Ukojenie cz. 25

Ukojenie cz. 25– Daj, ja to zrobię. – Chłopak zabrał dziewczynie wódkę, widząc, że rozlewa dookoła.
      Zrobił drinka i podał ukochanej.
      – A ty? – zapytała.
      – Może później. Wolałbym zajarać.
      – Nie krępuj się.
      Wyjął bibułki i znów próbował zrobić skręta, ale ręka uporczywie mu na to nie pozwalała. Niósł na niej małolata, a potem musiał go wsadzić i wyciągnąć z auta. Natarł ranę, która teraz bolała jeszcze bardziej. Już nie krzyczał, tylko schował towar z powrotem do kieszeni. Emma wstała, wyjęła klucze z torebki i otworzyła szafkę. Dała Trevorowi fifkę.
      – Zabrałam kiedyś Tommy'emu – uśmiechnęła się niemrawo.
      – Dzięki.  
      Szybko zapełnił lufkę i wyciągnął dłoń w kierunku dziewczyny.
     – Zapal, rozluźnisz się.
     – Nie chcę, zrób mi jeszcze drinka – poprosiła, oddając mu pustą szklankę. – Ale zrób też sobie, nie lubię pić sama.  
      Wykonał prośbę, spalił zioło i usiadł obok, szczelnie otulając sympatię ramieniem. Nie mówiła nic, patrzyła tylko w dal, zrezygnowana. Odezwała się dopiero, gdy druga porcja alkoholu zniknęła w jej ustach.
      – Boże, Trevor, kokaina? Nie mogę w to uwierzyć. Czemu on bierze takie ciężkie narkotyki, skąd w ogóle je ma. Czy już jest uzależniony? – wybełkotała.
      – Nie sądzę, zauważyłbym – odparł przekonująco Trevor, mimo że tej chwili stanęły mu przed oczami powiększone źrenice młodego, które widział za pierwszym razem.
      – I co ja mam teraz zrobić? – zapytała Emma i znowu zaczęła płakać.
      – Może chciał tylko spróbować? Nie panikuj, przypilnujemy go. Ja poznam zawsze, przede mną się nie ukryje. Sam w młodości testowałem różne rzeczy, ale zostałem przy trawie. Jest zupełnie nieszkodliwa. Choć koksu nigdy nie brałem.
      – Boję się, że znów coś weźmie i nikogo wtedy nie będzie. A te ubrania? Przecież gdyby nie one, to byśmy nie wrócili i on by umarł – stwierdziła dziewczyna i rozpłakała się na dobre.
      Znowu wszystko się w niej trzęsło. Przytulił ją. Zastanawiało go tylko, gdzie zniknął kumpel młodego, przecież nie było ich kilka chwil.
      – Ale nic się nie stało. Uspokój się, będzie dobrze. Masz jakieś tabletki na uspokojenie?
      – Są chyba jakieś w szufladzie pod zlewem.
      Trevor wstał i wziął dwie sztuki.
      – Wypij.
      Zażyła leki, ale płakała dalej. Chłopak już nie wiedział, co ma zrobić.
      – Pójdę zapalić.
      – Pal tu. Pod stołem jest popielniczka. – Zatrzymała go.
      Wstała i nalała trzeciego drinka, do dna opróżniając butelkę. Wypiła w okamgnieniu. Trevor obserwował ukochaną, która z każdą kolejką podkręcała tempo. Widział, jak powoli zaczyna ją łamać.
      – Pójdę po jeszcze. – Dziewczyna nagle  
wstała. Lekką nią zachwiało, głos też już miała poalkoholowy.
      – Siadaj, ja pójdę – zaprotestował chłopak, sadzając blondynkę na miejsce. – Siedź tu grzecznie, zaraz kupię wódkę. A nie wolisz wina?
      – Nie.
