Ukojenie cz. 4

Ukojenie cz. 4Był już mniej więcej w połowie drogi, gdy nagle z daleka dostrzegł jakąś dziewczynę, a może kobietę, próbującą najwyraźniej złapać okazję. Zatrzymał się i cofnął nieco wóz. Wjechał na pobocze, zaparkował pojazd koło drzew, aby z daleka nie było go widać, otworzył schowek i zaczął przewalać jego zawartość. W końcu znalazł bibułki. Skręcił blanta i mocno zaciągnął. Nikt nie przejeżdżał, a dziewczyna czekała.
      Spalił zioło w trybie natychmiastowym – tak bardzo go potrzebował. Otworzył flaszkę i napił się odrobinę. Do domu niedaleko, jeden czy dwa łyki nie zaszkodzą – pomyślał. Ale dwa łyki zamieniły się w prawie pół butelki, do czego doszła trawa i odchodzący kwas. Trevor znów poczuł się przyjemnie odurzony. Spojrzał za siebie – widział prawie całą drogę do miasta. Nic nie jechało. Odpalił Forda i mocno wcisnął gaz. Zatrzymał się przy dziewczynie – nie mógł przecież przepuścić takiej okazji.  
      Wyglądała na około dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć lat, była dość ładna i bardzo drobna – miała nie więcej niż sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu.
      – Dokąd? – zagadał przez uchyloną szybę.
      – Wiesz może, gdzie tu jest jakiś motel? – spytała.
      Widać było, że jest trochę zmarznięta.
      – Jakieś dwadzieścia kilometrów stąd – zełgał dziwnie podniecony, a używki kręciły nim jak oszalałe. Uśmiechał się do niej z fałszywą łagodnością.
      – Wsiadaj, podrzucę cię. Co prawda powinienem skręcić wcześniej, ale szkoda, żebyś tu marzła – zaproponował miło.
      Dziewczyna wsiadła do samochodu i usiadła koło niego z nutką niepewności. Sięgnął pod fotel i podał jej flaszkę.
      – Trzymaj, nieźle rozgrzewa. Przyda ci się teraz rozgrzewka.
      Czuł, jak zioło coraz mocniej wykręca mu mózg. Było o wiele mocniejsze od roślin, które sadził za domem. Młoda kobieta była widocznie zaniepokojona faktem, że koleś prowadzi samochód, mając jednocześnie otwartą butelkę whiskey, z której już sporo ubyło. Poza tym dziwnie wyglądał, był jakiś taki... znużony. Mimo to wzięła trunek i napiła się odrobinę.  
      – Co młoda dziewczyna robi sama na drodze w środku pustkowia? – zapytał.
      Nie patrzył na nią, gapił się przed siebie, zadając to pytanie.  
      – Pokłóciłam się z chłopakiem, nie chciałam dalej z nim jechać – powiedziała łamliwym głosem.
      Trevor unikał jej wzroku. Wiedział, że widać jego odurzenie i może ją za mocno wystraszyć.  
      – Dzięki. – Oddała mu butelkę.
      – Nie boisz się wsiadać do samochodów obcych facetów? – wyjechał złośliwie.
      Speszyła się i nie odpowiedziała. Spojrzał na nią – uśmiechnęła się, ale on zobaczył stojący w jej oczach strach, który usilnie próbowała ukryć. W tym momencie żałowała chyba, że wsiadła do jego pojazdu, a teraz bała się już z niego wysiąść. Trevor czuł jakąś chorą satysfakcję z tego, że nieznajoma się boi.
      – Jedźmy – rzucił wesoło i odpalił auto.
      Ruszył jak wariat, aż wcisnęło go w fotel. Jechał bardzo szybko. Nie widział twarzy pasażerki, ale był przekonany, że jest bardzo wystraszona i pewnie najchętniej cofnęłaby czas. Nagle skręcił gwałtownie w leśną drogę.
      – Ej, dokąd jedziesz?! Zatrzymaj się! – krzyknęła od razu.
      Nie reagował, jechał dalej, patrząc martwo przed siebie.
      – Wypuść  mnie! – apelowała przerażona dziewczyna.
      – Zamknij się! – burknął Trevor.  
      Autostopowiczka odwróciła się do drzwi i chciała je otworzyć, ale od dawna nie było w nich klamki. Trevor widząc to, głośno się roześmiał.
      – Daremne twoje wysiłki – rechotał zadowolony.
      Dobre dwie minuty szarpała się z nimi całkiem bezsensownie, w końcu chłopak się zirytował.
      – Zostaw, kurwa, te pieprzone drzwi! – wrzasnął, wymierzając jej potężny cios w twarz.  
      Po chwili gwałtownie zatrzymał samochód i szybko wysiadł, burcząc coś pod nosem.          
Wywlókł płaczącą już dziewczynę z wozu i rzucił jak kukłę. Mocno ścisnął ją za policzki, spojrzawszy jej w oczy.
      – Boisz się? – zadrwił, coraz bardziej nakręcony przerażeniem młodej kobiety.
      – Błagam cię, wypuść mnie. Nikomu nic nie powiem – wydusiła.
      Trevor w odpowiedzi przyklęknął, przycisnął twarz dziewczyny do ziemi i mocno przydusił. Nieznajoma wydała z siebie cichy jęk.
      – Trzeba było jechać z chłopakiem – warknął ironicznie.
      Trzymał ofiarę kilka chwil, mocno gniotąc jej policzki, w końcu ją puścił i z impetem kopnął w brzuch. Kompletnie nie zwracał uwagi na to, że ma do czynienia z kobietą. Ta skuliła się na ziemi. Po chwili drugi raz ją uderzył.  
      – Błagam cię, przestań! Jeśli chcesz pieniędzy, moja rodzina i zapłaci! – apelowała ofiara, wijąc się z bólu.
      – Po co mi twoje pieniądze? – Chłopak zaśmiał się wesoło.
      Nagle poczuł, że musi się odlać.  
      – Jak się ruszysz, przestanę być miły – ostrzegł i ruszył za samochód.
      Nie było go kilkanaście sekund. Gdy wrócił, zobaczył, że dziewczyna wstała i usiłowała biec, a raczej wlec się przed siebie. Nie przeszła nawet kilkudziesięciu metrów.
      – Dokąd?! – Chwycił ją za włosy i drugi raz huknął po twarzy.
      Upadła i półprzytomna zaczęła coś do niego mówić, ale on miał to gdzieś. Położył nieznajomą na brzuchu i mocno wykręcił do tyłu jej prawą rękę.  
      – Puuuuść! To boooli! – krzyknęła bardzo głośno, wyginając się do tyłu.  
      – Dlaczego jesteś niegrzeczna? – syknął.
      – Błagam cię, nic mi nie rób – zaklinała, płacząc rozpaczliwie.
      – Nadal masz ochotę na wycieczki? – zapytał.  
      – Nie, przepraszam.
      Nadał trzymał jej kończynę, widząc, jak mocno cierpi dziewczyna.
       – Połamię ci graby, jak się jeszcze raz ruszysz! – zagrzmiał i puścił autostopowiczkę.
       Usiadł przy aucie i beznamiętnie zaczął robić skręta. Zapalił, oparł się o Forda i patrzył krzywym wzrokiem na kompletnie umęczoną już dziewczynę.
      – Rodzice nie przestrzegali cię przed nieznajomymi? – Uśmiechnął się szyderczo.
      – Nie zabijaj mnie, błagam cię, zrobię co zechcesz – wybełkotała ofiara, łkając.
      – A czego ja mogę od ciebie chcieć? – roześmiał się.
      Wstał, wziął butelkę i przykucnął przy dziewczynie.
      – Siadaj – mruknął.
      Z trudem usiadła. Z lewego kącika ust sączyła się strużka krwi.
      – Skaleczyłaś się, musisz bardziej uważać – rzucił z szyderczą powagą, wycierając ręką jej usta.
      Dziewczyna siedziała cała zdrętwiała i bała się ruszyć. Trzęsła się cała.
      – Dalej ci zimno? Napij się jeszcze – zaśmiał się złośliwie, podając jej Walkera.
      Młoda kobieta, bojąc się przeciwstawić, pociągnęła łyk z butelki. Widać było, że nie przepada za alkoholem, bo dziwnie przełknęła.  
      – Dobre? – spytał Trevor
      – Tak.
      Zmarszczył brwi i mocno chwycił ją za twarz.
       – Dlaczego kłamiesz?
      Milczała.
      – Pal. – Puścił jej policzki i podał niecałe pół skręta.
      Wzięła go i delikatnie pociągnęła. Ręce bardzo jej drżały.
      – Lubisz sobie przyćpać? – Dalej katował dziewczynę.
      – Nie.
      – Więc czemu palisz?
      – Bo mi kazałeś.
      – Niczego ci nie kazałem, poczęstowałem cię tylko.
      Nieznajoma już nic nie mówiła, spuściła tylko głowę, żeby na niego nie patrzeć. Trzęsła się strasznie. Trevor zauważył, że dziewczyna delikatnie rusza lewą dłonią, jakby czegoś szukała. Odsunął się nieco do tyłu.
      – Chcesz mnie zaatakować? – roześmiał się.
      Cisza.
      – Ręce na widoku! – ryknął i porwana w okamgnieniu położyła dłonie na nogach.
      Znów się przysunął.
      – To co, kończymy zabawę. – Wyszczerzył zęby.
      – Nie, błagam, zrobię wszystko. Nie zabijaj mnie! – krzyknęła spanikowana dziewczyna.
      – Wszystko? To może się zabawimy? Lubisz się pieprzyć? – zapytał, kładąc dłoń na jej piersi.
      – Nie, proszę cię…
      – Więc po co obiecujesz, skoro nie dotrzymujesz słowa?! – wrzasnął i kolejny raz trzasnął ją po twarzy.
      Dziewczyna mocno się zatoczyła.
      – Żartowałem... Nie pociągasz mnie – stwierdził z zadowoleniem. – Chcesz żyć?  
      – Tak, błagam cię, wypuść mnie. Nikt się o tym nie dowie, przysięgam –
      – Nieznajoma zaczęła powtarzać się w apelach, z wyraźnie emanującą z jej głosu nadzieją.  
      – Leśna droga jest około dwustu metrów stąd. Jak dojdziesz tam, zanim skończę palić, będziesz wolna – rzucił Trevor i odpalił papierosa.
      Młoda kobieta z trudem się podniosła i skulona, powolutku ruszyła przed siebie, trzymając się za bolący brzuch. Trevor się uśmiechnął.  
      – Postaraj się! Ja palę bardzo szybko! – krzyknął.
      Brunetka szła, ale co kilka metrów słabła i przysiadała, opierając się na lewej ręce. Chłopak bardzo szybko spalił używkę. Porwana nie przeszła nawet trzydziestu metrów. Trevor poczekał jeszcze chwilę, po czym podszedł do dziewczyny i kopnął ją w plecy. Przewróciła się twarzą do ziemi.
      – Przykro mi – oznajmił drwiąco, chwycił brunetkę za ubranie i zaczął ciągnąć z powrotem.
      – Nie, błagam, puść mnieee! Zostaw mnieee! Pooomooocyyy!!! – wydarła się na cały las.
      – Kogo prosisz o pomoc? Główna droga jest ponad kilometr stąd – poinformował gorzko Trevor i rzucił dziewczynę obok auta.  
      Upadła na brzuch. Podniósł nogę i mocno uderzył ją stopą w plecy. Wydała z siebie upiorny krzyk.
      – Zamknij mordę! – zawył i poprawił w żebra.
      – Ratunkuuu! – Nieznajoma nadal krzyczała, zupełnie bez sensu.
      Chłopak się wkurzył, odwrócił ją na plecy i przycisnął stopą lewą pierś.
      – Przestaaań! – zawyła z bólu, próbując odepchnąć jego nogę.
      – Kazałem ci się zamknąć?! – ryknął, brutalnie uciskając jej ciało.  
      Dziewczyna się wyciszyła, płakała tylko przejmująco. W końcu zdjął nogę i kopnął ją z uniesionej kończyny w brzuch. Krzyknęła i zwinęła się w kłębek, odwracając do niego plecami.
      – Dam ci jeszcze jedną szansę. Masz czas, aż skończę skręta – rzekł wesoło i poszedł do auta po zioło.
      Peta wykonał w okamgnieniu. Pobita nie dała rady już wstać, zaczęła więc się czołgać. Chłopak palił, patrzył na nią i miał wielką uciechę z jej dalszych, nieudolnych prób pełznięcia przed siebie. Oparł głowę o samochód i rozkoszował się swoją ulubioną używką. Gdy skończył, zobaczył, że piękność przeszła „aż”  pięć czy sześć metrów. Z uśmiechem psychopaty podszedł do ofiary.  
      – Godne podziwu! – roześmiał się i kopnął ją w twarz.  
      Odrzuciło na bok jej głowę, ale nawet nie jęknęła. Chwycił dziewczynę za fraki i zaczął ciągnąć. Ta już była już całkowicie bezwładna. Dociągnął ją do auta.
      – Miło było cię poznać – rzekł, po czym huknął jej głową o karoserię.  
      Osunęła się na ziemię. To go również nie wzruszyło, bo pogapił się na nią chwilę, po czym usiadł i oparłszy się o koło Forda, bez jakichkolwiek emocji namiętnie pociągnął Johnniego Walkera. Wysuszył go do końca. Spojrzał na dziewczynę – nie ruszała się, a z jej nosa i ust lała się krew. Sprawdził puls – było tak, jak przewidywał. Ogarnęło go zadowolenie, cieszył się że nie musi jej dobijać. Dokończył alkohol, chwycił zwłoki, zaciągnął w pierwszą lepszą gęstwinę i tam zostawił.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1939 słów i 11511 znaków, zaktualizowała 27 mar 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    OMG...  :eek:  To było mocne. Oby nie zrobił tego samego Emmie!

  • agnes1709

    @Duygu No właśnie, nie wykorzystałam wszystkich pomysłów, więc teraz mam szansę. Jak to Em ma nie oberwać? Nie może tak być :lol2:

  • Duygu

    @agnes1709 Oh, no!  :eek:   :lol2:

  • agnes1709

    @Duygu Zajebista odpowiedź, jesteś wielka!  <3 UMARŁAM  :rotfl:  :yahoo:

  • Duygu

    @agnes1709  Ty, również :D  <3