Ukojenie 2 – Młody cz. 9

Ukojenie 2 – Młody cz. 9Doszli do budynku i Trevor od razu usłyszał piskliwy głos Denise. Złość wzrosła. Weszli do „pokoju imprez” i chłopak zobaczył siedzącego na kanapie Benny’ego, a obok niego nielubianą, jasnowłosą dziewczynę. Na końcu mebla miejsce zajęła Penny, przeciętnej urody brunetka, mieszkająca dwa domy za Darrenem.
      – Magiku, jeeeesteś! – zapiała Emily, blondwłosa, wyższa od Trevora o pół głowy nastolatka i zaraz uwiesiła mu się na szyję, mocno dusząc chłopaka.  
      – Em, pobiję wódkę – zaśmiał się Trevor i to podziałało, blondynka go uwolniła. – Cześć, Benny – uśmiechnął się do kolegi, który tylko machnął głową. – Cześć, śliczna – wygiął usta do Penny, kompletnie ignorując siedzącą obok niej koleżankę.
       Mimo iż wszyscy z nich znali się już dobre kilka lat, do tego uczyli się w jednej klasie, grubszy posturą chłopak wydawał się być chyba mocno zawstydzony obecną sytuacją, bo zestresowany był na pewno. Zadowolona do granic Emily wyciągnęła do szatyna dłoń ze skrętem. Nie zastanawiał się długo, tylko ściągnął trzy szybkie chmury i podał go Benny’emu, zerkając raz po raz spode łba na Denise, która siedziała i szczerzyła się jak najęta. To jeszcze bardziej wkurzało chłopaka, który pewnie najchętniej by jej w tej chwili nakopał.
      – Nie chcę – mruknął Benny.
      – Pal, nic ci nie będzie, chyba chciałeś zaimprezować, tak? – namawiał Trevor, lecz chłopak nadal siedział jak na szpilkach.
      – No zapal, wyluzujesz – wtrąciła Emily, wpakowała się na kolana grubaskowi, po czym odebrała szatynowi narkotyk i podała mu.
     – Ale ja nigdy tego nie jarałem. – Benny bronił się, jak mógł.     
     – Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Zapal, dwie chmurki, nic ci nie będzie – nalegała Emily, dając całusa chłopkowi.
      W tym momencie biedny nastolatek jeszcze bardziej się zestresował, co było widać po jego zagubionej minie. Dziewczyna była bardzo ładna, a on wstydliwy, dlatego już po chwili zrobił się czerwony na twarzy. Darren stał i chichotał, Trevora jednak to nie bawiło, Susan „molestowała” go bez ustanku, wysysając z niego wszystkie pozytywne emocje i chęć na zabawę. Benny wziął skręta i nieporadnie się zaciągnął, co natychmiast zaowocowało głośnym, duszącym kaszlem. Ekipa się rozweseliła, krępując spokojnego chłopaka jeszcze bardziej.
      – No, zakaszlał, będzie grubo! – poinformowała wesoło Penny, która do tej pory milczała.
      – Jeszcze raz! – wrzasnął Dario, podsuwając rękę Benny’ego pod sam jego nos.
      Chłopak pociągnął ponownie, z podobnym skutkiem i przy identycznym akompaniamencie śmiechu. Trevor w końcu uśmiechnął się delikatnie, lecz był to nieco gorzki śmiech, spowodowany piskliwym chichotem Denise, który szarpał chłopakowi nerwy z każdej strony.
      – Benny się uwali, będzie jazda! – zawył naćpany Darren.
      – Dawaj, wypijemy – rzucił w końcu mdło Trevor. – Gdzie są nasze kubeczki? – zapytał i zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Znalazł je podeptane i zgniecione. – No kurwa, Dario, nie mogłeś przypomnieć o kubkach?! – zagrzmiał do przyjaciela.
      – Ty chciałeś wódkę, koleś, więc trzeba było pamiętać. – Usłyszał.
      Zabrał Benny’emu skręta i pociągnął po raz czwarty. Teraz i on zakaszlał, wywołując kolejną radość.
      – Spokojnie, nie tak zachłannie – ironizował Dario.
      – Denise, idź, kup kubeczki – poprosił Trevor.
      – No chyba żartujesz!
      – No idź, kurwa, myśmy załatwili napoje, nie? Przecież to dwie minuty drogi
      – Nie, niech Benny idzie.
      – A co Benny? A myślisz, że kto dał kasę?
      – Ja nigdzie nie idę!
