam go niczym urazić. Wszystko wydawało się normalne. Ciepłe. Nawet wyjątkowe.
     Poczułam się głupio, naiwnie. Dałam się nabrać. Ale przecież, to jemu powinno bardziej zależeć. To on poprosił mnie o pomoc.

     Leżałam dalej na łóżku, wpatrując się w sufit, próbując zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Gdy w końcu ochłonęłam, sięgnęłam po telefon. Odblokowałam ekran i niemal odruchowo weszłam na Facebooka. Wyszukałam profil Adama. Serce zabiło mi mocniej, gdy zobaczyłam jego zdjęcie - uśmiechnięty, beztroski.
     Czułam, że zaczyna ogarniać mnie podniecenie.
     Wyobraziłam sobie, że stoję tuż obok niego, a jego ręka otula moją talię. Wpatruję się w niego intensywnie, czując ciepły, kojący dotyk jego dłoni.
     Leżąc na łóżku, powoli wsunęłam dłoń pod delikatny materiał spódniczki. Poczułam ciepło bijące od mojego ciała. Zaczęłam pocierać palcem jedwabny materiał swoich majtek. Doskonale wiedziałam, w którym miejscu muszę stymulować swoje ciało. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie Adama, który nachyla się nade mną patrząc mi prosto w oczy. Oczami wyobraźni widziałam jak przybliża się jeszcze bardziej i lekko muska wargami moją szyję.
     Ten wyimaginowany obraz jeszcze bardziej rozpalił moje ciało. Wyciągnęłam dłoń i przyłożyłam ją do twarzy. Poczułam zapach swojej kobiecości.
     Złapałam krawędź spódniczki i podciągnęłam ją wysoko, prawie pod sam biust, później szybko zsunęłam z siebie majtki i odrzuciłam je na podłogę. Podsunęłam stopy prawie pod pośladki i tracąc resztki kontroli nad sobą zaczęłam mocno pieścić punkt największej rozkoszy.
     Moje myśli i pragnienia wciąż oscylowały wokół Adama. Wyobrażałam sobie, że to on robi ze mną rzeczy, na które nikomu nie dawałam pozwolenia. W myślach widziałam, jak rozchyla mi nogi i zanurza się w moim wnętrzu, a ja przyciskam się do niego całym ciałem, tak jakbym chciała poczuć go jeszcze głębiej.
     Moje dwa palce pracowały z bardzo dużą szybkością, ciało zaczęło dygotać, a ciche jęki wydobywały się z mojego gardła. Już dawno poznałam swoje ciało, więc doskonale wiedziałam, że nadchodzi upragniony orgazm. Drugą dłonią, przez materiał bluzki zaczęłam szczypać swoje sutki, co jeszcze bardziej zwiększyło stopień podniecenia. W końcu moim ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze, wypinałam biodra do przodu, wyginając swoje ciało w łuk. Chwilę później fala orgazmu przeszła przeze mnie, a z cipki wytrysnął gorący strumień rozkoszy, który wylądował kilkanaście centymetrów dalej.
     Otworzyłam oczy gdy ekstaza całkiem opuściła moje ciało. Zobaczyłam mocno zmoczoną kołdrę. W pierwszej chwili skrzyżowałam nogi, jakbym wstydziła się tego, że to moja sprawka. Jednak po chwili znowu poczułam się wyjątkowa, bo nie każda kobieta jest obdarzona możliwością osiągnięcia kobiecego wytrysku. Doszłam do wniosku, że zasługuję na to co dobre i nagle Adam wyparował z moich myśli.

     Rankiem, w dniu przesłuchania do filmu, otworzyłam oczy, czując w sobie niezwykły spokój. Moje ciało było lekkie, a myśli jasne. W powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy, a promienie słońca tańczyły na zasłonach, obiecując dzień pełen nowych możliwości.
     Tego dnia wszystko wydawało się inne - jakby świat miał dla mnie przygotowaną niespodziankę. Czułam wdzięczność za to, co już mam, i ekscytację na to, co dopiero nadejdzie. Wiedziałam, że to będzie dzień, w którym pozwolę sobie na odwagę, na radość i na pełne zanurzenie w życiu. Dzień, który zapamiętam na długo.

     Przesłuchanie miało się odbyć dopiero wczesnym wieczorem, po drugiej stronie miasta – z dala od mojego domu.
     Gdy dotarłam pod wskazany adres, pomyślałam, że pomyliłam ulice. Przed sobą ujrzałam podniszczony budynek, bez żadnych szyldów reklamujących firmę. Poczułam się niepewnie, dziwnie to wyglądało. Jednak gdy przez duże drzwi wyszły dwie roześmiane nastolatki, moje obawy szybko się rozwiały. Usłyszałam jak komentowały przesłuchanie.
     Spojrzałam w małe lustereczko, poprawiłam fryzurę i weszłam do środka.
     Wewnątrz było równie obskurnie, jak na zewnątrz. Ujrzałam tylko dwie osoby. Jedna kobieta siedziała przy biurku i pisała coś na komputerze – nawet nie zwróciła na mnie uwagi. Druga kobieta, trzymając w ręku notes i uśmiechając się, podeszła do mnie i wyciągnęła dłoń na powitanie.
     - Ty pewnie jesteś Justyna?
     - Tak – odpowiedziałam niepewnie.
     - Nie zwracaj uwagi na tą scenerię – obejrzała się dookoła – to wszystko żeby zbić koszty produkcji.
     - Nie ma już nikogo? – zapytałam.
     - Nie, ty jesteś ostatnia na liście – dotknęła mojego ramienia dodając mi otuchy – Ale jesteś ładna.
     - Dziękuję – odpowiedziałam zadowolona z komplementu
     - Zaraz zaczniemy, musisz tylko podpisać dwa dokumenty.
     Wyjęła z notesu dwie wydrukowane kartki papieru i kontynuowała:
     - Zgodę rodziców możemy sobie darować, bo jesteś pełnoletnia – znowu się do mnie uśmiechnęła – Podpisz tylko regulamin castingu i klauzulę o poufności.
     Przejrzałam szybko treść dokumentów nie czytając ich dokładnie i złożyłam na nich dwa podpisy.
     Kobieta schowała z powrotem dokumenty do notesu, później z uśmiechem na twarzy wskazała na schody i powiedziała:
     - Zapraszam na przesłuchanie.
     Odzyskałam pewność siebie i poszłam za nią.
     Weszłyśmy po schodach na górne piętro i zatrzymałyśmy się przed dużymi drzwiami.
     - W sali czeka jury – powiedziała – Gdy skończycie, zejdź na dół dopełnić formalności, bo przeczuwam, że dostaniesz tę rolę.
     Z nieznikającym uśmiechem na twarzy odwróciła się i zeszła z powrotem po schodach.
     Zapukałam dwa razy w drzwi i nie czekając weszłam do środka.

     Znalazłam się w wielkiej auli. W pomieszczeniu panował półmrok, jednak na końcu – pod ścianą – zauważyłam siedzącego przy biurku mężczyznę. Tylko jedna osoba? – pomyślałam – miało być całe jury.
     - Zapraszam bliżej – powiedział.
     Wyćwiczonym krokiem podeszłam bliżej i stanęłam kilka metrów od biurka.
     - Dzień dobry – mężczyzna zajrzał w leżące przed nim dokumenty – Justyno.
     - Dzień dobry, czy to jest całe jury? – zapytałam rozkładając ręce.
     - Tak – odpowiedział – czy to jest dla ciebie problem?
     - Nie, ale inaczej wyobrażałam sobie castingi.
     Facet za biurkiem wyglądał mi na obleśnego, podstarzałego amanta. Był gustownie ubrany, ale wielki brzuch, który miał przed sobą budził u mnie wstręt. Był spocony i co chwilę zerkał na duży, paskudny, brązowy zegarek, który miał na ręce. Doszłam do wniosku, że chce mnie się stąd jak najszybciej pozbyć.
     - Przeważnie jury składa się z co najmniej trzech osób, jednak dzisiaj wyjątkowo jestem sam.
     Poczekał chwilę na moją reakcję, jednak ja nic nie powiedziałam, więc on dalej mówił:
     - Wszystkie informacje o tobie mam w dokumentach przed sobą, ale spotkaliśmy się tutaj, żeby zobaczyć co tak naprawdę potrafisz. Chcę żebyś odegrała scenę zrozpaczonej kobiety.
     Ucieszyłam się w myślach. Przecież właśnie taki epizod ćwiczyłam kilka dni temu – pomyślałam.
     - Możesz zaczynać, scena jest twoja.
     Wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i przeczesałam dłońmi włosy. Potem zaczęłam wygłaszać monolog, chodziłam szybko w tą i z powrotem. Moje dłonie wykonywały sporo gestów. Kończąc wypowiedź, podeszłam do biurka i oparłam dłonie o blat. Spojrzałam temu grubasowi prosto w oczy, a po moich policzkach spłynęło kilka łez. Później wróciłam na miejsce w którym stałam i lekko się ukłoniłam.
     Grubas chwilę milczał, później patrząc na mnie zaczął głośno bić brawo.
     - Doskonale – podsumował i wyprostował się na krześle.
     - Dziękuję – powiedziałam.
     Czułam się wniebowzięta.
     - To twój pierwszy casting? – zajrzał do dokumentów, które miał przed sobą.
     - Tak, pierwszy.
     Przejrzał do końca informacje, które zapewne dostał od asystentki, którą poznałam na dole. Potem zamknął teczkę i spojrzał na mnie.

     Czy można wyczuć nadchodzącą katastrofę? Czy jesteśmy w stanie przewidzieć moment, w którym świat zaczyna drżeć pod naszymi stopami, zanim jeszcze cokolwiek naprawdę się wydarzy - czy to tylko złudzenie, które tworzy nasz mózg?
     Grubas zmierzył mnie wzrokiem z dołu, do góry. Potem zaczął mówić:
     - Masz wszystko to, co powinna mieć dobra aktorka. Jesteś ładna, potrafisz grać i poruszać się po scenie. Niestety wiele jest dziewczyn o podobnych zdolnościach i urodzie – zamilkł na chwilę – Więc to od ciebie zależy, czy zrobisz karierę w show biznesie.
     Gdy to powiedział, wszystko stało się dla mnie jasne. Moje pierwsze obawy i ostrzeżenia członków rodziny okazały się prawdziwe. Prawda przygniotła moje serce. Być może takie marzenia zawsze kończą się w ten sposób. To byłoby zbyt piękne, by mogło się ziścić.
     Spojrzałam na grubasa z obrzydzeniem, później odwróciłam głowę i zerknęłam na drzwi. On wyczuł co mam na myśli i powiedział:
     - Oczywiście, możesz w każdej chwili stąd wyjść.
     Nic nie mówiąc znowu na niego spojrzałam. Oczami wyobraźni ujrzałam go nagiego – tłuste ciało i obwisły brzuch.
     - Jaki jest werdykt jury? – zapytałam udając, że nie rozumiem co ma na myśli.
     - Daj spokój – powiedział – Wrota do aktorstwa stoją przed tobą otworem. Jednak tylko od ciebie zależy, czy przez nie przejdziesz.

     Życie w gruncie rzeczy jest nieustanną serią skrzyżowań. Każdy dzień stawia przed nami coś, co wymaga decyzji - czasem drobnej, ledwie zauważalnej, a czasem takiej, która zmienia bieg całej historii. I choć często chcielibyśmy, żeby ktoś podał nam gotową odpowiedź, to właśnie w tej niepewności kryje się sens.
     Wybory są jak odciski palców: niepowtarzalne, naznaczone naszym doświadczeniem, lękami, pragnieniami. Czasem wybieramy dobrze, czasem źle, a najczęściej po prostu - po ludzku. Ale każdy wybór, nawet ten nieudany, przesuwa nas o krok dalej. Uczy, odsłania, kształtuje.
     Przed sobą miałam jeden z najtrudniejszych wyborów w życiu: upodlić się, by osiągnąć cel, albo porzucić swoje marzenia.
     Czy to wszystko naprawdę działa w taki sposób? Czy cała ta aktorska otoczka na tym polega - na kłamstwie, które ma nas ochronić przed tym, czego nie chcemy zobaczyć. Na tym, że prawda stoi tuż obok, ale my wolimy patrzeć w światła sceny.
     Zawsze byłam ambitna i dążyłam do celu, wiele poświęcając po drodze.
     Ambicja sama w sobie nie jest wadą. To siła, która pcha człowieka do działania, do przekraczania własnych granic, do stawania się kimś więcej, niż był wczoraj. Problem zaczyna się wtedy, gdy ambicja przestaje być narzędziem, a staje się panem. Ambicja gubi ludzi, gdy zamienia się w obsesję. Kiedy cel staje się ważniejszy niż człowiek, który do niego dąży. Gdy sukces zaczyna usprawiedliwiać każde poświęcenie - zdrowia, relacji, wartości.

     Patrząc na tego obleśnego faceta, myślałam, czy naprawdę mogłabym tak nisko upaść. Pewnie dziewczyny pokroju Izy przystałyby bez namysłu na tą propozycję. Ale ja? Przecież ja jestem inna – wyjątkowa. A tak w ogóle to co on chce? Mam się z nim ruchać, czy co?
     Wyrwałam się z rozmyślań i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Zrozumiał o co mi chodzi, obrócił się razem z krzesłem bokiem do biurka i rozchylił nogi.
     Zrozumiałam, że chce bym zrobiła mu lodzika.
     Obciągnąć grubemu facetowi w zamian za rolę w filmie? Wiedziałam, że cokolwiek wybiorę, w przyszłości i tak w pewnym stopniu tego pożałuję. Jeśli bym tego nie zrobiła i nie dostała się do obsady, to w małym stopniu zawiodę rodziców i przyjaciół. W szkole będą się śmiali, że taka popularna i ładna laska nie potrafiła przejść przez casting. Jednak jeśli sprzedam kawałek siebie, to dostanę szansę na to, by spełnić swoje marzenia.
     Życie polega na podejmowaniu decyzji.
     Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam się z miejsca, wyminęłam biurko i stanęłam przed siedzącym facetem.
     - To nie jest zbyt wygórowana cena za wstęp do aktorskiego świata – stwierdził.
     Byłam przestraszona, nie dałam rady nic powiedzieć.
     - Uklęknij – wysapał podnieconym głosem.
     Zakręciło mi się w głowie, wszystko wewnątrz mnie dygotało, bałam się, że zaraz się przewrócę. Wzięłam jeszcze jeden głęboki oddech, podeszłam jeszcze bliżej niego i uklęknęłam pomiędzy jego rozchylonymi nogami.
     - Włosy – cicho wyszeptał – chce cię widzieć.
     Podniosłam na niego wzrok. Od dołu wyglądał jeszcze bardziej obrzydliwie.
     Chyba nie dam rady – pomyślałam.
     Mimo wszystko sięgnęłam do tylnej kieszeni spodni, wyjęłam małą gumkę i szybko związałam włosy. Później położyłam dłonie na swoich kolanach i czekałam, jakbym nie wiedziała co mam dalej robić.
     - Rozepnij i zdejmij – rozkazał lekko poirytowanym głosem.
     Drżącą ręką sięgnęłam do guzika jego spodni, rozpięłam go i rozsunęłam rozporek. Grubas uniósł do góry spasione dupsko, tak bym mogła zsunąć mu spodnie. Zdjęłam je razem z obszernymi bokserkami.
     Wtedy moim oczom ukazał się sporego rozmiaru kutas, który stał już na baczność. Jęknęłam zrozpaczona. Jest gruby – pomyślałam – a grubasy przeważnie mają małe kuśki.
     Cena mojej kariery znów poszła w górę, lecz na odwrót było już zdecydowanie za późno.
     - A teraz… - wychrypiał zdecydowanie podniecony.
     Chciałam mieć to już za sobą. Szybko się pochyliłam i wzięłam go do ust. Jęknął z rozkoszy, a ja poczułam obrzydliwy smak jego fiuta. Wykonałam kilka szybkich ruchów głową w górę i w dół, chciałam nie dotykać go językiem. Niestety jego kutas był duży i gruby, wypełniał całą moją buzię. Zaczęło brakować mi tchu, wycofałam głowę uwalniając tym samym usta. Sięgnęłam dłonią i zaczęłam szybko walić mu konia. Miałam nadzieję, że zaraz dojdzie i mój koszmar skończy się. Grubas jednak otworzył oczy, spojrzał na mnie i rozkazał:
     - Bierz z powrotem do ślicznej buźki!
     No to tyle, jeśli chodzi o szybki finisz – pomyślałam.
     Z powrotem się pochyliłam i znowu wzięłam do ust. Tym razem delikatnie, samą jego końcówkę. Krótkie i szybkie ruchy na pewno jeszcze bardziej go podnieciły. Niestety to mu nie wystarczyło. Poczułam, że położył dłoń na mojej potylicy i zaczął delikatnie, ale zdecydowanie dociskać do siebie moją głowę. Wpychał go coraz to głębiej, centymetr po centymetrze. Gdy dotarł do mojego gardła, pomyślałam, że zaraz mnie udusi, on jednak pchał dalej. W końcu wcisnął go całego, dotknęłam ustami jego podbrzusza i jaj. Zdziwiło mnie, że dałam radę, wcześniej nie byłam świadoma tego, że potrafię to zrobić.
     Grubas zatrzymał się w tej pozycji, mocno trzymał moją głowę i cały dygotał silnie podniecony. Z oczu poleciały mi łzy, chciałam żeby już doszedł, żeby to wszystko już się skończyło. Czułam, że zaczyna mi brakować powietrza. On w tym momencie zaczął głośno stękać, wycofał się z mojego gardła, ale dalej pozostał w buzi. Skorzystałam z szansy i nosem mocno wciągnęłam powietrze.
     W końcu doszedł.  
     Pierwszy wyrzut spermy nie był zbyt duży, spokojnie zdołałam go przełknąć. Jednak drugi i trzeci nastąpił zaraz po sobie, obydwa były bardzo obfite, musiałam przytrzymać je w buzi. Niestety chwilę później wystrzeliła czwarta salwa, która przerosła moje możliwości. Zadławiłam się i jego płyny wystrzeliły z mojej buzi przez cienkie szczeliny pomiędzy moim ustami, a jego fiutem. Wycofałam głowę, na co wreszcie mi pozwolił. Z ust dalej kapała mi sperma, a ja łapczywie chłonęłam powietrze. Spojrzałam najpierw na jego czerwoną z podniecenia twarz, na ustach miał podły, triumfalny uśmieszek. Później przeniosłam wzrok na jego kutasa, z którego wciąż kapała sperma.
     Poczułam obrzydzenie do niego i do samej siebie. Nagle żołądek podszedł mi do gardła, przełknęłam ślinę, ale to nie pomogło. Chwilę później zwymiotowałam mu pod nogi. Potem znowu spojrzałam na niego bezbronnym wzrokiem. Chciałam przeprosić, jednak zamiast tego zwymiotowałam drugi raz, tym razem pobrudziłam kawałek jego spodni.
     Doszłam do wniosku, że muszę szybko stąd uciec, że nie mogę zostać ani chwili dłużej. Szybko wstałam z kolan i zaczęłam biec w stronę drzwi. W połowie drogi do wyjścia złapałam się za brzuch i zgięłam w pół. Zwymiotowałam po raz trzeci. Niedbale wytarłam usta dłonią, a za plecami usłyszałam głośny śmiech grubasa. Nawet nie spojrzałam w jego stronę, ruszyłam jeszcze szybciej w kierunku drzwi i zaczęłam płakać.
     Gdy znalazłam się na dole, usłyszałam głos kobiety, która mnie tutaj wprowadziła:
     - Jaki jest werdykt jury? Przeszłaś casting?
     Nawet na nią nie spojrzałam, biegłam szybko do drzwi wyjściowych. Gdy przez nie przechodziłam znowu usłyszałam głos kobiety:
     - Jeśli tak, to musisz podpisać kilka dokumentów!

     Zatrzymałam się dopiero za rogiem budynku. Oparłam się plecami o zimną ścianę i głośno szlochałam. Co ja zrobiłam?! Jak mogłam się tak zeszmacić? Dlaczego odebrało mi rozum? Łzy spływały po policzkach, ale nawet ich ciepło nie potrafiło przebić się przez lodowaty wstyd, który rozlewał się we mnie jak trucizna. Każdy oddech był jak szarpnięcie, jakby moje własne ciało próbowało wyrzucić ze środka to, czego nie potrafiłam nazwać.
     To nie ja – próbowałam sobie wmówić, ale to brzmiało jak szyderstwo. A może właśnie ja. Może to, czego tak się brzydzę, zawsze we mnie było, tylko wreszcie znalazło okazję, żeby wyjść na powierzchnię.
     Chciałam cofnąć czas. Chciałam zniknąć. Chciałam przestać czuć. Ale jedyne, co mogłam zrobić, to stać tam, drżeć, i słuchać własnego oddechu, który brzmiał jak przyznanie się do winy.
     Uspokoiłam się dopiero po kilku minutach. Przestałam płakać i nagle pod wpływem emocji podjęłam decyzję – nie chcę mieć nic wspólnego z aktorstwem i całym tym show biznesem. W dupie mam to, że zawiodę ludzi, którzy na mnie liczą. Zrywam z tym wszystkim, pójdę na studia i zajmę się czymś innym.
     Rozejrzałam się dookoła i ruszyłam w stronę domu. Pomyślałam, że długi spacer dobrze mi zrobi. Spróbuję poukładać sobie w głowie wydarzenia dzisiejszego dnia.
     Gdy odeszłam kilkadziesiąt metrów, usłyszałam jakieś kroki za sobą więc szybko się odwróciłam. Zauważyłam kilku przechodniów, jednak nikt z nich na mnie nie patrzył.
     Nikogo nie obchodzę – pomyślałam.

     Wracając do domu, rozmyślałam o tym, jakie konsekwencje przyniesie dzisiejszy dzień. Czułam, że odmieni moje życie, choć nie tak, jak to sobie wyobrażałam. Wiedziałam, że prawdziwe rozterki i przemyślenia nadejdą dopiero z czasem. Na razie wiedziałam tylko to, że zrobiłam z siebie dziwkę. Czułam obrzydzenie do samej siebie. Nie próbowałam się usprawiedliwiać, wiedziałam, że podjęłam złą decyzję. Zrozumiałam, że zapamiętam to do końca życia.
     To nie było chwilowe ukłucie wstydu, które mija po kilku oddechach - to było coś gęstego, osiadającego na skórze i w myślach. Każde wspomnienie tamtej decyzji wracało jak echo, które nie chciało ucichnąć. Nie próbowałam się usprawiedliwiać, bo wiedziałam, że nie ma na to miejsca. Żadne „musiałam”, „nie miałam wyjścia”, „to nie moja wina” nie brzmiało choćby odrobinę prawdziwie.
To nie była pomyłka, którą można zignorować. To było świadome wejście w coś, co od początku pachniało katastrofą.
     Już zawsze będę pamiętać ten dzień. Nie jako dramatyczną scenę, ale jako cichy, uporczywy ślad. Jak rysa na szkle, której nie da się wypolerować. Wiedziałam, że to doświadczenie będzie wracać - nie po to, by mnie karać, ale by przypominać, kim byłam w tamtej chwili i jak bardzo nie chcę już nigdy być tą osobą.

     Moje rozmyślania przerwał nagły powiew zimnego wiatru. Była końcówka kwietnia, ale wieczory o tej porze roku są chłodne. Otuliłam się ramionami i rozejrzałam dookoła. Było już ciemno, ale wiedziałam, że do domu mam niedaleko. Spuściłam głowę, wpatrzyłam się w chodnik przed sobą i przyśpieszyłam kroku.
     Nagle poczułam jak czyjaś dłoń mocno zaciska moje usta. Ułamek sekundy później druga ręka złapała mnie za szyję. Krzyk wydobyty z mojego gardła został skutecznie stłumiony. Ktoś szybko zaciągnął mnie za róg budynku, gdzie nie dochodziło światło ulicznych latarni. Dalej próbowałam wrzeszczeć, niestety krzyki były ledwo słyszalne. Chciałam się wyrwać z uścisku, jednak napastnik szybko przycisnął mnie twarzą do ściany. Chciałam uwolnić się i uciec. Przestałam się szamotać gdy poczułam nóż na gardle. Momentalnie zastygłam w bezruchu.
     No tak, zabijcie mnie teraz – pomyślałam – To będzie idealne zakończenie tego dnia.
     Słychać było tylko mój szybki oddech tłumiony przez dłoń napastnika i jego głośne sapanie.
     Co teraz? – pomyślałam – Czego on chce? Chce mnie okraść? Przecież ja nic przy sobie nie mam.
     - Jeśli nie będziesz krzyczeć, to przeżyjesz – powiedział cicho mężczyzna.
     Chyba znam ten głos – pomyślałam.
     Udało mi się odwrócić głowę na tyle, by wreszcie zobaczyć, kto mnie zaatakował. Ujrzałam dużego faceta w czarnej kominiarce.
     Lekko pokiwałam głową dając znak, że rozumiem. Wtedy napastnik uwolnił moje usta, a ja z całych sił powstrzymywałam się, żeby nie krzyczeć. Zrozumiałam, że on chce mnie zgwałcić.
     Bałam się wykonać jakikolwiek ruch, tylko spojrzałam na jego dłoń, w której trzymał nóż. Zobaczyłam na niej duży, brązowy zegarek i już nie byłam w stanie powstrzymać krzyku.
     Grubas uciszył mnie gwałtownym ciosem w bok twarzy. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i prawie zemdlałam. On prawą dłonią złapał mnie za włosy i trzymał jak szmacianą lalkę. Gdy docisnął mocnej ostrze noża do mojej szyi, zrozumiałam, że lepiej zamknąć gębę.
     Postawił mnie z powrotem na nogi, puścił moje włosy i brutalnie ściągnął mi spodnie do kolan.
     Bałam się nawet głośniej rozpłakać, z mojego gardła wydobywały się tylko ciche jęki i postękiwania.
     Gdy tylko wcisnął się we mnie, zacisnęłam powieki i szeroko otworzyłam usta, z których nie wydostał się żaden dźwięk.
     Głos uwiązł mi w gardle, a z oczu płynęły łzy. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie krzyku, mogłam tylko przyjmować na siebie jego kolejne pchnięcia. Był brutalny, rozrywał mnie od środka. Ból był okropny, myślałam, że za chwilę stracę przytomność. Może to i lepiej - przemknęło mi przez myśl. Jednak to nie nastąpiło, wciąż pozostawałam przytomna i musiałam świadomie przeżywać ten koszmar.
     Nagle uświadomiłam sobie, że zaraz umrę, że nie przeżyję tego. On mnie po tym wszystkim zabije.
     Przestałam odczuwać ból; łzy, które jeszcze przed chwilą drżały na rzęsach, zastygły w cienkich, kruchych śladach na policzkach. Cisza we mnie zgęstniała. Usta zamknęły się same, jakby chciały uchronić resztki godności przed światem, a każdy dźwięk, który mógłby się ze mnie wydobyć, zapadł się w sobie. Coś we mnie pękło - cicho, bez protestu - i miałam wrażenie, że wraz z tym pęknięciem uchodzi ze mnie życie, świadomość, ostatnia iskra czucia. Zastygłam, nieruchoma, z oczami wbitymi w jeden, nic nieznaczący punkt na ziemi, jakby tam właśnie miała kryć się odpowiedź na wszystko, czego dzisiaj doświadczyłam.
     Nawet nie wiedziałam kiedy on skończył. Po prostu, nagle się ulotnił. Nie wiedziałam, czy jeszcze żyję, czy tak właśnie wygląda śmierć - że nic się nie czuje.
     Dalej patrząc w jeden punkt osunęłam się na zimny grunt. Leżałam ze ściągniętymi spodniami, zgwałcona, poniżona. Straciłam poczucie czasu, żadne bodźce zewnętrzne do mnie nie dochodziły. Czułam się tak, jakby świat na chwilę przestał istnieć, jakby ktoś wyciszył wszystkie dźwięki i zgasił światła. Zawisłam w czymś miękkim, gęstym, odległym od rzeczywistości. Nie rejestrowałam kroków, głosów, ruchu powietrza. Wszystko, co zwykle mnie dotyka, nagle przestało mieć dostęp do mojego ciała i myśli. Byłam tylko ja i ten dziwny stan, w którym nie potrafiłam określić, czy minęła sekunda, czy cała godzina.
     Powróciłam do otaczającego mnie świata dopiero wtedy, gdy poczułam coś mokrego na nosie. Odzyskałam świadomość i zobaczyłam psa liżącego mnie po twarzy. Gdy tylko upewnił się, że żyję i się poruszam, uciekł.
     Usiadłam i oparłam się o ścianę, szybko naciągnęłam spodnie na tyłek. Dalej byłam otumaniona, rozejrzałam się dookoła, na szczęście nikogo nie było w pobliżu. Podsunęłam kolana pod brodę, jakby mogły mnie ochronić przed wszystkim. Ściana za plecami była twarda, obojętna, a ja nagle poczułam się tak niewiarygodnie mała. Jakby cały świat skurczył się do tej jednej chwili, w której nie ma już odwrotu.
     Wyciągnęłam z kieszeni telefon, ale nie potrafiłam go odblokować, nagle zapomniałam jak to się robi. Siedziałam dalej, bałam się poruszyć.
     Kilka minut później do moich uszu doleciał dźwięk stawianych kroków.
     Więcej niż jedna osoba – pomyślałam.
     Usłyszałam, jak kroki się zbliżają, a po chwili ujrzałam dwoje ludzi w granatowych mundurach. Kobietę i mężczyznę.
     Kobieta ujrzała mnie pierwsza, wyciągnęła latarkę, zaświeciła mi w twarz i zapytała:
     - Hej, co ty tutaj robisz?
     Nie odpowiedziałam, zasłoniłam oczy przed oślepiającym światłem latarki.
     Oboje podeszli bliżej mnie.
     - Poświeć – powiedziała kobieta do swojego kolegi.
     Patrol policji – pomyślałam.
     Policjantka przykucnęła obok mnie i delikatnym głosem zapytała:
     - Co ci się stało?
     Dalej milczałam, patrzyłam na nich tępym wzrokiem - raz na nią, raz na niego.
     Ona założyła lateksową rękawiczkę, odchyliła włosy z mojego prawego policzka i obejrzała ranę. Później spojrzała na swojego partnera. Zrozumiał ją bez słowa, złapał za krótkofalówkę i odszedł kilka kroków.
     Policjantka spojrzała mi w oczy, uniosła dwa palce i przesuwała dłonią w lewo i prawo, polecając, bym śledziła jej ruch.
     Później opiekuńczo powiedziała:
     - Nie bój się dziewczyno, pomożemy ci.
     A ja, choć wciąż byłam otępiona, poczułam nagle, że pierwszy raz od wielu godzin ktoś naprawdę widzi we mnie człowieka.


     Czas nauczył mnie, że trauma nie znika, ale zmienia kształt. Kiedyś była ciężarem, który przygniatał mnie każdego ranka, zanim jeszcze otworzyłam oczy. Później była raczej cieniem - wciąż obecnym, ale już nie decydującym o każdym moim kroku.
     Przez lata bałam się własnego ciała, własnego głosu, własnych granic. Bałam się, że to, co mi zrobiono, zdefiniuje mnie na zawsze. Kiedy byłam młoda, świat nagle stał się miejscem, którego nie rozumiałam i którego się bałam. Długo myślałam, że już nigdy nie poczuję się bezpiecznie.
     Kiedy patrzę wstecz, widzę dziewczynę, której odebrano coś, czego nigdy nie powinna była stracić. To, co w niej widzę, to nie tylko utrata czegoś ważnego, ale też ciszę, która po tej stracie zapadła. Jakby ktoś zgasił światło w pokoju, w którym wciąż powinna była świecić.
     Straciłam swoje życie, całą pewność siebie i otaczającą mnie aurę szczęścia. Patrzyłam na ludzi, ale nic nie widziałam. Świat był jak za szybą, a ja w środku – zbyt zmęczona, żeby płakać, zbyt przerażona, żeby mówić. Najbardziej pamiętałam nie ból, nie chaos, ale upokorzenie.
     Próbowałam iść dalej, choć nikt nie był w stanie nauczyć mnie, jak się podnosić.
     Te dramatyczne wydarzenia, lęk przed dalszym życiem wrosły we mnie tak głęboko, że trudno odróżnić, gdzie kończyła się trauma, a zaczynała moja osobowość. Przez długi czas wierzyłam, że to co się wydarzyło, było jak wyrok – coś, co określiło na zawsze jak będę żyła. Świat wydawał mi się obcy, zagrażający i nie wierzyłam, że kiedykolwiek będzie inaczej. Bezpieczeństwo wydawało mi się wtedy czymś, co przysługuje innym, ale nie mnie.
     Utrata życia, pewności siebie, poczucia szczęścia - to nie są rzeczy, które da się po prostu odzyskać jednym gestem. To raczej proces przypominający naukę chodzenia po raz drugi, tylko że nikt nie daje instrukcji. Człowiek potyka się, bo nie wie, w którą stronę iść. I choć nikt nie potrafi nauczyć, jak się podnosić po czymś takim, to jednak z czasem pojawia się coś, co przypomina, że można zrobić kolejny krok.
     Pierwszym krokiem było to, że przestałam obwiniać samą siebie. Czasami słowa policjantki, jej „nie bój się” wracały do mnie w najmniej spodziewanych momentach. Wtedy brzmiało to jak obietnica, której nie potrafiłam jeszcze przyjąć. Z czasem dowiedziałam się, że był to krok do tego, by znów poczuć się człowiekiem.
     Zrozumiałam, że to, co mnie spotkało, nie mówiło wiele o mnie, a wszystko o kimś innym. Przez lata nosiłam w sobie gniew, który palił mnie od środka. Dziś wiem, że ten gniew był moją pierwszą formą obrony.
     Nie jestem dumna z tego, co przeszłam, ale jestem dumna z tego, że nie pozwoliłam, by mnie to do końca złamało.


     Tak, jak sobie obiecywałam, zerwałam z aktorstwem. Na studia wyjechałam do innego miasta. Nie miałam prawdziwych przyjaciół, więc łatwo zerwałam znajomości.
     Przez cały okres studiów kułam jak szalona. Nie udzielałam się w studenckim życiu. Nikogo nie poznałam, trzymałam się na uboczu. Ubierałam się tak, żeby nie było widać, że jestem ładna - nie chciałam, by ktokolwiek zwracał na mnie uwagę. Chciałam ukończyć naukę, pozostając niezauważona. Wszystko działo się obok mnie, a ja tylko odhaczałam kolejne zaliczenia, kolejne egzaminy, kolejne semestry. I osiągnęłam to, co chciałam – dyplom z najlepszą oceną, zero potknięć.
     Można odnieść wrażenie, że coś mi umknęło. Nie zakosztowałam studenckiego życia, ale wcale tego nie chciałam. Bałam się ludzi, bałam się przed kimś otworzyć. Moim celem było uzyskanie wykształcenia, do tego dążyłam. Na związki międzyludzkie było wtedy jeszcze za wcześnie.

     Po studiach wróciłam do rodzinnego miasta i zaczęłam szukać pracy. Powrót okazał się być trudny. Znajome miejsca przypominały mi wydarzenia z przeszłości.
     Pierwsze rozmowy o pracę zakończyły się fiaskiem. Być może widziano we mnie zniekształconą osobę, skrzywdzoną emocjonalnie. Chciałam być silna i odzyskać siebie. Nie traciłam zapału, aż w końcu dostałam się na staż do dużej korporacji.
     W pracy nie mogłam już trzymać się całkiem na uboczu. Trudno było mi wdrożyć się w powierzone obowiązki. Wykonywałam zadania z największą dokładnością, a jednocześnie starałam się pracować sama. Nie zawsze jednak było to możliwe.
     Mimo wysiłków, by pozostać na uboczu, coraz częściej ktoś czegoś ode mnie potrzebował. Każde takie wyjście ze swojej bezpiecznej strefy kosztowało mnie sporo energii. Zdarzały się chwile, kiedy musiałam współpracować, choć wolałabym zniknąć. Wtedy czułam, jak narasta we mnie napięcie, jakby każdy kontakt z drugim człowiekiem odsłaniał coś, co wolałabym ukryć. Wiedziałam jednak, że prędzej czy później ktoś zauważy, że coś jest ze mną nie tak.

     W drugim tygodniu pracy rano poszłam do firmowej kuchni zrobić sobie kawę. Był tam jakiś pracownik, którego wcześniej nie widziałam. Patrząc w telefon, powiedziałam:
     - Cześć.
     - Cześć – odpowiedział tym samym.
     Podeszłam do ekspresu, chciałam wybrać kawę, ale na urządzeniu zobaczyłam już gotowy napój. Rozejrzałam się dookoła i doszłam do wniosku, że to jest kawa faceta, który opierał się o blat.
     Zbliżyłam się do niego, wolno podniosłam na niego spojrzenie i nieśmiało zapytałam:
     - Mogę skorzystać z ekspresu?
     Był przystojny; moją uwagę jako pierwsze przyciągnęły jego piękne, błękitne oczy.
     Przyglądał mi się przez chwilę i odpowiedział:
     - Tak, jasne.
     Szybko zabrał swój kubek i odszedł na bok. Ja uruchomiłam ekspres i dalej patrzyłam w telefon. Czułam, że on dokładnie mi się przygląda, jednak nie odważyłam się na niego spojrzeć.
     Nie może sobie stąd pójść i dać mi spokój? – pomyślałam.
     Nie przestał mnie obserwować, a co gorsza - podszedł i zapytał:
     - Jak ci mija dzień?
     Nagle zesztywniałam, nie wiedziałam co mam zrobić. Chciałam udawać, że nie słyszę, ale po sekundzie doszłam do wniosku, że to głupie – przecież nie ma tu nikogo innego.
     W końcu odwróciłam się w jego stronę i znowu na niego spojrzałam, ale nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Patrzył mi prosto w oczy, jakby zaglądał aż do środka.
     W pewnym momencie zbyt mocno przechylił kubek i wylał kawę na podłogę. Cicho przeklął, a ja powiedziałam:
     - Przepraszam.
     Sekundę później już mnie nie było w kuchni, szybko wyszłam z opuszczoną głową.
     Wróciłam do swojego biurka, oparłam łokcie na blacie i schowałam twarz w dłoniach.
     Jak ja mam efektywnie pracować, skoro przerasta mnie zwykła, luźna rozmowa ze współpracownikiem - pomyślałam. Przecież on niczego ode mnie nie chciał, tylko próbował być uprzejmy, bo widział mnie po raz pierwszy. A może to jego błękitne oczy kompletnie odebrały mi mowę. Wystarczyło coś powiedzieć, cokolwiek, bo teraz pewnie uzna, że jestem dziwaczką i jeszcze rozpuści o mnie plotki.
     Wróciłam do swoich zadań i postanowiłam dokładniej nad sobą popracować. Przecież miałam kiedyś być aktorką – pomyślałam zażenowana.

     Dowiedziałam się, że poznany w kuchni kolega ma na imię Paweł. Po raz kolejny spotkałam go w tym samym miejscu tydzień później.
     Kiedy weszłam do kuchni, marzyłam tylko o chwili spokoju. Oparłam się o blat, trzymając w dłoniach ciepły kubek kawy, jakby to był jedyny punkt zaczepienia w całym dniu. Gdy usłyszałam kroki, moje ciało automatycznie się napięło. A kiedy zobaczyłam, że to on, serce zaczęło mi bić tak mocno, że aż zabolało.
     - Cześć - powiedział lekko, swobodnie, jakby nic nie mogło go wytrącić z równowagi.
     Podniosłam wzrok i przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że świat zwęził się tylko do jego sylwetki. Zaskoczenie, niepokój, wstyd - wszystko naraz. Słowo „cześć” ugrzęzło mi w gardle, jakby było za ciężkie.
     - Cześć - wydusiłam w końcu, ledwo słyszalnie.
     Podszedł bliżej, sięgnął po jabłko, jakby to była najzwyklejsza rozmowa w pracy. A ja czułam, jak moje dłonie zaczynają drżeć.
     - Słyszałem, że jesteś nową stażystką. Jak ci się u nas pracuje?
     Chciałam odpowiedzieć normalnie, pewnie, ale w głowie miałam pustkę. Zamiast tego pojawiła się znajoma fala paniki, która zawsze przychodziła, gdy ktoś kierował na mnie uwagę. Miałam ochotę uciec, schować się, zniknąć. Ale nogi odmówiły posłuszeństwa.
     - Dobrze - wyszeptałam, czując, jak policzki zaczynają mnie piec.
     Widziałam, że mi się przygląda. Nie w sposób nachalny, raczej uważny, jakby próbował mnie zrozumieć. To sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej odsłonięta. Moje za duże ubrania, które miały mnie ukrywać, nagle wydawały się śmiesznie nieskuteczne.
     - Kto jest twoim przełożonym? – zapytał.
     - Stary – wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć. Gdy się zaśmiał, poczułam, jak fala gorąca uderza mi do twarzy – To znaczy… dyrektor.
     Zakryłam twarz dłonią, jakbym mogła w ten sposób zniknąć. Chciałam, żeby ziemia mnie pochłonęła.
     - Nie przejmuj się, nie powiem mu – powiedział łagodnie.
     A potem dotknął mojego ramienia. Delikatnie, uspokajająco. A jednak moje ciało zareagowało jak zawsze - gwałtownie, instynktownie. Odskoczyłam, jakby dotknął mnie ogień. Nienawidziłam tego odruchu, tej bezsilności wobec własnych reakcji.
     On natychmiast uniósł ręce.
     - Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.
     - Nie, to ja przepraszam – poczułam, jak oczy zaczynają mi się szklić – Nic złego nie zrobiłeś.
     Wiedziałam, że wyglądałam jak ktoś, kto zaraz się rozpłacze. Nie chciałam tego. Nie przy nim. Nie tutaj.
     - Na pewno wszystko okej? – zapytał, a w jego głosie było coś, co sprawiło, że serce ścisnęło mi się jeszcze mocniej.
     - Tak – odpowiedziałam, wpatrując się w podłogę, bo nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy – Po prostu… ja taka jestem.
     Odłożyłam kubek do zlewu, czując, że jeśli zostanę choć sekundę dłużej, emocje mnie zaleją. Wyszłam z kuchni szybkim krokiem, próbując złapać oddech i uspokoić drżenie rąk.

     Tak trudno wrócić do dawnego życia. Można stawiać kolejne kroki, lecz czasem mamy wrażenie, że coś pozostaje nie do zdobycia - nie do przywrócenia. Można iść naprzód, odbudowywać rytm, odzyskiwać pewne gesty, ale zawsze pozostaje jakaś szczelina, coś nieuchwytnego.
     Czasami warto przestać walczyć o „dawną siebie”, można wtedy dostrzec nowe możliwości: drobne, ale prawdziwe. Jakby życie mówiło: „Nie musisz wracać, możesz iść dalej, inaczej, ale na nowo”.

     W sobotę, pod koniec tamtego tygodnia pracy, dostałam od szefa wiadomość:
     „W poniedziałek jedziesz z Pawłem do Gdańska, na trzy dni. Wszystkie informacje masz na poczcie. Przygotuj się - to dla ciebie szansa.”
     Siedziałam zamknięta w swoim pokoju. Wiadomość jednocześnie mnie ucieszyła i przeraziła.
     Byłam zadowolona, że szef mnie docenił i powierzył dość ważne zadanie. Zależało mi na tej pracy, chciałam po stażu dostać stałą posadę. Jednak wizja spędzenia z prawie obcym facetem trzech dni, napawała mnie wielkim niepokojem. Przecież nie mogłam z nim spokojnie wymienić kilku zdań. Więc jak mam z nim spędzić kilka całych dni?
     Wstałam od biurka i opadłam na łóżko, położyłam się na plecach. Zapatrzyłam się w jakiś punkt na suficie.
     Gdybym była normalna i potrafiła żyć – pomyślałam. On jest całkiem przystojny. Jego błękitne oczy potrafiły wciągnąć, wyrzeźbiona sylwetka i silne ramiona nadawały mu pociągający wygląd. Pewnie jest z jakąś seksowną kobietą, która o niego dba i potrafi rozbawić.
     Przymknęłam powieki i oczami wyobraźni zobaczyłam go w firmowej kuchni, stojącego z kubkiem w dłoni.
     Nawet nie wiem kiedy jedna moja dłoń powędrowała w stronę krocza, a druga przez materiał bluzki zaczęła badać piersi.
     Tak dawno tego nie robiłam - przemknęło mi przez myśl. Chyba ostatni raz jeszcze przed tym wszystkim. Nagle wróciło wspomnienie Adama, którym kiedyś byłam tak zauroczona. Dziewczęce zauroczenia… Uśmiechnęłam się na myśl o tamtej mokrej przygodzie sprzed lat.
     Odpędziłam od siebie wspomnienia i wsunęłam prawą dłoń pod spodnie. Drgnęłam, czując dawno zapomniany dreszczyk podniecenia.
     Można mieć problem z otworzeniem się dla ludzi, jednak nie da się oszukać natury.
     Moje sutki stwardniały, a w majtkach szybko zrobiło się mokro. Pieściłam się mocno i zawzięcie, przypominając sobie, jakie to było przyjemne. Dawno tego nie przeżywałam, więc spodziewałam się, że spełnienie może przyjść bardzo szybko. Przestałam masować się palcami i szybko włożyłam je do środka. Poczułam lekkie ukłucie bólu i nagle czar prysnął. Pod zamkniętymi powiekami pojawił się obraz otyłego, spoconego mężczyzny z brązowym zegarkiem na lewej ręce.
     Podniecenie szybko opuściło moje ciało, wyciągnęłam rękę ze spodni i usiadłam na łóżku. Oparłam łokcie o uda i schowałam twarz w dłoniach, poczułam zapach własnej cipki.
     - Dlaczego mi to zrobił? – powiedziałam głośno – Zabrał mi wszystko, całą moją kobiecość.
     Bardzo chciałam się nie rozpłakać, jednak mimo mojej woli, po twarzy spłynęło mi kilka gorących łez.

     Najtrudniejsze jest to, że świat oczekuje, że wszystko wróci do normy. Że skoro minęło tyle czasu, to powinnam już być „po wszystkim”. Ale ja wiedziałam, że gojenie nie działa według kalendarza. Czasem to krok do przodu, czasem dwa w tył. I to też jest w porządku.
     Mimo wszystko uczyłam się żyć. Uczyłam się oddychać swobodniej, cieszyć się małymi rzeczami. Wiedziałam, że mogę iść dalej, nawet jeśli czasami szłam trochę wolniej.

     Rano, w dzień wyjazdu do Gdańska postanowiłam trzymać się swoich celów.
     Drzwi windy rozsunęły się z cichym sykiem, a ja wyszłam na chłodny korytarz, ściskając w dłoni niewielką torbę. Materiał eleganckich spodni, o rozmiar za dużych, delikatnie ocierał się o skórę przy każdym kroku. Sweter, miękki i ciepły, opinał mnie pod samą szyję, jakby chciał dodać mi otuchy. Na stopach miałam płaskie, starannie dobrane buty - praktyczne, ale mało kobiece.
     Od razu zauważyłam Pawła. Stał kilka kroków dalej, jakby czekał już od dłuższej chwili. Podszedł do mnie z pewnością, której w tamtym momencie sama nie czułam.
     - Cześć – powiedział.
     - Cześć – odpowiedziałam, pozwalając, by mój wzrok uciekł gdzieś w bok. Nie dlatego, że nie chciałam na niego spojrzeć. Po prostu… nie byłam jeszcze gotowa.
     - Cieszę się, że będę miał twoją pomoc w czasie delegacji – dodał lekko formalnym tonem.
     - Ja też – odparłam, choć w moim głosie brzmiała ostrożność, której nie potrafiłam ukryć.
     Kiedy wyciągnął rękę w stronę mojej torby, pytając, czy może ją wziąć, zawahałam się tylko przez ułamek sekundy. Oddałam mu ją bez słowa, czując dziwną ulgę, jakby ciężar był większy, niż wyglądał.
     Ruszyliśmy razem w stronę samochodu. Korytarz wydawał się dłuższy niż wcześniej, a echo naszych kroków mieszało się z myślami, które próbowałam uporządkować.

     Pierwsza godzina podróży samochodem była dziwna, nie odzywaliśmy się do siebie, a ja bałam się na niego spojrzeć. Udawałam, że jestem zaciekawiona jakąś treścią w swoim telefonie.
     Kiedy odezwał się pierwszy, poczułam, jak moje ciało napina się odruchowo. Chciał, żebyśmy się lepiej poznali. Bałam się tego - nie jego, tylko samego faktu bycia widzianą.
     Zapytał, czemu ostatnio uciekłam z kuchni. Nie wiedziałam, jak mu powiedzieć, że rozmowy z ludźmi zawsze były dla mnie trudne, że czasem jedno spojrzenie potrafiło mnie sparaliżować bardziej niż najgorsza krytyka. W końcu jednak przyznałam, że ciężko mi nawiązywać kontakty. On tylko odparł, że nie musi mnie męczyć rozmową, jeśli nie chcę. A ja… chciałam. Chciałam go poznać, choć nie umiałam tego powiedzieć inaczej niż powołując się na polecenie szefa.
     Kiedy spojrzałam na niego, na chwilę zapomniałam o całym swoim spięciu. Jego wzrok był ciepły, uważny, jakby naprawdę chciał mnie zrozumieć. Poprosił, żebym opowiedziała coś o sobie. Nie wiedziałam, co mogłoby go zainteresować - moje życie wydawało mi się zbyt zwyczajne, zbyt mało warte opowiadania. On jednak stwierdził, że nikt nie ma zwykłego życia.
     I wtedy, zupełnie niechcący, uśmiechnęłam się.
     To było jak otwarcie drzwi, które trzymałam zamknięte od dawna. W jego oczach zobaczyłam zaskoczenie, a zaraz potem coś, co przypominało zachwyt. Ten moment trwał może sekundę, ale dla mnie był jak zatrzymanie czasu. Poczułam, że mój uśmiech naprawdę do niego dotarł.
     Zaczęłam o sobie opowiadać. Z początku mówiłam ostrożnie, jakbym dopiero uczyła się własnego głosu. On słuchał uważnie, bez pośpiechu, i to sprawiło, że po chwili zaczęłam czuć się swobodniej. Kiedy skończyłam, powiedział, że nie było tak źle. Speszyłam się, ale jego słowa były ciepłe, szczere. Stwierdził, że mógłby mnie słuchać dalej - zaśmiałam się i lekko szturchnęłam go w ramię, bardziej odważnie, niż sama się po sobie spodziewałam.
     Po chwili to ja zapytałam o niego. Chciałam wiedzieć, kim jest poza pracą.
     Słuchałam go długo - opowiadał o pracy, treningach, hobby, o tym, jak wygląda jego codzienność. Twierdził, że to nic niezwykłego, ale dla mnie brzmiało jak życie kogoś, kto naprawdę wie, czego chce.
     Zanim się obejrzeliśmy, byliśmy już blisko Gdańska.
     Uśmiechnęłam się i nazwałam go szefem - tym razem bez cienia niepewności.
     Zaskoczyło mnie, jak bardzo się przy nim otworzyłam. Kilka godzin wystarczyło, bym poczuła się lżejsza, jakbym zdjęła z siebie coś, co nosiłam od dawna.

     Czy można tak bardzo zmienić się w zaledwie kilka godzin? Przez tyle lat byłam zamknięta w sobie, bałam się ludzi. A tu nagle rozmawiam, żartuję i śmieje się razem z mężczyzną.
     To potrafi człowieka zaskoczyć - ten moment, kiedy coś w nas pęka, ale nie w złym sensie. Raczej jakby nagle otworzyło się okno, które przez lata było zaryglowane. I nagle wpada świeże powietrze, a ty orientujesz się, że oddychasz inaczej, lżej.
     Czasem wystarczy kilka godzin, żeby zobaczyć siebie w nowym świetle. Nie dlatego, że stajesz się kimś innym, ale dlatego, że ktoś - przypadkiem albo intuicyjnie - dotknął tej części ciebie, która zawsze tam była, tylko bała się wyjść na powierzchnię.
     Może to nie jest zmiana, tylko odsłonięcie.
     Może to nie on cię zmienił, tylko przy nim pozwoliłaś sobie być bardziej sobą.
     I to jest piękne, choć trochę przerażające. Bo jeśli można tak szybko poczuć się inaczej, to znaczy, że w tobie od dawna drzemała gotowość. Tylko czekała na właściwy impuls.

     Przeżyłam z Pawłem cudowne trzy dni.

     Zaraz po przyjeździe – za firmowe pieniądze, kupił mi nowe ubranie, które założyłam na kolację biznesową. A po spotkaniu zabrał mnie na plażę.
     Byłam szczęśliwa, że tam jestem.
     Kiedy delikatnie dotknął mojego policzka i musnął moje usta, poczułam, jak cały świat na moment zwalnia. Odwzajemniłam pocałunek niepewnie, ale z czułością, pozwalając, by emocje poprowadziły mnie dalej. Wiedziałam, że przekroczyliśmy niewidzialną granicę i już nic nie będzie takie jak wcześniej.
     W nocy siedzieliśmy na balkonie popijając drinki. Czułam, że Paweł chce mnie zapytać o moją przeszłość. Było dobrze i przyjemnie, jednak jeszcze nie byłam w stanie zwierzyć mu się ze wszystkiego.
Znowu się pocałowaliśmy, tym razem dłużej i bardziej namiętnie. Chciał pójść krok dalej, ale gdy uścisnął mój tyłek, musiałam się wycofać.
     Późno w nocy przyszłam do jego łóżka, wtuliłam się w niego i tak spaliśmy do rana.

     Cały następny dzień upłynął nam na pracy. Dopiero późnym wieczorem, siedząc na tym samym balkonie, mogliśmy porozmawiać.
     Doszłam do wniosku, że Paweł zasłużył na odrobinę prawdy o mnie. Częściowo mu się zwierzyłam. Nie powiedziałam wszystkiego, ale dowiedział się, że ktoś w przeszłości bardzo mnie skrzywdził. Że kiedyś byłam kimś zupełnie innym. Powiedziałam mu, że chciałabym znów spróbować zaufać ludziom i pozwolić sobie na coś więcej. Dodałam też, że jeśli miałabym to zrobić, to właśnie przy nim.
     Później wyznałam, że go pragnę.
     Chciałam go uwieść i doprowadzić do ekstazy ustami, ale nie byłam w stanie.
     Znów pomyślałam, że jestem zepsuta i nie potrafię ani czerpać, ani dawać przyjemności. On jednak uspokoił mnie swoją czułością.
     Poprowadziłam go do pokoju i tam w końcu zdołałam oddać mu swoje ciało.
     Byłam przestraszona, cała drżałam. Wiedziałam, że nie jestem dobrą kochanką. Jednak gdy w końcu we mnie wszedł, krzyknęłam z rozkoszy. Przez głowę przemknęła mi myśl, że mogę w końcu czerpać rozkosz, że może odzyskałam to, czego tak bardzo pragnęłam.
     Po wszystkim położyłam się na boku, podpierając głowę na łokciu, i przez chwilę przyglądałam się jego twarzy. Paweł przyciągnął mnie do siebie i pocałował z całą czułością, jakiej w tamtej chwili potrzebowałam.
     Kiedy obojgu nam zabrakło tchu, odsunęłam się lekko i uśmiechnęłam, czując wdzięczność za to, że między nami pojawiło się coś nowego, a ja zrobiłam kolejny, mały krok naprzód. Przytuliłam się do niego i oparłam głowę na jego klatce piersiowej.
     W tej spokojnej bliskości zasnęliśmy po kilku minutach.

     Czy życie człowieka może zmienić się w zaledwie parę dni? Przecież to tylko kilkadziesiąt godzin. Nie wierzyłam, że pojawienie się kogoś może uleczyć moją duszę. W przeszłości zostałam skrzywdzona, ale w końcu los postanowił mi odpuścić. Zesłał na moją drogę wspaniałego mężczyznę. Czułam, że przy nim oddycham inaczej - głębiej, spokojniej, jakbym po raz pierwszy od dawna nie musiała udawać, że wszystko jest w porządku.  
     Zaskakiwało mnie, jak naturalnie wypełniał ciszę między nami. Jakby znał rytm mojego serca lepiej niż ja sama. I choć wciąż bałam się zaufać, coś we mnie zaczynało mięknąć. Może dlatego, że nie próbował mnie naprawiać. Traktował mnie jak kogoś, kto zasługuje na delikatność.
     Z każdym kolejnym spędzonym razem dniem i tygodniem czułam, że moje dawne rany przestają krwawić. Nie wiedziałam jeszcze, dokąd to wszystko mnie doprowadzi, ale pierwszy raz od kilku lat byłam szczęśliwa.

     Paweł był romantykiem. Potrafił być delikatny i czarujący, rozpieszczał mnie i starał się pokazywać, że życie może być piękne. Udało mu się na nowo rozniecić drzemiący we mnie ogień. Z nim wszystko nabierało barw - zwykły spacer zamieniał się w małą przygodę, a poranna kawa smakowała jak obietnica czegoś dobrego. Przy nim czułam, że mogę być silna, pewna siebie. Że nie muszę niczego udawać.
     Kilka miesięcy później przyznałam najpierw przed sobą, a potem przed nim, że jestem w nim zakochana.

     Miłość nie jest uczuciem dla ludzi, którzy chcą mieć wszystko pod kontrolą. Miłość wymaga poświęceń. Wielkie gesty są piękne, ale to drobiazgi budują jej trwałość. To codzienne wybory - czasem tak małe, że aż niezauważalne - sprawiają, że druga osoba czuje się ważna. To umiejętność słuchania, kiedy jesteś zmęczony. To pamiętanie o tym, co dla niej lub dla niego ma znaczenie, nawet jeśli nie jest to ważne dla ciebie.

     Wielkie historie miłosne potrafią przetrwać na wieki. Większość z tych, które znamy i uwielbiamy, kończy się szczęśliwie.
     Niestety w prawdziwym życiu nie zawsze wszystko może skończyć się pięknie i kolorowo. Bo los ma w zwyczaju igrać z nami i czasem wystawia nas na próbę.

     Pewnego zimowego wieczoru postanowiłam zrobić Pawłowi niespodziankę. Miałam dzień wolny, ale podeszłam pod naszą firmę i czekałam, aż wyjdzie z pracy.
     Stałam przy jego samochodzie, otulona zimowym chłodem. Śnieg zaczął prószyć, cichy, delikatny, jakby świat próbował usypiać.
     Zobaczyłam Pawła, gdy wyszedł z budynku. Uśmiech nagle pojawił się na mojej twarzy.
     A potem zobaczyłam ją.
     Kobietę, której nie znałam.
     Wysokie buty, elegancki płaszcz, rude włosy - wyglądała jak ktoś, kto nie powinien być częścią mojego świata, a jednak nagle w nim stanęła. Podeszła do niego z pewnością, jakby miała do tego prawo. Jakby ich spotkanie było czymś naturalnym.
     Zatrzymałam wzrok na jego twarzy. Ujrzałam na niej zaskoczenie i zmieszanie.
     Nie słyszałam ich słów, ale widziałam, jak ona mówi, a on wypowiada tylko jedno słowo i podnosi ręce.
     Później pocałowała go i szybko uciekła.
     Pocałunek był krótki, szybki, przelotny, ale wystraczający, by moje serce zamarło. Nie wiedziałam, kim ona jest. Nie wiedziałam, dlaczego to zrobiła.
     Stałam przy samochodzie jak ktoś, kto nagle znalazł się w obcym miejscu. Jakby ziemia pod stopami zmieniła się w lód. Patrzyłam na niego gdy szedł w moją stronę.
     Kiedy mnie zobaczył, powiedział:
     - Justyna – i podszedł jeszcze bliżej.
     Poczułam, jak coś we mnie pęka. Moja broda zaczęła drżeć, łzy same popłynęły. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Nie potrafiłam nawet oddychać normalnie. Odwróciłam się, bo nie mogłam znieść ciężaru tej chwili. Nie mogłam patrzeć na niego i jednocześnie czuć, jak moje serce rozpada się na kawałki.
     Ruszyłam przed siebie, nie wiedząc dokąd idę.
     Słyszałam, jak woła moje imię, ale nie mogłam się zatrzymać.
     Śnieg padał coraz gęściej, jakby próbował przykryć ślady tego, co się wydarzyło.
     Chciałam zniknąć w tej bieli, rozpłynąć się w niej, żeby na chwilę przestać czuć. W środku mnie drgało tylko jedno, ciche, uporczywe pytanie. Czy jeszcze potrafię odnaleźć siebie po tym wszystkim.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Shadow1893

    Długo kazałeś czekać na kontynuację, jednak ciekawość  nie usypia i cierpliwie czeka na kolejne wersy wciągającej opowieści. Świetnie poprowadzona historia. 😃

    7 godz. temu

  • Użytkownik valkan

    @Shadow1893 Dziękuję za komentarz i za tak ciepłe słowa. Twoja opinia jest ogromnie motywująca. Postaram się by następna część była równie wciągająca :)

    7 godz. temu