Ukojenie cz. 33

Ukojenie cz. 33– Tylko nie romans – oświadczyła z uśmiechem Jessica.
      – Widzisz?! Umiem dobierać sobie partnerki! – rozkrzyczał się z dumą Tommy.
      Trevor włożył nośnik do odtwarzacza i ułożyli się parami po dwóch stronach łóżka. Już po chwili seansu jakiś psychol zadźgał młodą kobietę. Trevor patrzył na ekran z zupełną obojętnością, co mu się raczej nie zdarzało. Zawsze przy takich scenach wyobrażał sobie siebie w roli kata, którego ekscytuje znęcanie się nad ofiarą. Po każdej z drastycznych projekcji nabierał ochoty na skrzywdzenie drugiego człowieka. W chwili obecnej nie odczuwał nic. Kompletnie nie mógł pojąć, dlaczego obrazy w telewizorze nie robią na nim żadnego wrażenia, przecież tak lubił zabijać. Ale teraz pociągało go chyba coś zupełnie innego.
     Coraz bardziej odczuwał kojący wpływ dziewczyny, jej bliskość w zupełności mu wystarczała. Jedna  pasja zmieniła się w drugą.
  
      
      Spojrzał na ukochaną – powoli przysypiała. Dochodziła siedemnasta. Szturchnął przyjaciela nogą i wskazał głową na Jessicę, która również zasnęła. Uśmiechnęli się obaj. Dyskretnie poszli do kuchni zapalić.
      – Może pojedziemy do mnie i weźmiemy, co trzeba? Do trzydziestu minut powinniśmy się wyrobić – zaproponował Trevor.
      – Dobra.
      Chłopak napisał kartkę i opuścili mieszkanie, cicho zamknąwszy drzwi. Gdy byli już przy Fordzie, młody zapytał:
      – Mogę poprowadzić? Dawno nie siedziałem za kółkiem.
      Trevor dał mu kluczyki.
      – Proponowałem damie, żeby wzięła u ciebie kurs wciskania gazu, ale się oburzyła – oświadczył ze śmiechem.  
      – Ona sądzi, że jak szybko, to już niebezpiecznie. Ale nie ma co narzekać, nie jeździ jeszcze tak wolno. Znam dziewczyny, które usypiają pasażera prowadzeniem samochodu – ironizował Tommy.  
      W luźnej atmosferze dojechali pod dom w lesie. Trevor od razu spojrzał na ślady – pojawiły się nowe. Teraz już wystraszył się na na żarty.        
      – Idź, otwórz drzwi. Zaraz przyjdę. – Dał przyjacielowi klucz.
      Poszedł do szopy i usiadł w zniszczonym aucie. Kurwa, kto to był, do cholery? Pewnie psy, no bo kto inny, do tego dzień po dniu? Stary się wygadał? Wiedzą, że ją zajebałem? Albo tego gliniarza? Kurwa. A jak dorwą mnie w mieście? Albo co gorsza – u Emmy? Kurwa. – Wertował możliwości, doprowadzając się do szału. Dumał dłuższy czas, w końcu się „obudził”. Nabrał trochę marihuany, zawinął w kawałek starej gazety i wrócił do kumpla.
      – Trzymaj! – Rzucił mu zawiniątko.
      – Dzięki. Trzepałeś się tam? – zapytał Tommy, rechocząc.
      – Musiałem coś sprawdzić – mruknął byle jak Trevor
      Poszedł do biurka i wyjął dwie pozostałe kalki, po czym usiadł koło młodzika i zrobił skromnego skręta. Rozprawili się z nim szybko.
      – Wracamy? – zapytał.
      – Tak.
      – Zaczniemy dopiero, jak Emma pójdzie spać. Pasuje ci?  
      – Pewnie.
      Już bez słowa wsiedli do auta i odjechali. Głupawe uśmieszki znów zagościły pod ich nosami.  
      – Szukaj apteki, musimy kupić ci opatrunek – poprosił Trevor, gdy dotarli do zabudowań.
      Tommy przejechał przez całe miasto, ale wszystkie były zamknięte.
      – Dobra, wracamy. Najwyżej nie zakleimy, tragedii nie będzie.
      Cicho weszli do domu – dziewczyny nadal spały, tylko w nieco innych pozycjach. Poszli do kuchni i Trevor zaraz otworzył piwo i wsadził papierosa w usta. Siedzieli tam kilka minut, gadając głupoty i szatyn ponownie chwycił za Marlboro.
      – Kociak ma rację, za dużo palę – poskarżył się kumplowi, zaciągając mocno.
      W końcu wrócili do salonu i włączyli niedokończony film. Trevor obojętnie gapił się w ekran.  
      – Beznadziejny jest ten film, typ wcisnął nam jakieś gówno – podsumował faceta z wypożyczalni.
      – Siano – odparł Tommy.
      Egzystowali tak przy dziewczynach, w rezultacie Trevor z tych nudów sam przysnął.
  
      
      Gdy otworzył oczy, znajdował się na kanapie sam. Zerknął ciężko w stronę kuchni – Emma z bratem zajadali pizzę. Jessicy już nie było. Spojrzał na zegarek – zbliżała się dziewiąta wieczór. Spał tak twardo, że nie słyszał nawet, kiedy dostarczyli jedzenie. Ruszył się z łóżka i od razu skierował do okna.  
      – Zjedz coś najpierw – burknęła dziewczyna.
      Odłożył papierosa i wziął kawałek placka. W konsekwencji zjadł trzy i teraz już mógł spokojnie zapalić. Zadzwonił telefon Emmy i dziewczyna zniknęła w sypialni. Rozmawiała dość długo.
      – Dzwoniła Kate. Muszę jutro do niej jechać, a samochód nie odpala – oznajmiła po powrocie, patrząc na brata.
      – Czego szmata znowu chce? – warknął młodzik, chyba nie przepadał za ciotką.  
      – Pojawił się kupiec na dom, chce wszystko ustalić.
      – Miałaś nie sprzedawać! – krzyknął dwudziestolatek.
      – I co? Będzie stał bezcelowo kolejne sześć lat?
      – Nie. Za miesiąc będę pełnoletni i mogę się tam wprowadzić.
      – Nie ma mowy!
      – Ty na pewno nie będziesz o tym decydować, już raz zdecydowałaś – o przeprowadzce tutaj, nie licząc się w ogóle z moim zdaniem – unosił się coraz bardziej wściekły chłopak.
      Trevor milczał, nie chciał się wtrącać.
      – Wiesz, że dom był dla nas samych za duży, poza tym za drogo kosztowałoby jego utrzymanie – kontynuowała spokojnie Emma.
      – Nie zgadzam się na sprzedaż! – huknął młodzik.
      – Tommy, musimy go sprzedać, nie mamy pieniędzy, aby tam mieszkać.  
      – Mamy! Dobrze wiem, ile ojciec nam zostawił! Nie rób ze mnie idioty! – wrzasnął chłopak, zamachnąwszy się na stojącą na stole szklankę.
      Ta z impetem uderzyła o ścianę i stłukła się w drobny mak.
      – Uspokój się. Pieniądze pieniędzmi, ale są też inne rzeczy. Chcesz tam wrócić po tym wszystkim? Zresztą po ostatniej wpadce na pewno nie zamieszkasz sam – stwierdziła dziewczyna.
      Tommy już nie dyskutował, tylko szybko opuścił kuchnię i zaczął nakładać buty. Już chciał otwierać drzwi, ale Trevor go chwycił.
      – Młody, nie wychodź, dogadacie się jakoś – poprosił łagodnie
      – Puść mnie! – Wyrywał się młodzik.
      Trevor go uwolnił. Chłopak nie wyszedł, tylko schował się w łazience, z całej siły trzasnąwszy drzwiami. Szatyn stał tam chwilę, w końcu zapukał.
      – Młody, otwórz.  
      – Nie. Zaraz wyjdę, idź stąd – burknął Tommy.
      Odpuścił i wrócił do kuchni – Emma zamiatała pobite szkło. Ręce jej drżały.  
      – Daj mi to. – Zabrał jej zmiotkę.
      Szybko sprzątnął i przytulił dziewczynę. Nie odzywał się, ściskał ją tylko mocno. Siedzieli w milczeniu kilka minut, w końcu ta poprosiła:
      – Idź, zobacz, co z młodym.
      Chłopak pociągnął za klamkę – zamknięte.  
      – Tommy, otwórz – nakazał chłodno.
      Usłyszał trzask zamka. Wszedł do środka i od razu uderzył go potężny zapach zielska. Tommy chyba płakał, co wprawiło Trevora w niemałe osłupienie. Tego się raczej po tym wesołym kolesiu nie spodziewał.
      – W porządku? – zapytał.
      – Tak.
      – Chodź, wyłaź już z tego kibla. Zadusisz się tu.
      – Za chwilę.
      Zapadła cisza.
      – Ona kompletnie mnie ignoruje. Sześć lat temu nie patrzyła na to, że mam szkołę i kumpli, tylko uparła się na przeprowadzkę. A teraz jest zdziwiona, że się wkurwiam – oświadczył Tommy. Głos mu drżał.
      – Chciała dobrze. Poza tym miała tylko dwadzieścia trzy lata, sama była młoda i mogła podjąć niewłaściwą decyzję.  
      – Tak? To czemu nadal się upiera na sprzedaż domu? Kasy wystarczy nam do końca życia, musimy gnieździć się w tych dwóch pokojach?  
      – Może wspomnienia ją dręczą, a ciebie boi się zostawić. Zresztą sam wiesz, dlaczego.
      – Już nie tknę tego gówna, poza tym i tak wziąłem tylko trzy razy, więc mogę nie brać w ogóle. Nie ciągnie mnie, chciałem chwilowo zaszaleć.
      – Mam nadzieję. – Trevor się uśmiechnął. – Chodź, zapalimy papierosa, ochłoniesz trochę. – Pociągnął kumpla za fraki.
      Młodzik wstał i wolno ruszył za chłopakiem.
      – Sorry za tą szklankę – mruknął do Emmy. – Już sam nie wiem, co o tym myśleć. Może i masz rację z tą sprzedażą, ale z drugiej strony długo jeszcze zamierzasz cisnąć się w tym mieszkaniu? Ja już nie mam piętnastu lat.
      – Wiem. Znajdziemy większe.
      – A może ta szmata znowu coś kombinuje? Sama ma chrapkę na tą chatę. Już kiedyś próbowała, nie pamiętasz? Zresztą już dawno ci mówiłem, żebyś nic nie uzgadniała z tą suką, ona dobrze gra! – Tommy znowu się rozchodził. – Jutro jadę z tobą! A niech tylko spróbuje rządzić!
      Emma uważnie słuchała brata, ale już była spięta.
      – I ma oddać ci klucze, bez żadnej dyskusji! – dodał wściekły chłopak.
      – Dobrze – przytaknęła dziewczyna.  
      Trevor pomyślał, że mógłby ich zawieźć, ale przecież dom Emmy stał w jego rodzinnym mieście, a on nie chciał nadziać się na matkę.
      – Dam wam samochód – zakomunikował.  
      – A ty? Wrócimy dopiero pojutrze, albo jak dobrze pójdzie, jutro późnym wieczorem.
      – To nic, poradzę sobie. Będę miał okazję posprzątać w domu.
      – Może zostaniesz tu? Masz sklepy, będzie ci wygodniej.
      – Może być i tak.
      – Niech jedzie z nami – wyskoczył Tommy. – Zobaczymy, czy szkoła jeszcze stoi – rozradował się.
      Emma nie wiedziała, co myśleć o tej propozycji. Znając już niemal na wskroś temperament ukochanego, bała się, żeby nie zrobił czegoś głupiego. Nie otwierała jednak ust.
      – Nie, jedźcie sami. Zresztą to nie moje sprawy – odparł Trevor.
      – Czemu nie chcesz? Co masz lepszego do roboty? Zobaczysz nasz dom – nalegał Tommy.
      – Już widziałem. – Szatyn się uśmiechnął.
      Dobrze wiedział, gdzie mieszkała jego szkolna miłość.
      – To nic, ale nie byłeś w środku. – Młody nie dawał za wygraną.
      – Dobra, zobaczymy jutro. A teraz znajdź kawałek czegoś do podłożenia pod nogę, możemy pół dziś zrobić.
      Po chwili Tommy rozłożył na kanapie stary koc.
     – Dobra, kładź się.
      Trevor namydlił mu nogę i dokładnie ogolił miejsce nad kostką. Emma siedziała i bacznie się temu przyglądała. Nie wyglądała na zachwyconą, ale nie odezwała się słowem. Po dłuższej chwili zapytała jednak:
      – Chcecie herbaty?
      – Wolę piwo – rzekł Trevor.
      Przyniosła mu otwartą butelkę i znów przysiadła. Chłopak wziął płyn odkażający, który przywiózł z domu i przetarł nogę małolata. Poszedł do kuchni i zabrał się za odbijanie wzorku.
      – Czemu taki duży? – spytała młoda kobieta, zawisając nad chłopakiem.
      – Nie jest duży, jest w sam raz. To facet, będzie mu pasował – odparł Trevor.
      Szybko skopiował wzór i odbił na nodze. Odpalił sprzęt – tusz przepływał bez zakłóceń.
      – Nie ruszaj się – nakazał przyjacielowi i rozpoczął pracę.
      Po niecałym kwadransie wykonał kontur.
      – Ok, będę wypełniał. Gotów?
      – Wal.
      Zaczął od góry. Zaczerniał wzorek bardzo dokładnie, powoli jadąc w dół. Tatuaż był jednolity i dość szeroki, dlatego dobrze mu szło. Po kilku minutach zerknął na małolata.
      – Jak tam?
      – W porządku – odparł Tommy, lecz ton jego głos mówił, że wcale w porządku nie jest.
      Chłopak ruszył dalej. Zrobił następny kawałek i znów spojrzał na Tommy'ego – ten już leżał z twarzą w poduszce.
      – Zapalmy – zaproponował, odkładając maszynkę.
      – Pal tu, też zajaram – rzekł młodzik, spojrzawszy na siostrę czerwonymi oczyma.
      – Mówiłem, że będzie bolało – rzucił Trevor.
      – To nic.
      – Na dole będzie najgorzej, wiesz o tym?
      – Wiem.
      Dziewczyna cały czas przyglądała się bratu i nie mogła zrozumieć, jak ktoś z własnej woli może się skazywać na takie cierpienie. Trevor zgasił papierosa, umył ręce i znów złapał za urządzenie. Po dłuższym czasie rzucił okiem na przyjaciela – nadal chował twarz w poduszce.
      – Idę spać. Nie siedźcie tu do rana – oświadczyła Emma.  
      Trevor się uśmiechnął i wrócił do pracy. Gdy zakrył połowę, oderwał maszynkę od nogi.
      – Dobra, młody, na dziś wystarczy. Masz już dość, a mnie trochę boli ręka.
      Tommy podniósł głowę – oczy zaszły mu łzami
      – Jak ty będziesz z tym spał? – zapytał szatyn.
      – Poradzę sobie.
      Dwie minuty później Trevor już leżał przy ukochanej. Chora ręka trochę mu dokuczała. Ułożył się na plecach, ale nie bardzo chciało mu się spać. Po długim egzystowaniu w tej pozycji w końcu przekręcił się na lewy bok, włożył rękę pod koszulkę dziewczyny i położył przy jej klatce piersiowej. Głowę oparł o plecy i zamknął oczy.  
  

      Poczuł szarpanie. Uniósł powieki i zobaczył wiszącą nad nim z uśmiechem Emmę.
      – Wstawaj, już dziesiąta.
     Usiadł na łóżku, półprzytomny. Nigdy nie spał tak długo, do tego nie obudził się w nocy ani razu, co go bardzo zdziwiło. Poza tym nie załapał nawet, kiedy zasnął.  
     – Spałeś jak zabity. Próbowałam obudzić cię o dziewiątej, ale przekręciłeś się tylko na drugi bok, pyskując coś pod nosem, więc dałam ci jeszcze godzinę – wyjaśniła dziewczyna, głaszcząc go po policzku.
      – Trzeba było mnie szarpnąć – odparł Trevor z jakąś poranną złością.
      – Chodź, zjemy coś i pojedziemy. – Emma chwyciła go za rękę.
      Nie był zachwycony, koniecznie chciał się wykręcić. Wstał jednak i poszedł do łazienki, wykonać poranne czynności. Gdy wszedł do kuchni, od razu sięgnął po Marlboro.
      – Mały poszedł po pieczywo, zaraz zrobię śniadanie. Chcesz kawy?  
      – Nie.
      Postanowił nie ruszać tego trunku już do końca życia.  
      – Po drodze podrzucicie mnie do domu – zakomunikował ukochanej.
      – Dlaczego? Tommy bardzo chce, żebyś pojechał. Wieczorem wrócimy – powiedziała Emma, wtulając się w chłopaka. – Poza tym on nienawidzi Kate, boję się trochę sama z nim jechać. Wiesz, jaki jest, jak się wkurzy. Ostatnio widział ją, jak miał piętnaście lat, ale wtedy był gówniarzem i za bardzo nie podskakiwał, a teraz? Sam wiesz – stwierdziła poddenerwowana dziewczyna.
      – Chodź, nasmarujemy ranę – Trevor zmienił temat i pociągnąwszy ukochaną za rękę, zaprowadził ją do salonu. – Bardzo boli?  
      – Już nie tak.
      – Dobrze, pojadę, jak się naprawdę obawiasz. Ale nie wysiadam z wozu – rzekł.
      – Dobrze, jak chcesz.
      Chcieli się pocałować, ale przeszkodziło im otwarcie drzwi. Młody z uśmiechem wtargnął do kuchni i postawił zakupy na blacie.
      – Wyspałeś się? Myślałem, że umarłeś – roześmiał się do Trevora, który odwzajemnił uśmiech.
      – Piekłeś ten chleb? – spytała poirytowana dziewczyna.  
      – Kolejka na pół sklepu. Trzeba było iść samej. – Oburzył się młodzik.
      Trevor dał maść Tommy’emu.
      – Tobie chyba nie muszę pomagać? Poradzisz sobie? – rzucił złośliwie.
      Małolat smarował ranę z niemałym grymasem na twarzy.
      – Cholernie boli – syknął.
      – Przeżyjesz.
      Po kilku minutach na stół wjechały jajka i tosty. Starszy chłopak zupełnie nie miał apetytu, bo zjadł mniej niż dziewczyna.
      – Dobrze się czujesz? – zapytała.  
      – Tak.
      – Popij tabletkę, nie zapominaj o nich.
      Trevor zażył lek i sięgnął po sześciopak.
      – Wezmę na drogę.
      – Alkohol przy tabletkach? – Emma natychmiast wzniosła sprzeciw.
      – Kotku, wyluzuj. To słabe pigułki, nic mi nie będzie.
      Dziewczyna, znając jego wieczny upór, zaniechała sporu.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2580 słów i 15508 znaków, zaktualizowała 30 kwi 2020.

2 komentarze

 
  • Duygu

    No, ciekawe co będzie z tym domem. Wyczuwam w powietrzu niezłą aferę...  :ninja:  Coś czuję, że mama jednak się pojawi niedługo w akcji, a i psy węszą... Zobaczymy, co dalej  ;)

  • agnes1709

    @Duygu Oj, będzie :D

  • Duygu

    Widzę, że niektórzy potrafią tylko dać łapkę w dół i zwiać. W życiu nie ma tak łatwo ;) Łatwo jest kogoś w ten sposób krytykować, bo jesteśmy na tej stronie anonimowi i nie wiadomo, kto dał łapę w górę/ w dół. W każdym razie, ten ktoś jest zwykłym tchórzem, hejterem, nazywaj to, jak chcesz. Nie sztuką jest dać łapę w dół i sobie pójść. Może by się łaskawie ta osoba wypowiedziała na forum publicznym? Ma do tego pełne prawo. Może napisać, co jest do poprawy, co się nie podoba. Widzę, że opowiadanie jest "złapkowane" w 90-95%, więc wnioskuję, że to cały czas ta sama osoba się nudzi i bez czytania opowiadania po prostu klika i wychodzi. Nie wiem, czy jest on/ona autorem opowiadań, ale jeśli nie, to lepiej niech sam/ sama coś napisze, opublikuje, to i my osądzimy. Zobaczymy, jak przyjemnie jest dostać ot tak łapę w dół za kilkugodzinną, czy nawet kilkudniową pracę.
      
    Nie wypowiesz się? Twój wybór. Nie masz szacunku do czyjejś pracy, Twoje życie jest nudne jak flaki z olejem i uatrakcyjniasz je w ten sposób. Człowiek ma mózg po to, żeby go używać. Bezmyślne krytykowanie czyjejś pracy to nie jest prawidłowe korzystanie z tego, co posiadamy. Nie ustosunkujesz się? Trudno. Ja nie żyję hejtem i nienawiścią jak niektórzy, przeżyję to z uniesioną głową.

    Pozdrawiam.

  • agnes1709

    @Duygu Grubo. Ja już wiem, kto to; osoba chyba zapomniała, że trzeba być zalogowanym, aby dać w dół. Trochę cierpliwości, obserwacji i wyczucia czasu, i szydło wyszło z worka. :D I nie denerwuj się, szkoda zdrowia na takie barachło. :kiss:

  • Duygu

    @agnes1709 Za chwilę dam komentarz odnośnie samego opowiadania  :lol2:   <3

  • Gaba

    @Duygu coś mi ostatnio Łazi po głowie i w końcu wylazło. Ok, jedna łapa w dół - do przeżycia, ale jest jeszcze jeden numer, który mnie wkurza...
    Ktoś napisał coś. Fajnie. I teraz dochodzimy do meritum: ktoś skomentował, obojętnie, dobrze, źle, neutralnie.... I jak tak popatrzeć, ok leciutko 80-90% komentarzy przechodzi bez odzewu! I jak to nazwać? "mam to w dupie" albo "pieprzę was, jestem taka rewelaja, że obojętnie co napiszecie, i tak mam was gdzieś". I tego nie potrafię pojąć, tego braku minimum szacunku dla ostatniego w łańcuchu, czyli czytelnika... No, ale być może przerasta to moje wyobrażenia o dobrej kindersztubę....
    To nie jest zarzut skierowany do Agi, Ty ZAWSZE odpowiadasz, potrafisz docenić to, że ktoś przeczytał i skrobnął swoje wrażenia! I choćby za to - szacunek!  
    Pozdrawiam Was oboje  :cheers:

  • Gaba

    @Duy *kindersztubie* zżarło "coś" i

  • Duygu

    @Gaba Racja, jest zainteresowanie, a odpowiedzi brak :/ Też niedobrze. Ale to zachowanie?... Nie mam słów.  :smh:  Poczułam potrzebę zareagowania, bo sama byłam w podobnej sytuacji, więc... To już chyba plaga...
    Pozdrawiam :)

  • agnes1709

    @Duygu Pamiętaj, że zemsta najlepiej smakuje na zimno. Choć tu oleję, nie będę się zniżać do poziomu planktonu (przepraszam plankton). Poza tym nie ma o co się pieklić, to tylko nic nie znaczące, internetowe znaczki. No nie, na pewno coś znaczą, ale tylko wtedy, gdy są wyklikane obiektywnie :P

  • Duygu

    @agnes1709 To były moje pierwsze i ostatnie słowa tego typu skierowane do tej osoby. Czasem trzeba ludziom wytłumaczyć podstawowe rzeczy, skoro nikt (albo też nic) do tej pory nie nauczył ;) A i nie zamierzam się mścić. Chyba, że będę miała, za co, to wtedy zobaczymy  :P   :lol2: