Ukojenie cz. 35

Ukojenie cz. 35Dwadzieścia minut później doszli do zaniedbanej okolicy i chłopak wciągnął sympatię do obskurnego budynku. Weszli na drugie piętro i Trevor zapukał do starych, brzydkich drzwi. Nikt nie otwierał, załomotał więc mocniej i po kilku chwilach w progu pojawiła się młodziutka brunetka, mająca nie więcej niż siedemnaście – osiemnaście lat.
      – Trevor? – Dziewczyna aż otworzyła usta, stojąc w drzwiach i gapiąc się na chłopaka, jakby zobaczyła ducha.
      – Cześć. Możemy wejść? – Szatyn wyszczerzył zęby.  
      – Co tu robisz? – zapytała brunetka, cały czas stojąc w progu.
      – Na razie stoję – zadrwił wesoło Trevor. – Wpuścisz nas?      
      Małolata jakby się wahała, ale zaraz odsunęła się na bok. Chłopak mocno uściskał znajomą, przedstawił jej Emmę i skierował kroki do znajdującego się naprzeciw drzwi, skromnego salonu. Panował w nim kompletny bałagan, a na umieszczonej na prawo od wejścia sofie siedział szczupły chłopak, na oko około dwudziestoletni. Krótkie spojrzenie wystarczyło Trevorowi, aby zorientował się, że gówniarz jest nas haju. Zmarszczył brwi i skierował wzrok na młodszą z dziewczyn.
      – Gdzie matka?
      – W pracy.
      – W pracy? Od kiedy to? – zaśmiał się.
      – Pracuje w sklepie od roku.
      – Czemu tu panuje taki chlew i czemu jesteś naćpana? – zapytał szorstko.  
      Małolata nie odpowiedziała.  
      – Diana.
      Cisza. Emma stała kompletnie zdezorientowana. Chłopak puścił jej rękę i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i obejrzał jej zawartość. Było w niej kilka produktów, lecz nie powalała bogactwem. Sprawdził też szafki i wrócił do pokoju, aby wznowić przesłuchanie.
      – Czy oprócz trawy bierzesz coś jeszcze? – syknął.
      – O co ci chodzi, niczego nie palę – odparła spłoszona brunetka.
      – Na pewno? – Trevor uśmiechnął się złośliwie, po czym spojrzał na typka spode łba. – Dajesz jej prochy?  
      – Nie.
      – Trevor, przestań – wtrąciła Diana.
      – Opróżniaj kieszenie – nakazał szatyn, nie odrywając wzroku od gówniarza.  
      Kiedy ten go zignorował, Trevor podszedł, chwycił chłopaka za fraki i prężnym ruchem podniósł z kanapy.
      – Niewyraźnie mówię?! – zagrzmiał.
      – Trevor! – krzyknęła nastolatka, lecz on miał to gdzieś.
      – Migiem! – rozkazał Trevor i puścił małolata.
      Starsza dziewczyna w osłupieniu obserwowała ukochanego, kompletnie nie wiedząc, co się dzieje. Zauważyła, że od czasu akcji z Tommym zrobił się bardzo drażliwy w kwestii narkotyków. Nie reagowała jednak.
      – Nic nie mam – wycedził młodzik.
      Trevor już nie prosił, tylko kopnął go dolną częścią stopy w żołądek. Chłopak złapał się za brzuch i zgiął w pół, robiąc trzy kroki w tył.
      – Trevor, przestań, co ty robisz?! – wrzasnęła Diana, próbując odciągnąć chłopaka.
      – Odejdź! – Wyszarpnął się.
      Dziewczyna wyglądała na całkowicie zszokowaną jego zachowaniem.  
      – No to jak, chwalisz się? – kontynuował Trevor.
      Koleś wydobył z kieszeni nieco trawki, papierosy, zapalniczkę i kilka banknotów. Szatyn uderzył go z otwartej dłoni.
      – Dajesz siedemnastolatce marihuanę?! – huknął.
      – Przecież nie wciskam jej tego do gęby! – Gówniarz się zdenerwował.
      W tym momencie dostał drugi raz i teraz już znalazł się na ziemi.
      – Trevor, co ty wyprawiasz? Dość już. – Wreszcie wmieszała się w to wszystko Emma, chwyciwszy go za ramiona.
      Małolatka przykucnęła przy młodziku, który zaraz się podniósł.
      – Co ty odpierdalasz?! – wrzasnęła i rzuciła się na Trevora z pięściami.  
      Złapał ją za ręce. Szarpała się z nim kilka chwil, w końcu się uspokoiła. Usiadła przy koledze i milczała. Młody mężczyzna wziął w rękę zwitek zioła chłopaka i spojrzał na dziewczynę.
      – Nie upilnuję cię, wiem, że znowu zapalisz, mam jednak nadzieję, że to tylko trawa i że mnie nie okłamujesz – rzekł i schował towar do kieszeni.  
      Po chwili podszedł i chwycił twarz małolata.
      – Nic mu nie będzie – stwierdził już nieco luźniej. – Ubieraj się, zrobimy jakieś zakupy – skierował wzrok na Dianę.
      – Nigdzie z tobą nie idę!  
      – Młody, idź do domu – nakazał chłodno szatyn.
      – Nie! – zaprotestowała natychmiast brunetka, łapiąc kumpla pod rękę.
      – To twój facet?  
      – Nie twoja sprawa!
      – Chodź, kupimy coś do żarcia, będziecie mieli mniej wydatków – nalegał Trevor.
      – Spierdalaj! – warknęła wściekła dziewczyna.
      – Ubieraj się, albo kochaś wychodzi! – Zniecierpliwiony chłopak podniósł głos.
      Dopiero po tych słowach Diana ruszyła się z miejsca, pałając złością.
      – Chcesz na nią poczekać? – zapytał małolata, częstując go chłodnym spojrzeniem.
      – Mogę poczekać – mruknął niepewnie młokos.
      – Zamknij drzwi i nikomu nie otwieraj. I grzecznie ma być.


      Kwadrans później taksówka zatrzymała się pod dużym sklepem. Wzięli nie koszyk, a wózek i ruszyli do środka. Szli wzdłuż półek, ale siedemnastolatka niczego nie brała. Chłopak zauważył, że chyba się wstydzi.
      – Bierz, co chcesz. Nie patrz na cenę – rzucił łagodnie.
      W końcu w wózku znalazły się: chleb, masło, cukier, a po nich dwie paczki chipsów, czekolada i cola. Trevor spojrzał na produkty, a następnie na Dianę.
      – Aha, czyli to są najpotrzebniejsze rzeczy, tak? Więc mam rozumieć, że jutro zrobisz z tego obiad? – stwierdził złośliwie.
      Nastolatka nie odpowiedziała, spuściła tylko wzrok. Nie wyjął przysmaków, tylko dorzucił dwa mleka, kilka rodzajów warzyw, herbatę i kawę. Poszli do zamrażarek i stamtąd chłopak wygrzebał kilka opakowań steków i mrożonych potraw, oraz parę opakowań wędlin z lodówki. Udali się do chemii. Trevor ponabierał wszystkiego – od szamponu zaczynając, na płynie do naczyń kończąc.
      – Coś jeszcze? – Spojrzał na Emmę, czekając na radę.
      – Z tego raczej da się już coś ugotować – zaśmiała się dziewczyna.
     Diana szła obok i milczała. Wyglądała na bardzo zażenowaną, domyślała się, ile Trevor za to wszystko zapłaci. W końcu nie wytrzymała:
      – Za dużo tego wziąłeś, odłóż coś – powiedziała płytko.
      – Dlaczego?
      – Bo tak – bąknęła.
      – Dobrze. Odłożymy chipsy i czekoladę, napój może zostać – zakomunikował z uśmieszkiem szatyn.
      Zapadła cisza. Trevor bacznie obserwował nastolatkę i jej dziwne miny, w końcu się roześmiał.
      – Dobra, chodźmy do kasy, póki nie ma kolejki – rzekł rozbawiony.
      

      – Jak my się z tym zabierzemy? – zwrócił się do Emmy, wskazując głową cztery potężne torby.
      – Do taksówki jakoś doniesiemy.
      – Co ci się stało w rękę? – zapytała Diana, która nagle odzyskała głos.
      – Nic takiego.
      – Czemu od ponad dwóch lat nie dałeś znaku życia?
      – Nie przyjeżdżałem do miasta. Byłem raz, ale nikogo nie zastałem.
      Podjechała taksówka, szatyn włożył zakupy do bagażnika i po kilku minutach byli już w mieszkaniu. Małolat zrobił dziwną minę, ponownie widząc chłopaka. Rozpakowali torby i Trevor odpalił papierosa.  
      – Matka pije? – zapytał Dianę.
      – Nie, od ponad roku.
      – To czemu tu jest taki bajzel? Mogłem zrozumieć chlew, jak popijała, ale teraz? Siedzisz i palisz zielsko, zamiast trochę tu ogarnąć. Masz pomocnika, czemu nie ruszycie tyłków?  
      Diana znowu się zmieszała i zjechała wzrokiem w dół.
      – Masz komórkę? – Chłopak uniósł jej twarz.
      – Mam.
      – Daj kartkę, zapiszę ci mój numer.
      Dostał jakiś świstek, zapisał telefon i dał dziewczynie.
      – Możesz dzwonić o każdej porze. Jak znowu będę w mieście, zajadę do was – poinformował, idąc w stronę wyjścia.
      Zatrzymał się jednak przed drzwiami.
      – Nie wydaj na zioło – burknął, wręczając Dianie dwieście dolarów.  
      – Dzięki, nie wydam – wybełkotała, wstydliwie biorąc banknoty.
      – I sprzątnij ten burdel! – dodał, po czym mocno uściskał małolatkę. Emma rzuciła krótkie: ”cześć” i  po chwili Diana zamknęła za nimi drzwi.


      – Kto to był? – zapytała zaciekawiona, zaskoczona dziewczyna.  
      – Poznałem ją, jak kończyłem ogólniak. Miała jakieś osiem czy dziewięć lat. Wpadła na kradzieży w sklepie, nawet nie pamiętam, co wyniosła, chyba jakąś kanapkę. Szkoda mi się zrobiło dzieciaka, była przerażona i zapewne głodna. Uprosiłem właściciela, żeby nie wzywał policji i zapłaciłem za towar. Od razu rzuciło mi się w oczy, że gówniara ma ciężko. Kupiłem jej hamburgera i colę. Po dwóch dniach znowu spotkałem ją pod sklepem, obok jej domu. Wziąłem smarkulę za chabety, znowu nakarmiłem i wypytałem, czemu kradnie? Dowiedziałem się, że matka po śmierci jej ojca popadła w nałóg i dużo wydawała na alkohol, więc już nawet w połowie miesiąca lodówka świeciła pustkami. Żyli pewnie z zasiłku, więc tym bardziej mieli przechlapane. Diana była mała, więc powiedziała mi wszystko otwarcie. Potem coraz częściej się z nią widywałem, kupowałem jej czasami jakieś produkty do domu... zresztą i tak nie miałem na co wydawać. Po kilkunastu dniach zaszedłem w końcu do jej mieszkania – burdel był nie z tej ziemi. Potem przychodziłem prawie codziennie z jakimiś drobiazgami, ale do jej domu już nie zachodziłem. Do tej pory nie wiem, jak im się udało uniknąć opieki społecznej. Widocznie Alice dobrze udawało się ukrywać swój nałóg. Ja nie zgłaszałem, nie chciałem, żeby zabrali małolatę do placówki. Pewnie wolała być z matką, jaka ta matka by nie była. Widziałem kobietę tylko trzy razy, ale zdążyłem zamienić parę słów, żeby nie bała się o moje spotkania z gówniarą. Przywiązałem się strasznie do dzieciaka i spędzałem z nią coraz więcej czasu, przynajmniej nie siedziałem w domu z tym bydlakiem. Jak się wyprowadziłem, to raz na tydzień ją odwiedzałem. Jest ode mnie dziesięć lat młodsza, ale wiem o niej wszystko. Martwi mnie trochę ta trawka, ale zaufam jej. – Trevor na biegu opowiedział całą historię.
      Emma bacznie słuchała ukochanego.
      – Dobry z ciebie chłopak – podsumowała.
      Tak, bardzo dobry – pomyślał kwaśno Trevor, aczkolwiek uśmiechnął się pokazowo.
      – Była strasznie pocieszna, jak była mała – wznowił wątek. – Mimo tylu lat różnicy nie dało się z nią nudzić. Namówiła mnie nawet kiedyś na wesołe miasteczko, wyobrażasz sobie? Do tej pory nie wierzę, że tam polazłem – zaśmiał się.
      – Kiedyś musi być ten pierwszy raz – oznajmiła wesoło Emma.


      Rozmowa tak bardzo się kleiła, że nie zauważyli nawet, kiedy doszli do domu dziewczyny. Samochód już stał na podjeździe. Emma udała się do środka, a Trevor wsiadł do auta i za chwilę odpalił skręta z towaru młokosa, a resztę schował w fotelu. Siedział w wozie i dopiero, kiedy poczuł, że narkotyk zaczyna działać, udał się do domu.
      – Zamierzasz to kiedyś rzucić? – zapytała dziewczyna, gdy pojawił się w salonie.
      – Nie wiem, to bardzo trudne.
      – W porządku. Tylko nie przesadzaj.
      – Nigdy nie przesadzam – rzekł cwaniacko Trevor.
      – Tommy jest pewnie u sąsiadów. Pójdę po niego, nie wie, że wróciliśmy – rzekła Emma.
      – Poczekaj. – Zatrzymał dziewczynę, przyciągnął do siebie i delikatnie przywarł do jej ust.
      Zarzuciła mu ręce na ramiona. Z sekundy na sekundę całował ją zajadlej, idąc powoli przed siebie. Zatrzymali się dopiero na końcu pokoju. Dłonie Trevora znalazły się na jej plecach, pod ubraniem. Przyparł ukochaną do ściany. Przywierał do niej coraz mocniej i natarczywiej, w czym pomagała marihuana, które już trzęsła nim bez litości.
      Ręce zaczęły schodzić w dół do chwili, aż palce zacisnęły się na pośladkach. Energicznie przyciągnął blondynkę do siebie i zaczął całować jej szyję. Napierał na nią całym ciałem.      
      – Trevor, już wystarczy, drzwi są otwarte. – Emma zauważywszy, że ukochany za mocno się rozkręca, chciała go od siebie odsunąć, ale on nie reagował.        
      Przyciskał dziewczynę coraz mocniej.  
      – Trevor. – Spróbowała ponownie, ale chłopak był bardzo silny.  
      Po chwili chwycił ją za pierś i chyba zadał jej ból, bo jęknęła nieprzyjemnie. Działał jak zahipnotyzowany i stawał się coraz bardziej agresywny...

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2095 słów i 12371 znaków, zaktualizowała 2 maj 2020.

3 komentarze

 
  • enklawa25

    :bravo: świetne opowiadanie dobra robota

  • agnes1709

    @enklawa25 Dzięki ;)

  • enklawa25

    @agnes1709  ;)

  • Gaba

    I znowu £apa i na "tak" . Dobre, pisz dalej.
    A u mnie od trzech dni popaduje. Teraz leje uprzejmie i ciepło. Nareszcie chwasty odbiją!  :jupi:

  • agnes1709

    @Gaba Oby nie na Lolu:lol2: :drinking:

  • Black Crowe

    @agnes1709 mimo, że tutaj problemem jest podlewanie-i tak rosną...

  • Duygu

    Oooo, nowe postacie. Awesome  <3 Umiliłaś mi dzień w tę okropną pogodę  :przytul:

  • agnes1709

    @Duygu I nas słońce i ciepło. Dałabym trochę, ale nie ma takiej emotki :sad:  :przytul:

  • agnes1709

    @Duygu Ale to nic, są w telefonie :D🌞🌞🌞🌞🌞🌞🌞

  • Duygu

    @agnes1709 Ooo, dziękuję  <3

  • agnes1709

    @Duygu Ależ proszę :D