Ukojenie cz. 39

Ukojenie cz. 39Kate w mig się podniosła i stanęła koło dziewczyny.
      – Boże, Emma, dobrze, że przyjechałaś – wystękała roztrzęsiona.
      – Trevor, co wy wyprawiacie?! – wrzasnęła blondynka, agresywnie odpychając chłopaka.
      Oniemiały szatyn nadal stał jak posąg, nie mogąc wydusić słowa.
     – Tommy! Wyjaśnij mi, co tu się dzieje?! – grzmiała dziewczyna, lecz wciąż nie usłyszała odpowiedzi. – Coś ci zrobili? – Spojrzała kuzynkę.
      – Do cholery, Emma, zrób coś. Kompletnie im odbiło – poskarżyła się bezzwłocznie Kate, pokazowo robiąc z siebie ofiarę.
      Młoda kobieta dokładniej przyjrzała się ciotce i jej czerwonemu policzkowi.
      – Wychodzimy! – rozkazała chłopakom.
      – Nie, poczekamy na samochód. Nie wierzę jej za grosz – oświadczył młodzik.
      – Za dwie godziny będzie transport, zabierz ich stąd – apelowała Kate.
      Tommy wyskoczył i znów pchnął ciotkę z całej siły.
      – Przestań ją przekabacać, suko!
      – Tommy! – huknęła Emma, stanąwszy między nimi.
      – Nie broń jej! – Tommy wrzasnął siostrze prosto w twarz.
      – Trevor… – dziewczyna pretensjonalnie popatrzyła na chłopaka.
      – Dobra młody, idziemy. Myślę, że tym razem będzie słowna – rzekł Trevor.
      – Nie.
      – Idziemy, powiedziałem! Ona zrozumiała! – rozkazał chłopak, pociągnąwszy małolata za rękaw.
      Dwudziestolatek niechętnie ustąpił i ruszył za przyjacielem do wyjścia. Gdy już byli za drzwiami, Trevor szturchnął młokosa.
      – Jak wyjdzie, zabierz ją do samochodu – szepnął.  
      – Co chcesz zrobić? – zapytał zaniepokojony Tommy.
      – Spokojnie, zaufaj mi – odparł Trevor i odpalił papierosa
      Emma pojawiła się, gdy akurat kończył palić. Chłopak wyrzucił niedopałek, bez słowa wyminął ukochaną i ruszył z powrotem do budynku.  
      – Trevor! – krzyknęła dziewczyna i chciała biec za nim, ale Tommy szybko ją przystopował.
      Szatyn wyjął broń i wszedł do salonu. Podszedł do Kate, która nawet nie zdążyła ruszyć się z miejsca, z dużą siłą ścisnął ją za policzki i przycisnął jej twarz do stołu. Przystawił broń do skroni kobiety.
      – Jeżeli zadzwonisz na policję albo powiesz coś Emmie, wrócę tu. A jeśli nie ja, znajdą się do tego odpowiednie osoby, rozumiesz? – warknął, jeszcze mocniej przyduszając jej policzek do blatu.
      Kate natychmiast pokiwała potakująco głową.
      – Miło, że się dogadaliśmy – rzekł Trevor, puścił kobietę i wyszedł, chowając po drodze pistolet w spodnie.  
      Tommy stał przy samochodzie i trzymał siostrę za ramiona. Ta, zobaczywszy chłopaka, wyrwała się bratu.  
      – Co jej zrobiłeś?! – Wyskoczyła na Trevora z pięściami.  
     Złapał ją za nadgarstki.
      – Uspokój się, nic jej nie zrobiłem. Powiedziałem tylko, że dziś ma dotrzymać słowa, bo więcej nie będę pilnował młodego – wyjaśnił spokojnie szatyn.
      – Kłamiesz! – krzyknęła dziewczyna, próbując wyrwać się z uścisku.  
      Szarpała się bardzo mocno, w końcu Trevor odwrócił ją plecami do siebie i mocno objął, unieruchamiając ręce.
      – Przestań się rzucać, nic jej nie jest – syknął.
      – Puszczaj mnie, gnoju! – wrzeszczała rozwścieczona blondynka.
      Chłopak nie słuchał. Niedługo potem dziewczyna przestała walczyć i Trevor ją uwolnił. Od razu pobiegła w stronę domu. Tommy chciał ruszyć za nią, ale kumpel go zatrzymał.
      – Zostaw, ona jej nic nie powie.  
      Szatyn, korzystając z chwili, schował broń na miejsce i zapalił kolejnego papierosa. Dziewczyna wróciła bardzo szybko, lecz nie odezwała się ani słowem, tylko usiadła na tylnym siedzeniu auta. Trevor patrzył na nią niepewnie, w końcu wsiadł za kółko i ruszył. Po drodze wstąpił do sklepu i po niecałym kwadransie byli pod jej domem. Emma szybko opuściła pojazd.
      – Zrobiłeś jej coś? – zapytał Tommy.
      – Nie, poinstruowałem tylko w temacie policji.
      Młodzik nie pytał więcej.
    
  
      – Mogę się u ciebie walnąć u ciebie na godzinę? – zapytał szatyn, zakręcając butelkę, z której zaczerpnął tylko odrobinę.
      – Jasne, chodź.
      Weszli do domu. Emma siedziała w kuchni nad kubkiem herbaty i nie zaszczyciła ich nawet najkrótszym spojrzeniem. Trevor podszedł, przytulił ją i chciał pocałować w szyję, ale się odsunęła.
      – Kotku, nie wkurwiaj się, dobrze? Zrozum, że gdybym nie dał jej dosadnie do zrozumienia, co ma zrobić, ta farsa ciągnęłaby się nadal – wytłumaczył łagodnie.
      Emma milczała.
      – Wolałabyś, żeby młody pojechał sam? – kontynuował szatyn.
      – Nigdy bym nie pomyślała, że uderzysz kobietę – rzuciła chłodno dziewczyna.
      – Kotku, to był odruch, niepotrzebnie operuje zbędnymi komentarzami. Nic jej nie będzie, to był słaby policzek. Poza tym dziwię się, że jeszcze jej bronisz.
      Emma ponownie zamilkła.
      – Dobra, jak chcesz, nie będę się tłumaczył. Jeśli bardziej martwisz się nią, niż bratem, twoja sprawa. Idę się zdrzemnąć.
     Za moment leżał już w łóżku i myślał. Wkurzał się trochę faktem, że dziewczyna przyłapała go w tej jednoznacznej sytuacji, kilka chwil później jednak usnął.  
      Obudził go rumor i wrzaski. Usłyszał głośne przeklinanie Tommy'ego, który wykrzykiwał jeszcze jakieś bliżej nieokreślone słowa. Nagle jego uszu doszedł donośny dźwięk tłukącego się szkła i krzyk dziewczyny. Zerwał się i biegiem ruszył na dół. Wpadł do korytarza – Emma głośno wnosiła różnego rodzaju apele, a młodzik tłukł się z jakimś sporo starszym chłopakiem. Szarpali się mocno, przemieszczając z miejsca na miejsce. Przywiezione rzeczy stały już w salonie, a pobita szyba regału walała się w kawałkach po połowie dywanu.  
      Nieznajomy właśnie trzasnął młodzikiem o ścianę i zaczął kopać go kolanem w brzuch. Trevor niewiele myśląc, podbiegł, odciągnął napastnika i wymierzył mu soczysty cios w twarz. Chłopaka odrzuciło w bok. Szatyn już go nie bił, tylko stanął między walczącymi.
      – Co tu się dzieje, do cholery?! – zagrzmiał.
      Tommy siedział skulony na ziemi, chyba nieźle oberwał. Nieznajomy nie czekał na rozwój wydarzeń, tylko szybkim krokiem udał się do wyjścia.
      – Jeszcze się policzymy! – krzyknął na odchodne do Tommy’ego, po czym zniknął za ścianą.
      Emma przykucnęła przy młodszym z chłopaków. Trevor stał kompletnie zdezorientowany, w końcu huknął:
      – Ktoś mi w końcu wyjaśni, co tu się wyprawia?! Co to za typ?!
      Tommy się podniósł.
      – To Daniel, syn tej szmaty – wybełkotał i ciężko ruszył w stronę kuchni, trzymając się za żołądek. Trevor spojrzała na ukochaną – nie zwracała na niego uwagi, tylko poszła za bratem. Chłopak westchnął ciężko i ruszył za nimi.
      – To on przywiózł te rzeczy? – zapytał.
      – Wpadł tu i od razu wyskoczył z pretensją, że niby pobiliśmy Kate. Rzucił się na mnie, więc musiałem się bronić. Pewnie by mnie stłukł, gdybyś nie przyszedł.
      – Czemu mnie nie obudziłaś, jak się pojawił?! – Trevor wyjechał pretensjonalnie do Emmy.
      Dziewczyna milczała.
      – To nawet jak przyłazi tu gość z zamiarem bicia twojego brata, to walisz fochy?! – krzyknął poirytowany chłopak.
      Emma nadal nie reagowała.
      – A wiesz co? Wal się – fuknął Trevor, odwrócił się na pięcie i wyszedł, pałając złością.
   Wsiadł do samochodu i odpalił papierosa. Był cholernie zły, do tego chciało mu się zioła. Myślał chwilę, w końcu wstał i udał się na drugą stronę ulicy. Zerknął sporadycznie, ale w tym gąszczu znalezienie wyrzuconego zwitka było raczej niemożliwe. Coraz bardziej nabuzowany wrócił do kuchni. Emma robiła herbatę. Podszedł do siedzącego małolata.
      – Mocno cię pokopał? – zapytał.
      – Nie, już przechodzi. Dawno się nie biłem, wyszedłem z wprawy – usprawiedliwiał się Tommy, operując niewyraźnym uśmiechem.
      – Zostaw to, wracamy – syknął Trevor, stanąwszy obok dziewczyny.
      Ta nie zwracała uwagi na jego słowa, stała i nalewała wodę do zagotowania,.  
      – Emma.
      Blondyna wciąż zachowywała się, jakby chłopaka tu nie było, w końcu ten się wściekł, wyrwał jej czajnik i odstawił na kuchenkę, stuknąwszy nim z dużą siłą.
       – Słyszałeś, co powiedziałem?! – rzucił chłodno, patrząc ukochanej prosto w oczy.
      Tommy spojrzał na niego z niemałym zdziwieniem. Dziewczyna uparcie milczała, ale chyba nieco się spłoszyła. Ponownie sięgnęła po przyrząd do gotowania.
      – Kurwa, zostaw ten jebany czajnik! – zagrzmiał diabolicznie chłopak, ponownie wyszarpnął go jej z dłoni i mocno cisnął o ziemię.
      Młodzik oniemiał.    
      – Herbatę wypijemy u mnie. Jedziemy – oświadczył rygorystycznie szatyn, pociągnąwszy ukochaną za ramię.
      – Nigdzie z tobą nie jadę! – Wyrwała się.
      – Chodź i przestań mnie wkurzać! – rozkazał Trevor, będąc już na granicy wytrzymałości.  
      Tommy w końcu wmieszał się w tą walkę.
      – No chodź –  poprosił siostrę, chcąc zakończyć już ten cyrk.  
      Emma, choć niechętnie, ruszyła wreszcie za bratem. Po chwili zamknęła drzwi i wyjęła komórkę.
      – Jak chcesz, jedź z nim i nie wychodź z domu. Ja pojadę taksówką – rzekła do młodzika.
      – Chyba sobie żartujesz? Przestań już odstawiać szopki, dobra – syknął zniesmaczony chłopak.  
      Trevor był coraz już bardziej poirytowany, ale milczał. Emma zaczęła wykręcać numer, lecz Tommy wyrwał jej urządzenie.  
      – Kobieto, nie wkurzaj mnie i wsiadaj, mam dość twoich humorów! Poza tym jestem głodny, nie będę stał tu do jutra! – wydarł się.
      – Oddaj mi telefon!
      Tommy schował komórkę do kieszeni.
      – Nie przeciągaj struny, gówniarzu! – warknęła Emma i chciała wyjąć telefon z jego spodni, z czego wyszła jedynie chaotyczna szarpanina.
      Trevor patrzył na to chwilę, wreszcie nie wytrzymał, złapał dziewczynę za ramię i pociągnął w stronę Forda. Wepchnął ją na przednie siedzenie pasażera i zatrzasnął drzwi.
      – Jedziemy – rzekł do małolata i wsiadł za kółko.  
      Emma chciała wysiąść od strony kierowcy, ale lekko ją odepchnął, sadzając na miejscu. Ponowiła próbę, chcąc za wszelką cenę przepchnąć się przez chłopaka, lecz ten jej nie puszczał. Dziewczyna rzucała się coraz mocniej.
      – Uspokój się, do cholery! – wrzasnął w końcu szatyn zamachnąwszy się na nią.  
      Zakryła głowę. Tommy nie reagował, chodź wydawał się trochę zaniepokojony. Po chwili Trevor przekręcił kluczyk i ruszył bardzo gwałtownie. Emma siedziała nieruchomo, patrząc w szybę. Chłopak jechał tak szybko, jak chyba nigdy. Dziewczyna pierwszy raz nie zwróciła mu uwagi ani razu.
      Pół godziny później byli pod kamienicą rodzeństwa. Kierowca wysiadł, otworzył drzwi ukochanej i wrócił za kółko.
      – No co jest? Chodź. – Podszedł do niego Tommy.
      – Nie, spadam do domu.
      – Miałeś kończyć mi dziarę.
      Chłopak się zamyślił.
      – Dobra, wskakuj, kupimy coś do żarcia.


      Pojechali do zielonego neonu po cheeseburgery, podwójne frytki i sałatkę dla dziewczyny. Po drodze Trevor kupił jeszcze butelkę whiskey i dwa soki pomarańczowe.  
      – Kurwa! – zaklął, gdy byli już pod drzwiami mieszkania.
      – Co jest? – zapytał Tommy.
      – Nie zajechaliśmy po trawę.
      – Zaraz załatwię, poczekaj w domu.
      Młodzik zawrócił i zbiegł po schodach, a Trevor wszedł do mieszkania. Nie widząc dziewczyny, zostawił wszystko w kuchni i udał się do sypialni. Emma siedziała na łóżku jak rzeźba, nie reagując na jego przybycie. Przysiadł obok.
      – Chodź, zjesz coś. – Objął dziewczynę.
      Milczała.
      – No chodź, nic nie jadłaś – nalegał.
      – Nie jestem głodna – odparła cicho.
      – Kotku, co się dzieje? Czy tu naprawdę chodzi o ciotkę? – zapytał spokojnie chłopak.
      – Tak, zaufałam ci.
      – Odpuść już, dobrze? Przecież nic jej nie jest. Mamy się przez nią kłócić? – ciągnął Trevor, mocniej przytulając dziewczynę do siebie.
      Emma ponownie zamilkła.
      – Przepraszam za rękę, jeśli za mocno ścisnąłem – mruknął chłopak, masując ramię ukochanej.  
      Złość powoli z niego uchodziła. Emma nadal była nieobecna, Trevor nie wiedział już, jak do niej dotrzeć. Nie sądził, że tak się przejmie tym zajściem. Siedział przy niej jeszcze chwilę, w końcu wstał i poszedł do kuchni. Włączył czajnik i po paru minutach zaparzył herbatę. Wziął napój, jedno opakowanie z jedzeniem, zaniósł do sypialni i postawił wszystko na szafce obok dziewczyny.
      – Smacznego – rzekł i opuścił pokój.
      Wyjął alkohol, nalał pół szklanki, usiadł przy otwartym oknie i odpalił Marlboro. Nie zdążył spalić pół, jak Tommy pojawił się w mieszkaniu.  
      – Nic nie mam, będzie dopiero wieczorem.
      – Dobra, zaraz pojedziemy do mnie.
      Szatyn wypił drinka i ponownie ruszył do sypialni. Emma nieruchomo leżała na łóżku. Nie tknęła posiłku. Znowu przy niej usiadł i lekko już zniesmaczony tą sytuacją, zapytał:
      – Co ci powiedziała?
      Cisza.
      – No mów, dziewczyno, denerwujesz mnie! – rzucił trochę głośniej.
      Czekał na odpowiedź, lecz ta nie wypływała z ust blondynki. Po chwili Trevor wziął ją za rękę.
     – Dobra, nie chcesz, nie mów, ale wiedz, że wszystko, co usłyszałaś, było kłamstwem.
Jadę z młodym do domu, wezmę prysznic i zaraz wracamy. Chcesz jechać?
      – Nie.
      – Możesz zostać sama?
      – Tak.
      Trevor siedział i patrzył w oczy dziewczynie; koniecznie chciał się dowiedzieć, co nagadała jej ciotka. Egzystował tak dłuższą chwilę, w końcu się zniecierpliwił, wstał i wyszedł bez słowa.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2231 słów i 13686 znaków.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Emma, jesteś uparta. Z jednej strony cię rozumiem, z drugiej nie...  :woot2:  Zagadkowa osoba  :D  Lecimy dalej i tak jestem spóźniona  :sciana:

  • agnes1709

    @Duygu Oj tam, spóźniona. Ale jesteś! <3