Ukojenie 2 – Młody cz. 16

Ukojenie 2 – Młody cz. 16– Susan, co się dzieje? – zapytał zaniepokojony chłopak, pukając donośnie w drzwi łazienki.
      – Nic, za chwilę wyjdę!. Odejdź – wystękała.
      – Mogę wejść?
      – Nie!
      Odpuścił, lecz dobrze słyszał targające przyjaciółką odgłosy konwulsji. Poczuł się podle, widząc, co się dzieje z ukochaną. Zakwitł w nim jeszcze większy żal, a po nim nienawiść. W tym momencie, podobnie jak ojciec, mimowolnie zaczął dziwne kombinacje. W głowie pojawiły się jakieś absurdalne plany i bezwzględne decyzje, postanowił, że wszystkiego się dowie. WSZYSTKIEGO i wkrótce to zakończy!
      – Trevor. – Szturchnęła go Julie; nie zauważył, kiedy podeszła. – Co się dzieje? – zapytała, wskazując drzwi łazienki, jej także nie mogły umknąć odgłosy szarpania za żołądek.
      – Nie wiem, kurwa, nic już nie wiem – wydusił płaczliwie.
      – Nie stój tu. Ona wie, że tu jesteś i to ją dołuje. Chodź do pokoju.
      – Mała, będziemy u mnie! – krzyknął przez drzwi chłopak i ruszył za koleżanką.
      Usiadł ciężko, wyglądając w tej chwili jak zbity pies.
      – Dostała sms-a i wtedy ją tak chwyciło –  wymruczał. – Dlaczego ona nie chce mi nic powiedzieć, nic zrobić, aby sobie pomóc i zakończyć ten cyrk?
        – Już ci powiedziałam coś na ten temat, prawda?  Musisz poczekać, nie masz, niestety, innego wyjścia.
      – Jak to poczekać? Nie widzisz, co się z nią dzieje? Jest totalnie przerażona, dlatego też nie rozumiem, dlaczego jest taka uparta! Kurwa, jest masochistką?! – wrzasnął zdenerwowany nastolatek, zrywając się z miejsca.
      – Uspokój się, to wszystko słychać za ścianą. Straszysz ją jeszcze bardziej, idioto – upomniała Julie, uderzając go w ramię.
       Zamilkł. Julie także się nie odzywała, postanowiła go nie zaczepiać i poczekać, aż ochłonie. Minutę później Susan wróciła i gdy zobaczyła dziewczynę, spłoszyła się i zatrzymała w progu. Była blada jak ściana i oddychała niespokojnie – wyglądała strasznie. Trevor wstał i natychmiast do niej podszedł.
      – Magiku, muszę jechać do domu. Odprowadzisz mnie na przystanek? – bąknęła Sue.
      – Do domu? – Zdziwił się, aczkolwiek nie był do końca zaskoczony.
      – Tak.
      – Chodź, usiądź jeszcze na chwilę, dopiero druga. Zaraz zrobię ci coś do picia, a potem pomyślimy, ok?
      Nastolatka milczała.
      – No chodź. – Delikatnie pociągnął ją za dłoń.
      Ustąpiła i w ciszy zajęła miejsce obok starszej dziewczyny. Trzęsła się cała.
       – Posiedź z Julie, zaraz wracam – poprosił, po czym wybiegł na podwórko, gdzie matka z Billym pili kawę.
      – Mamo, masz coś na uspokojenie, jakąś tabletkę, albo coś? – zapytał.
      – Na uspokojenie? Po co ci? – Zdziwiła się kobieta.
      – Dla Sue.
      – Dla Sue?
      – Przed chwilą wisiała nad kiblem, na pewno ze zdenerwowania. Ja już nie wiem, co się z nią dzieje – wyjaśnił chłopak.
      – Ze zdenerwowania? Czym się zdenerwowała? – dociekała kobieta.
      – Nie wiem, dostała sms-a i po nim zrobiła się strasznie dziwna. To na bank ktoś z jej domu, ale przecież nie zapytam, i tak nic nie powie.
      – Chodź – Emma się podniosła i w towarzystwie syna udała się do kuchni. – Nie dam jej tabletek, bo jest za młoda, ale zaparz to – oznajmiła, dając synowi opakowanie Melisy. – Jedna torebka, zalej wrzątkiem i przykryj na trzy minuty. I nie słodź.
      – Dlaczego?
      – Bo ziół się nie słodzi. – Zaśmiała się Emma.
      Do kuchni wtargnęła Nicole.
      – Ta koszulka ma wrócić! – syknęła.
      – Nicki! – wzburzyła się Emma.
      – No co? Lubię ją.
      – Odda, nie zje ci jej. Poza tym ma o wiele fajniejsze ciuchy, niż ta twoja szmata – warknął szatyn.
      – Jeśli fajniejsze, to oddawaj.
      – Spierdalaj.
      – TREVOR!
      – Przepraszam. Ale mamo, nie widzisz? Sama mnie prowokuje. Rano nie był taka odważna, jak o mało o mało nie dostała w łeb od jakiegoś kolesia. – Chłopak uśmiechnął się i z ognistą satysfakcją puścił oczko do siostry
      Czajnik zakończył pracę i Trevor zrobił wszystko zgodnie z poleceniami rodzicielki
      – Nicki, o czym on mówi? – zapytała Emma.
      – O niczym – bąknęła dziewczyna.
      –  Nicki!
      – Oj mamo, nie lubię się z takim jednym typkiem, to wszystko.
      – Nie lubisz? Trevor mówi co innego. Cz on chciał cię pobić? – Emma nie odpuszczała.
      – Nie chciał, posprzeczaliśmy się tylko.
      – Tak, dobra sprzeczka – sprostował szatyn, momentalnie poważniejąc. – Jak jeszcze raz się dowiem i dorwę go w szkole, nogi mu z dupy powyrywam.
      – Nic takiego nie zrobisz – rzekła spokojnie Emma.
      Obawiała się poczynań syna, w końcu niedaleko mu było do charakteru ojca.
      – Mamo, już? – zapytał chłopak, wskazując szklankę.
      – Zanim doniesiesz na górę, będzie w sam raz.


      – Przepraszam, że tak długo, ale młoda jak zwykle mnie zjeżyła, bo już szuka zaczepki. No i musiałem zaparzyć ten wynalazek. – Trevor uśmiechnął się szeroko, unosząc w górę kubek i przymykając drzwi sypialni.
       – Co to jest? – zapytała Julie.
      – Melisa. I sam zaparzyłem! – odparł triumfalnie chłopak, machając szklanką przed twarzami dziewczyn, przez co o mało nie powylewał jej zawartości. Skierował wzrok na Susan, myśląc, że swoimi wygłupami chociaż w małym stopniu uda mu się podnieść ją na duchu i nieco uspokoić, nie osiągnął jednak zamierzonego celu. Fakt – dziewczyna lekko się uśmiechnęła, lecz nie było w tym uśmiechu ani odrobiny radości, jedynie niepewność i strach, której nie umiała w żaden sposób zamaskować.
Postawił szklankę na stole  i usiadł obok.
      – Jeszcze za gorące, poczekajmy chwilę – rzekł płytko.
      – Trevor, muszę już jechać – powtórzyła niepewnie Susan.
      – Spokojnie, zaraz ostygnie, dziesięć minut cię nie zbawi.
      – Ale starzy chcą wyjść, muszę zostać z Darią – kombinowała dziewczyna.
      Wyglądała na zniecierpliwioną jego uporem, lecz z drugiej strony zachowywała się, jakby nie miała odwagi wyjść. Trevor doskonale wiedział, co jej chodzi po głowie, ale bał się wypuścić przyjaciółkę. Nie wiedział, czy jej wczorajsza ucieczka pozwoli jej zaznać w domu chociażby odrobiny spokoju, czy zupełnie na odwrót – zrobią jej coś jeszcze gorszego. W tej chwili najchętniej spakowałby plecak, uciekł i schował się z nią gdzieś daleko, zrobiłby wszystko, żeby była bezpieczna. Wiedział jednak, że to niemożliwe, co tylko wzmagało jego gniew  i obawę o dziewczynę.
      Susan milczała, raz po raz ukradkiem spoglądając na wiszący nad drzwiami zegar. Trevor doskonale to widział i z wolna zaczęły dotykać go wątpliwości, że może jednak niepotrzebnie ją zatrzymuje, że przecież ona wie lepiej, co należy w tej chwili zrobić. Już chciał otwierać usta, lecz przerwało mu szybkie, dość głośne pukanie. Wygiął usta, wiedząc, kto się dobija, zdążył już na pamięć nauczyć się charakteru owego pukania.
      – Właź! – zezwolił rozradowany.
      – Cześć. – W progu pojawiła się głowa Billy’ego. – Muszę na chwilę jechać z Emmą do centrum. Chętny ktoś?
      – Nie – odparła Julie.
      – Na pewno? A może jednak? Jakieś lody, czy coś? – nalegał mężczyzna, uśmiechając się szeroko.
      – Nie – powtórzył Trevor.
      – Bierzesz samochód? – zapytała Julie.
      – Nie, jedziemy autem Emmy. A co?
      – Nic, tak pytam – mruknęła, lecz Trevor dobrze wychwycił fakt, że nie zapytała bez powodu.
      – Dobra, uciekamy i pewnie zajedziemy jeszcze po drodze do sklepu. Potrzebujecie czegoś?
      – Nie – odpowiedział chłopak.
      Billy zniknął z Julie z pokoju, a Trevor złapał za szklankę i podał przyjaciółce.
      – Wypij – nakazał delikatnie.
      – I po co to zrobiłeś? Nie chcę – mruknęła.
      – Wypij, uspokoisz się trochę.
      – Uspokoję? – Dziewczyna zmarszczyła brwi, robiąc niezbyt pokojową minę. – A co, jestem niespokojna? – warknęła.
      – Tak, jesteś, i wiesz, co? Mała, wybacz, ale muszę w to końcu powiedzieć: po co ci ten kamuflaż, skoro i tak nie wychodzi? Ja też już nie umiem i nie dam rady udawać, powiedz wreszcie, o co chodzi. Co się dzieje u ciebie w domu?
      Dziewczyna natychmiast zbladła, nie spodziewała się, że nadejdzie chwila, kiedy zapyta o to wprost. Nie umiała mu odpowiedzieć, nie była w stanie, wszystkie słowa i reakcje się zablokowały. Spanikowana uciekła wzrokiem.
      – Sue. – Chłopak mocno chwycił jej dłoń. – Porozmawiaj ze mną, do cholery, nie chcę, żeby działa ci się krzywda. Nie będę ingerował, skoro sobie tego nie życzysz, ale rozmowa często pomaga, uwierz mi – naciskał łagodnie, mając nadzieję, że dziewczyna mu w końcu zaufa.
      – Ale co mam ci powiedzieć? Muszę do łazienki – wybąkała Sue, wolno wstając z miejsca.
      Trevor w okamgnieniu się podniósł. Skoro już odważył się zapytać bez ogródek, nie chciał, aby teraz uciekła od tematu. Wciąż tliła się w nim nadzieja, że może jednak coś z niej wyciągnie i że uda mu się w jakiś sposób namówić ją do noclegu, a co będzie jutro, będzie myślał jutro.
      – Trevor, puść mnie, muszę iść do łazienki! – Poddenerwowana nastolatka podniosła w końcu głos, gdyż znów trzymał ją za ramiona, nie pozwalając jej się ruszyć.
      Pyskowała, ale on dobrze wiedział, że wcale nie musi iść do tej cholernej toalety.
      – Ale Sue…
      Do pokoju nagle wtargnęła Julie i chłopak odruchowo puścił koleżankę, która nie czekała ani chwili, tylko zniknęła za drzwiami. Ruszył za nią, ale starsza dziewczyna w mig go zatrzymała.
      – Zostaw, zaraz wróci. Znów będziesz sterczał w korytarzu? Popisałeś się, nie ma co. – Gorzko skarciła chłopaka, wypalając go wzrokiem.
      Spojrzał pytająco, zdziwiony jej mędrkowaniem, przecież dopiero, co weszła.
      – Wszystko słychać za drzwiami – wyjaśniła. – Trevor, znowu robisz po swojemu? Więc po co prosisz o radę, skoro się do niej nie stosujesz? Dlaczego tak naciskasz? Jak myślisz, w ten sposób jej pomagasz, czy tylko pogarszasz sytuację? Oj, Trevor, niby masz szesnaście lat, a zachowujesz się czasem jak szczeniak – stwierdziła oschle blondynka, kiwając z dezaprobata głową.
      – Pojechali? – Trevor szybko zmienił temat, niechętnie wracając na łóżko.
      Nie zamierzał słuchać wywodów, zwłaszcza, że był już podminowany. Charakterek ojca zaczął wyłazić na wierzch już od wczesnych lat chłopaka, do tego z wiekiem wzbierał na sile. Trevor miał tego świadomość i oswoił się już ze swoimi humorami, wiedział jednak, że Julie jeszcze nie i że tak naprawdę bardzo mało o nim wie. Nie chcąc wyjść na dupka opanował targające nim emocje, bardzo lubił i szanował przyjaciółkę, dlatego też nie chciał, aby ta wymiana zdań wymknęła się spod kontroli i zakończyła kłótnią, której potem z całą pewnością gorzko by żałował.
      – Pojechali na cmentarz. Dlaczego nie chcesz tam jeździć? – zapytała dziewczyna, wylewając z tonu głosu siebie istną falę niezrozumienia.
      Billy chyba musiał powiedzieć jej co nieco na temat jego podejścia do osoby nieżyjącego mężczyzny, co niezbyt zdziwiło Trevora.
      – Po co? Nawet go nie znałem – burknął cicho chłopak.
      Nie lubił tematu cmentarza,ojca, a tym bardziej skierowanych do niego z tego powodu pretensji.
      – I co z tego? Ale żeby nie on, nie było by cię tu. – Julie zaśmiała się żartobliwie.
      – Dobra, skończ już, ok? Nie chce mi się o tym gadać, zresztą chyba wiesz…
      – Nie chcesz? Dlaczego? – Dziewczyna objęła go za ramię, operując ironicznym uśmieszkiem. – To taki trudny temat?
      – Kurwa, bo nie! – ryknął wkurzony szatyn i chciał wstać, złapała go jednak za fraki i agresywnie posadziła na miejsce.
      Miała zacięcie, natychmiast klapnął na tyłku jak poddany całkowicie jej woli, bezwładny manekin. Nieprzyjaźnie spojrzał na dziewczynę, strzelając w nią zezłoszczonym wzrokiem, lecz jego zachowanie nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia, nadal szczerzyła zęby. Po chwili jednak uśmiech zniknął, ustępując miejsca definitywnemu zniesmaczeniu.
      – No i widzisz? Także unikasz tego, co jest dla ciebie niemiłe, więc dlaczego przesłuchujesz ją, widząc jak na dłoni, że źle się z tym czuje? Postaw się teraz na jej miejscu – rzekła cierpko Julie, wymownie gapiąc się na kumpla.
      Trevor z miejsca się zaciął, zgasiła go bezkompromisowo.
      – Nie napinaj się. – Dziewczyna poczochrała Trevora po głowie, śmiejąc się jak wariatka.
       Patrzyła na niego zaczepnie, chichocząc, miał tak zabawną, wzbudzającą politowanie minę, że nic nie było w stanie uchronić jej od wybuchu radości.
      – Dobra, masz szczęście, że nie chcę być opryskliwy, zwłaszcza, że jesteś kobietą. Dmuchnę i znikasz – odpyskował w końcu, zażenowany, lecz tym tekstem jeszcze bardziej rozbawił koleżankę.
       Nie wdawał się już w dyskusję, tylko spojrzał na zegar.
      – Co ona tam robi? – Zerknął na Julie, próbując odbiec od sytuacji, w której poległ z kretesem.
      – Nie wiem, pewnie znowu ją ruszyło, przy czym bardzo jej pomogłeś – odparła dziewczyna.
      – Tyle czasu? Nie ma jej już dziesięć minut – stwierdził Trevor i podniósł się z miejsca.
      Już go nie zatrzymywała, tylko poszła za nim i po chwili cichutko przemknęli do korytarza. Trevor przyłożył ucho do drzwi toalety, ale usłyszał tylko głuchą ciszę.
      – Sue. – Zapukał delikatnie.
      Nie odpowiedziała.
      – Susan.
      Wciąż słyszał ciszę, pociągnął więc za klamkę i niepewnie uchylił drzwi, nie chcąc spłoszyć dziewczyny. Jego zachowanie okazało się jednak bezpodstawne, łazienka była pusta.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2281 słów i 13794 znaków, zaktualizowała 28 maj 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Sue, jakim cudem Ty uciekłaś? Nie ukrywam, że ciut mi smutno, że Trevor w taki sposób myśli o ojcu. No, to teraz będą pewnie gonić małolatę.  :run:

  • agnes1709

    @Duygu Na miotłach  :lol2: