Ukojenie cz. 18

Ukojenie cz. 18Do siebie dotarł w pół godziny. W czasie podróży matka dzwoniła trzy razy, po których  chłopak wyłączył telefon. Spojrzał na zegarek – czternasta z minutami. Usiadł na kanapie i czekał, aż opadną nagromadzone w nim emocje. Oparł łokcie o nogi, kładąc głowę na dłoniach. Kurwa! Co ja zrobiłem – zaczął wyrzucać sobie, gdy już ochłonął. Dopadły go wyrzuty sumienia, gdy oczami wyobraźni zobaczył minę przerażonej matki. Siedział tak dość długo, klnąc na siebie samego, wreszcie ruszył tyłek, wziął szybki prysznic i przebrał się w świeże ciuchy. Zostawił nóż i wyszedł. Teraz już jechał wolno, miał przecież broń. Schował ją w spodnie i udał się do znienawidzonej knajpy. Jessica stała za barem.  
      – Cześć! – przywitał się ciepło. – Nalej mi podwójnego Walkera i usiądź ze mną. Nie masz klientów.
      Za moment zajęli miejsce przy pierwszym, lepszym stoliku. Chłopak dał brunetce kartkę z numerem.
      – Jak Scott się pojawi, zadzwoń do mnie – poprosił.
      – Pracuję tylko do piątej – odparła zaskoczona, a może i lekko spłoszona dziewczyna.
      – Ok, ale jakby pojawił się wcześniej. Zadzwoń, to ważne – nalegał szatyn.
      Jessica nie była zadowolona, chłopak miał dość dziwny wyraz twarzy. Ten szybko wypił drinka i wyszedł. Wsiadł do Forda i ruszył w poszukiwaniu fryzjera. Znalazł go na granicy miasta. Usługa trwała zaledwie dziesięć minut i kwadrans później już był po domem ukochanej. Pistolet zostawił w dziurze w fotelu i zadzwonił na górę.
      – Słucham. – Usłyszał przyjaciela.
      – Cześć. Mogę?
      – Właź. – Zabrzęczała blokada drzwi.
      – Prosiła, żebym przyjechał, ale jestem wcześniej, bo nie chciało mi się siedzieć w domu. Trzymaj, chciała go – rzekł Trevor, podając młodemu kartkę ze szkicownika
      – Kurwa, świetne, masz talent! No po prostu zajebisty! – Podekscytował się Tommy. – Zrobiłbyś jeszcze jeden?  
      – Kto ma być obiektem?
      Młodzik uśmiechnął się tylko.
      – W porządku, ale nie mam przyborów.
      – Zaraz coś znajdę – rzekł Tommy i zaczął przewalać szufladę.
      – Nie jest zbyt profesjonalny – mruknął Trevor, oglądając niebieski ołówek.
– Naprawdę? To może kupmy? – bąknął niewyraźnie Tommy.
Szatyn spojrzał na przyjaciela i głośno się roześmiał.
– Kurwa, stary, ale masz, minę. Wyluzuj, damy radę i tym… na razie. W domu zrobimy inny, profesjonalny – brechał.  
Młodzik się nie odzywał, chyba zrobiło mu się głupio.
      

      – Cześć śliczna! – krzyknął jak zwykle Tommy i zaraz ucałował dziewczynę w usta.      Zarumieniła się. – Co bierzemy? – Spojrzał na Trevora.
      – Podwójnego Walkera, zawsze go piję.
      Blondyn zamówił, sam wziął piwo i usiedli przy najbliższym do lady stoliku.
      – Trochę tu ciemno – stwierdził Trevor, ale zaraz wziął się do pracy.
      Jessica zauważyła, że coś maże, dość często się jej przyglądając. Trochę się speszyła lecz nie reagowała. Tommy się nie odzywał, bacznie obserwując poczynania kolegi.
      – Mogłaby się nie ruszać – mruknął w końcu starszy chłopak.
      – Pójdę, zagadam. Fakt, kręci się za tym barem, chyba już wyczaiła nasz plan – zażartował młodzik.
      Trevor męczył się trochę w słabym świetle, ale powoli narysował kontury. Do wykończenia już nie potrzebował modelki. Rysował bardzo długo przez ten półmrok. Jak skończył, spojrzał zapraszająco na Tommy'ego, który natychmiast do niego przyszedł. Zerknął na kartkę.
      – Jesteś wielkim artystą! Powinni ci za to płacić! – zapiał.
      – I płacą – uśmiechnął się szatyn.      
      – Pijemy coś jeszcze?
      – Może jednego. Nie chcę być pod wpływem, i tak jest cięta.
      Tommy ruszył po zaopatrzenie. Dziewczyna jednak nie wytrzymała.
      – Mogę zobaczyć? – zapytała nieśmiało.
      – Jasne, chodź.
      Blondyn wziął trunki i w towarzystwie brunetki ruszył w stronę stolika. Spojrzała na rysunek.
      – Bardzo ładny – pochwaliła, nabierając kolorków.
      – Dzięki. – Trevor uśmiechnął się na całą szerokość twarzy.
      – Mogę go dostać? – zapytała nieśmiało Jessica.
      Tommy zrobił dziwną minę.
      – Nie wiem. Pytaj swojego faceta, to jego obrazek – odparł szatyn.
      Dziewczyna zamilkła. Zakłopotany Tommy także, nie miał pojęcia, co robić. Nie był raczej zadowolony.
      – Żartowałem! – wyjechał rozweselony Trevor. – Daj jej, zrobię ci drugi... ładniejszy – dodał, spojrzawszy z wesołą złośliwością na speszoną Jessicę.  
      Jego dowcip sprawił, że dziewczyna zawstydziła się jeszcze bardziej.
      – Młoda, wyluzuj, jaja sobie robię. – Chłopak szeroko uśmiechnął się do brunetki. – Ale dostaniesz go później. Muszę go wziąć, żeby przerysować, nie ma tu dobrego światła – wyjaśnił.
       Pojawił się klient i małolatka zniknęła.
      – Nie dokuczaj mojej lasce – roześmiał się Tommy. – I w ogóle to może już pojedziemy? Zapalimy coś jeszcze, zanim wróci.
     Pożegnali się i kwadrans później już stali przy oknie, delektując się ulubioną używką. Na poprawę humoru nie musieli długo czekać.
      – Powinna go oprawić. – Młody wskazał obrazek. – To naprawdę mistrzostwo.
      – E tam – zaśmiał się Trevor..
      Siedzieli tak około godziny, pieprząc narkotyczne głupoty i śmiejąc się sami z siebie.
      – Zjesz coś? – zapytał młodszy chłopak.
      – Mógłbym coś przekąsić.  
      – Co my tu mamy – rzekł Tommy, zaglądając do lodówki. – Nic ciekawego – skrzywił się. – Jakaś drętwa wędlina i kurczak, którego nie lubię. Do tego masa jakichś chwastów, którymi odżywia się dama.
      Wybuchnęli śmiechem.
      – Zamówmy pizzę, chyba, że masz chęć na drób – zaproponował młodzik.
     – Dzwoń.
      Dostawa była w ciągu kilkunastu minut. Rzucili się na nią, jakby nie jedli przez tydzień.
      – No!, to jest jedzenie, a nie jakieś mdłe kurczaki. Nie wiem, jak można to jeść? Kleją się do pazurów, od razu przechodzi mi apetyt. – Tommy jak zawsze dowcipkował. – Ten placek przynajmniej nie znosił kiedyś jajek.
      Trevor zaśmiał się tak głośno, że o mało się nie zadławił.
      – Przestań, kurwa – wybełkotał z zapchaną gębą. Ze śmiechu aż poczerwieniał.
      Tommy tylko wyszczerzył zęby.



      – Muszę wziąć prysznic, bo się nie wyrobię. Posiedzisz chwilę sam? – zapytał gospodarz.
      – Jasne, nie zawracaj sobie mną głowy. Zresztą zaraz wraca twoja dama – odparł Trevor. Już był spokojny.
      Młodego nie było przez kwadrans. Wyszedł z wilgotną głową, ubrany w świeże ciuchy. Spojrzał na zegar ścienny – osiemnasta siedemnaście.
      – Już powinna być, ale nie... tylko do mnie może się wydzierać za spóźnienia! –  
– warknął oburzony.  
      – Jak musisz wyjść, to się zmyję – powiedział Trevor.
      – Idę dopiero o siódmej, ale jak nie wróci, możesz przecież poczekać tu.
      Szatyn nie był zbyt chętny na siedzenie samotnie w cudzym domu.
      – Przyjechałeś specjalnie, szkoda, żebyś wracał – namawiał go Tommy. – Tu i tak prócz telewizora nie ma czego kraść, a lodówki raczej nie udźwigniesz – kontynuował i znów wywołał śmiech.
      Czas mijał. Dochodziła dziewiętnasta, a dziewczyny nie widać.
      – Nie wiem, co się dzieje. Zawsze uprzedzała, że wróci później. Zadzwonię do jej pracy – rzekł zaniepokojony już blondyn.
      Wziął komórkę i wykręcił numer, ale nikt nie odbierał. Trevor zauważył, że zniecierpliwienie przyjaciela powoli zmienia się w zdenerwowanie. Sam już zaczął się zastanawiać i różne myśli przychodziły mu do głowy. Nie wraca, a przecież prosiła mnie o przyjazd – dumał, i nie wiedzieć, czemu, do głowy od razu wpadło mu znienawidzone imię.                                                                            
      Wybiła siódma i młody nałożył buty. Trevor ruszył się z miejsca.
      – Gdzie idziesz? – zareagował natychmiast kumpel.
      – Poczekam na zewnątrz.
      – Chcesz się natknąć na tego skurwiela? Poczekaj tu, ona niedługo wróci.
      – Zaczekam w samochodzie.
      – Nie ma gadki, zostajesz w domu!
      – A jak nie wróci? Może do kogoś poszła? – kombinował szatyn.
      – Zadzwoniłaby z pracy. Zresztą ja będę za dwie godziny, więc nie ponudzisz się długo. Mam twoje książki, możesz sobie odświeżyć.  
      Trevor się zaśmiał. Nie czytał ich po wydaniu i nie miał zamiaru.
       – Dobra, poczekam tu, tylko nie każ mi czytać tego gówna.
      Młody uderzył śmiechem.
       – Są niezłe. Dobra, znikam. Częstuj się, czym chcesz. Chodź, zamkniesz drzwi.
       Tommy wyszedł i chłopak przekręcił zamek. Nie wiedział, co robić, poszedł więc zapalić. Stanął w oknie i rozglądał się wkoło, w końcu wrócił na kanapę i włączył telewizor. Leciały w nim jakieś głupie wiadomości, żadnego filmu. W końcu wziął szkicownik, ołówek i zabrał się za kopiowanie rysunku. Drugi raz rysował to samo, więc szło mu znacznie szybciej. Gdy skończył, znów zapalił i na powrót usiadł przed ekranem. Gapił się beznamiętnie w telewizor, w końcu go zmuliło. Drzemał, słysząc jednocześnie głosy w telewizji.  
      Przebudziło go szperanie w zamku. Otworzył oczy.
      – Cześć. Cieszę się, że jesteś – rzuciła Emma i nie patrząc na chłopaka, szybko umknęła do kuchni.
      Od razu wsadziła głowę do lodówki. Trevor szybko do niej podszedł.
      – Długo cię nie było, zaczynałem się martwić.
      – Zatrzymali mnie w pracy – bąknęła dziewczyna; zachowywała się co najmniej dziwnie. Nadal unikała wzroku Trevora, co chłopak w lot wyłapał.
      – Coś się stało? – zapytał groźnie.
      – Nic, jestem padnięta – mruknęła, lecz głowę nadal trzymała lekko przekręconą w drugą stronę.
      W dalszym ciągu grzebała w lodówce, przekładając rzeczy z jednej półki na drugą, co nie miało większego sensu.
      – Kotku, zostaw już to – rzekł ogłupiały i nieco zniecierpliwiony już szatyn.
      – Muszę tu posprzątać – wycedziła przez zęby, coraz bardziej nerwowo przetrząsając chłodziarkę.
      Babrała się nieporadnie, gubiąc przy okazji wzięte w dłonie rzeczy, w końcu przy trzecim produkcie, który uciekł jej z rąk, chłopak zareagował. Podniósł sałatkę, położył na miejsce i odsunął dziewczynę od lodówki, zamykając jej drzwi przed nosem. Nawet nie spojrzała na ukochanego, tylko zmieniła miejsce pobytu z chłodziarki na zlew. Szatyn nadal przyglądał się ślicznotce, która nie wiedziała, za który talerz złapać. Już pierwszy, który chwyciła, znalazł się na ziemi, tłukąc na trzy części.
      – Kurwa! – zaklęła na całe pomieszczenie.
      Trevor nie wytrzymał. Zabrał gąbkę stojącej ze spuszczoną głową dziewczynie, delikatnie ujął jej brodę i odwrócił twarz ukochanej w swoją stronę. Zdębiał. Jego oczom ukazał się dość spory, podpuchnięty już, czerwony ślad pod jej lewym okiem. Stał jak słup, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.
      – Kto ci to zrobił? – zapytał, rozdrażniony do granic.
      Emma milczała, spuściła tylko wzrok.
      – Em. – Chwycił ją za ramiona i odwrócił przodem do siebie. Drżała.
      – Kto cię uderzył?! Ten skurwysyn? – Chłopak nie odpuszczał.
      Cisza.
      – Tak?
      Dziewczyna uparcie stała jak posąg, uciekając wzrokiem.
      – KURWA! – wrzasnął rozwścieczony Trevor, zerwał się jak oparzony, migiem włożył buty i wybiegł z mieszkania.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1864 słów i 11396 znaków.

1 komentarz

 
  • Duygu

    TREVOR, ZABIJ TEGO GNOJA I BĘDZIE SPOKÓJ!  :whip:   :bitka:   :weapon:   :blackeye:   :cheers:  WIERZĘ W CIEBIE, CHŁOPAKU! CO ZA CYMBAŁ Z TEGO SCOTTA, JAK ON MÓGŁ ZROBIĆ JEJ PONOWNIE COŚ TAKIEGO? JAK NIE SĄ RAZEM, TO NIECH SIĘ JUŻ OD NIEJ ODWALI, ZNAJDZIE SOBIE INNĄ DZIEWCZYNĘ ALBO COŚ W TYM STYLU, ALE NIECH, NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, ZOSTAWI EMMĘ W SPOKOJU!  
    A obawiam się, że tylko w TAKI sposób można tego gnoja powstrzymać. Trevor, działaj, w tobie ostatnia nadzieja!
    Ufff, ile emocji mi zafundowałaś dzisiaj!  <3   <3   <3

  • agnes1709

    @Duygu Co za czcionka :eek::lol2: Dzięki, mała :kiss:

  • Duygu

    @agnes1709 Bo to tak jest, jak mnie ktoś zdenerwuje  :lol2:   :smiech2:   <3