Ukojenie cz. 16

Ukojenie cz. 16Poczuł jej ramię pod swoim policzkiem i się ocknął.
– Przepraszam – mruknął, wracając do pierwotnej pozycji.
      – Idź się połóż – zaproponowała blondynka.
      – Nie, zapalę papierosa.
       Poszedł do kuchni i stanął przy oknie. Powietrze dobrze mu robiło. Nie śpieszył się zbytnio, nadal był bardzo spięty. Milczenie najdroższej wykańczało go psychicznie.  
      Skończył wreszcie i wrócił do salonu. Mimo wypicia kubka herbaty, znowu go suszyło.
      – Pójdę kupić coś do picia – oznajmił z zaskoczenia i już chciał wychodzić.
      – Nie idź sam, ja pójdę. – Sprzeciwiła się dziewczyna, stając przed nim jak ochroniarz.
      – Nic mi nie będzie, sklep jest na dole.
      – Nie. Jak już chcesz koniecznie iść, idę z tobą.
      Widząc, że nic nie wskóra, ustąpił. Emma poszła sama, kupiła butelkę Pepsi i po powrocie oznajmiła:
      – Wezmę kąpiel, zaraz wracam. Włącz sobie, co chcesz.
      Zniknęła w łazience. Trevor odkręcił napój i przyssał się do butelki. Znów poszedł na dyma i po powrocie obojętnie wgapił się w telewizor. Leciał w nim jakiś program, który go kompletnie nie interesował. Zresztą i tak by się na nim nie skupił, myślał tylko jak sprawić, żeby dawna Emma wróciła. Spojrzał na zegarek – dochodziła zbliżała się dwudziesta. Patrzył na postacie na ekranie, myśląc o ślicznotce i ponownie przysnął. Trzaśnięcie drzwiami łazienki przywróciło go do rzeczywistość. Emma w ręczniku i z wilgotnymi włosami zniknęła w sypialni. Wróciła w niebieskim t–shircie i krótkich spodenkach. Trevor spojrzał na jej ładne nogi i miło mu się zrobiło w żołądku. Wstał z miejsca.
      – Pójdę już – mruknął
      – Czym przyjechałeś? Nie widziałam twojego samochodu.
      – Z Tommym.
      – Jest późno, zostań.
      – Jest ósma, to jeszcze nie późno. Zadzwoń po taksówkę.
      Był wniebowzięty słowem zostań, jednakże konsternacja górowała i chłopak nie mógł już dłużej patrzeć na jej smutną twarz.
      – Nie jestem zła, jeśli o to chodzi – powiedziała.
     Lecz on wiedział, że to kłamstwo. Mimo głosu, który zrobił się odrobinę cieplejszy, mina ukochanej nie była tą, którą tak lubił. Stał i nie wiedział, co robić. Dziewczyna zauważyła, że kompletnie się pogubił i że jest mu wstyd.
      – Naprawdę jest w porządku, nie przejmuj się już. Nie zmuszam cię; jeśli chcesz, zadzwonię, ale wolałabym, żebyś został.
      – Muszę iść do łazienki – bąknął, tylko to przyszło mu do głowy.
      Poszedł, załatwił co trzeba, zmoczył trochę włosy i wrócił. Usiadł na kanapie obok ukochanej.
      – Dobrze, zostanę, ale wracam z samego rana – poinformował.
      – Wyjdziemy razem, przed moją pracą – zadecydowała Emma.
      Trevor zamilkł i na powrót wlepił wzrok w telewizor.
      – Jeśli chcesz, zrobię ci drinka, ale jednego – zaproponowała nagle dziewczyna.
      – Nie trzeba – odparł niemrawo.  
Emma spojrzała na niego z niemałym zdziwieniem, co chłopak dobrze widział. Sam był zdziwiony faktem, że nie chce się napić, tym bardziej, że dręczyło go to, czego chciała matka, a w takich chwilach zwykł sięgać po butelkę. Zresztą zawsze po nią sięgał, nie potrzebował raczej specjalnych powodów.  
      Był wściekły. Udało mu się jako tako dogadać z dziewczyną, to mu komórka zepsuła humor. Znowu myśli kołatały się we łbie, który go w konsekwencji rozbolał. Spojrzał na Emmę – wydawała się być zainteresowana filmem. Także chciał się na nim skupić, ale telefon mimowolnie wracał do jego przemyśleń. Do tego doszedł pistolet i niewdzięczne imię Scott. Łeb mu pękał coraz bardziej. Wstał i poszedł do kuchni. Wyjął leki z kieszeni i popił pigułkę. Zapalił. Emma zauważyła, że znowu coś złego się dzieje, bo chłopak nie może usiedzieć w miejscu. Ten spalił, wrócił i klapnął ciężko koło młodej kobiety.
      – Trevor, co się dzieje? Nie nalegam, ale jak będziesz chciał porozmawiać, chętnie cię wysłucham – oznajmiła.
      – Nic, głowa mi pęka. Gorąco tu – odparł, zdjął koszulkę i położył na nodze.  
      Czuł się naprawdę paskudnie po tych wypitych w sumie ośmiu piwach, do czego senność po zielsku i ból głowy. Tylko żebra go na razie nie męczyły.
      – Jeśli chcesz się położyć, idź. Skończę film i przyjdę do ciebie – poradziła dziewczyna.
      – Nie chcę, nie zasnę tak wcześnie.
      Oparł głowę o kanapę.  Emma tylko obcięła go nierozumiejącym wzrokiem i już nic nie mówiła. Wróciła do seansu.
      Siedział z zamkniętymi oczyma i czekał, aż głowa przestanie mu dokuczać. Lecz zamiast zaznać ulgi, czuł się coraz gorzej, miał wrażenie, że zaczyna brakować mu powietrza i coś trzęsie nim od środka. Nigdy nie było mu tak dziwnie. Przestraszył się tego, kompletnie nie wiedział, co się dzieje. Robiło się coraz goręcej, czuł wręcz palące powietrze. Obraz w oczach był rozbiegany, nie mógł się skupić na konkretnej rzeczy.              
Męczył się tak kilka chwil, w końcu wstał, poszedł do okna i wystawił głowę na zewnątrz. To jednak nic nie dało. Położył ją na opartych na parapecie rękach, które powoli zaczynały dygotać, być może ze strachu. Nogi też już mu drżały. Do tego odezwało się serce, które wyraźnie słyszał. Co się do cholery ze mną dzieje?  
      Bał się ruszyć z miejsca, był przerażony.
      – Czy ty nie przesadzasz z tym paleniem?! – usłyszał nagle z pokoju, lecz nie dał rady wydusić odpowiedzi.
      Nadal stał jak kołek, czując w odrętwiałych nogach dziwaczne mrowienie. Ręce trzęsły się coraz bardziej i kręciło się w głowie. Był już cały mokry i miał wrażenie, że umiera.       Ze strachu już ledwo nabierał powietrza, jakby ktoś wsadził mu w przełyk wielki kołek.
      – Trevor, co ci jest? – Objęła go delikatnie, stanąwszy za nim.
      – Nic, odejdź, muszę tu postać – wystękał. Głos mu drżał, właściwie to już cały się trząsł.
      – Źle się czujesz? Chodź, położysz się. – Dziewczyna ponowiła prośbę.
      – Za chwilę. – Wykręcał się. Nie dał rady ruszyć kończynami, ciało miał jak z drewna.
      – Chodź! – Emma nie wiedząc, co się dzieje, naciskała.
      Chłopak odchylił się od okna i już chciał się do niej odwrócić...  


      – Trevor. – Poczuł klepanie po policzku. – Trevor, ocknij się. – Poklepywanie nie ustawało.
      Miał całą mokrą twarz. Leżał na środku kuchni, a nad nim siedziała dziewczyna. Czuł ból ręki, chyba na nią upadł.
      – Boże, Trevor, nie strasz mnie tak. Uprzedzaj, jak masz zamiar mdleć. – Emma ciepło się zaśmiała. – Napij się. – Przystawiła szklankę do ust chłopaka.
      Jej słowa dziwnym echem odbijały się od wszystkich ścian. Wypił trochę i powoli zaczynał dochodzić do siebie.
      – Lepiej ci? – zapytała zatroskana dziewczyna, wisząc nad nim z uśmiechem, który tak kochał. – Chodź, bo znowu tu padniesz – rozkazała, chwyciła go za ramię i pomogła wstać.
      Podniósł się powoli i anemicznie ruszył za ukochaną. Doszli do sypialni. Trevor usiadł na łóżku, ale zaraz wstał.
      – Musze zapalić, inaczej nie zasnę.
      – Zapalisz tu, może przeżyję.
      – Nie, przecież drugi raz nie zemdleję – powiedział stanowczo.  
      Ustąpiła. Ruszył do kuchni i zaraz już palił. Dziewczyna nie odstępowała go na krok. Gdy wrócili do sypialni, postawił butelkę z napojem koło łóżka, prochy z kieszeni na szafce i położył się na wznak. Był totalnie wykończony. Emma położyła się obok i skierowała na niego wzrok.
      – Dalej sądzisz, że opuszczenie szpitala to był dobry pomysł? – zapytała zimno.
      Nie odpowiedział.
      – Jak coś będzie się działo, masz mnie obudzić. Dobranoc.
     Odwróciła się do niego plecami. Żadnego całusa na dobranoc, żadnego przytulenia? – pomyślał i znów poczuł się jak dupek. Teraz już wiedział, że to, co mówiła, mówiła tylko w kwestii przekonania go do noclegu. Właśnie udowodniła mu, że nadal ma żal. Nie mógł darować sobie tej nieszczęsnej suki.
      Sięgnął po napój. Rozsadzało mu głowę, tabletka nie działała. Odczuwał uciskające pulsowanie, od którego aż mdliło. Skulił się na łóżku, marzył o tym, aby to uczucie w końcu przeszło. Leżał tak kilkanaście minut, lecz ból nie ustępował. Przekręcił się twarzą w stronę dziewczyny i znów zwinął w kłębek. Oczy miał już całe załzawione przez tą dokuczliwość. Leżał, marząc o tym, by zasnąć, ale sen nie nadchodził. W końcu wstał, wziął drugą tabletkę i poszedł do kuchni. Popił ją wodą i oczywiście zapalił papierosa. Spalił jednak tylko pół, było mu strasznie niedobrze. Wrócił do sypialni i położył się za plecami ukochanej, którą zaraz objął. Przylgnął do niej całym ciałem, może myślał, że to pomoże na ból głowy? Wtulił twarz w jej świeżo umyte włosy, pachnące brzoskwinią. Wciągał ten zapach jak narkotyk. Było mu przy niej tak przyjemnie, że nie potrzebował niczego więcej. Gdyby mi tylko jeszcze wybaczyła…
      Nagle dziewczyna wzięła jego rękę i przycisnęła mocniej do siebie. Zdziwił się trochę, myślał, że już śpi. Radość zagościła w jego sercu. Zwykły uścisk dłoni, a jakże dla niego ważny. Po kilku minutach w końcu zebrało go na sen.


      Obudził się w nocy – głowa przestała boleć. Było mu trochę za ciepło od ciała dziewczyny, położył się więc na plecach. Leżał tak kilka chwil, żeby się ochłodzić, gdy nagle zza ściany zaczęły dobiegać go ciche, jednoznaczne dźwięki. Wsłuchiwał się w nie dłuższą chwilę, po czym uśmiechnął się pod nosem, znów przytulił blondynkę i zamknął oczy.
      Gdy zbudził się rano, dziewczyna nadal leżała przytulona, tylko że odwrócona do niego twarzą. Głowę miała pod jego brodą. Poczuł potrzebę, odsunął się więc delikatnie i spojrzał na zegarek – wpół do dziewiątej. Powoli stał i ruszył do łazienki. Drzwi do salonu były przymknięte, prawie zamknięte. Trevor znowu się uśmiechnął. Załatwił sprawy, przemył twarz wodą i zamyślił się przez chwilę. Zapaliłby porannego papierosa, ale że nie chciał wchodzić do pokoju małolata, zmuszony był więc wrócić do łóżka. Nie ponudził się długo, za chwilę Emma się poruszyła.
      – Jak się czujesz? – Oparła się o jego klatkę piersiową.
      – W porządku. – Chwycił jej dłoń.
      – Może powinieneś powiedzieć o tym lekarzowi?
      – To zwykłe omdlenie, zresztą zaznaczył, że tak może być. Wszystko jest ok – tłumaczył, nie miał najmniejszego zamiaru oglądać znowu tego szpitala.
      – Trzeba się ruszyć, muszę napić się kawy. Bez niej jestem rano nie do życia –  
– powiedziała dziewczyna i już chciała wstawać, ale Trevor chwycił ją za ramię.
      – Poczekaj... młody chyba nie jest sam.  
      – Nie szkodzi, nie pierwszy raz. Chodź.
      Wstała, a on za nią. Wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę korytarza. Powoli otworzyła drzwi do salonu i cicho poszli do kuchni. Spojrzała na brata – spał w objęciach z obiektem swoich westchnień. Zamknęła drzwi do kuchni i włączyła ekspres. Trevor oczywiście od razu dopadł do papierosów. Zdążył tylko odpalić i pociągnąć kilka razy, kiedy Tommy zaspany pojawił się w kuchni.
      – Czy ty musisz łazić od samego rana? – wyskoczył do siostry.
      – Muszę.
      Młody spojrzał na ekspres.
      – Dużo będzie tej kawy? – Przypalił papierosa.
      – Tobie wystarczy – odpowiedziała złośliwie Emma.
      Młodzik usiadł koło Trevora i palił w milczeniu. Jeszcze się chyba nie obudził. Patrzył niecierpliwie na urządzenie, jakby bardzo pożądał jego zawartości.
      – Kurwa, szybciej – burknął i za chwilę zgasił peta. – Zawołasz mnie, jak się zaparzy –rzekł do dziewczyny.
      Emma była nieco zdziwiona jego złym humorem, zwłaszcza po udanej, jak sądziła, nocy. Wyciągnęła z lodówki jakieś zawiniątka, chleb i zaczęła robić kanapki. Zrobiła dwie i dała chłopakowi.
      – Rano nie mam apetytu – rzucił od razu Trevor.
      – Masz je zjeść! – fuknęła Emma. Jej ton głosu był tak „przekonujący”, że przestał się stawiać i zjadł śniadanie.  
      – Chodź do sypialni – rzekła dziewczyna, chwytając dwie kawy.  
      Tommy i jego towarzyszka siedzieli już na niezłożonym jeszcze łóżku.  
      – Cześć. – Emma uśmiechem przywitała Jessicę. – Kawa gotowa. – Spojrzała na brata, nie zatrzymując się.
      Szybko przeszli przez salon i usiedli w pokoju. Kawę chłopak sączył trochę strachliwie. Po wczorajszym zajściu bał się, żeby mu ciśnienie nie skoczyło, zwłaszcza, że bardzo rzadko ją pił. Ale powoli wysiorbał całą i trochę się po niej obudził.
      – Kiedy to zrobiłeś? – zapytała blondynka, przejeżdżając palcami po małym tatuażu na jego lewej piersi, przedstawiającym znak zapytania.
      Ciepło mu się zrobiło po tym dotyku.
      – Dawno temu, jeszcze w szkole.
      – Czy to bolesne? Zawsze chciałam sobie jakiś zrobić.
      – Nie za bardzo. Jak widać, nadal żyję. – zażartował Trevor.      
      Zapadła chwila ciszy. Chłopak nie patrzył na Emmę, ale wiedział, że jej wzrok znów jest w natarciu. Wzięła w dłoń jego twarz i odwróciła w swoją stronę. Przenikliwie patrzyła mu w oczy, czuł to spojrzenie na wylot.
      – Znowu się czymś martwisz? – spytała.  
      – Nie, zapaliłbym papierosa po tej kawie.
      Przeczuwał, co chce zrobić i znowu zaczynał się denerwować. Widziała o tym, mimo to zbliżyła się i delikatnie go pocałowała. Po chwili przestała i uśmiechnęła się, patrząc na ciepło na chłopaka, lecz zaraz ucałowała go ponownie. Po chwili z wolna sprowadziła go do pozycji leżącej, nie przerywając czynności. Dłoń cały czas przytulała do jego tatuażu. Położył odrobinę drżące dłonie na jej plecach – były ciepłe i gładkie.  
      Dziewczyna z sekundy na sekundę coraz mocniej przylegała do szatyna, a pocałunek stawał się głębszy. Jej aksamitne usta sprawiały, że Trevor już cały chodził w środku. Gorąco mu się zrobiło i niewiarygodnie przyjemnie. Mimo to nadal był spięty. Wiedziała o tym, lecz nie przestawała, wręcz przeciwnie – po chwili leżała już na nim całym swoim ciałem. Całowali się dość długo, w końcu przerwało im pukanie.  
      – Wychodzę, zaraz wracam! – Usłyszeli głos Tommy'ego.
      Emma spojrzała stronę drzwi, lecz za moment położyła głowę na chłopaku. Przytulił ją. Poczuła jego lekko wilgotną skórę.
      – Muszę iść do pracy – poinformowała niechętnie.
      Trevor nie był zachwycony, poleżałby z nią jeszcze. Dziewczyna poszła do łazienki, a on narzucił koszulkę i oczywiście poszedł zapalić. Siedział w kuchni dziesięć, może piętnaście minut, w końcu Emma wyszła. Ubrana była w białą, krótką sukienkę na ramiączkach, sięgającą nieco powyżej kolana. Trevorowi zrobiło się gorąco, bosko się w niej prezentowała. Ale w jego mniemaniu we wszystkim było jej dobrze, byłaby piękna nawet, gdyby nałożyła na siebie worek po ziemniakach.
Uśmiechnął się, rozweselony tym głupkowatym podsumowaniem.
      – Świetnie wyglądasz – oświadczył entuzjastycznie, bardzo nakręciła go tym strojem.
      – Dzięki. – Puściła kolorki. – Przyjedziesz wieczorem? – zapytała.
      – Nie wiem.
      – Dlaczego? Masz coś ciekawego do roboty w tym ponurym domu?
      – Trochę boję się prowadzić. Sama widzisz, co się ze mną dzieje.
      – Przyjedź taksówką, albo ja przyjadę do ciebie.
      Trevor nie był na to chętny. Przeczuwał, że znowu może się nawalić i jak się z nią umówi u niego, nie będzie odwrotu. Z wizyty u niej zawsze będzie mógł wytłumaczyć się telefonicznie.
      – Dobrze, może przyjadę, ale nie obiecuję. Nie wiem, czy mi coś nie wypadnie – mruknął.
      Dziewczyna zauważyła, że coś kręci. Chciałaby, żeby w końcu powiedział, co go gryzie, ale nie chciała naciskać. Niepokoiła się o jego skoki nastrojów. Bała się, żeby coś głupiego nie przyszło mu do głowy, no i obawiała się o jego zdrowie. Przestraszyła się nieco tym omdleniem.  
      – Obiecaj, że się postarasz – nalegała.
      Trevor nic już nie powiedział, nie chciał kłamać. Emma spojrzała na zegarek.
      – Idziemy? Muszę być wcześniej.  
      – Tak.
      – Może poczekaj na Tommy’ego, on cię odwiezie?
      – Nie, pojadę taksówką, podrzucę cię przy okazji.
      Zadzwoniła po transport i wyszli na zewnątrz. Trevor od razu spojrzał na miejsce, gdzie oberwał. Nie było tam już śladów krwi, czas zrobił swoje.
      Do sklepu w rozumieniu Trevora dojechali zdecydowanie za szybko. Emma przed opuszczeniem auta ucałowała go w usta.
      – Mam nadzieję, że się wieczorem zobaczymy – powiedziała z wyraźnie proszącym akcentem i nie czekając na odpowiedź, zatrzasnęła drzwi wozu.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2949 słów i 16931 znaków, zaktualizowała 13 kwi 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    'Sam był zdziwiony faktem, że nie chce się napić, tym bardziej, że dręczyło go to, czego chciała matka, a w takich chwilach zwykł sięgać po butelkę. Zresztą zawsze po nią sięgał, nie potrzebował raczej specjalnych powodów.'  <3   :lol2:  Poprawiłaś mi humor i samopoczucie. Nooo, Trevor, mógłbyś przyjechać do niej. Proszęęę  :zjem:

  • agnes1709

    @Duygu To raczej płakać trzeba. Pijus :D