      – To spierdalaj! – fuknął szatyn. – Dario, daj pieniądze. – Wyciągnął rękę i zaraz otrzymał kilka dolarów.
      – Kup jakiś chipsy, czy coś, nie pomyśleliśmy – poprosił przyjaciel.
      – Głupia suka – warknął jeszcze Trevor i udał się do wyjścia.
      – Magiku, czekaj! – Emily zerwała się z miejsca i podbiegła do chłopaka. – Pójdę z tobą.
      Nie protestował, tylko opuścił z koleżanką budynek.
      – Kurwa, co za rura, nie nie mogę! Po co wyście ją wzięły? Żebym jej naklepał?
      – Przestań, wiesz, jaka czasami jest.
      – Czasami?! Ona zawsze taka jest. Nie rozumiem was, dziewczyny, jak wy możecie się z nią ciągać, ja bym już zwariował.
      – Daj spokój, ona się nie zmieni – Emily walczyła, jak mogła. – Dario mówił, że Sue ma z tobą przyjść. Czemu nie przyszła?
      – Nie wiem, ma chyba jakieś sprawy w domu…
      Zadzwonił telefon chłopaka, wprowadzając niemałą nerwówkę. Spojrzał na wyświetlacz i przewidywania okazały się trafne – „Mama”. Wiedząc, że nie odpuści, odebrał.
      – Mały, do kurwy nędzy, gdzie ty jesteś?! – zagrzmiała wściekła Emma.
      – Nie krzycz, jestem z Susan – mruknął chłopak.
      – Tyle czasu? Dochodzi siódma. Billy ma przyjechać o siódmej, a ciebie nie ma. Chyba prosiłam, żebyś nie wychodził, prawda?
      – Kurde, mamo, chciała pogadać. A co mi Billy, kobieta jest chyba ważniejsza, nie? – wkurzał się nastolatek.
      – Wracaj do domu.
      – Za godzinę.
      – Nie za godzinę, tylko już! Trevor, ja naprawdę stracę cierpliwość.
      – Mamo, wyluzuj, godzina cię nie zbawi, poza tym jest sobota. Daj żyć.
      – Kurwa, mały, nie wkurwiaj mnie, tylko wracaj do domu, rozumiesz?! – huknęła Emma.
      Była ewidentnie rozwścieczona, co bardzo zdziwiło chłopaka, kobiecie raczej nie zdarzało się aż tak zdenerwować.
      – Trevor, słuchasz mnie, do cholery?!
      – Tak. Mamo, za godzinę, no proszę cię, daj mi pogadać.
      – Widzę cię tu za piętnaście minut, rozumiesz?!  
      – Nie.
      – Nie…?! To zobaczymy! – zagrzmiała blondynka i się rozłączyła.
      Chłopaka przeszedł zimny, łaskoczący całe ciało dreszcz. Emma brzmiała dość groźnie, do tego bardzo niecodziennie, nastolatek jeszcze nie widział, a raczej nie słyszał matki w takim wydaniu. Natychmiast w oczach stanął mu najpierw Tommy, a następnie zakład wychowawczy, albo jakieś inne, resocjalizacyjne gówno, lub w najlepszym wypadku psycholog. W wyobraźni miał już obraz jakiejś wrednej, starej, grubej baby w okularach, która siedzi przed nim z tępą miną i zaczyna od: „Jak się dzisiaj czujesz?”, a następnie wywala masę innych, wkurzających pytań i udając ogromne przejęcie jego odpowiedziami, stanem ducha i samopoczuciem, gapi się na niego, próbując wręcz zgwałcić go wzrokiem…
      – Magiku! – zaśmiała się głośno Emily, tarmosząc go za rękę. – Co się stało? Aleś się zamyślił – cieszyła się.
      – Sorry…
      – Co jest? Chcesz pogadać?  
      – Nie, idziemy.
      Ruszyli w dalszą drogę. Weszli do sklepu i Jenny z miejsca szeroko się uśmiechnęła, patrząc z zabawną podejrzliwością na małolatów. Sądząc po jej dość sugestywnej minie, można by sądzić, że widząc Trevora z tak ładną dziewczyną, zapewne już wykreowała sobie w głowie obraz przebiegu dzisiejszej imprezy. Nastolatkowie weszli między półki z przekąskami i chłopak przeliczył pieniądze.
      – Co bierzemy? – Wskazał chipsy, których mimo iż sklep był bardzo mały, znajdowała się ich tam cała masa.
      – A bo ja wiem?
      – Dobra, ty wybieraj dla was, a ja dla nas – Szatyn uśmiechnął się sztywno.
      Gdy już się zdecydowali, podeszli do kasy.
      – Jen, sprzedasz fajki? – zapytał Trevor.
      Młoda kobieta spojrzała na niego z politowaniem, jakby miała zamiar powiedzieć: „Oj, dzieciaku...”.
     – Chowaj – dała mu paczkę niebieskich L’m-ów, które chłopak w mik ukrył w kieszeni, po czym rozliczył się za chrupki, kupił cztery kubki za moment opuścili z Emily sklep.
      – Trzymaj – wręczył dziewczynie papierosy.
      – A cóż to za okazja? – zaśmiała się.
      – Dario nie ma szlugów i widzę, że opala ciebie, więc będziecie mieli na dwóch – wyjaśnił, znów wyginając usta, lecz z tym wyciśniętym na chama wyrazem twarzy wyglądał w tej chwili, jakby co dopiero zdechł mu pies.
      Byli już zaledwie niemal przed samym wejściem do pustostanu, gdy nagle Emily pociągnęła go za rękę. Spojrzał na nią, zaskoczony i przystanął w miejscu.
       – Chodź – poprosiła dziewczyna, ciągnąc jego dłoń.
      – Gdzie ty chcesz iść, po co?
Nie miał nic przeciwko posiedzeniu z kumpelą, którą bardzo lubił, lecz miał też wielka ochotę na wódkę, co dziwiło go samego. W przeciwieństwie do ojca nie przepadał za tak mocnymi trunkami.
     – Chodź, nie marudź – nalegała blondynka, śmiejąc się beztrosko.
      Ustąpił i ruszył z nią za budynek. Tam także stała dość duża kanapa, tylko że żółtego koloru. Emily wyjęła z kieszeni skręta i natychmiast odpaliła. Szatyn postawił oczy w słup i aż otworzył usta ze zdziwienia, gapiąc się na koleżankę, jakby zobaczył ducha. Przysiadł na sofie, z osłupieniem przypatrując się blondynce.
      – No co? – zapytała luźno Emily.
      – Nic – Trevor wygiął usta, tym razem w nieco luźniejszym uśmiechu.
      Dziewczyna wypaliła pół i podała przyjacielowi. Gdy tylko wziął blanta, nastolatka schyliła się za tyły kanapy i wydobyła spod niej niczym skarb dwa półlitrowe Budweisery. Wręczyła  mu jedno, po czym zajęła miejsce obok.
      – No kurde, Em, widzę, że masz tu cały asortyment – roześmiał się szatyn.
      – Wiesz, ile czasu leży tu to piwo?
      Spojrzał na nią, czekając na wyjaśnienia.
      – Dwa tygodnie – poinformowała z dumą.
      Marihuana w bardzo widoczny sposób zmieniła jej prezencję i wyraźnie poprawiła samopoczucie,. Podobnie postąpiła z Trevorem, który czuł ją w coraz to nowym zakątku siebie, a z chwili na chwilę na usta wkradał mu się coraz większy uśmiech.
      – Kurde, żebym wiedział, to bym ci podciągnął – rzucił radośnie. – Kilka dolców do przodu.
      – To wtedy dostałbyś w pałę i tyle byłoby z ciebie – drwiła zadowolona Emily, śmiejąc się jak idiotka.
      – Uuuu, groźnie. A skąd wiedziałabyś, że to ja?
      – Domyśliłabym się.
      – Pewnie…
      Trevor miał już wyszczerz od ucha do ucha, lecz Susan nie zniknęła z jego głowy, choć w tej chwili zmieniła swoją postawę i zaczęła dokuczać mu w kratkę. Teraz, naćpany, poczuł się bardzo dziwnie. Raz dziewczyna wierciła mu dziurę w głowie, raz dawała chwilę wytchnienia, przez co myśli powoli zaczęły wiązać mu się na supeł, tworząc pokręcony, alternatywny kocioł.
      – Magiiiiku! – Wystraszyła go przyjaciółka. – Co jest z tobą?
      – Nic, zamyśliłem się.
      – Dobra, nie myśl już – rzuciła, po czym usiadła mu na kolanach i bez najmniejszych oporów natychmiast pocałowała, kładąc dłonie na twarzy chłopaka.
      Totalnie zbaraniał, ale że pocałunek tak niesamowicie przyjemnym uczuciem spłynął po nim całym, że nie opierał się i odwzajemnił pieszczoty, obejmując po chwili dziewczynę w talii. Oplotła ręce na szyi nastolatka i wpijając się jego w usta jeszcze ofensywniej, ściśle przysunęła do niego swoje biodra. Z chwili na chwilę całowała go coraz agresywniej, lecz gdy wreszcie jej wargi przemaszerowały w dół i zatrzymały się na szyi, opamiętał się i delikatnie odsunął dziewczynę.
      – Em, to nie jest dobry pomysł – mruknął i mimo  iż maksymalnie odczuwał hipnotyzujące zabiegi blondynki, czuł się dziwnie zobowiązany wobec uczuć do Susan.
      – Dlaczego? Co się stało? – zapytała kompletnie osłupiała dziewczyna.
      – Em, i tak nic więcej z tego nie będzie. Bardzo cię lubię i szanuję jako kumpelę, dlatego nie chcę cię po prostu przelecieć, a później olać – wywalił Trevor najszczerzej, jak mógł.
     – Chodzi o Susan, prawda? – zapytała rozczarowana Emily, schodząc z jego nóg.
      – To aż tak widać? – Szatyn uśmiechnął się niemrawo.
      – No pewnie. Gapisz się na nią całymi dniami, ja w ogóle nie mogę pojąć, jakim cudem ona jeszcze tego nie zauważyła. Sorry za mój wyskok, po prostu myślałam…
      Nie dokończyła, zrobiło jej się chyba strasznie głupio, że najzwyczajniej w świecie dostała kosza. – Zrobiłam z siebie kompletną idiotkę – zachichotała pokazowo i chwyciła piwo.
      – Przestań, poza tym zajebiście całujesz – rozradował się Trevor, chcąc rozluźnić zawstydzoną koleżankę.
      – Ale kiedyś cię wyrwę, zobaczysz –  zagroziła wesoło Emily i przywarła ustami do brązowej butelki. – Zapalimy jeszcze?
      – Jeszcze masz?! – chłopak wywalił oczy.
      – Mam – zarobiła wielce cwaniacką minę.
      – Skąd masz? Przecież to myśmy zawsze kupowali?
      – Tajemnica – wyszczerzyła zęby i po chwili paliła już drugą porcję używki. – To słabe skręty, możemy sobie nie żałować – dodała.
      – Wiesz, że siedzimy tu już dobre pół godziny? Ciekawe, co sobie myślą? – rzekł Trevor.
      – No jak to, co? Że się gdzieś pieprzymy – ucieszyła się Emily, wywołując radość na twarzy kumpla.
      – To ja już słyszę te pytania Dario, przecież on mnie zamęczy. A jak powiem, że do niczego nie doszło, to i tak będzie drążył.
      – Czemu do niej nie podbijasz? – Emily nagle zmieniła temat.
      – Podbijam.
      – Tak? Jakoś nie zauważyłam.
      – Nie mogę być przecież namolny, nie? – bronił się Trevor.
      – Namolny? Przecież ty jesteś kompletnie bierny. Uczysz się z nią dwa lata, a nie zrobiłeś jeszcze nic, przynajmniej z tego, co widziałam w szkole.
      – Bo ja subtelnie podchodzę do sprawy Bez nacisku, łagodnie, delikatnie i powoli – oznajmił Trevor niemalże z gracją przemawiającego w telewizji prezydenta.
      Dziewczyna natychmiast uderzyła śmiechem, powiedział to w bardzo nietypowy sposób. Zaraz jednak spoważniała i wyskoczyła:
      – Magiku, czy ona ma jakieś problemy w domu?
      Chłopak zdębiał, całkowicie zaskoczony tym, że pyta właśnie o to. Za moment się jednak pozbierał.
      – Nie wiem, dlaczego tak myślisz?
      – Widziałeś ślady na jej rękach i plecach?
       Chłopaka zatkało.
      – Nie, jakie ślady? – wystękał po chwili.
      W jednej sekundzie ogarnęło go przerażenie i ogromny strach o szatynkę. Zdawał sobie sprawę, że coś się dzieje, ale nigdy by nie pomyślał, że do takiego stopnia.
      – Nigdy nie dziwiło cię, czemu tak chowa swoje ciało? – drążyła blondynka, wyglądając na równie zaniepokojoną.
      – Dziwiło, ale co ja mogę? Jakie ślady? – powtórzył.
      – Zauważyłam kiedyś w szatni, jak się przebierałyśmy. Chwyciła ciuchy i uciekła za ścianę, że niby chce umyć ręce, ale ją przyłapałam, bo akurat też tam szłam. W życiu bym nie pomyślała, że to nie o mycie chodziło, była bardzo wiarygodna. Jak weszłam, w sekundę wskoczyła w koszulkę, lecz niestety, wyłapałam co nieco. Nie wiem, dlaczego nie stanęła przodem do wejścia, żeby ukryć te nieszczęsne plecy, być może po prostu odruchowo się odwróciła.
       – No i co? – dociekał chłopak.
      – Ona ma normalnie pręgi, rozumiesz? To było, szczerze mówiąc… dość przerażające – wydukała Emily, której głos w tej chwili kategorycznie się zmienił, emanując niemałym rozgoryczeniem.
      – Jak to pręgi, co ty gadasz?  
     – Kurwa, normalnie, czerwone, długie smugi, jakby ktoś tłukł ją jakimś kablem, albo pasem, do tego na ramionach miała jeszcze siniaki, i to niemałe. Teraz już wiem, dlaczego ćwiczy w dresie, mimo iż jest gorąco – wyjaśniła Emily.
      Trevora już nosiło, a ręce zaczęły lekko drżeć.
      – Pytałaś, co się stało?
      – Chciałam, ale wiesz? Zabrakło mi odwagi i jakoś nie mogłam. Dziewczyna ewidentnie się zawstydziła, chyba kapnęła się, że to widziałam. Nie miałam sumienia już pytać, zresztą ona na pewno by tego nie chciała. Potem do końca dnia dziwnie się zachowywała, unikała mnie, jak mogła, jak tylko mnie zobaczyła, uciekała gdzieś. Bała się, że o to zapytam?
      – Kurwa, wiedziałem! – Wkurwił się chłopak.
      – Co wiedziałeś?
      – Wiedziałem, że coś jest nie tak, ona faktycznie dziwnie się zachowuje. Dziś zgubiła pieniądze i ewidentnie spanikowała, poza tym znowu chodzi ubrana jak na zimę. No ale przecież nie rozbiorę jej na siłę, żeby zobaczyć, co jest grane, nie?
      – Magiku, z tym trzeba coś zrobić, przecież ta dziewczyna się męczy. Żebyś ty widział te pręgi, no mówię ci – szok! Normalnie czerwona, pokaleczona skóra. Jak to zobaczyłam, dosłownie powietrze stanęło mi kołkiem – rzuciła zniesmaczona do głębi nastolatka, której głos stał się już nieco płaczliwy.
      – Zadzwonię do niej – rzucił Trevor i wyjął telefon, ale blondynka natychmiast złapała go za rękę.
      – Nie uważam, żeby to był dobry pomysł.
      – Dlaczego?
      – Pomyśl. Jeśli naprawdę jest ofiarą przemocy, zgubiła dziś pieniądze i być może ma przez to kłopoty, to nie pomyślałeś, że twój telefon może tylko podkręcić atmosferę? Że ten, który się nad nią znęca, będzie, jak to się oni zawsze tłumaczą: „za mocno zestresowany” i telefon do niej może tym momencie jeszcze bardziej wyprowadzić go z równowagi?
      Chłopak zamyślił się przez chwilę, po czym schował komórkę, dziewczyna mówiła bardzo dojrzale, no i miała rację.
     – To co ja mam zrobić? – wymruczał, też mu już chyba niewiele brakło do wybuchu płaczu.
      – Pogadaj z nią, spróbuj chociaż, nic innego raczej zrobić się nie da. Jeśli ona sama tego nie zakończy, nie ma sensu ingerować na siłę, bo to może tylko pogorszyć sprawę.
      – Próbowałem już, ale nic mi nie mówi, wykręca się tylko.
      – A co myślałeś? Że tak od razu wyłoży ci wszystko na tacy? Ona się tego wstydzi, rozumiesz? Ale to musiało zacząć się w szkole. Pamiętasz? Na początku pierwszej klasy ubierała się przecież normalnie i zachowywała całkiem inaczej, dopiero potem jakby przygasła. Jeszcze wtedy, jak tłukła Denise – Emily się zaśmiała – to była całkiem inna dziewczyna, a teraz…?
      – Wiem – bąknął szatyn, wykończył piwo i cisnął butelkę w krzaki.
      Trawa z pięknego, wyśmienitego humoru wkręciła mu teraz totalny dół; myśl, że ktoś gdzieś tam teraz być może tłucze jego ukochaną, rwała go całego na kawałeczki.
      – Pogadaj z nią, a jak nic z tego nie wyjdzie, to ja spróbuję i zobaczymy, może jednak da się coś zrobić. W końcu jestem dziewczyną, może ze mną łatwiej jej będzie porozmawiać. I nie zawieszaj się, bo to w niczym nie pomoże – rzekła Emily, obejmując chłopaka ramieniem. – Kurde, już za piętnaście ósma – nastolatka się obudziła. – Siedzimy tu prawie godzinę, wiesz o tym?! Wracajmy, bo na pewno już ułożyli sobie odpowiednią historyjkę, dotyczącą naszej nieobecności – zachichotała i podniosła się z miejsca.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3205 słów i 18855 znaków, zaktualizowała 22 maj o 21:48.

4 komentarze

 
  • Somebody

    Emily też lubię  

  • agnes1709

    @Somebody Bardzo mnie to cieszy. A jeszcze pyskata Julie, zostaw miejsce

  • Somebody

    @agnes1709 Zostawiam, pojemne serduszko mam, Julie je dam... Chyba  

  • agnes1709

    @Somebody  

  • Iga21

    No i co tam u Sue?  
    Jak tam Trevorek ? Przypału sobie dużo narobił? Tommy na niego na krzyczał?  
    Czekam na ciąg dalszy 😃

  • agnes1709

    @Iga21 Będzie jutro

  • Iga21

    @agnes1709 ok 😃

  • Iga21

    Wejście na lola o poranku, to była najlepsza decyzja 😃
    A zwłaszcza, że wieczorem nie będzie już tak pięknie, gdyż będę w nie do końca lubianym miejscu w towarzystwie osoby, która działa mi bardzo na nerwy, ale już wiem o czym w tym momencie będę myśleć, aby nie zwariować 😁
    Łapka jak zwykle w górę 😃
    Czekam na ciąg dalszy 😃

  • agnes1709

    @Iga21 To osobie trzeba naklepać

  • Iga21

    @agnes1709 oj nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała 😁

  • agnes1709

    @Iga21 Pomogę CI

  • Iga21

    @agnes1709 😘😁

  • Duygu

    "zakład wychowawczy, albo jakieś inne, resocjalizacyjne gówno"
    "Bo ja subtelnie podchodzę do sprawy Bez nacisku, łagodnie, delikatnie i powoli – oznajmił Trevor niemalże z gracją przemawiającego w telewizji prezydenta." Umrę przez Ciebie ze śmiechu, zobaczysz       Biedny Trevor, martwi się o Sue... Jest pod tym względem niesamowicie podobny do ojca. Ale co on może zrobić?... Może lepiej... NIC?    

  • agnes1709

    @Duygu Oby nie naszego prezydenta, bo to z gracją nie ma nic wspólnego Nie wiem, jak będzie z jego decyzjami, nie dojrzałam jeszcze do tego. Opko dość długo stało i nadal z pomysłami krucho, do żadnego zresztą pomysłu nie mam