Ukojenie 2 – Młody cz. 17

Ukojenie 2 – Młody cz. 17– Kurwa mać, uciekła? – Trevor natychmiast przeciął Julie pretensjonalnym wzrokiem.
      – Nie zaszła daleko z tą nogą – odparła spokojnie dziewczyna, kierując się w stronę schodów. – Dogonimy ją.
      Trevor nie czekał, tylko wyminął koleżankę, szybko zbiegł na dół i jak strzała wyskoczył na zewnątrz. Niestety, tam dziewczyny też nie było. Zbiegł po schodkach werandy i od razu skierował wzrok na znajdujący się po lewej trawnik, lecz adidasy Sue również zniknęły.
      – Kurwa – fuknął i podbiegł do znajdującego się przy wejściu wieszaka, ale jego kluczy od domu także nie było.  
     Julie stała w progu, w milczeniu obserwując jego działania. Chłopak sprawdził jeszcze swój pokój, kuchnię i sypialnię na parterze, lecz klucze wsiąkły na amen.
      – Co jest? – zapytała wreszcie dziewczyna, widząc, że czegoś szuka i jest bardzo rozgorączkowany.
      – Nie wiem, matka chyba zabrała klucze... jakby nie miała swoich! – zagrzmiał wściekły szatyn. – Poczekaj, sam podbiegnę, zobaczę.
      – Czekaj! – Złapała go za rękę. – A może jednak odpuść, ona widocznie musiała wracać, a uciekła dlatego, że ją zaatakowałeś.
     Trevor jednak nie usłuchał, tylko wyrwał się przyjaciółce i biegiem puścił w stronę przystanku. Znając jego upór, nie krzyczała za nim, tylko wolno ruszyła w stronę jezdni. Dotarcie do postoju zajęło mu dosłownie moment, ale i tam nie znalazł ukochanej. Spojrzał na rozkład i widząc, że autobus odjechał kwadrans temu, a następny miał być dopiero za sześć minut, uważnie prześledził wzrokiem drogę do centrum, ale Susan jakby zapadła się pod ziemię. Kompletnie zgłupiał, nie wiedząc już gdzie mogła pójść. Wkurzony ruszył z powrotem do domu. Był totalnie skołowany, zadając sobie pytanie: jakim cudem tak szybko zniknęła? Schowała się? – przeszło mu nagle przez myśl, lecz szybko ją od siebie odgonił. Domy i ogródki mieszkających w okolicy rodzin były niemalże jak przyklejone jeden do drugiego, więc gdyby chciała to zrobić, musiałaby wejść na cudze podwórko, czego, znając jej charakter raczej by nie zrobiła.
Nie dumał dłużej, tylko zdyszany wpadł na swój podjazd i zmęczony zawisł przed czekającą na niego Julie.
    – Nie ma jej. Autobusu też nie ma, więc gdzie wsiąkła? Schowała się, czy jak? Ale gdzie? – wysapał, oddychając ciężko.
      – Nie wiem, no i faktycznie – tu nie ma się gdzie schować – potwierdziła Julie, wyszła na ulicę i również rozejrzała się wkoło.
      Trevor przykucnął i przeleciał wzrokiem na lewo i prawo.
      – Co? Myślisz, że schowała się za samochodem – zachichotała dziewczyna.
     – A bo ja wiem? Wiedziała, że będę jej szukał, więc wiadomo, co jej strzeliło do łba? Nic nie widzę – burknął, wstając. – Jest samochód! – Ożywił się nagle, sugestywnie patrząc na przyjaciółkę.
      – Co takiego? – Dziewczyna uniosła brwi, chyba nie za bardzo go zrozumiała.
      –  Masz kluczyki?
      Pokiwała głową.
      – Jedź za nią.
      – Jechać? Przecież widzisz, że jej nie ma, gdzie mam jej szukać?  
      – Jedź w stronę centrum, ona mieszka na początku Terence. Autobusem nie pojechała, więc na pewno gdzieś jest. Jedź, zobacz, a nuż ją namierzysz, przecież ona nie dojdzie piechotą z tą nogą – nalegał chłopak.
      – Nie wiem, czy to ma sens, ale ok, pojadę – powiedziała Julie, która mimo zupełnego braku przekonania co do jego pomysłu, w końcu ustąpiła. Wiedziała, że nie da za wygraną.
      – Zadzwoń, jakbyś ją znalazła, ok? Nie będę się tak wkurwiał – poprosił chłopak, wsadzając nos przez szybę pasażera.
      – Jasne.
     Minutę później wóz już gładko toczył się po nowej, asfaltowej powierzchni. Julie jechała bardzo wolno, rozglądając się na boki. Przejechała już dobre dwa kilometry, lecz Susan jak nie było, tak nie było. Z każdą minutą zdumienie kierującej wzrastało, dziewczyna nie mogła zrozumieć, jak w tak krótkim czasie Susan tak bardzo się oddaliła? A może rzeczywiście wróciła do pustostanu? Może ktoś ją podwiózł i już jest w domu? A może jednak pojechała autobusem, ale jak? – dumała i w tym momencie dojrzała znajomą sylwetkę, a raczej znane jej już kuśtykanie. Susan była niezła, w ciągu zaledwie trzydziestu minut przeszła prawie trzy kilometry, było to iście niewiarygodne. Przyśpieszyła, wyprzedziła szatynkę i zatrzymała wóz kilka metrów przed nią.
     – Susan! – krzyknęła, gdy nastolatka zbliżyła się do auta.
     Zaskoczona dziewczyna przystanęła, nie zauważyła i nie poznała wymijającego ją samochodu. Miała załzawione oczy, najwidoczniej boląca noga nieźle dała się jej w kość.
      – Chodź, wsiadaj, podwiozę cię – rzekła Julie, jak żyrafa wyciągając głowę w stronę okna pasażera.
      Sue, ku wielkiemu zaskoczeniu kierującej, bez słowa otworzyła drzwi i zajęła miejsce obok.
       – Sue, co to miało być? – zapytała odrobinę wkurzona Julie. – Dlaczego nawiałaś? Trevor szaleje – dodała, starając się nie krzyczeć na młodszą dziewczynę.
      – Nie wiem, przepraszam – mruknęła Susan. – Musiałam wracać.
      – Już jedziemy, tylko zadzwonię – poinformowała Julie i wykręciła numer chłopaka. – Znalazłam zbiega. Zawiozę ją do domu i wracam – zaśmiała się w słuchawkę. – Dobra jest, wiesz, że ona przeszła sześć czy siedem przystanków? – dodała i spojrzała na pasażerkę – cień smutnego uśmiechu błąkał się po jej twarzy.
        Trevor pomruczał chwilę i Julie zakończyła połączenie.
      – Gdzie jedziemy? – zapytała, uśmiechając się ciepło do szatynki.
      – Wysadź mnie na Terence, pierwszy blok po prawej – odparła nieśmiało dziewczyna.
      Jej głos brzmiał bardzo dziwnie strasznie. Był zduszony, bardzo niepewny i drżący. Julie ścisnęło w sercu, miała świadomość, jaka burza niepokoju targa w tej chwili dziewczyną, lecz nie zamierzała rozmawiać na ten temat i jeszcze bardziej denerwować dziewczyny. Chwilę później Toyota zatrzymała się przy wskazanej przez Sue ulicy.
      – Jesteśmy. – Julie posępnie wygięła usta, patrząc na coraz bardziej wystraszoną dziewczynę.
      – A mo… – bąknęła Susan, lecz zaraz się zacięła.
      Blondynka nie pytała, czekała, ale dziewczyna nie kończyła.
      – Sue? – ponagliła w końcu łagodnie Julie.
      – Nic, nieważne.
      – Susan, no powiedz, jak już zaczęłaś
      – A może... może wejdziesz, napijesz się czegoś? – zaproponowała Susan, brzmiąc, jakby ledwo wypchnęła z siebie to pytanie.
      – Mam z tobą pójść? – Zaskoczona Julie aż otworzyła usta.
      Była totalnie zszokowana tą prośbą, prośbą od dziewczyny, która jak dotąd starała się, jak mogła, utrzymać w tajemnicy swoje życie.
     – Na pewno? – dopytywała Julie, chcąc się upewnić, czy ta propozycja nie narobi dziewczynie jeszcze większych kłopotów.
      Susan w milczeniu pokiwała głową.
      – Ok, chodźmy.
      Julie zamknęła auto i za moment weszły do pierwszej z brzegu klatki. Blondynka raz po raz przyglądała się koleżance, która z każdym stawianym po kolejnym schodku krokiem była coraz bardziej niewyraźna. Na twarzy pojawiły się pierwsze oznaki wilgoci, a ręce trzęsły się jak galareta.
      – Spokojnie, jestem tu. – Zareagowała w końcu Julie, łapiąc dłonie nastolatki i zatrzymując ją na półpiętrze.
      Susan spuściła wzrok, nie miała chyba odwagi spojrzeć dziewczynie w oczy.
      – Ok, postójmy tu – rzekła spokojnie blondynka, widząc, że Susan przyrosła do podłoża.
    Czuła się coraz dziwniej, współczucie wzrastało, a wraz z nim nieopisany gniew. Patrzyła na zagubioną nastolatkę i nie mogła darować faktu, że dziewczyna przerażona jest do tego stopnia, że boi się wejść do własnego domu, nawet w jej towarzystwie. Pomyślała też w tej chwili, że może niepotrzebnie z nią idzie, obawiała się, żeby Sue przez to zaproszenie nie narobiła sobie jeszcze większych kłopotów.
Tak zaczęło ja to gryźć, że w końcu nie wytrzymała i zapytała najłagodniej, jak umiała:
      – Sue, na pewno chcesz, abym poszła z tobą? Może to nie jest dobry pomysł?
     – Nie, chodź, proszę cię. – Natychmiast otrzymała płaczliwą odpowiedź od trzęsącej się jak osika dziewczyny, która mocniej ścisnęła jej dłonie.
      – Dobrze, pójdę, uspokój się już.
      Susan puściła ręce koleżanki i wolno ruszyły w dalszą drogę. Doszły na pierwsze piętro i szatynka niepewnie nacisnęła klamkę w drzwiach po lewej. Były otwarte. Przed wejściem odwróciła się jeszcze przelotnie do Julie, jakby chciała się upewnić, że wciąż tu jest i po chwili przestąpiły próg, a moment później były już w sypialni szesnastolatki. Julie dokładnie widziała, że Sue nie jest do końca przekonana co do jej odwiedzin, ale że też boi się iść sama, aczkolwiek już nie wznawiała tematu.
      Gdy tylko Susan zamknęła za sobą drzwi pokoju, te za moment zamaszyście się otworzyły i w progu pojawił  się przyrodni brat dziewczyny. Wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, albo wręcz wykrzyczeć, lecz gdy tylko zobaczył stojącą obok siostry blondynkę, natychmiast stanął jak wryty, nie wiedząc chyba, co robić. Kompletnie go przytkało.
     – Cześć. Stephen. – Ogarnął się jednak po chwili, próbując stworzyć pozory i przecinając po drodze Susan zimnym jak lód wzrokiem, podszedł do Julie i podał jej rękę, gapiąc się na nią, jak na zjawisko.
      Uśmiechnął się, lecz widać było szalejącą w jego oczach, jakąś niewytłumaczalną furię. Był wyraźnie podpity, gdyż oczy mu lśniły i na odległość śmierdział alkoholem.
    – Julie. – Dziewczyna z niesmakiem podała mu dłoń, odwzajemniając uśmiech. Zrobiła to jednak tylko i wyłącznie z uprzejmości, chłopak z miejsca wydał jej się bardzo nieprzyjemnym osobnikiem.
      – Czemu nie mówiłaś, że masz takie ładne koleżanki? – Stephen zwrócił się luźno do siostry, próbując strugać dżentelmena, co mu zupełnie nie wyszło, bo tym płytkim tekstem tylko rozdrażnił blondynkę.
      – Czego się napijesz? – zapytała Susan, unikając spojrzenia brata.
      – Nie wiem, obojętnie – odparła Julie, która od razu zauważyła, że szatynka boi się chłopaka.
      Sue zniknęła z pokoju.
    – Co cię do nas sprowadza? – kontynuował Stephen, jeszcze bardziej napinając dziewczynie żyłkę, jego pewny siebie, cwaniacki głosik nieopisanie mocno działał jej na nerwy.
      – Nic, wpadłam tylko na chwilę – odparła Julie, starając się go nie poniżyć; nie chciała narobić Susan kłopotów.
      – To dziwne, że cię zaprosiła, ona nie ma w zwyczaju praktykowania takich uprzejmości – ironizował chłopak, wciąż hipnotycznie wgapiając się w blondynkę, która chyba naprawdę zrobiła na nim duże wrażenie.
      – Kiedyś musi być ten pierwszy raz – odparła z pełną pogardą dziewczyna, mocno zaciskając zęby, aby niepotrzebnie czegoś nie palnąć.
     – Może napijesz się winka? – Chłopak nie odpuszczał.
      – Nie zwykłam pić o trzeciej po południu – odparła Julie, usiłując nadać głosowi luźny ton. W głowie przewinęło jej się od razu: Nie upadłam jeszcze tak nisko, aczkolwiek powstrzymała się od aluzji.
      Ironia jednak trafiła do celu, bo Stephen chwilowo zaniemówił i nie wiedząc, co zrobić, co powiedzieć, za moment odwrócił się na pięcie i wyszedł, mijając się z w progu siostrą. Julie uśmiechnęła się pod nosem, lecz zaraz pożałowała swojego wyskoku. Szybko zrozumiała, że nie był on potrzebny i wystraszyła się, czy Susan nie będzie miała przez to nieprzyjemności. Po chwili usłyszała dość głośną rozmowę, która świadczyła o tym, że Stephen także ma ma gościa.
      – Mam tylko to, może być? – zapytała Sue, podając znajomej puszkę coli.
      – Jasne – odparła ciepło Julie i bez zbędnego zaproszenia, klapnęła na łóżku.
      – Gadał coś chamskiego?
      – Nie… nie zdążył – zaśmiała się osiemnastolatka, lecz zamiast radości wywołała u Susan chyba tylko stres.
      – Nie przejmuj się nim, to kretyn – mruknęła Sue.
      – Zauważyłam – potwierdziła wesoło Julie i upiła łyk napoju. – Masz  ładny pokój, taki przytulny – pochwaliła, chcąc odrobinę rozluźnić atmosferę, choć wiedziała, że to raczej niewykonalne.
      – Dzięki.
      Rozmowa się urwała. Susan chyba nie wiedziała, o czym gadać, podobnie Julie, którą bardzo korciło, aby porozmawiać, zapytać, lecz nie miała odwagi. Susan w końcu wstała i wzięła z szafy jakąś ciemnogranatową bluzkę.
      – Przebiorę się, ok? Gorąco tu. Zaraz wracam. – Spojrzała na koleżankę.
– Jasne.
     Obróciła w mig, ubrana już w lekką koszulkę, nadal jednak z długimi rękawami. W ciszy usiadła przy znajomej, kompletnie wyobcowana i wypompowana z życia.
      – Jak twoja noga? Masz jakieś opatrunki, może przydałoby się wymienić? – zapytała Julie, chcąc nawiązać chociażby cień konwersacji.
      – Nie wiem, chyba nie mam. Wróci matka, to mi zawinie – mruknęła Susan, wciąż zdziwiona nieobecnością rodziców.
      Znowu zapadła niezręczna cisza, przez co Julie czuła się odrobinę nieswojo. Nie wiedziała, o czym mówić do nastolatki, poza tym nie chciała naciskać, widząc, że nie ma chęci na rozmowę.
      Przesiedziały tak około godziny, zamieniając słowo od czasu do czasu, w końcu zadzwonił telefon blondynki. Po krótkiej rozmowie Julie schowała komórkę i wstała.
    – Młoda, muszę spadać. Stary jutro do pracy, a ja do szkoły i muszę zrobić jeszcze coś na obiad, bo jutro nie będę miała czasu.
      Mina, jaką zrobiła w tej chwili Susan, była niewiarygodna.
      – Już? – wystękała, dobitnie wystraszona.
      – Jeśli chcesz, możesz jechać ze mną – oznajmiła starsza dziewczyna choć wiedziała, że owa propozycja nie ma bez sensu.
      Susan tylko pomachała przecząco głową.
      – Daj mi swój telefon – poprosiła blondynka.
      Nastolatka spojrzała pytająco, lecz po chwili wręczyła dziewczynie komórkę. Julie wbiła cyferki i oddała nastolatce urządzenie.
      – Mój numer. Jakby coś się działo to nie patrz na nic, tylko dzwoń, ok? – nakazała zdecydowanie.
      Susan nie zareagowała.
      – Dobrze? – naciskała Julie, chwytając w dłoń twarz przerażonej dziewczyny.
      Ta w końcu pokiwała głową. Julie czuła się okropnie. Nie chciała zostawiać Susan samej, lecz wiedziała, że przecież i tak prędzej czy później będzie musiała wyjść.
       – Odprowadzę cię – wydusiła Susan, chcąc chyba opóźnić, jak się tylko dało, pozostanie samotnie w domu.


      – Sue, pamiętaj, w razie czego nie czaj się, tylko dzwoń, dobrze? Proszę cię, jakby coś się działo… cokolwiek, dzwoń! – Julie ponowiła prośbę, stojąc już przy samochodzie i Susan ponownie pokiwała potakująco głową. – Ok, muszę już jechać. Trzymaj się – blondynka mocno uściskała dziewczynę, wsiadła do auta i po chwili zniknęła z jej pola widzenia.
      Sue wolno weszła na górę i na miękkich jak wata nogach przekroczyła próg mieszkania. Dochodzące z sypialni Stephena odgłosy były już dość głośne, co świadczyło o tym, iż zabawa rozkręciła się na dobre i z całą pewnością jest to mocno zakrapiana impreza. Zamknęła drzwi sypialni i usiadła na łóżku, wertując w głowie swoją przyszłość i co ją czeka, jak wróci ojciec. Czy znowu będzie bicie, jakaś wymyślna kara, czy jednak znowu będzie się bał i da jej kilka dni spokoju. Nie zdążyła jednak zagłębić się w temat, gdyż drzwi pokoju nagle się otworzyły i w progu, w towarzystwie kompletnie pijanego kolegi stanął równie pijany Stephen, obejmując kumpla z szerokim jak księżyc, złowieszczym uśmieszkiem. Susan natychmiast spanikowała, znała ten nieprzyjemny wyraz twarzy. Widziała go już, jak kiedyś próbował do niej dobierać, lub po prostu miał ochotę ją uderzyć, poza tym identyczną minę robił zawsze ojciec, gdy był zły.
      – A oto i moja puszczalska siostra – wybełkotał ironicznie chłopak, wskazując ręką dziewczynę i po chwili obaj, maksymalnie rozweseleni, ruszyli w jej stronę.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2831 słów i 16282 znaków, zaktualizowała 28 maj 2020.

3 komentarze

 
  • Somebody

    Mistrzyni budowania napięcia :D

  • agnes1709

    @Somebody Zapewne z błędami nadal:sciana: Już na oczy nie widzę. Mam tego opka dość, a pomysłów jak nie było, tak nie ma. Znasz starą bajkę o napięciu? Na pięciu napadło dziesięciu :D :| Dzięki za podniesie na duchu, ale duch też uleciał razem z weną :sad:

  • Somebody

    @agnes1709 Spokojnie, poczekamy, ile będzie trzeba na powrót weny z duchem :lol2:

  • agnes1709

    @Somebody Raczej gusła jakieś by się przydały, bo ratunku nie widzę. Może Alex coś poradzi, on się na tym zna :D Chciałam kończyć parodię randki, ale widzisz, co się dzieje. Zmuła powszechna.

  • Somebody

    @agnes1709 Pora to olać już. Skoro niektórzy wiedzą lepiej, to się nie będzie mu z koniem kopać  :shrug: Ja myślę, że przyjedzie z czasem wena. Zawsze w końcu przychodzi  :D

  • agnes1709

    @Somebody To niech streszcza srakę  :krzeslo: Ej, a może ona też muli na kwarantannie?  :woot2:  :swoon:

  • Duygu

    Aga, ja kiedyś padnę na zawał albo umrę na bezsenność  :boje:  Biedna Sue, biedna Julie. :sad: Czasem tak jest, że chcesz pomóc, ale po prostu nie możesz... Chłopaki, zostawcie dziewczynę w spokoju!  :pissed:  Bo jak zaraz przyjadę, (prędzej rozwalę auto po drodze :D) to inaczej porozmawiamy  :weapon:   :tadam:

  • agnes1709

    @Duygu Nie padniesz, twarda babka z Ciebie  :przytul:

  • Duygu

    @agnes1709  :przytul:  :zakochany:

  • Iga21

    I oby jak najszybciej wróciła jej matka.  
    Ten chłopak jest pier...

  • agnes1709

    @Iga21 Jest, tatuś nauczył, poza tym wie, jak ojciec traktuje S i czuje się bezkarny.

  • Iga21

    @agnes1709 dokładnie.
    O ale jeszcze nie było (chyba, że mi gdzieś umknęło) co się działo u Sue w domu gdy uciekła.

  • agnes1709

    @Iga21 Nie ma potrzeby tego opisywać moim zdaniem.

  • Iga21

    @agnes1709 spoko. Znając życie pewnie matka coś tam pokrzyczała. On zaczął się kajać i obiecywać.  
    Ta chora więc dała sobie spokój z pijakiem gadać.  
    Ale w końcu w odpowiednim momencie Ty ją w akcje w jakiś sposób jeszcze wkręcisz, bo na razie, to raczej taka bierna postać.