Ukojenie cz. 44

Ukojenie cz. 44Emma wróciła ze sklepu i włączyła ekspres, a młody schował się w łazience.
      – Usmażę jajka, może być? – zapytała.
      – Pewnie, w twoim wykonaniu wszystko może być – zaśmiał się Trevor, podchodząc do niej. – Pojedziesz ze mną do Mike'a? – Wtulił twarz w jej szyję.
      – Nie wiem, nie znam go.
      – Znasz, przecież już byłaś. Nie zabawimy długo, wypijemy po piwku i wrócimy. – Ściskał blondynkę coraz mocniej.
      – Trevor, udusisz mnie. Muszę zrobić śniadanie. – Dziewczyna delikatnie odsunęła się od niego.
      Chłopak jednak nie odpuszczał i ponownie objął ukochaną pod tyłu, krępując jej ręce.
      – Nie zrobisz śniadania, dopóki nie odpowiesz na moje pytanie – zagroził przyjaźnie.
      – Dobrze, pojadę, a teraz mnie puść.
      – Nie. Uciekłaś z łóżka, musisz mi to wynagrodzić – zażądał.
      – Trevor, przestań już. Dochodzi jedenasta, trzeba coś zjeść. Kawa się zaparzyła. – Blondynka się nadąsała.  
      To tylko rozochociło szatyna, który jeszcze mocniej opatulił ją w uścisku.
      – Jak zaproponujesz mi jakąś przyzwoitą rekompensatę za poranną samotność, to cię puszczę. – Nabijał się.
      – Bo nie pojadę!
      – Ooo, to teraz tylko pogorszyłaś swoją sytuację – stwierdził zadowolony, ucałowawszy dziewczynę w szyję.
      Za moment odwrócił sympatię i przykleił się do jej ust. Pocałunek nie trwał długo, chłopak zaraz ją uwolnił.
      – Dobra, już nie będę, ale wieczorem się rozliczymy. Proponuję masaż. Jak nie wynagrodzisz mi dzisiejszej ucieczki, nie dam ci spać – ciągnął rozbawiony.
      – Dobrze, pozwolę ci zrobić mi masaż, skoro tak bardzo nalegasz – odparowała Emma.
      – Podskakujesz, widzę? Ok, zobaczymy, jaka będziesz mądra wieczorem – rzekł Trevor, puścił dziewczynę i poszedł do okna na papierosa.
      Emma w końcu wrzuciła bekon na patelnię. Tommy wtargnął do kuchni.
      – Dopiero smażysz bekon? Co tu robiliście tyle czasu? – zaśmiał się i nalał sobie kawy.
      – Za młody jesteś na takie szczegóły – odparł Trevor.
      Po chwili jajka stały już na stole. Chłopak zjadł bardzo szybko i znowu sięgnął po Marlboro. Emma spojrzała na niego, jakby chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła. Chłopak zauważył jednak jej minę.
      – Wiem, znowu za dużo kopcę, ale nie umiem inaczej.
      – Przecież nic nie mówię.
      – Ale myślisz – uśmiechnął się.
      Trevor poczekał, aż dziewczyna zje i zapytał:
      – Jedziemy? Koleś nie ma za dużo czasu.
      – Tak.
      – Podrzucisz mnie do pracy Jessicy? – zapytał Tommy.
      – Jasne.
      Kwadrans później szatyn wysadził przyjaciela pod pubem.
      – Za góra dwie godziny będziemy wracać. Zajechać po ciebie? – spytał młokosa.
      – Nie, może gdzieś poleziemy.
      Emma od razu zrobiła dziwną minę.
      – No co? Przestań już myśleć nie wiadomo, co. Chyba nie pójdę się z nią naćpać. – warknął wkurzony Tommy i wysiadł z auta.
      – Kotku, daj spokój. On już tego nie weźmie, jestem przekonany – uspokajał dziewczynę Trevor, ruszając.
      Kupił po drodze kilka piw i niedługo potem wciągał Emmę do domu Mike’a. Gospodarz zostawił na stole trzy trunki, resztę zaniósł do lodówki i usiadł w fotelu, naprzeciw pary.  
      – Chcesz szklankę do piwa? – zapytał dziewczynę.
      – Nie, dzięki, nie lubię piwa – odparła miło.
      – A co lubisz?
      – Martini! – ucieszył się Trevor.
      – Niestety, nie mam takich wynalazków. Ale mam wódkę i sok grapefruitowy, mogę zrobić ci drinka.
      – Dobrze, ale nie lej dużo alkoholu. – Emma chętnie przystanęła na propozycję.
      – Jeszcze nikt nie narzekał – odparł z uśmiechem Mike i poszedł do kuchni.
      Trevor w tym czasie zrobił dwa skręty i zwrócił się do swojej kobiety:
      – Nie masz nic przeciwko, żebym z nim zapalił?
      – Nie.
   Ucałował ją i za chwilę brunet wrócił ze szklanką, która wylądowała w dłoni blondynki.
     – Proszę. Nie robiłem mocnego i dałem sporo lodu. Najwyżej wypijesz osiem takich, bo jeden raczej nie ma sensu – zaśmiał się chłopak.
      – Dziękuję.
    Trevor wręczył skręta przyjacielowi i po chwili już otoczeni byli kłębami dymu. Po wypaleniu połowy swojego, podał go dziewczynie.
      – Nie chcę – oświadczyła.
      – Zapal, będzie weselej – poprosił Mike.
      – Nie przepadam za trawką. – Szatyn wybuchnął śmiechem – a niedawno chciała palić całego, jak ją poczęstowałem. Do tego się oburzyła, jak jej nie dałem – rechotał wesoło, przytulając najdroższą.
      Emma się uśmiechnęła.  
      – Zapal – namawiał Mike.
      Wzięła w końcu peta w dłoń, pociągnęła cztery razy i oddała ukochanemu.
      – Co tak skromnie? – zapytał gospodarz.
      – Dla niej wystarczy, nie ma głowy do używek – odpowiedział Trevor. – Prawda, kotku? – Zaczepnie spojrzał na dziewczynę.
      – Nieprawda. Gdyby to było w czasach szkoły, przegrałbyś z kretesem – odparła Emma, już weselsza i coraz bardziej rozluźniona.
      – Na pewno. Nawet nie śmiałbym stanąć w szranki – zachichotał chłopak.
      – Powiedziałam, że jarałam dwa razy, ale nie wspominałam, w jakich ilościach – walczyła dziewczyna, a lekki, narkotyczny uśmiech już zagościł na jej twarzy.
      Trevor kochał ten spowodowany jego złośliwością, sarkazm.  
      – Pewnie, nie dawaj się. Przylezie taki oto dupek i się wymądrza – zaśmiał się Mike.
      – On lubi, jak się złoszczę. Ale ja się rzadko wkurzam, a jak już, to zawsze obrywa – pochwaliła się Emma, śmiejąc się coraz mocniej.
      – Wiem, że obrywa. To mięczak – przytaknął brunet i spojrzał na puste butelki. – Idę po piwo. Dokończ drinka, zrobię ci drugiego – rzekł do dziewczyny.
      Emma dopiła i oddała mu szklankę. Mike przyniósł wszystkim ich trunki i ponownie zwrócił się do dziewczyny:
      – Jak tam tatuaż? Mogę zobaczyć? Nie widziałem jeszcze tego odcieniu na skórze.
      Emma uniosła lekko bluzkę i pokazała mu wzorek.
       – Fak, ten kolor jest o wiele przyjemniejszy, niż poprzedni. Dobra robota. Widać, że moja szkoła – rozradował się, patrząc spod byka na Trevora.
      – I teraz uczeń przegoniłby mistrza – odparował szatyn.
      – Być może, mistrz nie zajmuje się rysunkiem.
      – To nie ma znaczenia w kwestii robienia tatuażu – przechwalał się Trevor.
      – Jak to nie ma? Rysując, wyrabiasz sobie dłoń, więc i z maszynką radzisz sobie lepiej. – wykłócał się Mike.– A jak z kłuciem? Zrobiłabyś to jeszcze raz? – zapytał dziewczynę.
      – Trochę boli, ale na pewno bym to powtórzyła. Dobrze, że nie muszę. – Emma się uśmiechnęła.
      – Twarda z niej sztuka. Zdziwiłem się, bo informowano mnie, że będzie płakać – ironizował Trevor.
      – Patrz, jaki mocny? A sam łzawił, jak kłułem mu cyc – zaśmiał się brunet.  
      – A ty jakiś masz? – zapytała Emma, była już zupełnie rozluźniona
     – No przecież…
      Mike zdjął koszulkę i dziewczynie ukazała się duża, czarno-szaro-biała kobra, która zaczynała się na szyi i przechodząc przez prawe ramię, oplatała rękę do samego łokcia.
      – Robił go cztery dni – powiedział Trevor.
      – Ładny – pochwaliła blondynka.
      – Tu mam drugi. – Brunet pokazał jej pionowy, chiński napis, wytatuowany na karku. – I jeszcze jeden – Mike przekręcił lewą rękę – po jej wewnętrznej stronie, od łokcia do nadgarstka ciągnął się napis: „Be Yourself”.  
      – Czwartego ci nie pokażę, jest tylko dla wybranek. No... może kiedyś – Mike soczyście wygiął usta.
      – Koleś, uważaj – syknął Trevor i towarzystwo uderzyło w śmiech.
      Gadali tak zawzięcie, że dwie godziny zleciały w trybie natychmiastowym. Emma w rezultacie wypiła siedem drinków i była już nieźle wstawiona. Trevor czekał na odpowiedni moment, w końcu wstał.  
      – Chodź do kuchni, mam do ciebie słowo – rzucił do przyjaciela. – Zaraz wracam – ucałował Emmę i zniknął w kuchni.
      – Trzymaj. – Mike podał Trevorowi niewielką buteleczkę, którą ten schował w boczną kieszeń i zakrył koszulką. Zapłacił, ile przyjaciel zażądał i zapytał:
      – Pamiętasz, jak wspominałem ci o małolacie w szpitalu?
      – Jasne.
      – On sporo popala, pomyślałem, że mógłby kupować od ciebie.
      – A co, ma problem z dojściem? – Mike był nieufny.
      – Nie, ale nie wiem, od kogo bierze. Nie chcę, żeby plątał się w podejrzanych miejscach. Obawiam się, że w takim towarzystwie znów może wpaść w jakieś bagno. I chyba nie myślisz, że w razie przypału by cię sprzedał? Zresztą mi też kiedyś musiałeś zaufać pierwszy raz, prawda?
      – Ok, ale nie zaufam jemu, tylko tobie. Podaj mu mój numer, tylko niech dzwoni od dziesiątej do osiemnastej, w innych godzinach mu nie sprzedam. I niech powie, kto go przysłał.
      – Nie ma problemu. Dzięki.
      Młodszy chłopak spojrzał na zegarek – dochodziła czternasta.
      – Pójdziemy już, i tak się zasiedzieliśmy – oświadczył brunetowi.
      – Mam jeszcze czas.
      – Nie, spadamy. Chcę skoczyć jeszcze po zakupy.
      – Ok, jak chcesz. A co do niej… fajna dziewczyna. Jak przyjeżdżałem pod twoją szkołę, myślałem, że to jakaś pusta rura. Jednak człowiek może się bardzo pomylić – roześmiał się Mike.
      Trevor się uśmiechnął i ruszyli do salonu.
      – Kotku, pójdziemy już – zwrócił się do Emmy
      Dziewczyna wstała. Gdy byli już pod drzwiami, chłopak mocno uściskał Mike'a.
       – Dzięki za wszystko. Trzymaj się.
       – Cześć. Dzięki za gościnę – dodała blondynka.
       – Nie ma za co. Na razie – odparł brunet, nieco osłupiały zachowaniem kumpla.
      Ukochana także spojrzała dziwnie na to wszystko. Trevor chwycił ją za rękę i poszli do auta.
      – Pojedziemy do mnie? Wykąpałbym się. Wracając kupimy coś do jedzenia – poprosił.
      – Dobrze.
      Gdy byli w połowie drogi, Trevor zauważył, że dziewczyna zasnęła, zapewne po używkach. Dojechał do zakrętu, w który wszedł bardzo łagodnie, raz po raz spoglądając raz po raz na młodą kobietę. Zatrzymał się, bezszelestnie wysiadł i poszedł otworzyć drzwi. Schował zakup do szuflady, wrócił i stanął nad dziewczyną, przypatrując się jej bacznie. Rozbawił go fakt, że usnęła tak mocno i nie załapała nawet, że są na miejscu. Wisiał chwilę nad jej głową, gdyż miała bardzo przyjemną minę, ale zaraz wziął dziewczynę na ręce. Dopiero, gdy ją uniósł, mruknęła:
      – Nie dźwigaj mnie, sama dojdę.
      – A co tu dźwigać? – roześmiał się.
      Chyba lubiła, jak ją nosił, bo wtuliła się w niego. Trevor zaraz ułożył ją na łóżku i przykrył kocem. Już chciał się oddalić.
      – Gdzie idziesz? – mruknęła, otwierając zaspane oczy.
      – Pod prysznic, zaraz wracam. Śpij – odparł chłopak, pocałował ją w czoło i zniknął w łazience.
      Odkręcił wodę, wlazł pod natrysk, oparł się o ścianę i uderzył w płacz. Z sekundy na sekundę zalewał się łzami coraz mocniej. Stał tak dość długo i gdy w końcu wyrzucił z siebie cały żal, wziął się za kąpiel. Szybko się uwinął, ogolił w końcu własną maszynką, nałożył spodenki i wrócił do Emmy. Spała jak zabita. Od razu spostrzegł, że na zewnątrz zrobiło się ciemniej, nadchodziła burza. Chłopak uśmiechnął się pod nosem, uwielbiał taką pogodę. Poszedł do kuchni, odpalił papierosa i wlepił wzrok w okno. Nagle huknęło tak potężnie, że Trevor aż podskoczył. Znów rozpogodziła mu się twarz. Było już widać rozbłyski, które z każdą chwilą pojawiały się coraz częściej. Wstał, otworzył drzwi i stanął w progu. Był mniej więcej w połowie używki, kiedy usłyszał:
      – Trevor.
      Spojrzał na Emmę – miała specyficzną minę. Wyrzucił niedopałek, zamknął drzwi i podszedł do sympatii.
      – Chodź tu. – Pociągnęła go za rękę.
      Położył się obok i Emma od razu się do niego przysunęła. Chłopak się rozweselił.
      – Boisz się burzy? Nie żartuj. Przecież ta pogoda jest genialna, poza tym powietrze będzie lżejsze – rzucił luźno.  
      – Nie boję się, ale nie lubię – wybełkotała dziewczyna.
      – Nie boisz się? To chodź na werandę. – Trevor uniósł się na łokciu i pociągnął ją lekko za dłoń.
      – Nie.
      – No chodź, chociaż do okna. Przecież to tylko wyładowania, nic ci nie zrobią – śmiał się chłopak, ciągnąc delikatnie ukochaną.
      – Trevor, nie!
      Odpuścił i legł obok. Trzymał najdroższą za rękę, wpatrując się w jej twarz. Z każdym grzmotem Emma mrugała powiekami, co jeszcze bardziej odzwierciedlało jej strach. Szatyn znów miał radochę z jej zatrwożonej miny. Przycisnął blondynkę do siebie.
      – Nie bój się, przecież jesteś w domu. – Pogłaskał ją po włosach.
      Dziewczyna milczała. Chłopak także trwał w ciszy, nie miał ochoty gadać. Poza tym miał ukochaną blisko siebie i to mu wystarczało.
      Na zewnątrz zrobiło się już całkiem ciemno. Nagle znowu ryknęło potężnie i oboje drgnęli, zaskoczeni; dźwięk był bardzo głośny. Spojrzeli po sobie i jak jeden mąż uderzyli śmiechem.
      – Sam się boisz, a strugasz bohatera – wyjechała blondynka.
      – Nie boję się. Walnęło znienacka, temu się wystraszyłem – tłumaczył się chłopak.
      – Dobra, dobra... Już ja znam takich chojraków, co to tylko z kobiet się śmieją, a sami trzęsą portkami.
      – Tak? Widzę, że bardzo chcesz się przekonać, które z nas jest odważniejsze – rzekł Trevor i wstał z łóżka. – Idziemy – Wziął dziewczynę na ręce i ruszył w stronę drzwi.
      – Trevor, przestań, puść mnie! – Wyrywała się, machając zabawnie nogami.
      – Nie szarp się, bo wyjdę na zewnątrz – zagroził, ale skręcił do kuchni i zatrzymał się przy oknie.
      Dziewczyna oplotła się na jego szyi niczym bluszcz. Nie patrzyła na podwórze.  
      – Zobacz, te pioruny są świetne – powiedział Trevor.
      Niebo było czarne, więc wyładowania były bardzo dobrze widoczne i zdawały się sięgać samej ziemi.
      – Nie chcę, odejdź od okna. – Panikowała blondynka.
      – Kotku, wyluzuj, przecież nie ci nie grozi – zaśmiał się chłopak.
      Za chwilę znów zagrzmiało i Emma jeszcze mocniej przylgnęła do ukochanego. Trevor zauważył, że dziewczyna naprawdę się boi, wrócił więc do salonu i ułożył ją na kanapie. Zaraz zajął miejsce obok. Wcisnęła głowę pod jego brodę.  
      – Goliłeś się? Ładnie pachniesz – mruknęła. Uśmiechnął się.  
      Zapadła cisza. Pogoda i mrok na zewnątrz sprawiły, że oboje po kilku minutach przysnęli.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2410 słów i 14601 znaków, zaktualizowała 12 maj 2020.

1 komentarz

 
  • Duygu

    Uwielbiam Trevora i Emmę  <3  Kibicowałam im od samego początku i bardzo się cieszę z takiego rozwoju akcji. Towar od kolegi odebrany i co teraz?...  :drool:

  • agnes1709

    @Duygu Szybsza od wiatru?:D Teraz to...  :question: :P

  • Duygu

    @agnes1709  :D