Ukojenie cz. 42

Ukojenie cz. 42Leżał chyba długo, bo gdy się ponownie ocknął, było już ciemno. Szumiało i kręciło mu się w głowie, czuł przenikliwe zimno i tnący ból. Ciężko przysunął do siebie rękę z zegarkiem, ale nie dojrzał wskazówek. Szybka była pobita, poza tym przez mrok nie było nic widać. Podczołgał się do ściany budynku i opierając się o nią, powoli wstał. Nogi tak go bolały, że za chwilę znowu się osunął, ale nie upadł, tylko przysiadł na kolanach. Miał wrażenie, że koleś połamał mu kości. Zacisnął zęby i ponownie się podniósł. Dolne kończyny trzęsły się całe, mimo to ruszył przed siebie, zgięty w pół. Szedł małymi kroczkami, cały czas przytrzymując się budynku. Minęło dobre kilka minut, zanim dotarł do chodnika. Gdy zrobiło się trochę jaśniej, znów spojrzał na zegarek. Nadal jednak nie dojrzał godziny, pęknięcie było zbyt duże. Ruszanie głową sprawiało ból, aczkolwiek zebrał się w sobie i uniósł ją lekko do góry. Rozejrzał się – był przy samym wjeździe do miasta, niedaleko sklepu ukochanej. Domyślił się, że jest noc, gdyż w okolicy było cicho i pusto.
      Poszedł w prawo, bardzo wolno, nie oddalając się od ściany. Ta po kilku metrach skończyła, lecz Trevor, trzymając się kurczowo za brzuch, uparcie człapał dalej. Wlekł się jak piany, ledwo powłócząc nogami. Czuł potworne darcie w żołądku, ale zawzięcie brnął przed siebie. W końcu się jednak zmęczył i zatrzymał przy kolejnej kamienicy. Nie dał już rady stąpnąć ani centymetra dalej. Oparł się o budynek i znów przyklęknął. Odpoczął chwilę i ruszył dalej. Nie dał rady się wyprostować, dlatego widząc tylko chodnik pod nogami, telepał się prawie po omacku. Dreptał dobry kwadrans, wreszcie, skonany usiadł na najbliższych schodkach. Spojrzał w lewo i stwierdził, że nie przeszedł nawet stu metrów. Wkurzył się, ale nie miał siły iść dalej. Skulił się przy poręczy i zamknął oczy.  
      

      Gdy się obudził, na ulicy nic się nie zmieniło. Ponownie podniósł obolałe ciało. Łzy stanęły w oczach chłopaka, lecz znowu przylgnął dłonią do budowli i skierował się w dalszą drogę. Tempo marszu nie uległo zmianie. Przeszedł kolejne dwa budynki i znowu stracił energię. Został mu do pokonania jeszcze taki sam odcinek, a on już nie miał czucia w nogach. Resztką sił stawiał ciężkie kroki, za wszelką cenę chcąc dojść do kamienicy dziewczyny. Zawroty głowy były coraz silniejsze; nie patrzył już, gdzie się znajduje, tylko wlókł na wyczucie, noga za nogą. Nie doszedł nawet do końca budynku, bo znowu zemdlał.
      Odzyskał świadomość i poczuł parzący ból z tyłu głowy, chyba się w nią uderzył. Leżał chwilę, aby trochę oprzytomnieć, po czym mozolnie wstał. Trząsł się jak osika. Jak zwykle skorzystał z pomocy kamienicy i wolnym krokiem wznowił podróż. Nie wiedział, ile czasu minęło od rozpoczęcia marszu, wydawało mu się, że cała wieczność.  
      Kompletnie nie rozumiał, jakim cudem udaje mu się jeszcze wlec przed siebie, mimo to brnął coraz bardziej anemicznie, bojąc się, żeby znowu nie upaść. Nie chciał, aby ten spacer trwał w nieskończoność.
      Po następnych długich i trudnych trzydziestu, może czterdziestu minutach spojrzał z trudem przed siebie – następny budynek była to kamienica Emmy. Gdy doszedł w końcu do schodów, był kompletnie wyczerpany i już na skraju świadomości. Czuł, że nie da rady po nich wejść, uwiesił się jednak na poręczy i z trudem zaczął gramolić się na górę. Po końcowych stopniach szedł już, a raczej czołgał się na kolanach. Dotarł w końcu pod drzwi, lecz nie będąc w stanie się podnieść, z trudem sięgnął z dołu, nacisnął „23”, po czym osunął się w dół i oparł o drzwi.  
      – Słucham – zabrzmiał zaspany głos Tommy'ego, ale Trevor słyszał już tylko mętny wydźwięk. Siedział bezwładnie przy drzwiach, wiedząc, że znowu odpływa. Gdy te się po jakimś czasie otworzyły, chłopak jak kłoda padł na ziemię. Odlatywał, lecz wyłapał jeszcze dochodzące znad jego głowy, niezrozumiałe szumy, z których chłopak zrozumiał tylko: Boże, Tommy, znowu?; Czy on żyje?
      Ktoś dotknął jego twarzy.  
      – Trevor – dłoń przejechała po policzku. – Trevor!
      Odrobinę podniósł powieki i zobaczył nad sobą niewyraźną, rozmazaną sylwetkę. Po chwili znowu zamknął oczy. Głosy brzmiały nadal: Jak on tu doszedł w tym stanie?; Musimy go zanieść na górę; Ty go nie podniesiesz, pójdę po Davida...
      Niedługo potem ktoś chwycił go pod ramiona i uniósł do góry. Otworzył ciężko oczy, ale nadal widział tylko zamglony obraz. Ponownie opuścił powieki i za moment legł na czymś miękkim.
      – To się musi skończyć! Dzwonię na policję! – Usłyszał.
      – Na policję?! Przecież to oni go tak urządzili!
      Zdążył jeszcze poczuć delikatne przytulenie, zanim znowu stracił przytomność.

      
      Ocknął się i pierwsze, co do niego dotarło, to jeszcze większy ból nóg. Teraz już szarpały tak, jakby ktoś łamał je kołem. Poczuł też plastry przyklejone na całym lewym oku i prawym łuku brwiowym. Ciężko uniósł powieki – w pokoju było jasno. Leżał na plecach i ktoś trzymał go za rękę. Mimo iż nie mógł się ruszyć, wiedział, czyja to ręka. Zacisnął zęby i przekręcił się na prawy bok – dziewczyna spała. Z trudem podniósł ramię, żeby jej dotknąć. Momentalnie się ocknęła.
      – Boże, Trevor... tam, tam na dole... myślałam... myślałam, że nie żyjesz. – Rozpłakała się.
      Objął ją ramieniem.
      – Nie płacz, nic mi nie jest – mruknął.
      Emma szlochała dalej. Chłopak zostawił ją w spokoju, czekając, aż wyrzuci z siebie żal.
      – Kotku, przynieś mi wody – poprosił, gdy nieco ochłonęła.
     Wstała i poszła do kuchni, aby w jej miejsce w sypialni pojawił się Tommy.
      – No, ładnie, znowu cię urządzili. Trzeba coś z tym zrobić. Napędziłeś mi niezłego stracha, jak padłeś pod drzwiami – rzekł wściekły.
      – Daj mi zapalić – poprosił Trevor.
      Młodzik wyszedł, mijając się z siostrą. Chłopak chciał usiąść, ale nie mógł napiąć mięśni brzucha. Bolały okropnie, jak wszystko inne zresztą. Ukochana zrozumiała jego zamiary i pomogła mu się podnieść. Szatyn głośno jęknął i dziewczyna uderzyła jeszcze bardziej histerycznym płaczem, przykładając mu kubek do ust. Cały czas przytrzymywała go za plecy, sam za nic w świecie by nie usiedział. Wypił cały płyn. Małolat wrócił z przypalonym papierosem, podał kumplowi i przysiadł obok siostry. Trevor chwycił używkę w obolałą rękę, która trzęsła się na wszystkie strony. Emma patrzyła na to, zalewając się łzami.
      – Kotku, uspokój się, nic mi nie będzie – rzucił Trevor. Czuł się podle, widząc jej rozgoryczenie.
      Blondynka płakała nadal.
     – Jak Emma powiedziała, że cię zwinęli, od razu wiedziałem, co jest grane; zwłaszcza, że jak zajechaliśmy na komendę, to powiedzieli, że nie udzielają żadnych informacji. Ten duży kutas to jakaś rodzina Scotta, jestem pewny, że skurwiel nie pierwszy raz załatwia sprawy w ten sposób – wyjaśnił wkurzony Tommy.
      Trevor skończył papierosa i poprosił o następnego. Emma powoli się uspokajała, w końcu zasugerowała:
      – Jedźmy do lekarza, możesz mieć jakieś złamania.
      – Gdyby tak było, nie doszedłbym tu aż spod twojego sklepu – odparł ze sztuczną pewnością siebie Trevor.
      – To zadzwonię, niech lekarz przyjedzie do nas – nalegała dziewczyna.
      – Nie, to minie. Jestem tylko trochę poobijany, to wszystko – protestował szatyn.
      – Trevor... – Emma błagalnie spojrzała na chłopaka.
      – Kotku, nie.
      Dziewczyna wiedząc, że nie wygra, dała spokój.
      – W lodówce jest moja whiskey. Dajcie mi się napić – poprosił Trevor.
      Tommy przyniósł mu całą szklankę. Chłopak sączył ją powoli, gdyż rozcięta warga piekła jeszcze bardziej, mając kontakt z alkoholem. Wypił połowę i zakomunikował:
      – Muszę do łazienki.
      Pomogli mu się podnieść, lecz gdy tylko stanął na nogi, machnęło nim do tyłu. Zdołali go jednak przytrzymać i powoli doprowadzić do toalety. Szedł, jakby wypił całą beczkę wódki. Z każdym kolejnym stąpnięciem ból stawał się większy, ale nawet nie pisnął. Nie chciał, aby dziewczyna znowu płakała. Po powrocie do sypialni skończył drinka i znowu poprosił o papierosa. Zaraz go otrzymał. Wiedział, że Emma nie jest zadowolona jego obecnym paleniem na akord, ale cały czas było mu mało.
      – Nie powinienem tu palić – stwierdził, spojrzawszy na sympatię.
      – Nie to mnie akurat teraz martwi – odparła.
      – Która godzina?
      – Po dwunastej.
      – O której tu przyszedłem?
      – Około trzeciej nad ranem.
      Nie pytał dłużej. Spalił i położył się na łóżku, był już zmęczony. Emma dopiero teraz zwróciła uwagę na wewnętrzną stronę jego rąk, na których było już widać efekty bicia. Znów zeszkliły jej się oczy.
      – Prześpij się jeszcze – rzekł Tommy i wyszedł z pokoju.
      Młoda kobieta położyła się obok ukochanego. Ten, choć z trudem, odwrócił się do niej.
      – Kiedy to się wreszcie skończy? – spytała wątłym głosem.
      – Już niedługo... – rzekł ze złowieszczą łagodnością chłopak, głaszcząc ją po głowie.
      Na twarzy Emmy znów zagościł niepokój, jednak nie zaczynała tematu. Nie była to odpowiednia chwila, aczkolwiek powodem mógł być również niezbyt odważny i mało stanowczy charakter dziewczyny. Trzymała rękę na jego pobitej twarzy, muskając ją delikatnie. Trevor zabrał dłoń z jej włosów i zajrzał pod koszulkę:
      – Smarowałaś go wczoraj? – zapytał.
      – Zapomniałam.
      – Idź, nasmaruj, już ładnie się goi.
      – Zdejmijmy twoje ciuchy, wrzucę je do prania – poprosiła Emma.
      Nie był chętny na tą propozycję. Domyślał się, jak wyglądają jego brzuch i nogi, dlatego nie posłuchał dziewczyny.
      – Trevor, trzeba je uprać – nalegała blondynka.
      – Nie.
      – Dlaczego?
      – Bo nie.
      Emma wstała i zaczęła rozpinać mu pasek.  
      – Zostaw! – Chłopak natychmiast złapał ją za ręce.
      – Miśku, przecież nie będziesz spał w brudnych ciuchach. Domyślam się, dlaczego nie chcesz ich zdjąć, nie musisz się ukrywać – przekonywała dziewczyna.
      Trevor się zamyślił i po chwili puścił jej dłonie. Emma ściągnęła mu sztruksy i oniemiała.
      – Boże! – Złapała się za twarz.
      Uda były całe pobite i robiły się już granatowe.
      – Mówiłem, żeby mnie nie ruszać! – huknął chłopak.
      – Daj, zdejmę ci koszulkę – wycedziła przez zęby dziewczyna.
      Nadal był przeciwny, aczkolwiek podniósł lekko ręce i Emma zdjęła jego górny ciuch. Trevor starał się jak mógł, aby jego klatka piersiowa cały czas szczelnie nakryta była kołdrą. Dziewczyna wzięła ubrania i zniknęła w korytarzu. Chłopak wytężył wszystkie siły, uniósł się lekko i spojrzał na brzuch – wyglądał nie lepiej, niż nogi. Największe sińce miał trochę powyżej pępka i tam go też najbardziej bolało. Schował się szybko z powrotem pod nakrycie i czekał na ukochaną. Ta wróciła bardzo szybko i podała mu jakąś pigułkę oraz wodę:
      – Popij, to twoje tabletki przeciwbólowe.
      Nie sprzeciwiał się i zażył lek.
      – Zawołaj młodego – poprosił.
      Emma wyszła i Tommy zaraz się zjawił.
      – Kociak ma klucz do mojej chaty. Jedź tam, przywieź mi komórkę z regału, ładowarkę i zielsko, leży pod kanapą. Koło telefonu są też pieniądze, kup ze trzy paczki papierosów. I weź bokserki z łazienki, na pewno znajdziesz jakieś na suszarce. A teraz daj mi fajkę – wydał "rozkazy" i szeroko wyszczerzył zęby.
      – Ok.
      Młodzik przyniósł mu papierosa i zaraz wyszedł z domu. Blondynka wróciła do chłopaka i położyła się obok, oparta na łokciu. Szatyn szybko skończył palić i dziewczyna wyciągnęła rękę w jego stronę.
      – Pokaż. – Chciała zajrzeć pod kołdrę.
      – Zostaw! – rzucił dosadnie.
      Zabrała dłoń i położyła głowę przy ramieniu swojego faceta. Objął ją mocno.
      – Przepraszam, że krzyknąłem, ale nie chcę, żebyś to oglądała – wyjaśnił.
      – I tak zobaczę, jak zaśniesz – odparowała wesoło Emma.
      – Nie tak szybko. Informuję, że mam bardzo płytki sen i jak poczuję, że się dobierasz, oberwiesz – zagroził rozradowany Trevor, ale śmiech natychmiast wywołał ból, więc momentalnie zamilkł.
      Emma usłyszała cichy syk, wydobywający się z jego ust, ale milczała. Położyła dłoń piersi chłopaka i leżała w ciszy. Po tym laniu jej dotyk był jak nektar dla ciała. Znowu usnął.

      
      Poczuł delikatne szarpanie za ramię.
      – Miśku, obudź się. – Usłyszał niewyraźny głos ukochanej.  
      Otworzył oczy.      
      – Wstań, zjesz coś.
      – Nie chcę – mruknął zaspany.
      – Trevor, siadamy! – rozkazała dziewczyna, objęła go za plecy i pomogła mu wstać.  
      Znowu syknął. Im dłużej leżał, tym bardziej wszystko mu dokuczało. Emma wzięła z szafki miskę i przysunęła się bliżej.
       – To tylko trochę zupy, musisz coś zjeść. – Spojrzała prosząco i podsunęła mu napełnioną łyżkę pod nos.
      Przestał się stawiać i wziął ją do ust. Powoli nakarmiła go całością. Ciepło mu się zrobiło po gorącym posiłku i trochę lepiej.
      – Dzięki. Która godzina? – zapytał.
      – Po dwudziestej, spałeś siedem godzin – uśmiechnęła się.
      – Muszę do kibla – rzekł, spuszczając nogi z łóżka. Cały czas przykryty był powyżej pasa. – Daj mi jakąś koszulkę, nie chcę, żebyś oglądała mój brzuch – oświadczył chłodno..
      – Już widziałam – odparła z uśmiechem blondynka, ale to nie był ten uśmiech.
      – Kotku, dlaczego to robisz?! Prosiłem! – Chłopak znacznie podniósł głos.
      – Trevor, przestań, prędzej czy później i tak bym przecież zobaczyła. Chodź – wytłumaczyła się dziewczyna i wzięła go pod rękę.
      Gdy stanął, nogi znowu się pod nim ugięły, Emma ledwo go utrzymała. Znów przeszył go ból, ale stał twardo, nie chciał, aby dziewczyna go dźwigała. Ta objęła chłopaka w pasie i tak z pomocą jej i ściany, jakoś doczłapał się do toalety i z powrotem. Od razu poczuł ulgę, kiedy powrót położył się plackiem. Nogi po tej krótkiej wycieczce trzęsły się jak galareta.
      – Mogę zapalić? – zapytał.
      – Zaraz przyniosę.
      Dała mu używkę i przypaliła, a nową paczkę położyła na szafce, obok popielniczki.
      – Doszedłbym do kuchni, nie możesz spać w tym dymie – fuknął zakłopotany.
      – Chcesz iść do kuchni? Przecież ty ledwo wstajesz z łóżka. Zaraz otworzę dwa okna i się wywietrzy – odburknęła Emma.
      – Napiłbym się drinka – stwierdził niepewnie Trevor. Wiedział, że Emma nie pochwala picia, zwłaszcza teraz, ale musiał to powiedzieć, chęć na alkohol była zbyt silna.
      Dziewczyna opuściła sypialnię i zaraz przyniosła mu whiskey. Nie wyglądała na złą, lecz chłopak doskonale wiedział, jak się sprawy mają.
      – Ale tylko jednego – oznajmiła blondynka.
      Chłopak uśmiechnął się pod nosem i szybko wypił całość. Usta znów zapiekły, ale miał to gdzieś. Tommy wszedł się do sypialni.
      – Jak tam? – zapytał.
      – W porządku.
      – Telefon ładuje się w salonie. Wziąłem dwie pary bokserek, jasne dżinsy t i dwie uprane koszulki, które znalazłem w łazience.
      – Ok, dzięki.
      Chciał coś powiedzieć, ale spojrzał na Emmę. Odpuścił, ale cały czas wymownie przyglądał się małolatowi. Ten po jakimś czasie w końcu załapał, bo wyszedł i wrócił z nabitą lufką.
      – Nie będę tu kopcił, pomóż mi wstać – poprosił go Trevor.
      – Nie wstawaj! – zaprotestowała dziewczyna.
      – Tylko tu, do okna, nie będę ci dymił trawą w sypialni. I tak już narobiłem syfu – rzekł stanowczo Trevor.          
      Zapalił bardzo mało i oddał przyjacielowi lufę.
      – Wystarczy – oświadczył.
      Młodzik posadził go z powrotem i opuścił pokój. Przy zajmowaniu pozycji na łóżku na jego twarz znów wypłynął kwaśny grymas.
      – Chcesz jeszcze jedną tabletkę? – zapytała dziewczyna, której nic  nie umykało.
      – Nie, i tak rano będzie to samo. Nie będę się faszerował.
      Emma przyniosła butelkę wody, lgnęła obok Trevora i oparłszy głowę na dłoni, bacznie przyglądała się młodemu mężczyźnie.  
      – A może chcesz wziąć prysznic? Lepiej się poczujesz – zaproponowała po chwili.
      – Jutro – odparł.
      – Zjesz coś jeszcze? Ta zupa to nie była sycąca kolacja.
      – Nie.
      Nie nalegała, tylko ucałowała chłopaka w zdrową stronę ust i mocno do niego przytuliła. Trevor znowu zasypiał, cały czas czuł się skonany.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2942 słów i 16923 znaków.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Smutno mi  :cray:  Po prostu mi smutno... A i wściekła jestem nadal  :nerw:  

    <3   <3   <3

  • agnes1709

    @Duygu Moja... :kiss: