Ukojenie cz. 11

Ukojenie cz. 11Wstała i ruszyła do łazienki, a Trevor od razu poszedł zapalić. Nie było jej jakieś dziesięć, do piętnastu minut.
      – Chcesz się odświeżyć? – spytała po wejściu do kuchni.
      – Nie, zaraz muszę jechać.
      Włączyła ekspres.
      – Najpierw wypijesz kawę i coś zjesz.
      – Nie obraź się, ale nie jestem głodny.
      Emma mimo to po kilku minutach podsunęła mu kanapkę pod nos.
      – Zjedz chociaż to.
      Chłopak męczył śniadanie, w końcu  zjadł.
      – No i gdzie jest ten smarkacz?! – zapytała donośnie rozdrażniona dziewczyna, spojrzawszy na zegarek. Wskazywał dziesiątą.  – Chodź do pokoju. – Wzięła szklanki z kawą.
      Usiedli na kanapie. Trevor w ciszy wolno sączył napój, z lekko spuszczoną głową. Blondynka nie odrywała od niego wzroku.
      – Chciałem zastrzelić ojca – wyskoczył nagle.
      Dziewczynę przytkało.
      – Pobiłem go... o mało go nie zabiłem – ciągnął dalej, ale głowy nie podnosił.
      – Trevor, co ty mówisz? – spytała osłupiała Emma.
      – Gnój spieprzył mi życie.
      Młoda kobieta kompletnie nie wiedziała, jak zareagować, nigdy nie była w takiej sytuacji. Przysunęła się i przytuliła go.
      – Ale nic złego się nie stało. – Uspokajała chłopaka, trzymając w ramionach jego głowę. Nie chciała dociekać, o co chodzi, choć raczej się domyślała.
      Trevor poczuł jakąś dziwną ulgę po tym wyznaniu. Wstał bez słowa i poszedł do kuchni. Odpalił fajkę i mocno się zaciągnął. Dziewczyna wzięła puste szklanki i poszła za nim.
      – W porządku? – zapytała.
      – Tak.
      – Możesz zostać u mnie, dziś mam wolne.
      – Nie, muszę wracać.
       Nagle zatrzeszczał klucz w zamku, drzwi się otworzyły i brat dziewczyny luźnym krokiem wszedł do domu.
     – Siema! – krzyknął i schował się w łazience.
      Emma jeszcze bardziej się poirytowała.  
Tommy zaraz wyszedł z toalety i wlazł do kuchni. Wyjął z lodówki puszkę coli.
      – Ile można na ciebie czekać?! – wydarła się Emma.
      – Odwal się, nie jestem małym dzieckiem!
      – Widzę, że koniecznie chcesz zagrać mi na nerwach! Trwonisz pieniądze rodziców  na jakieś gówno i jeszcze pyskujesz?!
      – Spadaj – burknął chłopak i przypalił papierosa.
      Dziewczyna westchnęła tylko i już się nie odzywała. Trevor patrzył na to wszystko z lekkim uśmiechem. Znów inwigilował małolata wzrokiem, ale dziś już chłopak oczy miał normalne.
      – Muszę wyjść na pół godziny. Zaczekasz na mnie? – spytała Trevora. – Skoczę tylko na chwilę do pracy. Chciałabym, żebyś poczekał – prosiła.
      – Muszę wracać – odpowiedział, ale czuł się bardzo dziwnie.
      Wsparła go z życzliwością, więc teraz wstyd mu było tak po prostu ją olać i uciec.
      – Poczekaj, to zajmie chwilkę – nalegała.  
      – W porządku, zaczekam.
      – Samochód nie odpala, próbowałem wczoraj kilka razy – odezwał się nagle Tommy.  
– To już nie auto, tylko śmieć.  
      – Trzymaj! – Trevor podał dziewczynie swoje kluczyki.
      Wzięła je.  
      – Dziękuję. To nie potrwa długo – powiedziała, nałożyła adidasy i wyszła.
      Szatyn stanął przy oknie i odpalił skręta, którego miał od Mike'a. Wiedząc, że Tommy jest z tym obeznany, nie krępował się wcale. Spalił pół.
      – Chcesz? – zapytał młodzika, podając mu narkotyk.
      Ten natomiast był trochę nieswój, być może po wczorajszej wpadce, lecz w konsekwencji wziął od niego trawę. Zjarał dość szybko.
      – Niezła – podsumował.  
      Poszedł do pokoju i wrócił z jakimś dezodorantem, który rozpylił po kuchni.
      – Lepiej, żeby nie wyczuła, zaraz będzie krzyk – uśmiechał się zadowolony.    
      Trevor też już poczuł, jak ogarnia go miły nastrój.
      – Chcesz browarek? – zapytał Tommy.
      – Pewnie.
      Młodzik wręczył Trevorowi butelkę.
      – Chodź do pokoju, wkurza mnie ta kuchnia – oznajmił, będąc już w coraz lepszym humorze.
      – Zaraz przyjdę, zapalę tylko.  
      Tommy, cały w skowronkach, poszedł do salonu. Trevor za chwilę do niego dołączył. Siedzieli przed telewizorem, śmiejąc się i kpiąc z tego, co w nim leci.
      – Jeśli myślisz, że ona wróci za pół godziny, to jesteś w błędzie – wyskoczył ni tego, ni owego dwudziestolatek. – Najmniej godzina. I miej nadzieję, że nie zajdzie po zakupy, to kolejna godzina – drwił rozbawiony.
      Siedzieli i wyli sami do siebie, to znów do telewizora, zachowywali się jak kompletni idioci. Chłopak kompletnie zapomniał o ojcu, gnacie i innych wkurzających rzeczach.
      – Zapalmy jeszcze. – Tommy zerwał się z miejsca.
      Trevor nie protestował. Małolat zniknął w korytarzu i zaraz pojawił się z dość sporą, wypełnioną trawą fifką. Trevor zaczął. Pociągnął tak mocno, że aż zakaszlał.
      – Dawno nie paliłem z lufy – tłumaczył się, ciężko łapiąc powietrze.  
      Zaciągnął się jeszcze trzy razy.
      – Dobra, wystarczy, już mnie pogniotło – oświadczył, przez tłumiony śmiech ledwo wyduszając słowa.
      Spojrzał na młodego i znów roześmiali się jak przygłupy. Tommy schował szkło w kieszeń, sięgnął do lodówki i podał chłopakowi drugie piwo. Wrócili do salonu. Coraz przełączali na inny kanał i rechotali jak opętani. Byli już niesamowicie naćpani.
      – Jak ty z nią wytrzymujesz? Czasem strasznie przynudza – rzekł Tommy.
      – Jest w porządku.
      Chwila ciszy i znowu śmiech.
      – Ja bym nie ufał takim kierowcom w kwestii pożyczenia samochodu. Czym pojedziesz do domu? – naigrywał się z siostry chłopak.
      Oznaki radości nie znikały, wręcz przeciwnie – były coraz wyraźniejsze.
      – Chodź, zapalimy – rzucił starszy chłopak.
      Poszli do kuchni i odpalili papierosy. Tommy otworzył lodówkę.
     – Kurwa! nie ma piwa! Dupa, nie lodówka – burknął młodzik, kolejny raz zmuszając Trevora do wybuchu szaleńczej radości.  
      Gadali i chichotali parę minut, gdy nagle otworzyły się wejściowe drzwi. Ucichli. Objawiła im się Emma, stanąwszy w progu z dużą czerwoną torbą. Spojrzeli na nią, na siebie i jak jeden mąż uderzyli głośnym śmiechem.  
      – A nie mówiłem?! – rzucił Tommy, wskazując zakupy. – Dziwne, że tak szybko obróciła – dowcipkował.  
Trevor już dusił się ze śmiechu, nie dał rady utrzymać radości na wodzy. Emma nie odniosła się do słów brata, stała tylko i patrzyła, co wyprawiają.
      – Jak tam jego samochód? Na którym drzewie go zostawiłaś? – zapytał Tommy, nie przestając się cieszyć.
      Dziewczyna milczała.
      – Teraz musisz dać mu na taksówkę – śmiał się dalej młodszy chłopak.
      Trevora aż rozbolał brzuch od tej dawki humoru, dawno się już tak nie uśmiał.
      – Dobrze, że wam wesoło – powiedziała wreszcie oburzona dziewczyna i oddała szatynowi kluczyki.
      Od przestąpienia progu zauważyła, że są nawaleni. Cieszyło ją, że się polubili, ale była wkurzona za ich wybryk. Nadąsana poszła do kuchni, rozpakowywać zakupy.
      – Co dobrego kupiłaś?! Masz jakieś piwo, bo nam się wyczerpało?! – krzyknął Tommy.  
      – Odwal się!
      – Tommy, odpuść już – powiedział Trevor, lecz nadal się śmiał.
      – Nic jej nie będzie. Też się nade mną znęca, jak wrócę czasem o parę godzin za późno. Przy tobie tylko zgrywa taką damulkę.
      – Hej, Emma, chodź do nas!  
      Trevor powoli przestawał się śmiać. Chciał zapalić, ale nie chciało mu się wstawać. Nie chciał iść do dziewczyny, głupio się czuł z powodu upalenia młodego.
      – No chodź, smutno nam! Co ty robisz w tej kuchni, planujesz tam zamieszkać?! –Tommy nie odpuszczał.      
      – Młody – przerwał mu zniesmaczony już Trevor.
      Z kuchni dobiegł odgłos pobitej szklanki.
      – Cholera jasna!
      Chłopak wstał i poszedł do dziewczyny.
      – Nie zwracaj uwagi. Jest najarany i trochę mu odbija. Masz żal, że zapaliliśmy? Przepraszam, nie powinienem.
      – Nie, przynajmniej siedzi w domu – odparła, sprzątając pobite szkło.
      Trevor widział, że jest zła za zachowanie brata, a być może i na niego.
      – Muszę jechać – oznajmił.
      Emma się nie odzywała.
      – Chcesz jechać ze mną? – zapytał.
      Dziewczyna rzuciła na niego krótkie spojrzenie, ale nie odpowiedziała.
      – Pomogłabyś mi zrobić zakupy, ja nie jestem w tym dobry. Wieczorem cię odwiozę –  –  nalegał.  
      – Dobrze, zaraz skończę.  
      – Poczekam na dole, zapalę na powietrzu. Na razie – Trevor się pożegnał, podając rękę Tommy’emu.
      – Trzymaj się.
     Szatyn od razu udał się do sklepu, w którym kupił oczywiście flaszkę i za chwilę był już przy aucie. Przypalił papierosa, otworzył drzwi pasażera i zaczerpnął alkoholu. Wypił dość sporo, tak mu smakował. Stał dobre pięć minut, popijając, w końcu uznał, że już wystarczy i schował butelkę pod siedzenie. Zdążył tylko wyłonić głowę z samochodu, gdy nagle za plecami usłyszał:
      – Przestań za nią łazić!
      Poczuł silne uderzenie kantem w tył głowy i momentalnie go zamroczyło. Po chwili dostał cios kolanem w żołądek, a po nim drugi. Gdy zgiął się wpół, zauważył, że koło niego znajdują się trzy osoby. Facet dalej lał chłopaka po brzuchu, bardzo mocno. Kompani trzymali go za ręce, więc nie mógł się nawet zasłonić. Z każdym następnym ciosem nogi robiły się coraz bardziej niestabilne, a oczy zaczęły zachodzić mgłą. Po kilku kolejnych razach otrzymał potężny cios w twarz. Padł jak kłoda, boleśnie uderzając twarzą o beton. Od razu oberwał z buta w głowę. Nie miał już nawet siły zakryć jej rękoma. Napastnicy się nie odzywali, kopali go tylko jeden przez drugiego. Następne uderzenia pomału przestawały do niego docierać, jedyne, co czuł, to jak powoli uchodzi z niego życie. W końcu mężczyźni zaniechali bicia i ktoś nachylił nad jego uchem.
      – Mówiłeś, że się jeszcze spotkamy. Miałeś rację – powiedział wesoło ten sam głos.
      Dostał jeszcze kopniaka w twarz, po czym usłyszał jak przez mgłę:
     – Dobra, spadamy.
    Leżał na chodniku. Dźwięki w uszach powoli zaczęły zanikać i robiło się coraz zimniej. Emma wyszła z klatki i zamarła.
      – O Boże! – krzyknęła, zakrywając twarz i szybko zadzwoniła domofonem. – Dzwoń po karetkę! – wrzasnęła i podbiegła do Trevora. Przysiadła przy nim na kolanach, totalnie zszokowana.
      – Boże! – powtórzyła przerażona, usiłując dotknąć chłopaka.
      Tommy wyskoczył z klatki z komórką w ręku.
      – O kurwa! – zaklął, szybko wykręcił numer i wezwał pogotowie.
      Za chwilę uklęknął przy siostrze, która skuliła się nad Trevorem. Położyła jego głowę na swoich nogach. Chciał coś powiedzieć, ale zakaszlał tylko, dławiąc się i plując krwią.
      – Nic nie mów, zaraz przyjedzie karetka. Wszystko będzie dobrze.
      Z rany na głowie sączyła się krew. Kaszlał raz po raz, krztusząc się coraz bardziej. Drżał mocno, leżąc na jej nogach i co chwila ciężko próbował nabrać powietrza.
      – O Boże… – powtarzała zapłakana blondynka, widząc, że jest coraz gorzej.
      Półprzytomny chłopak patrzył na nią błędnym wzrokiem, ale już powoli opuszczał powieki.
      – Trevor, patrz na mnie! – Szarpnęła go za twarz. – Nie zamykaj oczu! Trevor! – krzyczała, trzymając w zakrwawionych dłoniach jego głowę. – Tommy, zrób coś! – Błagalnie spojrzała na brata.
      Małolat wstał i rozejrzał się za karetką.  
      – Treeevooor! – Znów potrząsnęła twarzą szatyna.
      Ciężko otworzył oczy, ale te za chwilę znowu się zamknęły.
      – Trevor, błagam cię, nie zasypiaj! – płakała rozhisteryzowana dziewczyna i w tym momencie głowa chłopaka opadła bezwładnie.  
      – O Boże, Tommy! – jęknęła blondynka, patrząc to na brata, to znów na Trevora. – Gdzie ta pierdolona karetka?! – rozejrzała się i ponownie wlepiła wzrok w szatyna, ale ten już leżał bez ruchu. – Boże, nie. – Wtuliła go w siebie, szepcząc co chwila:
      – Boże, Trevor, nie zasypiaj... błagam cię... nie umieraj...

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1989 słów i 11964 znaków, zaktualizowała 31 mar 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    'Kurwa! nie ma piwa! Dupa, nie lodówka'- ten tekst wygrał  :lol2:  Trevor, trzymaj się, chłopie! Nie umieraj!  :boje:

  • agnes1709

    @Duygu :lol2:W tym przypadku gdyby nogi wyciągnął, zrobiłby społeczeństwu przysługę :D

  • Duygu

    @agnes1709 Ale ja go lubię!  :rotfl:

  • agnes1709

    @Duygu Bo sama świr :lol2:;)