Ukojenie cz. 6

Ukojenie cz. 6Do klubu weszło trzech gości. Dość głośno się zachowywali. Trevor zauważył, że uśmiech, który zawsze figurował na twarzy dziewczyny, nagle gdzieś zniknął. Odwrócił się – kolesie stanęli przy barze i zaczęli naśmiewać się z młodej brunetki. Byli mocno pijani. Po kilku chwilach wzięli jakieś alkohole i usiedli na drugim końcu lokalu. Spojrzał na znajomą – miała dziwny wyraz twarzy. Nie miał pojęcia, czy się odezwać, czy milczeć. Trochę się pogubił, chciałby wiedzieć, co się dzieje.
      – To teraz prowadzasz się z obdartusami? – rzekł nagle do Emmy, stanąwszy nad głową Trevora jeden z typów, który nagle się koło nich pojawił.
      Będą kłopoty – pomyślał od razu szatyn.
      – Odejdź, jesteś pijany – rzekła niepewnie blondynka.
      Głos miała bardzo niespokojny. Spojrzała na swego towarzysza, ale on jakby zdrętwiał. Siedział i patrzył w stolik. Od zawsze bał się i unikał utarczek z innymi facetami, zwłaszcza takimi nieprzyjemnymi.
      – Skąd wyrwałaś tego brudasa? Już drugi raz cię z nim widzę. – Typek oparł się o stolik, bardzo blisko chłopaka, bujając się lekko od stanu upojenia. – Zmienił ci się gust odnośnie mężczyzn? – złośliwie kontynuował.
      – Daj nam spokój! – mruknęła coraz bardziej zdenerwowana dziewczyna.
      Trevor w okamgnieniu zauważył, że jakaś dziwna relacja łączy lub łączyła Emmę z kolesiem i że ewidentnie się go boi. Nadal jednak nie miał odwagi się wtrącić, siedział więc w bezruchu z jedną myślą w głowie –  Idź stąd
      – Patrzcie! Księżniczka przygruchała sobie bezdomnego! – krzyknął przybysz do kolegów z wesołością. – Lepiej kup sobie psa – śmiał się na całego – on przynajmniej nie brudzi, jak się go nauczy.
      Dziewczyna siedziała i się nie odzywała, ale jej oczy powoli robiły się szkliste.
     – Mam nadzieję, że nie zapomniałaś portfela. Nie jestem pewny, czy tego obwiesia stać na twojego drinka – ciągnął chłopak, patrząc na Trevora pogardliwie.
      Szatyn zauważył, że teksty gościa stają się dla młodej kobiety coraz bardziej uciążliwe i bardzo chciałby coś zrobić, ale nie mógł wydusić słowa, a co dopiero ruszyć się z miejsca.
      – Może przysiądź się do nas? Żal by było, gdybyś musiała zmywać gary za niezapłacony rachunek – zaproponował natręt, kiwając się dalej nad głową Trevora, który był już cały struchlały i czuł, jak skręca mu żołądek. – Ale pali Marlboro, więc może nie jest tak źle. – Typ wyjął fajkę z paczki i odpalił. – A może to ty mu kupiłaś? W takim razie nie będzie miał żalu, że się poczęstowałem – oświadczył cynicznie, bezczelnie szczerząc zęby.
      Emma milczała. Dręczyciel widząc, że towarzysz dziewczyny również nie reaguje, jakby bał się mu przeciwstawić, stawał się coraz bardziej bezczelny i coraz lepiej się bawił.
      – Posuwasz ją? – zapytał nagle, dmuchając Trevorowi dymem prosto w twarz.  
      Tym wstrząsnęło, jakby dostał czymś ciężkim. Gość przesunął się nieco w stronę Emmy i oparł ręce o stolik.
      – Czy tylko przyjeżdżasz po fajki? – dodał, patrząc z góry na młodego mężczyznę.
      Trevor siedział jak posąg i milczał. Koleś widząc, że chłopak się nie odzywa, z całej siły huknął go otwartą ręką w twarz.
      – Pytałem o coś! – zawył.
      – Zostaw go! – Emma zerwała się z miejsca.
      – Siadaj! – warknął koleś, odpychając ją tak mocno, że w mig wróciła na kanapę.
      – A może jesteś ciotą? – cham brnął dalej, ponownie uderzając wesołością.  
      Trevor wręcz słyszał, jak mu wali serce. Był już cały mokry. Nie odzywał się, czuł tylko palący policzek.
      – Poczęstuję się jeszcze. – Gbur przypalił drugiego papierosa, gasząc pierwszego prawie całego. – Nie dość że brudas, to jeszcze mięczak – powiedział wesoło i znów skierował wzrok w stronę dziewczyny. – Przemyśl moją propozycję odnośnie psa – rzekł, obejmując ją ramieniem. – Ten przynajmniej będzie cię bronił...
      – Chodź, już wystarczy! – Szarpnął go nagle jeden z kumpli, który podszedł, widząc, że koleś za mocno się rozkręcił. Zaczął go powoli odciągać.
      – Dobra, idę! – Agresor wyrwał się koledze i ruszył za nim wolno. – Tylko dobrze go wyszoruj, zanim pójdziesz się z nim pieprzyć! – krzyknął jeszcze do dziewczyny, odchodząc z radością.  
      Szedł, śmiejąc się wesoło, w końcu klapnął przy swoim stoliku. ¬¬Emma wzięła swoją szklankę i wypiła całą jej zawartość. Ręce jej drżały. Siedzieli jeszcze przez chwilę, słuchając dochodzących z oddali śmiechów. Trevor wiedział, kto jest obiektem żartów wywołujących tą wesołość i był już kompletnie wyczerpany psychicznie.
      – Chodźmy stąd! – wydusiła Emma, szarpnąwszy go nagle za rękę. Nie protestował.
      Szła szybko, ciągnąc chłopaka w stronę drzwi.
      – Na razie, gołąbeczki! – usłyszeli, wychodząc.
      Trevor zdążył jeszcze przyjrzeć się gościowi, zanim dziewczyna wyciągnęła go na zewnątrz.
      – Nie zapłaciłem! – Chłopak zatrzymał się gwałtownie, choć wiedział, że Emma chce jak najszybciej się stamtąd oddalić.  
      Otworzył samochód i kazał dziewczynie wsiąść. Spojrzał na jej twarz – po jej cudownych policzkach leciały łzy. Wstrząsnęło nim i momentalnie strach zamienił się w złość.
      – Poczekaj tu, zaraz wracam – oznajmił.
      Wszedł do lokalu i skierował się w stronę miejsca, w którym siedział z Emmą. Musiał przejść przez cały pub.
      – Zapomniałeś czegoś, brudasie?! – krzyknął inny już koleś.
      Chłopak starał się nie zwracać na to uwagi, ale coś w nim rosło. Podszedł do swojego stolika i położył na nim kilkanaście dolarów. Szedł już w stronę wyjścia, gdy nagle skręcił w stronę żartownisiów. Podszedł bardzo blisko i nachylił się nad gościem, który ich zaczepiał.
      – Spotkamy się jeszcze!  
      Wychodząc usłyszał, że śmiech stał się nieco cichszy. Wsiadł do auta. Emma na niego nie patrzyła, była jakaś nieobecna.
      – Odwieź mnie do domu – poprosiła.
      – Wszystko ok?  
     Miał ochotę zapytać o tego dupka, ale się powstrzymał.
      – Tak, jedźmy już.
      Trevor nie mógł dojść, o co chodzi, co się nagle stało z tą wesołą dziewczyną? Przekręcił kluczyk i wcisnął gaz. Zawrócił w kierunku, z którego przyjechali, ale jechał dość wolno. Co chwila spoglądał na pasażerkę – nadal siedziała jak posąg ze wzrokiem wlepionym w szybę. Gdy w oddali kilkudziesięciu metrów było już widać jej dom, chłopak zatrzymał samochód. Spojrzała na niego.
      – Dlaczego się zatrzymałeś?
      – Chwila...
      Dobrą minutę grzebał ręką pod fotelem, w końcu wymacał skręta.
      – Zapalimy? – zapytał zainteresowaną jego wyczynami dziewczynę i podał jej zielsko.
      Nie wiedział, czy bardziej chce poprawić humor jej, czy sobie, ale na pewno chciał przedłużyć jej pobyt. Emma zrozumiała intencje chłopaka, więc mimo złego samopoczucia nie chciała mu zrobić przykrości i chwilowo przestała naciskać na powrót do domu.
      – Nie paliłam od czasów szkoły, a i wtedy chyba tylko dwa razy – odpowiedziała, lekko zaskoczona sytuacją.
      Trevor widząc, że nie bierze od niego skręta, sam go odpalił i zaraz jej podał. Patrzył w jej oczy pierwszy raz szczerze i bez paniki. Wzięła trawę i trochę nieporadnie się zaciągnęła. Zakaszlała głośno, co rozbawiło chłopaka. Czekał cierpliwie, przypatrując się jej nieco zabawnym minom, które pojawiały się przy każdym pociągnięciu. Przy piątym razie zabrał jej zielsko, bo zauważył, że coraz mocniej się do niego przysysa. Widać było, że nie ma o tym pojęcia.
     – Dobra, już wystarczy. Nie chcemy, żebyś nam za mocno odleciała – rzekł wielce rozbawiony.
      Widział już lekki uśmiech na twarzy Emmy i że trochę się rozluźniła. Dokończył używkę i wysiadł z samochodu.
      – Dokąd idziesz? – Zareagowała natychmiast dziewczyna, robiąc pocieszną minę. Dało się już zauważyć jej coraz większą wesołość.
      – Muszę zajarać. Nie chcę cię zadymiać – wyjaśnił.
      – Wsiadaj, najwyżej uchyl drzwi.
      Usiadł. Emma sięgnęła ręką w kierunku jego papierosa. Nie protestował.
      – Zawsze byłam ciekawa, jak to smakuje? – oświadczyła i pociągnęła mocno. Zaraz się jednak skrzywiła i oddała mu peta. – Nigdy nie rozumiałam palaczy – rzuciła z żartobliwą dezaprobatą. Jej wyraz twarzy był coraz bardziej pocieszny, a raczej… głupkowaty.
      Trevor był już maksymalnie rozweselony, czując, jak zioło z impetem wkręca mu się do głowy. Zerkał od czasu do czasu na dziewczynę, która na twarzy miała już uśmiech od ucha do ucha. Był bardzo usatysfakcjonowany faktem, że zapomniała o bydlaku z pubu.
Wsadził rękę w tylną kieszeń spodni, wyjął portfel i zajrzał do banknotów. Spojrzał na godzinę – dochodziła dwudziesta. Rzucił go na deskę rozdzielczą i odpalił silnik.
      – Gdzie jedziemy? – zapytała Emma, lecz to nie były już słowa, raczej sam śmiech.
      – Kupimy coś do picia.
      Podjechał do sklepu, ale silnika nie wyłączał. Zastanawiał się, czy do niego iść, był to market, w którym zaopatrywał się w noc morderstwa. Nie chciał, aby sprzedawcy za często go tam widzieli i pamiętali jego twarz. W razie pytań policji ”Czy nikt podejrzany się tu nie kręcił?” on zapewne byłby pierwszy na celowniku. Pamięta, że niezbyt dobrze wtedy wyglądał, do tego miał krew faceta na ubraniu i nie wie, czy sprzedawca ją zauważył.
      – Trevor! – Doszło do niego.  
      Spojrzał na pasażerkę otępiale.
      – Słuchasz mnie? – spytała zniecierpliwiona dziewczyna. Uśmiech zniknął z jej oblicza. – Dobrze się czujesz?
      – Tak.
      Ale prócz fizycznej przyjemności po skręcie zaczął czuć się fatalnie. Przypomniał sobie o swojej paranoi i nagle jakby uszło z niego powietrze.
      – Przepraszam... muszę się napić – mruknął i zaczął szukać flaszki pod siedzeniem. Znalazł w mig.
      – Chcesz? – Podał Emmie alkohol.
      – Nie lubię whiskey.
      – Na zdrowie! – rzucił sucho i pociągnął spory łyk, a po nim drugi.
      Dziewczyna patrzyła na niego i była kompletnie zagubiona w sytuacji.
      – Na pewno wszystko gra? – ponowiła pytanie, patrząc na niego ciepło, choć wesołość już jej przeszła.
      – Jasne.
      – Nie powinieneś prowadzić.
      – To tylko mały łyk. Nie masz się czym martwić, jestem dobrym kierowcą.
      Dziewczyna ustąpiła. Trevor, choć wstydliwie, dotknął jej ust – były trochę suche.
      – Na pewno jesteś spragniona, trawa nieco wysusza. Jedźmy gdzieś indziej, nie lubię tego sklepu.
      Szybko odpalił silnik i ruszył dość ostro. Emma patrzyła na niego, zastanawiając się, co mu jest. Podjechał pod następny sklep – zamknięty.
      – Kurwa – wycedził przez zęby.
      Założył ręce na kierownicę i spojrzał na dziewczynę.  
      – Co teraz? – uśmiechnął się.
      – Może dajmy sobie spokój?
      – Nie, muszę się napić czegoś gazowanego.
      Ruszył dalej i chwile później z daleka zobaczył znany mu już neon. Emma się nie odzywała, patrzyła tylko na niego z niepokojem. Zakręcił pod feralnym pubem i zaparkował po drugiej stronie ulicy.  
      – Zaczekaj tu – rzekł zdecydowanie, wysiadając.  
      Uchylił drzwi od jej strony, żeby nie musiała kisić się w aucie, przebiegł na drugą stronę ulicy i stanął przed pubem. Odpalił papierosa i wszedł do środka. Od razu spojrzał na stolik prześladowców – było już ich tylko dwóch. Słyszał złośliwe komentarze, ale śmiech był już cichszy. Podszedł do lady.
      – Macie Pepsi?
      – Tak.
      – Proszę trzy.
      Barmanka podała mu trzy małe, niebieskie puszki.
      – Nie ma zimniejszych?
      – Poczekaj chwilę, sprawdzę w lodówce.
      Trevor obejrzał się i spojrzał na poznanego typa. Siedział ostro już nawalony i pieprzył coś do kumpla.  
      – Takie może być? – Usłyszał z tyłu.
      – Tak, dziękuję.
      Zapłacił, ponownie podszedł do kolesia i nachylił się do jego ucha.
      – Pamiętaj, co ci powiedziałem! – rzucił chłodno, po czym odwrócił się na pięcie i szybko wyszedł z knajpy.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2042 słów i 12267 znaków, zaktualizowała 27 mar o 16:18.

2 komentarze

 
  • Duygu

    No, oby ta relacja się nie zepsuła!  :boje:  Zaskoczył mnie Trevor z tą akcją w barze. Ale coś czuję, że im jeszcze przywali...  :ninja:  :bitka:   :F   :D

  • agnes1709

    @Duygu Ni nie mówię... piszę :P

  • Gaba

    No widzisz, KWARANTANNA na Ciebie rewelacyjnie działa! Klawiatura jeszcze cała?!
    A tak poważnie, to udało się. No i jeszcze jedno - to, że u Ciebie wulgaryzmów nie ma! Jak to robisz? Potrafisz je tak wplatać, że nie rażą, więc ich nie ma!
    I znowu myca zamiata podłoże, jesteś niemożliwa. Dzięki 👍👍👍💪

  • agnes1709

    @Gaba Będą, spokojnie, bohater się jeszcze dostatecznie nie zdenerwował. Czy Ty przypadkiem nie czytałeś tego na koncie "fazka"? Bo nie pamiętam. Ale jeśli nie, to dzięki Bogu, jak to teraz poprawiam - straszne! :boje: Poziom niedouczonej gimbazy. Booosz...:sciana: Dzięki za miłe słowo.

  • Gaba

    @agnes1709 ee~nie było tak źle! Ale teraz lepiej.
    I tak jesteś zajebista!

  • agnes1709

    @Gaba Och, dziękuję:redface: Żeby mi tylko od tej zajebistości w końcu w czapce się nie poprzestawiało. W sumie już mam nierówno, ale zawsze może być gorzej, nie? :D Normalne kobiety powinny pisać o miłości - pięknej i niezwyciężonej, nie o mordach w lesie. Rzucanie mięsem pomińmy :lol2:

  • Gaba

    @agnes1709 a kto mówi o normalności???? Ktoś, kto nie ma swojego  joba winien być odstrzelony! Chwała Ci Pani!

  • agnes1709

    @Gaba  :rotfl: