Ukojenie 2 – Młody cz. 24

Ukojenie 2 – Młody cz. 24Pierdolona suka, doigrasz się, szmato – przeklinała bezgłośnie, nie mogąc opanować płaczu. Przypomniała sobie, jak swego czasu stłukła Denise i to sprowokowało niemrawy uśmiech na jej twarzy. Po chwili jednak złość wróciła, a z nim smutek i niezrozumienie, dlaczego akurat uczepiły się do niej. Zdawała sobie sprawę, że przy takiej pogodzie jej ubiór może być dobrym powodem do szyderstw, aczkolwiek ile można, jakim cudem nie znudziła im się jeszcze tak durna rozrywka? Jej znudziłby się już na pewno.
      Siedziała tam przez całą lekcję, próbując się uspokoić i to działało – rozżalenie powoli mijało. Obserwowała też szkołę. Widziała, jak Trevor wychodził i rozglądał się wkoło, co powodowało zdenerwowanie, teraz już wiedziała, że będzie chciał znać prawdę.  
      Zadzwonił dzwonek rozpoczynający kolejną lekcję, budząc w dziewczynie grozę. Nie chciała tam wracać, miała dość Denise, Cindy i całej reszty. Do tego Kevin i nieszczęsne zajęcia sportowe, bała się, że nie uda jej się uciec.
      – Susan? –  usłyszała nagle nad głową.
      Uniosła twarz i struchlała. Natychmiast wstała, unikając wzroku wkurzonego dyrektora i dziwiąc się przy okazji, skąd on się tu wziął?  
      – Wright, co ty tu robisz, czy nie powinnaś być teraz na historii? – zapytał mężczyzna.
      – Źle się poczułam i musiałam wyjść – wycedziła dziewczyna, widząc już słuchawkę w dłoni faceta, następnie ojca w jego gabinecie, a potem już tylko to, co najgorsze.
      – Nadal źle się czujesz? – ciągnął pedagog.
      – Nie.
      – Na pewno?
      – Tak.
      – Więc chodźmy. – Dyrektor położył dłoń na plecach dziewczyny, ruszyła więc strachliwie w kierunku szkoły. – Czy byłaś na pierwszej lekcji?
      – Tak. – Pewnie skłamała i blef się udał – facet nie kontynuował tematu.
      Podeszli pod salę i Sue już chciała wchodzić, zatrzymał ją jednak.  
      – Jak się teraz czujesz? – zapytał, wlepiając w nastolatkę swój zimny wzrok.
      Mężczyzna był surowy i nigdy nie pobłażał uczniom, nie dziw więc, że Susan bardzo się zdenerwowała.
      – Nie, już dobrze – bąknęła.
        Dyrektor otworzył drzwi i przepuścił dziewczynę przodem. Jego oświadczenie o przyłapaniu jej na wagarach do cna przesiąknięte było dumą, co wywoływało jeszcze większy popłoch. Pedagog był wyraźnie zły, lecz i zadowolony zarazem, Susan czuła, że dowie się o ucieczce i będzie miała kłopoty. Przekroczyła próg i pierwsze, co zrobiła, to spojrzała na ławkę, gdzie siedział Kevin. Chłopaka nie było. Odetchnęła z ulgą, która, lecz momentalnie zniknęła, gdy tylko zobaczyła gapiącego się na nią Trevora i Emily, oraz oczywiście dwie żartownisie, które już ględziły coś pod nosem. Zacisnąwszy mocno zęby, delikatnie usiadła, starając się nie wzbudzać podejrzeń. Bolało nadal, odwróciła więc głowę w stronę ściany, nie chcąc pokazać twarzy, która mogłaby zbyt dużo zdradzić. Szybko wyjęła zeszyt i wlepiła wzrok w zapisaną kartkę.
      – Sue, dobrze się czujesz? – zapytała troskliwie siedząca obok Megan.
      – Tak.
      – Na pewno? Blado wyglądasz. Może idź do pielęgniarki?
      – Nic mi nie jest.
      – Ok, ale jakby coś, chwal się, pójdę z tobą.
      Sue nie odpowiedziała, zdobyła się jedynie na wymuszony uśmiech. Słyszała chichoty i niewyraźny bełkot z przedniej ławki, co z wolna zaczynało drażnić dziewczynę, do tego czuła na sobie wzrok Trevora, który niemal wypalał jej plecy.  
      Robiło się coraz nieprzyjemniej, chwyciła więc długopis i zaczęła przepisywać zadania, chcąc oderwać się choć na chwilę od tej podłej atmosfery. Wciąż myślała o dyrektorze i nieobecności na matematyce, modląc się w duchu, aby facet nie powiadomił ojca.
      – Sue, na pewno wszystko ok? – Meg objęła nastolatkę, widząc, że jej ręce nie zachowują się normalnie.
      – Tak, głowa mnie tylko trochę boli – zełgała szatynka.
      – Głowa? A może jednak pójdziemy do pielęgniarki? – naciskała koleżanka.
      – Nie, zaraz mi przejdzie.
      Koleżanka dała spokój, lecz Sue wiedziała, że wciąż się jej przygląda. Ukradkiem spojrzała na Trevora – mazał coś w zeszycie, lecz jakby wyczuł dziewczynę, bo też na nią spojrzał. Natychmiast odwróciła wzrok.


Dzwonek zadzwonił zdecydowanie za szybko, Sue najchętniej siedziałby w tej klasie cały dzisiejszy dzień. Wiedziała, że przyjaciel zaraz ją zaatakuje, spakowała się więc migiem i już chciała znikać, lecz zagrodził jej drogę. Do głowy od razu przyszła jej łazienka, tym się więc wyłgała, usiłując pozbyć się chłopaka. Humor jednak popsuła jej Emily, proponując, że pójdzie z nią. Chcąc nie chcąc, przytaknęła głową i nie czekając na kolejny atak ze strony Trevora, migiem umknęła z klasy. Widząc, że koleżanka bacznie ją obserwuje, szła w ciszy, zestresowana. Blondynka jednak nie zaczepiała dziewczyny i także milczała. Po wejściu do toalety Sue od razu zatrzasnęła się w kabinie, mając nadzieję, że Emily szybko załatwi sprawy i zniknie. Doszedł ją szum odkręcanej wody i chwilę później zapadła cisza. Siedziała tam minutę, dwie i widząc, że nic się nie dzieje i że chyba jest sama, niepewnie opuściła "schronienie". Pomyliła się jednak, bo Emily nadal stała przy zlewie, grzebiąc paluchami przy swojej twarzy. Obleciał ją strach, wiedziała, że dziewczyna nie guzdrze się przed lustrem bez powodu, chcą jednak wyglądać jak najbardziej naturalnie,  odkręciła wodę i zaczęła myć ręce. Robiła to już dobrą minutę, w końcu Emily zareagowała.
      – Sue, już są chyba czyste – zachichotała, lecz szatynce wcale nie było do śmiechu.
      Pokazowo odwzajemniła uśmiech i wytarłszy dłonie, odwróciła się na pięcie i już chciała znikać.
      – Sue, zaczekaj. – Koleżanka ją zatrzymała, łapiąc dłoń dziewczyny. – Piękna, co się dzieje? – zapytała, patrząc szatynce prosto w oczy.
      – Nie rozumiem – mruknęła Susan.
       – Sue, przecież widzę. Proszę cię, pogadaj ze mną. Masz jakieś kłopoty? Sue, zaufaj mi, przecież wiesz, że ta rozmowa nie wyjdzie poza to pomieszczenie i może będę mogła ci jakoś pomóc – rzekła łagodnie Emily.
      – Ale ja nie rozumiem, o co chodzi, co niby ma się dziać? – wykręcała się spłoszona nastolatka. Język zaczął jej się już plątać, Emily nie wyglądała, jakby miała zamiar odpuścić.
       – Sue – powtórzyła prosząco wyższa z uczennic, stojąc nieruchomo naprzeciw koleżanki.
      Susan się pogubiła. Nie chciała nic mówić, podejrzewając, że mimo obietnicy Emily i tak dyskretnie powie Trevorowi. Nie chciała, aby ktoś cokolwiek wiedział i się wtrącał. Było jej wstyd, a także bała się, że w końcu ktoś o tym doniesie i będą z tego tylko i wyłącznie jeszcze większe problemy.
      – Em, daj mi spokój – burknęła, chcąc wyminąć dziewczynę, ta jednak nie dała się zbyć, bo ani drgnęła.
       – Susan, nie, tym razem nie ustąpię. Proszę cię, pogadaj ze mną, dlaczego dusisz się z tym sama? Poza tym Magik się martwi i powoli zaczyna mu odbijać. – Emily uśmiechnęła się szeroko.
      – Ale ja nie mam nic do powiedzenia, rozumiesz? – warknęła w końcu szorstko Sue, po czym odwróciła się na pięcie i na powrót zatrzasnęła w kabinie.
      Była już ostro wkurzona natarczywością koleżanki, nie rozumiała, dlaczego się tak uparła i na chama wyciąga prawdę.
      – Sue. – Emily zapukała w drzwi. – Sue, wyjdź, przepraszam, nie powinnam była naciskać. Wyjdź, proszę cię, temat jest zakończony.
      – Idź, zaraz przyjdę.
      – Na pewno? Nie bardzo ci wierzę, jesteś na mnie wkurwiona. – Zaśmiała się blondynka.
      – Nie jestem
      – Łżesz, kochana, jesteś. – Chichot zamienił się w śmiech.
      Sue nie wytrzymała i też mruknęła wesoło.
      – Idź, zaraz przyjdę, obiecuję.
      – No dobrze, trzymam za słowo, ale pamiętaj – jak go nie dotrzymasz, kara będzie sroga – zachichotała ponownie blondynka i po chwili zapadła głucha cisza.
      Czekała aż do dzwonka, mając nadzieję, że jak dojdzie do klasy, nauczyciel już się pojawi i nie będzie musiała znów chować się przed przesłuchaniem. Zawiodła się jednak, gdyż klasa nadal stała na korytarzu. Miała do przejścia całą jego długość, dlatego też maksymalne zwolnienie marszu wydawało jej się najlepszym rozwiązaniem.
      – Patrz, kosmitka wróciła – usłyszała, przechodząc obok wrednych koleżanek.
Zignorowała je, minąwszy obojętnie, lecz słowa nielubianej koleżanki boleśnie trafiły do celu.
      – Kurde, ciekawe, co nałoży na trening? Futro? – kontynuowała Denise i w tym momencie Susan pękła...


      – Wright, twoje zachowanie jest skandaliczne! – zbeształ dziewczynę dyrektor, idąc obok dziewczyn jak eskortujący przestępczynie strażnik.
      Susan ze strachu już ledwo trzymała się na nogach, w czym osłabiony głodem organizm bardzo pomagał. Powietrze uciekało, miała wrażenie, że zaraz się udusi, a na myśl, że zaraz zadzwonią do ojca i jeszcze przerwą mu, nie daj boże, jakieś ważne spotkanie, wręcz dostawała mdłości.
      – Zapraszam. – Facet na oścież otworzył drzwi gabinetu, będącego obecnie dla Susan pokojem psychicznych tortur. – Usiądźcie. – Wskazał stojące przy ścianie krzesła.
      Sam zasiadł w swoim fotelu, chwycił słuchawkę telefonu i nakazał sekretarce zadzwonić po rodziców obu dziewczyn. Susan była przerażona, ale i wściekła zarazem; nie mogła darować Denise, że przez nią będzie miała dziś przemiły wieczór. Była też zła na siebie, na to, że tak łatwo dała się ponieść emocjom. Prawdę mówiąc, nie pamiętała dokładnego przebiegu zdarzeń, oprzytomniała dopiero, kiedy dyrektor rozdarł się na całą szkołę.
      Siedziała i kombinowała, co powiedzieć, żeby było dobrze. Nie chciała się skarżyć,nie leżało to w jej naturze, aczkolwiek zastanawiała się, czy nie powiedzieć prawdy. Nie zamierzała obrywać od ojca za darmo, tym bardziej, że przecież to wszystko działo się przez niego. Bo dlaczego nosi ciuchy, jakie nosi i staje się obiektem drwin, czemu musi się chować, przez co stała się taka nerwowa? Przez niego! Tylko że jest jeden problem – on i tak zapewne powie, że to jej wina; od niecałych dwóch lat wszystko, co by się nie działo, było jej winą.
      – Susan! – powtórzył głośno dyrektor.
      Spojrzała na niego tępo.
      – Co ci jest? Nadal źle się czujesz? – zapytał chłodno, choć dało się wyczuć cień troski w jego głosie.
      – Nie – mruknęła cicho.
      – No więc jak to było? – kontynuował mężczyzna, obserwując na przemian obie nastolatki.
      – Ona się na mnie rzuciła, jest nienormalna – wyjechała natychmiast Denise, pozując na wielce oburzoną.
      – Susan? – Facet spojrzał na szatynkę.
      Dziewczyna milczała. Chciała się bronić, wyjawić prawdę, lecz nagle wszystkie słowa ugrzęzły jej w przełyku.
      – Sue? – drążył dyrektor. – Nie masz nic do powiedzenia? Więc przyznajesz się, że zaatakowałaś Denise bez powodu?
      – Kurwa, to ona zaczęła! Przypieprza się do mnie od samego początku, mam już tego dość! – krzyknęła nagle szatynka, zrywając się z miejsca, nerwy uszły z niej właśnie w najbardziej nieodpowiedni, niepożądany sposób.
      – Wright, jak ty się zachowujesz?! – zagrzmiał mężczyzna, także wstając.
      – Przepraszam – wydusiła nastolatka, natychmiast pożałowawszy swojego wyskoku.
      – Przepraszam? Wright, jesteś zupełnie nieokrzesana, co się z tobą dzieje? – zganił rozgniewany dyrektor.
        – Przepraszam – powtórzyła Sue, lecz nagle zerwała się z miejsca i wybiegła z pomieszczenia.
      Chwilę później znów klęczała nad ubikacją. Jeszcze w gabinecie starała się, jak mogła, opanować torsje, lecz nerwy i pusty żołądek w końcu wygrały. Nie miała czym wymiotować, nadszarpała tylko mięśnie, które teraz kłuły boleśnie. Chciała jak najszybciej opuścić kabinę, aby dyrektor nie wpadł do łazienki i nie zaczął zadawać pytań, lecz odruch wymiotny nie ustępował i zanim ciało dziewczyny w końcu się trochę uspokoiło, minęło dobre pięć minut. Nikt jej jednak nie szukał, nie pukał w drzwi, co odrobinę uspokajało dziewczynę.
      Przepłukała usta wodą i wyszła wreszcie z łazienki, bojąc się wrócić do gabinetu. Wiedziała, że zaraz zacznie się przesłuchanie. Nie dość, że wybuchła jak wariatka, to jeszcze ta ucieczka, dziewczyna obawiała się, że facet wyśle ją do higienistki. Bała się, że kobieta będzie kazała jej się rozebrać, aby ją zbadać, i co wtedy? Pocięte plecy, siniaki, jak to wszystko wytłumaczy? Ogarnęła ją panika, teraz wizja „upojnego” wieczoru w otoczeniu gniewu ojca ustąpiła miejsca perspektywie wizyty w szkolnym gabinecie lekarskim. Pogubiła się, nie miała pojęcia, co robić.
      Natłok niewdzięcznych, stresujących myśli spowodował, że w końcu zrobiło jej się tak słabo, że przytrzymując się ściany, doszła do najbliższej ławeczki, na której natychmiast usiadła. Oddychała ciężko, próbując uspokoić trzęsące się ręce i nogi. Wiedziała, że takie zachowanie natychmiast wzbudzi podejrzenia dorosłych, ale za nic w świecie nie mogła go opanować, jej ciało zachowywało się zupełnie inaczej, niż by sobie tego życzyła. Teraz w głowie miała już całą kolekcję obrazów przyszłości – szok higienistki i tłumaczenia przed policją, skąd ma takie ślady, a jeśli nie, tłumaczenie się przed ojcem i dyrektorem ze swego wulgaryzmu, a potem wieczorne kary, tym razem na pewno już wymyślniejsze i dotkliwsze. W końcu popełniła przecież moralną zbrodnię, klnąc i krzycząc przy dyrektorze, to nie może przejść bez echa. Będzie powód do wymierzania sprawiedliwości, a matki nie ma. Ale co matka? Nawet, jakby była, ojciec by nie odpuścił, potrafił być przecież bardzo rzetelny w kwestii wychowawczej…
      – Sue – usłyszała nad głową i zamarła, głos mężczyzny mimo że brzmiał dziwnie spokojnie, natychmiast wywołał przerażenie.
      Jak oparzona zerwała się z miejsca.
      – Tato, to nie moja wina, to ona… to ona zaczęła. Czepia się do mnie za moje ciuchy i za wszystko, już nie wytrzymałam. Tato, naprawdę tak było… przepraszam – wyjąkała chaotycznie rozgorączkowana dziewczyna, starając się stłumić uciekający płacz.
      – Czemu tu siedzisz? Co nawywijałaś? – zapytał pan Wright, po którym tłumaczenie córki najwyraźniej spłynęło jak po kaczce.
      – Nic, mówiłam ci przecież – wystękała Sue, czując, jak uchodzi z niej resztka życia.
      – Dlaczego tu siedzisz? – Mężczyzna ponowił pytanie.
      – Źle się czuję.
– Chodź, bo zaraz muszę wracać do pracy, zobaczymy, co się stało – rzekł ojciec, obejmując nastolatkę w pasie.
      Nie mając wyjścia, ruszyła za nim na sztywnych nogach, jego dotyk wręcz wypalał jej skórę. Facet był zdumiewająco spokojny, co zapowiadało tylko i wyłącznie wieczorne piekło. Zawsze, gdy się tak zachowywał, był to zwiastun najgorszego. Mężczyzna zapukał i wszedł z córką do gabinetu. Denise nadal siedziała na krześle i operując potulną miną, usilnie próbowała zrobić z siebie ofiarę. Dyrektor wstał i podał rękę ojcu nastolatki.
      – Sue, dlaczego wybiegłaś? – zwrócił się do uczennicy.
      – Źle się czuję – szepnęła dziewczyna.
      – Dobrze, zaraz pójdziesz do higienistki – oświadczył, po czym zdał krótkie sprawozdanie z przebiegu awantury między nastolatkami. – …I Denise twierdzi, że zapytała tylko grzecznie Sue, czy nie jest jej gorąco, i rzekomo wtedy pana córka się na nią rzuciła.
      – Sue? – Wright spojrzał na nastolatkę.
      – Nieprawda, już mówiłam, jak było. Jeśli nie wierzycie, uczniowie z mojej klasy wszystko widzieli – wycedziła szatynka, nie wiedząc już, jak się ratować.
      – Kto? – zapytał dyrektor.
      – Nie wiem, kto, chyba Trevor… i Emily... i inni – rzuciła Sue, wiedząc, że przyjaciele na pewno jej pomogą.
      – Tak? Dobrze, więc zaraz ich zapytamy.
      Oboje uczniów zjawiło się w gabinecie bardzo szybko. Sue niepewnie spojrzała na Trevora – pałał wściekłością, czego nie dało się ukryć.
      – No dobrze, więc zapytam was. Sue twierdzi, że Denise jej dokucza i stąd jej wybuch. Czy to prawda?  
– Dyrektor wznowił dochodzenie, patrząc, nie wiedzieć, czemu, na Emily.
      – Tak – odparła pewnie dziewczyna, gapiąc się facetowi prosto w oczy.
      – Trevor?
      – Nie wiem – rzekł chłopak, wydawał się zagubiony w sytuacji.
        – To dobrze, że nie wiesz, twoje zeznania nie są raczej wiarygodnie – rzekł złośliwie mężczyzna, prezentując w tej chwili pełny obraz dobrego pedagoga. – Denise, więc jak? – Dyrektor zawisł nad uczennicą.
      – Oni kłamią. Kumplują się i bronią się nawzajem – wywaliła dziewczyna.
      Sue bardzo dziwiła się jej zachowaniu. Widziała przecież, jaki stosunek ma do niej Trevor, nie mogła więc pojąć, jakim cudem nie boi się nadal brnąć w kłamstwa. Z drugiej strony jednak rozumiała, że tak samo, jak ona, próbuje ratować swój tyłek i że pewnie woli mieć na karku Trevora, niż rodziców.
      – Kumplami? – prychnęła Emily. – Przecież ciągle drwisz z Susan, robisz durne żarty razem ze swoją koleżaneczką, Cindy. Co, myślisz, że ktoś jest głupi, że nikt nic nie słyszy, nic nie widzi i nic nie wie? A co było dziś w szatni, co? Może powiesz panu dyrektorowi – ciągnęła niezłomnie zniesmaczona nastolatka.
      – Al… nic nie było – broniła się Denise.
      – Nie? Susan, może powiesz? – Emily spojrzała na koleżankę. – Sue, powiedz, po co masz pakować się w kłopoty przez tą idiotkę? – nalegała, rozgadała si na dobre.
      – Susan? – wtrącił dyrektor.
      – Nic takiego, głupie żarty. Przeszkadza jej mój strój – przyznała w końcu szatynka, wiedząc, że teraz już niczego nie da się ukryć. Przecież Emily powiedziała już wszystko.
      – Strój? – Pedagog uniósł brwi.
      Susan zamilkła.
      – Denise, wyjaśnisz mi to? Może w końcu powiesz prawdę i zakończymy ten cyrk? Mam jeszcze masę spraw do załatwienia. – Dyrektor się zniecierpliwił.
        Winowajczyni nie otwierała ust, chyba zrozumiała, że jest na przegranej pozycji.
      – Dobrze, więc wrócimy do tej rozmowy jutro. Jako że twoi rodzice nie mogli się dziś stawić, oczekuję cię z nimi jutro przed lekcjami – zarządził bezkompromisowo mężczyzna.
      Odesłał Trevora i Emily i Denise do klasy, po czym spojrzał na szatynkę. Serce podeszło jej do gardła, wzrok miał zimny jak głaz.
      – A co do ciebie, Susan, to jest jeszcze jedna sprawa, a mianowicie – twoja agresja. To, jak się dziś  zachowałaś, wrzeszcząc i używając nieprzyzwoitych słów… – westchnął facet – informuję, że nie będę tolerował takiego zachowania. Zastanawiam się, czy nie dać ci nagany – dodał, pogrążając dziewczynę przed ojcem coraz bardziej.
      – Czy to konieczne? Porozmawiam z nią i zapewniam pana, że to się nie powtórzy – rzekł pan Wright, waląc nastolatkę lewym sierpowym przerażenia.
      – No dobrze, ale ostrzegam, że jeżeli to się powtórzy, będziesz miała kłopoty, rozumiesz? – warknął pedagog.
      – Tak – mruknęła Sue, nie podnosząc głowy.
      – Panie dyrektorze. Przemyślałem sprawę i zdecydowałem, że zabiorę jednak Sue do lekarza. Blado wygląda – wyjechał nagle ojciec. – Czy mogę zwolnić ją z zajęć?
      – Nie widzę problemu. Dziękuję, że pan przyjechał i myślę, że możemy już zakończyć.
      – Dziękuję – rzekł Wright, podał rękę mężczyźnie i wyszedł z córką z gabinetu.
      Ta już była cała mokra, słowa: porozmawiam z nią dobiły ją ostatecznie.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3440 słów i 19951 znaków, zaktualizowała 4 cze 2020.

2 komentarze

 
  • Iga21

    "... że zabiorę Sue do lekarza".  
    Jebany opiekuńczy tatuś.  
    Sam ją pewnie będzie chciał wyleczyć.  
    Z agresji oczywiście.  
    No ale w końcu kto jest autorytetem w ich domu. On.  
    Więc Sue uczy się od "najlepszego".  
    Kochana chce długo czytać, to opowiadanie, ale jednocześnie też bym chciała, abyś skróciła w jakiś sposób męki tej biednej dziewczyny.

  • agnes1709

    @Iga21 No przecież nie mógł dopuścić do wizyty u higienistki, bohater od siedmiu boleści. I teraz nie wiem, kiedy poczytasz, bo już koniec, a susza nadal :sciana:

  • Duygu

    Kuffaaa... Jestem na 99% pewna, że ten potwór zrobi znowu piekło w domu... Kiedy to się skończy? Szkoda mi dziewczyny. :sad:  Lubię ją, nie dziwię się jej reakcji, trzeba mieć zdrowie i dużo cierpliwości, by dusić w sobie te wszystkie emocje, a że ona jest słaba przez to coś, czego nie będę nawet nazywać człowiekiem, to napadła na tę lafiryndę... UGH  :sciana:  Trevor też ma przerąbane w tej szkole. Panu dyrektorowi to tyle powiem:  :fuckyou:  

    O!  :D   <3   :przytul:

  • agnes1709

    @Duygu Dyro tylko wypełnia swoje obowiązki. Ale emotka, którą wybrałaś, bardzo mi się podoba Good job! :lol2: :kiss:

  • Iga21

    @Duygu myślę, że jakby dyro się dowiedział prawdy, to by jego nastawienie się nie co zmieniło.  
    Nie byłby już taki oziębły.  
    Ślady i słowa Sue tylko tu mają największe znaczenie.  
    Ojciec by się zapierał.  
    Ewentualnie jeszcze świadkowie.  
    Ale jak widać Trevorowi nie wierzy dyrektor.  
    Chłopak ma już nie ciekawą historię związaną z kradzieżami więc policja też by sceptycznie podeszła do jego zeznani.
    Ale jest też kilka osob, które mogłyby pomóc Emili i sąsiad dziewczyny.  
    Ale czy słyszał odgłosy z ich mieszkania?  
    Tego nie wiadomo. To tylko domysły Sue.  
    Trzeba czekać na Agnes, aż wróci jej wena.  
    Wpadnie na jakieś dalsze pomysły.  
    Agnes.  
    A może w następnym rozdziale opisz lekcje jazdy Trevora?
    Z tego co pamiętam, to chłopak nawijał do Julie, że jak tamten się jeszcze raz się do niego przysadzi, to ten nie pozostanie mu dłużny.  
    A więc będzie miał okazję wcząć "plany" w życie 🙂  
    A no i tego typka co się do  Nicole przyczepił miał złapać.  
    Tylko przypominam (chodź pewnie pamiętasz, ale co mi tam) więc dalej masz o co zachaczyć tylko jak, to zrobisz, to nie wiem. Ale na pewno będzie w Twoim najpiękniejszym stylu 🙂😘

  • Iga21

    @Duygu a Sue jest silna tylko słabnie przez, to coś, co nie zasługuje na miano człowieka. Emocję w niej się skomulały i nie wytrzymała i wybuchła.
    Ale tatma też zjebki dostanie.  
    Tylko, że podejrzewam, że jej kara będzie normalna. Czyli zabranie rzeczy i jakiś szlaban. No i skrócenie kieszonkowego.

  • Duygu

    @Iga21 Zobaczymy, co z nią zrobi ten potwór. Szkoda dziewczyny :(

  • Iga21

    @Duygu racja bardzo szkoda.  
    Rozpisałam się pod ostatnimi rozdziałami 😀
    No cóż ja pisać nie umiem, ale chcę pomóc naszej Autorce, aby pisała dalej 🙂
    Pewnie te wszystkie wątki są beznaczenia, ale ja już tak mam, że dla mnie takie szczegóły są ważne, gdy dla innych są bzdetami 😀
    W końcu jestem INNA 🙂😀

  • Duygu

    @Iga21 Wychodzę z założenia, że skoro jakiś wątek zaistniał, to był potrzebny, tak jak życiowe doświadczenia, niekoniecznie te dobre ;)
    Aga wie, jak bardzo ją kocham, może to jej pomoże?...  :rotfl:   <3