Ukojenie cz. 51

Ukojenie cz. 51Z butelką piwa i drinkiem w dłoni zszedł do piwnicy.
      – Tęskniłeś? – zapytał, stając nad Scottem. – Głowa nie boli? Wczoraj nieźle pochlałeś. Nie powinieneś pić, jeśli nie umiesz się potem zachować – stwierdził i podał mu piwo. – Chlaj, pomoże na dolegliwości.
      Scott był bardzo spragniony, bo mocno przywarł do butelki, wypijając ponad połowę.
      – Z tym „brudasem” to był taki żart, nie miałem nic złego na myśli. Wypuść mnie, nikt się nie dowie o tym zajściu – rzekł więzień.
      – O czym ty pierdolisz? – zarechotał Trevor. – Naprawdę myślisz, że tu chodzi o jakiegoś ”brudasa”? Dlaczego podbiłeś oko mojej damie?
     – To nie ja.
     Szatyn nie pytał więcej, tylko wstał i mocno kopnął Scotta w brzuch. Koleś znowu się pochylił, jęcząc.
      – Nie ty?! A kto, może ja?! – krzyknął rozdrażniony Trevor.  
      – Nie wiem. Uspokój się i nie szalej – rzekł bezczelnie blondyn.
      – Czy ja szaleję? Ale skoro nalegasz, zaraz pokażę ci, co to jest szaleństwo, niech go tylko znajdę – rzekł Trevor, polazł w okolice kredensu i zaczął czegoś szukać w stosie starych rzeczy. Nie znalazł, udał się więc do szopy. Biało-czarny kij baseballowy leżał na tylnym siedzenie gruchota. Wziął go i wrócił na dół.  
      – Co ty chcesz zrobić? Zobaczysz, jak policja tu wpadnie, nie będzie ci już wesoło – rzucił Scott, widząc narzędzie, ale tylko rozbawił prześladowcę.
       – Twój piesek z komisariatu też oberwie, spokojna głowa. Szkoda tylko że nie wiem, gdzie go szukać, bo już siedziałby tu razem z tobą. No dobra, a teraz powtórzymy grę, w którą grałem w lesie z pewnym ćpunem. Tylko że ta będzie bardziej dotkliwa. Tamten badyl to była prowizorka, ten będzie lepiej przystawał do gnatów – zaśmiał się chłopak. – Wybieraj kolano – rozkazał, opierając się na baseballu.
      – Ej, możemy to jakoś załatwić. Zapłacę ci – zaproponował nagle Scott.  
      Trevor był bardzo zdziwiony tym, że facet ma jeszcze jakąkolwiek nadzieję na złagodzenie sytuacji.
      – Zapłacisz mi?! – zarechotał głośno. – Śmieszny jesteś! I co z tego, że mi zapłacisz, czy ona zapomni? Nie, nadal będzie pamiętać, a tego ci nie daruję. Już w pierwszym dniu naszego spotkania, w pubie, wiedziałem, że zawlokę cię do tej jebanej piwnicy, rozumiesz? Obiecuję ci gnoju, że ciężko odpokutujesz za to, co zrobiłeś tej biednej dziewczynie. Wybieraj – powtórzył szatyn.
      – Spierdalaj. – Koleś się zdenerwował.
      Trevor bez namysłu przywalił mu baseballem w lewy piszczel.
      – Kurwa, odjebało ci?! – wrzasnął Scott, chwytając się za nogę.
      – Powiedziałem ci, nie krzycz, nie rozumiesz prostych słów?
      – Przestań, chcesz mnie pobić? I co ci z tego przyjdzie? Prędzej czy później policja dowie się o wszystkim.
      – Podziwiam cię, naprawdę, że jeszcze masz odwagę mnie straszyć, widząc swoje nieciekawe położenie. Nie, nie chcę cię pobić, chcę cię zabić. Chociaż nie… wpierdol też ci spuszczę. Policja gówno mi zrobi, bo za kilka dni też już będę martwy, ale ty najpierw porządnie oberwiesz. Cieszysz się? – poinformował Trevor, szczerząc się od ucha do ucha.
      Scott zamilkł.
      – Kończ browar, dam ci drugi. Wiem, że suszy – rzekł chłopak i udał się na górę.
      Wziął całą whiskey, piwo i wrócił do więźnia. Otworzył brązową butelkę, postawił obok, po czym odpalił papierosa i położył przy piwie. Sobie przypalił skręta, mocno się zaciągając. Blondyn bez słowa wziął Marlboro, dłoń mu się trzęsła.
      – Kutasa ci nie obciąłem, ale palce mogę, one tak mocno nie krwawią. Co o tym sądzisz? – zapytał złośliwie oprawca.
      – Chyba masz na imię Trevor, tak? Bądź rozsądny i skończ to, póki możesz. Przysięgam ci, że nikt się nie dowie. – Scott ponowił próbę.
      – Nie. Mam na imię „brudas” i skończę... ale za dwa – trzy dni. – odparł wesoło szatyn.
      Marihuana już siała spustoszenie w jego organizmie, a szydzenie z uwięzionego tylko nakręcało chłopaka.
      – Dobra, co teraz? Druga noga czy może ręka? W lewą mogę lać, nie będziesz z niej korzystał – oznajmił Trevor.
      – Kurwa, przestań, co ty robisz? – Scott znowu spanikował.
      – Wybierasz, czy walimy po dłoni? Mów szybciutko – nalegał kat, wyszczerzając zęby.
      Scott się wyciszył, więc chłopak podszedł z boku i łupnął go kijem po przykutej ręce.
     – Kurwaaa, przestaaań! – Zawył przeraźliwie porwany.
      Dźwięk aż palił w uszy, więc Trevor zaraz kopnął chłopaka w twarz.
     – Kurwa, ostatni raz mówię, zamknij ryj. Jeszcze raz usłyszę twój parszywy głos, a weźmiemy się za palce, rozumiesz, frajerze? – zagroził sucho.
      Scott ucichł, chyba pojął, że chłopakowi odbiło i wcale nie żartuje.
      – Dlaczego ją zgwałciłeś? – zapytał szatyn, siadając naprzeciw poszkodowanego i opierając plecami o skrzynię.
      – Nie wiem, przykro mi, naprawdę. Byłem pijany – bąknął blondyn.
      – Ja także niedługo będę, więc co? Też mam cię wyruchać?! – zagrzmiał Trevor. – Albo wsadzić ci w dupę tą pałę, żebyś odczuł to, co czuła ona?! – Pokazał mu kij.
      Scott się nie odzywał.  
      – Odpowiadaj, gnoju! – wrzasnął kat, zrywając się z miejsca.
      – Nie podchodź do mnie! – zatrwożył się porwany, wyciągając przed siebie rękę.
      Trevor się zbliżył i mocno nacisnął butem na jego dolną część ciała. Scott znowu wydał jęk bólu, ale tym razem starał się to zrobić bardzo cicho. Złapał chłopaka za stopę, próbując ją odsunąć, więc znowu oberwał w twarz, tym razem z pięści.  
      – Nie dotykaj mnie! – huknął Trevor i się cofnął.
      Odpalił papierosa i ponownie chwycił za kij. Scott zbladł.
      – Spokojnie, nie zryję ci dupska. W życiu bym cię nie dotknął, choćby płacili mi nie wiem, jak grube pieniądze, parszywy gnoju – oznajmił szatyn. – Nawet kijem – dodał. – Ja już wybrałem dwa razy, teraz kolej na ciebie – oświadczył, przystawiając mu koniec baseballa do twarzy.
      – Odwal się – burknął Scott.
      Trevor zrobił krok w tył.
      – No dobra! – zaśmiał się. – A teraz jak gracze zawodowej ligi. – rzekł z powagą, wziął porządny zamach i łupnął chłopaka kijem po brzuchu.
      Scott nie dał rady nawet krzyknąć, bo natychmiast stracił oddech. Padł skulony na ziemię, wydając z siebie cichy pomruk. Trevor spojrzał na zegarek – dwunasta dwadzieścia. Usiadł i znów odpalił Marlboro. Napił się oczywiście i patrzył na Scotta, który leżał zwinięty w kłębek i ciężko łapał powietrze. Nie posiedział długo, po chwili znów wstał i szarpnął blondyna do pozycji siedzącej.
       – Myślałeś pewnie, że chcę cię tylko nastraszyć? To źle myślałeś. Uderzyłeś ją, bo omijała cię szerokim łukiem? Taki dzielny jesteś?! – zapytał i ponownie kopnął chłopaka w przyrodzenie.
      Scott ciężko jęknął.
       – Chyba złamałem ci nogę – oznajmił Trevor, podnosząc nogawkę i spoglądając na kończynę, na której widniało małe rozcięcie i zaczęła pojawiać się opuchlizna. – Jak połamię drugą, będę mógł cię rozkuć – dodał z wesołością. – Czy wolisz być przykuty?
      – Błagam cię, przestań, już mnie ukarałeś – wystękał więzień.
      – Nie, jeszcze została chłosta, jak w średniowieczu – zaśmiał się szatyn. – Wiesz? Moja babcia miała gdzieś taki fajny, rzemienny pejcz, tylko nigdzie nie mogę go znaleźć. Mam nadzieję, że nie wyrzuciła, bo nieźle daje się we znaki. Gwarantuję, że jak oberwiesz nim kilka razy, będziesz błagał, żebym wrócił do kija – drwił.
      Scott milczał, widząc, że prośby na niewiele się zdają.
      – Pójdę go poszukać. Nigdzie nie odchodź – rzucił rozbawiony Trevor i ruszył na górę.
      Świtało mu, że gdzieś widział ten bat, ale teraz za cholerę nie mógł przypomnieć sobie, gdzie. Tak się nakręcił na to narzędzie, że przewalił cały schowek na szpargały, ale pejcza w nim nie było.  
      – Kurwa, babciu, nie rób mi tego – marudził pod nosem.
      Wrócił do piwnicy i zaczął przeszukiwać zawartość regału, w którym były najróżniejsze śmieci. Także bez rezultatu. Spojrzał na Scotta – miał przerażenie w oczach.
      – Spokojnie, znajdziemy, został jeszcze strych. Moja kochana babcia składowała tam niepotrzebne rzeczy – zakomunikował Trevor.
      Wejście na górę było obok drzwi do piwnicy; chłopak od dobrych czterech lat nie był na poddaszu. Gdy otworzył klapę, od razu zakaszlał od wzbijającego się w powietrze kurzu. Panował tam półmrok i bardzo surowy klimat. Jedyne okienko, które tam było, zostało zabite deskami, gdyż Trevor za młodu wybił w nim szybę. Światło dostawało się do wnętrza jedynie przez szczeliny między wyżartymi przez korniki deskami w ścianach.        
      Wznowił poszukiwania wśród starych rzeczy. Było tam chyba wszystko – od starego palta zaczynając, na maszynie do szycia kończąc. Zaczął przewalać pudła, które stały pod zabitym okienkiem. Sprawdził dwa i wziął się za trzecie, i to w nim znalazł upragniony, mający około metra długości bicz. Chwycił go i mocno naprężył, sprawdzając, czy nadal jest w dobrym stanie – nic mu nie dolegało. Uśmiechnął się i zszedł do piwnicy, biorąc po drodze trzecie piwo. Stanął nad Scottem i dał mu odpalonego papierosa, a obok postawił otwarty trunek.
      – Widzisz, jak masz ze mną dobrze? Daję ci piwo, zapalić też ci nie żałuję... żyć nie umierać, prawda? – powiedział złośliwie.
      Starszy chłopak nie otwierał ust, aczkolwiek wziął papierosa.
      – Powinien świetnie spełnić swoją powinność – stwierdził kat, mocno uderzając batem w skrzynię.
      Po całej piwnicy rozszedł się świszczący odgłos przecinanego powietrza i głośny trzask. Chłopak spojrzał na Scotta – krew odpłynęła mu z twarzy. Trząsł się coraz bardziej, a czoło błyszczało od wilgoci.
      – Sprawdźmy… – rzekł szatyn i z całej siły uderzył ofiarę pejczem po prawej nodze.
      – Kurwaaa! – Scott zaklął chyba najgłośniej, jak umiał, lecz tym razem Trevor nie karcił chłopaka, pozwolił mu dać upust emocjom.  
      Jedno uderzenie wystarczyło, żeby rozciąć delikatnie jasne dżinsy blondyna i spowodować łzawienie oczu.
      – Boli? – zapytał Trevor.
      – Taaak – wybełkotał więzień.
      Sadysta podszedł z drugiej strony i trzepnął go batem w lewą nogę. Scott znowu ryknął, lecz tym razem już tak przejmująco, że było go słychać chyba na zewnątrz.  
      – Żeby prawej nie było smutno – oznajmił zimno oprawca i przypalił Marlboro. – Chcesz? – zapytał blondyna.
      Ten milczał, ale chłopak już wyłapał, że gość zaczyna chlipać.
      – A może dam ci zioła, żebyś bardziej odczuł strach, który dziś u ciebie wywołam? Tak, to dobry pomysł! – potwierdził i zaraz wykonał skręta, którego podał Scottowi. – Pal!          
      Były Emmy bał się coraz bardziej, więc chwycił używkę i zaczął się zaciągać.
      – Widzę, że marihuana nie jest ci obca – rzekł Trevor. – Kochałeś ją, czy byłeś z nią tylko dla seksu? – zapytał, patrząc spod byka na Scotta.
      – Kochałem – wypaplał chłopak.
      – Więc to tak po rozstaniu okazuje się sympatię do kobiety?
      – Przeprosiłem cię, co mam jeszcze zrobić? – jęczał Scott.
      – Jak pejcz mojej babci? Fajny, nie? – Trevor uśmiechnął się z satysfakcją.
      Blondyn znowu się wyciszył.
      – No co, nie podoba ci się? Chyba wiem, czemu. Oberwałeś przez spodnie, a to nie oddaje całego piękna chłosty – spostrzegł szatyn i zaraz ściągnął Scottowi dżinsy do samych kostek.
      Porwany nie dał rady ruszyć prawą nogą, gdyż złamanie było dość poważne, zaczął więc dziwnie poruszać lewą, broniąc się przed kolejnym uderzeniem. Trevor przyglądał się temu przez chwilę, po czym uderzył szyderczym śmiechem.
      – Co ty, kurwa, uczysz się tańczyć? Myślisz, że jak zaczniesz się wiercić, to nie trafię? Ale pomyśl o tym z dobrej strony – jak poczujesz pejcz, to zapomnisz o złamaniu – stwierdził, bawiąc się coraz lepiej.  
      – Proszę cię, nie bij mnie już.  Wystarczająco dałeś mi do zrozumienia, że jestem gnojem – płaszczył się Scott.
      – Ooo, miło, że to w końcu zrozumiałeś. Szkoda tylko, że tak późno. Ok, która noga teraz?
      Scott nie odpowiadał, więc Trevor nie namyślając się długo, uderzył go biczem po twarzy.
      – Kurwaaa, ty pojebie, przeeestań, do chuuuja! – wydarł się pobity i wolną ręką złapał za policzek.
      – Taki twardy chłopczyk, a płacze? – drwił uśmiechnięty od ucha do ucha Trevor, widząc spływające po obliczu Scotta łzy. – Pokaż. – Odciągnął jego rękę.
      Na policzku pojawiło się rozcięcie i znikoma ilość krwi.
      – Przeżyjesz – poinformował szatyn.
      – Powinieneś się leczyć! – rzucił nagle załamany więzień.
      – Masz rację, powinienem, ale tego nie robię. Wiesz, że zamordowałem siedem osób? Ty będziesz ósmy, twój policyjny sługus dziewiąty, a ja ostatni. Dziesięć – taka ładna okrągła liczba, prawda? – odparł spokojnie Trevor.
      – Długo się nie pobawisz, zobaczysz. Na pewno już zauważyli moją nieobecność w pracy, co się wcześniej nie zdarzało bez wcześniejszego zawiadomienia. Ted wpadnie tu z chłopakami i wtedy będziesz miał ubaw – zagroził Scott.
      – I bardzo dobrze, nie będę musiał go szukać. Będzie mi bardzo na rękę, jeśli sam się do mnie zgłosi – orzekł Trevor i napił się alkoholu.
      Nawet nie zauważył, kiedy w butelce zostało ćwierć, a już złapał smak.  
      – No dobra, dość tych pogaduszek. Decyduj – ręka, noga, czy twoja parszywa morda? – nakazał, stając nad ofiarą, ale już nie miał uśmiechu na twarzy.
      Scott nie otwierał ust.
      – Gadaj, kurwa! – zawył Trevor, wziąwszy zamach. Scott się skulił, zasłaniając ręką. – A może twój niegrzeczny przyjaciel? – zaproponował cierpko kat, przystawiając rękojeść bicza do rozporka blondyna.
      – Noga – wybełkotał w końcu bezradnie jeniec.
      – Jak sobie życzysz – rzekł Trevor i łupnął Scotta batem po prawym udzie.
      Wrzask był nie do opisania i nad kolanem momentalnie pojawiła się czerwona, lekko krwawiąca smuga.
      – Już dość, błagam cię, zrobię, co zechcesz! Proszę cię – wystękał pokrzywdzony, który już nie chlipał, a głośno płakał, zgięty w pół.
      – Jeszcze lewa, prawa oberwała dwa razy. Jakiś porządek musi być! – zarządził Trevor, kompletnie nie zwracając uwagi na jego żale.
      – Nie, błagam cię, już wystarczy! Wszystko zrozumiałem, błagam cię! Co mam zrobić, do cholery?! – żebrał skatowany niewolnik.
      Chłopak zignorował jego gadkę i po chwili poszkodowany oberwał batem po lewym udzie. Efekt w postaci rozdzierającego ryku był taki sam. Scott już nie prosił, tylko intensywnie zalewał się łzami, Trevor w życiu nie pomyślałby, że ten wielki facet może tak płakać.
      – Dobra, na razie wystarczy – powiedział i odłożył „sprzęt”, ale zaraz spojrzał na podłogę. – Kurwa! Rozlałeś piwo, baranie! – krzyknął i huknął go z pięści w twarz.
      Przewrócona butelka leżała obok Scotta, w półmetrowej kałuży piwa. Chłopak rzucił mu dużą szmatę.
      – Sprzątaj to! Jak wrócę za pięć minut, ma tu być sucho! – syknął i udał się na górę.
      Usiadł na schodkach i włączył telefon. Zrobił skręta i szybko odpalił. Siedział na powietrzu kilka  minut, w końcu się znudził i wrócił na dół. Spojrzał na miejsce piwnej „katastrofy” – Scott wytarł tylko niecałą połowę, gdyż przez uwięzioną rękę nie dał rady sięgnąć dalej.
      – To się nazywa wytrzeć do sucha?! – rozdarł się szatyn i kopnął skutego w połamaną nogę.
      Przejmujący do granic możliwości okrzyk cierpienia ponownie rozprzestrzenił się po zimnym, piwnicznym wnętrzu. Nagle zadzwoniła komórka ofiary. Scott chciał po nią sięgnąć, ale Trevor był szybszy. Przytrzymał jego rękę, wyciągnął telefon, rzucił go na ziemię i roztrzaskał butem w drobny mak.
      – Abonent czasowo niedostępny – rzucił radośnie i znowu pociągnął z butelki. – Jak moje ziółko? Smakowało? Fajnie wykręca, nie?
      – Taaak – wybełkotał płaczący Scott.
      Trevor sprawdził godzinę – zbliżała się czternasta.
      – Musisz coś zeżreć, pewnie jesteś głodny. Nie mogę pozwolić, aby moi goście byli niezadowoleni. Pizza może być? – zapytał.
      Głucho.
      – Pytałem o coś! – zawył oprawca, chwytając pejcz.
      – Tak, może! – krzyknął natychmiast więzień.
      – W porządku. Siedź tu cichutko, za pół godziny wracam. – Kat uśmiechnął się szeroko, zatkał Scotta tym samym gałgankiem i opuścił piwnicę.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2799 słów i 16914 znaków, zaktualizowała 16 maj 2020.

2 komentarze

 
  • Iga21

    I znowu jak więzić, to w piwnicy 😀
    Ładnie zaczął ale z tym , że wcześniej mu tel nie zabrał i nie wyrzucił, to błąd, bo mogliby namierzyć gdzie jest, tamta oferma.  
    Czekam na ciąg dalszy tej zabawy :)

  • agnes1709

    @Iga21 Haha, żebyś tyle chlala i ćpała, też byś zapomniała o istotnych rzeczach. Spokojnie, minęło za mało czasu, żeby zaczęli go szukać, i autorka o tym wie;) :kiss:

  • Iga21

    @agnes1709 jutro kolejna część? 😘

  • agnes1709

    @Iga21 Staram się szybko, ale bokiem mi to wylazło przez tyle lat, więc idzie, jak idzie :sciana:

  • Duygu

    OMG  :devil:  Moja spragniona zemsty dusza się cieszy. Trevor, skończ z tym gościem. Ciekawe, czy koledzy Scotta przyjdą...? Zapowiada się ciekawy ciąg dalszy  :rotfl:

  • agnes1709

    @Duygu Bez spojlerów, dowiesz się :P:P:P

  • Duygu

    @agnes1709 Z pewnością mnie czymś zaskoczysz, jak to masz w zwyczaju  :P   <3

  • agnes1709

    @Duygu :D