Ukojenie cz. 46

Ukojenie cz. 46Podniósł powieki i poczuł przy policzku wilgotną od jego łzawiących oczu koszulkę ukochanej. Ból przeszedł jak ręką odjął. Wyzwolił się z uścisku i wylazł z łóżka. Dochodziła dziewiąta. Poranny papieros zaraz znalazł się w zębach. Włączył wodę i zasypał dziewczynie kawę.Korzystając z tego, że ślicznotka śpi, cicho otworzył szufladę i wyjął zakupioną buteleczkę, nie odrywając wzroku od dziewczyny. Poszedł do auta i schował ją do schowka, między przednimi fotelami. Zajrzał do zawiniątka – trawy zostało może na dwa skręty, co go lekko zmartwiło. Nie palił, tylko schował na miejsce.
      – Trevor! – dobiegło z domu.
      Zaraz przykucnął przy blondynce, która znów miała ten dziwny, przestraszony wyraz twarzy.
      – Nie znikaj tak – powiedziała pretensjonalnie.
      – Przecież nie znikam, poszedłem tylko do samochodu. Naprawdę boisz się mojego domu? – Chłopak roześmiał się ciepło.
     – To nie jest zabawne – mruknęła dziewczyna.
     – Wstawaj, kawa czeka.  – Trevor pocałował ją w policzek i zniknął w kuchni.
     Emma skorzystała z toalety i już ubrana, zaraz do niego przyszła. Od razu przyssała się do szklanki.
      – Ile fajek już spaliłeś? – spytała z przyganą, widząc go z kolejną.
      – Sześć.
      – Tak... – uśmiechnęła się.
      – Pewnie, że tak. Wstałem o wpół do ósmej.
      – Kłamiesz jak najęty. Jak głowa?
      – Lepiej.
      – Od tych papierosów pewnie cię bolała. Ileż można jarać? – warknęła zimno Emma.
      – Kotku, masz rację, ale nie umiem inaczej. Nieraz już próbowałem.
      Pogadali jeszcze kilka minut, w końcu blondynka opróżniła szklankę. Trevor przyniósł łańcuszek, który zaraz jej nałożył.
      – Świetnie wyglądasz, pasuje ci – stwierdził, składając na czole dziewczyny miękki pocałunek. – Jedziemy?
      – Tak.
      

      – Może nie trzeba było się tak śpieszyć. Młody pewnie jeszcze jest z Jess, nie zdąży przez nas rano poświntuszyć – rzekł wesoło Trevor, kładąc zakupy na tylnym siedzeniu.
      – Miał na to całą noc – odparła Emma.  
      Wsiedli do Forda i Trevor ruszył w stronę domu dziewczyny. Patrzyła na niego, ogłupiała, bo jechał dziś nadzwyczaj wolno... aż za wolno. W końcu się zniecierpliwiła.
      – Myślisz, że taka jazda coś zmieni? Zajedziemy najwyżej pięć minut później, nie widzę wielkiej różnicy – oświadczyła.
      – Chyba nie wiesz, co można zrobić w ciągu pięciu minut. Pokazać ci wieczorem? – zaśmiał się chłopak.
      – Dobra, nie wymądrzaj się, tylko jedź. Jestem głodna – burknęła Emma, niezadowolona z aktu, że ukochany zawsze znajdzie jakąś odzywkę.
      – Kotku, wiesz co? – zamruczał Trevor.
      – Co?
      – Znowu masz tą słodką minę! – zarżał głośno.
      – Doigrasz się, zobaczysz – zagroziła dziewczyna.
      – Świetnie, czekam na karę. W twoim wykonaniu będzie to na pewno niezapomniane przeżycie. –  Chłopak zawzięcie podburzał sympatię, chichocząc jej na przekór.  
      – Przekonasz się. I wtedy nie będzie ci już tak wesoło. – Emma najeżyła się jeszcze bardziej się, lecz uśmiech już gościł na jej twarzy.
      Trevor przestał zaczepiać dziewczynę, bo akurat podjechali pod kamienicę. Otworzył jej drzwi i zaraz oznajmił:
      – Muszę naprawić tą pieprzoną klamkę. Weź piwo, ja wezmę zakupy.
       Pozabierali rzeczy i za moment stali już w korytarzu. Drzwi do salonu były przymknięte, ale blondynka zaraz wsadziła do niego głowę i po chwili rzekła:
      – Śpią. Idziemy do kuchni.  
      Przemknęli po cichu – małolaci nawet się nie poruszyli.
      – Młody ma rację, musisz znaleźć większe mieszkanie. Tu nie sposób mieszkać – rzucił Trevor.  
      – Wiem. Chcesz kanapki czy jajka?
      – Obojętnie – odparł szatyn i chwycił za piwo, ale zobaczywszy minę ukochanej, zaraz je odstawił.
      – Nie żałuję ci, ale nie uważasz, że najpierw przydałby się coś zjeść? – zapytała chłodno Emma.
      – I tak nigdy nie jadałem śniadań, dopiero przy tobie mi odbija – roześmiał się chłopak.
      – I bardzo dobrze. Włącz ekspres.
      Trevor wykonał prośbę, uchylił okno i usiadł na parapecie, odpalając papierosa. Znów obserwował dziewczynę, czekając na jej sprzeciw, ale tym razem się nie wtrącała, tylko zajęła robieniem kanapek.
      – Jadę dziś do Green Lake. Jak chcesz zajechać do domu, sprawdzić, czy wszystko ok, możesz ze mną pojechać – oznajmił Trevor.
      – Po co tam jedziesz?
      – Mam sprawę i najlepiej, jak pojedziemy po śniadaniu.
      – A Tommy?
      Chłopak podszedł do ukochanej i objął ją w pasie.
      – Przestań już, czemu się tym gryziesz? Po pierwsze – jest Jessica; po drugie – sam się wystraszył, on już po nic nie sięgnie. Będziesz go pilnować do końca życia?
      – Masz rację, ale jednak się boję.  
      – Nie masz czego, zaufaj mi – rzekł szatyn, mocno przytulając sympatię.
      – Dobrze, zjemy i pojedziemy. Zajdę przy okazji do koleżanki.
      – Ok – Chłopak ucałował ją w czoło i spojrzał na ekspres, który właśnie skończył pracę.
      – Nalać ci kawy? – zapytał sympatię.
      – Nie.
      Położył brodę na ramieniu dziewczyny, która nadal grzebała się z kanapkami.
      – Pomóc ci?
      – Nie trzeba, już kończę.
      – Czemu nie chcesz mieszkać w rodzinnym domu? Minęło już sporo czasu, może jednak to przemyśl? Po co wydawać niepotrzebnie pieniądze, jeśli masz taką chatę?
      – Nie, nie mogę. Zawsze będę myśleć o tamtej nocy, przebywając tam.
      Emma skończyła robić posiłek i usadowiła na krześle, naprzeciw ukochanego. Wzięła się za śniadanie, ale opornie jej szło. Zjadła tylko dwie kanapki, kiedy chłopak wchłonął już cztery.
      – Źle się czujesz? – zapytał szatyn.
      – Nie mam apetytu, chyba po wczorajszych drinkach. Zawsze na drugi dzień nie mogę nic jeść. Pewnie zjem dopiero po południu albo wieczorem – mruknęła dziewczyna.  
      – Masz kaca po kilku drinkach? – Zaśmiał się chłopak.
      – Zawsze mam, nie mogę pić więcej niż dwa – odparła luźno Emma.
      Tommy wszedł do kuchni.
      – Cześć. O, jest kawa, to miło – wypaplał zaspany.
      Napełnił dwa kubki, posłodził i zniknął tak szybko, jak się pojawił.
      – Zjedz jeszcze – rzekł Trevor.
      – Nie chcę, potem coś zamówimy.
      – Już po dziesiątej, jedziemy – zarządził i chwycił talerz z resztą kanapek.
      Przywitali się z Jessicą i szatyn postawił tosty na stole. Emma zwróciła się do brata:
      – Mały, jadę zobaczyć, co w domu. Mam nadzieję, że będzie tu spokój. Chyba, że też chcesz jechać.
      – Nie chcę, idę do Jess.
      – Nie będziemy długo, masz być w domu, jak wrócę.
      – Przestań mnie w końcu kontrolować! – Wkurzył się młodzik.
      Jessica siedziała speszona i milczała.
      – Weź telefon.
      – Dobra – syknął Tommy, zauważalnie już poirytowany.
      Trevor stał i uśmiechał się pod nosem. Emma skończyła pouczanie brata i za kilka chwil byli w aucie. Szatyn postawił sześciopak piwa z tyłu na podłodze, odpalił papierosa, wystawił rękę za szybę i ruszył. Po około trzydziestu minutach wjeżdżali już do miasta. Trevor nie pojechał naokoło, tylko prosto, koło swojego domu. Przejeżdżając nawet nie spojrzał w jego stronę. Chwilę później zaparkował pod rodzinnym domem ukochanej, wyzwolił dziewczynę z pojazdu, wziął piwa i udali się do środka.
      – Przydałoby się zanieść to łóżko na miejsce, tylko jak to zrobić? Ciotka, której tak bronisz, umiała znieść je z góry, ale nie zrobiła nic, żeby umieścić je tam z powrotem – syknął Trevor.
      – Daj spokój, przecież i tak nikogo tu nie ma.
      – To nie znaczy, że ma być bajzel. Ta prycza tu nie stała – warczał. – Choć w niektórych przypadkach mogłoby się przydać – dodał z uśmieszkiem i objął dziewczynę, ale zaraz się od niej odsunął.
      Szybko przypomniał sobie, co odstawił, będąc tu pierwszy raz i zrobiło mu się totalnie wstyd. Otworzył piwo i pociągnął niewielki łyk.
      – Trevor, nie przesadzaj dziś z tym piwem – poprosiła Emma.
      – Kotku, jeszcze nawet nie zacząłem. Czemu się denerwujesz? Wypiję dwa, może trzy na cały dzień, to chyba nie jest przesada. Pojedziemy dopiero późnym popołudniem albo pod wieczór. O której chcesz iść do tej koleżanki?
       – Nie wiem, czy jest w domu i czy jeszcze w ogóle tu mieszka – odparła dziewczyna
       – Ja wypiję browar i muszę jechać. Chcę to szybko załatwić.
      Emmę od wyjazdu męczyła kwestia spraw Trevora, ale nie odważyła się zapytać. Była już mocno poddenerwowana, bała się o jego samotne eskapady. Nie dawała jednak tego po sobie poznać i udawało jej się to – chłopak nic nie zauważył.
      Po kilku minutach butelka była już pusta i szatyn zabrał kluczyki ze stołu.
      – Daleko mieszka? – zapytał.
      – Pół godziny piechotą.
      – Chodź, podrzucę cię, już jedenasta. Ale czy to nie za wcześnie na odwiedziny?
      – Nie.


      Koleżanka Emmy mieszkała po drugiej stronie miasta.
      – Idź, poczekam, może jej nie być – rzekł Trevor, otwierając dziewczynie drzwi wozu.
      – Nie chcesz iść ze mną? – zapytała.
      – Nie mogę, przecież ci tłumaczyłem. O której po ciebie przyjechać? Wszystko zajmie mi do dwóch godzin.
      – Przyjedź około pierwszej i zadzwoń do drzwi.
      – Nie, bo nie znam laski. Nie będę zachodził do cudzego domu i robił z siebie debila, pytając o swoją dziewczynę. – Wzburzył się chłopak.
      – Dobrze, to zatrąb.
      – Ok.
      Emma pocałowała ukochanego, udała się pod drzwi i już po chwili ktoś jej otworzył. Pomachała chłopakowi i ten odjechał. Po chwili był już w knajpie, gdzie jadł z Emmą kurczaki. Podszedł do lady.
      – Witam. Szukam Dave'a. Pracuje dziś? – zapytał starszą barmankę
      – Tak, ale będzie około południa.
      Podziękował i opuścił lokal. Do kamienicy Diany dojechał równie szybko. Wziął piwo i z odpalonym papierosem ruszył na górę. Głośno zapukał do drzwi. Po kilku sekundach otworzyła mu przyjaciółka i chłopak od razu się uśmiechnął.
      – Cześć.
      – Właź. – Dziewczyna odsunęła się od drzwi.  
      Trevor wszedł do mieszkania i zaraz uściskał gówniarę. Od razu rozejrzał się po wnętrzu – był idealny porządek.
      – Widzę, że wzięłaś sobie do serca moje słowa – zaśmiał się.
      – Tak, na pewno… Myślisz, że codziennie siedzę w syfie? – burknęła wkurzona Diana.
      Chłopak klapnął na sofie i otworzył piwo.
      – Gdzie Alice? Muszę z nią pogadać – oświadczył szatyn.
      – Poszła do sklepu i to dość dawno. Zaraz powinna być.
      Trevor gadał z małolatą, popijając piwo i paląc już drugiego Marlboro. Diana cały czas dziwnie mu się przyglądała, w końcu zapytał:
      – Co jest?
      – Nic – mruknęła cicho.
      – No mów!
      – Dasz mi fajkę? – Ledwo wydusiła.
      Chłopak spojrzał na nią karcąco, ale zaraz wyjął paczkę i dał jej papierosa. Wzięła go, ale bardzo niepewnie i wstydliwie. Odpalił zapalniczkę przed jej nosem i małolata rozżarzyła używkę.
      – Od kiedy palisz? – zapytał, zauważywszy, że normalnie się zaciąga.
      – Nie wiem, jakieś pół roku. Zaczęłam dla zabawy i teraz już mi się chce – wymamrotała niewyraźnie dziewczyna
      – Spokojnie, nie będę cię opieprzał, bo sam zacząłem w podobnym wieku, ale wiedz, nie jestem z tego zadowolony – poinformował chłopak.
      Diana zamilkła. Trevor wstał i poszedł do kuchni. Rozejrzał się po wnętrzu lodówki, wrócił i zapytał:
      – Czy matka robi czasem jakieś zakupy? Już drugi raz widzę, że lodówka nie zachwyca stanem posiadania.
      – Robi. Kupuje mało, ale często.
      – Na pewno?
      – Tak.
      Zatrzeszczał klucz w zamku i Diana szybko wcisnęła swojego papierosa w dłoń Trevora. Uśmiechnął się, rozbawiony i po chwili do domu weszła dość wysoka kobieta, mająca nie więcej niż czterdzieści lat. Niebieskie jeansy i jasnożółta bluzka z krótkimi rękawkami bardzo ją odmładzały.
      – Cześć. Co tu robisz? – zapytała, wyraźnie zdziwiona i zniknęła w kuchni.
      Trevor ruszył za nią i nachylił się nad zakupami.
      – Muszę z tobą pogadać – rzucił.
      – Gdzie byłeś tyle czasu? Diana ciągle o ciebie pytała, jak przestałeś przychodzić.
      – Wyprowadziłem się. Nie pomyślałem, że będzie pytać, a przecież powinienem.
      – Wydoroślałeś – podsumowała kobieta i chłopak się uśmiechnął.
      – Czemu takie małe zakupy? – spytał, widząc kilka plasterków wędliny, pomidory, mleko, pieczywo i kilka cytryn.
      – Lodówka szwankuje i nie chłodzi tak, jak powinna. Nie mogę kupować dużo, bo zaraz się psuje. Zbieram na nową, ale zawsze mam jakieś wydatki.
       Szatyn zamyślił się chwilę.
      – Dobra, wezmę małą i pójdziemy się przejść. Za pół godziny wrócimy, wtedy pogadamy – oświadczył.
      – Dobrze – odparła Alice. – I nie dawaj jej fajek – dodała z uśmiechem.
      Chłopak uderzył śmiechem.
      – Nie powiesz mi, że pali – brechał.
      – A ty mi nie powiesz, że nie skorzystała z okazji i nie poprosiła cię dziś o papierosa – odparowała ciepło kobieta.
      – Przestań. Zresztą myślisz, że bym jej dał? – bronił się Trevor.
      – Pewnie, że myślę. Znam cię i twoje podejście do mojej córki – zakomunikowała spokojnie Alice.
      – Dobra, nie kombinuj. Podejście podejściem, ale fajki ode mnie nie wyciągnie – oznajmił chłopak i opuścił kuchnię. – Ubieraj się, pojedziemy do sklepu – rzucił do małolaty.
      Nastolatka w mig wskoczyła w buty.


      – Czemu mi nie powiedziałaś, że lodówka nawala? Poradzilibyśmy coś na to – rzekł pretensjonalnie Trevor, wkładając kluczyk do stacyjki.
      – Przestań. Może jeszcze wybudujesz mi dom – Oburzyła się dziewczyna.
      – Jakbym miał tyle kasy, to kto wie? – roześmiał się chłopak.
      Diana zamilkła, naburmuszyła się tylko.
      – Wiesz co? Jak się wkurzysz, robisz podobne miny, jak mój kociak – zarechotał Trevor.
      – Zjeżdżaj!
      Młody facet się wyciszył i skierował wzrok na drogę. Niedługo potem zatrzymali się przy wielkim sklepie, na obrzeżach miasta. Wysiedli i Trevor od razu odpalił papierosa. Popatrzył na małolatę z uśmiechem i po chwili oddał jej peta, sam odpalił drugiego i zapytał:
     – Alice wie, że kopcisz, po co się ukrywasz?
     – A co, mam palić przy niej? – odparła buńczucznie nastolatka.
     – Tego nie mówię, ale się nie wypieraj. Po jakimś czasie to zaakceptuje.
     Zapadła cisza. Spalili i udali się do sklepu. W środku był bankomat, którego poszukiwał chłopak i zaraz wziął z niego pieniądze. Ruszyli dalej Trevor od razu skręcił do działu z wszelkiego rodzaju sprzętem. Zatrzymał się przy lodówkach.
      – Gdybym dawał jej pieniądze, zakładam, że by nie wzięła, więc zrobimy inaczej. Znasz matkę lepiej, wybieraj – wyjechał bez ogródek, wskazując głową chłodziarki.
      – Chyba sobie żartujesz?, najtańsza kosztuje prawie osiemset dolców! Nie będę nic wybierać! – Małolata natychmiast wzniosła bunt.
      – Młoda, nie denerwuj się. Ja dobrze zarabiam, nie zbiednieję. Przecież nie kupuję tego codziennie, będziecie mieć ją na bardzo – kontynuował spokojnie szatyn.
      – Nie!
      – Diana, nie przeciągaj, tylko decyduj. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
      Dziewczyna się nie odzywała, a przyjaciel stał i czekał. Gdy w końcu jednak cierpliwość mu się skończyła, rzekł:
      – Wybierasz, czy sam mam to zrobić? Tylko żeby nie było pretensji, że nie taka, jak trzeba.
      – Nie.
      – W porządku, poczekaj tu.
      Poszedł do grubego faceta z obsługi i po chwili rozmowy ruszył z nim wzdłuż lodówek. Zatrzymali się przy jednej z nich.
      – Ta jest bardzo dobra, dużo ludzi ją wybiera. Ma wszystkie potrzebne funkcje, jest nieduża, tak, jak pan chciał, no i cena jest przystępna.  
      – Pasuje? – szatyn spojrzał na nastolatkę, która stała za nimi.
      – Tysiąc trzysta dolców?! Chyba cię pojebało! – ryknęła na chłopaka.
      – Po pierwsze – nie klnij; po drugie – co z tego, że wezmę trochę tańszą? Kupić gówno to nie sztuka. Dwieście dolców w tą czy w tamtą nie zrobi różnicy, a tak będę miał pewność, że sprzęt jest dobry – mówił spokojnie Trevor.
      – Ja się nie zgadzam i koniec! Czemu nie pojechałeś z matką?! Wiedziałeś, że się nie zgodzi, a ja jestem młoda i ze mną łatwiej ci pójdzie! – rzuciła Diana płaczliwym głosem.
      – Tak, masz rację, dlatego z nią nie pojechałem. Uspokój się, przecież to nic takiego – powiedział łagodnie Trevor, chcąc uspokoić zdenerwowaną nastolatkę.
      Dziewczyna stała i milczała.
      – Dobra, więc pomyśl inaczej. Nie było mnie ponad sześć lat, więc nic wam nie kupowałem. Gdybym to robił, na pewno byś nie protestowała, a wyszłaby zapewne większa suma, niż kosztuje ta lodówka – zaśmiał się chłopak.
      – A rób sobie, co chcesz – mruknęła w końcu zrezygnowana dziewczyna, stojąc z założonymi rękami i obrażoną miną
     Chłopak załatwił z facetem wszystkie formalności i zapytał:
      – Kiedy ją dostarczycie?  
      – Do dwóch godzin – odparł mężczyzna.
      – Dobra, spadamy – rzekł szatyn i objął nadąsaną nastolatkę.  
      Szli w ciszy, w końcu chłopak zapytał:
      – Wydałaś całą kasę, którą ci dałem?
      – Nie, mam jeszcze ponad stówę – burknęła Diana, wciąż napuszona.
      – Trzymaj. – Trevor wręczył jej dwieście dolarów, które dostał z reszty.
      Nie protestowała, tylko wzięła pieniądze i podziękowała.
      – Chcesz coś zjeść?  
      – Nie.
      Po chwili byli w aucie.  
      – No to jak to jest z tą trawką? Dużo palisz? Bierzesz coś jeszcze? – zapytał z powagą chłopak.
      – Znowu zaczynasz? – Gówniara się spłoszyła.
      – Nie zaczynam, po prostu się martwię. Mój kumpel niedawno trafił przez jakieś gówno do szpitala i ledwo go odratowali, rozumiesz? Temu tak zareagowałem, jak byłem u ciebie. Za trawkę nie będę cię karcił, wiem, że małolaty popalają, ale nie chcę, żebyś wpadła w jakieś bagno.
      – W nic nie wpadnę, poza tym zapaliłam tylko dwa razy – tłumaczyła się nastolatka.
      – Obiecaj mi, że nie sięgniesz po prochy – Trevor przeciął ją ojcowskim spojrzeniem.
      – Obiecuję.
      – Lekko ci to przychodzi – zaśmiał się szatyn.
      – Pewnie, bo wiem, że tego nie zrobię.
      – Mam nadzieję. A co ze szkołą? Zamierzasz iść na studia?
      – Chciałabym iść na weterynarię, ale najpierw muszę znaleźć pracę. Stara mi przecież nie opłaci.
      Chłopak już nic nie mówił, bo dojechali pod miejsce zamieszkania dziewczyny. Kierowca odpalił papierosa i podał małolacie.
      – Pogięło cię? Myślisz, że jaram jeden za drugim? – Obruszyła się.
      – Dobra, nie krzycz na mnie, myślałem, że chcesz zakurzyć przed wejściem – rzucił wesoło Trevor.
       Za chwilę byli w środku i chłopak zawołał matkę dziewczyny do kuchni. Podał jej świstek ze sklepu.
      – Przywiozą dzisiaj, więc siedź w domu – orzekł zadowolony.
      – Trevor, dlaczego robisz takie rzeczy bez mojej wiedzy? Przecież to kupa pieniędzy. –  
– Zdenerwowała się kobieta.
      – Dobra, nie marudź, tak postanowiłem. Najwyżej każesz ją odwieźć. Wymienią na inną, albo oddadzą ci pieniądze.
      – Dobrze wiesz, że tu nie chodzi o pieniądze.
      – Nie wiem, czym się tak przejmujesz? Gdyby nie było mnie stać, nie zrobiłbym tego, proste. Skończmy ten temat, ok? – rzekł bezkompromisowo szatyn.
      – Nie, Trevor, tak nie można – upierała się Alice i chciała oddać mu dowód zakupu.
      – Alice, nie wkurzaj mnie, dobra? Nie myślisz o sobie, to pomyśl o młodej. Nie będziesz musiała już odkładać, to kupisz coś do domu. – Uniósł się chłopak.
      – No dobrze, widzę, że jesteś uparty. Ale więcej tego nie rób, rozumiesz? Dziękuję. I dziękuję za zakupy, które ostatnio zrobiłeś. – Alice się poddała. – Czy to ty dałeś jej pieniądze?
      – Tak.
      – To dobrze, bo tak mi powiedziała. A już myślałam, że narozrabiała.
      Trevor się uśmiechnął, usiadł i zapalił drugiego papierosa.
      – Siadaj – rzekł do kobiety, która zaraz zajęła miejsce obok. – Gdybyś dostała większą sumę pieniędzy, spożytkowałabyś ją w należyty sposób? Wiesz, o czym mówię – zapytał, patrząc na kobietę przenikliwie.
      – Nie piję i nigdy do tego nie wrócę, jeśli o to ci chodzi. Poza tym co to za pytanie? Jaką większą sumę i skąd? – zaśmiała się Alice.  
      – Chodzi mi o opłacenie szkoły dla młodej. Po prostu chcę wiedzieć, czy można ci zaufać? Bo jeśli nie, pieniądze dostanie Diana po skończeniu dwudziestu jeden lat, a szkoda byłoby, gdyby musiała tyle czekać na rozpoczęcie nauki.
      – Trevor, o czym ty mówisz? Możesz jaśniej? – odparła zdezorientowana kobieta.  
      – Nie wnikaj, tylko odpowiedz mi na pytanie. Opłacisz jej szkołę?
      – Gdybym miała z czego, na pewno bym to zrobiła, wiesz o tym.
      – W porządku, tyle chciałem wiedzieć.
      – Trevor, o co chodzi? Niepokoisz mnie. Co to za pytania? – dopytywała poddenerwowana Alice.
      – Prosiłem, nie wnikaj, dowiesz się w swoim czasie.
      Kobieta zamilkła, ale jej mina mówiła sama za siebie. Młody mężczyzna zgasił peta i wstał. Wyjął z kieszeni dwieście dolarów, które położył na stole.
      – Na pewno coś za to kupisz – powiedział.
      – Nie wezmę ich! Nie uważasz, że przesadzasz?! – Alice aż zerwała się z krzesła.
      – Nie, nie uważam – odparł spokojnie chłopak.
      – Trevor, zabieraj to! Chcesz wyprowadzić mnie z równowagi?!  
      – Chyba już to zrobiłem. – Trevor zawadiacko się uśmiechnął. – Weź, proszę cię, ostatni raz. Kupisz coś młodej. Już nie będę cię więcej nękał – powiedział spokojnie.
      Kobieta ustąpiła, westchnąwszy głośno i dopiero wtedy chłopak opuścił kuchnię.
      – Spadam – rzekł do Diany, stając nad jej głową.
      – Poczekaj, zejdę z tobą.
      – Trzymaj się – Trevor zwrócił się do do matki dziewczyny, która patrzyła za nim bardzo niespokojnym wzrokiem i opuścił z przyjaciółką mieszkanie. Za moment byli na dole.
      – Pamiętaj, co mi obiecałaś – rzucił stanowczo Trevor i mocno uściskał przyjaciółkę.
      – Pamiętam.
      – Na razie – rzekł i wsiadł do auta.
      Mimo gestu, jakim się wykazał, czuł się podle.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 3725 słów i 22338 znaków, zaktualizowała 12 maj o 22:53.

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    Próbowałem czytać. Wiem, że piszesz dobrze.Dostrzegasz wady ludzi i o nich piszesz.Nie ubierasz życia w piękne stroje, bo ogólnie życie nie jest łatwe, tak delikatnie ujmując.Ale jest jeszcze jeden powód, że chce napisać kilka słów.Dawno zwróciłem uwagę na to jak komentuje Duygu.Czy nie jest słodka?Oczywiście jest pewnie kilka takich osób, ale akurat jej komentarze czasem czytam.Teraz Aga możesz się napuszyc  jak paw, podejść do lustra i powiedzieć :Jestem k...dobra w tym co robię . Gdyby ja dostał taki komentarz to bym go wydrukowal i powiesił nad łóżkiem. :yahoo:

  • agnes1709

    @AlexAthame Ojej, straszne rzeczy opowiadasz:lol2: Próbowałeś? Dobre i to :D Raczej nie dla Ciebie, końcówka jest nadzwyczaj brutalna. A Duygu to moje kochanie kochane maleńkie :zakochany:

  • Duygu

    @agnes1709 Słoneczko, chmureczka, kochane, malutkie  :D   <3

  • Duygu

    @AlexAthame Słodka jak cukierek  :lol2:   :)

  • agnes1709

    @Duygu Nie masz dość słoneczek?:lol2: Zresztą... dziś snoł padał, łocieplenie klimatu:rolleyes:

  • Duygu

    @agnes1709 Mam dość siedzenia w domu, to pewne  :lol2:  Ooo, nie wiedziałam o tym śniegu  :woot:

  • agnes1709

    @Duygu Już na sankach była ja, i na nartach, i innych snołbordach:D Marzenia nic nie kosztują. Zima nadrabia zaległości... jak po  złości, nie ma, torba, litości. Pionty mai dwa tysiące dwódziestego rokó.

  • Gaba

    Ale się rozbujałaś! Co raz dłuższe. I dobrze. Fajne.

  • agnes1709

    @Gaba Tylko ta część, nie było jak urwać:D Ale już końcówka, najgorętsza sesja :whip: Dzięki :kiss:

  • Duygu

    Mogłabym to czytać i czytać... To opowiadanie to największy dowód na to, że nie trzeba pisać nie wiadomo jak skomplikowanej fabuły, tworzyć miliona postaci, by zaintrygować ludzi swoim tekstem. Ta prostota i Twój talent to najlepsze, co mogłaś dać temu opowiadaniu, za to je właśnie kocham  <3  I z tysiąca innych powodów  :rotfl:

  • agnes1709

    @Duygu Cóż za budujące słowa, to jest kop do pisania dwójki... dalszego ciągu dwójki :D Dziękuję :kiss:

  • Duygu

    @agnes1709  :kiss: