Ukojenie cz. 31

Ukojenie cz. 31Cały czas drapała paznokciami jego klatkę piersiową, Trevor całym sobą czuł  ten dotyk. Po kilku minutach palce się uspokoiły. Delikatnie odsunął młodą kobietę, przykrył dokładnie i wstał. Był kwadrans po północy. Udał się do kuchni i znów zapalił, po czym wziął piwo, walnął się na kanapie i włączył telewizor. Przyciszył i zaczął skakać po kanałach. Znalazł jakiś thriller, ale połowa filmu już przeszła. W fabule gość znęcał się nad żoną, co chłopaka kompletnie nie interesowało. Szybko opróżnił butelkę, zapalił jeszcze i wrócił do łóżka. Spojrzał na budzik – wół do pierwszej.
      Długo nie mógł zasnąć. Co kilka minut zerkał na zegarek, czas wlókł mu się jak flaki z olejem. Głupie myśli znów zawładnęły chłopakiem, nie mógł ich od siebie odpędzić. Leżał i wyobrażał sobie, jak torturuje Scotta, który błaga go, aby przestał, i w końcu skręca mu kark lub pakuje kulkę w łeb. Gdy pomyślał o jękach, jakie wydaje z siebie typek, szyderczy uśmiech pojawił się na jego ustach.
      Rozmyślał, co chwila sprawdzając godzinę, w końcu delikatnie wstał i się ubrał. Na szkicowniku napisał: Poszedłem się przejść, położył go na szafce po stronie dziewczyny, po czym cicho jak złodziej wyszedł z mieszkania. Ruszył w stronę, w którą jechało się do pubu z zielonym neonem. Czuł lekki chłód, niedawno padało.
      Szedł przed siebie, zamyślony, gdy nagle zobaczył z oddali Davida. Od razu pomyślał, że małolat zawróci, gdy go dostrzeże, ale tak się nie stało. Zerknął na zegarek – minęła pierwsza. Młodzik w końcu zauważył chłopaka, ale nadal szedł w jego stronę.  
      – Cześć młody – rzucił luźno Trevor, kiedy już się zetknęli.
      Przyjrzał się uważnie oczom chłopaka, ale nic podejrzanego nie zauważył.
      – Cześć – mruknął David, lekko przestraszony.
      – Łazisz sam o pierwszej w nocy? – spytał Trevor.
      – Wracam z pubu.
      – Jest tu gdzieś otwarty sklep?
      – Jest, ale trzeba podejść kawałek.
      – Chodź na piwo, pogadamy.
     Młody chyba nie wiedział, co powiedzieć, bo stał zdezorientowany.
     – No chodź. Boisz się mnie, czy nie masz ochoty na browar?  
     – Nie boję się.
      Trevor się roześmiał.
      – Oj, nie jestem taki pewien. Jak musisz wracać do domu, nie będę nalegał.
      David nadal stał jak rzeźba. Szatyn zauważył, że jest mocno spięty.
      – Prowadź do sklepu. – Pociągnął go za ramię.
      Ruszyli w przeciwnym kierunku, w końcu doszli do nocnego marketu Weszli do środka i Trevor zakupił cztery piwa      
      – Gdzie idziemy? – Spojrzał na młokosa.
      – Chodź, znam jedno miejsce.
      Szli niecałe pięć minut i małolat skręcił za jakąś kamienicę, gdzie kilkanaście metrów dalej zaczynały się gęste zarośla. Weszli w nie – w środku stała stara ławka.
      – Przynajmniej psy nie przyczepią się za browar – wyjaśnił David.  
      Usiedli i Trevor podał mu otwartą butelkę. Widział popłoch w oczach gówniarza i uśmiechał się pod nosem. Wyjął papierosy.
      – Nie palę.
      Zapalił więc sam i rozpoczął to, po co tu przyszedł.
      – Kurwa, młody, jakim cudem wdepnęliście w to gówno? Przecież macie dopiero po dwadzieścia lat. Nie mogę tego zrozumieć – zapytał.
      Młodzik się nie odzywał, spuścił tylko nieco głowę.
      – Czy Tommy dużo tego bierze? – kontynuował szatyn.
      – Nie.
      – Ile razy wziął?
      – Dwa, czy trzy... nie pamiętam – odparł David; był coraz bardziej zdenerwowany.
      – Na pewno? Już raz go przyłapałem, a drugi raz wiesz, jak to się skończyło. Poza tym znalazłem u niego prochy, więc mnie nie okłamuj. Mów prawdę, nie będę dalej ciągnął tego tematu, chcę po prostu wiedzieć, jak się sprawy mają.
      – Naprawdę, wzięliśmy trzy razy i to chyba w przeciągu ponad dwóch lat.
      – Kto wam to dał na początku?
      – Nie pamiętam Któryś z kumpli chyba przyniósł. Ja nie chciałem, ale Tommy był podpity i spróbował. Zaczął się dobrze bawić, więc też wziąłem.
      – A potem?
      – Jakoś samo przyszło, chciało się czegoś innego niż zielsko.
      – Kurwa, ale nie ale nie kokainę. – Trevora poniosło. – Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy, co to za świństwo. Myślisz, że jak weźmiesz raz na rok, to nie wsiąkniesz? Nic bardziej mylnego.
      Wyjął zielsko i zrobił skręta. Odpalił i wyrzucił pustą butelkę. Młody jeszcze nie wypił. Wypalił pół i podał dla gówniarza, ale ten po niego nie sięgnął.
      – No bierz. Lepiej żebyś palił, niż masz się truć.
      David wziął zioło, ale starał się wypalić je jak najszybciej. Piwo wypił równie szybko. Trevor otworzył następne i podał chłopakowi.
      – Zamierzacie dalej to zażywać? – Wznowił temat.
      – Nie.
      – Wiesz, że Emma jest dużo starsza od Tommy'ego, a on jest niepełnoletni. Jak zechce, załatwi mu pomoc w inny sposób – ostrzegł z powagą.
      – Wiem.
      – Ile masz lat?
      – Dwadzieścia trzy.
      – To już powinieneś mieć trochę oleju w głowie. Na pewno nikt was nie upilnuje, żebyście więcej tego nie wzięli, ale pamiętaj – następnym razem może się to zakończyć mniej szczęśliwie. Ciesz się, że nie widziałeś, jak on wyglądał w drodze do szpitala, odechciałoby ci się koki do końca życia.  
      Młody słuchał Trevora ze spuszczoną głową i milczał.
      – Dobra, nie będę cię dłużej męczył. Chciałem ci tylko uświadomić, że to nie jest zabawa, a jak zrobisz, twoja sprawa.
      David wciąż się nie odzywał.
      – Chcesz jeszcze piwo? – Trevor zmienił temat.
      – Nie, muszę wracać – mruknął młodzik.
       Miął już definitywnie dość tego wykładu i wyraźnie bał się starszego chłopaka.
      – Idziemy – zakomunikował szatyn.
      Po kilkunastu minutach byli na klatce schodowej i David skierował się do drzwi z numerem jeden.
      – Na razie – rzucił Trevor i szybko wbiegł na piętro.
       Chwile później leżał już obok ukochanej. Wzięła go za rękę i przycisnęła do piersi.
      – Czemu nie śpisz? – zapytał.
      – Niedawno się obudziłam.
      – Znowu nie możesz zasnąć przeze mnie? Przepraszam. – Wtulił się w dziewczynę.
      – Nie, wstałam się napić – odparła, próbując zamydlić mu oczy, ale Trevor od razu poznał, że kłamie
      – Niepotrzebnie się martwiłaś, daleko nie poszedłem. Nie mogłem zasnąć. Śpij już. –Przytulił ją mocniej do siebie.
      Spacer i dwa piwa poskutkowały, za chwilę już spał.

                                                                                                                                
      Przebudziło go jakieś mamrotanie. Spojrzał na dziewczynę – kręciła się niespokojnie. Za chwilę wybełkotała: nie... przestań i zaczęła wiercić się jeszcze mocniej. Nie budził jej, miał nadzieję, że sen sam minie, dopiero, gdy krzyknęła: zostaw mnie!, szarpnął ją za twarz. Powoli otworzyła oczy – miała bardzo dziwny wyraz twarzy, ale jakby odetchnęła z ulgą, widząc nad sobą chłopaka. Przytuliła się do niego i po chwili rozpłakała. Trevora jakby ktoś rąbnął w twarz. Nienawidził jej smutku, a co dopiero płaczu. Natychmiast się zezłościł, ale o nic nie pytał... zresztą nie musiał. Przycisnął dziewczynę mocno do siebie i położył dłoń na jej głowie.
      Łkała bardzo długo, chłopak sam się o mało nie rozpłakał, widząc jej rozżalenie. Od razu do głowy wróciły wcześniejsze postanowienia, był wściekły.  
      Chlipanie powoli ustawało, w końcu dziewczyna zasnęła. Na zegarze ściennym widniała piąta dwadzieścia i było już widno. Sen znowu mu przeszedł, zachowanie Emmy rozstroiło go nerwowo, przez co zaczęło się ponowne rozmyślanie i kombinowanie. Był tak nabuzowany, że gdyby w tej chwili dorwał Scotta w swoje ręce, skręciłby mu kark tu i teraz, nawet na oczach ukochanej. W głowie stał mu obraz, jak bydlak gwałci dziewczynę, a ta wyrywa się i płacze, co tylko podsycało w chłopaku mroczne zamiary. Teraz już wiedział, że nie zostawi tak tej sprawy, że typ gorzko go popamięta.
      Trzasnęły wejściowe drzwi. Trevor podniósł powieki, ale się nie ruszał. Leżał sam.
Uniósł rękę – minęła dziewiąta. Wstał, sięgnął do spodni, wyjął fajki i zaraz był w kuchni. Mieszkanie było puste. Pewnie poszła do sklepu – pomyślał, otwierając nową paczkę Marlboro. Zapalił i spojrzał na ekspres – był pusty. Nastawił kawę, usiadł na parapecie i wyjrzał przez okno. Było bardzo ciepło, wręcz gorąco, środek lata potrafił czasami dokuczyć. Otworzył okno w sypialni i salonie, z nadzieją na przeciąg, ale ten był znikomy. Łaził po domu bez celu, gdy nagle ktoś zapukał. Migiem wskoczył w spodnie i otworzył drzwi.
      – Cześć. Jedziecie do szpitala? – zapytała Jessica, stojąc przed chłopakiem z zawstydzonym wyrazem twarz.  
      – Tak – uśmiechnął się.
      – Mogę z wami pojechać?
      – Wejdź.
      Dziewczyna się uśmiechnęła, ale zaraz skrępowała, zobaczywszy, że są sami.
      – Nie spotkałaś Emmy? Chyba przed chwilą wyszła – zapytał chłopak.
      – Nie.
      Zerknął na regał – komórka dziewczyny zniknęła. Zastanowiło go to trochę. Dopiero jak poszedł do sypialni zobaczył kartkę, na której widniało: Musiałam wyjść na godzinę do pracy. Zrób sobie śniadanie.
      Zdziwił się trochę, przecież była niedziela. Wziął koszulkę i rzucił na kanapę.
      – Chcesz kawy? – Spojrzał na małolatkę.
      – Jeśli masz mleko, to chętnie – odparła nieśmiało.
      Trevor zajrzał do lodówki i zawołał dziewczynę, która zastygła w salonie. Podeszła do niego, speszona. Chłopak dał jej kubek, a dzbanek z kawą, mleko i cukier postawił na stole.
      – Nalej sobie. Wiesz lepiej, jaką lubisz.
      Wyjął telefon i wykręcił Emma. Nie czekał długo.
      – Cześć. O której po ciebie przyjechać? – zapytał.
      – O dziesiątej.
      – Dlaczego mnie nie obudziłaś? Nie znikaj tak – rzucił pretensjonalnie.
      – Po co miałam to robić? Przynajmniej dłużej pospałeś. Muszę kończyć – odparła dziewczyna i wyłączyła rozmowę. Trevor westchnął  i spojrzał na Jessicę – siedziała z kubkiem w dłoni i milczała. Przypomniał, jak się tak krępował przy Emmie i od razu poczuł się jak kretyn.
      – Chcesz coś zjeść? – zapytał małolatę.
      – Nie, dzięki – uśmiechnęła się skromnie.
      Chłopak nie lubił jeść przy kimś samotnie, więc nie robił śniadania. Nalał tylko kawy, dziś miał na nią chęć. Usiadł naprzeciw gościa i dziewczyna znów się zawstydziła. Trevor się nie dziwił, był dużo starszy, Jessica miała nie więcej jak dwadzieścia jeden, dwadzieścia dwa lata.  
      – Wpuścili cię wczoraj? – zagadnął ciepło.
      –Tak.
      – I jak tam młody?
      – Chce wracać do domu.
      – To akurat wiem, dziś pewnie wróci – potwierdził wesoło chłopak.
      Blondynka siedziała nad kubkiem i chyba nie napiła się jeszcze ani razu. Trevor ciągle się jej przyglądał – było na co popatrzeć. Urodą nie ustępowała Emmie, chodź dla niego to nie było to samo.  
     Fajnie byłoby ją przelecieć – przeszło mu nagle przez myśl.
      Zerkał na barmankę coraz częściej, końcu widząc, że dziewczyna ucieka wzrokiem znów wstał zapalić, odrywając się od tego otumanienia.
      – Pij kawę, zaraz musimy jechać – nakazał z życzliwością, gdy minęła dziewiąta czterdzieści pięć.
      Jessica w odpowiedzi ponownie się uśmiechnęła, lecz wciąż nie otwierała ust. Trevor rozumiał dziewczynę, dlatego już jej nie zagadywał, tylko nałożył koszulkę, zabrał kluczyki z sypialni i dając małolatce jeszcze chwilę na dopicie kawy, zawisł w progu kuchni.
      – Wypiłaś? Chodźmy.        
      Przekręcił klucz w zamku i już ruszać, gdy nagle zawirowało mu w głowie, a nogi zrobiły się miękkie jak wata.  
       – Idź do samochodu, zaraz przyjdę – mruknął do dziewczyny, opierając się o ścianę.  
      Jessica widziała, co się dzieje, lecz nie mając odwagi przeciwstawić się starszemu chłopakowi,  posłusznie zeszła na dół.
       – Kurwa, co za kretyn. – Szatyn zbeształ się cierpko, mając świadomość, że to efekt kawy, i to dość mocnej kawy. Nie wystraszył się, choć poddenerwował i owszem. Nie chciał, aby Emma zobaczyła go w takim stanie, wiedział, że znów będzie nalegać na wizytę u lekarza.
      Jessica czekała, nie mógł więc stać tam dłużej. Posadził małolatę z tyłu, wsiadł za kółko i zawrócił w kierunku sklepu. Jechał zadziwiająco wolno, cały czas odczuwając kołatanie w klatce piersiowej. Ręce drżały coraz mocniej.
     Do marketu, do którego normalnie dojechałby w moment, dotarł dopiero po kilku minutach. Emma już czekała. Soczyście ją ucałował.
      – Prowadź – poprosił apatycznie i zasiadł na fotelu pasażera.
      Dziewczyna spojrzała na niego z osłupieniem, ale darowała sobie pytania i zajęła miejsce za kierownicą. Zdziwiła się, widząc Jessicę.
      – Cześć! – przywitała się ciepło.
      – Cześć – odparła cicho młoda dziewczyna, była równie zmieszana także przy starszej koleżance.
      Trevor milczał. Czuł się coraz bardziej się parszywie, do tego głowa zaczynała go boleć. Emma przez całą podróż niespokojnie obserwowała chłopaka, który nie odezwał się ani słowem. Dojechali pod szpital, ale Trevor nie wysiadł z wozu.
      – Idźcie, zaraz przyjdę – oznajmił.
      – Co się stało? – Emma uwiesiła się na drzwiach auta.
      – Nic, zapalę i przyjdę – skłamał.  
      Dziewczyna nie była przekonana, ale znając jego upór, dała spokój i ruszyła z Jessicą do budynku. Trevor mocniej uchylił drzwi i odpalił papierosa. Wiedział, że nie powinien tego robić, jednak głupota i nałóg przeważyły. Ręce coraz bardziej mu latały, a w głowie kłuło nieprzyjemnie. Zrobiło mu się tak dziwnie, że cały się oblał zimnym potem. Nie chciał iść do placówki, bał się, że może przewrócić się na środku korytarza. Nie zauważył nawet, że siedzi w samochodzie już dobre dwadzieścia minut.  
      Emma wyszła i podeszła do wozu.
      – Miśku, znowu źle się czujesz? Chodź, twój lekarz ma dyżur, zbada cię.
      – Nie chcę. Słabo mi tylko, zaraz minie. Niepotrzebnie wypiłem kawę – wyjaśnił byle jak.
      – Trevor, proszę cię, siedzisz tu już prawie pół godziny. Przecież to tylko badanie. Twoje zasłabnięcia są naprawdę niepokojące. Chodź, nie upieraj się, mam cię błagać? – Dziewczyna nie ustępowała.  
      Już miał wybuchnąć, ale w ostatniej chwili się pohamował; wziął więc tylko głęboki wdech i ruszył się z fotela.


      – Niech pan siada – lekarz, wskazał mu kozetkę. – Co się dzieje?
      – Nie wiem. Wypiłem rano dość mocną kawę i słabo się czuję. Czasem rozsadza mi głowę.
      Mężczyzna osłuchał go całego i zmierzył tętno.
      – Nie mu nie jest, ma tylko podwyższone ciśnienie – rzekł do Emmy. – Długo leżał bez ruchu, organizm po takiej przerwie potrzebuje trochę czasu, aby w pełni funkcjonować. Wypisał się wcześniej, nie mieliśmy czasu go podleczyć. Gdybyśmy to zrobili, zapewne tak częstych omdleń by nie było – oznajmił mężczyzna.
      Wypisał jakąś receptę i dał chłopakowi.
      –To są leki wzmacniające. Jedna tabletkę rano i tylko po jedzeniu. Zasłabnięcia powinny ustąpić. I mniej kawy, podwyższone ciśnienie bardzo sprzyja takim omdleniom – poinformował.  
      Podziękowali i wyszli. Emma kwaśną manierą ponownie okazała swoje oburzenie względem jego ucieczki ze szpitala. Doszli do sali Tommy'ego – trwał w pocałunku z ukochaną. Uśmiechnęli się. Weszli dopiero, kiedy małolaci się od siebie odkleili. Trevor podał mu rękę i usiadł na krześle. Czuł się trochę lepiej. Nie wiedzieć, czemu, pierwszym obiektem, na którym zatrzymał wzrok, była Jessica.  
      – Ubieraj się – nakazała bratu Emma i srogo spojrzała na szatyna. – Daj mi tą receptę.
      Nie zareagował, był gdzieś indziej.
      – Trevor.
      Dopiero oprzytomniał.
      – Daj mi receptę – powtórzyła dosadnie rozdrażniona blondynka.
      Wręczył jej świstek. Wzięła go i wyszła, oglądając się jeszcze po drodze. Gówniarz wskoczył w ciuchy w okamgnieniu.      
      – Nie ma jak w domu, nie? – wyjechał złośliwie Trevor.
     Tommy nie odpowiedział. Emma zaraz wróciła w towarzystwie lekarza.
      – Jak się czujesz? – mężczyzna spojrzała na Tommy'ego.  
      – Dobrze.
      – Mam nadzieję, że to będzie dla ciebie dobra nauczka i że więcej żadna głupota nie przyjdzie ci do głowy – zganił chłopaka.
      – Może być pan spokojny – odparł obojętnie Tommy; nie wyglądało na to, aby zbytnio przejął się tą uwagą.  
      Mężczyzna zamienił jeszcze kilka słów ze starszą z dziewczyn i chwilę później byli już przy drzwiach. Gdy tylko wyszli z budynku, Tommy od razu wsadził papierosa w zęby.
      – Nie możesz dojechać do domu?! – huknęła Emma.
      Nie odpyskował, tylko odpalił i mocno się zaciągnął. Szli wolno. Trevor objął dziewczynę, ale jego wzrok nadal niesfornie kierował się w stronę Jessicy.
     – Jadłeś coś? – zapytała Emma.
      Jej słowa kolejny raz do niego nie dotarły, znów błądził gdzieś myślami. Nie wiedział, że ukochana już dawno to zauważyła.  
      – Kurwa! – ryknął nagle, gdy potknął się o krawężnik.  
      – Nie zabij się – rozradował się Tommy.
      – Mówiłaś coś? – bąknął szatyn, zwróciwszy tępy wzrok w stronę Emmy.
      – Już nic – mruknęła.
      – Czemu nie wzięłaś samochodu, kluczyki leżały na wierzchu? – zapytał.  
      – Mam do pracy dziesięć minut piechotą – odparła markotnie dziewczyna.      
      – Ja pojadę, już dobrze się czuję – oznajmił Trevor, gdy doszli do Forda.
      – Na pewno?
      – Tak.
      Oddała mu kluczyki. Ruszył jak zwykle ostro, ale bez szaleństwa i czas dojazdu znacznie się skrócił. Po dotarciu do domu Tommy usadowił się z dziewczyną na kanapie, a Trevor z Emmą poszli do kuchni.
      – Jadłeś coś? – Blondynka powtórzyła wcześniejsze pytanie.
      – Nie.
      – Co chcesz?
      – Nic, dokończę wczorajszą kolację.
      – Trzymaj. Masz wziąć, jak zjesz. – Dziewczyna podała mu pigułki.
      Podgrzała chłopakowi jedzenie i wyszła. Gadała o czymś z gówniarzami, ale Trevor niespecjalnie się tym interesował. Zjadł wszystko, spłukał talerz, popił tabletkę i zaraz miał w dłoni skręta. Jessica już wyszła mu z głowy. Wyjrzał na salon i skinął głową na Tommy’ego. Ten zjawił się w okamgnieniu i po chwili jarali już obaj. Emma wpadła do kuchni i chyba chciała coś krzyknąć, ale zaraz odwróciła się na pięcie i schowała w swojej sypialni. Trevor za moment do  niej dołączył. Siedziała na łóżku i o czymś rozmyślała. Ukucnął przed nią.
      – Co się dzieje?
      – Nic, martwię się  o młodego i jego jakiekolwiek wyjście z domu. Nie wiem, co mu odbije, a nie mogę go przecież wiecznie pilnować – bąknęła.
      – Będzie dobrze. Myślę, że zmądrzał po tym wypadku.
      – A jak nie?
      – Gadałem z kumplem, on to załatwi. Koleś już nic im nie sprzeda – załgał.
      – Mogą kupić gdzieś indziej – stwierdziła zmartwiona dziewczyna.
      – Nie kupią, zadbałem o to – rzekł stanowczo Trevor. – Spokojnie, gadałem z Mike’em. On zna prawie wszystkich z takiego towarzystwa i na pewno załatwi to tak, że gówniarze już niczego nie dostaną – dodał, widząc, że Emma znowu się zaniepokoiła.
      Wstał i usiadł obok.ki
      – Czy ty coś do niej czujesz? – wyjechała nagle dziewczyna.
      Chłopaka zamurowało.
      – Do kogo? – zapytał sztucznie, nie wierząc, że to powiedziała.
      Cisza.
      – Do kogo, do młodej? – sprostował chłopak, roześmiawszy się fałszywie.
     Emma się nie odzywała, wyglądała dziwnie.  
      – Kotku, no nie świruj, ty tak na serio? – ciągnął Trevor, otulając dziewczynę ramieniem.
      – Trevor, nie kłam, widziałam, jak na nią patrzysz – wyznała z wyrzutem Emma.
      – Daj spokój, o czym ty gadasz? Jak patrzę? Jest ładną dziewczyną, więc mogłem się zagapić. Przestań wyciągać pochopne wnioski – tłumaczył chłopak, wiedząc doskonale, dlaczego Emma się tak zachowuje.
      – Dobra, nieważne… – mruknęła dziewczyna.
      – Kotku, przestań świrować – nalegał luźno Trevor, przyciskając ukochaną do siebie.  
     Zapadła cisza, w końcu Emma się odezwała.
      – Sorry, masz rację, może jestem przewrażliwiona. Przepraszam – stwierdziła, lecz ton głosu wciąż nie był taki, jaki być powinien.
      – Em, daj już spokój – pacyfikował sytuację chłopak, jeszcze mocniej tuląc sympatię. – Muszę jechać do domu – zakomunikował, chcąc już odciągnąć dziewczynę od tego tematu.  
      – Dlaczego? Byłeś wczoraj.
      – Chcę się przebrać. Pojedziesz ze mną, to zrobimy ci ten tatuaż… jeśli oczywiście nadal chcesz.
      Dziewczyna jakby straciła entuzjazm. Trevor widział, że albo się boi, albo nie chce zostawić brata samego.
      – O co chodzi? O Tommy'ego? Przecież jest z dziewczyną, poza tym kiedyś będziesz musiała mu zaufać – namawiał ją. – Poczekaj tu – poprosił i poszedł do salonu. – Czy można cię zostawić samego bez obaw? Nie zrobisz żadnej głupoty? – zapytał srogo, zawisając nad przyjacielem.
      – Jasne.
      – Jasne? – prychnął szatyn. – Dla mnie to nie jest takie jasne, dla twojej siostry również, dlatego pytam.  
      – Obiecuję, że wszystko będzie ok – przekonywał młodzik. – Gdzie jedziecie?
      – Dama chce tatuaż, dziś mógłbym jej zrobić.  
      – Ona i tatuaż! – Tommy roześmiał się na całe gardło. – Zapłacze się. Jak pobierają jej krew, to panicznie się boi i jęczy, że ją boli, a tu? Ja bym się nie brał – drwił wesoło chłopak.
      – To mały wzorek, nie będzie tak źle. – Trevor się uśmiechnął.  
      – Masz jakieś zioło? – zapytał gówniarz.
      – Masz w spodniach, w szafie.
      Młody zrobi duże oczy, ale przemilczał słowa przyjaciela.
      – Będziemy za góra trzy, cztery godziny, chyba, że się przeciągnie. Nie wiem, jak zareaguje na igłę. Nie będę jej na siłę torturował. Młoda długo zostanie?  
      – Nie wiem. Chciałbym, żeby przenocowała, ale na dziewiątą ma do pracy. Możecie się nie śpieszyć, zdążę dwa razy – odparł z zadowoleniem Tommy, roześmiawszy się głośno. Jessica od razu trąciła chłopaka łokciem.  
      Trevor parsknął śmiechem i wrócił do sypialni.
      – Chodź, jedziemy. Jessica będzie tu cały czas, nie masz się czym martwić. Ma trochę zielska, będzie grzeczny. Ubieraj się – nakazał, kucając przed Emmą.
      Ta nadal siedziała niezdecydowana. Trevor wstał, położył ją na łóżku i legł na niej, opierając się na łokciach.
      – Chodź, bo cię zaniosę – uśmiechnął się.
      Dziewczyna odwzajemniła gest i zaraz otrzymała soczystego całusa.
      – Idziemy, zaufaj mi. Wszystko będzie w porządku – przekonywał Trevor, ciągnąc dziewczynę za rękę.  
      Emma w końcu wstała i ruszyła do korytarza.  
      – Oddaj mi klucze – fuknęła do brata, nakładając adidasy.
      – Nie, może pójdę do sklepu.
      – Trevor, nie jadę. – Natychmiast się zbuntowała, kierując wzrok na chłopaka.
      – Jedziesz, nic się nie stanie. On nigdzie nie pójdzie, sklep ma na dole – rzekł ze stoickim spokojem szatyn. – Młody! Jak pójdziesz coś kupować, bierz ze sobą telefon – rozkazał chłodno.  
      – Ok.
      – I daj jej obrazek, leży na regale – machnął głową na Jessicę, zabrał szkicownik i zniknął z Emmą za drzwiami.
      Po drodze odwiedził aptekę i kwadrans później wysiadali przy domku w lesie. Doszli do schodów i Trevor nagle stanął jak wryty. Wzdłuż frontu na całą długość budynku zauważył ślady butów. Od razu się zaniepokoił, stwierdziwszy przy okazji, że były tu dwie osoby. Psy – zinterpretował w locie. Od kilku lat prócz matki i listonosza, który też rzadko się pojawiał, nikogo u niego nie było, dlatego podejrzenia powędrowały tylko i wyłącznie w kierunku policji. Już się zdenerwował, miał teraz następny temat do przemyśleń.  
     – Co się stało? – zapytała Emma, widząc jego niecodzienną minę.  
     – Nic, chyba był listonosz, mogłem zajrzeć do skrzynki – skłamał.  
      Wymówka była bardzo przekonująca – Emma uwierzyła, kwitując to ciepłym uśmiechem, który zagościł na jej obliczu. Trevorowi jednak wcale nie przyniosło to ulgi.

***
Pytanie do osoby dającej w dół w Zniewolonej – czym części 5, 6 i 7 zasłużyły sobie, że tam łapek nie ma? Czy mają w sobie coś wyjątkowego? :lol2: Jak już coś robić, to konkretnie, nie po łebkach. Przyłóż się! :D

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 4131 słów i 24520 znaków, zaktualizowała 22 kwi 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Akcja trzyma w napięciu  :rotfl:  Tommy wrócił do domu, powrócił jego charakter, ale żeby mu tylko głupoty nie przyszły do głowy!  :nunu:  Trevor, proszę, daj sobie spokój z Jessicą. Jak się do niej przyczepisz, przestanę cię lubić  :weapon:  Ooo, policja... No, nie radziłabym panom dotykać Trevora...  ;)

  • agnes1709

    @Duygu Groźnie :lol2: :kiss: Jess go nie interesuje ;)