      Obrócił bardzo szybko, nie chciał, aby dziewczyna zbyt długo była sama. Zrobił dwa drinki z lodem, ale teraz Emma wypiła tylko pół. Siedziała, gapiąc się w ścianę, gdy nagle zerwała się jak oparzona, odstawiła szklankę i ruszyła do korytarza. Otworzyła szafę i wywaliła z niej wszystkie ciuchy brata. Zaczęła szperać kolejno po każdej kieszeni. Znalazła w jednej trochę zielska, rzuciła za siebie i przeszukiwała dalej. Jak skończyła, wróciła do salonu i tam z regału, z dolnej szafki, powyrzucała kilka par spodni. Rozpoczęła od nowa. Trevor nie reagował, uważał, że ma rację.
      Przewaliła dokładnie każdą parę, ale bez rezultatu. Została łazienka. Emma wparowała do niej jak burza i wytrząsnęła zawartość kosza z praniem na podłogę. Tu także niczego się nie doszukała. Wróciła i podała Trevorowi znalezioną marihuanę.
      – Nie zabieraj mu, to tylko trawka. Schowaj z powrotem – powiedział.
      Posłuchała. Usiadła i dokończyła drinka. Całe mieszkanie usłane było ubraniami. Nie usiedziała jednak grzecznie zbyt długo, za chwilę znowu wstała. Teraz już porządnie nią kiwnęło.
      – Siadaj! – warknął Trevor, łapiąc ramiona dziewczyny. – Ja ci zrobię, nie wstawaj.
      Nalał jej całą szklankę, z nadzieją, że to wystarczy. Przypalił papierosa i zaczął zbierać cały bałagan.  
      – Zostaw! – krzyknęła zła.
      – Pij drinka i się nie ruszaj! – nakazał chłodno Trevor, strzelając w ukochaną palcem.
      Za kilka chwil było już czysto, ale Emma znowu się podniosła. Zataczając się, podeszła do regału i otworzyła szafkę. Były tam jakieś notatniki, płyty i inne tego typu rzeczy. Zaczęła po kolei. Każdy zeszyt i książkę przewracała do góry nogami, po czym wzięła się za płyty. Kompletnie zwariowała.
      – On na pewno by tam tego nie schował – rzekł ze stoickim spokojem Trevor, chcąc oszczędzić jej zachodu.
      Do Emmy jednak nic nie docierało. Przewaliła gablotkę i już chciała brać się za drugą, w końcu Trevor zareagował. Objął ją mocno za ramiona i posadził na kanapie.
      – Uspokój się, dziewczyno. Myślisz, że schowałby prochy na twoich oczach? Taki głupi raczej nie jest – przekonywał, widząc, że ukochanej odbiło.
      – Daj mi się jeszcze napić – burknęła.
      Trevor tylko westchnął i nalał jej następną szklankę. Znów pozbierał bajzel i poszedł na papierosa. Zerkał co chwila na blondynkę, czy siedzi spokojnie. Ta była już kompletnie pijana.  Spalił czym prędzej i usiadł obok. Emma skończyła drinka i oparła się o ukochanego, chwyciwszy go za dłoń. Trevor tylko czekał na tą chwilę spokoju. Kilka minut później uścisk się poluzował. Chłopak powolutku wstał, delikatnie wziął dziewczynę na ręce, zaniósł do łóżka i szczelnie opatulił kołdrą. Obejrzał się jeszcze przed wyjściem, czy śpi, przymknął drzwi i teraz on wziął się do dzieła.
      Zaczął za szafą, sprawdzając najmniejsze zagłębienie. Poszedł do łazienki i tam przeszukał każdy zakamarek. Wrócił do salonu. Odsunął kanapę i przeglądnął wszystkie porwane miejsca. Też nic nie znalazł. Kuchnia. Obejrzał tylko powierzchownie, była za duża. Zostały jeszcze buty małolata – trzy pary. Przyklęknął i zaczął wyciągać z nich wkładki. Już przy drugiej parze trafił w sedno. Szczerze mówiąc nie spodziewał się, że coś znajdzie, ale jednak… Nie było tego dużo, niecałe pół grama.
       Usiadł, otworzył foliowy pakiecik, wziął odrobinę proszku na palec i wsadził do ust. Smak niby normalny. Schował do kieszeni, poszedł do kuchni i wykręcił numer.
      – Halo – usłyszał niewyraźny głos Mike’a.
      – To ja. Sorry, że tak późno, ale muszę zapytać. Znasz kogoś, kto handluje proszkiem?
      – Znalazłoby się. A co, potrzebujesz?
      – Nie, ale chcę cię poinformować, że sprzedaje syf.
      – Syf? Stary, niemożliwe. Sam czasem biorę i jest w porządku.
      – Kurwa! Dwudziestoletni dzieciak o mało się dziś nie przekręcił! – zagrzmiał Trevor. Zaraz się jednak uspokoił, przypomniawszy sobie o śpiącej dziewczynie.
      – Czekaj, powoli... on małolatom nie sprzedaje. Zaraz do niego zadzwonię i do ciebie oddzwonię – rzekł Mike.
      Trevor siedział i czekał. Poszedł do pokoju i nalał pół szklanki czystej. Popijał wolno, a telefon wciąż milczał. Doczekał się, gdy kończył trunek.
      – No i? – zapytał zniecierpliwiony.
      – On nie wie, o czym ty mówisz, nigdy nie miał lewego proszku. Gówniarz musiał kupić gdzieś indziej. Popytaj małolatów z fabryki, oni tam uderzają w różne używki.
      – Wiem, tak zamierzałem zrobić. Dobra, sorry, że ci dupę zawróciłem.
      – A jak ten młody? Co z nim?
      – W porządku, ale napędził mi niezłego strachu. Dobra, na razie.
      – Jasne.
      Trevor już nie wiedział, co robić. Zapalił, poszedł do sypialni, zdjął koszulkę i położył się koło dziewczyny. Sen nie przychodził. Przeleżał ponad dwie godziny, paląc i pijąc jeszcze dwa drinki. Dopiero alkohol pomógł mu usnąć.

      
      Obudził się w nocy – Emmy nie było obok. Dochodziła czwarta rano. Znalazł dziewczynę w kuchni – spała z głową opartą o kuchenny blat.  
      – Kotku, chodź do łóżka – poprosił delikatnie, nachylając się do jej ucha.
Nie reagowała.
      – Em. – Nie odpuszczał i chciał ją podnieść.
      – Zostaw mnie – mruknęła.
      – Kotku, chodź położysz się jak człowiek. Czemu tu śpisz? – Zmartwiony chłopak nie dawał za wygraną.
      – Nie chcę.
      Chwycił twarz dziewczyny, ale się wyrwała.  
      – Zostaw mnie.  
      – Kotku, co się dzieje? – Przytulił ją mocno.
      – Nic, idź spać. Chcę zostać sama.
      Chłopak już nie nalegał i wyszedł z kuchni. Nie wrócił jednak do sypialni, tylko usiadł na kanapie i zapalił. Patrzył wnikliwie na dziewczynę, miał złe przeczucia. Ta siedziała w bezruchu i chyba znów chlipała. Spalił papierosa i nie chcąc jej już męczyć, ułożył się na kanapie. Przypatrywał się sympatii jeszcze parę minut, w końcu zasnął.
      Gdy się zbudził, nie mógł się ruszyć. Emma wtargnęła do łóżka i owinęła się wokół niego jak wąż, wtulając głowę pod jego brodę. Wydobył lewą rękę z zegarkiem – szósta dwadzieścia jeden. Pęcherz dawał mu się we znaki, wygrzebał się więc niezgrabnie, uważając, żeby jej nie zbudzić. Gdy wrócił, zdjął koc i wziął ukochaną na ręce. Zamruczała coś pod nosem.
      – Śpij.
      Ponownie zaniósł ją na łóżko i ułożył się obok, ściśle obejmując dziewczynę.  
      – Przepraszam – usłyszał.
      – Śpij już – szepnął, przytulając ją mocniej.

      
      Zadzwoniła komórka chłopaka. Zerwał się, zaspany.
      – Słucham.
      – Trevor? Obudziłem Cię? – zapytał Mike.
      – W porządku, cześć – rzekł cicho szatyn, wychodząc z sypialni.
      – Gadałem wczoraj z drugim kumplem. On czasami z nimi wciąga, ale ma swój towar. Oni biorą od jakiegoś łachmaniarza, niestety on nie wie, kto to jest. Powiedział, że taniej im sprzedaje, a jak nie mają kasy, to daje na kredyt. Tylko, że oni biorą od niego dość długo, z rok na pewno, więc może chłop sam nie wiedział, że ma lipę?
      – To nieistotne. Koka to dno i nie powinien sprzedawać dwudziestolatkom. Nie wiesz, gdzie można namierzyć tego typa?
      – Nie mam pojęcia.
      – Rok? Kurwa! – Trevor dopiero się „obudził”.
      – O co chodzi? – dopytywał przyjaciel.
      – Nie wiem, być może on tyle czasu to ćpa. Znam go tylko chwilę i uzależniony raczej nie jest, poznałbym. Ale wczoraj znalazłem u niego towar, do tego już raz go przyłapałem na nawalonych gałach, więc to daje do myślenia. Myślałem, że dziś to może drugi, trzeci raz, ale widzę, że chyba nie. Już nie wiem, co myśleć i robić, szkoda mi gówniarza. Wiesz, jak skończył Danny – wyjaśnił szatyn, cały czas oglądając się  stronę korytarza, czy nie nadchodzi zagrożenie. – Stary, nie uważasz, że to dość dziwne, że frajer daje im na krechę? Kaka niemało kosztuje. Kurwa, coś mi tu bardzo śmierdzi – kontynuował chłopak, znów się nakręcając.
      – Szczerze mówiąc mi też. Kumpel raz go widział i stwierdził, że gość sprawia wrażenie, jakby sam nieźle walił. Może to ”taniej” w końcu wyszło mu na minus, to dowalił jakiegoś gówna, żeby wyrównać rachunek. Domieszał więcej, bo wiedział, że gówniarze mało biorą, a musi ich kopnąć. I niestety tak się złożyło, że ten twój wziął za dużo i gotowy. Sam nie wiem... – odparł Mike.
      – Jak on wygląda... ten dziad?
      – Nie wiem, wiem tyle, że ma długie włosy, chodzi ubrany jak łachmaniarz i non-stop jest przymulony. Poznałbyś na pewno, przewiduję, że to taki… żywy truposz v zaśmiał się brunet.
      – Ok, dzięki za info. Jak będę miał jak, to może wpadnę wieczorem na godzinę, gdzieś tak po szóstej. Będziesz?
      – Jasne, to moja domowa godzina. Weź swoją piękną.
      – Po co? – zapytał wesoło Trevor.  
      – A tak, pogadać. Chyba, że masz do mnie jakąś sprawę.
      – Nie, chciałem wypić po piwku i zapalić. Ok, jak zechce, to ją przywiozę. Może się trochę oderwie, ten młody to jej brat. Dziewczyna jest kompletnie rozbita.
      – Ok, więc jak coś, to czekam. Będę miał pretekst do posprzątania w końcu tego chlewu – roześmiał się Mike.
      – W takim razie się nie żegnam – oznajmił Trevor i wyłączył rozmowę. Sprawdził godzinę – dochodziła dziesiąta.
      Emma spała jak zabita, zapewne po wczorajszym upiciu się. Nie budził jej, tylko poszedł zrobić kawę. Włączył ekspres i zajrzał do lodówki.
      – Cholera jasna.
      Chciał zrobić śniadanie, ale zakupy zostały w samochodzie. Zajrzał znowu do sypialni, po czym cichutko wyszedł z mieszkania. Zbiegł do auta, zabrał torbę i zaraz był z powrotem. Dziewczyna spała, więc chwilowo wstrzymał się z gotowaniem. Zajrzał do szuflady – znalazł buteleczkę spirytusu dezynfekującego. Usiadł w salonie i zaczął powtarzać operację z bandażem. Znowu przy dłoni przykleiła mu się gaza, lecz już nie tak. Tym razem się nie cackał, tylko oderwał szybkim ruchem. Ręka powoli się goiła. Dopiero, jak polał płynem, poczuł drażniące pieczenie. Gorzki grymas wpełzł na twarz chłopaka, lecz dyskomfort po chwili ustąpił.  
      – Zaraz dam ci bandaż. – Doszło z progu.
      Trevor aż podskoczył, przestraszyła go dobitnie. Podreptała do kuchni i wydobyła napój z lodówki. Wyglądała jak siedem nieszczęść, podpuchnięta i niewyspana. Miała kaca giganta, co było aż nadto widoczne. Chłopak uśmiechnął się z politowaniem, lecz nie zaczepiał dziewczyny. Ta noga za nogą poczłapała do łazienki, a Trevor za nią. Wsadził głowę do środka.
      – Usmażę jajka – zaproponował.
      – Nie chcę, zjedz sam.
      Podszedł i uścisnął ją mocno.
      – Zjedz, dobrze ci zrobi. Choć odrobinę.
      Dziewczyna milczała, więc Trevor odebrał to jako zgodę. Poszedł do kuchni, postawił patelnię na kuchence i wrzucił na nią bekon. Zapalił papierosa. Szukał drugiej patelni, ale nie mógł znaleźć. W końcu zdjął mięso i na tą samą wbił sześć jajek. Pomieszał wszystko, poczekał, aż się zetnie i usiadł zadowolony. Wyjął kilka kromek chleba i położył na nim ser. Nawalił dziewczynie prawie tyle, co sobie. Wyszła z łazienki w odpowiedniej chwili.
      – Wcinaj! – rzekł Trevor, szczerząc dumnie zęby.
      – Ty chyba nie myślisz, że ja to wszystko zjem? – obruszyła się, lecz wciąż wyglądała na półprzytomną.
      Wzięła w rękę kawałek bekonu, ugryzła, ale zaraz zerwała się z miejsca i znowu pobiegła do łazienki. Trevor się rozweselił, wyobrażając sobie w okamgnieniu, jak wisi nad muszlą i „umiera” Nalał kawy i zasiadł nad śniadaniem. Emma wróciła dość szybko. Wyglądała jeszcze gorzej, była blada jak ściana.
      – Trevor, wybacz, ale ja dziś nic nie przełknę – wystękała.
      – To może napij się kawy? – Podsunął jej kubek pod nos.
      Sam siedział i jadł, był bardzo głodny. Jak zobaczył, z jakim niesmakiem ukochana bierze napój do ust, aż plunął jedzeniem ze śmiechu.
      – Przepraszam – wybełkotał z zapchaną buzią. – Zaraz to sprzątnę.
      Emma spojrzała na niego tępo – chyba było jej wszystko jedno. Wyjęła dwie tabletki przeciwbólowe i popiła kawą. Trevor, gdy już zjadł i postawił śniadanie dziewczyny do lodówki, wyjął oczywiście papierosy.
      – Czemu nie pijesz kawy? – zapytała Emma.
      – Nie przepadam.
      – Chodź, zawinę ci rękę.
      Usiedli w salonie. Ręce jej drżały, miała chyba większego kaca, niż można by sądzić po ilości wypitego alkoholu.  
      – Może zostaw, już się podgoiło – zaproponował chłopak, widząc, że nie radzi sobie zbyt dobrze.
      Ale ona była uparta i w końcu udało jej się zawinąć dłoń.
      – Jedźmy – poprosiła.
      – Jasne.                                                      
      W drodze do szpitala Trevor zobaczył aptekę i zatrzymał się pod nią.
      – Zaczekaj, zaraz wracam.
       Kupił musujące tabletki na kaca i oraz maść. Gdy wrócił, od razu nasmarował dziewczynie siniaka. Bolało chyba mniej, bo nie było reakcji w trakcie zabiegu.  



      Podeszli pod salę Tommy’ego, ale Emma jakby bała się wejść. Chłopak leżał do nich plecami.
      – Chodź, jest już po jedenastej – rzekł Trevor.
      – Ale co ja mam mu powiedzieć? – bąknęła Emma, operując zastanawiającą miną.
      – To chyba on powinien się o to martwić – rzucił szorstko szatyn.  
      Po kilku chwilach niezdecydowania dziewczyny, w końcu weszli do środka i stanęli przed pacjentem. Nie spał, ale natychmiast spuścił wzrok. Emma podeszła i mocno go przytuliła, po czym usiadła naprzeciwko.
      – Jak się czujesz?
      – Dobrze.
      Słowa ciężko przechodziły młodzikowi przez gardło, widać było, że jest mu totalnie wstyd.
      – Tommy, co ty wyprawiasz? Czy ty wiesz, co ja wczoraj przeżyłam? – rzuciła płytko Emma, głos jej się podłamał.
      Młody milczał, gapiąc w ścianę. Trevor usiadł obok dziewczyny.
      – Długo to bierzesz? – zapytał cierpko, nie zamierzał litować się nad przyjacielem.
      Cisza.
      – No mów, i tak się wydało.
      – Nic biorę – wybąkał Tommy.
      – Młody, dlaczego idziesz w zaparte? Wiesz, co by było, gdyby Emma nie zaszła do domu po ciuchy? Już by cię tu nie było. To chyba cud, że akurat o czymś sobie przypomniałem. Kurwa, nadal nie wierzę, że masz taki fart – syknął Trevor, czując, jak znów wzbiera w nim złość.
      Tommy zamilkł, zmieniając punkt obserwacji ze ściany na podłogę.
      – No mów, do jasnej cholery! – Szatyn się zdenerwował.
      Tommy nie reagował, leżał jak manekin, nerwowo bawiąc się prześcieradłem.
      – Idę zapalić – Zrezygnowany Trevor westchnął i podniósł się z miejsca. Musiał ochłonąć, żeby nie pęknąć. Gdy wrócił, Emma nadal siedziała naprzeciw brata, który wciąż leżał jak kukła.
      – On nam nic nie powie – oświadczyła szatynowi. Też już chyba nie miała siły i motywacji na wyciąganie prawdy.
      Tommy nadal uciekał wzrokiem i wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać.
      – Co to za koleś, ten wasz dostawca? – Trevor wznowił przesłuchanie.
      Młodzik nadal nie reagował.
      – No co, odebrało ci mowę? Taki byłeś wczoraj odważny, a dziś? – fuknął Trevor, był coraz bardziej zniecierpliwiony i rozgniewany.
      To nic nie dało, żadna wypowiedź w dalszym ciągu nie wypływała z ust przyjaciela.
      – Kurwa mać, gadaj, nie wkurwiaj mnie! – Szatyn zerwał się z miejsca.
      – Trevor – wtrąciła prosząco Emma.  
      – Co, kurwa, Trevor?! Dziwisz się, że krzyczę?! Do chuja, o mało nie zdechł, mam go pogłaskać?! – Uniósł się wściekły chłopak.
      Tommy odwrócił się na drugi bok, więc chłopak wziął krzesło i przesiadł się na przeciwną stronę. Emma nie lubiła, jak był taki, wiedziała, że nie odpuści.      
      – Tommy, no powiedz mu, i tak już wszystko wiemy. Nikt nie będzie na ciebie krzyczał – poprosiła.  
      – Nic nie biorę, wziąłem raz, na spróbowanie – wyjęczał Tommy.
      – Idź na kawę i kup dla mnie – zadecydował wreszcie zmęczony tą szopką Trevor, podając Emmie kilka banknotów. – I nie śpiesz się – dodał.
      Młody natychmiast się zmieszał, dziewczyna również.
      – No idź! – naciskał szatyn, widząc, że ukochana nie kwapi się do opuszczenia sali.
      Emma w końcu usłuchała i niechętnie wyszła, wtedy Trevor przysunął bliżej krzesło.
      – Teraz mów… wszystko. Nic jej nie powiem, i tak ma na głowie – łagodnie zagadał do przyjaciela. Widząc, że złością nic nie wskóra, postanowił spróbować ujarzmić emocje, choć nie było to łatwe.
      Nadal nie uzyskał odpowiedzi.
      – Młody. Dziesięć – piętnaście minut później i jesteś trupem, kapujesz? Po co ci to gówno? Dostałeś trefny towar, wiesz o tym? Masz szczęście, że tak mało wziąłeś. Pal sobie zioło, ona już nic nie powie, ale nie sięgaj po twarde. Chcesz się wykończyć? Raz? Kogo ty chcesz oszukać? Dłużej żyję na tym świecie i widziałem już działanie chyba wszystkich prochów, więc mnie tu nie bujaj, dobra? Ja też alkoholu popróbowałem raz, i co? Chlam codziennie. Ona już pewnie dawno to zauważyła. Zioła także spróbowałem raz i też wpadłem. U ciebie tak samo będzie z koksem, rozumiesz? Emma przewaliła wczoraj cały dom, żeby go znaleźć. Masz szczęście, że nie wie, gdzie szukać.
      Tommy spojrzał na chłopaka dziwnie.
      – Po co ci prawie pół grama, skoro tylko raz? – zapytał szorstko szatyn.
      Małolat jeszcze bardziej się spłoszył.
      – No gadaj, do cholery, ile mogę czekać? – fuknął Trevor, któremu już puszczały nerwy.  
      – Miałbym to na rok – wybąkał Tommy.
      Trevor aż zacisnął zęby, myślał, że zaraz wyjdzie z siebie.
      – W ogóle nie powinieneś tego mieć, jasne? Takich rzeczy nie ma się na rok – warknął.
      – A odwal się w końcu! Niedługo będę pełnoletni, poza tym to nie twoja sprawa! – wyskoczył nagle zdenerwowany młodzik.
      – Ale to moja dziewczyna. A co by było, gdybyś nie przeżył? Pomyślałeś o tym? Wczoraj tak się napiła, że dziś ledwo zlazła z pryczy – uśmiechnął się. – Przez ciebie. Mów, od kiedy to bierzesz, nic jej nie powiem.
      Cisza. Trevor wstał, obejrzał się i wyjął znalezione narkotyki.
      – Mam jej to pokazać? – Podsunął mu je nos.
      – Nie.
      – No więc gadaj, proszę ostatni raz.
      – Nie pamiętam. Wziąłem trzy, może cztery razy – wydukał Tommy. Hardość szybko mu przeszła.
      – Kłamiesz.
      – Nie kłamię. Te pół grama kupiłem na imprezę, miało być na sześć osób.
      – Tak? To czemu już z niego ubyło?
      – Nie wiem. To samo jakoś przyszło… pod wpływem trawy – tłumaczył niezbyt przekonująco Tommy.
      – Kurwa, jakiej trawy, o czym ty do mnie mówisz? Oj, młody, dalej zamierzasz ciągnąć tą gierkę? Masz mnie za idiotę?  
      Młodzik znowu się wyciszył, na co Trevor tylko przewrócił oczami. Nie wiedział już, jak dotrzeć do chłopaka.
     – Wiesz, że mój kumpel zginął przez kokainę – poinformował łagodnie Trevor, próbując jeszcze swoich sił. – Oświadczył, że do nosa już go nie rajcuje i walnął sobie w żyłę. Był bardzo pijany. Tak się naćpał, że wlazł pod pociąg. Nic z niego nie zostało. Domyślam się, że koks to fajne uczucie, choć nigdy nie próbowałem, ale zabić się to nie sztuka. Pamiętaj, że ja znajdę tego menela i nic już od niego nie kupicie. Tylko jedno szczęście w nieszczęściu – gdyby nie ta akcja, dalej bylibyśmy nieświadomi. Wtedy, gdy się poznaliśmy, też to zażyłeś?
      Tommy tylko spuścił głowę. Trevor nie pytał więcej.
      – I jak już tak mocno wam się chciało, trzeba było załatwić sobie sprawdzone źródło, a nie dziada, który robi was w chuja i o mało cię nie zabił. Nikt ci nigdy dobrej koki taniej nie sprzeda, pamiętaj o tym.
      Weszła Emma i przerwała katowanie.
      – Idę zapalić. – Zrezygnowany Trevor wziął kawę i wyszedł.
      Spalił jednego, zaczął drugiego, nerwy nosiły go całego. Gdy wrócił do sali, Emma znów płakała, a młody nadal leżał jak kłoda. Nagle odezwał się telefon chłopaka. Odebrał i poszedł do okna.
      – Dobra, dziś to zrobię, najpóźniej jutro – rzekł krótko i się rozłączył.
      Na twarzy Emmy ponownie zagościł niepokój, co Trevor w lot wyłapał.
      – Mój menadżer. Z nikim innym nie gadałbym pół minuty – zaśmiał się. – Rozmowny to on nie jest, a jak już jest, to gada tak szybko, że połowy nie rozumiem – dodał zadowolony.
      Usiadł przy dziewczynie i wziął ją za rękę.  
      – Gadałaś z lekarzem?
      – Tak. Jutro chyba go wypiszą.
      Trevor spojrzał na Tommy'ego z jakimś nakazującym wyrazem twarzy. Sprawdził godzinę – dochodziła trzynasta.
      – Muszę jechać. Jak chcesz zostać, to przyjadę po ciebie za niecałą godzinę – rzekł do Emmy.
      Wiedział, że dziewczyna się męczy, nie dość, że kacem, to przez wybryki brata. Dziewczyna spojrzała na Tommy’ego i nie odpowiedziała chłopakowi.
      – Jedź, prześpię się. Źle się czujesz, kimnij się – bąknął Tommy.
      – Dobrze, przyjedziemy jutro rano. Chyba, że chcesz, żebym przyjechała wieczorem? – rzekła Emma.
      – Nie, wyśpij się – naciskał chłopak, pewnie bardzo chciał, żeby już sobie poszli.
      – Tak zrobię. To do jutra – Dziewczyna mocno przytuliła brata.
      Wkurzonego Trevora stać było jedynie na suche: na razie.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 4202 słów i 24530 znaków, zaktualizowała 14 kwi 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Muszę przyznać, że Tommy mnie zaskoczył. Lubiłam go, ale 'co za dużo, to niezdrowo'. Cały czas tworzą się coraz to lepsze zagadki  :rotfl:  Super!  :dancing:

  • agnes1709

    @Duygu Ale dalej tylko przystawka :D :whip:

  • Duygu

    @agnes1709 Czekam z niecierpliwością na każdą kolejną część!  <3   :)

  • agnes1709

    @Duygu Rano na pewno. Pisać nie idzie, to chociaż Trevora poprawię (chociaż i to mi nawet nie wychodzi). Może Ci się znudzi (mam nadzieję, że nie), bo jeszcze nie ma nawet połowy :lol2:

  • Duygu

    @agnes1709 O, kurde, to super, że jeszcze tak dużo części!  :rotfl:   :danss: