Ukojenie cz. 8

Ukojenie cz. 8Obudziło go szarpanie. Otworzył oczy i poczuł przeszywające zimno. Zauważył, że jest cały spocony i ma mokrą koszulkę.
      – Ciężko cię dobudzić. Krzyczałeś coś przez sen. – Rozbrzmiał cicho głos Emmy.
      – Obudziłem cię? Przepraszam – mruknął zażenowany.
      – Nie szkodzi. Co ci się śniło? Wydawało mi się, że bardzo cię męczy ten sen.
      Trevor zupełnie nie pamiętał koszmaru.  
      – Nie pamiętam – odparł. – Kładź się. Dzięki że wstałaś, ale niepotrzebnie.
      Ruszył się z miejsca, polazł do łazienki i szybko spłukał z siebie efekt sennych majaków. Narzucił pierwszą z brzegu koszulkę i poszedł do kuchni, oczywiście – zapalić. Zaczynał czuć się coraz bardziej głodny, chętnie zjadłby jakiś stek. Spojrzał na zegarek na ścianie – trzecia dwadzieścia. Zdążył się tylko położyć.
      – Propozycja nadal aktualna. – Usłyszał, gdy tylko się położył.
      Milczał.
      – Nie dziwię się, że śnią ci się koszmary, skoro śpisz na twardej, zimnej podłodze. – Dziewczyna nie dawała za wygraną.
      – Nie jest twarda, mam śpiwór – palnął najgłupiej, jak mógł.
      – Jeśli nie przyjdziesz, będę czuła się winna, że śpisz na ziemi.
      Teraz już zupełnie nie wiedział, jak ma się wykręcić. Wstał.
      – Muszę się napić wody – wystękał, przeciągał, jak tylko się dało.
      Poszedł do kuchni i napełnił szklankę. Pił dość opornie. Przypalił drugiego papierosa w nadziei, że dziewczyna zaśnie. W końcu nie mógł już dłużej tam siedzieć i robić z siebie debila, wrócił więc do pokoju.
      – Znowu za dużo palisz. Kładź się – nakazała Emma, wskazując wolne miejsce.
      Zrozumiawszy jej upór i że nie ma innej opcji, położył się obok niej. Momentalnie przytuliła się do jego ramienia, kładąc rękę na brzuchu chłopaka. Zdziwiło go, że tak się zachowuje po pierwszym spotkaniu.
      – Od razu lepiej, prawda? – szepnęła.
      – Taaak – wydusił.
      Był cały zdrętwiały. Młoda kobieta czuła, że jest spięty, mimo to leżała dalej.
      – Dobranoc – powiedziała.
      – Dobranoc.
      Otoczyło go jej ciepło. Leżał bez ruchu. Czuł się przyjemniej niż po wszystkich świństwach, które do tej pory zażywał. Zamknął oczy i powoli ogarniał go sen.

      
      Ocknął się ok szóstej i spojrzał na dziewczynę – nadal spała przytulona. Chciał wstać, napić się wody, ale bał się ruszyć, żeby jej nie zbudzić. Egzystował tak kilka minut, w końcu wysunął się najdelikatniej jak mógł spod jej ręki. Stanął na nogi i od razu nim zachwiało. Zawirowało mu się w głowie i miał w niej kompletny nieład. Głód, do tego fizyczne wypalenie po ostatnich używkowych ekscesach, dały już o sobie znać. Pierwszy raz od kilku lat... wytrzeźwiał!  
      Ciężko wlókł się do kuchni. Zapalił, ale już po pierwszym pociągnięciu zerwało go na wymioty. Zgasił prawie całego i nalał wody do szklanki. Pił ją powoli, kompletnie mu nie smakowała. Wrócił do salonu i spojrzał na butelkę z alkoholem, ale na sam widok poczuł odruch zwrotny. Wyszedł na zewnątrz i ciężko złapał powietrze, po czym udał się do szopy po zioło. Alkoholu nie tknął, ale skręta musiał zapalić. Wiedział, że pomoże mu to chociaż na godzinę. Poza tym musiał odwieźć dziewczynę, a nie był w stanie utrzymać się na nogach, a co dopiero prowadzić samochód.
      Kręcił go dobre dwie minuty. Wszystko się w nim trzęsło, miał dziwne dreszcze, napady zimna i gorąca. Usiadł na schodach i odpalił. Jarał szybko, co chwila oglądając się w kierunku kanapy. Skończył błyskawicznie. Wrócił do domu, usiadł pod ukochanym plakatem i oparł się o ścianę. Chęć na fajkę rozrywała mu płuca. Siedział tak parę minut i dopiero gdy poczuł, że narkotyk zaczyna działać, podszedł zapalić. Nie mógł zrozumieć, czemu nie da rady się napić? Zawsze, nawet w najgorszych używkowych zejściach był w stanie sięgnąć po alkohol. Napiję się potem – pomyślał.
      Trawa spełniła swoją powinność, poczuł się o niebo lepiej. Sprawdził godzinę – wpół do siódmej. Sen mu przeszedł, wziął więc ołówek, szkicownik i usiadł przy ścianie, naprzeciwko dziewczyny. Spała jak zabita. ”Na pewno wcześniej wstanę” – pomyślał, uśmiechając się pod nosem.
      Ręce trochę drżały, ale naszkicował ją błyskawicznie. Poza tym ogromną przyjemność sprawiało mu rysowanie jej ładnej twarzy. Gdy skończył, położył rysunek na ziemi i znów poszedł na papierosa. Ten szedł mu już lepiej. Głód męczył go strasznie, zjadłby konia z kopytami. Ponownie spojrzał na zegarek – dochodziła siódma. Kurwa, czemu jest tak wcześnie? – warczał, ogarnięty złością i zniecierpliwieniem. Przespałby się jeszcze, ale wiedział, że potem ciężko mu będzie wstać. Butelka chodziła za nim jak cień, ale starał się o niej nie myśleć.  
      Nie mogąc usiedzieć w miejscu poszedł do samochodu, otworzył tylne drzwi i pozbierał cały syf z siedzenia. Wziął wszystko pod pachę i machnął niechlujnie do szopy. Nie mogąc znaleźć sobie miejsca i nie mając pomysłu na zabicie czasu, wrócił do domu i usiadł tam gdzie poprzednio. Patrzył na dziewczynę, gapił się na nią jak zahipnotyzowany. Teraz mógł się w końcu napatrzeć. Nawet nie czuł, kiedy przysnął.

      
      Otworzył oczy i w rozmazanym obrazie zobaczył niewyraźną sylwetkę Emmy. Gdy obraz zaczynał się stabilizować, zauważył, że nie śpi, tylko się mu przygląda.
      – Dzień dobry. Wygodnie ci tam? – uśmiechnęła się.
      – Nie najgorzej – odparł luźno, odwracając szkicownik rysunkiem do ziemi.
      – Masz talent – pochwaliła  
      – Amatorszczyzna.
      – Mogę go wziąć?
      Zamyślił się.
      – Jasne.
      Nie był zadowolony, aczkolwiek wyrwał kartkę i podał dziewczynie.
      – Więc tak wyglądam, jak śpię – zaśmiała się. – Pięknie rysujesz.
      – Dzięki – uśmiechnął się i spojrzał na godzinę – dochodziła ósma.
     – Tak, masz rację, musimy się zbierać – oświadczyła Emma. – Muszę tylko skoczyć do łazienki.
     – Prosto i w prawo, ostatnie drzwi.
      Gdy poszła, Trevor biegiem zerwał się do rzęcha. Nabrał trochę zielska, zawinął w jakiś papier i schował w kieszeń. Odpalił fajkę i stanął w progu. Czekał, aż ślicznotka wyłoni się z toalety. Czas mu się dłużył, w końcu dziewczyna pojawiła się na werandzie.
      – Powinieneś coś zjeść – stwierdziła, widząc, że jest jakiś osowiały.
      – Jedziemy? – zapytał niezbyt miło.
      – Tak.
      Wsiedli do samochodu. Przekręcił kluczyk, ale silnik nie odpalał. Przekręcił drugi raz –
– znowu nic. Próbował tak chyba z dziesięć razy.
      – Pierdolony złom! – zagrzmiał, trzepnąwszy rękoma w kierownicę, ale po chwili przyjrzał się wskaźnikom na desce rozdzielczej. – No tak, oczywiście nie zatankowałem. Poczekaj minutę.
      Poszedł do szopy, podniósł stojący tam kanister, ale zaraz rzucił w kąt.
      – Musimy zadzwonić po taksówkę, nie mam paliwa – poinformował.
      Wyjął telefon i zamówił środek lokomocji.
      – Będzie za dwadzieścia – trzydzieści minut. Chodź do domu.
      – Posiedźmy tu.
      Spojrzał na dziewczynę, nie odzywając się. Emma również milczała, nie chciała go chyba jeszcze bardziej złościć. Siedzieli tak kilka minut, w końcu Trevor wysiadł z auta. Wyjął zioło i zaczął kręcić blanta. Kompletnie przestało go obchodzić, co ślicznotka sobie pomyśli. Za chwilę już palił. Szybko się z nim uporał i wrócił do wozu, znowu go nosiło. Emma nadal nie otwierała ust, Trevor odniósł wrażenie, że się zlękła.
      – Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem – odezwał się w końcu.
      – Nie wystraszyłeś, po prostu nie widziałam jeszcze, jak się złościsz – odparła; uśmiech powoli wracał na jej twarz.
      Chłopak spojrzał na zegarek.
      – Mógłby się pośpieszyć – warknął.  
      W końcu taksówka przyjechała. Trevor wziął od kierowcy kanister i zatankował samochód.
      – Niech pan chwilę poczeka – poprosił i wsadził głowę do Forda.
      – Chcesz jechać z nim, czy ze mną? – zapytał pasażerkę.
      – Z nim tu nie przyjechałam – odparowała, uśmiechając się kąśliwie.
      Trevor się rozweselił, takiej jej jeszcze nie widział. Wziął portfel z fotela i zapłacił taksówkarzowi. Dochodziła ósma trzydzieści. Po kwadransie Emma już naciskała guzik domofonu. Rozległo się niewyraźne: ”Słucham”
      – Otwieraj! – krzyknęła wkurzona.
      Drzwi zabrzęczały i dziewczyna odwróciła się do szatyna.
      – Wejdziesz?  
      – Nie, pojadę.
      – Śpieszysz się? Chodź, odświeżę się szybko i pójdziemy na śniadanie – nalegała.
      Nie odpowiedział, tylko apatycznie ruszył za nią. Nie lubił chodzić po cudzych domach, choć z drugiej strony nie chciał się jeszcze rozstawać. Weszli na pierwsze piętro. Trevor czuł się bardzo niepewnie, ale starał się jak mógł to ukryć.
      Mieszkanie było bardzo małe. Od wejścia, w poprzek, ciągnął się niewielki korytarz, po lewej stronie, na samym jego końcu, znajdowała się łazienka, po prawej natomiast jakiś pokój. Naprzeciw drzwi wejściowych mieścił się salon. Przy jego lewej ścianie stał regał, dalej było wejście do kuchni, a na samym końcu, w rogu, na dość sporej komodzie stał telewizor. Po prawej umieszczona była kanapa, a za nią, kierując się w stronę korytarza, mały stolik. Nad łóżkiem wisiał obraz z końmi.
      Już od wejścia Trevor zobaczył niewysokiego, bardzo szczupłego dwudziestoletniego chłopaka. Kolor ściętych na jeżyka włosów miał trochę jaśniejszy do Emmy, lecz był definitywnie podobny do siostry. Młodzik siedział wyciągnięty na kanapie i wyglądał na kompletnie niezaineresowanego pojawieniem się dziewczyny. Emma wpadła do salonu i od razu zaczęła na niego krzyczeć:
      – Czy ty nie możesz raz posiedzieć w domu?! Nie pomyślisz, że ktoś może zapomnieć kluczy?! Tylko ćpanie ci w głowie! Dobrze, że rodzice tego nie widzą!
      – Nie drzyj się, nie moja wina, że masz sklerozę – odpyskował niewzruszony chłopak.
      – Szkoda mi słów na ciebie – fuknęła Emma i podeszła do Trevora.
      – Chodź, siadaj.
      – Postoję.
      Blondynkę nie zadowoliła ta odpowiedź, bo natychmiast chwyciła go za rękę i pociągnęła do pokoju.
      – Siadaj. To potrwa kilka minut. I nie zwracaj uwagi na tego gówniarza.
      Wściekła poszła do łazienki. Chłopak podszedł do młodzika i wyciągnął rękę.
      – Trevor.
      – Tommy. – Gówniarz uścisnął mu dłoń i dopiero wtedy szatyn klapnął koło niego.  
Siedział i się nie odzywał, za to młodzik co chwila chichotał, rozbawiony lecącym na ekranie filmem.
      – Można tu zapalić? – zapytał w końcu starszy chłopak.
      – Chodź do kuchni, zawsze wrzeszczy, jak jaram w pokoju.
      Małolat był kompletnie wyluzowany. Usiedli w kuchni i zapalili. Młodszy chłopak zajrzał do lodówki, po czym odwrócił się do gościa.
      – Chcesz coś do picia?
      – Nie, dzięki.
      W kuchni było trochę jaśniej. Trevor przez dość długi czas przyglądał się oczom Tommy'ego i teraz był już pewny, że trawa to nie jedyny środek, jaki zażył. Pomyślał o Emmie, która nie miała o niczym pojęcia. Nie chciał się wtrącać, ale w końcu nie wytrzymał.
      – Co brałeś? – wyjechał.
      Chłopaka zamurowało i nagle stracił swój dobry humor.
      – Nic – odparł niewyraźnie.
      – Nie wiem, co wziąłeś, ale nie rób tego więcej. Ona martwi się o ciebie.
      – Nic nie brałem – bronił się Tommy.
      Trevor od razu zauważył, że gówniarz stracił pewność siebie, co tylko potwierdziło jego podejrzenia. Siedzieli przez chwilę, milcząc.
      – Ona wie, że palisz – rzucił szatyn.
      Przerwała im Emma, która weszła do kuchni.
      – Wypijmy kawę. W barze nie mają dobrej – zarządziła i włączyła ekspres.
      Chłopak wciąż obserwował Tommy'ego i doskonale widział w jego oczach strach, spowodowany perspektywą ujawnienia Emmie prawdy. Milczał jednak, patrzył tylko od czasu do czasu to na niego, to na ślicznotkę. Dostał kawę i zapytał:
      – Mogę zapalić?
      – Śmiało – odparła dziewczyna. – A ty weź się za sprzątanie, jak wyjdę! – Znów huknęła znowu brata.
      – Dobra, nie drzyj się już – syknął Tommy wyraźnie poddenerwowany.
      – Chodź, gówniarz działa mi na nerwy.
      Usiedli w pokoju. Trevor szybko wypił kawę, dziewczyna jeszcze nie. Znów się jej przyglądał, choć nadal nie czuł się swobodnie.
      – Zapomniałam twego rysunku – obwieściła nagle niezadowolona blondynka.
      – Zabierzesz innym razem... mam nadzieję – odrzekł chłopak, uśmiechnął się niemrawo.
      Nie bardzo chciało mu się gadać. Cholernie źle się czuł i chętnie napiłby się czegoś albo chociaż jeszcze trochę przespał. Od rana katował się wizytą u matki i ciągle to za nim łaziło.
      – Idziemy? – zapytała dziewczyna, odstawiając pustą szklankę.
      – Tak.
      Będąc już w progu spojrzał jeszcze na Tommy'ego, który sprawiał wrażenie szczęśliwego, że już wychodzą. Zaraz byli w samochodzie, a po kilku minutach przy lokalu.    
      Gdy weszli do baru, gdzie spotkał ją na śniadaniu, od razu zauważył wkurzającego barmana. Skrzywił się. Podeszli do lady i złożyli zamówienie. Po trzech dniach głodówki Trevor marzył o czymś do żarcia. Po dziesięciu minutach dostali to samo, czyli stek, tylko  dziewczyna jak zwykle z jakimś zielskiem. Trevor zerknął na zawartość jej talerza i nagle uderzył głośnym, intensywnym śmiechem.
      – Czemu wszystkie kobiety jedzą jakieś rośliny? Przecież to nie ma wyrazu – śmiał się jak opętany.
      Emma spojrzała na niego jak na idiotę.
      – Przepraszam – rzekł Trevor, ale chichotał dalej.
      – Cieszę się, że poprawił ci się humor. – Dziewczyna serdecznie się uśmiechnęła.
      Już chciał ugryźć swoją porcję, ale zaraz spojrzał na jej talerz i znowu zaczął rżeć. Wstał.
      – Przepraszam. Pójdę na chwilę do łazienki.
      Stanął w niej i wył dalej, kompletnie nie mogąc się opanować. Tkwił tam kilka chwil, przemył twarz wodą i wrócił do Emmy. Usiadł przy stoliku i delikatnie jeszcze chichocząc, wziął się za posiłek. Wchłonął go momentalnie. Dziewczyna siedziała i przyglądała się jego wariacjom. Spojrzał na nią i zobaczywszy jej dość dziwną minę, od razu się uspokoił. Zrobiło mu się niewiarygodnie głupio, że tak się rzucił na to jedzenie.
      – Przepraszam – powtórzył.
      – Nie szkodzi. Dobrze, że w końcu coś zjadłeś.
      Zapadła chwila milczenia. Trevor spojrzał na zegarek – kwadrans po dziesiątej. Po tej kawie czuł się jeszcze gorzej, ciśnienie mu podskoczyło.
      – Masz ochotę na coś jeszcze? – zapytał dziewczynę. Sam chciałby drinka, ale się powstrzymywał.
      – Nie, dzięki.
      – Chcesz jeszcze posiedzieć, czy pójdziemy? Zapaliłbym papierosa.
      – Dobrze, chodźmy.
      Trevor już chciał iść w stronę samochodu…
      – Przejdźmy się, to dwadzieścia minut drogi – zaproponowała Emma.
      Nie odpowiedział, tylko grzecznie poszedł za blondynką. Trevora nieustannie męczył ten niewdzięczny telefon, przez co cały czas szedł głęboko zamyślony. Emma widziała, że znów od rana coś go trapi, ale nie przerywała jego zadumy. Gdy doszli na miejsce, przystanęli na chwilę. Uścisnęła go.
      – Dziękuję ci za wszystko.
      Znów poczuł się dziwnie.
      – Zadzwoń, jak będziesz miał chęć. Jutro mam wolne – poprosiła, podając mu kartkę z numerem.
      – Zadzwonię.
      – Cześć – rzuciła, dając mu całusa w usta i zniknęła w markecie.
      Przeszedł go miły dreszcz. Tak go zaskoczyła, że nie zdążył jej odpowiedzieć. Stał i patrzył za przez szybę, aż zniknęła na zapleczu. Wkurzony faktem, że już sobie poszła, ruszył do auta. Po pięciu minutach dojechał pod knajpę, gdzie bywał Mike. Wszedł do środka i zaraz zobaczył kumpla.
      – Czy ty czasem zmieniasz miejsce pobytu? – zaśmiał się, stawiając na stoliku dwa piwa.
      – Nie.
      – Czy prócz zielska sprzedawałeś coś wczoraj jakimś małolatom?
      – Jakim małolatom? – Zdziwił się brunet.
      Trevor wyjaśnił, o co chodzi.
      – Nie, poza tym nic nie mam.
     Siedzieli tak około kwadransa, rozmawiając o starych czasach, gdy nagle Trevor zamilkł, wyglądając, jakby zamienił się w głaz. Do knajpy wszedł natręt z pubu. Od razu zauważył chłopaka i uśmiechnął się złośliwie, choć raczej bez entuzjazmu. Stanął przy ladzie, rzucił na nią jakieś papiery i zaczął rozmawiać z barmanką. Trevor zrobił dość dziwaczną minę. Koleś stał przy barze, a chłopak, wyraźnie już poirytowany, przyglądał mu się co chwilę spode łba.
      – Co jest? – zapytał wreszcie Mike.
      – Nic. Pójdę po piwo.
      Podszedł do lady i stanął obok dupka, najbliżej, jak się dało. Ten na chwilę umilkł.
      – Poproszę jeszcze dwa razy – rzekł Trevor, patrząc kątem oka na bydlaka.
      Gość się nieco odsunął.
      – Macie Marlboro?
      – Tak
      – Wezmę paczkę.
      Chwycił wszystko i ruszył do stolika, obejrzawszy się w połowie drogi.
     – Stary, co jest grane?! – powtórzył widocznie zaintrygowany Mike
     Szatyn odpowiedział milczeniem, natychmiast otworzył fajki i poczęstował kolegę. Był w połowie piwa, gdy nagle koleś ruszył w stronę wyjścia. Trevor szybko zgasił niedopałek.
      – Na razie! – W pośpiechu wstał, podając rękę przyjacielowi.
      Rzucił na stolik parę banknotów i szybko ruszył w stronę drzwi. Mike z lekkim zdezorientowaniem patrzył na oddalającego się chłopaka. Ten wyłonił się delikatnie z knajpy i spojrzał w lewo – gość był już kilkanaście metrów dalej.
      Narzucił kaptur na głowę i ruszył za typem. Chwycił po drodze leżącą przy budynku cegłę i mocno zacisnął ją w dłoni. Szedł już dobre dziesięć minut, trzymając się cały czas w tej samej odległości. Coraz mocniej ściskał kamień w dłoni. Bydlak chyba wiedział o obecności chłopaka, bo gdy ten odpalił papierosa, koleś znacznie przyśpieszył. Nie odwrócił się jeszcze ani razu. W końcu po kilku minutach delikatnie się obejrzał. Znowu przyśpieszył.
      Trevor śledził faceta jeszcze przez odcinek stu, może stu pięćdziesięciu metrów, w końcu ten zatrzymał się przed ładnym, nowym budynkiem. Odwrócił się jeszcze przed wejściem, po czym zniknął za drzwiami. Chłopak chciał wejść za nim, ale drzwi były zamknięte. Przejechał wzrokiem po numerach za szybką, ale nic mu to nie dało. Stał tam dość długo, w końcu zrezygnował i udał w miejsce, gdzie zaparkował samochód. Spojrzał na zegarek – parę minut po dwunastej.
      Do domu dojechał bardzo szybko. Po wejściu do środka od razu nalał sobie całą szklankę whiskey, którą wypił zachłannie. Bardzo jej potrzebował. Oczywiście po drinku przyszedł czas na papierosa, po którym zadowolony chłopak legł na niezłożonej jeszcze kanapie. Muliło go na spanie, ale nie chciał przespać wizyty u matki. Mimo to zasnął.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 3163 słów i 19105 znaków, zaktualizowała 27 mar 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    'Pierwszy raz od kilku lat... wytrzeźwiał!'- brawo, chłopaku!  :D  Oj, będzie się działo, prawie już skończył z tym typem...  :weapon:

  • agnes1709

    @DUYGU No w końcu ile można doić? :lol2: Po nocach słoneczko czytało, nie wyśpisz się  :przytul: sciana

  • Duygu

    @agnes1709 Wyśpię się... kiedyś tam  :lol2:   :przytul: