Ukojenie cz. 14

Ukojenie cz. 14Wziął alkohol i znowu się napił. Był już nieźle zakręcony. Zaczął wykańczać zawartość butelki tak szybko, że ta po chwili była pusta. Rzucił ją w kąt, sięgnął do kieszeni i wyjął tabletki, które dostał w szpitalu. Wściekłość nie mijała. Nie mógł sobie darować tego wyskoku. A pierdolę to – pomyślał w końcu i przyniósł z kuchni drugą butelkę. Był już pijany, ale miał to gdzieś. Nie chciał myśleć o dziewczynie, nerwica go brała, że tak się to wszystko skończyło. Sam nie wiedział, czy to z chęci odurzenia się wyładował na niej złość, czy po prostu coraz gorzej mu odbija.  
      Gdy wypił pół następnej butelki, poszedł do samochodu. Znieczulenie działało, ból się w dużym stopniu zmniejszył. Obecnie był tak nawalony, że ledwo lazł. Otworzył schowek, wziął komórkę i w domu podłączył ją do ładowania. Po żmudnych staraniach wyłapania kręcących się przed oczami cyfr klawiatury i przeklinania pod nosem, w końcu wykręcił jej numer. Czekał bardzo długo, ale nie odbierała. Wykręcił drugi raz – znowu nic. Z każdą sekundą miał coraz większą ochotę rozpieprzyć telefon, ale w końcu rzucił go niechlujnie na regał. Był przekonany, że nie ma już na co liczyć w kwestii spotkania się z ukochaną. Jestem pojebanym gnojem i sam jestem sobie winien… Kurwa, mogłem odpuścić to chlanie... Dobra, przeproszę ją i jakoś to będzie… – Kombinował.
     Rozmyślał namiętnie, w końcu zasnął. Spał bardzo długo. Obudził się ok dziewiątej wieczorem i pierwsza kwestia, która przeszła mu przez głowę, była to osoba Emmy. Znów czuł się ociężale, do tego wytrzeźwiał i zrobił się z niego skacowany flak. Łeb mu pękał. Leniwie sięgnął po fiolkę, alkoholem popił dwie tabletki i położył się znowu. Czuł dziwny głód, zjadłby coś, ale lodówkę miał pustą. Żałował teraz, że w drodze ze szpitala nic nie kupił. Sięgnął pod łóżko i za moment już miał w ręku skręta. Dziś sobie odbiję, a jutro już nie będę szalał i pojadę coś kupić – usprawiedliwiał się i co śmieszniejsze – jeszcze w to wierzył. Po chwili jednak wstał, wziął telefon i wybrał numer dziewczyny. Czekał i czekał, lecz ta nie odbierała. Spróbował ponownie, ale i tym razem nie odniósł sukcesu. Już mało nie płakał. Na trzeźwo jeszcze bardziej dotarło do niego, co zrobił. I jeszcze ta suka…
      Wkurzony wstał i usiadł pod plakatem. Nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. I nagle coś sobie przypomniał. Sięgnął z ziemi na biurko i wymacał wyrwaną ze szkicownika kartkę. Dziewczyna położyła ją tam, idąc do łazienki, a potem o niej zapomniała. Wpatrywał się na rysunek i coraz bardziej się wnerwiał. Nie widział jej tylko kilka godzin, a już cholernie tęsknił. Znowu Scott stanął mu przed oczami, był święcie przekonany, że to wszystko przez niego. Przecież gdyby nie wysłał go do szpitala, nie byłoby kłótni z ukochaną. Znów zaczął planować zemstę, za każdym razem wymyślając coraz to inne, kreatywniejsze tortury. Kompletnie mu odwaliło na punkcie chłopaka.
     Zagłębił się na dość długo w tej brutalności, w końcu rzucił szkic na miejsce, wstał, wyszedł na werandę i odpalił papierosa. W oczach plątały mu się jakieś dziwne, ciemne plamki, gorące dreszcze wędrowały po ciele, do tego cały zdrętwiał. Jeszcze się do końca nie rozchodził po tak długim leżeniu. Spalił i wrócił na kanapę, kładąc się na plecach. Głowa przestawała boleć. Pociągnął jeszcze niewielki łyk, a resztę zakręcił i schował pod łóżko. Postanowił już nie pić.  
      Emma i Scott powrócili, lecz teraz już nie tylko byłego dziewczyny obwiniał o całe zajście, bursztynowy trunek również. Ten był jednak wiele mniejszym winowajcą.
      Prochy zaczynały działać i chłopak znowu robił się senny.
            

      Zerwał się na łóżku, cały mokry, czując wielkie pragnienie. Po opróżnieniu dwóch szklanek wody wrócił na kanapę, ale nie dał rady już zasnąć. Sprawdził godzinę – kilka minut po piątej. Nie mając nic do roboty, postanowił wziąć prysznic. Przy akompaniamencie przekleństw z trudem odwinął bandaż. Wyszorował się porządnie i wskoczył w szare dresy. Koszulki nie nakładał, było strasznie gorąco. Wziął butelkę spod łóżka i zaniósł do lodówki. Chodził jakby lepiej i ciut szybciej, nieznacznie poprawił mu się też humor. Przenikająca jego myśli blondynka nie dawała mu spokoju. Chętnie by ją przytulił, wziął za rękę, a tak siedzi sam i się wkurwia. Zdobył swoją odwieczną miłość, co w jego mniemaniu było cudem, a teraz w tak kretyński sposób ją stracił.  
      Zrobił niewielkiego skręta i zapalił. Gdy skończył, tradycyjnie przyszedł czas na papierosa. Nie odczuwał już po nim żadnych zawrotów. Głowa nie bolała, ale miał kaca i nieustannie chciało mu się pić. Poszedł do kuchni, ugasił pragnienie, napełnił szklankę i postawił ją na stoliku koło kanapy, na której zaraz legł. Po prysznicu i spłukaniu z siebie szpitalnego klimatu, poczuł się o wiele lżej. Zasnął.

      
      Zbudziło go pukanie do drzwi. Migiem usiadł, wystraszony, nikt go nigdy tutaj nie odwiedzał. Pukanie nie ustawało, wręcz przeciwnie – stawało się coraz bardziej natarczywe. Trevorowi ze strachu już zabrakło powietrza, coś mówiło mu, że to policja. Ale psy krzyknęłyby cokolwiek, więc może listonosz? – pomyślał. Pukanie rozległo się po raz trzeci, dopiero wtedy wstał i bojaźliwie przekręcił zamek. Delikatnie uchylił drzwi, lecz gdy zobaczył stojącego z dużą torbą Tommy'ego, odetchnął z ulgą i odsunął się, aby ten mógł wejść.  
      – Kurwa, człowieku, nie możesz się odezwać, żebym wiedział, kto lezie? Sporo pojebów się tu kręci – warknął Trevor, nie mógł przecież powiedzieć, że boi się policji.
      – Wybacz, nie pomyślałem. Dama kazała przywieźć ci zakupy – odparł luźno młodzik, stawiając torbę na kuchennym stole.
       W sercu Trevora natychmiast zaiskrzył cień nadziei.
      – Jak tu trafiłeś?
      – Dobrze mi wytłumaczyła, nie ciężko tu dojechać. Jak się czujesz?
      – W porządku. I dzięki, że mi pomogliście, tak by mnie już pewnie nie było na tym świecie.  
      – Nie mogliśmy dłużej czekać na tą pieprzoną karetkę. Nieźle oberwałeś, myślałem, że już po tobie. Scott to straszny frajer, nienawidzę gnoja. Już jak łaził z Emmą, to miałem go dość. Ma niewyparzoną gębę i jest za mocno do przodu.
      Chwila ciszy.
      – Kupiła tylko jakieś żarcie, ale ja jestem przezorny – pochwalił się Tommy, wyciągając sześciopak piwa.
      Trevor się uśmiechnął.
      – Chodźmy z tej kuchni – rzekł szatyn, ruszając do salonu. – Siadaj. – Wskazał małolatowi kanapę, a sam zaczął szukać czegoś w kurtce. Nie znalazł. – Rozliczymy się przy najbliższej okazji, nie mam w chacie ani grosza – ogłosił.  
      – Daj spokój, to nie kosztowało dużo.
      Gospodarz dał chłopakowi piwo, sam także otworzył.
      – O co poszło? Przyjechała wściekła i ryczała chyba ze dwie godziny. Nie chciała mi nic powiedzieć – rzucił młodzik.
      Trevora przeszedł dreszcz, poczuł się jak skończona świnia, słysząc o jej żalu.
      – Długa historia. Moja wina, zachowałem się jak dupek. Nie wiem, co mi odwaliło, teraz już pewnie nie chce mnie widzieć – wystękał.
      – Wyluzuj, przejdzie jej, zresztą zakupy mówią same za siebie. Tłumaczyła, że nie dasz rady prowadzić, więc nie pojedziesz do sklepu, a nic nie masz. Martwi się i przy okazji wysłała mnie na przeszpiegi. – Tommy zaśmiał się donośnie.
      – Ale ja naprawdę przegiąłem... i nazwałem ją suką – kontynuował Trevor ze złością w głosie.
      – Nie przejmuj się, ona nie jest taka delikatna, na jaką wygląda. Minie jej.
      – Być może, ale ta suka... Nie umiem trzymać języka za zębami. Powinna była dać mi po ryju. – Wkurzał się szatyn. – Może zajaramy, jak już przyjechałeś? – zapytał, chcąc zmienić przykry temat.  
      – Nie mam dużo czasu, muszę oddać wóz kumplowi, choć… A zresztą, małego możemy zapalić – zgodził się młodzik.
      Trevor stanął na kolana i wygrzebał zielsko spod łóżka. Jęknął przy tym cicho. Zaraz zrobił dwa skręty i po chwili już znikali w kłębach dymu.  
      – Nie odbiera ode mnie telefonu. – Szatyn wznowił temat.
      – Wczoraj był ostro wkurzona. Zadzwoń dziś wieczorem, może odbierze. A najlepiej zajedź i z nią pogadaj. Widzę, że łazisz jako tako, możesz ze mną pojechać. Pracuje do szóstej, więc jak zajedziemy, jeszcze jej nie będzie. Jak wróci, to zobaczymy, co zrobi. Chyba nie wyjdzie z własnego domu, a nawet, jak wyjdzie, to kiedyś będzie musiała wrócić, nie? – Rozweselił się Tommy.
      – No nie wiem, może lepiej odczekać? Ale chciałbym ją przeprosić. Znamy się krótko, a ona siedziała przy mnie cały czas... i tak jej się, kurwa, odwdzięczyłem.
      – Znacie się dłużej, z tego, co wiem.
      – Naprawdę znamy się ze szkoły, ale nie zdarzyło nam się wcześniej zagadać.
      – Wiem, opowiadała mi, że byłeś trochę dziki. W życiu bym nie pomyślał, widząc cię teraz – zaśmiał się młodzik.
      – Ludzie się zmieniają – odparował Trevor, też już weselszy.
      Sięgnął na stolik po Marlboro i poczęstował kumpla. Zapalili, śmiejąc się z satysfakcją.
      – Co przywiozłeś? Nawet nie zobaczyłem. Widzisz? Pała ze mnie – zarechotał Trevor.
      – Sam nie wiem. Jakąś wędlinę, pieczywo i coś tam jeszcze zapakowała, co wczoraj gotowała. Uważaj, może być niebezpieczne, była na ciebie wściekła – ostrzegł wesoło Tommy.
      – Emma chyba nie ma z tobą nudno? – stwierdził szatyn, śmiejąc się coraz intensywniej.
      – Nie, ja tylko tak, po paleniu… Lubię trochę poświrować, zmuła nie jest moja mocna stroną. Przeważnie do domu nie przychodzę pod wpływem, ale kilka razy się zdarzyło. Zawsze żarty sobie robię, a ona się na mnie wydziera. Do tego jeszcze bardziej się wkurza, gdy się śmieję, zamiast czuć się winny. Jest genialna, jak się złości. Ale kocham ją nad życie i za jej krzywdę skręciłbym łeb każdemu frajerowi. Kurwa, to moja siostra.
      – A ten Scott... co to za typ? – spytał nienawistnie Trevor.
      – Byli kiedyś razem, jakieś pięć czy sześć lat temu. Trwało to około roku, ale coś się popieprzyło. Zrobił się strasznie zazdrosny. Nawet ja to zauważyłem, mimo że bardzo rzadko z nimi przebywałem. I ten bydlak chyba coś jej zrobił, jestem prawie pewien. Kiedyś go olewała, jak próbował odnowić stosunki, a dziś ewidentnie się go boi. Coś jest na rzeczy – wyjaśnił Tommy, pałając gniewem.
      – Zauważyłem to w knajpie.
      – Do tej pory nie chce mi powiedzieć, co się stało. Ale ja idiotą nie jestem. Kiedyś przyszła do domu i od razu czmychnęła do pokoju. Po jakiejś godzinie wyszła i bez jakiegokolwiek celu zaczęła plątać się po kuchni. Zauważyłem, że jest totalnie rozbita. Znam swoją siostrę, od razu wyłapałem, że coś jest nie tak. Zapytałem: Co się stało, czy ten frajer coś ci zrobił?, lecz oprócz: [i]Nic się nie stało, źle się czuję]/i] i tego typu wymijających odpowiedzi, niczego się nie dowiedziałem. Twardo stała przy swoim, dałem więc spokój. Mimo to gryzie mnie to nadal, laska robi się blada, jak go widzi. Mam pewne przypuszczenia, ale nie wiem, jak to sprawdzić. Kobiety o to nie zapytam, może ty...? Jesteś jej facetem, napomknij kiedyś, zrozumie… mam nadzieję. I mam też nadzieję, że się mylę co do moich przypuszczeń, bo jak nie, to zabiję chuja.
      – Myślisz, że ją zgwałcił? – zapytał wprost Trevor.
      – Nie wiem, ale jej zachowanie było dość niepokojące. Przez kilka dni to nie była moja siostra. Łaziła jak zjawa, odzywała się apatycznie i non stop o czymś myślała. Schudła, przestała wychodzić z domu, nie reagowała nawet, jak przychodziłem zgrzany. Próbowała ukryć ten stan, ale ja znam ją od ponad dwudziestu lat i widziałem, co się dzieje. Znalazłem u niej jakieś nasenne prochy, była ich cała fiolka. Takie gówno kupuje się tylko na receptę, nie mam pojęcia, skąd ona to wzięła. Zgubiła je chyba, bo leżały na podłodze. Zabrałem i schowałem, bałem się, że zrobi jakąś głupotę. Gdyby te leki należały do kogoś innego, zaraz zapytałaby, czy nie znalazłem, prawda? Nie wspomniała ani słowem. W miarę upływu czasu jakby zapominała, bo jej zachowanie wracało do normy, ale to, co odstawiała przez te dni, daje dużo do myślenia.
      Trevor z niedowierzaniem słuchał zeznań chłopaka i wściekłość w nim rosła. Nienawiść zaczęła buzować w nim jak gejzer, czuł, że rozrywa go od środka. Znów miał to dziwne, „głodne uczucie”, identyczne, jak przed zabójstwami. W tym momencie był prawie pewien, że bydlak zrobił to, co podejrzewa Tommy. Mógłby darować chujowi wszystko, ale skrzywdzenie jego ślicznotki, i  to jeszcze w taki sposób? Nie, kurwa, tego mu nie daruję!  
      – Trevor! Wszystko ok? – Szarpnął go młodzik, widząc, że chłopak znieruchomiał.
      – Tak, po prostu nie mogę uwierzyć w to, co mówisz – wydusił szatyn i spojrzał na zegarek – dochodziła dziesiąta. – Dobra, pojadę z tobą, tylko znajdę jakiś łach –oświadczył. Był wściekły.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2361 słów i 13471 znaków, zaktualizowała 2 kwi 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Uhuhuuu... Czuję, że będzie niezła akcja z tym Scottem...  :ninja:   :bitka:   <3

  • agnes1709

    @Duygu "Niezła" to duże niedopowiedzenie :lol2:

  • Duygu

    @agnes1709 OMG  :faint:   :boje:  Czekam w takim razie z utęsknieniem!  <3

  • agnes1709

    @Duygu To na końcu, piękna :D

  • Duygu

    @agnes1709 Oh, teraz nie będę spać po nocach!  :sleep:

  • agnes1709

    @Duygu Oj tam, w międzyczasie chłopak też nie będzie próżnował  :whip:  :D