Ukojenie cz. 28

Ukojenie cz. 28Pozbierał pakiety, wsiadł do auta i ruszył. Jechał bardzo wolno, obraz dwoił mu się i troił od stanu upojenia. Długo trwało, póki dotelepał wóz na skraj lasu. Tam dopiero wyrzucił plastikowe torebki. Postanowił się zdrzemnąć. Nie chciał prowadzić w takim stanie, już prawie nie widział na oczy. Zaparkował obok drogi, wyłączył silnik, komórkę, oparł głowę o fotel i zamknął oczy. Zasnął bardzo szybko. Gdy się przebudził, było ciemno jak w grobie. Miał straszliwego kaca. Spojrzał na zegarek – za dziesięć trzecia.
      – Kurwa mać! – ryknął wkurzony i szybko uruchomił samochód.  
      Na myśl o Emmie i o tym, jaka będzie wściekła, on razu oprzytomniał. Po kwadransie był już pod drzwiami. Najciszej jak się dało przekręcił klucz, lecz gdy wszedł do salonu, okazało się, że dziewczyna nie śpi. Jej mina była bardzo zastanawiająca, a oczy szkliste. Trevor poczuł się bardzo nieswojo. Emma zobaczywszy chłopaka, podeszła do niego, spojrzała z wyrzutem, uderzyła go w twarz i szybko wyszła, zatrzaskując z hukiem drzwi sypialni. Trevor osłupiał. Dziewczyna miała pociągnięcie, chłopak dosadnie odczuł pieczenie na policzku. Nie poszedł za nią, tylko zdjął buty i walnął się na kanapie. Odpłynął momentalnie.


      Otworzył oczy – Emma plątała się po kuchni. Nie wstawał, kiepsko się czuł po zapiciu. Leżał tak ze dwadzieścia minut, w końcu zmuszony był iść do łazienki. Załatwił sprawy i teraz już poszedł do kuchni. Podszedł do smażącej naleśniki dziewczyny i mocno ją przytulił.
      – Przepraszam, zasnąłem. Nie chciałem jechać pijany. Obudziłem się dopiero w nocy – skłamał, klejąc się do ukochanej.
      – Dlaczego wyłączyłeś telefon? Myślałam, że znowu coś ci się stało.
      – Przecież mówiłem, że jestem u Mike'a.
      – W porządku, skończmy ten temat – rzekła sucho Emma.
      Trevor wiedział, że się zamartwiała i poczuł się jak kretyn. Dziewczyna skończyła pracę, nałożyła mu kilka naleśników, na stole postawiła syrop i rzucając chłodne: idę się wykąpać,zatrzasnęła się w łazience. Chłopak słysząc jej nieprzyjazny ton, poczuł się jeszcze gorzej.  
      Zasiadł nad talerzem, ale wcisnął tylko dwie sztuki, nie miał chęci na jedzenie. Za to miał chęć na jaranie. Zrobił skręta i szybko odpalił. Gdy dziewczyna wyszła, czuł się o niebo lepiej. Podeszła i pogładziła go po uderzonym policzku.
      – Przepraszam, nie powinnam. – Przytuliła się do chłopaka. Mocno ją uściskał.
      – Przeżyję. I zasłużyłem – rozweselił się.
      Emma stała i nie odrywała się od niego, chyba było jej wstyd.
      – Zjedz śniadanie i pojedziemy do szpitala. – Odsunął ją lekko.
      Grzecznie zajęła miejsce. Trevor jak zwykle uważnie obserwował, jak je, miał do tego wielką słabość. Szybko się uwinęła i po pół godzinie już parkował pod szpitalem. Po wejściu okazało się, że Tommy śpi w najlepsze.
      – Co robimy? – spytał chłopak.
      – Posiedźmy, może się obudzi.
      Czekali niecałe piętnaście minut, w końcu dwudziestolatek uniósł powieki.
      – Cześć. – Emma się podniosła i mocno go przytuliła.
      – Jak tam? – zagadnął Trevor; nie był już tak zły jak wczoraj.
      – W porządku – odparł młodzik i wstał z łóżka.
      – Gdzie idziesz? – Blondynka w okamgnieniu zainterweniowała.  
      – Muszę do kibla, nie jestem obłożnie chory – burknął Tommy.
      Starszy z chłopaków uśmiechnął się pod nosem. Młodzik wyszedł, wtedy Trevor przyciągnął Emmę do siebie i posadził na kolanie.
      – Humor mu wraca, to dobry znak – zaśmiał się, obejmując ją w pasie.
      Emma znów się napuszyła, co rozweselało młodego faceta. Tommy wrócił i klapnął na łóżko, operując gnuśną miną.
      – Idź, zapytaj lekarza, czy mnie dziś wypisze? – zwrócił się do siostry.
       Była raczej niechętna na ten pomysł, ale po chwili wyszła z sali.
      – Czy rozstałeś się z Davidem po wejściu do klatki? – zapytał od razu Trevor.
      – Tak, poszedł po pieniądze. A co?
      – Bo zastanawiałem się, gdzie go wcięło.
      Tommy zamilkł, chłopak także. Dziewczyna po chwili wróciła.
      – Nie wyjdziesz dziś, najwcześniej jutro – oświadczyła bratu.
      Ten wściekle zerwał się z miejsca.
      – Daj mi fajkę.
      Emma natychmiast zgromiła obu panów diabolicznym spojrzeniem.  
      – Nie będziesz palił w szpitalu – warknęła.
      – W szpitalu nie muszę – rzekł spokojnie Tommy  i ponownie poprosił o papierosa.
      – Pójdę z nim, nich zapali – zaproponował w końcu Trevor widząc, że zaczyna się niepotrzebna emocjonalna przepychanka.
      Już się nie sprzeciwiała, lecz nadal patrzyła spod byka, jak opuszczali salę.  
      – Widziałeś? Już strzela – syknął Tommy, ale zaraz wyszczerzył zęby. – Ty się wypisałeś, ja też mogę! – wyskoczył, odpalając papierosa.
      – Przemęcz się do jutra, ona i tak jest poddenerwowana. Zostawię ci paczkę fajek. Poza tym nie możesz, nie jesteś pełnoletni – zgasił go szybko Trevor.
      Tommy spojrzał tępo na kolegę i zamilkł. Trevor zajrzał do pudełka – doliczył się dwunastu sztuk.
      – Wystarczy ci tyle?
      – Nie wiem, nudno tu. Będę palił.
      – Idź do Sali, pójdę, kupię ci całą paczkę.
      Trevor nabył używki, ale jeszcze nie dawał ich przyjacielowi. Emma przeciągała wizytę, więc siedzieli u chłopaka chyba ze dwie godziny. Tommy zdążył wypalić przez ten czas osiem papierosów, co złościło młodą kobietę. Trevor w międzyczasie skorzystał z jej wycieczki do łazienki i dał chłopakowi paczkę i zapalniczkę, które ten schował.
      – Mały, pójdziemy już. Jest sobota, muszę zrobić jakieś zakupy. Przywieźć ci coś do jedzenia? – zapytała dziewczyna.
      – Nie trzeba, do jutra wytrzymam.
      – Przyjadę wieczorem.
      – Po co? Wystarczy, że ja tu głupieję. Przyjedź rano, bo zamierzam opuścić ten przybytek – warknął poirytowany młodzik.
      – Ale lekarz nie powiedział, że na pewno cię wypuszczą – dogryzała Emma.
      – Gówno mnie to obchodzi, sam wyjdę! – rzucił wkurzony chłopak.
      Trevor nie reagował, sam miał odrazę do szpitali. Dziewczyna westchnęła tylko i już się nie kłóciła.


      – Pójdziesz ze mną do sklepu? – zapytała Emma, gdy Trevor zaparkował pod dużym budynkiem.
      – Pójdę.
      Nie był zachwycony. Nie lubił większych sklepów, zakupy zawsze robił w małych, w trybie natychmiastowym. Nie odzywał się jednak, tylko chwycił dłoń dziewczyny i posłusznie ruszył za nią. Weszli do środka i Trevor od razu zmarszczył brwi. Kurwa, ja to mam szczęście – pomyślał wkurzony. Spojrzał na Emmę – chyba jeszcze niczego nie dostrzegła.
      Szli powoli, a Scott naprzeciwko. Sklep był bardzo duży i dzielił ich spory kawałek, ale panowie już od samego wejścia zauważyli się nawzajem. Młoda kobieta dopiero teraz zobaczyła byłego i jego pobitą twarz. Od razu mocniej ścisnęła rękę ukochanego. Scott wydawał się niewzruszony i chcąc chyba pokazać, że nic sobie nie robi z pogróżek Trevora, agresywnie szturchnął barkiem mijającą go dziewczynę. Szatyn ekspresowo odwrócił się na pięcie.
      – Co, kurwa?! – ryknął, popychając blondyna z całej siły.
      – Gówno! – Scott go odepchnął.
      Targnięty złością Trevor rzucił się na chłopaka i powalił go na ziemię. Od razu zadał cios w twarz, ale rywal był większy i szybko zepchnął napastnika, powalając się na niego całym ciałem Trevor oberwał w szczękę raz i drugi, ale zaraz uderzył go w bok i jakoś udało mu się uwolnić. Znów natarł na gościa, lecz tym razem z takim rozmachem, że wpadli na dużą szklaną gablotę z różnorakimi towarami i razem z nią znaleźli się na ziemi.  
      – Przestańcie! – krzyknęła Emma, ale bez skutku.
      Trevor wstał pierwszy, chwycił leżącego przeciwnika za ubranie i znów dwa razy mu przyłożył. Jednak Scott był równie zawzięty, bo szybko odepchnął go nogą i rzucił się na przeciwnika. Nabrał takiej szybkości, że pchał chłopaka dobre parę metrów. Zatrzymali się dopiero, gdy Trevor łupnął plecami o ścianę, co odczuł boleśnie. Natychmiast oberwał z kolana w brzuch. Skulił się.
      – Zostaw go! – wrzasnęła dziewczyna i zaczęła odciągać byłego.
      Scott się odwrócił i zdzielił ją w twarz, powalając na ziemię. Trevor, widząc to, ponownie z rozbiegu zaatakował rywala. Polecieli na czarny, okrągły stolik, a potem z hukiem na ziemię. Szatyn szczęśliwie znów znalazł się na górze, lecz zadał tylko dwa ciosy, bo Scott ścisnął jego chorą rękę. Chłopak krzyknął i odruchowo złapał się za bolące miejsce, wtedy dostał w twarz. Spadł z faceta. Ten zdążył jeszcze dwa czy trzy razy kopnąć go w żebra, zanim rozdzieliła ich ochrona. Rzucili walczących na ziemię, wykręcając im ręce do tyłu.
      – Dzwoń po policję – rzekł do kolegi pracownik sklepu.
      – Nie, Jimmy, nie dzwoń! – zaprotestował natychmiast Scott. – Załatwmy to sami, pokryję wszystkie straty – nalegał. Wyglądało na to, że dobrze znają się z ochroniarzem.
      Trevor był zaskoczony, nie mógł zrozumieć, dlaczego chłopak już drugi raz próbuje uniknąć władz. Wielcy jak góra mężczyźni z łatwością podnieśli awanturników i trzymając im ręce z tyłu, wyprowadzili ze sklepu. Pchnęli chłopaków w dwie różne strony, lecz stali jeszcze chwilę, czekając, aż się od siebie oddalą. Trevor ruszył wolno. Dobitnie odczuł uderzenia po żebrach, do tego znów rwało mu rękę; Scott ścisnął ją bardzo mocno. Podbiegła do niego Emma.
      – Trevor, w porządku? – wydusiła, nadal zszokowana zaistniałą sytuacją.
      – Tak – odparł, biorąc w rękę jej twarz. Policzek zaszedł czerwienią.
      Chłopakiem znów wstrząsnęła złość, agresywnie wyrwał się dziewczynie i biegiem ruszył za Scottem. Miał ochotę go zabić.      
     – Trevor, wracaj! – krzyknęła Emma, ale on nie słuchał.
      Szybko dogonił blondyna i wskoczył mu na kark, zwalając chłopaka z nóg. Zaczął na oślep okładać go pięściami, lecz Scott był potężnym facetem i dał radę się wyszarpnąć i zrzucić chłopaka, który runął na plecy. Chciał go kopnąć, ale ten złapał go za nogę i mocno pociągnął do siebie. Koleś upadł, wtedy Trevor znów na niego wskoczył.
      Zaczęli się szarpać i taczać po ziemi jak gówniarze. Dziewczyna dopiero teraz do nich dobiegła.
      – Przestańcie, do cholery! – zaapelowała. – Zróbcie coś! – krzyknęła do stojących obok gapiów.
      Walczący turlali się po chodniku kilka chwil, w końcu podbiegło do nich dwóch mężczyzn i przerwało bójkę, odrywając awanturników od siebie. Szatyn wyrywał się w napadzie furii, ale rosły facet bez ceregieli rzucił nim o maskę najbliższego samochodu. Scott wstał z grymasem na twarzy, najwyraźniej też odczuł zaangażowanie rywala.
       – Wsiadaj do samochodu i jedź! – huknął do Trevora nieznajomy, puścił chłopaka i pchnął przed siebie.  
      Wściekły Trevor zmuszony był usłuchać, skierował się więc do Forda, a przy nim zatrwożona, milcząca dziewczyna. Dość mocno kulał, gdyż skręcił nogę w tej szarpaninie, czego wcześniej nie odczuł. Co chwila wycierał krew z rozciętej wargi.
      – Daj, ja poprowadzę – rzekła niepewnie Emma, gdy dotarli do pojazdu.
      Wręczył jej kluczyki i znowu ujął jej twarz.
      – Mocno cię uderzył?
      – Nie.
      – Na pewno?
      – Tak, wszystko ok.
      Nie był przekonany i nadal pałał złością, aczkolwiek grzecznie wsiadł na miejsce pasażera.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 1951 słów i 11614 znaków.

1 komentarz

 
  • Duygu

    "Trevor jak zwykle uważnie obserwował, jak je, miał do tego wielką słabość".
    Aż się przypomina tekst: "Miłość jest wtedy,[...] kiedy patrzysz, jak ona je i sam nie możesz nic przełknąć."   <3  

    Co za spotkanie!...  :swoon:   :boje:  Ktoś będzie musiał jako pierwszy skończyć w grobie za te wszystkie potyczki... Oczywiście stoję murem za Trevorem  :D  Przywal temu Scottowi raz a porządnie  :bitka:   :blackeye:   :F

  • agnes1709

    @Duygu Jesteś niegrzeczna, kibicujesz psycholom :D

  • Duygu

    @agnes1709 You know... :kolobok:

  • agnes1709

    @Duygu I know :D