Ukojenie cz. 49

Ukojenie cz. 49Gdy się ocknął, poczuł przytuloną do siebie dziewczynę, poza tym nie było mu już zimno. Oboje nakryci byli kołdrą. Spojrzał na Emmę – spała wtulona w jego klatkę piersiową. Sprawdził godzinę – dwunasta siedemnaście. Przewidywał, że zasnęła bardzo późno, bo nigdy nie spała tak długo. Pogładził ją po policzku – był już ciepły. Chciało mu się sikać, więc delikatnie wynurzył się spod kołdry i poszedł do łazienki. Następnie włączył czajnik i pootwierał okna, żeby wpuścić trochę ciepłego powietrza. Znów czuł się parszywie. Wylazł na zewnątrz, spalił, co miał spalić i wrócił do kuchni. Ciepło napływające z okien było już odczuwalne i we wnętrzu zrobiło się nieco przyjemniej.
      Zajrzał do lodówki, ale ta świeciła pustkami. Zaczerpnął nieco alkoholu z butelki i polazł pod prysznic. Umył się i ubrał ekspresowo. Przechodząc przez korytarz, zobaczył, że sypialnia jest pusta. Zatrzymał się i nie miał odwagi iść dalej. Stał jak dureń dłuższą chwilę, dumając, w końcu się zmobilizował i ruszył się do kuchni. Emma siedziała przy stole i gapiła się w blat. Zrobił kawę w żółtym kubku, posłodził dwie łyżeczki i postawił koło dziewczyny. Sobie zrobił herbatę i usiadł naprzeciwko ukochanej.  Siedzieli w milczeniu kilka napiętych minut.
      – Nie powinnaś przyjeżdżać – powiedział w końcu chłopak.
      – Martwiłam się – wymamrotała blondynka, głos miała bardzo przybity.
      – A gdybym nie wrócił? Czekałabyś w nieskończoność? – syknął.
      – Nie, po południu pojechałabym do domu. Tommy cię przeprasza – oznajmiła dziewczyna.
      – W porządku, zasłużyłem. I jeszcze za mało oberwałem.
      – Trevor. Co się z tobą dzieje? – zapytała smutno Emma.
      – Nic.
      – Jak to, nic? Ćpasz, dziwnie się zachowujesz, to jest nic?
      Chłopaka znowu brała złość przez te pytania, więc żeby nie wybuchnąć, wstał i wyszedł na zewnątrz, zapalić. Dziewczyna jednak nie odpuszczała i zaraz usiadła obok niego na schodkach.
      – Miśku, masz jakieś problemy? Porozmawiaj ze mną, coś na to poradzimy – ciągnęła łagodnie.
      – Emma, skończ już ten temat, dobrze?! – warknął szatyn, zrywając się z miejsca.  
      Wstał tak gwałtownie, że cały gorący napój znalazł się na spodniach i koszulce, do tego oparzył chłopaka dość mocno.
      – Kurwaaa! – ryknął i poszedł do domu.
      Udał się natychmiast do łazienki, zmienić ciuchy, wrócił i zrobił drugą szklankę herbaty. Wziął ją i ponownie wyszedł na schodki. Usiadł koło najdroższej, odpalając papierosa.  
      – Przepraszam – mruknął.
      – Trevor, co jest grane? Powiedz mi, proszę cię – bąknęła Emma przez ściśnięte gardło.
      – Kończ kawę, odwiozę cię. O drugiej muszę być w Green Lake – odpowiedział Trevor.
      – Mogę jechać z tobą?
      – Nie.
      – Dlaczego?
      – Kotku, nadal nic nie rozumiesz. Czy ty nie widzisz, co się ze mną dzieje? Uderzyłem cię, czego nigdy bym się po sobie nie spodziewał. Wyłazi ze mnie mój własny ojciec. Nie chcę cię skrzywdzić w jakimś napadzie złości, dlatego trzymaj się ode mnie z daleka. W ogóle nie powinienem włazić w twoje życie, ale to było silniejsze ode mnie. Choć jest w tym jeden plus... – Chłopak uśmiechnął się złowieszczo. – No i chwile, które z tobą spędziłem... nigdy takich nie przeżyłam i za to ci dziękuję – dodał.
      – Trevor, o czym ty mówisz, to jakieś głupoty! – wrzasnęła zdenerwowana dziewczyna.    
      – Już pierwsza. Muszę jechać, bo nie zdążę. – Trevor znowu zmienił temat, odstawił kubek i podniósł się miejsca.
      – Chcę jechać z tobą! – krzyknęła płaczliwie blondynka.
      Chłopak nie odpowiedział, tylko zamknął drzwi i ruszył w stronę wozu. Emma nie odstępowała go na krok. Wsiedli do auta i Trevor ruszył. Nie skręcił jednak do Forrest Town, tylko w prawo, do swojego rodzinnego miasta. Jechał w milczeniu. Dziewczyna także nie otwierała ust, była kompletnie zagubiona i zaniepokojona dziwnym przemówieniem chłopaka.
      – Jesteś głodna? – zapytał w końcu szatyn
      – Trochę.
      Ponownie zapadła cisza, która trwała do samego dojazdu do miasta. Emma przez calutką drogę nie odrywała wzroku od szatyna, który był całkowicie nieobecny.     Dojechali pod duży budynek, w którym mieściły się sklepy, różnego rodzaju zakłady usługowe i biura. Trevor spojrzał na zegarek – zbliżała się godzina spotkania z adwokatem. Wysiedli i chłopak chwycił Emmę za rękę.
      – Chodź.    
      Obok mieściła się duża ekskluzywna restauracja i to w jej stronę udał się szatyn. Cały czas mocno trzymał rękę swojej kobiety. Gdy weszli do środka, ich oczom ukazało się ładne, czarno-złote wnętrze, z mnóstwem luster i kwiatów.  
      – Siadaj. – Trevor odsunął krzesło.
      Emma usiadła, a on naprzeciw. Zaraz przyszedł kelner, podał im karty i zapytał, co do picia. Trevor zamówił podwójnego Walkera, a Emma lampkę Martini. Chłopak odłożył swoją kartę na bok i usłyszał od dziewczyny:
      – Chodźmy gdzieś indziej, strasznie tu drogo.
      – Bierz, co chcesz, nie patrz na cenę – odparł Trevor.
      Dziewczyna siedziała zmieszana, gdyż ceny zapewne były trzy, jak nie cztery razy wyższe niż w ich małej, miastowej restauracji. Trzymała menu i wyglądała na zawstydzoną.
      – Weź homara, jest bardzo dobry – powiedział w końcu Trevor.
      Emma spojrzała w kartę i gdy zobaczyła, że kosztuje ponad sto dolarów, od razu mina jej zrzedła. Dostali drinki i chłopak błyskawicznie przyssał się do szklanki. Kelner zapytał, co ma być, lecz dziewczyna nie mogła nic z siebie wydusić.
      – Jeszcze chwila – poprosił Trevor i chłopak zniknął.
      – Wezmę sałatkę i stek – wycedziła Emma.
      – To możesz jeść u siebie, jak jesteś tu, zjedz coś fajnego – rzekł szatyn.
      – Nie, tu jest za drogo.
      – Kotku, nie denerwuj mnie, tylko zamawiaj. Jadłaś kiedyś homara?
      – Nie.
      – No to masz świetną okazję, chyba, że nie lubisz owoców morza.
      – Lubię, ale nie za sto dolców.
      – Sprawa załatwiona – orzekł twardo chłopak, skinął ręką na kelnera i sam zamówił wspomnianego skorupiaka. – Sałatkę wybierz sobie sama, ja muszę lecieć. Powinienem załatwić to do pół godziny – dodał, kończąc trunek.  
     Wstał i podszedł do baru.
      – Za pół godziny wrócę i zapłacę, dobrze? Mogę się trochę spóźnić – poinformował barmana.
      – Nie ma problemu.
      Chłopak zniknął z lokalu, wziął kilkaset dolarów z bankomatu i udał się na górę, do biura adwokackiego.
      – Cześć Rob – rzucił z uśmiechem, wchodząc do pomieszczenia.
      – Witaj. – Mężczyzna podał mu rękę.
      – Dobra, załatwmy to szybko. Zostawiłem laskę w restauracji, jeszcze każą jej zmywać gary, jak nie wrócę i nie zapłacę – roześmiał się chłopak.
      – W porządku – odparł rozweselony prawnik.
      Trevor spisał testament w niecały kwadrans. Na wstępie wydziedziczył rodziców, następnie dom i wszystkie znajdujące się w nim rzeczy, samochód i połowę pieniędzy z konta zapisał Emmie, a pozostałą część matce Diany. W banku miał ponad dwieście tysięcy, uznał więc, że połowa tej sumy będzie wystarczająca na ich dwuosobową rodzinę, pokryje także koszty nauki nastolatki.
  
      
      Trevor przez pierwsze trzy lata dość intensywnie pracował, nie wydając dużo, do tego ponad sto pięćdziesiąt tysięcy zostawiła mu babcia, dlatego kwota w bankowym koncie urosła do sporych rozmiarów.

      
      Chciałby zostawić też jakieś pieniądze matce, ale bojąc się, że ojciec położy na nich łapę, zrezygnował z tej decyzji. Nie zapomniał też o Sandrze. Wypisał czek na dwadzieścia tysięcy i nakazał adwokatowi przekazać go dziewczynie za tydzień.
      – Jaki jest powód tej nagłej decyzji? Masz jakieś kłopoty? – zapytał Rob.
      – Nie, chcę po prostu załatwić tą sprawę i mieć z głowy. Być może wyjadę i chcę zabezpieczyć swoją dziewczynę – skłamał Trevor, po czym zapytał:
      – Czy mój stary nie będzie robił jej problemów?  
      – Nie, został wydziedziczony, więc jakby się nie starał, z twoich pieniędzy nie dostanie ani grosza.
      – W porządku, dzięki. Chcę być spokojny – rzekł chłopak, odetchnąwszy z ulgą.
      Zaraz wypisał czek dla mężczyzny za jego dzisiejszą poradę, wpisując w nim podwójną kwotę.
      – Napiwek! – rzucił zadowolony. Po chwili panowie uściskali sobie dłonie i Trevor opuścił biuro.
      Za moment był w restauracji. Usiadł i zamówił drugiego drinka, a dziewczynie wino. Emma była już po posiłku, ale nadal miała dziwną minę.
      – Smakowało? – zapytał chłopak.
      – Tak, dzięki.
      – A nie mówiłem? – rzucił dumnie i końcu się uśmiechnął.
      Dostali alkohole i Trevor znów zachłannie przykleił się do szklanki. Wypił pół i Emma zapytała:
      – Czemu nic nie jesz?
      – Nie jestem głodny.
      – Zjedz coś.
      – Nie chcę, nie nalegaj.  
      Był bardzo spokojny, jakby załatwiona sprawa zrzuciła mu kamień z serca.  
      – Kończmy, muszę zapalić – poprosił.
      Kelner przyniósł rachunek – niecałe sto trzydzieści dolarów. Emma nie wytrzymała.
      – Dołożę się – zaproponowała.
      – Nie – sprzeciwił się szatyn, ale ona wyjęła z portfela pięćdziesiąt dolarów i chciała położyć koło rachunku. Chłopak złapał ją za rękę.
      – Schowaj to! – syknął.
      Miał taki wyraz twarzy, że dziewczyna w moment zabrała pieniądze. Trevor wyjął kilka banknotów, rzucił na świstek i po chwili już byli na zewnątrz. Od razu odpalił Marlboro i z papierosem w zębach wsiadł za kółko. Pojechał naokoło, obok domu ukochanej. Zwolnił przy nim, chcąc zobaczyć, czy wszystko w porządku.
      – Chcesz zajść? – zapytał.
      – Nie.
      Przyśpieszył. Gdy przejeżdżał koło swojego domu, zatrzymał auto i zamyślił się przez chwilę, po czym zakręcił w lewo i zaparkował przy chodniku.
      – Poczekaj chwilę, zaraz wracam – rzekł i udał się do drzwi.
      Zadzwonił i po chwili zobaczył matkę w progu. Nie czekał, aż dojrzy Emmę, tylko szybko wszedł do środka. Kobieta była w totalnym szoku, widząc syna. Chłopak nie wchodził na górę, tylko od razu przy drzwiach mocno ją przytulił.
      – Chciałbym cię za wszystko przeprosić – powiedział, ściśle obejmując kobietę.
      Stał tak chwilę, w końcu delikatnie go odsunęła.
      – Co się stało? – zapytała zaniepokojona.
      – A czy coś musi się stać? Po prostu chciałem cię przeprosić, to wszystko. Muszę już iść – mruknął szatyn i chwycił za klamkę, ale matka złapała go za rękę – dobrze znała syna.
      – Trevor, o co chodzi? Niepokoisz mnie.
      – Mamo, o nic. Daj już spokój, śpieszę się – mruknął.
     Rodzicielka, znając upór chłopaka, ustąpiła. Trevor odwrócił się jeszcze w progu.
      – Jeśli chodzi o tą dziewczynę... niedługo ją poznasz – rzekł i opuścił dom.
      Wsiadł do auta i odjechał bardzo szybko, ale Emma dokładnie widziała stojącą w drzwiach domu kobietę. Mimo to nie pytała i nie komentowała, nie chciała naciskać i denerwować ukochanego. Czterdzieści minut później byli już w Forrest Town.
      – Możesz podjechać do sklepu? – poprosiła dziewczyna.
      Nie odpowiedział i za moment zatrzymał się przy pierwszym napotkanym markecie.
      – Muszę kupić kilka rzeczy. Idziesz ze mną? – zapytała blondynka.    
      – Nie, leć sama. Zapalę – odparł.
      Patrzył na oddalającą się dziewczynę i znów coś ścisnęło go za serce. Obróciła bardzo szybko i po chwili byli już pod jej budynkiem mieszkalnym. Trevor otworzył drzwi pasażera i zaraz chciał wracać za kółko, ale silnie go złapała.
      – Gdzie jedziesz? Chodź na górę – powiedziała prosząco.
      – Nie wejdę więcej do twojego domu – poinformował chłopak i chciał się uwolnić, ale Emma trzymała go bardzo mocno.
      – Trevor, nie jedź. Chodź, zjesz coś, zrobię twoje ulubione. – Kombinowała.
      – Kotku, wybacz, nie mogę.
      – Chodzi o Tommy'ego? Nie ma go – przekonywała dziewczyna, coraz agresywniej ściskając jego ramię.
      – I tak wieczorem będę musiał jechać, więc to nie ma sensu. Poza tym nie jestem głodny – powiedział bardzo łagodnie szatyn.
      Nie chciał robić jej przykrości w tych ostatnich dniach, chcąc jednocześnie delikatnie się wykręcić. Oczywiście chciałby spędzić z nią czas, ale ciągle stała mu przed oczami sytuacja, w której ją uderzył i wstyd brał górę.
      – Idziemy, mówię! –zarządziła bezkompromisowo Emma i chciała odciągnąć go od auta, ale stał jak głaz.
      – Kotku, puść mnie. Naprawdę muszę jechać, przespać się jeszcze. – Wyrwał się.
      – Trevor, nie wkurwiaj mnie do jasnej cholery, tylko chodź! Prześpisz się u mnie! –
– krzyknęła dziewczyna, łapiąc go już obiema rękoma. – Dawaj to! – Agresywnie wyrwała mu kluczyki i zamknęła samochód, po czym schowała je do kieszeni.
      Chłopaka nieco rozbawił tok myślenia sympatii, która sądziła, że w jej jeansach kluczyki są bezpieczne. Uśmiechnął się pod nosem. Emma szarpnęła ukochanego bardzo mocno, aż się zdziwił, skąd ma taką siłę. Przestał się w końcu zapierać i ruszył za nią ospale. Po chwili byli już w mieszkaniu. Chłopak klapnął obojętnie na kanapie, a blondynka udała się do kuchni.  
      Trevor od czasu incydentu zrobił się strasznie zimny w stosunku do dziewczyny, choć powinno być odwrotnie. Cały czas gryzł się tym policzkiem, dlatego wstydził się ciepło zbliżyć do młodej kobiety. Siedział i beznamiętnie gapił się na nią, wkurwiony na samego siebie. Próbował odgonić te myśli, domyślając się , że dziewczyna chyba mu wybaczyła, ale mimo usilnych starań, wyrzuty sumienia uparcie drążyły mu głowę.
      Spojrzał na zegarek – kilka minut po szesnastej Czuł się paskudnie, miał kaca i był niewyspany. Emma wrzuciła jakieś warzywa na patelnię i podeszła do niego.
      – Chcesz piwo? – zapytała.
      – Nie, dzięki.
      Wróciła do kuchni i stanęła przy kuchence. Trevor siedział na sofie i powoli zasypiał, czuł się jak rozjechany chrząszcz. Za kilka chwili spał już na siedząco.
  
      
      Przebudziło go szarpanie.n Uniósł ciężkie powieki.
      – Wstawaj, zjesz coś – rzekła ukochana.
      – Nie mam ochoty.
      – Jadłeś coś dziś? Nie. I bez dyskusji! – warknęła dziewczyna i poszła do kuchni.
      Po chwili miał już przed nosem chińszczyznę. Niechętnie wziął widelec i zaczął skubać potrawę. To, że ją uwielbiał, nie pomogło, jadł bardzo opornie. Grzebał się z daniem dobre piętnaście minut, w końcu wchłonął wszystko. Poczuł się odrobinę lepiej, aczkolwiek kac nadal mu dokuczał.
      – Dziękuję – mruknął i odniósł talerz do kuchni.
     Zaraz zadymił płuca marihuaną i i papierosem, i na powrót ciężko spoczął na kanapie . Emma chwyciła go za rękę.
      – Chodź do sypialni.
      Usłuchał, było mu wszystko jedno. Miał kompletną pustkę w głowie, nic go nie obchodziło, prócz jednej rzeczy… Położył się na łóżku, a Emma obok, przytuliwszy do chłopaka. Była totalnie rozbita i coraz bardziej poddenerwowana jego apatycznym zachowaniem.
      Trevor zapewne chciałby kochać się z najdroższą ten ostatni raz, ale wstydził się ją przytulić, a co dopiero wyjść z inicjatywą; wziął więc tylko jej dłoń i zamknął oczy. Czuł ciepły, leżący na jego torsie policzek dziewczyny i znowu zasypiał.  


      Przebudził się i od razu spojrzał na zegarek – minęła dwudziesta druga.
      – Kurwa mać! – Jak oparzony zerwał się z łóżka. Emmy w nim nie było. Wyskoczył do korytarza i zaczął nakładać buty.  
      – Gdzie idziesz?! – zapytała od razu blondynka, doskakując do niego.
      – Zapomniałem ci powiedzieć, żebyś zbudziła mnie o wpół do dziewiątej, jakbym zasnął – rzucił na jednym tchu.
      – Trevor, dokąd idziesz?!  
      – Umówiłem się i właśnie jestem spóźniony. Oddaj kluczyki.
      – Nie możesz tego przełożyć?
      – Nie. Kotku, proszę cię, nie przeciągaj, tylko oddaj mi kluczyki – powtórzył spokojnie.
      Dała mu je.
      – Trevor, nie idź! – Spróbowała  jeszcze.
      – Muszę.
      – Kiedy wrócisz?
      – Nie wiem.
      Już chciał wychodzić, ale znów go chwyciła.
      – Jak to nie wiesz, gdzie jedziesz? Trevor, co ty kombinujesz? – Dziewczyna uparcie wyciągała prawdę.
      – Dobrze, przyjadę rano, jak się wyśpię. A teraz mnie puść – zadeklarował na odczepnego chłopak
      – Weź klucz – Emma podała mu go, myśląc chyba, że to coś zmieni. – Na jedenastą idę do pracy, poczekaj na mnie, jak się zjawisz – poprosiła ze łzami w oczach.
      – Dobrze.
      Wziął klucz i dopiero wtedy blondynka uwolniła jego ramię. Złożył całusa na jej czole i biegiem zszedł do auta. Szybko dojechał w miejsce obserwacji, zatrzymując się po drodze jedynie po piwo. Od razu podszedł do szyby – Scott siedział z tym samym kumplem, z którym był za pierwszym razem. Chłopak uśmiechnął się szeroko i wrócił do Forda. Nie czekał długo, zdążył wypić tylko dwa piwa. Kilkanaście minut przed północą blondyn opuścił pub i chwiejnym krokiem ruszył w stronę domu. Był porządnie nagrzany, chodnik zdawał się być dla niego za wąski. Trevor odpalił silnik i wolniutko ruszył za nim. Do kamienicy chłopaka było około dwustu metrów, ale obecnym tempem jego marszu dotarli do niej dopiero po prawie pół godzinie. Scott zatrzymał się przed trzema schodkami prowadzącymi do wnętrza i zaczął czegoś niezgrabnie szukać w kieszeniach. Trevor zakręcił i delikatnie zaparkował przy chodniku. Blondyn  był tak nawalony, że nie zauważył i nie usłyszał podjeżdżającego z tyłu samochodu; nadal grzebał w kieszeniach, wykonując mocno poalkoholowe ruchy. Szatyn wziął szmatką i nasączył chloroformem. Cichutko wysiadł, podszedł do chłopaka, objął go mocno od tyłu i przyłożył mu materiał do twarzy. Scott zaczął mocno szarpać się i szamotać, ale po kilku sekundach osunął się bezwładnie na ręce młodego mężczyzny.
      – Grzeczny chłopczyk, śpij – szepnął Trevor z uśmiechem i wciągnął go na tylne siedzenie auta.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 3043 słów i 18246 znaków, zaktualizowała 16 maj 2020.

3 komentarze

 
  • Somebody

    Czytam, ale z poślizgiem, bo w pizdu roboty i wgl...  :sad: Ty wiesz, że ja lubię to, co piszesz...  <3

  • agnes1709

    @Somebody Wybacz, te żale to efekty uboczne wyrwania się domowego aresztu <zawstydzona> Ale miło, że zajrzałaś. :kiss:

  • Somebody

    @agnes1709  :przytul:

  • Iga21

    No to teraz się zacznie 😃
    Pamiętaj bez litości 😀

  • agnes1709

    @Iga21 Przecież wiesz... ;)

  • Duygu

    O, kuffa...  :O   :cool:   :ninja:   :bitka:  Trevor, zemścij się!  :pissed: Nareszcie go dorwał, no! I teraz raz- a porządnie!

  • agnes1709

    @Duygu Od razu mówię - zaczyna się ostry brutal. Na pewno chcesz czytać?  :yahoo:

  • Duygu

    @agnes1709 TAK! Co to za pytanie?!  <3   <3   <3

  • agnes1709

    @Duygu Spoko. Tylko żeby nie było, że nie Ostrzegałam. :drinking: Widzisz? Teraz ja 3 razy edytuję, takie uroki palenia, hehe. Zapraszam na FAJNEGO skręta  :danss:  :kiss:  :cheers:  :ciuch:  :przytul:

  • agnes1709

    @Duygu Ale już dotarłam, gdzie chciałam, teraz będzie IMPREZA!!!  :whip:

  • Duygu

    @agnes1709 Czuję się zaproszona na tę imprezę...  ;)   :lol2:

  • agnes1709

    @Duygu Do tego dążyłam. Ale pojutrze, chujowo się czuję. I pamiętaj - OSTRZEGAŁAM!  :whip:

  • Duygu

    @agnes1709  :kiss:  :cheers:

  • agnes1709

    @Duygu Brak mi tylko tu Som. Nawet jakby napisała, że lipa, to bym wiedziała, że była. Kocham jej komenty, a z ostatnim to już pozamiatała  :lol2:  ] Wariatka

  • Duygu

    @agnes1709 Spokojnie, być może jeszcze przeczyta ;)