Ukojenie cz. 54

Ukojenie cz. 54– Miśku, za piętnaście minut muszę iść do pracy. – Emma ruszała jego ramieniem.
      – Która godzina?
      – Wpół do dziewiątej.
      – Idziesz tak wcześnie? – Chłopak przekręcił się na plecy.
      – Mamy remanent, pewnie też wcześniej skończę – wyjaśniła dziewczyna, gapiąc się na niego ciepło.
      – Poczekaj, podwiozę cię. Muszę tylko odebrać samochód, stoi tu, niedaleko. Nie chcę zostawiać go w mieście – objaśnił Trevor, szybko wstał i wskoczył w ciuchy.
      Przemył twarz zimna wodą i zaraz nakładał buty.  
      – Zostawiłeś samochód? – zdziwiła się dziewczyna.
      – Przecież prosiłaś, żebym nie prowadził pod wpływem. Nie wychodź, za kilka minut wracam – oświadczył chłopak i zniknął za drzwiami.
      Kwadrans później już siedział w Fordzie, pod domem ukochanej. Emma pojawiła się za moment. Do pracy dowiózł ją błyskawicznie, bardzo śpieszyło mu się do domu.    
      – Naładuj telefon. Jak skończę, zadzwonię do ciebie – poprosiła dziewczyna.
      – Nie wiem, czy będę mógł dzisiaj przyjechać – rzekł szatyn.
      – Dlaczego?
      – Mam niedokończoną sprawę w Green Lake – zełgał.
      – Ale mimo wszystko zadzwonię, dobrze? – nalegała blondynka, znów wyglądała na zdenerwowaną.
      – Jasne – odparł ze sztucznym luzem chłopak.
      – Nie żegnam się. – Emma się uśmiechnęła, ucałowała go głęboko i wysiadła z auta.  
      Trevor ruszył jak szalony, aż dziewczyna obejrzała się za siebie. Spojrzał na zegarek – ósma czterdzieści sześć. Do siebie dojechał w okamgnieniu. Wpadł do domu i od razu do piwnicy. Scott spojrzał na chłopaka otępiale i z powrotem położył głowę na ziemi. Trevor posadził go przy słupku.
      – Cześć! – Huknął typa z liścia w twarz.
      Nagle Scott się zamachnął i wbił mu w nogę gruby, zaostrzony, metalowy trzpień. Nie dał rady sięgnąć wyżej, więc bolec trafił w udo i dość głęboko utkwił w kości. Trevor zawył z bólu i padł na kolana, chwytając się za nogę. Siedział chwilę, skulony, po czym spojrzał diabolicznie na więźnia, podniósł się ciężko, opierając o pal i pokuśtykał w stronę schodów, stękając i ciągnąc za sobą bolącą kończynę. Z lecącymi po policzkach łzami wdrapał się na górę i od razu poczłapał do lodówki. Wyjął piwa, resztkę whiskey i usiadł na kanapie. Zacisnął zęby, chwycił pręt i szybkim ruchem wyciągnął go z nogi. Wrzask cierpienia rozbrzmiał po całym domu i z dziury natychmiast polała się krew. Chłopak czym prędzej ściągnął spodnie, od razu odkręcił Walkera i polał go na ranę. Ponownie wydał z siebie przenikliwy krzyk, ale zaraz przechylił butelkę i wykończył resztki alkoholu. Poszedł do łazienki, rozerwał pierwszą z brzegu koszulkę i zawiązał na nodze, mocno zaciskając powyżej rany. Drugą częścią opatrzył miejsce wkłucia, nałożył spodenki, wziął piwa i wrócił do piwnicy. Noga bolała okropnie, chłopak był wściekły. Ukucnął przed Scottem, chwycił go za fraki i zaczął okładać pięścią twarzy.  
      – Zatłukę cię, złamasie! – wrzasnął, bijąc chłopaka szaleńczo.
      Gdy zadał kilkadziesiąt ciosów, Scottowi bezwładnie opadła głowa. Ja ci, kurwa, pokażę – warczał w duchu wzburzony szatyn.
      Otworzył piwo i poszedł w miejsce, gdzie leżało najwięcej starych śmieci. Zaczął zrzucać je na ziemię i po kilkunastu sekundach pod szpargałami ukazał mu się duży, wysoki na metr, drewniany stół. Wyciągnął go na środek, rozkuł więźnia, z wielkim trudem wziął go na plecy i wtargał na mebel.
      – Popamiętasz mnie, gnoju – gadał rozdrażniony do nieprzytomnego chłopaka.
      Udał się do regału, popijając i zaczął w nim grzebać. Bardzo szybko znalazł linę. Chwycił prawą rękę Scotta, zrobił kółko wokół nadgarstka, przełożył pasek pod jego plecami i takie samo kółko wykonał wokół drugiej dłoni. Oba końce przywiązał no nóg mebla, po czym identycznie postąpił z nogami blondyna i w rezultacie Scott został nieruchomo przywiązany do stołu. Spojrzał na udo – przestawało krwawić, ale przebita kość dawała się we znaki, przy każdym stąpnięciu chłopak odczuwał kłujący ból.
      – Ja ci pokażę – mamrotał wkurzony.
      Odpalił papierosa i polazł w kąt piwnicy, gdzie znajdował się mały kran. Przyczepił do niego niechlujnie rzucony w kąt szlauch, wrócił do Scotta, przekręcił pokrętło i zaczął polewać typa lodowatą wodą. Po kilku sekundach starszy chłopak oprzytomniał, wtedy Trevor zakręcił wąż. Przerażenie w oczach więźnia wzrosło, gdy zobaczył, że nie może się ruszyć. Trevor sterczał nad stołem i gapił się na uwięzionego w milczeniu, pociągając Marlboro.
       – Co ty robisz?! Rozwiąż mnie, nie rób głupot! – Scott znowu zaczął skamlać.
      Młodszy facet nie odezwał się słowem, tylko wsadził szmatkę w usta jeńca, chwycił zakrwawiony pręt i z całą siłą wbił go w udo Scotta. Ten wydał z siebie stłumiony przez knebel wrzask, a z oczu popłynęły łzy. Trevor znalazł jeszcze jeden taki sam trzpień, w drugą rękę wziął młotek i zawisł nad głową blondyna. Scott, widząc to, znowu się rozpłakał i zaczął kręcić przecząco głową, próbując mówić coś przez gałganek, lecz na oprawcy nie robiło to wrażenia. Przeszył go zimnym spojrzeniem i przyłożył bolec do lewej ręki leżącego, który coraz mocniej bełkotał, kręcąc głową na „nie”. Trevor spojrzał mu w oczy, uśmiechnął się diabolicznie i z całej siły przywalił młotkiem w pręt, który przeszedł przez dłoń, roztrzaskując kości i utkwił w stole. Scott zawył i mocno wygiął się z bólu, napinając wszystkie mięśnie. Szatyn odpalił papierosa i wyjął knebel z jego ust.
      – Ty pojebieeee! Nie daruję ci tego, rozumiesz?! Masz przejebane, przysięgam ci na wszystko! – rozdarł się natychmiast cierpiący chłopak, zachłannie łapiąc powietrze.
      Trevor milczał i przyłożył papierosa do ust poszkodowanego. Ten pociągnął bardzo łapczywie. Dygotał do tego stopnia, że papieros latał we wszystkie strony. „Karmił” więźnia, aż ten spalił całego, po czym przypalił też sobie, wziął nóż, rozciął koszulkę blondyna i zdarł z niego całą.
      – Co ty robisz?! Błagam cię, przestań! Kurwa, przeestaaaań! – Ponownie usłyszał znane mu już apele
      Milczał. Kuśtykając poszedł po pejcz, wrócił do Scotta i łupnął go nim po torsie.
      – Kurwaaa, dooość! – ryknął upiornie więzień. – Zabij mnie, do cholery, rozumiesz?! Dłużej tego nie zniosę! – darł się więzień, płacząc rozpaczliwie.
      – Jutro – odparł Trevor z szyderczym uśmiechem, usiadł na skrzynce i spokojnie dopalił peta.
      – Muszę się odlać – rzucił nagle Scott.
      – Lej pod siebie – zaśmiał się kat, ale po chwili wziął wiadro i odwiązał linę, uwalniając prawą rękę i nogę ofiary. Stanął obok. Scott wiedział, co ma robić. Odwrócił się na bok, wysikał do wiadra i na powrót legł umęczony na stole. Trevor wylał wszystko do ścieków, rzucił wiadro w kąt i zawiązał linę.
       – Pójdę się odświeżyć, bądź grzeczny. Nie będę cię kneblował, więc zachowuj się cicho. Jak cokolwiek usłyszę, będziesz leżał zatkany do końca – poinformował Trevor i mocno kulejąc, wyszedł z piwnicy. Nie zdejmował opatrunków, tylko w nich wlazł pod wodę.
      – Kurwaaa! – ryknął, gdyż zapiekło niemiłosiernie.
      Wykąpał się w mękach, włożył bokserki, poszedł do sypialni i zaczął przewalać szafę. Po mozolnym przeszukaniu całej jej zawartości znalazł w końcu czarne luźne dżinsy. Dopiero teraz rozerwał drugą koszulkę i zmienił opatrunki na suche. Nie będzie widać krwi – pomyślał, nakładając spodnie. Krew już nie leciała, ale przedziurawiona kość bolała okropnie. Pokuśtykał do kuchni, nalał wody w szklankę, do której włożył słomkę i właśnie przypomniał sobie, że nie podłączył telefonu. Chwycił ładowarkę i podłączył sprzęt do gniazdka w piwnicy. Stanął nad Scottem, podał mu słomkę do ust i chłopak wysączył całą zawartość naczynia. Trevor odpalił papierosa i wsadził w jego usta, sobie także rozżarzył. Spojrzał w pudełko – sześć sztuk. Zaczął szperać po kieszeniach blondyna i znalazł pół paczki zgniecionych, czerwonych LM-ów, które położył koło telefonu.
      – Palisz marne papierosy – oświadczył zadowolony i spojrzał na przebitą dłoń i udo. – Nie będę ich wyciągał, bo mogę nie dać rady zatamować krwawienia. Mam nadzieję, że mimo to ci wygodnie – uśmiechnął się szeroko.
      – Jesteś chory. Módl się, żeby Ted tu nie przyjechał. Jak zgłoszą moje zaginięcie, domyśli się, gdzie jestem i wtedy już nie będziesz taki mocny – wybełkotał totalnie rozbity koleś.
      – Co ty z tym Tedem? Zakochałeś się, ciągniesz mu w ramach rekompensaty za usługi? Pierdolisz mi o nim od dwóch dni, a jakoś go nie widzę. Wkurwia mnie już ta smętna gadka. Więcej mi o nim nie wspominaj, rozumiemy się? Niech tylko jeszcze raz usłyszę to jebane imię. – Trevor się zniesmaczył. – Czy to boli? – zapytał i mocno nacisnął bolec w udzie.
      Scott wrzasnął na całe gardło i zaraz dostał w twarz.
      – Pytałem, frajerze, czy boli? – powtórzył szatyn, naciskając jeszcze mocniej.
      – Taaak!
      – Jesteś bardzo niecierpliwy, pośpieszyłeś się z tą akcją. Gdybyś poczekał i wsadził mi ten pręt gdzieś indziej, chociażby w brzuch, miałbyś jakąkolwiek szansę na ucieczkę, a tak tylko pogorszyłeś swoją sytuację i będziesz musiał ponieść karę – oświadczył gorzko Trevor i znów chwycił bicz, a w drugą dłoń piwo, które natychmiast otworzył.
      Scott widząc pejcz, momentalnie oblał się zimnym potem; błyszczał już cały. Chłopak to widział i był bardzo usatysfakcjonowany.
      – Co jest bardziej nieprzyjemne, przybijanie kończyn do stołu, czy baty? – zapytał złośliwie.
       Związany milczał.
      – No powiedz... bardzo mnie to ciekawi – nalegał Trevor, patrząc blondynowi w oczy z miną psychopaty.
      Cisza.
      – Mów, kurwa! – Chłopak nie wytrzymał i trzasnął Scotta pejczem po twarzy.  
      Horrendalny ryk w wykonaniu poszkodowanego nie zmienił się nic a nic.
      – Zamkniesz się? – burknął kat, chwycił blondyna za twarz i zgasił peta na jego policzku.
      Więzień chyba bał się ponownie krzyknąć, bo jęknął tylko przejmująco. Trevor napił się piwa i ponownie zwrócił do Scotta:
      – Czekam na odpowiedź – Przycisnął mu rękojeść bata do policzka.
      – Kończyny – odpowiedział przez zęby więzień.
      – Naprawdę? Nie spociłeś się tak, jak przy pejczu. Nie kłamiesz przypadkiem? – drwił szatyn.
      – Nie.
      – Zaraz sprawdzimy. – Zamachnął się na Scotta.
      – Nieeee! – wrzasnął blondyn.  
      Trevor głośno się roześmiał i spojrzał na zegarek – wpół do jedenastej.
      – Emma kończy dzisiaj wcześniej, ale nie martw się, mamy dla siebie sporo czasu. – Dumnie poinformował ofiarę.
      – Daj mi wody – odezwał się poszkodowany.
      – Jak to daj? Rodzice nie nauczyli cię kultury?  
      – Proszę.
      – No… to rozumiem.
      Trevor chwycił wąż, odkręcił wodę, przycisnął twarz blondyna do blatu i wsadził mu rurkę w usta. Starszy chłopak zaczął się dławić i kaszleć, wypluwając wodę, która leciała bardzo szybko. Trevor trzymał go tak kilka sekund, w końcu uwolnił i znowu zarechotał.
      – Nie smakuje ci moja woda? Jest zimna, powinna dobrze orzeźwiać. – Wył na całą piwnicę.  
      Scott już nie otwierał ust, chyba zrozumiał, że to nie ma sensu. Młodszy facet zmniejszył strumień, przyłożył koniec węża do ust więźnia i dopiero teraz Scott napił się normalnie. Zakręcił wodę, rzucił szlauch na bok i znowu uderzył ofiarę z otwartej dłoni po sznytach na prawym policzku.
      – Co się mówi?
      – Dziękuję – wystękał uwięziony.
      Zadzwoniła komórka Trevora. Spokojnie zakneblował torturowanego i chwycił telefon.
      – Twoja była – oświadczył Scottowi i poczłapał na górę.  
      Póki doszedł, mocno kulejąc, komórka zamilkła. Chłopak wiedział, że ukochana zadzwoni jeszcze raz, co nastąpiło po chwili.
      – Co tam, kotku? Już się stęskniłaś? – rzucił wesoło.
      – Kończę o pierwszej, przyjedziesz? – zapytała dziewczyna.
      – Nie wiem, mam jeszcze trochę spraw.
      – Dobrze, w każdym razie będę w domu. Mam nadzieję, że się zjawisz.
      – W porządku, spróbuję, ale nie obiecuję.
      – No to pa.
      Trevor schował telefon i wtem przypomniał sobie, że nie miał jeszcze w ustach skręta. Nie posiadał nic przy sobie, więc musiał iść do szopy, co nie było mu na rękę. Męczyła go noga, ale chęć zajarania była większa, udał się więc do rzęcha i przyniósł niewielką garstkę marihuany.  Skręcił, odpalił i zsunął spodnie, aby sprawdzić, czy rana krwawi. Na materiale pojawiła się plamka, ale była bardzo niewielka. Wziął portfel i podążył do „gościa”. Stanął nad nim, wyjął z portfela ćwiartkę kwasa, który leżał tam już bardzo długo i pokazał Scottowi.
      – Zapewne wiesz, co to jest? Potem będę musiał wyjść na kilka godzin, więc żeby ci się nie nudziło, przygotowałem niespodziankę. Myślę, że naćpany milej spędzisz czas  oświadczył.
      Wiedział, że gdy da wystraszonemu Scottowi LSD, ten będzie miał przerażające odloty. Na samą myśl o tym twarz mu rozpromieniała.
      – Poczęstuję cię, ja już nie będę go potrzebował. Pod wieczór wrócę i opowiesz mi swoje wrażenia – zaśmiał się.
       Scott najwyraźniej wiedział, co się dzieje po tym narkotyku, bo zrobił bardzo nietypową minę. Trevor zawinął kwas w papierek i schował do szuflady w starym kredensie, po czym otworzył trzecie piwo i pokuśtykał do rupieci. Szybko znalazł trzeci trzpień i ponownie sięgnął po młotek. Położył obie rzeczy przy samej twarzy Scotta, przysunął swoje siedzisko i usiadł obok stołu. Pot po czole i policzkach skatowanego leciał już kroplami. Co raz zerkał na młotek i ze strachu coraz ciężej nabierał powietrza.
      – Spokojnie, jeszcze nic nie robię – powiedział Trevor. – Chyba ciężko ci oddychać? Dobra, wyjmę knebel, ale ma być cisza, zrozumiałeś?
      Więzień szybko poruszył głową na "tak" i Trevor wyjął szmatę z jego ust.  
      – Ok, spróbujmy twoich petów – rzekł i odpalił używkę Scotta. – Chcesz?
      – Tak – wymamrotał Scott i w tej chwili znów dostał z otwartej dłoni w twarz.
      – Chyba miało być cicho? – syknął Trevor.
      Starszy chłopak zamilkł i kolejny raz oberwał, tym razem z drugiej strony.
      – Co się mówi? – Katował go szatyn.
      – Przepraszam.
      – No widzisz? Jest jednak jakiś pożytek z moich działań – uczysz się dobrych manier –  
– zarechotał oprawca i podał rannemu papierosa do ust.  
      Scott spalił całego.
      – Dziękuję – powiedział, nie patrząc na prześladowcę.
      – O kurwa, to naprawdę działa! – krzyknął radośnie młodszy facet i odpalił papierosa sobie. – Te fajki są do niczego. Nie stać cię na lepsze? – zapytał.
      Głucho. Trevor się zamachnął i Scott odwrócił głowę.
      – Kurwa, nie rozumiesz prostych pytań?! – zagrzmiał sadysta.
      – Przecież miałem być cicho! – wrzasnął wyczerpany psychicznie blondyn.
      Trevor bawił się coraz lepiej, robiąc z typka kompletnego durnia. Noga, mimo że nie krwawiła, bolała coraz bardziej, dzięki czemu chłopak coraz szybciej pił piwo, które było jednak marnym znieczuleniem. Wstał i bez ostrzeżenia huknął Scotta pejczem po torsie. Ponownie usłyszał donośny wrzask.
      – Nadal czekam na odpowiedź w sprawie papierosów – oznajmił więźniowi.
      – Lubię L'M-y – wydusił Scott.
      – A może dam ci tego kwacha teraz? Co ty na to?
      – Nie.
      – Dlaczego? Wolisz alkohol? Jesteś pijakiem?  
      – Nie.
      Chłopak chwycił bat i przysiadł koło Scotta.
      – No dobra. To opowiedz mi teraz, jak to było z tym gwałtem. Emmy nie pytałem, bo jest to dla niej bolesne, więc zapytam ciebie. Nie powinieneś pić, jeśli nie umiesz utrzymać chuja w spodniach. Mów, kochany – od A do Z.
      Scott milczał.
      – Aha, więc nie masz ochoty na zwierzenia? Pomogę ci – rzekł z surowym opanowaniem Trevor, wstał, chwycił młotek i bolec, który przystawił do prawego nadgarstka.
      – Nie, wszystko powiem! – rozwrzeszczał się poszkodowany.
      – Słucham. – Szatyn usiadł na miejsce, popijając browar.
      – Ona przyszła do mnie po ciuchy, a ja byłem dość mocno pijany, dawno jej nie widziałem i po prostu nie umiałem nad tym zapanować – wypaplał Scott i na tym monolog się zakończył.
      – To wszystko? Szybko ci poszło. A jakieś szczegóły? – ciągnął Trevor.
      – Jakie?
      Chłopak się zerwał i z całą siłą ścisnął policzki związanego.
      – Gdzie to zrobiłeś?!
      – W salonie, na sofie.
      – To sam mam wyciągać od ciebie prawdę?! Nie tak się umawialiśmy – warknął Trevor, zatkał blondynowi usta i ponownie chwycił w dłoń trzpień i młotek. Scott spojrzał na to i zemdlał.
      – Kurwaaa! – ryknął wzburzony chłopak i wziął szlauch z ziemi.  
      Polał chłopaka wodą i ten się ocknął. Wyjął knebel i ponownie zapalił Marlboro.
      – Widzisz, frajerze? Przez ciebie za dużo palę, a to niezdrowo – wyjechał cynicznie. – Tak się boisz, że mdlejesz? Ten ból, który ci zadałem, to jeszcze nie ból, potrafię zadać gorszy – uśmiechnął się, wstał i wyjął z szafki nożyce do metalu. – Tną stal, więc myślę, że z palcami też dadzą sobie radę – oświadczył, pokazując ofierze przyrząd.
      Starszy chłopak trząsł się na stole już tak bardzo, że jego ciało cicho stukało o mebel. Pot po twarzy leciał strumieniem.
      – Nie chcesz, żebym obcinał paluchy? – zapytał Trevor.
      – Nie chcę... błagam... powiem wszystko... błaaaagam cięęę! – zawył błagalnie przerażony Scott.  
      – No dobra, to ci daruję... chyba, że będziesz niegrzeczny. – Ucieszył się Trevor i odłożył sprzęt.
      – Zabij mnie już, błagam – wystękał więzień.  
      Trevor olał jego gadkę i wznowił temat.
      – No dobra, jeszcze raz. Słucham.
      – Jak weszła, chciałem ją pocałować, ale się odsunęła. Rzuciłem ją więc na kanapę i zgwałciłem. Trwało to kilka minut. Krzyczała, żebym przestał i się wyrywała, ale ja byłem jak zahipnotyzowany. Było mi przyjemnie i nie dałem rady przerwać. Nie wiem, co ci jeszcze powiedzieć. Błagam cię, nie łam mi już rąk. – Płakał Scott.
      Trevor nie odezwał się ani słowem. Poluzował pęta, uwalniając prawą rękę i nogę chłopaka, otworzył piwo, przekręcił typa na bok, przytrzymując go za plecy i podał mu trunek. Scott wziął butelkę, która wraz z dłonią latała na wszystkie strony, dzwoniąc o zęby w trakcie picia. Skatowany chłopak zaczerpnął odrobinę, ale jak tylko Trevor go puścił, ponownie padł na stół; nie miał już siły utrzymać się na boku. Oprawca wziął bicz i znów przywalił nim Scotta po nogach. Koleś był już mocno zachrypnięty, więc krzyk bólu nie był już tak donośny.
      – To za pierwsze minuty twoich zboczonych poczynań. Za kolejne dostaniesz później – poinformował kat i sprawdził godzinę – jedenasta czterdzieści dwie. – Dobra, dam ci odpocząć, bo muszę zrobić pewną rzecz dla kociaka. Nie będę zatykał ci gęby, ale jak usłyszę z niej jakieś odgłosy,  pożałujesz, rozumiesz? – burknął.
      – Tak – wystękał Scott.
      Trevor zapiął więzy, chwycił napoczęte piwo i udał się na górę. Noga bolała niesamowicie, czuł ją przy każdym stąpnięciu. Dolazł w końcu do biurka, wziął szkicownik i ołówek, wyjął z portfela prawo jazdy i z ulgą spoczął na kanapie. Przyłożył dokument do brzegu kartki i zabrał się za szkicowanie. Dłoń przez ból nogi była nieco nieposłuszna, więc rysunek powstawał dość opornie, jednak gdy po godzinie zapalił drugiego skręta i doprawił alkoholem, ręka się uspokoiła. Kiedy skończył, zbliżała się trzynasta trzydzieści. Zdziwił się, że tak długo robił ten szkic, za to się postarał – rysunek był perfekcyjny. W prawym dolnym rogu umieścił wpis: Najwspanialszej dziewczynie na świecie, po czym wyrwał dwie puste kartki. Na jednej opisał dokładnie wszystkie swoje zbrodnie, podał przybliżone miejsca ukrycia ciał, złożył arkusz na cztery i na wierzchu napisał: Dla policji; na drugiej zaś umieścił:

     Droga Emmo!
      
        Wiem, że ten list nie będzie miły, ale musiałem go napisać. Chciałem, żebyś wiedziała, jaki ze mnie drań i nie ubolewała nad moją śmiercią. Zrobiłem zbyt dużo złych rzeczy i nadal robię, więc muszę to wreszcie zakończyć. Poza tym boję się, że kiedyś skrzywdzę którąś z bliskich mi osób, a do tego dopuścić nie mogę, dlatego moja decyzja jest, jaka jest. Mam głęboką nadzieję, że mi ją wybaczysz.  
      Muszę Ci się też przyznać do tego, że gdy byłem w Green Lake, całowałem się z przyjaciółką i robiłem inne rzeczy, ale wiedz, że nie uprawiałem z nią seksu.
      Dziękuję również Tobie i Tommy'emu za te chwile w moim życiu, w których przestałem być sam. Chcę, abyście wiedzieli, że były to najlepsze dni w mojej całej parszywej egzystencji.  
      Scottem nie musisz się martwić, on już więcej Cię nie skrzywdzi... nikt Cię nie skrzywdzi. Bratem także się nie przejmuj, drań, który sprzedał mu to świństwo, nie żyje.
      Wykonałem szkic, o który prosiłaś, wierzę, że Ci się spodoba. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa i ułożysz sobie życie od nowa. Tego Ci życzę z całego serca.  
      
                                                                                                                                    
                                 Zawsze kochający Trevor.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 3681 słów i 21858 znaków, zaktualizowała 17 maj 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    O, kuffa...  Odczuwam satysfakcję, :faja:  ale ta końcówka...  :cray:  I tak nic go zapewne nie powstrzyma, więc mogę tylko płakać  :sad:  

    <3  :zakochany:

  • agnes1709

    @Duygu Oj tam, zaraz płakać:glaszcze:

  • Duygu

    @agnes1709 Ja go uwielbiam  <3

  • agnes1709

    @Duygu A ja nie zawsze:lol2: