Ukojenie 2 – Młody cz. 10

Ukojenie 2 – Młody cz. 10– No kurde, Magiku, co tak długo?! – wydarł się od razu Darren, gdy tylko weszli do „pokoju imprez”.  
      – Coście tam robili, chodziliście do centrum po te kubki?
      – A co, tak strasznie tęskniłeś? – uśmiechnął się niewyraźnie szatyn.
      Emily odpaliła papierosa i przysiadła obok Penny, która bez chwili zwłoki zaatakowała ją masą pytań, szepcząc namiętnie przy jej uchu. Trevor z miejsca spojrzał na Denise – jej arogancki, wkurwiający go do granic wyraz twarzy nie uległ zmianie.
       – Paliliście coś? Masz oczy jak diabeł – zarechotał Dario. – Skąd mieliście towar?  
      – Em miała skręta. Kto nasypie? – zapytał zebranych Trevor, szybko zmieniając temat.
      – A kto zawsze sypie? – odparł kumpel.
      Chłopak chwycił stojący pod ścianą, stary stołek, postawił go obok brunetki, ustawił na nim dwa kubeczki i wręczył Penny butelkę.
      – Musimy się jakoś zorganizować, nie miała więcej kubków – poinformował towarzystwo.
      – Ja piję z Magikiem! – wydarła się od razu Emily.
      Znowu się śmiała, Susan chyba chwilowo dała jej spokój. Trevor wyszczerzył zęby, koleżanka wydawała się być bardzo przejęta kwestią „naczyń”, co dość zabawnie wyglądało.
      – Dobra mała, lej – poganiał Dario.
      Dziewczyna zapełniła pojemniczki do płowy ich zawartości i Trevor zaraz chwycił jeden i podał Benny’emu.
      – Nie chcę.
      – Pij, kurwa, nie zamulaj, masz tu napój. – Podał mu jedyny kubek z Pepsi.
      Chłopak, nie chcąc chyba narobić sobie „opinii” u znajomych, wypił wódkę, po czym tak mocno skrzywił twarz, jakby jadł odpadki. Od razu wywołał śmiech, co go jeszcze bardziej zawstydziło. Wypił tylko połowę, więc towarzystwo nie poganiało chłopaka, tylko pozwoliło w spokoju dokończyć.
      – Dziewczyny, no pijcie, na co wy czekacie? – Trevor uśmiechnął się do Emily, machnąwszy głową na nieruszone jeszcze porcję.
      Blondynka chwyciła kubek i Denise już chciała łapać za drugi, szesnastolatek miał jednak bardzo dobry refleks i zabrał jej pojemniczek sprzed nosa, wręczając go Penny.
      – Ty wypijesz z Bennym – oznajmił dziwnym tonem, choć nie było w tej informacji ani krzty złośliwości.
      – A dlaczego? Nie mogę wypić z Em?
      – Em chyba wyraziła swoje zdanie – uśmiechnął się pod nosem.
      – No to z Pen.
      – Penny pije z Dario.
      – Nie chcę z nim pić – Denise zmarszczyła brwi, wkurzając chłopaka jeszcze bardziej swoją kwaśną gębą.
     – To nie pij, nikt ci nie każe – odparł bardzo spokojnie szatyn.
      – To kurwa, nie mogę wypić z kubka po was? – walczyła dzielnie zbulwersowana nastolatka.
      – Nie. A tak poza tym to dlaczego nie chcesz, co ci przeszkadza Benny? To on raczej powinien mieć obiekcje co do picia z tobą, ja bym w życiu nie wypił z kubka, którego dotknęłaś swoją gębą – zarechotał Trevor.
      Dziewczyny były dobrymi kumpelami, starały się wiec zbytnio złośliwie nie zareagować, za to Dario zaśmiał się tak głośno, że echo rozniosło się niemal po całym pustostanie.
      – Spierdalaj! – fuknęła Denise.
      Benny spojrzał z niemałym zdziwieniem na chłopaka, nastolatek nie zwykł go raczej bronić. Przyjaciółki opróżniły kubki i brunetka wlała ostatni, podając go po chwili Denise. Dziewczyna wypiła, lecz miała w tej chwili tak chmurną minę, że gdyby mogła, pewnie by zaraz wybuchła. Dario z Trevorem łyknęli na końcu i po chwili ich grubszy kolega miał w dłoni kolejną działkę, towarzysząc dziewczynom. Opróżnił kubek, kolejny raz wykrzywiając twarz w grymasie niesmaku, lecz przyjaciele już się z niego nie śmiali, uśmiechali się tylko delikatnie.
      – No, Benuś, to jeśli teraz wieczorem, albo jutro rano źle się poczujesz, będzie cię bolał brzuch, targał tobą odruch wymiotny, lub dopadnie cię jakaś inna niezrozumiała dolegliwość, to już będziesz wiedział, jaka jest tego przyczyna – wyjechał Trevor, wskazując głową Denise.
      Teraz to Emily poczęstowała wszystkich głośnym rechotem, obserwując delikatnie reakcję koleżanki, nie mogła się już powstrzymać.
      – Spierdalaj, ci powiedziałam, jesteś pojebany! – warczała Denise, nie mogąc chyba znaleźć odpowiedniej odzywki.
      – No co? Chłopak nabawi się jeszcze przez ciebie jakiejś choroby, to nie są żarty. Dario. – Trevor szturchnął przyjaciela – jeśli coś się mu stanie, powiedz Jen, że może czuć się winna, mogła zaopatrzyć się w większą ilość kubeczków – cieszył się.  
      – Won! – burzyła się zaatakowana dziewczyna, wciąż nie mogąc wymyślić odpowiedniej pyskówki.
      – Zapalimy? – wtrąciła do Darrena Penny, chcąc najwidoczniej przerwać to dogryzanie.
      – Pewnie, zaraz skręcę. Polewaj.
      Chłopak wykonał blanta, którego wręczył ciemnowłosej dziewczynie i w końcu przysiadł obok niej, na zagłówku mebla.
       – A gdzie twoja druga połowa, Cindy? – Szatyn znowu się odblokował. – Nie łazicie po sklepach? Ja w ogóle nie rozumiem, ty w takim miejscu? Przecież tu nie ma ani grama różu, poza tym jest dość brudno, kanapa jest stara, pijemy najtańszą wódkę, to odpowiada twoim stereotypom? – drwił, z pełną powagi miną.
      – A odwal się w końcu ode mnie! – zagrzmiała Denise.
      – A czy ja się czepiam? Ja grzecznie pytam. Dlaczego jesteś taka opryskliwa?
      – Spieprzaj!
Benny cały czas przypatrywał się wyczynom szatyna, lecz teraz i on miał już uśmieszek pod nosem. Narkotyk zrobił kółeczko wśród imprezowiczów i trafił w końcu do Trevora, który pociągnął kilka razy i wyciągnął dłoń z trawą w kierunku Denise. Wzięła ją, lecz była bardzo niezadowolona z obrotu spraw.
      – Idę się odlać – zakomunikował i ruszył do wyjścia.
      – Ja też – rzekł Dario i w mig pojawił się przy kumplu, który już wiedział, co go czeka.
      – Przeleciałeś ją? – wyjechał chłopak, gdy tylko przestąpili próg.
      – Nie.
      – Nie? Nie było was godzinę, co mi tu bredzisz?
      – No nie, piliśmy piwo na tyłach.
      – Kurwa, stary, czy to taka tajemnica?!
      – Chciała, ale ja nie chciałem.
      – Coooo? – Kumpel aż wytrzeszczył oczy. – Kłamiesz.
      – No kurwa, co w tym dziwnego? Wolę Susan, więc nie chciałem jej wykorzystać, nie jestem gnojem, nie? – wyjaśnił szatyn.
      – Bo ona wcale nie chciała – kotłował przyjaciel.
      – Chciała.
      – No kurwa, nie uwierzę ci w to, że Em miała na ciebie parcie, a ty ją po po prostu olałeś. Masz coś z głową, taką dupę? – Zszokowany Dario nie dowierzał.
      – Dobra, wrzuć na luz, nie ma o czym dyskutować. Jeśli masz na nią taka chętkę, to sam zarywaj, a nie będziesz mi tu pieprzył – wkurzył się Trevor, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem do hali.


      Impreza trwała do godziny mniej więcej dziesiątej wieczór i towarzystwo po wypaleniu jeszcze masy zioła i wypiciu całej wódki, bardzo „dojrzało”. Trevor był jednak najtrzeźwiejszy, Susan siedząc uparcie w jego głowie, nie pozwoliła mu w rezultacie rozkręcić się w zabawie. Benny’ego już nie  było, Denise także nie, gdyż kompletnie zniszczona sarkazmem Trevora uciekła godzinę temu.
      – Chyba czas się zwijać – rzekł szatyn i podniósł się z kanapy, na której zasiadł dopiero godzinę temu.
      – Macie rację, już dziesiąta, matka urwie mi głowę. Zresztą i tak urwie, a jeszcze, jak poczuje alkohol? – zaśmiała się Emily, nieszczególnie jednak chyba przejęta swoim losem w najbliższej przyszłości.
      – Dobra, zbijamy, dziesięć po mamy autobus – nakazał Trevor i ekipa udała się na przystanek.
    Zaaplikowali po dwie gumy do żucia, co było raczej bezsensem i niedługo potem dojeżdżali do przystanku Trevora. Darren z Penny wstali, lecz szatyn nie ruszał się z miejsca.
      – A ty co? – zapytał natychmiast przyjaciel.
      – Odwiozę ją, już późno. – Trevor wskazał głową Emily.
      – Nie trzeba, potem będziesz wracał taki kawał?! – wzburzyła się blondynka.
      – Nie szkodzi.
      – Trevor, ja mam z przystanku pięć minut drogi.
      – To nic.
      Dziewczyna widząc, że nie ustąpi, dała spokój. Dwójka przyjaciół wysiadła i Emily wyskoczyła:
       – Niech chociaż nie przyjdzie ci do głowy, żeby do niej zajść! – spojrzała cierpko na kolegę.
      – Powaliło cię? O dziesiątej wieczorem.
      – A co to tobie? Z Twoim charakterkiem…? – uśmiechnęła się.
      – Jak myślisz, będzie przypał, jak jutro zadzwonię?
      – Nie mam pojęcia, może jednak poczekaj do poniedziałku? Zobaczysz się z nią w szkole.
      Chłopak się wyciszył.
      – Trevor, przestań myśleć. Twoje rozmyślanie i tak nic nie da, a tylko się nakręcisz – rzuciła blondynka, widząc, że chłopak mocno to przeżywa.
      – Nie myślę – mruknął.
      Emily już nie wiedziała, jak do niego dotrzeć, więc także zamilkła i dwa przystanki później dojechali do centrum. Chłopak odprowadził ją pod same drzwi, dziewczyna podziękowała, po czym ucałowała go w policzek i zniknęła w swojej kamienicy.


      Gdy dojechał na swój przystanek, dochodziła dwudziesta trzecia. Im bliżej domu był, tym bardziej się stresował, stojący mu w głowie obraz wrzeszczącej matki i fakt, że śmierdzi od niego wódką, nie nastawiał go zbyt pozytywnie w kwestii rodzinnych spotkań. Nadzieja jeszcze w tym, że Billy będzie nocował, lecz co z tego? Kiedy zbliżał się coraz bardziej swojego domu, przechodząc obok miejsca zamieszkania kumpla, spojrzał tradycyjnie w jego stronę i osłupiał – Penny nie rozstała się z Darrenem, tylko siedziała na jego kolanach, na ławeczce przy dzielącym ich domy żywopłocie. Namiętnie się całowali. Trevor wybałuszył oczy i zastygł w bezruchu, gapiąc się na przyjaciela, którego ręka po kilku chwilach znalazła się już pod bluzką dziewczyny, a sekundy później między jej udami. Uśmiechnął się do siebie, ale dłużej nie podglądał, tylko ruszył w stronę swoich drzwi. W salonie nadal paliło się światło, co oznaczało, że posiedzenie trwa. Zdenerwował się jeszcze bardziej, lecz z wymuszoną na chama myślą: Trudno, co będzie, to będzie, cicho wszedł do domu i chciał przemknąć do swojego pokoju. Nic z tego, niestety, nie wyszło, czujna Emma dokładnie słyszała, jak wkrada się do środka.
      – Mały, chodź tu! – zagrzmiała.
      Nieco mu ulżyło, kobieta nie miała zwyczaju nazywać go „Małym”, jeśli była naprawdę wkurzona. Jednak pewny maniery matki nie był, jej głos brzmiał wystarczająco niebezpiecznie, aby parzące szpile przespacerowały się po nim, zostawiając po sobie ślad w postaci chłodu.
      Niepewnie wszedł do salonu i uśmiechając się apatycznie, z ciężkim cześć skinął głową do Julie, po czym podał rękę Billy’emu i spojrzał na Emmę – patrzyła diabelsko, jakby chciała zabić go tu, teraz, i bez cienia litości.
      – Gdzie byłeś? Wiesz, która jest godzina? – zapytała, o dziwo, dość łagodnie, która to łagodność zdecydowanie nie wróżyła niczego dobrego.
      – Sorry, zagadałem się z Susan – mruknął.
      – Chodź tu.
      Już wiedział, co będzie, musiał jednak zbliżyć się do matki.  
      – Piłeś? Znowu?
      – Mamo, nie piłem, wypiłem jedno piwo?
      – Jedno piwo?! – zagrzmiała Emma. – Nawet, jakbyś wypił jedno, to dzieciaku, ty masz szesnaście lat! I to nie było jedno piwo, przecież ty jesteś podpity! – warczała wściekła.
      – Mamo, przestań już.
– Em, wyluzuj, przecież nic takiego się nie stało. Chłopak jest jeszcze młody i głupi – wtrącił Billy, uśmiechając się szeroko do partnerki, jakby chciał tym uśmiechem opanować targającą nią w tej chwili złość.
      – No jak to: nic się nie stało? Czy ona przychodzi co tydzień pijana lub naćpana? – fuknęła blondynka, wskazując głową Julie.
      – Ale on jest facetem, wyszaleje się i uspokoi – brnął uparcie mężczyzna.
       – Kurwa, Billy, przestań go bronić, czy ty nie widzisz, co on wyprawia?! – Grzej sobie jedzenie! – burknęła Emma, wskazując synowi stojącą na stole zapiekankę.
      – Nie chcę – odparł Trevor, marząc tylko o tym, aby jak najszybciej zniknąć z tego pokoju.
      – Masz zjeść kolację! – zawyła kobieta, mając już w tej chwili minę drapieżnego, szukającego niewinnej duszyczki demona.
      Chłopak, chcąc, nie chcąc, chwycił żaroodporne naczynie i zniknął w kuchni. Ukroił kawałek na miarę porcji dla ośmioletniego dziecka i wstawił do mikrofalówki. Położywszy ręce na blacie, zastygł przy urządzeniu i obserwując kręcący się talerz, ponownie zaczął nałogowo myśleć o szatynce. W głowie murem stały mu słowa: ona ma normalnie pręgi, wywołując coraz większy smutek i złość. Gryzł go przebieg dzisiejszego wieczoru, był ciekaw, co się działo w jej domu, czy miała kłopoty, a jak tak, to jak duże i kto ją bije? Jej stary? Przecież to taki fajny facet… Niemożliwe.
      Kuchenka piknięciem zawiadomiła o końcu pracy, lecz pochłonięty myślami chłopak nie usłyszał urządzenia, nadal stał jak kołek, tworząc w swojej głowie projekcje coraz to nowych obrazów.
Stałby tak zapewne do jutra, gdyby do kuchni nie wtargnęła Emma i nie obudziła śpiącego w pół skłonie syna, szarpiąc jego ramię. Podskoczył wystraszony.
      – Tyle wypaliłeś, że drzemiesz na stojąco? – zapytała, gapiąc się na niego wymownym, przepełnionym zupełną bezsilnością spojrzeniem.
      – Nie śpię, zamyśliłem się – otworzył mikrofalówkę, wyjął talerz i już chciał wychodzić, lecz został zatrzymany.
      – Trevor, do kiedy to będzie trwało? – zapytała bardzo spokojnie kobieta.
      – Mamo, przepraszam, no kurde, Susan ma kłopoty, musiałem z nią posiedzieć – odparł, pałając nad wyraz sztuczną wiarygodnością.
       – Mały, przecież ty z nią nie byłeś, nie kłam.
       Osłupiał.
      – Tak? Ciekawe, skąd wiesz? – warknął.
      – Czy ty myślisz, że my nie wiemy, gdzie przesiadujecie?
      Chłopak wywalił oczy.
      – Widocznie nie – odparł i chciał wyminąć kobietę.
      – Poczekaj. – Przystopowała go. – Paliłeś trawę?
      – Nie, nie palę.
      – Nie? Pokaż oczy.
Nastolatka zmroziło od stóp do głów. Wiedział, że ostatnią dawkę aplikowali ponad półtorej godziny temu i że czerwień powinna już zniknąć, aczkolwiek pewny nie był.
      – Trevor!
      Spojrzał na matkę, która wlepiła w niego wzrok, po chwili jednak bez jakiegokolwiek komentarza odwróciła się na pięcie i opuściła kuchnię. Kompletnie zdurniał. Nie wiedział, czy coś zauważyła, czy nie, dlaczego gadka tak krótko trwała i dlaczego nic nie powiedziała, tylko wyszła bez słowa. Zachowywała się co najmniej dziwnie. Nie zagłębiał się jednak w dalszych spekulacjach, gdyż teraz, jak był już w domu i połowę wykładu miał za sobą, poczuł w końcu, że jednak jest głodny.
Zadzwoniła komórka. Spojrzał na wyświetlacz, lecz numer był mu nieznany. Zdziwił się bardzo tym telefonem, dochodziło już przecież wpół do dwunastej. Urządzenie ucichło, lecz po chwili zaśpiewało po raz drugi, wcisnął więc ikonkę i przyłożył słuchawkę do ucha.
      – Trevor? – usłyszał Emily.
      – Em? Co się stało? – zapytał zdziwiony.
      – Magiku, chyba zgubiłam telefon, jak siedzieliśmy za magazynem, nawet nie poczułam, kiedy mi wypadł. Dasz radę rano tam podejść i zobaczyć? Od siebie masz dziesięć minut drogi. Matka mnie zajebie – poprosiła, wystraszona dziewczyna.
      – Nie wiem, mam kwas w chacie.
      – Trevor, no proszę cię, ja jutro nie mam jak wyjść, bo przychodzą jacyś porąbani goście. Ja wiem, że dasz radę się wyrwać, ty zawsze coś wymyślisz, no proszę cię… – nalegała płaczliwie przyjaciółka.
      – Dobra, zobaczę, nie panikuj już.
      – Trevor, ale rano, potem może już go tam nie być. Ten telefon ma dwa miesiące, jak starzy zobaczą, że go posiałam, urwą mi łeb – wydusiła Emily.
        – Dobrze, Em, wyluzuj już, rano podejdę, zobaczę – odparł chłopak, zupełnie nie mając pojęcia, jak wyjdzie z domu.
      – Dzięki.
      – Co to za numer?
      – Mojej siostry. Muszę kończyć, pa – rzuciła blondynka i się rozłączyła.
      Jedzenie zdążyło już ostygnąć, włączył je więc ponownie i usiadł na krześle. Znowu zaczął rozmyślać, lecz teraz do Susan, wpadki z używkami i perspektywą nieuniknionego, dalszego ciągu tłumaczenia się przed matką, a teraz zapewne i przed Tommym, doszły jeszcze kombinacje, jak się rano wyrwać z domu. Gdy kolacja się nagrzała, chwycił talerz i ruszył do salonu – mina matki nie uległa zmianie. Spojrzał na Billy’ego, a następnie na jego córkę – oboje uśmiechali się od ucha do ucha. Chłopak to zignorował i zabrał się za posiłek. Chciał szybko zjeść i jeszcze szybciej ewakuować się do swojego pokoju.
     – W poniedziałek masz jazdę? – zapytał mężczyzna.
      Trevor, mając obecnie zapchaną ziemniakami gębę, pokiwał tylko potakująco głową.
      – To już ostania?
      Powtórzył gest.
      – A kiedy egzamin?
Trevor nadal milczał, wcinając jak szalony, wzruszył tylko ramionami, informując, iż nie wie.
      – Julie, chcesz spać tu, czy u Tommy’ego? – zapytała nagle Emma.
      – Obojętnie – odparła nastolatka.
      Może spać u mnie, chętnie ją przelecę – pomyślał szatyn, uśmiechając się nad talerzem, choć sam nie wiedział, dlaczego tak pomyślał. Wizja seksu z bezspornie piękną dziewczyną wznowiła nieco działanie trawy i podkręciła humor, co zaowocowało tym, że po chwili zachichotał już pod nosem, gdyż jemu samemu taka ewentualność wydała się być śmieszna.
      – No i z czego się cieszysz? – fuknęła Emma, znów ją nachodziło.
      Julie bacznie obserwowała chłopaka i sekundy później sama uderzyła delikatnym śmiechem – chyba w jej mniemaniu Trevor wyglądał w tej chwili bardzo zabawnie. Ten, słysząc jej zaraźliwy śmiech, po raz trzeci się rozradował, plując jedzeniem przed siebie. Atak wesołości naszedł go tak niespodziewanie, że nie zdążył utrzymać w ustach przeżutej już masy.
     – Trevor, co ty wyprawiasz?! – huknęła zniesmaczona Emma. – Sprzątaj to w tej chwili!
      Chłopak chwycił talerz, podniósł tyłek i spojrzał na blondynkę – wciąż uśmiechała się pod nosem.  
      Rozweselony Trevor ruszył do kuchni. Wstawił talerz do zmywarki, wziął z szafki ściereczkę i za moment zgarnął ze stołu swoją nieprzełkniętą kolację, krztusząc się powstrzymywanym śmiechem.
     – Trevor, uspokoisz się, czy nie? Zachowuj się, do cholery. – Uczepiła się ponownie Emma, lecz w tym momencie to tylko jeszcze bardziej rozbawiało chłopaka, któremu dzielnie wtórowała Julie, jakby sama się czegoś napaliła. Szatyn miał wrażenie, że dziewczyna celowo go podburza, widząc jego odloty.
      – Przestań, ma chłopak dobry humor, co się czepiasz? – wtargnął w to wszystko rówieśnik kobiety, także podśmiewając się pod wąsem, Trevor chyba na wszystkich działał bardzo zaraźliwie.
      – Humor? No tak, jak się najarał, to ma humor – burczała Emma.
       – Daj spokój…
      Kobieta zamilkła i upiła wina, strzelając w syna rozgniewanym wzrokiem.
      – Idę spać – rzekł w końcu nastolatek, widząc jej wzrok i gorliwie próbując opanować swoje wariacje.
      Te jednak nadal bezlitośnie targały nim całym, w końcu zaczął boleć go już od tego wszystkiego brzuch. Nie miał pojęcia, co się z nim dzieje, dlaczego akurat teraz, kiedy dostał opieprz, zaatakowała go ta durna głupawka i dlaczego o tego jest taka upierdliwa? Wstał.
      – Mamo, idę spać, dobranoc – powtórzył, wziął z lodówki puszkę coli i szybko ulotnił się do swojej sypialni, dławiąc się i parskając wesołością.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3334 słów i 19806 znaków.

1 komentarz

 
  • Duygu

    "Masz zjeść kolację!"- Mamo, czy to ty?  :lol2:   :lmao:  Wszystkie mamy tak mają?  :D  Trevor, im więcej o tobie czytam, tym więcej widzę w tobie twojego ojca... Uspokój się, bez przesady, ziom  :eek:  Czekam na akcję z Susan  <3

  • agnes1709

    @Duygu A moim zdaniem małe podobieństwo, ale jeszcze ma czas. Tak, matki takie są... większość.