Ukojenie 2 – Młody cz. 8

Ukojenie 2 – Młody cz. 8Na przystanek doszedł w chwilę później, lecz transportu nie było, należało czekać dziesięć minut. Kurwa, idę na następny, zaraz jeszcze natknę się na Billy'ego i będą pytania – pomyślał i ruszył na kolejny punkt postoju. Susan bezlitośnie gryzła go od środka, coraz głębiej wbijając zęby nurtujących pytań: Co się dzieje? Od kiedy? Czemu nie chce nic powiedzieć? Zadzwonił telefon, uniemożliwiając mu dalsze zagłębianie się w spekulacjach.
      – Kurwa, idę, musisz dzwonić co chwila? – warknął z miejsca na przyjaciela.
      – Ty. Ten debil fakt, załatwił kasę, ale nie pomyślał o tym, żeby kupić coś po drodze – zaśmiał się Dario, który chyba już co nieco wypalił.
      – Magiku, kup coś do picia! – usłyszał z głębi głos Emily, będącej chyba w podobnym stanie, jak kumpel.
      Uśmiechnął się pod nosem widząc już, jak koleżanka okręca sobie Benny’ego wokół palca, robiąc z niego kompletnego idiotę.
      – Kurwa, słuchasz mnie?! – rozdarł się Darren.
      – Słucham. I co w związku z tym?
      – Jak będziesz szedł obok sklepu Davida, zobacz, czy Jenny pracuje.
      – Ona ci nie sprzeda, już ostatnio się napinała, nie pamiętasz?
      – Sprzeda, zostaw to mnie. Zobacz tylko, czy jest. Za ile będziesz?
      – Za dziesięć – piętnaście minut.
      – To zgęszczaj ruchy, nie mamy nic.
      – Kurwa, a nie możesz sam podejść? Szybciej tam dotrzesz, niż ja, nie rozumiem tego telefonu – wkurzył się chłopak, wciąż targany myślami o przyjaciółce.
     – Kurde, właśnie zajarałem, mam oczy, jakby dopiero wypuścili mnie z piekła. Jak tam zajdę, nie wiesz? – rechotał Dario. – Dobra, to wbijaj w autobus i spotkamy się pod Davidem, już wychodzę.
      – Dobra – warknął Trevor i wyłączył rozmowę.
      O kurwa, ma pięć minut, a dupę mi zawraca. I jeszcze będzie zajebiście, jak nie kupimy piwa. No ja pierdolę! – furczał w myślach, nie był zbyt pozytywnie nastawiony do świata, zwłaszcza, że przy okazji oczekiwał, kiedy zadzwoni matka i zacznie go wkurwiać?
      Autobus się spóźnił i Trevor, nie kupując oczywiście biletu, zajął w nim miejsce przy samych drzwiach. Po jego lewej stronie siedziały dwie młode dziewczyny, mniej więcej w jego wieku, może nieco starsze, i gdy tylko szatyn posadził tyłek, od razu zaczęły szeptać, chichocząc do siebie jak głupie. Chłopak obserwował koleżanki i zaczął się coraz bardziej irytować, nigdy nie lubił takich piszczących z byle powodu, różowych laleczek.
      Do opuszczenia pojazdu zostały jeszcze trzy przystanki, a nastolatek miał już szczerze powyżej dziurek w nosie ich świergotania. Spojrzał na zegarek – osiemnasta dziesięć, mimowolnie słuchając ich rozmowy, którą niezbyt umiejętnie ukrywały. Niczego sobie – powiedziała ładniejsza z nich, jasnowłosa dziewczyna, ciut wyższa od chłopaka. Przestań, przecież  to jakiś łach. Nie widzisz? – burknęła druga, starając się dyskretnie spojrzeć na szatyna, co jej się oczywiście nie udało. Zobacz, jak on wygląda? Jak jakiś margines – kontynuowała, podnosząc Trevorowi ciśnienie coraz bardziej. Spojrzał na siebie i nie mógł zrozumieć, co jest takiego nie na miejscu w ciemnych jeansach, jasnej koszulce i czapce, którą cały czas miał na głowie. Przestań! – warknęła blondynka, której chłopak najprawdopodobniej wpadł już w oko, gdyż zerkała na niego co chwila. Przestań się gapić, od kiedy to podobają ci się takie typy? Przecież to jakiś ćpun, pewnie też damski bokser. Ale co się wyniesie z domu, to już pozostanie – mędrkowała siedząca bliżej Trevora dziewczyna. Tego już nosiło, a słowa o jego rodzinie totalnie wyprowadziły go z równowagi. Milczał jednak. Wysiądź ty, kurwa tylko, suko zajebana – pomyślał, rozdrażniony, układając już w głowie plan „zniszczenia” opryskliwej paniusi pod każdym możliwym względem. Kurde, przestań, jesteś nienormalna. Co ty w ogóle mówisz?! – zniesmaczyła się jej koleżanka. On to wszystko słyszy, kretynko – dodała.
Trevor się uśmiechnął, myśląc przy okazji, dlaczego ta nie dość, że bardzo ładna, to jeszcze raczej ogarnięta dziewczyna zadaje się z takimi pustakami? Od razu pomyślał o Dario – nastolatka była w stu procentach w jego typie.
      Autobus przejechał obok ostatnich, ładnych posesji i zakręcił na dużej pętli, niemal praktycznie w szczerym polu, po czym zatrzymał się na przystanku końcowym. Szatyn spojrzał jeszcze z wnętrza pojazdu – Darren stał już obok sklepu, popalając papierosa. Opuścił auto, a za jego plecami ślicznotka, w towarzystwie wkurwiającej koleżanki, której gęba nadal się nie zamykała. Ruszył w stronę przyjaciela, lecz zwolnił kroku, tak, aby dziewczyny mogły go wyprzedzić. Koleżanki przemknęły obok, wtedy przyśpieszył. Szły w tym samym kierunku, co wielce ucieszyło chłopaka, zresztą nawet, gdyby szły gdziekolwiek, w niczym by mu to nie przeszkadzało. Odwrócił się, aby zobaczyć, czy jest już wystarczająco daleko od autobusu – był. Podszedł jeszcze kawałek i zagrodził drogę koleżankom – znajdowali się już około dwudziestu, może dwudziestu pięciu metrów od Darrena. Dziewczyny przystanęły, zaskoczone.
      – Masz jakiś problem do mojej rodziny? – wyjechał od razu do brunetki, która natychmiast postawiła oczy w słup, pewnie nigdy nie zdarzyło jej się jeszcze ponieść konsekwencji swoich durnych wywodów.
      – Spadaj – burknęła i chciała wyminąć chłopaka, lecz bardzo szybko przystopował ją w miejscu.
      – Mówiłam ci… – szturchnęła ją blondynka, która chyba nieco się spłoszyła; mina Trevora nie wyglądała przyjaźnie.
    – Pytam cię o coś? – popchnął nastolatkę. – Kurwa, co wiesz o mojej rodzinie, że siedzisz i pierdolisz takie głupoty?
      – Odczep się – mruknęła nastolatka i znów chciała odejść, ponownie jednak zastała zatrzymana.
      – Szukasz guza? – kontynuował Trevor.
      – Spierdalaj!
      Chłopak się zamachnął i trzasnął ją po twarzy, lecz nie zrobił tego zbyt mocno.
      – Kurwa, obraziłaś moja matkę, suko! – zagrzmiał.
      – Ej… – wtrąciła ślicznotka, wciskają się między niego, a kumpelę.
      – Co jest? – Darren pojawił się obok.
      – Dziwka pierdoli o mojej rodzinie, skopię jej dupę – warknął szatyn.
      – Zostaw, chodź – pociągnął Trevora za ramię.
      – Nie, dziwka ma przeprosić!
      – Przeproś, idiotko – szturchnęła ją ponownie blondynka, która była już mocno wystraszona, głos Trevora brzmiał, jakby chłopaka opętał demon.
      – A za co? – buntowała się chamka, nie chcąc chyba stracić twarzy.
      – Kurwa, bo ci przyjebię! – huknął Trevor, chwycił brunetkę za fraki i mocno nią potrząsnął.
      – Ej, zostaw, ona przeprasza, ma czasami za długi język – znów zainterweniowała ślicznotka, łapiąc ręce chłopaka.
      Spojrzał na nią – była już mocno wystraszona. Widząc, że się pogubiła, puścił jej koleżankę.
      – Chodź, kurwa! – zniecierpliwił się Darren i zaczął ciągnąć kumpla za koszulkę.
      Szatyn wreszcie ustąpił i wolno ruszył za nim, lecz po chwili odwrócił się jeszcze w stronę dziewczyn, które skręciły w boczną dróżkę.
      – Czemu taka ładna dziewczyna zadaje się z taką szmatą?! Olej to gówno! –krzyknął, po czym dziarskim już krokiem udał się za przyjacielem.
      – Mówiłam ci, idio… –Tyle jeszcze zdążył usłyszeć chłopak, zanim koleżanki się oddaliły.
      – Co to za laski? – zapytał Dario.
      – Kurwa, siedziała i pierdoliła coś o moim wychowaniu, no i nie podoba jej się mój styl – odparł Trevor, artystycznie przejeżdżając dłońmi od szyi, do ud. – Jestem załamany, kurwa – zaśmiał się. – Następnym razem założę garnitur, może wtedy uda mi się ją wyrwać? Żal marnować takich okazji, ona była taka piękna!  
      – Ty, ale ta druga była niczego sobie. Kurde, trzeba było zawinąć ją na piwo! – Darren się „obudził” i natychmiast odwrócił, lecz dziewczyn już nie było.
      – Wiedziałem! No ale trudno, nie popukasz, skoro masz taki zapłon – rozradował się Trevor.  
      – Pewnie tu mieszkają, trafię ją jeszcze – odparł przyjaciel i w tym momencie doszli do sklepu.
      – Wiesz, jakie masz nawalone oczy? – rzekł Trevor.
      – Trudno, idziemy!
      Za ladą stała mająca nie więcej, jak dwadzieścia pięć lat, średniego wzrostu ciemna blondynka, wyglądająca bez dwóch zdań jak zawodowa modelka.
      – I co powiemy? – spłoszył się Darren. – Że znowu ostatni raz? Ty zagadaj, ja nawijałem ostatnio.
      – Dobra, chodź.
      Weszli do sklepu z dziwnymi minami, wyglądali, jakby szli pod sąd.
      – Chłopaki, nie! – wyjechała od razu dziewczyna, uśmiechając się pięknie.
      – Ale Jen, no proszę cię. Przecież to totalne zadupie, kto ci narobi przypału? Nie będziemy brać piwa, tylko weźmiemy dwie wódki, żeby nie nieść całego wora. Schowamy w spodnie i nie ma lipy – powiedział natychmiast Trevor, nie czekając na dalszy ciąg jej wykładu.
      – Trevor, nie mogę. Ostatnio ktoś nagadał szefowi, że prawdopodobnie sprzedaję nieletnim i wiesz, co miałam? Dobrze, że mnie nie wywalił – tłumaczyła sprzedawczyni.
      – No Jenny, ostatni raz, przysięgam – wtrącił Darren.
    – Chłopaki nie, i nie nalegajcie! Za sklepem siedzi Adam, jeśli on wam kupi, w porządku, ja wam nie sprzedam – Blondynka ściszyła głos, uśmiechając się jednoznacznie. – A tak w ogóle to nie powinniście pić – dodała.
      – Przez ten czas, co się tu sprzeczamy, już byśmy mieli załatwione i już by nas nie było –  kombinował szatyn.
      – Trevor, powiedziałam! – Dziewczyna się zdenerwowała.
      – Idziemy – rzekł szatyn i zły, ruszył do wyjścia.
      – Ależ ona jest piękna, no kurwa, nie mogę się napatrzeć. Gdybym miał jej zdjęcie, trzepałbym się do niego co wieczór – wyskoczył bezczelnie Darren, któremu w oczach błyszczały już iskierki wielkiego pożądania. – Nie mogłaby być młodsza?  
      – I tak by cię nie chciała – zaśmiał się Trevor.
      – Ale i tak ją kiedyś pstryknę – burknął Dario i na tym etapie rozmowa się zakończyła.
      Zaszli na tyły budynku – siedziało tam trzech mężczyzn, wszyscy grubo po czterdziestce. Widząc chłopaków, od razu skierowali na nich całą swoją uwagę.
      – Cześć – rzucił Trevor do ubranego w jeansową kurtkę i dresowe spodnie faceta, podając mu rękę, podobnie Darren.
      – Witam. – Typ się uśmiechnął.
      – Adam, jest sprawa…
      – Co jest?
      – Trzeba nam dwie flachy.
      Koleś głośno się roześmiał.
      – Trevor, matka wie, co ty pijesz?! – rechotał.
      – Kupisz, czy nie? – wkurzył się chłopak. – Damy ci za to dychę na browar.
     – Tak, a potem będę miał was na sumieniu – drażnił się mężczyzna, wciąż pałając radością.
     – A idź w dupę! – fuknął chłopak odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie.
      Darren stał tam jeszcze przez moment, lecz zaraz ruszył za nim. Szatyn z każdą sekundą był już coraz bardziej zły, zwłaszcza, że Susan uparcie siedziała w jego głowie, nie dając mu chwili wytchnienia.
      – Czekajcie! – krzyknął Adam, wstając z miejsca i kumple się zatrzymali. – Co się tak napinasz? – zaśmiał się, wyciągając rękę, więc Darren dał mu pieniądze. – I weź jakaś colę – poprosił Trevor i facet zniknął za budynkiem.
      – Wiesz, co? – Darren nagle zrobił dziwną minę. – Wkurwisz się – wyszczerzył zęby.
      – Co?
      – Wiesz, kto z kim one przyszły?
      – No nie mów, że z tą sucz, Denise?
      Darren się roześmiał, robiąc to w sposób bardzo złośliwy.
      – Przecież się pokłóciły.
      – One na długo się pokłócą? No stary…
     – No i kurwa, zjebałeś mi całą imprezę, dziękuje ci bardzo – zatrzeszczał Trevor.
      – Gdybym ci powiedział, to jeszcze byłbyś gotów nie przyjechać – tłumaczył się przyjaciel.
      – A żebyś, kurwa, wiedział…!
      Dyskusję przerwał Adam, wróciwszy z reklamówką, którą wręczył chłopakom wraz z resztą pieniędzy. Darren wyciągnął do niego dłoń z dziesięcioma dolarami.
      – Nie trzeba, dołożyłem sobie z waszych piątkę na fajki – uśmiechnął się i nie wdając się w zbędną dyskusję, usiadł obok kolegów.
      – No kurde, Dario, nie mogłeś jej pogonić? – Trevor wznowił pretensje, nie mogąc darować; bardzo nie lubił bogatej, do tego bardzo zarozumiałej dziewczyny.
      Powodem była także Susan, do której już od początku pierwszej klasy Denise miała jakieś dziwne żale. Bodźcem przewodnim był zapewne nie dorównujący jej standardom status majątkowy Sue. Zaczepki i kąśliwe uwagi Denise nie trwały jednak długo, tylko około miesiąca, do czasu, kiedy Susan w końcu nie wytrzymała i porządnie ją zlała.
      – Dobra, wyluzuj, co ci dziś jest? – Darren miał już serdecznie jęków kolegi. – Jest misio, Penny, jest z kim pogadać. Olej.
      – Ale ta suka działa mi na nerwy, rozumiesz?
      – Olać ją. Czemu Susan nie przyjechała z tobą?
      – Nie wiem, ma chyba jakiś przypał i to non stop chodzi mi to po łbie. Zgubiła pięć dych i strasznie się zawiesiła, normalnie bała się wracać do domu. Ściemnia, jak może, ale przecież to widać, że u niej w chacie coś się dzieje.
      – Co?
      – Nie wiem. Nałożyłbyś dziś bluzę z długim rękawem? Po południu było prawie trzydzieści stopni.
      Dario chyba nie załapał, bo wlepił w kumpla ośli wzrok.
      – A ona chodzi tak ubrana – wyjaśnił szatyn. – I jeszcze wkręca mi, że nie ma kieszeni i takie tam pierdoły. A ja jestem pewien, że coś kryje się pod tą bluzą – wkurzył się chłopak.
      A co by było, gdyby miał świadomość, że w tej chwili ojciec właśnie katuje jego ukochaną?

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2327 słów i 13925 znaków, zaktualizowała 27 maj o 22:25.

1 komentarz

 
  • Duygu

    "nie dość, że bardzo ładna, to jeszcze raczej ogarnięta dziewczyna"    Trevor, wdałeś się w ojca z tym laniem dziewczyn... Nieładnie, przestań. Z drugiej strony, też bym się wkurzyła... Co nie oznacza, że ma bić bezbronne niewiasty. Rozmowy Trevora z Darrenem najlepsze, od czasu do czasu wybucham śmiechem  

  • agnes1709

    @Duygu Jak się ma niewyparzoną gębę, takie są skutki. Rozmowa dzieciaków. Małolaci przecież, daleko im jeszcze do "normalności"