Ukojenie cz. 53

Ukojenie cz. 53Uwaga! Zawiera treści przeznaczone osobom pełnoletnim.  

***

Podjechali około pół kilometra i starszy chłopak kazał mu się zatrzymać.
      – Chodź – powiedział i ruszył w stronę domu Mike'a.  
      Tommy zamknął Forda i posłusznie podążył za nim. Trevor sprawdził godzinę i zapukał do drzwi. Mike otworzył bardzo szybko, operując nadzwyczaj zadowoloną miną.  
      – Właźcie. – Odsunął się. – Piwo?      
      – Jasne – odparł Trevor i zaraz dostali z Tommym po butelce. Mike zrobił sobie czerwonego drinka i zaraz usadowił się w fotelu, naprzeciw gości.
      – Mike, to jest Tommy, o którym ci mówiłem. Teraz już nie będziesz miał wątpliwości co do wyglądu, jakbyście się umówili. – Trevor przedstawił przyjaciela.
      – My się znamy – rzekł Mike i młodzik się uśmiechnął.
      Trevor osłupiał.
      – On już ode mnie kupował – sprostował gospodarz, ale zakręcony Trevor nadal nie wiedział, o co chodzi. – Poznaliśmy się na imprezie u Davida, dobrze go znam. Tam paliliśmy jak dzicy. To brat twojej pani? Jaki ten świat mały, w życiu bym nie pomyślał… No dobra, ale dość tych pogaduszek, zapalmy – zaśmiał się Mike i zniknął w kuchni.  
      Przyniósł wielką, wodną lufę z czterema rurkami po bokach, do której władował całą garść marihuany i odpalił. Pociągnął tak potężnie, że oczy momentalnie zaszły mu łzami, zaczął kaszlać i śmiać się donośnie, wypuszczając dym. Trevor nie protestował i powtórzył czynność kumpla w parze z młodzikiem. Patrzyli na siebie, wciągając narkotyk, ale zaraz też parsknęli śmiechem.
      – Emma nas zatłucze. I jeszcze z takiego kalibru... Jak ja będę prowadził? – Chichotał młodzik.
      – Damy radę… – wystękał Trevor.
      – Dobra, gotowi? Jeszcze raz – wtrącił Mike, trzymając już rurkę w dłoni.
      – Jedziemy! – rzucił entuzjastycznie Tommy i już cała trójka ponownie wciągała dym do płuc, uśmiechając się pod nosami.
      – Czemu zawdzięczam ta wizytę? – zapytał najstarszy chłopak.
      – Musimy godzinę czekać na usługę, nie chciało nam się jeździć w kółko – oznajmił Trevor.
      – Kończcie piwo, pójdę po następne. Mam w lodówce sto pięćdziesiąt sztuk – zarechotał Mike, widząc, że bardzo szybko uporali się z trunkami.
      – Tak... – nie dowierzał Tommy.
      – Chodź. – brunet skinął głową i chłopak poszedł z nim do kuchni.
      Trevor też się ruszył. Właściciel domu otworzył niewielką chłodziarkę, calutką zawaloną brązowymi butelkami.
      – O ja pierdolę! Po co ci tyle piwska?! – zawył Trevor.
      – O ósmej będę miał gości. Też mieli swój wkład w zapełnienie tej lodówki. – Cieszył się Mike. – Dobra, my tu gadu gadu, a ziółko czeka! – rzucił i zaraz jarali po raz trzeci, a po nim czwarty.
      Pociągnięcia były kolosalne, faceci byli już kompletnie naćpani. Gadali coraz większe bzdury, śmiejąc się jeden do drugiego. Trevor z pełną powagą zaczął rozprawiać o tym, że nie podoba mu się niebieska tapeta na ścianach u Mike'a i stwierdził, że on położyłby sobie fioletową. Tommy natomiast siedział i głupkowato mu tłumaczył, że niebieska jest lepsza, bo to niby delikatniejsza, rozjaśnia pokój i inne, tego typu pierdoły. Mike słuchał tej zażartej konwersacji i rechotał, lecz w końcu orzekł, że obie są do dupy i kładł taką, jaką miał.
      Problem dotyczący wystroju wnętrz u chłopaka urósł do takich rozmiarów, że dyskutowali o tym ponad kwadrans, kłócąc się zawzięcie, który kolor jest ładniejszy. W konsekwencji skończyło się na fioletowym, bo Trevor nie dawał za wygraną i zaczął już zabawnie się unosić, czepiając się młodego, że niby taki przyjaciel, a się z nim nie zgadza.
      Gdy w rezultacie wszyscy wzięli po sześć dymów, Mike schował lufę. Godzina zleciała im zdecydowanie za szybko. Gdy minęła dziewiętnasta, Trevor ruszył się z miejsca.
      – Tommy, chyba spadamy, nie?
      – Jasne. – Dwudziestolatek się podniósł.
      – Dzięki za ziółko i browarki. – Trevor uściskał Mike'a, który ponownie trochę zgłupiał, widząc jego zachowanie.
      Młodzik również podziękował, podał rękę starszemu znajomemu i wyszli z Trevorem z domu, rechocząc jak nienormalni na całą ulicę.
      – Kurwa, Trevor, jak ja pojadę? To zielsko jest rozbrajające, nie mam siły. Ty prowadź – wypaplał niewyraźnie Tommy.
      – Chyba żartujesz – zaśmiał się szatyn.
      – Ja nie poprowadzę – zadecydował Tommy.
      – Idźcie piechotą! – rzucił stojący w progu Mike, widząc kolegów, którzy utkwili przy bramce
      Jego słowa wystarczyły, żeby obaj znowu zawyli bardzo głośno.
      – Za daleko! – odkrzyknął małolat. – Dobra, dawaj. Najwyżej wjadę na chodnik, do sklepu, w drzewo... gdzie pan sobie życzy. Ty się będziesz tłumaczył przed psami. – Spojrzał na Trevora.
      Tego aż zgięło się wpół ze śmiechu, wszystko go teraz bawiło. Obaj panowie uśmiechnęli się jeszcze do Mike’a i Trevor machnął ręką na przejeżdżająca akurat taksówkę.
      – Nie ryzykujmy – zadecydował.
      

      – Ja nie pójdę, idź sam. Jak będziesz sam, może nie będziesz się tak śmiał – poprosił Tommy, gdy dojechali na miejsce.  
      Trevor uszanował jego prośbę i udał się po zamówienie. Zajęło mu to chwilę.
      – Nic z tego. Facet chyba pomyślał, że mam coś nie tak z głową – zarechotał szatyn, podając Tommy’emu oprawione szkice.    
      – Super, bardzo ładne. Może nie będą tak krzyczeć, jak je zobaczą. Kurwa, stary, ależ masz nawalone gały. Ja pewnie też. Oj... będzie się działo! – ucieszył się młodzik, zupełnie nie patrząc na to, iż siedzi w taksówce z obcym mężczyzną.
      Ten zdawał się nie zwracać na nich uwagi, choć Trevor czuł, że jest inaczej i dlatego chciał jak najszybciej opuścić pojazd. Niedługo potem stali już pod drzwiami i młodzik przyłożył doń ucho.
      – Nic nie słychać, to cisza przed burzą – zachichotał, zmuszając przyjaciela do tego samego.
      Stali tam jak durnie i radowali się do siebie, w końcu jednak weszli do środka. Dziewczyny siedziały z winem w dłoniach i oglądały album, który Tommy kiedyś pokazywał Trevorowi. Panowie zdjęli buty i szybko przemknęli przez salon, położywszy po drodze obrazki koło młodych kobiet. Od razu stanęli przy oknie, odpalając papierosy. Spalili już pół, a Emmy z pretensjami nie widać. Tommy wyjrzał zza ściany kuchni – dziewczyny dalej wertowały zdjęcia.
      – Co się dzieje? Obraziły się na amen? – zaśmiał się głośno.
      – Możliwe, nie było nas około półtorej godziny – odparł Trevor.
      – TYLKO PÓŁTOREJ GODZINY – sprostował żartobliwie Tommy, wywołując kolejną lawinę głupiego rechotu.      
      – Ciszej tam! – huknęła w końcu Emma.
      – O, a jednak irytacja. Zaraz tu przybiegnie i zacznie szumieć – zawył Tommy.
      Nie mylił się, dziewczyna zaraz weszła do kuchni. Nie zaczepiała ich jednak, tylko wyłączyła piekarnik, wsypała lodu w dwie szklanki, nalała Martini i wyszła. Trevor spojrzał na przyjaciela pytająco.
      – No nie żartuj... Chyba nie walą fochów, bo nie było nas godzinę w domu. Nie jesteśmy, do cholery, małymi dziećmi?! – Wkurzył się Tommy.
      – Wydaje mi się, że ona boi się o nasze niespodziewane spotkanie ze Scottem – wyjaśnił Trevor.
      – A co nam Scott?! Gorzej byłoby dla niego, gdyby spotkał nas teraz obu na swojej drodze! – unosił się młodzik.
       Zamilkli, bo Emma znowu pojawiła się w pomieszczeniu. Otworzyła piekarnik i wyjęła kolację.  Tommy poszedł do Jessicy, a Trevor przytulił sympatię.  
      – Kotku, obraziłaś się? Przepraszam, musieliśmy poczekać godzinę na te szkice, więc zajechaliśmy do Mike'a. Fakt, zapaliliśmy, ale to przecież nie zbrodnia – wymruczał.
      – A czy ja coś mówię? – odparła Emma, ale głos miała jakiś niecodzienny.
      – Przecież widzę, że jesteś zła.
      – Nie jestem – bąknęła dziewczyna i dopiero teraz Trevor wyłapał, że chichocze.
      Odwrócił jej twarz w swoją stronę – miała bardzo czerwone oczy.
      – Tommy, one są nawalone! – roześmiał się na całe gardło, odsuwając lekko od ukochanej.
      – Zauważyłem! – odkrzyknął wesoło chłopak.
      – Skąd wzięłyście zielsko? – zapytał Trevor, klejąc się do blondynki.
      – Wszystko musisz wiedzieć?
      – Nie, ale bardzo mnie to ciekawi.
      – Trudno, tajemnica. Podaj mi cztery talerze znad zlewu – poprosiła Emma i Trevor zaraz to zrobił.
      – Kotku, nie kładź mi dużo, szczerze mówiąc to w ogóle nie jestem głodny – powiedział chłopak.
      Młoda kobieta nałożyła po kawałku pieczeni, dołożyła warzywa i szatyn zaniósł talerze do pokoju. Zaraz wrócił, nalał całą szklankę Walkera i po chwili wszyscy siedzieli przy stole.
      – Smacznego – rzuciła starsza z dziewczyn.


      Obie panie raz po raz spoglądały po siebie z cynicznymi uśmieszkami, jakby były bardzo usatysfakcjonowane tym, że zrobiły facetów w balona. W końcu Tommy zareagował:
      – No patrz... śmieją się z nas w żywe oczy. – Wyszczerzył zęby.
      – No i dobrze. Fajnie, że też są czasem niegrzeczne – odparł Trevor, ciepło spojrzawszy na Jessicę.  
      Znów speszył dziewczynę, odwrócił więc wzrok i zabrał się za kończenie posiłku. Ciężko mu szło, ale powoli udało mu się zjeść całą porcję.
      – Dzięki, kotku. Pycha. – Pocałował Emmę.
      Pozostali jeszcze nie skończyli, więc wstał i poszedł zapalić. Został sam i od razu przypomniał mu się Scott. Spojrzał na zegarek – dwudziesta trzydzieści sześć. Znowu się zdenerwował, ale starał się tego nie okazywać. Kurwa, na pewno już się obudził – myślał i kombinował, jak wyjść na pół godziny, nie wzbudzając podejrzeń. W końcu postanowił, że nie będzie się na razie tym gryzł, pomyśli, jak nadejdzie czas.
      – Miśku, obudź się! – wrzasnęła nagle radośnie Emma.
      Chłopak spojrzał na przyjaciół – patrzyli na niego, śmiejąc się w najlepsze.
      – Wiesz, jaką masz minę, jak się zamyślasz? Powinnam zrobić zdjęcie. Czemu o tym nie pomyślałam! – chichotała rozanielona blondynka i chłopak natychmiast się rozchmurzył.
      Dziewczyna zawsze działała na niego pozytywnie, zwłaszcza, jak widział, że jest jej wesoło.
      – Piękne są te obrazki. – Gospodyni wzięła szkice i postawiła jeden obok drugiego na regale.  
      Jessica znowu się zawstydziła. Emma na powrót usiadła przy szatynie.
      – Cieszę się, że mnie narysowałeś, ale szczerze mówiąc, wolałabym twój portret – przyznała, patrząc mu wymownie w oczy.
      – Kotku... Jakoś głupio mi rysować samego siebie – odparł Trevor.
      – Zapalmy jeszcze! Po tym żarciu zanika mi faza!  – rozkrzyczał się znienacka młodzik i zaraz przyniósł lufkę.
      – My na pewno nie będziemy z tego palić, prawda? – Oburzyła się Emma, konspiracyjnie patrząc na młodszą koleżankę.
      – Pewnie, że nie – potwierdziła Jessica.
      Starsza dziewczyna wstała i poszła do pokoju. Zaraz wróciła, usiadła koło małolaty i podała jej skręta, którego ta natychmiast rozżarzyła. Miny, jakie zrobili w tej chwili faceci, były niepojęte. Kompletnie zgłupieli.  
      – Skąd masz blanta? – zapytał Tommy.
      – A co cię obchodzi? Czy ja pytam, skąd ty masz? – odpysknęła Emma, uśmiechając się zaczepnie.
      – Daj mi bucha – poprosił młodzik Jessicę.
      – Nie! – wyjechała Emma, wciskając rękę między brata a dziewczynę.  
      To totalnie rozwaliło dwudziestolatka. Trevor siedział i śmiał się w najlepsze.
      – No, nieźle. Co tu się dzieje? – spytał rozradowany, przytulił Emmę i mocno ucałował.  
      Trwało to króciutką chwilę, bo dziewczyna zaraz dostała skręta, do którego namiętnie się przyssała.
      – Daj mi spróbować – poprosił szatyn.
      – Nie.
      – Ty… one dobrze się czują? – zapytał Tommy.
      – Sam już nie wiem – odparł starszy facet, śmiejąc się wesoło.
      Emma pociągnęła jeszcze kilka razy i oddała używkę swojemu mężczyźnie. Ten wziął tylko jednego bucha i dał peta Tommy'emu.
      – To nie jest towar, który ja mam – oznajmił.  
      Tommy się zaciągnął.
      – Trawa jak trawa – odparł skonsternowany i zgasił niedopałek, gdyż Emma zostawiła im śmieszną ilość, chyba tylko na spróbowanie.
      Dziewczyny siedziały i śmiały się z chłopaków, bardzo z siebie zadowolone. Nagle starsza z nich wstała i udała się do regału. Wyjęła mały, cyfrowy aparat i podała dla brata.
      – Zrób nam zdjęcie – rozkazała, władowała się Trevorowi na kolana i objęła go za szyję.
      Ten nadal nie mógł opanować radości, więc zdjęcie wyszło w pełnym uśmiechu, co bardzo rozradowało Emmę. Zabrała aparat, pstryknęła fotkę młodszej parze i schowała sprzęt.
      – Dobra, młody, czas zapalić. Nie możemy być gorsi – powiedział Trevor i w mig skręcił dużego blanta.
      Znów zerknął na godzinę – zbliżała się dziewiąta wieczorem. Starał się nie myśleć o Scottcie, jednak ten mimo wszystko chodził mu po głowie. Chcąc oderwać się od niewdzięcznego tematu, wstał i napełnił puste szklanki. Po powrocie jeszcze mocniej przytulił blondynkę, nie mógł się od niej odkleić.
      – Skąd miałaś trawę? – zapytał, ale ona tylko wygięła usta w uśmiechu. – Gadaj, bo pożałujesz! – zagroził chłopak.
      Emma zaśmiała się serdecznie do spółki z Jessicą. Trevor dostał pół używki i zaraz się zaciągał.
      – Chcesz? To jest prawdziwa marycha, nie jakieś chwasty – przechwalał się.
      – Jeśli chwasty, to dlaczego moje oczy są takie, jakie są? Musicie pogodzić się z tym, że też mamy bardzo dobrą trawę – odparowała Emma.  
      – Jak nie lepszą – dodała kąśliwie Jessica i obie panie ponownie się rozchichotały.
      – Lepszą? Nie ma takiej możliwości! – wzburzył się Tommy.
      Trevor tylko parsknął śmiechem.
  

      Siedzieli i wariowali do późnego wieczora. Dziewczyny wypiły trochę ponad pól butelki wina, a Trevor prawie całą whiskey i  poczuł się po niej zmęczony.
      – Pójdę się położyć. Rano muszę wstać – rzekł do Emmy, jakby czekał na jej zgodę.
      – Dobrze, idź, niedługo przyjdę – odparła dziewczyna, składając całusa na jego ustach.
      – Na razie. – Chłopak uśmiechnął się do przyjaciół i poszedł do sypialni.
      Rozebrał się do bokserek i bez koszulki walnął na brzuchu, na chłodnej pościeli. Pachniała jego ukochaną. Postanowił, że nie będzie wychodził i niepokoił dziewczyny. Jest zakneblowany, do rana nic się nie stanie – myślał, uspokajając samego siebie.
      Leżał na miękkim prześcieradle i powoli przysypiał. Obudziło go dziwne uczucie na plecach. Gdy bardziej oprzytomniał, poczuł siedzącą na nim sympatię i jej ręce na swoich barkach.  
      – Śpij – rzuciła wesoło Emma.
      – Jak mam spać, skoro mnie obudziłaś i teraz zaczepiasz? – zaśmiał się.
      – To tylko szybki masaż. Lubię twoje ciało – oznajmiła dziewczyna.
      Trevor wyłapał, że nadal jest zakręcona, ale już się nie odzywał. Masowała mu ramiona bardzo subtelnie, mógłby tak leżeć godzinami. Po kilku minutach poczuł aksamitne usta dziewczyny na karku. Od razu przeszło go przyjemne mrowienie. Całowała go przez chwilę po szyi i powolutku zaczęła wędrować w dół. Muskała faceta po kręgosłupie i gdy doszła do boku, Trevor gwałtownie się poruszył, chichocząc.
      – Łaskoczesz – oświadczył radośnie.
      Emma milczała, dalej kontynuując swoją zabawę. Dotarła do dolnej części pleców i chłopak delikatnie się napiął. Tam zaczęła go pobudzać, robiąc to z każdą sekundą coraz namiętniej. Wyciągnięte do przodu dłonie dziewczyny cały czas głaskały go w okolicach łopatek, zaczepiając od czasu do czasu paznokciami, co Trevor odczuwał całym sobą. Przestała przez moment go pieścić, ściągnęła mu bokserki i po chwili znowu na nim usiadła. Wtedy chłopak poczuł, że też jest już bez ubrania. Ponownie wpiła się ustami w jego szyję, całując go jeszcze pożądliwiej. Trevor nie otwierał ust, ale oddychał już coraz głośniej. W końcu dziewczyna zeszła z ukochanego, odwróciła go na plecy, znów na niego wsiadła i natychmiast przywarła do jego ust. Trevor już trzymał dłonie na jej pośladkach, masując je delikatnie. Całowali się coraz wścieklej. Prawa ręka szatyna powędrowała na lewą pierś młodej kobiety i tam zaczęła pieszczoty. Nie pobawił się długo, Emma zaraz odkleiła się od jego warg i zaczęła wędrować ustami po torsie.  
      Gdy już obcałowała go całego, złączyła się z nim w jedność. Trevor cicho jęknął. Zaczęła się na nim huśtać, głaszcząc go po całej klatce piersiowej. Trwali tak parę minut, wreszcie chłopak się podniósł i zaczął całować ukochaną po ramionach, ponownie wsuwając ręce pod jej pośladki. Chwyciła go za włosy i przytuliła się mocno do szatyna, kładąc twarz na jego lewym barku.  
      Ruszała się coraz szybciej, oddychając z każdą chwilą głośniej. Przylgnęli do siebie jeszcze mocniej. Z każdą sekundą Emma kołysała się na ukochanym coraz agresywniej, ściśle przyciskając go do siebie.  
      Spełnili się dość szybko. Trevor położył się zdyszany, a blondynka na nim. Przytulił ją całą, wodząc palcami po jej kruchych plecach. Było mu bardzo gorąco i niesamowicie dobrze. Odpoczywali, tuląc się czule do siebie.
      – Zapaliłbym – powiedział wreszcie młody mężczyzna.
      – Zapal tu, niech gówniarze śpią. Przyniosłam twoje papierosy – rzekła Emma.
      Trevor ucałował ukochaną, wstał, nałożył bieliznę i ruszył z papierosem do okna. Skończył bardzo szybko i zajął miejsce koło dziewczyny, przytulając do siebie jej głowę.        
      Pomyślał w tej chwili o bólu, jaki jej zada i mocno posmutniał. Wiedział jednak, że musi to zrobić, że innego wyjścia nie ma. Chciał raz na zawsze zakończyć wszystkie niegodziwości, których się dopuścił. Poza tym miał świadomość, że prędzej czy później go złapią, zwłaszcza za zabójstwo policjanta, a i przez Scotta na pewno też by wpadł. Wiedział, że w więzieniu nie wytrzyma, że będzie tęsknił, a tego by nie zniósł.
      Trapił się tym trochę, jednak po chwili przypomniał mu się poznany przyjaciel Emmy i poczuł lekką ulgę. Odwrócił się do ukochanej – już spała. Po kilku minutach także usnął.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 3154 słów i 18504 znaków, zaktualizowała 16 maj 2020.

2 komentarze

 
  • Somebody

    Dotarłam  :dancing:  Powiem ci dwie rzeczy....
    1. Nie chciałabym mieć w tobie wroga  :boje:
    2. Chciałabym z tobą zajarać :drinking:
    :przytul:

  • agnes1709

    @Somebody Zajaramy, dawaj do Białegostoku ;)  :cheers:

  • Black Crowe

    @agnes1709 jadę, jadę!

  • agnes1709

    @Black Crowe Ty nie praktykujesz, ale zapraszam :P

  • Duygu

    Pięknie, cudownie, wspaniale, wyśmienicie  <3  Biedny Trevor  :sad:  Trochę boję się finału całej historii... No, nic... Na razie czekam na śmierć tego gnoja i jego bandy  :blackeye:   :D   :rotfl:

  • agnes1709

    @Duygu On nie ma bandy, tylko jak stawia piwo... frajer:lol2: