Ukojenie cz. 19

Ukojenie cz. 19Zdążył jeszcze usłyszeć swoje imię, jak już był na dole. Wskoczył do auta i ruszył jak wariat.  Zajebię cię, dziwko! Dotknąłeś ją ostatni raz! – szumiał. Był tak nabuzowany, jak chyba nigdy dotąd.
      Parkował chwilę później i niemal biegiem ruszył do lokalu. Od razu zobaczył bydlaka – siedział z jakąś dziewczyną. Migiem skierował się w ich stronę. Wziął po drodze stojącą na stoliku, pustą, dość grubą szklankę, podszedł do Scotta i z pełnym rozmachem trzasnął go nią w skroń. Szklanka się pobiła, a chłopak znalazł na ziemi. Trevor natychmiast wskoczył mu na brzuch i zaczął okładać pięściami.
      – Zatłukę cię, gnoju! – wrzasnął, bijąc typa maniakalnie, cios po ciosie. – Ty kurwo! – grzmiał, lejąc go coraz zacieklej.  
      Zachowywał się jak furiat.  Towarzyszka Scotta znieruchomiała, lecz za chwilę wstała i zaczęła odciągać napastnika.
      – Zostaw go! – krzyknęła.
      Odepchnął ją tak mocno, że upadła na ziemię. Nikt z gości nie reagował. Za chwilę jednak podbiegł barman i zaczął ciągnąć Trevora do tyłu. Chłopak był jednak tak rozjuszony, że zanim gość go odciągnął, Scott wyłapał jeszcze kilka potężnych uderzeń. W końcu pracownik oderwał od niego chłopaka.
      – Dzwonię po policję! – oświadczył.
      – Nie! – wybełkotał pobity. Twarz miał całą we krwi i chyba złamany nos. Aż dziw bierze, że był jeszcze przytomny.
      W tym momencie Trevor wywinął się z uścisku znów dopadł do Scotta. Zdążył jednak zadać tylko dwa, może trzy uderzenia, bo barman już bez ceregieli objął go za szyję i agresywnie powalił go na ziemię, wykręcając mu ręce do tyłu.
      – Uspokoisz się?!
      – Zajebię cię, gnoju! Już nie żyjesz, słyszysz. Zdechłeś! – wrzeszczał szatyn, szamocząc się na posadzce.
      Po paru chwilach przestał się jednak miotać.  
      –  Uspokoiłeś się? – zapytał barman.
      – Tak – rzucił chłopak, ciężko nabierając powietrza.  
      Po chwili, gdy mężczyzna zwolnił nieco uścisk, Trevor zerwał się na równe nogi i szybko wybiegł z lokalu. Wpadł do samochodu, odjechał i zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej. Oparł ręce kierownicę, zachłannie łapiąc powietrze. Zmęczył się, zadał w sumie kilkadziesiąt ciosów. Nie czuł nawet bólu pociętej, krwawiącej ręki, w której tkwił jeszcze kawałek szkła. Spojrzał na ranę, z grymasem na twarzy wyciągnął odłamek i prowizorycznie obwiązał dłoń znalezioną w schowku chusteczką. Dopiero, gdy nieco ochłonął, ból dłoni dosadniej dał o sobie znać.  
      Zagrała melodia połączenia. Spojrzał na ekran: ”Emma”. Nie odebrał. Komórka za chwilę zaśpiewała ponownie, ale i tym razem to zignorował. Dziewczyna była jednak uparta. Przy trzecim dzwonku nacisnął w końcu  guzik i przyłożył słuchawkę do ucha. Milczał.  
      – Trevor, gdzie jesteś? Nie rób głupstw! – rozkazała sucho Emma.
      Jej głos sprawił, że nieco ochłonął.
      – Proszę cię, wracaj.
      Nie odpowiedział, tylko się rozłączył. Podumał jeszcze chwilę i ruszył. Gdy dojechał, nie wysiadł, nadal tkwił za kółkiem, znowu emanując złością. Egzystował tak kilka minut, gdy telefon odezwał się po raz czwarty. Nie odebrał, tylko opuścił pojazd i zadzwonił do mieszkania.
      – To ja – wybełkotał.
      Na górę wchodził ciężko i apatycznie, i gdyby jeszcze trochę zwolnił, pewnie zacząłby się cofać. Dziewczyna już czekała w progu. Gdy go zobaczyła, oniemiała.
      – Boże, coś ty zrobił?! – Wzięła jego rękę.  
      ”Opatrunek” był już cały czerwony.
      – Chodź – Pociągnęła chłopaka do łazienki.
      Jak tylko wsadziła mu dłoń pod wodę, zapiekło niemiłosiernie. Syknął cicho. Była dość mocno rozcięta, a krew lała się ciurkiem.
      – Jedziemy do szpitala – zarządziła Emma.
      – Nie.
      – Dlaczego? Znowu mnie nie słuchasz? Trzeba to zszyć!
      – Wystarczy dobry opatrunek.
      Dziewczyna była już kompletnie zrezygnowana jego wieczną upartością.
      – Proszę cię, przecież cię tam nie zatrzymają.
      Męczyła go tak długo, że w końcu ustąpił.
      – Daj mi kluczyki.
      Spojrzał tępo.
       – Jak będziesz prowadził jedną ręką?  
      Dostała je i za kilka minut byli już w jasnym holu izby przyjęć. Lekarz spojrzał      
karcąco.
      – No, ładnie się pan załatwił.
      Zaprowadził go do małej sali, do której za chwilę weszła gruba kobieta. Wzięła przyrządy, dała mu zastrzyk i po kilku chwilach zaczęła czynności. Trevor się niecierpliwił. Założyła sześć szwów i obwiązała rękę cienkim bandażem. Szybko uciekł z pomieszczenia. Dziewczyna od razu zauważyła, że jest mocno wzburzony, dlatego chyba się nie odzywała. Trzymała w ręku jakąś tubkę.
      – Co to jest? – zapytał.
      – Lekarz mi dał.
      Domyślił się, że to na podbite oko. Znów je sobie przypomniał i coś zaczęło w nim rosnąć. Dziwił się, że mordował kobiety, a teraz przejmuje się jakimś sińcem; sam już nie wiedział, co się z nim dzieje.  
      Ale to nie jest zwykła kobieta.

      
      Pojechali do domu.
      – Zatrzymaj się przy sklepie – poprosił.
      Stanęła przy najbliższym. Trevor poszedł i kupił butelkę. Emma nie była zadowolona, ale milczała. Dawno już zauważyła, że ma z tym problem. Dochodziła dziewiąta. Trevor po wejściu poszedł oczywiście od razu do kuchni.
      – Idź pod prysznic, dam ci jakieś ciuchy brata – Emma zawisła w progu.
      Nie protestował, był nieźle utaplany w czerwonej mazi. Dostał czarne spodenki, koszulkę i zatrzasnął się w łazience. Nie siedział długo, zaledwie parę minut. Po wyjściu od razu doszedł go przyjemny zapach z kuchni. Ręka bolała coraz bardziej, czuł w niej palące rwanie. Koszulki nie nałożył, znów było mu za ciepło. W kuchni smażyło się coś kolorowego.
      – Mam nadzieję, że lubisz chińszczyznę – odezwała się niemrawo.
      – Ja wszystko lubię – rzucił wesoło, humor mu się nagle poprawił.
      Był naprawdę głodny, pizza działała przez dwie godziny. I ta dziewczyna, kręcąca się wdzięcznie przy kuchence.  
      – Jak to się stało? – zapytał łagodnie.
      Nie usłyszał odpowiedzi.
      – To dlatego wróciłaś tak późno?
      Emma nabrała wody w usta. Chłopak stał i kończył papierosa, zły.  
      – Zabiję go – powiedział nagle ze złowieszczym spokojem.
      Emma nie wiedziała, czy sobie żartuje, czy nie, zwłaszcza widząc jego zastanawiający wyraz twarzy. Nerwowo spojrzała na młodego mężczyznę; chłopak czasem ją przerażał.
      – Dzisiaj miałem spore szanse, ale wjebali mi się w interes – kontynuował Trevor.
      Dziewczyna się nie odzywała, patrzyła tylko z niepokojem.
      – Ale najpierw dostanie porządną nauczkę, na jaką zasłużył. Mam rację? – ciągnął ten coraz dziwniejszy monolog. – Czy on ci zrobił kiedyś jakąś krzywdę? Widziałem twoją reakcję w barze… – Kurwa! – zaklął głośno; zapomniał o ręce i się o nią oparł.
      Nie chciał wystraszyć dziewczyny, ale już chyba dawno to zrobił.
      – Powiedz mi prawdę, żebym wiedział, za co mam połamać mu ręce – Szybko wznowił temat, patrząc dziwnie na gapiącą się w patelnię dziewczynę.  – A może to nie ręce należy łamać?
      Emma była już mocno poddenerwowana, co widać było po jej dziwnie poruszających się rękach.
      – Nie daruję mu tego – syknął, dotykając jej podbitego oka
      Dziewczyna zorientowała się, że chłopak chyba nie żartuje i że domyślił się, co kiedyś zaszło. Nie chciała, żeby zrobił jakąś głupotę. Znając już jego niewyjaśniony charakter nie wiedziała, co może mu przyjść do głowy.
      – Taka kurwa zasługuje tylko na oiom – katował dalej Trevor, nakręcając się coraz bardziej.
      – Zjedzmy! – przerwała mu w końcu blondynka; głos jej się podłamał.
      – Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć – Chłopak dotknął pleców ukochanej. – Po prostu gość jest chujem i dostanie to, na co ciężko zapracował – oświadczył.
      W moment zjadł swoją porcję i odstawił talerz.
      – Świetnie gotujesz, dzięki.
      – Uśmiechnęła się, ale to nie był ten uśmiech.
      – Za takich kucharzy trzeba łamać gnaty – Trevor wznowił temat, do którego uczepił się jak rzep. – I usuwać zbędne części ciała, których nie umie się trzymać na wodzy – dodał z grobową miną.      
      – Trevor, przestań już, przerażasz mnie! – Emma nie wytrzymała. Oczy jej się zeszkliły.
      Nie pomyślał, że przypomniał jej o przykrym wydarzeniu, gadając jak debil, a przy okazji porządnie ją wystraszył.
      – Wybacz – opamiętał się w końcu.
      – Idę pod prysznic.  
      Wstał i bez słowa poszedł zapalić, po czym zajął miejsce na kanapie. Ręka napieprzała coraz mocniej, rwąc nieprzyjemnie. Poczuł się zmęczony.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1473 słów i 8800 znaków, zaktualizowała 4 kwi 2020.

2 komentarze

 
  • Iga21

    No już się nie mogę doczekać tej scenki jak go tłucze. Mała prośba niech robi, to bardzo powoli i łamie pokolej wszystko.
    Sam ewentualny postrzał, to za mało. Ale już na samym końcu to czemu nie.
    Szkoda Emmy i innych dziewczyn na takiego typa.

  • agnes1709

    @Iga21 Będzie powoli i subtelnie, przecież wiesz. :D

  • Iga21

    @agnes1709 wiem i bardzo się z tego cieszę 😀

  • agnes1709

    @Iga21 :kiss:

  • Iga21

    @agnes1709 tylko taki los powinien czekać takich skurwysynòw (powiedziała grzeczna dziewczynka 😃)

  • agnes1709

    @Iga21 Oczywiście :D Tylko wiesz, że Trevor nieco przesadził :lol2:

  • Duygu

    I po co ta ciota się wtrąca?! Byłoby po chłopaku, ale trzeba udawać chojraka, który "ocalił ludzkość przed zagładą". Phi!  :barf:  A ta laska, to kto? Jak ma jedną, to niech się nią zajmie, pacan. Ugh. Trevor, wiesz, co masz robić  :hi:   <3

  • agnes1709

    @Duygu Wie :D :drinking:

  • Iga21

    @Duygu ten chojrak raczej nie chciał aby my syfu w barze narobili no i z niesmaczeni klięci, to go raczej bardziej zmotywowało 😃

  • Duygu

    @Iga21 A mógłby i jemu tak przywalić, nie?  :lol2:   :D Ale chyba przyznasz, że trochę gra, bo gdyby naprawdę chciał, to zadzwoniłby na policję... Ale mam rozkminy  :lol2:

  • Iga21

    @Duygu chciał tylko nastraszyć.
    Jakby naprawdę chciał zadzwonić odrazuby to zrobił.

  • Duygu

    @Iga21 Zobaczymy, jak to się dalej potoczy. Już nie mogę się doczekać!  :danss:

  • Iga21

    @Duygu ja też  😃