Ukojenie cz. 9

Ukojenie cz. 9Obudził go telefon. Odebrał mocno zaspany.
      – No i gdzie ty jesteś? Jest po piętnastej! – Usłyszał ostrą pretensję.
      Zarwał się na równe nogi.
      – Przepraszam, przysnąłem. Już jadę.
      Przemył twarz, pociągnął mały łyk, który pozostał w butelce i za chwilę już jechał, popalając skręta. Całą drogę myślał, jak szybko załatwić sprawę. Nie miał ochoty siedzieć tam długo, poza tym chciał jeszcze spać.
      Skończył blanta i senność jakby mu przeszła. Po około czterdziestu minutach był już w mieście, gdzie stał jego rodzinny dom. Napompowany stresem stanął przed drzwiami i powoli nacisnął klamkę.
      – Mamo!.
      – Tu jestem! – Dobiegło z kuchni.
      Wszedł do niej wolnym krokiem, nie bardzo mu się śpieszyło. Kobieta, gdy tylko go zobaczyła, mocno uścisnęła chłopaka. Zioło delikatnie nim poruszyło.
      – Co ci jest? Źle wyglądasz. – zapytała zaniepokojona rodzicielka, widząc jego osowiałość.
      – Mówiłem, że jestem chory, poza tym nie wyspałem się w nocy – zełgał z pełną obojętnością, choć w środku był bardzo niespokojny. Ściany rodzinnego domu totalnie go przybiły.
      – Pewnie jesteś głodny? Chodź. – Kobieta ruszyła do salonu. – Siadaj. – Wskazała mu krzesło przy stole, a sama wróciła do kuchni.
      Trevor założył ręce na blat i siedział w milczeniu. Pojawił się koło niego talerz z pieczenią i chleb. Matka spoczęła naprzeciwko i czekała, aż zacznie jeść. Ukroił odrobinę, wziął na widelec i włożył do ust, ale zrobił to bardzo ospale. Następne podejścia niczym się nie różniły, w końcu kobieta zapytała:
      – Dlaczego nie jesz? Przecież to twoje ulubione? Nie smakuje ci?
      – Nie jestem głodny – wybełkotał ciężko chłopak.
      – Synu, co się z tobą dzieje? Znowu coś brałeś? – dociekała rodzicielka, patrząc nerwowo na wyglądającego jak zwłoki Trevora.  
      Ten siedział i milczał, ale matka nie odpuszczała.
      – Chcesz się zabić?  
      – Nic nie brałem, jestem zmęczony! – rzucił poddenerwowany chłopak.
      – Nie wierzę ci, znowu mnie okłamujesz.
      Trevor był już poirytowany jej uporczywością.
      – Daj mi spokój. Chciałaś coś, więc mów, zaraz muszę wracać – syknął.
      Matka nie rozumiała, co się dzieje, nigdy się tak do niej nie odzywał.  
      – Chciałam cię zobaczyć, czy to zbrodnia?
      Szatyn siedział i milczał, gdy nagle trzasnęły wejściowe drzwi.  
      – Cześć! – Usłyszeli z korytarza.
      Chłopak aż podskoczył na krześle, momentalnie oblewając się zimnym potem. Kurwa, znowu będzie to samo – pomyślał od razu, w mig przeszywając kobietę zimnym, pretensjonalnym spojrzeniem.  
      – Nie miałam pojęcia, że wróci wcześniej – wyjechała rodzicielka, totalnie zagubiona w sytuacji.
      Zauważyła, że syn bardzo się zdenerwował. A on siedział i czekał... jak na wykonanie wyroku! W końcu ojciec wszedł do pokoju.
      – Cześć ćpunie! – Uśmiechnął się złośliwie.
      Trevor spuścił głowę. Matka była mocno zmieszana. Mężczyzna usiadł niedaleko chłopaka.
      – Przeszedł ci apetyt od tych prochów? – zapytał, spojrzawszy na jego talerz.
      – Przestań! – zagrzmiała kobieta.
      – No co?  Zobacz, jak on wygląda, bezdomny na ulicy lepiej się prezentuje. Wychowałaś narkomana.
      Matka spojrzała na syna, nie mając pojęcia, co zrobić. Gdyby znała prawdziwy powód paniki chłopaka, pewnie nie kazałby mu przyjeżdżać. Niejednokrotnie była świadkiem złośliwego zachowania męża w stosunku do niego, lecz o tym, że prawie codziennie katował go jak psa, nie miała pojęcia. Facet dobrze się z tym ukrywał, wiedział, gdzie tłuc. Trevor mimo udręki nie powiedział jej o tym nigdy. Nigdy też nie rozumiał, za co go stary tak nienawidzi.
      – Wcinaj, dobrze ci zrobi po ćpaniu – kontynuował szyderczo ojciec.
      – Dosyć już! – krzyknęła coraz bardziej zdenerwowana kobieta.
      – Muszę iść do łazienki – mruknął szatyn i wstał od stołu.
      Sztywno-miękkim krokiem udał się do toalety. Wszedł, i cały mokry i rozdygotany, oparł ręce o zlew. Za wszelką cenę chciał uciec z tego domu. Sterczał w łazience tak długo, jak się dało, w końcu jednak musiał wyjść. Nie zdążył przejść nawet metra, jak wyrósł przed nim ojciec. Chwycił go za gardło i z całej siły przycisnął do ściany. Był wielkim facetem, więc uchwyt był dość bolesny.
      – Matka narobiła się dla ciebie. Masz iść i to wszystko zeżreć, bo inaczej tak ci wpierdolę, że cię stąd wyniosą, rozumiesz, śmieciu? – syknął dyskretnie, jeszcze mocniej ścisnął chłopaka, unosząc do góry jego podbródek.
      Trevor jak na rozkaz pomachał potakująco głową. Gdy tylko ojciec go puścił, chłopak nie czekał dłużej. Zerwał się do drzwi i błyskawicznie wskoczył do samochodu. Zdążył tylko usłyszeć z progu matczyne: ”Trevor!”…  


      Jechał jak wariat, przez łzy prawie nie wiedząc drogi, w końcu zatrzymał wóz na poboczu i rozpaczliwie się rozpłakał. Siedział półprzytomny, ciężko nabierając powietrza – obraz wrednej, wściekłej gęby ojca uporczywie stał mu w oczach, powodując jeszcze większy żal. Po godzinie, może półtorej udało mu się w końcu dotrzeć do domu. Wpadł do środka i od razu do kuchni. Za moment miał już w ręku butelkę, do której przyssał się jak pijawka. Pił bardzo zachłannie, dusząc się przy okazji połączonym ze łzami alkoholem. Ledwo odpalił fajkę trzęsącymi się rękoma. Zanim skończył peta, butelka była w połowie pusta, a po następnych kilku minutach nic już w niej nie było. Wstał po następną – był już dość mocno podcięty. Wypicie w tak szybkim tempie całej butelki whiskey dało o sobie znać. Usiadł w kuchni, otworzył nowy trunek i znów pociągnął łyk. Siedział chwilę, po czym wstał gwałtownie i szybkim krokiem poszedł do szopy. Wyjął schowany pistolet, wsadził za  jeansy i wsiadł do samochodu. Z butelką w dłoni przekręcił kluczyk i mocno wcisnął gaz. Jechał bardzo szybko, raz po raz popijając. Niedługo potem znów parkował pod domem rodziców. Był już dość ostro wstawiony. Wziął z bagażnika klucz do kół i poszedł do drzwi. Gnata trzymał w drugiej dłoni. Pociągnął za klamkę – zamknięte. Zadzwonił dzwonkiem –
– otworzyła mu matka. Odepchnął ją i wbiegł po schodach. Wpadł na prawo, do jadalni, gdzie siedział ojciec i rozmachem uderzył go stalowym narzędziem w twarz. Wykręciło mu głowę, ale zaraz chciał wstać.
      – Siedź! – zagrzmiał Trevor, wymierzając do niego z broni.  
      Ojciec usiadł w kompletnym szoku, w podobnym była matka, która wbiegła za chłopakiem.
      – Spokojnie – odezwał się mężczyzna.
      – Zamknij mordę, zabiję cię, bydlaku! – zagroził szatyn, z trudem ledwo cedząc słowa.
      – Trevor, oddaj mi broń – błagała go kobieta, podchodząc truchtem.
      – Nie podchodź! – krzyknął szatyn, ale ona zbliżała się nadal, bardzo wolno. – Odejdź! – wycelował do niej.
      Przysiadła przy stole, zatrwożona. Trevor obciął ojca lodowatym wzrokiem i powoli cofnął się do stojącej z tyłu szafy. Otworzył ją i wyjął czarny skórzany pasek, z dość grubą, metalową sprzączką.
      – No?! Powiedz jej, jak mnie wychowywałeś przez dwadzieścia lat! – Pomachał nim, wyciągając rękę.
      – O Boże, Trevor! – jęknęła zszokowana kobieta.
      Podszedł do ojca i z całej siły trzasnął go paskiem po twarzy.
      – Boli?! – ryknął.
      Gdy nie usłyszał odpowiedzi, drugi raz uderzył mężczyznę.
      – Nie boli, prawda?!
      – Synku – wydusiła błagalnie kompletnie roztrzęsiona matka.  
      Spojrzał na nią, po czym huknął ojca klamrą po plecach. Ten jęknął, wykrzywiając twarz w gorzkim grymasie.
      – Ale tak jest bardziej efektywnie, nieprawdaż?! – zadrwił Trevor.
      Facet milczał, ale widać było, że jest przerażony i mocno odczuł uderzenia.
      – Kładź się, gnoju! – nakazał Trevor, wskazując podłogę.
      – Spokojnie – powtórzył bełkotliwie ojciec.
      Chłopak znowu mu przyłożył i teraz już mężczyzna wydał z siebie przejmujący odgłos.
      – No już!
      Ojciec położył się twarzą do ziemi, wtedy Trevor usiadł i zapalił papierosa. Ręce latały mu na wszystkie strony. Nie posiedział jednak długo; za chwilę wstał, podszedł do ojca i z pełnym impetem kopnął go w prawy bok. Ten skręcił się z bólu. Syn spojrzał na mężczyznę i za chwilę drugi raz pociągnął go z nogi.
      – Nie przejmuj się, w pracy nie zauważą. Po żebrach nie widać – oświadczył.
      – Trevor, błagam cię, przestań! – apelowała kobieta, ale on nie reagował.
      Uklęknął obok ojca, przycisnął kolano do jego szyi, chwycił za włosy i zgasił mu papierosa na twarzy. Mężczyzna wydał z siebie głośny syk.
      – Nie martw się, to mnie też nie ruszało – orzekł Trevor, patrząc mu prosto w oczy.
      Wstał i odpalił drugą fajkę. Matka już nic nie mówiła, płakała tylko głośno. Chłopak spojrzał na stół – stała na nim pusta szklanka. Kopnął ojca w twarz.  
      – Za niesprzątnięcie po sobie. – Wskazał palcem naczynie. – Za spóźnienie. – Zadał następne uderzenie. – Za pyskowanie. – Kolejny cios, po którym zaczął go już bez przerwy kopać, za każdym razem uświadamiając mu, za co dostaje.  
      Matka natychmiast zerwała się z krzesła i zaczęła odciągać syna.
      – Trevor, przestań, zabijesz go! – błagała, ciągnąc chłopaka do tyłu, lecz z niewielkim skutkiem.
      Szatyn zadał mu jeszcze kilka razów, w końcu odpuścił. Przyklęknął i przycisnął mu broń do skroni.
      – Pożegnaj się!
      – Trevor, nieee! – krzyknęła kobieta, całkiem znieruchomiała.
      Chłopak klęczał przy ojcu w milczeniu, a za nim jak posąg stała przerażona rodzicielka. Spojrzał na nią, po czym wstał i usiadł przy ścianie. Oddychał bardzo szybko. Spojrzał na faceta – leżał obolały i  cały zalany krwią. Trevor nie wytrzymał, schował głowę w złożonych na kolanach rękach i znów się rozpłakał.
      – Już dobrze... – Podeszła matka, przytuliła syna i delikatnie zabrała mu pistolet.
      Siedzieli tak kilka minut i powoli się uspokajał. Nagle uwolnił się z jej uścisku, zerwał z miejsca i wyszedł bez słowa.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1738 słów i 10299 znaków, zaktualizowała 29 mar o 5:48.

1 komentarz

 
  • Duygu

    C-U-D-O-W-N-E!   To chyba najlepsza część ze wszystkich. Ciekawe, co teraz zrobi jego ojciec. Trochę się wystraszył, ale czy to da mu do myślenia? Niech nie będzie taki hop do przodu- 'jaki ojciec, taki syn'    Wkurzył mnie bydlak. I jak tu Trevor ma być zdrowy, skoro traktowano go, jak śmiecia?  
    Czekam na więcej    

  • agnes1709

    @Duygu Oj, ojciec przy synku to chyba?... Bez spojlerów

  • Duygu

    @agnes1709 Ojojoj... W takim razie czekam z jeszcze większą niecierpliwością!