Ukojenie 2 – Młody cz. 13

Ukojenie 2 – Młody cz. 13W przerwie między sporadycznymi pyskówkami obojga rodzeństwa, chichotem Billy’ego oraz Julie i zrezygnowaniem Emmy po kilkunastu minutach udało im się w końcu zjeść posiłek. Małolaci posprzątali ze stołu, Nicole opuściła dom i Julie zapytała Emmy:
     – To co, możemy iść?
     – Idźcie, tylko nie łaźcie do nocy – odparła z uśmiechem kobieta.
     – Spoko. – Osiemnastolatka odwzajemniła uśmiech i ruszyła do ojca. – Tato, dasz mi jakieś pieniądze?
       Dostała dwadzieścia dolarów i udała się w kierunku korytarza, gdzie Trevor, w pełnej już gotowości do wyjścia, stał przy drzwiach. Po chwili byli już na chodniku.
      – Idziemy piechotą, czy podjedziemy? Może się przejdziemy, to niedaleko, jakieś dwadzieścia minut drogi – rzekł chłopak.
      – Pewnie, idziemy, zajebista pogoda – odparła entuzjastycznie Julie, której humor wyraźnie dopisywał.
      – Dzięki za wsparcie – rzucił Trevor.
      – Ależ wkurzająca małolata, ona ma tak zawsze? – Zaśmiała się dziewczyna.
      – Zazwyczaj.
      – Ale nie bij jej, przecież ona ma czternaście lat, poza tym jest dziewczyną – napomniała nastolatka.
      – Jak już czasem nerwy mnie ponoszą.
      – Wyluzuj, wyrośnie z tego. A tak nagada matce i ta będzie się do ciebie sadzić, po co ci to?
– W dupie to mam, nie będzie mi gówniara, podjeżdżać – burknął – Czekaj. – Chłopak nagle się zatrzymał.
      Julie spojrzała w stronę, w którą patrzył – Nicole stała z jakimś będącym chyba w jej wieku małolatem i coś do siebie mówili. Nie była to raczej miła rozmowa, co z łatwością można było wywnioskować po ich nerwowym zachowaniu.
      – Kto to? – zapytała Julie.
      – Nie mam pojęcia, ale nie dziwię się, ona potrafi każdego wkurzyć.
      Nadal stali w miejscu, obserwując gówniarzy, gdy nagle brunetka chciała wyminąć chłopaka i odejść, ten jednak odepchnął ją do tyłu. Nicole nie była mu dłużna i także go pchnęła, wtedy małolat zaczął popychać ją już raz za razem, robiąc to z dość dużą agresją.
      – Idziemy – zarządził Trevor i dynamicznym krokiem ruszył przed siebie, zatrzymując się po chwili przy awanturnikach. – Co jest?! – warknął, uderzając gówniarza w ramiona.
       Nicole zdębiała, nie spodziewała się zapewne, że brat się tu pojawi.
      – Nic – zakwilił nieznajomy.
      – Startujesz do dziewczyny? – burczał szatyn, ponownie go uderzając.
      Typek zrobił kilka kroków w tył.
      – Co jest? – Trevor spojrzał na siostrę.
      – Nic – mruknęła.
      – Nicki!
      – Czepia się do mnie, nie wiem, o co mu chodzi. W szkole też nie daje mi spokoju, ja mu nic nie zrobiłam – wywaliła w końcu odrobinę chyba wystraszona dziewczyna; jej poranna butność zniknęła.
      – Masz problem, gnojku?! – ryknął szatyn, chwytając chłopaka za fraki.
      Julie nie reagowała.
      – Nieee.
      – To czemu ją zaczepiasz?
      – Nie zaczepiam.
      – Nie?
      Małolat zamilkł.
      – Spierdalaj do domu! – nakazał Trevor, odepchnąwszy gówniarza, który gapił się na niego wielkimi oczyma. – I masz dać jej spokój, zrozumiałeś?!
      Głucho.
     – Zrozumiałeś, pytam?! – powtórzył chłopak i znów go załapał, tym razem wstrząsając nim porządnie.
      – Tak.
      – To pamiętaj! Bo jak się dowiem…!
      Uwolnił nieznajomego, który migiem się oddalił i spojrzał na siostrę z zimną pretensją.
      – Czemu mi nie powiedziałaś, że ktoś ci dokucza? – zapytał.
      – Bo to nieważne – mruknęła Nicole, zawstydzona chyba tym faktem.
      – Jak to nieważne? Długo to trwa?
      – Nie wiem, nie pamiętam.
      – Za co się do ciebie uczepił.
      – Kurde,  nie wiem, uczepił się i już. Zresztą nie tylko do mnie, wcześniej przypieprzał się do innej dziewczyny, jest po prostu porąbany i już – rzuciła zdenerwowana brunetka, miała już chyba dość tych pytań.
      – Jakby znowu się sadził, chociażby w szkole, przyjdź i powiedz, znajdziesz mnie. Ok?
      Dziewczyna przytaknęła w ciszy.
      – Dobra, spadamy – rzekł do Julie i ruszyli w swoją stronę.
      – A jednak ją lubisz – zaśmiała się dziewczyna, gdy już odeszli kawałek.
      Trevor wygiął usta, nie odzywając się.
      – Jakiś ty odważny, normalnie dziś jesteś bohaterem! – ironizowała, szturchając kumpla w ramię.
      – Bo, kurwa, nie będzie się bujał do niej jakiś typ. To moja siostra – warknął Trevor, lecz zaraz sam się roześmiał.
      – I słusznie, postąpiłeś jak prawdziwy mężczyzna. Tylko ciekawa jestem, co byś zrobił, gdyby ten koleś miał metr osiemdziesiąt i dwie tony mięśni? – walnęła Julie, nic a nic nie poważniejąc.
      – To samo.
      – Tak…
      – Tak. Najwyżej dostałbym w pałę, ale zrobiłbym to samo – walczył dzielnie chłopak, z pełną przejęcia miną.
      – No dobra, dobra, nie dąsaj się już, bohater zostaje – dowcipkowała Julie.
      – Ty coś paliłaś? – Zarechotał chłopak, przy dziewczynie nijak nie dało się wytrwać w swojej udawanej powadze.
      – Ty wiesz, że oni jarali w sypialni, jak nocowaliśmy u  was dwa tygodnie temu? – Julie nagle zmieniła temat.
      – Co? – Trevor nie zrozumiał.
      – Emma z ojcem, wyłapałam, jak szłam do kuchni po napój. Chyba nie da się nie wyczuć trawy, nie? Waliło na cały korytarz.
     – No i dobrze, niech sobie palą, mi to nie przeszkadza.
      – Mi też nie, ale tego po starym to bym się nie spodziewała. I mogliby chociaż trochę dyskretniej, a nie tak na żywca, zwłaszcza wiedząc, że jesteśmy w domu.
      – A co my im przeszkadzamy? Przecież oni wiedzą, że my tańczymy gorzej, niż oni – podsumował chłopak.
      – Kto tańczy, ten tańczy – mruknęła Julie.
      – No nie mów mi, że nigdy nie paliłaś.
     – Paliłam, raz, ale jakoś mnie nie ciągnie, wolę wypić zimne piwko – wyszczerzyła zęby. – Aaaa, no właśnie, może walniemy po browarku? Ale jak kupić?  
      – Tam jest sklep, może się uda. – Trevor wskazał ręką przed siebie, gdyż byli już bardzo blisko pustostanu. – Różnica między osiemnaście, a dwadzieścia jeden jest niewielka, może da się nabrać – rzekł chłopak, patrząc wymownie na koleżankę.
      – Dobra, mogę spróbować.
      Chwilę później Julie zniknęła w markecie, a Trevor poszedł na tyły – stolik nie gościł dziś żadnych osób, wrócił więc i stanął przy bocznej ścianie budynku. Po chwili dziewczyna powróciła, dzierżąc w dłoniach dwa Heinekeny.
      – Jak to zrobiłaś? – chłopak wywalił oczy, dziewczyna załatwiła sprawę w okamgnieniu.
      – To mój urok osobisty, kochany, słodycz i uprzejme, fachowe podejście do sprawy – pochwaliła się wesoło blondynka.
      – Aaaa, bo pewnie stoi Chris. On lubi ładne dziewczyny, dlatego dał się omotać. I nie kozacz, gdybyś była brzydka, gówno byś kupiła. Urok osobisty… – mruknął chłopak, chichocząc.
      – Pewnie, że bym kupiła – wojowała dzielnie Julie.
      Trevor już jej nie zaczepiał, tylko otworzył trunki i ruszyli dalej. Do żółtej kanapy doszli niedługo potem i Trevor zaczął się rozglądać, dzwoniąc przy okazji na numer przyjaciółki. Telefon był wyłączony.
      – Myślisz, że znajdziesz? – zapytała Julie, która także rzuciła się w wir poszukiwań
      – Nie wiem, mam nadzieję.
      – Mam! – rzuciła nagle dziewczyna. – To ta? – Podała chłopakowi srebrną Nokię.
     – Tak. Gdzie była?
      – Tu. – Blondynka wskazała miejsce. – Przeszedłeś obok niej.
      – Dzięki – Trevor się uśmiechnął się i spojrzał w stronę budynku. – Chodź, zobaczymy, może Dario zostawił jakieś zioło... w co szczerze wątpię – rzekł i dziewczyna udała się z nim w stronę rudery.
      Po chwili byli w środku. Trevor odsunął cegłę i wsadził rękę do środka, ale zaraz niezadowolenie ozdobiło jego twarz.
     – Lipa, zabrał. No tak, starych nie ma – burknął rozczarowany, zasunął cegłę i nagle zastygł w bezruchu.
      – Co jest – zapytała blondynka.
      – Cicho! – Chłopak przyłożył palec do ust. – Ktoś tam jest – szepnął, bacznie nasłuchując dochodzących z „pokoju imprez” pomruków. – O tej godzinie? – dodał, w dużym stopniu zdziwiony. – Chodź, zobaczymy, może ktoś znajomy.
      Nie był pewny swojej decyzji, gdyż mogło być to jakieś niekoniecznie przyjaźnie nastawione towarzystwo, ciekawość jednak wzięła górę. Szli bardzo cicho, starając się być niesłyszalnymi i po chwili Trevor delikatnie wychylił głowę przez próg. To, co zobaczył, sprawiło, że natychmiast stanął w wejściu. Był w totalnym szoku.
      – Susan?! – Szeroko rozdziawił gębę. – Kurwa, co ty tu robisz? Spałaś tu?
      Dziewczyna natychmiast się spłoszyła, na pewno nie spodziewała się tu chłopaka, zwłaszcza o tej porze. Trevor kompletnie się pogubił, nie mogąc uwierzyć, że o dziesiątej rano widzi tu przyjaciółkę, do tego w towarzystwie jakieś obcej kobiety. Spojrzał przelotnie na stojącą obok Julie, wzrokiem pytając:
rozumiesz coś z tego?, ale zaraz podszedł do szatynki i usiadł obok, spoglądając namiętnie na tkwiącą na swoim prowizorycznym posłaniu Megan.
      – Sue, co ty tu robisz? Nocowałaś tu? – powtórzył bardzo łagodnie i zdając sobie sprawę z możliwego stanu jej pleców, delikatnie objął dziewczynę, nadal nie mogąc zrozumieć, jakim cudem się tu znalazła.
      Nastolatka milczała, żadne słowo nie chciało przejść jej w tej chwili przez gardło. Znowu zaczęła drżeć, chłopak był tym momencie najmniej pożądaną tu osobą.
      – Pójdę się przejść – rzekła Megan i wyszła.
      – Siadaj, jest czyste – Szatyn wskazał Julie podniszczone, brązowe krzesło.
      Usiadła, operując dziwną miną. Także nie wiedziała, co się dzieje, co to za dziewczyna i czemu Trevor od razu się tak zdenerwował.
      – Susan – naciskał chłopak.
      Cisza. Ponownie spojrzał na Julie, ale ta tylko wzruszyła ramionami, w końcu cóż innego mogła zrobić? Chwilowo zamilkł, bacznie przyglądając się szarej bluzie, w której siedziała kumpela i na jej porwane spodnie. To jeszcze bardziej dało mu do myślenia i podkręciło nerwówkę.
      – Sue, porozmawiaj ze mną – ciągnął temat, szarpany od środka widokiem smutnej twarzy dziewczyny.
      – Autobus mi uciekł – mruknęła w końcu dziewczyna, nie patrząc na przyjaciela.
      – Jak to uciekł? Ale co ty w ogóle tutaj robisz? Dlaczego nie jesteś w domu?
      – Pokłóciłam się i nie chciałam dłużej słuchać jego żali, więc przyjechałam tu. Niestety, nikogo już nie było, potem zwiał mi autobus, a nocny był dopiero o trzeciej. Lało, więc chciałam tu poczekać i zasnęłam – oznajmiła bez cienia wahania szatynka, lecz Trevor nie uwierzył w ani jedno jej słowo.
      – Czemu do mnie nie zadzwoniłaś?
      – Przecież nie mam nic na koncie.
      – To czemu nie przyszłaś? To dwadzieścia minut drogi. No kurde, Susan… – wkurzył się chłopak, nie mogąc darować, że spała tu prawdopodobnie w towarzystwie kobiety, którą przed chwilą widział, narażając się przy okazji na niebezpieczeństwo.
      – Miałam zajść do ciebie o dwunastej w nocy? – burknęła Sue i teraz na niego spojrzała. Miała zrezygnowane, zmęczone oczy, Trevora na ten widok aż ciarki przeszły.
      – Tak, miałaś zajść, poza tym i tak nie spałem. Co ci się stało? – Nastolatek wskazał dziurę na kolanie. – I czemu ich nie zdjęłaś, przecież one są kompletnie mokre – delikatnie zbeształ dziewczynę, dotykając niebieskiego adidasa.
      – Nieważne.
     – Idziemy do mnie – zarządził chłopak, zmieniając miejsce uścisku z tali na ramię.
      – Nie – odparła natychmiast Susan, przestraszona tą propozycją.
      Wiedziała, jak wygląda i że będą pytania, do tego w domu kolegi będzie musiała zdjąć buty, co nie bardzo szło w parze z jej obecnymi aspiracjami. Miała świadomość, że bose stopy, z których na dodatek jedna zawiązana jest mokrą, porwaną skarpetką, nie prezentują się zbyt wyjściowo. To także będzie zapewne powodem do kolejnych pytań, których dziewczyna za wszelką cenę chciałaby dziś uniknąć. Mogła już spokojnie przypuszczać, że chłopak domyślił się, co się dzieje w jej życiu, że kłamie i że wcale nie uciekł jej autobus, dlatego też była bardzo zdenerwowana i jej marzeniem było, żeby po prostu zniknął i zostawił ją w spokoju, najchętniej w towarzystwie Lenny’ego i Megan. Ale on przecież nie odpuści, nie Tre…
    – Susan! – Szatyn wzmocnił nieco uścisk. – Co jest?
     Skierowała na niego wzrok – wpatrywał się w nią jak w obraz, z politowaniem, żalem, złością i nie wiadomo, czym jeszcze.
      – Ja nigdzie nie idę – mruknęła, bojąc się trochę jego reakcji.
      – Jak to nie idziesz? Przebierzesz się chociaż, zjesz coś…
      – Trevor, nie chcę.
      – Julie... – nastolatek spojrzał na koleżankę, szukając pomocy. – A tak w ogóle to jest Julie, już ją kiedyś widziałaś – oznajmił przyjaciółce. – A to Susan, ale to już wiesz – ponownie zerknął na blondynkę.
Sue na powrót zamilkła, szukając w głowie sposobu, jak uniknąć wizyty w domu chłopaka i paradowania przed obcymi ludźmi, wyglądając jak bezdomna.
      – Sue, wstawaj, idziemy – zarządził chłopak.
      – Trevor, nie chcę, zobacz, jak wyglądają moje spodnie. Poślizgnęłam się wczoraj i taki jest efekt, do tego to moje ulubione sztruksy i teraz pójdą na śmietnik – rzuciła nastolatka, usilnie próbując zmienić atmosferę i uprzedzić pytania dotyczące tej nieszczęsnej dziury. No i chciała się oczywiście wykręcić się od wycieczki.
      – Weźmiemy taksówkę – odezwała się nagle Julie.
      – Nie.
      Osiemnastolatka lekko machnęła głową do chłopaka, nakazując mu wyjść. Szybko zrozumiał, więc informując, że idzie się załatwić, wyszedł z pomieszczenia. Dość dobrze znał już charakter blondynki i miał nadzieję, że przekona ona Sue do pójścia z nimi, lecz widząc obecny, spowodowany zażenowaniem upór przyjaciółki, miał też wątpliwości co do powodzenia misji. Kręcił się w kółko, nie wiedząc, kiedy wrócić, nie musiał jednak długo kombinować, bo po kilku minutach Julie pojawiła się na zewnątrz w towarzystwie Susan. Uśmiechnął się i bardzo mu ulżyło, lecz zaraz mina mu zrzedła, gdy zobaczył, że dziewczyna kuleje. Od razu pomyślał, że to sprawka tego, który ją bije i złość natychmiast urosła do rangi wściekłości.
      – Co z twoją nogą? – zapytał łagodnie.
      – Nic, skaleczyłam się.
      – W nogę?
      – Daria pobiła szklankę i nastąpiłam na szło – wyjaśniła szybciutko Sue, dość racjonalną, jak się jej wydawało, wymówką.
      Chłopak dał spokój. Podeszli kawałek, lecz Julie widząc, że dziewczyna ma duże problemy ze stawianiem kroków, oznajmiła:
      – Dobra, zadzwonię, niech podjedzie tu.
      Ledwie zdążyła zakończyć połączenie, kiedy naprzeciwko nich pojawiła się Megan.
     – Muszę z nią pogadać – poinformowała Susan i podeszła do kobiety, oddalając się znacznie od znajomych.
      – Co jej się stało? Nawiała z chaty? – zapytała natychmiast Julie, widocznie zafrasowana prezencją dziewczyny.
      – Nie wiem, chyba tak. Tam się coś dzieje, tylko że ona nie chce mi nic powiedzieć. I widzisz, jak ściemnia? Jaki autobus, kurwa, jaka kłótnia? Jestem pewien, że znowu ktoś jej coś jej zrobił, widzisz przecież, jak jest ubrana. Jest już na pewno ponad dwadzieścia pięć stopni – rzekł wkurzony chłopak, robiąc to bardzo dyskretnie.
      – Myślisz, że ma jakiś ślady pobicia? – dociekała Julie.
      – Ja nie myślę, ja wiem.
      – Skąd wiesz?
     – Kumpela przyłapała ją w szkole, do tego mówiła, że to bardzo brzydko wygląda, że ma jakieś pręgi, jakby ktoś ją najzwyczajniej w świecie katował. Poza tym czy tak trudno się domyślić? Widzisz, co ma na sobie, bez powodu by się tak raczej nie ubrała, prawda? Przecież jest cholernie gorąco.
      – Co ty mówisz? – Oszołomiona dziewczyna postawiła oczy w słup. – Próbowałeś coś zrobić?
      – Jak, skoro nic nie mówi? Nie będę ingerował na siłę, bo na pewno nie byłaby z tego zadowolona i jeszcze, nie daj Boże, przez swoje wścibstwo straciłbym kumpelę
      – No tak, masz rację. No więc nie naciskaj, możliwe, że z czasem sama ci powie i być może wtedy pozwoli sobie pomóc.
      – Nie powie, nie raz już próbowałem.
      – Powie, zobaczysz, daj jej tylko oswoić się z faktem, że wiesz. Bo ona ma tego  świadomość, uwierz mi, tylko że nadal wstydzi się z tobą pogadać. A może po prostu nie chce pomocy ze względu na rodzinę, tak też może być  – dodała pewnie nastolatka.
      – Co jej powiedziałaś, że ustąpiła? Ona jest strasznie uparta. – Trevor zmienił w końcu bolesny temat.
      – Nic, że jak nie pojedzie z nami, to będziesz się tylko denerwował i czy chce, żebyś cały dzień chodził i się zamartwiał? Że nikt nie będzie ją o nic pytał, że chcesz jej tylko pomóc i że nie ustąpisz. I żeby się nie krępowała, bo to niestety widać, że coś jest nie tak i żeby się tak nie przejmowała, że nikt nie będzie w nic wnikał. Wywaliłam prosto z mostu, tak było chyba najsensowniej. Zresztą co, miałam robić podchody? Nie jest małym dzieckiem i dobrze wie, jak się sprawy mają, prawda? – odparła Julie.
      – Dzięki – mruknął Trevor, wdzięczny dziewczynie, że pomogła mu kolejny raz, choć wcale nie musiała.
      Już postanowił, że odwdzięczy jej się z nawiązką, zwłaszcza, że dziś wsparła go w najważniejszej  w tej chwili dla niego sprawie.
      – Chcesz, żeby się przebrała? Ale jak chcesz to zrobić? Przecież spodnie Nicki będą na nią za małe – zapytała dziewczyna.
      – No właśnie nie wiem…
      – Jedziemy do mnie.
      – Do ciebie? – Zdziwił się chłopak.
      – Znajdę jej jakieś ciuchy. Jestem wyższa, ale na pewno mam jakiś stare, nie zniszczone jeansy, powinny na nią pasować… mam  nadzieję – wyjaśniła Julie. – Dwa lata temu byłam niższa… chyba – zaśmiała się.
      – Będzie się buntować.
      – Nie będzie.
      Blondynka wyglądała na bardzo przekonaną i zdeterminowaną, nie dyskutował więc. Minutę później dojrzeli taksówkę, która prężnie przemierzyła piaszczystą drogę i po chwili zatrzymała się obok. Susan powiedziała coś jeszcze do Megan i wolno ruszyła w stronę oczekujących na nią znajomych.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3109 słów i 18410 znaków, zaktualizowała 27 maj 2020.

5 komentarzy

 
  • enklawa25

    Pełen podziw  :przytul:

  • agnes1709

    @enklawa25 Wróciłeś do mnie, kochany :D:przytul: Dziękuję.

  • enklawa25

    @agnes1709 proszę o wybaczenie że dawno mnie nie było u Pani

  • enklawa25

    @agnes1709  :zakochany:

  • agnes1709

    @enklawa25  :cheers:

  • Iga21

    Ach Emma też dobre ziółko 😁
    Opiernicza małopata, a sama sobie popala.  
    Jak za dawnych czasów.  
    Czasami i po troszku 🙂

  • agnes1709

    @Iga21 Oj tam, raz na rok wskazane:D

  • Iga21

    @agnes1709 pewnie tak dla zdrowotności 😁

  • agnes1709

    @Iga21 Na apetyt  :lol2:

  • Iga21

    @agnes1709 no tak 😀

  • Iga21

    A jednak "się spotkali" 🙂
    Lepiej późno niż wcale.
    Julie, to mądra dziewczyna.
    Hmm tylko ciekawe czy jeśli Sue w końcu się otworzy. Co będzie dalej?  
    Trevor wpadnie jej na chatę i do kopię tatusiowi ?
    Możliwe z jego charakterkiem, że to zrobi.
    Ale czy da radę? Niewiadomo.
    No nic co ma być, to będzie 🙂
    Czekam na ciąg dalszy 😃

  • agnes1709

    @Iga21 Od czego ma się kolegów :D Nie wiem, co będzie, okaże się... kiedyś :lol2:

  • Duygu

    O! I dobrze, że ją znaleźli. Teraz niech dziewczyna trochę ochłonie i wypocznie. Pięknie, jak zawsze :kiss:

  • agnes1709

    @Duygu Dzięki  :przytul:

  • Johnny2x41

    Nie jest to co prawda moja bajka, pod względem gatunkowym, ale napisane porządnie. Jestem na tak. Oczywiście, resztę będę sobie ogarniał. Teraz skupiłem się na konstrukcji rozdziału  :faja:

  • agnes1709

    @Johnny2x41  A co Ty tu robisz? :eek::lol2: Pewnie znajdziesz babole, zawsze poprawiam 299 razy.