Ukojenie cz. 26

Ukojenie cz. 26Tradycyjnie dociskał mocno, nie bacząc, czy nie namierzy go policja. Był bardzo zły, ale i zmęczony całą tą szopką. Dziewczyna znów obserwowała go nieprzychylnie, ale dała spokój. Niedługo później dotarli pod kamienicę blondynki, ale się przy niej nie zatrzymał.
      – Gdzie jedziemy? – spytała Emma.
      – Muszę zajechać na chwilę do domu. Mike nas zapraszał, chcesz iść? Ja i tak muszę wpaść do niego na godzinę.
      – Źle się czuję.
      – Poczujesz się lepie. – Chłopak uśmiechnął się jednoznacznie. – Zresztą zobaczymy, do szóstej jeszcze daleko.
      Zaparkował pod swoim domem.
      – Chodź, za godzinę pojedziemy. – Otworzył Emmie drzwi auta.
      Dziewczyna wysiadła, a on od razu poszedł do skrzynki pocztowej i wyjął z niej dużą kopertę. Zrobił dziewczynie musujący napój i dopiero wtedy usiadł i otworzył przesyłkę. Wyjął z niej pięć wydrukowanych kartek. Przeczytał wszystko, co trwało dobre pół godziny. Emma milczała, chyba nie chciała go dziś niepotrzebnie zaczepiać.
      – Chcesz się zdrzemnąć, czy cię odwieźć? Muszę zrobić to do jutra, inaczej mi nie zapłacą. To tylko próbki, do zaakceptowania przez wydawcę. Jeśli im się spodoba, dopiero wtedy będę robił konkretne rysunki – wyjaśnił Trevor, podając dziewczynie kartki.
      – A nie możesz zrobić tego u mnie?
      – Nie, tu mam wszystkie przybory. No i przyzwyczaiłem się pracować u siebie. To proste wątki, postaram się załatwić sprawę szybko.  
      – Dobrze, pracuj.
      – Chcesz coś zjeść?
      – Nie.
      – Na pewno? Jesteś bez śniadania. Zamówię pizzę, też bym coś zjadł.
      – No dobrze, spróbuję.
      – A może chcesz Martini? Pomoże na kaca?
      – Chyba żartujesz – napuszyła się.
      Trevor się uśmiechnął, zadzwonił po jedzenie i zaraz wrócił z butelką napoju. Nalał w szklankę i podał dziewczynie. Po chwili stał i palił skręta; nigdy nie rysował na trzeźwo. Ale kiedy on w ogóle był trzeźwy?
      Nieodłączny papieros poszedł w ruch zaraz po narkotyku. Wygrzebał nowy szkicownik, wziął ołówek i wrócił na kanapę.
      – Masz jakieś pomysły? – Spojrzał na Emmę.
      Chyba go nie zrozumiała, bo zrobił dziwną minę. Trevor się roześmiał i podał jej pierwszą kartkę.
      – Widzisz tą scenę? Mam ją narysować, tak samo z resztą.
      – Nie wiem, to nie moja dziedzina.
      Chłopak się uśmiechnął i ucałował ją w usta.
      – Chodź, zdrzemniesz się w sypialni. Jesteś wykończona.
      – Nie chcę.
      On jednak nie był głupi.
      – Wolisz tu? – Zszedł z kanapy. – Kładź się. Jak przywiozą żarcie, to cię zbudzę.
      – Nie chcę, posiedzę z tobą.
      Nie nalegał dłużej. Chwycił ołówek i zadumał się nad pustą kartką. Emma oparła się o jego ramię, także przyglądając białemu arkuszowi. Nic nie przychodziło mu do głowy. Przychodziło, owszem, ale nie to, co trzeba. Prócz dilera i Scotta, jeszcze Tommy i wczorajsza akcja. Cały czas miał ją przed oczyma.
     Myślał tak kilka minut, w końcu zaczął coś mazać. Dziewczyna obserwowała kartkę z niemałym zaciekawieniem. Naszkicował duży drewniany dom, a przed nim postać w kapturze, stojącą twarzą do budynku. Z prawej strony zaczął rysować krzyże. Emma wyglądała na bardzo przejętą tym, jak w kilka chwil obrazek ożywa. Nagle Trevor wyrwał kartkę, zgniótł i rzucił w kąt.      
      – Dlaczego to zrobiłeś? – Dziewczyna od razu się wzburzyła.
      – To nie to.
      Zaczął od początku. Znów w okamgnieniu naszkicował to samo, zmienił tylko wygląd posiadłości. Emma była zdumiona szybkością jego pracy. Ktoś zapukał. Trevor wstał i za moment na stole stała już duża pepperoni.
      – Chcesz wina? – zapytał po raz drugi.
      Popatrzyła na niego, jakby chciała go udusić.
       – Dobra, nie pytałem – roześmiał się.
      W zamian nalał całą szklankę whiskey sobie, ale łyknął tylko odrobinę i odstawił na stół. Otworzył opakowanie z pizzą.
      – Zjedz, choć jeden kawałek. – Podsunął pudełko pod nos sympatii.
      Dziewczyna wzięła porcję, ale ciężko szedł jej ten posiłek. Po wielkich, jak można było sądzić „bólach”, w końcu zmęczyła kawałek. Trevor zjadł już prawie połowę.
      – Jeszcze jeden – nakazał.
      – Nie.
      – Kotku, co to było? To małe kawałki.
      – Proszę cię, nie chcę.
      Pocałował ją i znów zamyślił się nad kartką. Po około półtorej godzinie miał w końcu cztery obrazki, została mu jeszcze okładka. Znowu popadł w zadumę. Spojrzał na Emmę i nagle zerwał się z miejsca. Usiadł naprzeciwko i od razu rozpoczął.
      Narysował lustro, a w nim dwa odbicia – twarzy młodej kobiety i stojącej za nią w oddali jakiejś postaci w kapturze. Osobnik z tyłu był dużo mniejszy i narysowany cały, nie było tylko widać jego twarzy. W ręku trzymał pistolet. Dziewczyna stała przed lustrem i była przerażona. Zakrwawionymi palcami prawej ręki dotykała jego tafli, zostawiając na niej czerwone pasy. Pokazał Emmie obrazek.
      – Będziesz na okładce – oznajmił zadowolony.
      – Nie – zbuntowała się, ale i zawstydziła.
      – Proszę cię, pasujesz na nią. Poza tym masz śliczną twarz, a ja nie mam innej modelki.
      – Trevor, nie.
      – Tak. Już postanowiłem. Przecież nikt nie wie, kim jesteś. Czytelnicy raczej nie będą zwracali zbytniej uwagi na twarz z okładki, no... chyba, że się któryś zakocha – zaśmiał się donośnie.
      Dziewczyna się wkurzyła jego wesołością.
      – Zgódź się, proszę… – nalegał Trevor; mówił tak błagalnie, że w końcu przestała protestować.
      Wstał i znów soczyście ją ucałował.
      – Jesteś wspaniała. Zjedz jeszcze – zaproponował.
      – Nie.
      Spojrzał na zegarek – kilka minut po szesnastej. Przez szkicowanie zapomniał o drinku i papierosach.
      – Muszę to dziś wysłać, najpóźniej jutro. Może pojedziemy? Tylko wezmę prysznic – oznajmił, gdy już nadrobił „braki”.      
      – Dobrze.
      Wykąpał się w okamgnieniu i już schludnie ubrany, wyszedł z łazienki i ponownie wsadził do ust kawałek pizzy. Czuł się ciągle głodny. Schował szkice w foliową koszulkę i wziął kluczyki ze stołu.
      – Idziemy? – Spojrzał na zegarek – dochodziło wpół do piątej.
      – Tak.
      Wziął ze skrytki trochę trawy i po chwili byli w drodze. Jednak po kilku minutach wóz nagle się zatrzymał, a kierowca położył głowę na rękach.
      – Co się stało? – zapytała niezwłocznie Emma.
      – Nic, zakręciło mi się w głowie. Zaraz przejdzie.
      – Zamieniamy się.
      Nie protestował. Jechał z dziewczyną i nie chciał jej narażać. Wlazł na miejsce pasażera i już po chwili czuł się lepiej. Emma ruszyła, ale to nie była jazda, jaką fundował jej Trevor. Była szybka, ale nie tak agresywna.
      – Wciśnij ten pedał, masz pustą drogę – rzucił szatyn.
      Ciut przyśpieszyła.
      – Widać, że śniadania nie jadłaś – zaśmiał się beztrosko.
      – Jeżdżę, jak jeżdżę. – Oburzyła się.
      – Dociśnij jeszcze kapkę, nie bój się. To dobre auto, mimo iż nie najnowsze.
      Przyśpieszyła jeszcze trochę i Trevor dał już spokój.
      – Jedziemy na pocztę, załatwię to szybko.
      Gdy już nadał przesyłkę, chwycił telefon.
      – To ja. Właśnie wysłałem. Okładka cię powali, miałem świetną muzę – rzucił radośnie w słuchawkę, patrząc prowokacyjnie na dziewczynę.
      Od razu posłała mu złowrogie spojrzenie, co go jeszcze bardziej rozbawiło.  
      – Dobra, nie mam czasu gadać. Jak macie jakieś uwagi co do któregoś szkicu, odeślijcie go i sprecyzujcie, czego konkretnie wymagacie. Poprawię to szybko. Ale moim zdaniem są w porządku, natchnienie na moim lewym ramieniu zdało egzamin – pochwalił się zaczepnie, ponownie uderzając śmiechem.
      Dziewczyna siedziała nadąsana, co dogłębnie rozbrajało chłopaka i nawet, gdyby chciał, nie potrafiłby teraz utrzymać powagi. Weszli do domu i Emma żołnierskim krokiem szybko uciekła do kuchni.
      – Kotku, nie złość się jak nastolatka, przecież to był komplement. – Trevor podszedł i otulił ją rękoma.
      – Żarty sobie ze mnie robisz – fuknęła obrażona.
      – Maleńka, no coś ty? Nigdy nie robiłem i nie zrobię sobie z ciebie żartów – ucałował ją w szyję. – No... może troszeczkę – zachichotał, czując, jak jego ślicznotka pociesznie się wkurza.
      Odwrócił dziewczynę i pocałował. Jeszcze mocniej objął jej plecy.  
      – Mogę zapalić? – zapytał, gdy już się od siebie oderwali.
      – Tak.
      Emma już od dawna wiedziała, że nie może obyć się bez od marihuany, ale nie przeszkadzało jej to. Zachowywał się normalnie, nic nie było po nim widać.  
      Spalił i znów ją uścisnął.
      – Jak się czujesz? – Wtulił nos w jej ramię.
      – Tak sobie, niedobrze mi. W lodówce jest piwo, weź sobie, jak chcesz.
      – Zapal trawy, pomoże na kaca – zaproponował z pełna powagą.
      – Nie chcę.
      Chłopak cały czas stał przyklejony do ukochanej. Miło mu było i za nic nie miał ochoty się od niej odrywać.
      – To idź się prześpij. Zdrzemniesz się i będzie lepiej – namawiał zmęczoną dziewczynę.
      – Nie bardzo mi się chce. Chodź do pokoju.
      Trevor wziął piwo i usiadł z nią. Włączył telewizor. Gdy dziewczyna oparła się o niego, znów ją schował w szczelnym uścisku. Siedzieli i wgapiali się w wiadomości dobre piętnaście minut, gdy nagle zabrzmiało:
      
      Dziś po południu w lesie, około dwudziestu kilometrów od Forrest Town, znaleziono ciało dwudziestodwuletniej kobiety. Zmasakrowane zwłoki leżały tam prawdopodobnie ponad miesiąc. Policja ustala okoliczności zabójstwa i szuka sprawcy. Wszyscy, którzy widzieli kogoś albo coś podejrzanego, lub mogą cokolwiek wiedzieć w tej sprawie, proszeni są o kontakt z najbliższą jednostką policji. Władze apelują o ostrożność!
      
      Trevor aż się zakrztusił, plując piwem. Mocno zakaszlał. Zupełnie zapomniał o tej dziewczynie.  
      – Co się stało? – zapytała zaspana Emma.
      – Nic, przepraszam... Spałaś? – wyjąkał Trevor, dziękując w tej chwili Bogu, że tego nie słyszała i nie widziała jego reakcji.
      Zauważyłaby na pewno i zaczęła zadawać pytania. – Od razu przeszło mu przez myśl. Tak się zdenerwował, że rozlatały mu się ręce. Chcąc się jak najszybciej uspokoić, wstał i poszedł zapalić. Po kilku minutach wrócił, lecz nadal był poddenerwowany. Usiadł i chwycił butelkę. Emma od razu dostrzegła jego drgające dłonie.
      – Trevor, co się stało? Znowu źle się czujesz?
      – Nie, to efekt dwóch kaw. Rzadko ja piję, temu mam potem odchyły – skłamał, nic innego nie był w stanie wymyślić na poczekaniu. – Idź się połóż. Wygodnie ci na twardym ramieniu? – Szybko zmienił temat.
      – Tak.
      – Idziemy – zarządził, podniósł dziewczynę bez ceregieli i zaniósł na łóżko. Przykrył ją i chciał wyjść.
      – Połóż się ze mną.
      – Jasne, napiję się tylko.
      Wychylił szklankę soku i przyszedł do sypialni. Zdjął koszulkę, żeby jej nie pognieść i położył się koło Emmy. Znów się do niego wtuliła, co uwielbiał. Za chwilę zasnęła. Trevora, mimo iż przespał noc, także muliło. W rezultacie sam zasnął.

      
      Gdy się przebudził, dziewczyna nadal spała, tylko w nieco innej pozycji. Jak zwykle była rozkryta i chyba zmarzła. Spojrzał na zegarek – dochodziła szósta.
      – Kurwa! – Głośne przekleństwo mimowolnie wyrwało się z ust chłopaka.
      Zerwał się, nakrył dziewczynę i już odchodził, kiedy usłyszał:
      – Gdzie idziesz?
      – Muszę jechać do Mike'a. Jedziesz ze mną?
      – Nie mam ochoty, przepraszam. Innym razem – mruknęła Emma, nadal była zmęczona.
      Ucałował ją w szyję i ukucnął.
      – Za godzinę, góra półtorej wrócę. Chyba, że nie chcesz, żebym jechał.
      – Jedź, jak musisz.
      – Poradzisz sobie sama?
      – Tak, pośpię jeszcze.
      Trevor poszedł i wrócił z maścią na palcu. Nasmarował jej siniaka.
      – Weź klucz, leży na regale – poprosiła dziewczyna.
      – Jesteś pewna, że możesz zostać sama? To nie jest taka ważna sprawa – dopytywał Trevor. Nie chciał mieć potem wyrzutów sumienia, że zostawił ja samą.
      – Tak.
      – Dobra, to na razie. – Buziak wylądował na czole dziewczyny.
      Wziął klucz, zamknął drzwi i prawie biegiem zszedł do Forda. Od razu zadzwonił do Mike, oświadczając, że już jedzie.
      – Słucham – usłyszał.
      – Zaraz będę.
      Teraz jest okazja dorwać tego gnoja, drugiej może nie być – pomyślał, zatrzymując się pod sklepem obok domu przyjaciela. Kupił butelkę, cztery piwa i po niedługim czasie był już pod drzwiami.
      – Wiem, że whiskey nie lubisz – mruknął, wręczając przyjacielowi piwa.
      – Dzięki.
      – Nie mam dużo czasu, zapalimy i spadam. Przyjechałem zapytać, czy wiesz, gdzie można spotkać tego oberwańca? – wyjaśnił Trevor, pociągając spory łyk z butelki, a po nim następny.
      – Oprócz fabryki to nie wiem. Przyciśnij młodych, oni ci powiedzą – odparł Mike, wręczając szatynowi skręta. Chłopak spojrzał na zioło.
      – Trochę duży – zaśmiał się, ale zaraz użył zapalniczki i już był zadowolony.
      – Kogo będziesz „malował”? – zagadnął Mike.
      – Moją śliczną. Tylko trochę panikuje. Ale wzorek jest maleńki, wytrzyma.
      – Wklepiesz mu? – zapytał przyjaciel, operując narkotycznym uśmiechem.
      – Nie wiem. Jak go spotkam, to pomyślę. Szkoda mi dzieciaka, lubię go.
      Mike chwilowo się wyciszył i uniósł butelkę do ust. Trevor sączył alkohol coraz szybciej z bardzo zadowalającym skutkiem.
      – Do której gówniarze tam przesiadują? – zapytał.
      – Jak chcesz ich dorwać, to zbieraj dupę. Jeszcze powinni być. – Mike spojrzał na zegarek.
      – Dobra, pojadę, może się czegoś dowiem. Dzięki za skręta.
      Szatyn się pożegnał i za chwilę był w aucie. Pociągnął jeszcze łyk, schował butelkę i ruszył. Zatrzymawszy się pod starym budynkiem, wydobył whiskey spod siedzenia i otworzył bagażnik. Wziął broń i udał się do budynku, popijając. Im bliżej ruiny się był, tym większa złość w nim rosła. Oczami wyobraźni widział Tommy'ego trzęsącego się w samochodzie.  
      W butelce zostało jeszcze pół, co go nieco zdziwiło; zawsze pił o wiele szybciej. Był już jednak trochę podcięty, do tego mocno zakręcony narkotykiem; skręt do najmniejszych nie należał.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2374 słów i 14404 znaków, zaktualizowała 15 kwi 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Przeszłość nie daje Trevorovi spokoju. Oby go psy nie złapały i Emma się nie dowiedziała o zabójstwie dziewczyny, bo się bidulka wystraszy, ucieknie od niego, a przecież on tak bardzo ją kocha...  <3

  • agnes1709

    @Duygu Lepiej,  żeby uciekła, tak na dłuższą metę się nie da. :D